Giselle obudziła się powoli, jakby jej ciało samo decydowało, że już wystarczy snu, ale nie zamierzało robić tego gwałtownie. Otworzyła oczy i przez chwilę patrzyła w sufit, pozwalając, by resztki snu jeszcze przez moment tańczyły w jej głowie. A był to sen wyjątkowy, taki który zostawia w człowieku ciepło, jakby ktoś w środku zapalił lampkę i powiedział: dzisiaj będzie dobry dzień. Nie pamiętała go w całości, tylko fragmenty: miękkie światło, czyjś śmiech, poczucie bezpieczeństwa, które rzadko jej towarzyszyło. Ale wystarczyło, by na jej ustach pojawił się uśmiech taki prawdziwy, nie ten elegancki, wyważony, który nosiła w towarzystwie. Przeciągnęła się leniwie, z tą swoją naturalną chłodną elegancją, która była obecna nawet wtedy, gdy nikt jej nie obserwował. Włosy rozsypały się na poduszce jak jasna fala, a ona pozwoliła sobie na luksus kilku minut beztroski.
To był poranek, który obiecywał, że świat nie będzie jej dziś przeszkadzał.
Niestety świat miał inne plany.Telefon zawibrował na stoliku nocnym, a Giselle jeszcze z półprzymkniętymi oczami, sięgnęła po niego, gotowa zignorować każdą wiadomość, która nie była absolutnie konieczna. Ale kiedy spojrzała na ekran, jej dobry nastrój został brutalnie sprowadzony na ziemię. Na wyświetlaczu pojawiło się jedno słowo:
„Mama”.
Giselle zamknęła oczy, jakby próbowała przywołać z powrotem swój cudowny sen. Bezskutecznie. Jej emocjonalna powściągliwość wróciła natychmiast, nic tak nie przywracało jej chłodnej elegancji jak kontakt z rodzicielką. –
Tak- powiedziała tonem, który był uprzejmy, ale wyraźnie zbyt spokojny jak na kogoś, kto dopiero się obudził. -
Giselle, kochanie, mamy problem. - zaczęła matka, a Giselle już wiedziała, że to nie będzie nic, co faktycznie zasługiwałoby na słowo „problem”. -
Ojciec i ja nie możemy iść dziś na kolację do… tej… Teresy. Wiesz, tej od… no, nieważne. Pójdziesz za nas. - Giselle otworzyła oczy szerzej, ale nie z szoku a raczej z rezygnacji. Cały jej dzień został właśnie spłaszczony do poziomu naleśnika. Takiego, który nawet nie zasługuje na syrop. -
Rozumiem - powiedziała, choć w środku miała ochotę rzucić telefonem w ścianę. -
Wiedziałam, że zrozumiesz. - Matka brzmiała tak, jakby właśnie rozwiązała kryzys dyplomatyczny. -
Ubierz się elegancko. Ta kobieta podobno lubi robić wrażenie.- Giselle uniosła brew. Jej inteligencja podszyta ironią natychmiast podsunęła jej kilka kąśliwych komentarzy, ale zatrzymała je dla siebie. Nie miała siły na poranne potyczki słowne.
-
Oczywiście - odparła chłodno. -
Ubiorę się odpowiednio.- Matka rozłączyła się, zostawiając za sobą poczucie, że świat znów próbuje ją wciągnąć w coś, czego nie planowała.
Giselle weszła do wierzowca w którym znajdowało się mieszkanie Theresy z tą swoją charakterystyczną, chłodną elegancją, taką, która nie wymagała wysiłku ani przesadnego pozowania. Jej kroki były miękkie, płynne, jakby sunęła po podłodze, a nie po niej chodziła. Wzrok miała spokojny, ale przenikliwy, jakby już w pierwszych sekundach oceniała atmosferę, ludzi i to, co kryło się pod powierzchnią tego perfekcyjnie zaaranżowanego wieczoru. -
Theresa zawsze miała słabość do dramatów w pięknych wnętrzach - mruknęła półgłosem, bardziej do siebie niż do Sebastiana, choć wiedziała, że ją słyszy. Jej ironia była subtelna, elegancka, nie złośliwa, raczej taka, która zdradzała, że widzi więcej niż inni, ale nie musi tego mówić wprost.
