27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paris doświadczała wszystkiego całą sobą.


Korzystała z życia w stu procentach, nie żałując ani jednego głupiego pomysłu lub wyskoku. Nie miała chwili, gdy siadała w swoim salonie, myśląc o odpoczynku; dzień w dzień pracowała, ścigała się, imprezowała, poznawała nowych ludzi i robiła wszystko to, co tylko ją uszczęśliwiało. Może to ta przedwczesna utrata obojga rodziców sprawiła, że Rissy nie chciała marnować czasu. Miała nieodparte wrażenie, że wcale nie miała go tak wiele, jak mogłoby się wydawać; młodość uciekała przez palce, a życie było do tego stopnia nieprzewidywalne, że w każdej chwili mogłoby stać się coś złego. Szczególnie w przypadku Kingsley, która igrała ze śmiercią, jak ze starym przyjacielem. Nawet spotkanie Leo tutaj w Toronto było czymś nierealnym; no, bo kto by pomyślał, że uda im się jeszcze kiedyś zobaczyć? Każde z nich ruszyło w swoją stronę, jakby to było od dawna zapisane w gwiazdach. Dziewczyna nawet zdołała pogodzić się i jednocześnie oswoić z zawodem, który czuła po jego wyjeździe. Wszystko przybrało swój własny tor, by ostatecznie i tak na nowo przeciąć ich ścieżki; pieprzony, złośliwy los, który śmiał im się prosto w twarz. A przez to, że Rissy była człowiekiem energicznym i impulsywnym, nie widziała żadnych przeszkód, by wpaść prosto w ramiona Leo; w praktyce i w teorii. Jeśli od zawsze czuła się przy nim dobrze i komfortowo, to czemu miałaby się teraz zachowywać, jakby byli sobie zupełnie obcy? O wiele przyjemniejsze było przyciągnięcie go bliżej siebie i przypomnienie mu o tym, jak uzależniające było ich wzajemne towarzystwo. Zupełnie tak jak kiedyś.

— A o czym teraz myślisz? — rzuciła żartobliwie, wpatrując się prosto w jego oczy. Zawsze lubiła ciągnąć go za język; lubiła go testować, denerwować i wywoływać reakcje, o które być może sam siebie nawet nie podejrzewał. — Może powinniśmy któregoś razu odczarować ci Vegas — dodała po krótkiej chwili namysłu. Jeszcze tam nie dotarła, choć była święcie przekonana, że doskonale by się tam odnalazła. Skoro znowu spotkała Leo, to nie zamierzała pozwolić mu na to, żeby znowu zniknął. Nie była już głupią nastolatką, która sama nie wie, czego chce. Potrafiła zdobyć to, na czym jej zależało. A wyjazd do miasta szaleństw ze swoim… cóż, przyjacielem z młodości, wydawał jej się świetnym pomysłem. Szczególnie, jeśli żadne z nich nie miało ochoty na jego powtórkę z ołtarzem i romantycznymi banałami. Dopiero wspomnienie o szpitalu sprawiło, że zacisnęła walecznie usta, dostrzegając, że nie był to temat, który Rosenhall chciał teraz poruszyć. A miała wiele pytań i jeszcze więcej pretensji, które ostatecznie skutecznie zdusiła w zarodku.

Kingsley kochała, gdy ją dotykał; w chwilach takie jak te, gdy nie odrywał od niej spojrzenia, a jego palce sunęły po jej skórze, Paris czuła się zajebiście wyjątkowo. Czuła się… doceniona, a nie traktowana jak jedna z wielu kobiet w mieście. Być może dlatego nie miała nic przeciwko tym wszystkim gestom, które wychodziły z nich tak naturalnie; jakby wcale nie minęło parę lat i jakby nie powinni mieć w stosunku do siebie jakiś zdrowy dystans. Szczególnie, że jej serce biło teraz jak szalone; mimo że jej wzrok nadal pozostawał nieugięty. Nie chciała przegrać tej walki. Nie chciała od razu pokazać, jak na nią działał. — Od kiedy potrzebujesz pretekstów, żeby zaciągnąć mnie do swojego mieszkania? — mruknęła, wygładzając palcami materiał jego koszulki na ramieniu. — Wystarczy ładnie poprosić, Rosenhall — dodała z rozbawieniem, unosząc na niego migoczące spojrzenie. Boże, jaki on jest przystojny. Jak dobrze, pomimo upływu czasu, wciąż wiedział jak owinąć ją sobie wokół palca. Ten uśmiech. Te oczy. Nie dziwiła się, że parę lat temu, straciła dla niego głowę. Zawsze liczył się tylko on.

