I'm so into you
I can barely breathe
Paris doskonale pamiętała, jakie to uczucie
kochać się z Leo. Ich bliskość nigdy nie należała do tych płytkich, skupionych wyłącznie na egoistycznym zaspokajaniu własnych potrzeb — jasne, pożądanie i pewna niecierpliwość zawsze stanowiła dużą rolę, jednak w tym wszystkim… Rissy czuła cholerne bezpieczeństwo, uwagę, czułość i to cudowne, uzależniające poczucie, że
była naprawdę ważna. Dla niego nie była tylko kolejną dziewczyną, którą udało mu się zaciągnąć do łóżka; była pieprzoną Kingsley, z którą przeżył całkiem sporo swojej młodości, pomimo wielu lat późniejszej rozłąki. A on był dla niej w pewnym momencie życia kimś…
kimś, za kogo mogłaby wskoczyć nawet w ogień;
kimś, komu kibicowała kosztem własnych uczuć;
kimś, za kim tęskniła kilkanaście długich lat;
kimś, komu powierzyłaby wszystko, co miała.
Tej nocy, ich seks był przesiąknięty pragnieniem, tęsknotą, desperacją, potrzebą bliskości i zaufania. Był wszystkimi niewypowiedzianymi przez te dziesięć lat słowami, które utkwiły gdzieś głęboko w odmętach jej umysłu. Prawdę mówiąc, Kingsley była przerażona, gdy spoglądała w jego piękne oczy, dla których kiedyś tak bardzo przepadła; bała się, że nie podoła swoim uczuciom. Bała się, że stchórzy, że ucieknie, zanim Rosenhall zdąży zostawić ją pierwszą. No, bo skoro zrobił to dla swojej kariery raz, dlaczego znowu miałby tego nie zrobić? Sama wiedziała, że popełniła duży błąd, skoro jako pierwsza zrozumiała swoje uczucia. Stchórzyła. Odsunęła się, nie chcąc go blokować. Chociaż z drugiej strony, skąd mógł wiedzieć o jej uczuciach, skoro nigdy ich nie nazwała? Byli ze sobą blisko, znali się na wylot, a cała ta cielesność… Nie mieli żadnych granic. Dlaczego więc żadne z nich, nigdy nie zaczęło tego tematu — byli zbyt młodzi i głupi? Zbyt nieświadomi?
Been waiting and waiting for you to make a move
So, baby, come light me up
And maybe I'll let you on it
A little bit dangerous
Ufała mu. Cholera, nawet po takim czasie, wystarczyło parę godzin, spędzonych w jego towarzystwie i zarazem kilka namiętnych pocałunków, by znowu oddała mu absolutnie wszystko. Leo wyglądał, jakby też jej potrzebował; może czuł się równie samotny, co ona? Może w świecie, gdzie otaczało go tak wiele ludzi, podobnie jak ona, potrzebował kogoś swojego? Myśl, że mogłaby go odzyskać, była…. uzależniająca i zapierająca dech w piersiach. Chciała, żeby zajął to miejsce obok niej; chciała, żeby znowu był dla niej,
żeby tym razem był tylko jej.
Nigdy już cię nie zostawię.
Rissy miała wrażenie, że to jakiś piękny sen, ale zaciskając palce na jego skórze, zdawała sobie sprawę, że to była najbardziej realna rzecz, jaka przytrafiła jej się w przeciągu paru ostatnich miesięcy. Ciężar jego ciała i świadomość, że mogła pogładzić go po włosach, sprawiła, że jej serce biło spokojniej; dom. Leo naprawdę był jej domem. Czuła się jak zbłąkana owieczka, która w końcu odnalazła drogę do siebie. Pozwoliła mu na to, by zsunął się na bok i sama od razu ułożyła głowę na jego klatce piersiowej, na chwilę przymykając oczy. Objęła go w pasie, wsłuchując się w bicie jego serca; miała mętlik w głowie przez te wszystkie odczucia, choć nie żałowała ani sekundy tej nocy.
'Cause I'm so into you
So, baby, let's keep it secret
Rizz rozchyliła powieki, zaraz nieznacznie unosząc podbródek, by spojrzeć na jego twarz. Uśmiechnęła się dość leniwie na jego słowa, przesuwając opuszkami po jego nagiej klatce piersiowej. Pocałunek, który złożył na jej ustach, wydawał się jej kolejną obietnicą; nadzieja niebezpiecznie tliła się w jej sercu.
— No ładnie. Straciłeś szansę, żeby powiedzieć, że strasznie wypiękniałam — mruknęła, zaraz żartobliwie wytykając język w jego stronę.
— Jesteś już taki dorosły. Niesamowite — zaśmiała się, unosząc palce, by łagodnie uszczypnąć go w policzek.
— Pamiętam, jakim byłeś chudzielcem, kiedy kradliśmy samochód mojego ojca. Nie miałeś zarostu i byłeś niższy, ale nadal… — urwała, unosząc się nieznacznie na łokciu, żeby zawisnąć tuż nad jego twarzą.
— Ale nadal bardzo mi się podobałeś — przyznała, subtelnie i dość nieświadomie unosząc palce do swojego naszyjnika.
— Nie wypuszczaj — poprosiła, nachylając się nad nim, by złożyć łagodny pocałunek na jego ustach.
— Nie uciekaj. To ja też nie ucieknę. I może wtedy będziemy w stanie jakoś nadrobić ostatnie lata — mruknęła, gładząc palcami jego policzek.
Tym razem, Paris Kingsley była w stanie zaryzykować dla niego wszystko i wciągnąć go w swój świat, w którym adrenalina i skrajne uczucia, stanowiły pewną codzienność. Teraz nie popełni tych samych błędów i niczego nie będzie więcej żałować.
i'm so into you