32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

015. | outfit

Od pogrzebu zamiast dziać się coraz mniej - działo się coraz więcej.
Jeszcze tego samego dnia, po zakończonych rzeczach związanych z pogrzebem w okolicy wieczornej Andrea trafiła do szpitala z bólami w okolicy kręgosłupa oraz podbrzusza, do jakich potem doszły skurcze. Gdy zaczęły się jeszcze w domu, zaczęła je liczyć - aż wyszło, że są coraz bardziej regularne, a to by znaczyło że poród może się lada chwila zacząć.
Całą akcja nie trwała długo - co zapewne związane jest z doświadczeniem rodzicielki, skoro to czwarte dziecko, jakie pojawi się na świecie u Andrei. Prudence, żeby nie robić tłumu na szpitalnym oddziale ginekologicznym, czekała w domu na dalsze wieści - zapewne te od Ethana, bo kobieta na pewno będzie przemęczona i niezbyt chętna do rozmawiania. Nie mówiąc o tym, iż będzie chciała nacieszyć się maluszkiem.
Tak się nie stało, a około godzinę po urodzeniu na telefonie zauważyła połączenie od Andrei, jakie prędko odebrała.
— Po co dzwonisz, głupia? Odpoczywaj i ciesz się maleństwem. Gratulacje — od razu odparła, nie mogąc zrozumieć po co zawraca sobie głowę telefonami właśnie do niej w takim momencie swojego życia.
— Bo ja właśnie w jego sprawie dzwonię — słychać było, że nadal jest zmęczona tym wszystkim, a mimo to, musiała zadzwonić - z nieznanych powodów dla Prudence.
W jego? To znaczy, że… — nie zdążyła nawet dokończyć zdania.
— Tak, to chłopiec. Tak to jest, jak nie chcesz się dowiedzieć jaka płeć i czekasz z tym do samego końca — rzuciła nieco sarkastycznie, acz słychać było rozbawienie. — Prudence, dzwonię do Ciebie, bo… chcę Ci powiedzieć coś ważnego. Nie tylko, że to jest chłopak. Chcemy, żebyś została mamą chrzestną… Huntera — na koniec złamał się u Andy głos, a Prue za to od razu się rozpłakała - co na pewno rozmówczyni słyszała.
— Ja… Andreo, oczywiście że zostanę — nie tylko ze względu na imię jakie nadali. Ale i ogólnie z racji tego, że się bardzo przyjaźnią, choć one również nie mają jakoś szczególnie długiej tej relacji. Rozumiały się jednak i nie mogłaby odmówić. Nie chciała, przede wszystkim. Skoro nie ma z nimi Huntera, to przynajmniej w taki sposób staną się rodziną - na ten moment, bo przecież nadal nikomu nie powiedziała o swojej własnej fasolce.
— Cieszę się. Dziękuję. A teraz kończę, muszę odpocząć. Przyjdź jutro do Nas — pożegnały się, a Prudence jeszcze bardziej się rozkleiła po zakończonym połączeniu, nie spodziewając się tak wielu, kolejnych nowych informacji.