I spoglądając na niego tej nocy, Paris naprawdę nie wiedziała, jakim cudem zdołała wytrzymać ten czas rozłąki. Chyba jej duma nie pozwoliłaby odezwać się pierwsza. Musiała być uparta jak osioł i bardzo zajęta, bo teraz była pod ogromnym wrażeniem swojej własnej zawziętości, bo cholera… Tęskniła za nim. Tęskniła za nim tak bardzo, że jednocześnie chciała go odepchnąć; bo przerażało ją to uczucie przywiązania i oddania. A mimo to, nie poruszyła się nawet o milimetr, zatapiając się w jego spojrzeniu. A jeszcze bardziej ekscytujące od tej atmosfery, było tylko poczucie, że Leo zawsze znał ją lepiej niż ktokolwiek inny; potrafił chwycić jej duszę i doprowadzić ją do porządku. No albo kompletnie ją rozbić.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Leo
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
I got that summertime
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


𝑅𝑖𝑠𝑠𝑦
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


the one she fell for
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
I got that summertime
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


always was, always will be
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Gonna play hard like I lied to you
But I'll never lie to you


i've always wanted you so bad
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
I got that summertime
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


you are mine
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


i'm gonna be yours
29 y/o
For good luck!
181 cm
właściciel pensjonatu The Rose Garden Inn
Awatar użytkownika
I got that summertime
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Nothing's gonna hurt you baby
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I'm so into you
I can barely breathe


Paris doskonale pamiętała, jakie to uczucie kochać się z Leo. Ich bliskość nigdy nie należała do tych płytkich, skupionych wyłącznie na egoistycznym zaspokajaniu własnych potrzeb — jasne, pożądanie i pewna niecierpliwość zawsze stanowiła dużą rolę, jednak w tym wszystkim… Rissy czuła cholerne bezpieczeństwo, uwagę, czułość i to cudowne, uzależniające poczucie, że była naprawdę ważna. Dla niego nie była tylko kolejną dziewczyną, którą udało mu się zaciągnąć do łóżka; była pieprzoną Kingsley, z którą przeżył całkiem sporo swojej młodości, pomimo wielu lat późniejszej rozłąki. A on był dla niej w pewnym momencie życia kimś…

kimś, za kogo mogłaby wskoczyć nawet w ogień;
kimś, komu kibicowała kosztem własnych uczuć;
kimś, za kim tęskniła kilkanaście długich lat;
kimś, komu powierzyłaby wszystko, co miała.

Tej nocy, ich seks był przesiąknięty pragnieniem, tęsknotą, desperacją, potrzebą bliskości i zaufania. Był wszystkimi niewypowiedzianymi przez te dziesięć lat słowami, które utkwiły gdzieś głęboko w odmętach jej umysłu. Prawdę mówiąc, Kingsley była przerażona, gdy spoglądała w jego piękne oczy, dla których kiedyś tak bardzo przepadła; bała się, że nie podoła swoim uczuciom. Bała się, że stchórzy, że ucieknie, zanim Rosenhall zdąży zostawić ją pierwszą. No, bo skoro zrobił to dla swojej kariery raz, dlaczego znowu miałby tego nie zrobić? Sama wiedziała, że popełniła duży błąd, skoro jako pierwsza zrozumiała swoje uczucia. Stchórzyła. Odsunęła się, nie chcąc go blokować. Chociaż z drugiej strony, skąd mógł wiedzieć o jej uczuciach, skoro nigdy ich nie nazwała? Byli ze sobą blisko, znali się na wylot, a cała ta cielesność… Nie mieli żadnych granic. Dlaczego więc żadne z nich, nigdy nie zaczęło tego tematu — byli zbyt młodzi i głupi? Zbyt nieświadomi?