Sebastian szedł obok niej, Giselle zauważyła to kątem oka, nie dlatego, że potrzebowała potwierdzenia swojej atrakcyjności, lecz dlatego, że miała w sobie naturalną ciekawość ludzi. Lubiła obserwować, jak reagują na nią, na sytuacje, na siebie nawzajem. To była jej cicha gra, której nigdy nie nazywała głośno. -
Wiesz, Sebastian - zaczęła, zatrzymując się przy drzwiach -
Theresa nie zaprasza ludzi przypadkowo. - Jej głos był miękki, ale niósł w sobie ciężar doświadczenia. -
A już na pewno nie wtedy, kiedy jej życie zaczyna się sypać. - Spojrzała na niego z lekkim uśmiechem, takim, który mówił: nie martw się, ja wiem, jak to działa. W jej spojrzeniu była powściągliwość, ta emocjonalna ostrożność, która sprawiała, że nigdy nie odsłaniała się w pełni. Nawet teraz, kiedy mówiła o Theresie, jej twarz pozostawała spokojna, wyważona. Nie było w niej ani przesadnej troski, ani chłodu. Po prostu pragmatyzm podszyty moralnością: rozumiała sytuację, ale nie zamierzała się w nią rzucać z pełną emocjonalną intensywnością.
-
Theresa jest… skomplikowana - dodała po chwili. -
Ale ma swoje powody. Zawsze je ma. -
Wzięła kieliszek do ręki gdy tylko weszli do środka, ale nie napiła się od razu. - A ja… cóż, jestem tu w zastępstwie rodziców..skubani wywinęli się z tego obowiązku a postawili mnie jako kozła ofiarnego. – dodała z wyczuwalną cierpkością w głosie. -
Giselle Hastings-Wells. Miło cię poznać Sebastianie Crawford – przedstawiła się i ruszyła dalej, mijając eleganckie fotele i stoliki, jakby była w swoim naturalnym środowisku. Jej ambicja nie była nachalna, nie potrzebowała błyszczeć, bo jej obecność sama w sobie przyciągała uwagę. Ludzie odwracali głowy, kiedy przechodziła, choć ona zdawała się tego nie zauważać.
-
Theresa! — zawołała w końcu, kiedy dostrzegła gospodynię. Jej ton był ciepły, ale wyważony, jakby nie chciała od razu zdradzić, co naprawdę myśli o całej sytuacji. -
Wyglądasz… jak ktoś, kto zamierza przetrwać ten wieczór z podniesioną głową. - To było komplementem, ale też subtelnym sygnałem: widzę, że coś jest nie tak. –
Rodzice przepraszają że nie mogli przybyć, wyslali mnie,mają nadzieję że im wybaczysz! – dodała na niemalże jednym wydechu. - Theresa odwróciła się, a w jej oczach pojawiła się ulga, przyjęła komplement i po czym delikatnie przytuliła Giselle i odeszła do innych gości którzy ją właśnie zawołali.
Gdy została sama z Sebastianem skierowała wzrok na niego unosząc do swoich ust kieliszek z szampanem. –
A ciebie co tu sprowadza? Wnioskując z tego co wspominałeś wcześniej, niż tu byłeś?? – zapytała wiedząc że jego pytanie do niej padło znacznie wcześniej, Giselle nie była za szczególnie ciekawa kogokolwiek tutaj. Była zmuszona tu być. Ale skoro już było jej dane spotkać kogoś kto jest a przynajmniej wygląda na podobny do niej wiek, równie dobrze może się zainteresować rozmową.
Sebastian Crawford