Parę dni później, gdy Andrea już wyszła ze szpitala, umówiły się że przyjdzie z małym w odwiedziny do swej cioci - przy okazji trochę potowarzyszyć terapeutce. I choć zarzekała się, iż tego nie potrzebuje, tak Andy uparła się i nie ma przebacz - co jest w jej przypadku całkiem normalnym zjawiskiem, a nie tylko kwestią posiadania większej ilości hormonów niż zwykle.
Wiedziała, że całymi dniami siedziała przed telewizorem i oglądała cokolwiek otępiającego umysł, żeby tylko nie myśleć. Cieszyła się, że nie uciekła w alkohol, bo mogłoby się to źle dla niej skończyć - nie mając pojęcia tak naprawdę dlaczego Lane w ogóle nie myśli o procentach.
Niemniej zgodziła się po wielu naciskach, choć nawet nie zauważyła która to już godzina. Dosłownie dzwonek do drzwi sprawił, że oprzytomniała i wstała z łóżka, z jakiego nie wyszła od samego rana. Nie miała powodu, sensu… chęci, zwyczajnie.
— Już, idę! — zawołała, nawet nie sprawdzając jak wygląda, otwierając przybyszom drzwi loftu. — Witaj, mamusiu — przywitała ich uśmiechem takim, na jakim było ją najbardziej stać, choć i tak wypadł on blado. Zerknęła wtedy też do wózka. — Witaj, maluszku — powiedziała to znacznie ciszej, widząc iż Hunter Junior w tym momencie śpi i nie myśli o spotkaniu z ciocią. Może to i dobrze, bo nie jest kimś szczególnym, dla kogo warto się wybudzać.
— Przepraszam Cię za mój strój… y… dopiero wstałam — przyznała zgodnie z prawdą. Odkąd wzięła sobie dłuższy urlop, wykorzystywała go w głównej mierze na odsypianie. I nie żałowała tej decyzji - dawno nie czuła się tak wypoczęta. Nie zastanawiając się nawet nad tym, że ta ciągła chęć spania może być wynikiem początków ciąży. — Czego się napijesz? — zagaiła, przechodząc z salonu do części kuchennej, wystawiając dwie szklanki na napoje.


Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#2. look Andrea

- Daj znać jak już dojedziecie z małym. - Ethan rzucił jeszcze zanim zawołał chłopaków. Miał ich dzisiaj podwieźć na zajęcia dodatkowe, dzięki czemu Andrea będzie miała wychodne i nareszcie spotka się Prudence. Mężczyzna cieszył się, że mały okazał się chłopakiem - dalej są w przewadze liczebnej. Jednakże, może jeszcze spróbują dziewczynki? Czas pokaże!
- Oczywiście kochanie. - stwierdziła po czym ucałowała męża w policzek i wyszła z Hunterem w wózku. Przyjechała pod odpowiedni numer i bez budzenia dziecka wjechali windą. Zadzwoniła dzwonkiem, spokojnie czekając aż kobieta otworzy drzwi.