Been waiting and waiting for you to make a move
So, baby, come light me up
And maybe I'll let you on it
A little bit dangerous


Ufała mu. Cholera, nawet po takim czasie, wystarczyło parę godzin, spędzonych w jego towarzystwie i zarazem kilka namiętnych pocałunków, by znowu oddała mu absolutnie wszystko. Leo wyglądał, jakby też jej potrzebował; może czuł się równie samotny, co ona? Może w świecie, gdzie otaczało go tak wiele ludzi, podobnie jak ona, potrzebował kogoś swojego? Myśl, że mogłaby go odzyskać, była…. uzależniająca i zapierająca dech w piersiach. Chciała, żeby zajął to miejsce obok niej; chciała, żeby znowu był dla niej, żeby tym razem był tylko jej.

Nigdy już cię nie zostawię.


Rissy miała wrażenie, że to jakiś piękny sen, ale zaciskając palce na jego skórze, zdawała sobie sprawę, że to była najbardziej realna rzecz, jaka przytrafiła jej się w przeciągu paru ostatnich miesięcy. Ciężar jego ciała i świadomość, że mogła pogładzić go po włosach, sprawiła, że jej serce biło spokojniej; dom. Leo naprawdę był jej domem. Czuła się jak zbłąkana owieczka, która w końcu odnalazła drogę do siebie. Pozwoliła mu na to, by zsunął się na bok i sama od razu ułożyła głowę na jego klatce piersiowej, na chwilę przymykając oczy. Objęła go w pasie, wsłuchując się w bicie jego serca; miała mętlik w głowie przez te wszystkie odczucia, choć nie żałowała ani sekundy tej nocy.

'Cause I'm so into you
So, baby, let's keep it secret

Rizz rozchyliła powieki, zaraz nieznacznie unosząc podbródek, by spojrzeć na jego twarz. Uśmiechnęła się dość leniwie na jego słowa, przesuwając opuszkami po jego nagiej klatce piersiowej. Pocałunek, który złożył na jej ustach, wydawał się jej kolejną obietnicą; nadzieja niebezpiecznie tliła się w jej sercu. — No ładnie. Straciłeś szansę, żeby powiedzieć, że strasznie wypiękniałam — mruknęła, zaraz żartobliwie wytykając język w jego stronę. — Jesteś już taki dorosły. Niesamowite — zaśmiała się, unosząc palce, by łagodnie uszczypnąć go w policzek. — Pamiętam, jakim byłeś chudzielcem, kiedy kradliśmy samochód mojego ojca. Nie miałeś zarostu i byłeś niższy, ale nadal… — urwała, unosząc się nieznacznie na łokciu, żeby zawisnąć tuż nad jego twarzą. — Ale nadal bardzo mi się podobałeś — przyznała, subtelnie i dość nieświadomie unosząc palce do swojego naszyjnika. — Nie wypuszczaj — poprosiła, nachylając się nad nim, by złożyć łagodny pocałunek na jego ustach. — Nie uciekaj. To ja też nie ucieknę. I może wtedy będziemy w stanie jakoś nadrobić ostatnie lata — mruknęła, gładząc palcami jego policzek.

Tym razem, Paris Kingsley była w stanie zaryzykować dla niego wszystko i wciągnąć go w swój świat, w którym adrenalina i skrajne uczucia, stanowiły pewną codzienność. Teraz nie popełni tych samych błędów i niczego nie będzie więcej żałować.

i'm so into you
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Rose Garden Inn”