- Cześć, wyglądasz okropnie. - przeszła od razu do środka, nawet nie gryząc się w język. Nawet ona będąc świeżo upieczona mamusią wyglądała dużo lepiej po nieprzespanej nocy! Coś było ewidentnie na rzeczy. Usmiechnęła się delikatnie gdy przywitała się z Juniorem po czym postawiła wózek niedaleko okna aby miał świeże powietrze, będzie dzięki temu dłużej spał.
- Boże... ile ja bym dała żeby pospać. - zaśmiała się delikatnie po czym rozsiadła się na kanapie. - Woda wystarczy. Przynajmniej na razie. - bo jakoś alkohol ostatnio jej nie wchodził, zresztą dalej karmiła piersią także wolała nie ryzykować.
Gdy Prudence dosiadła się do Andy zaczęły rozmawiać o porodzie, jak przebiegł i przede wszystkim reakcji chłopaków na kolejnego brata. Zdecydowanie nie posiadali się z radości. Każdy skakał wręcz pod sufit, włącznie z Ethanem. Jednak nie mogło się obyć bez tematu który spędzał im sen z powiek... Hunter.
Gdy tylko usłyszała co też Lane wygaduje załamała ręce.
- A weź, nawet tak nie mów. To nie jest twoja wina Prue. To że zmieniłaś mu terapeute świadczy o Tobie jak najlepiej. Nie mogłaś wiązać się z pacjentem. I nie chce tego dłużej słuchać. Nie Ty trzymałaś pistolet, karabin czy inny chuj wie co... - nie zamierzała być teraz delikatna. Musiała wypersfadować że to nie jest wina Prudence iż jej brat nieżyje. - Poza tym jak dobrze słuchałam, zrobił to dla młodszego Hansena. Jego zbyt dobre serce i przywództwo wygrało nad zdrowym rozsądkiem. - bo biedna nawet nie wiedziała, że stracił możliwość zostania ojcem. - My musimy po prostu żyć z konsekwencjami jego decyzji. Nawet jeśli są one najgorsze... - bo nie miała zamiaru chować z matką brata tak wcześnie.
Cała ta rozmowa przeszła na wspomnienia z Hunterem i odczucie, że mężczyzna wybrał źle... źle próbując udowodnić sobie że jest lepszy od ojca i on wróci z wojny.
Andy w międzyczasie musiała wziąć małego ktory zaczął kwękać pod nosem, bo zrobił się głodny. To właśnie wtedy Prudence mogła się mu lepiej przyjrzeć, ale Smith była czujna i zauważyła dużą zmianę na twarzy kumpeli. Tak jakby nagle krew odpłynęla a ona zrobiła się biała jak ściana. - Hej... dobrze się czujesz? - podpytała zaniepokojona. Mały zaczął powoli przysypiać, lecz ona była skupiona tylko na kobiecie. Gdy ta wstała i się zachwiała niekontrolowanie, już wiedziała, że nie jest okej.
- Prue co jest? Mów do mnie. - odłożyła małego do łożka i dała mu smoczka, tak aby jeszcze ciumkał coś i odpływał w objęcia Morfeusza.
Zauważyła ten ból malujący się na twarzy przyjaciółki. - Mam dzwonić po pogotowie? - bo nie wyglądało to ciekawie - zupełnie jakby działo się coś niedobrego a ona będąc kompletnie zieloną w pomocy medycznej zaczęła lekko panikować.

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że nie wyglądała najlepiej - wiedziała też, że chwalenie się przed świeżo upieczoną matką tym, że spała nie jest zbyt dobrym pomysłem, lecz skłamać nie chciała żeby jakoś wyjaśnić swój wygląd. W sumie - nie chciała i z tego się tłumaczyć, choć raczej poznała ją z tej strony, gdzie pilnowała tego, jak wygląda i czy ma wszystko schludnie dopasowane. Ostatnio Prudence nie była kompletnie sobą i nie pozwała samej siebie - póki co jednak dała sobie dyspensę; jak tylko otrząśnie się choć trochę z tego, co właśnie ma miejsce w jej życiu, zapewne wróci stara, dobra Prudence, wpadająca w wir pracy i nie mająca na cokolwiek i kogokolwiek innego czasu.
Na szczęście jednak Andrea nie planowała robić jej wykładów z tego tytułu, a zamiast tego zaczęły rozmawiać o czymś innym. O jej przeżyciach w szpitalu, o tym jak się rodził Junior, o tym że myślała iż będzie znacznie gorzej - i że naprawdę wierzyła, że tym razem będzie to córka. Niemniej gdy coraz częściej padało słówko Junior, tak wywołały jeszcze czyjś temat, a dokładnie Huntera Seniora, niczego nie świadomy iż ma swojego następcę w rodzinie. Prudence zmarkotniała, patrząc na Andreę z nieukrywanym bólem w oczach.
— Andy, ja naprawdę nie chciałam tego zrobić… Nie chciałam, żeby Hunter miał innego terapeutę, ale musiałam. A teraz… to moja wina. Jakbym nie zmieniła… Jakby może poszedł do kogoś innego. Jakbym wiedziała, iż Powell okaże się dupkiem a nie specjalistą z krwi i kości… To Hunter by… — urwała, gdyż Andy wtrąciła się prędko w jej słowo. Chciała ją zwyczajnie przeprosić, bo doszła w tym wszystkim do wniosku, że przyczyniła się do śmierci swojego ukochanego a jej brata. — Nieświadomie wyszło na to, że ten karabin czy co innego pomogłam przytrzymać tą decyzją… — wzięła głęboki wdech, spuściła głowę, zaszkliły się oczy Lane. Pociągneła na koniec nosem, próbując się nie rozpłakać. — Mów sobie co chcesz, Andy. Wiem, że chcesz mnie w ten sposób pocieszyć — powiedziała, słysząc słowa związane z konsekwencjami. — I mówiąc właśnie o decyzjach oraz odpowiedzialności za nie… mam zamiar zaskarżyć Powella za niewypełnianie swoich obowiązków w sposób odpowiedni. Że przez swoją niekompetencję oraz chęć szybkiego pozbycia się pacjenta, który był dla niego niewygodny, doprowadził do tragicznych w skutkach wydarzeń — i nie miała zamiaru odpuścić. Nie tym razem. I nie po tym, co usłyszała tamtego dnia w gabinecie, gdy jeszcze próbowała ostatkami sił jakoś odkręcić wyjazd Huntera na front.
Z powrotem nakręcona na obwinianie siebie Prudence mimo wszystko rozmawiała z Andreą już na inne tematy. Wtedy też Junior się odezwał, informując o chęci odzyskania atencji, a Lane poczuła się źle. Nie chciała tego pokazać, sądząc że to zaraz przejdzie - a ból brzucha jest spowodowany głodem czy czymś podobnym. Zamiast jednak ustawać - ból nie przestawał o sobie przypominać, nabijając siły i rozkręcając się znacznie bardziej. Do tego stopnia, że oczy Prue zrobiły się znacznie większe przez doczuwany dyskomfort, przenosząc momentalnie nierozumiejące spojrzenie na kobietę, która również dostrzegła iż coś dzieje się z terapeutką. — Nie najlepiej — jakimś cudem wydawała z siebie te słowa, po czym nabrała powietrza - czując się przez moment jakby miała problem z jego pobieraniem. — Ja… nie wiem… — wyrwało się z ust kobiety, po czym nagle i z impetem siadła na kanapie, nie mogąc dłużej utrzymać równowagi - a nie chciała przecież przewrócić się i zrobić sobie większej krzywdy. — Chyba… chyba tak… — niemniej zanim zdołała cokolwiek powiedzieć, Andy już wybrała numer alarmowy i zaczęła wzywać pogotowie - podając dane oraz adres osoby, która potrzebowała pomocy.
W trakcie tego, Prudence nie odczuwała żadnej większej różnicy z intensywności odczuwanych bóli, opierając się o kanapę ramionami, bowiem tułów aż wygięła w łuk lub za chwilę siadając wyprostowana, żeby za kolejną chwilę znów zmienić ułożenie ciała. Nie umiała znaleźć idealnego sposobu na to, jak powinna siedzieć, żeby ten potworny ból nie był tak dokuczliwy.
Andrea zaczęła opowiadać co się z nią dzieje. Wymieniła bladość na twarzy, bóle brzucha, problemy z równowagą. Wtedy tez Prudence spojrzała na nią przerażona, bo nie tak chciała jej o tym powiedzieć. — Powiedz, że jestem w ciąży. Dziewiąty tydzień. Bóle podbrzusza — rzuciła konkretami, nie mając siły na mówienie czegoś więcej. Wtedy też jej wyraz oczu zmienił się na przepraszający, bo naprawdę nie w taki sposób planowała powiadomić Andreę o posiadaniu pod swoim sercem dziecka Huntera.


Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sluchanie tego co wygadywała Prudence tylko pogłębialo przekonanie Andrei, że nikt nie jest winny tego co się stało. Nie ważne jak bardzo chciałaby wziąć tę winę na siebie. Hunter podjął decyzję która wydawała się dla niego najlepsza. W tamtym momencie musiał działać w ułamkach sekund. Tak jak był nauczony. Nie myśleć nad tym co może sie ewentualnie wydarzyć...
- Prue... nic nie przytrzymywałaś. Wojna to cholerne gówno, gdzie nie ma zwycięzców, są tylko przegrani. My go straciłyśmy, ale to że bedziesz się obwiniać, nie wróci mu życia. Musimy... musimy dać sobie radę. Razem. - bo tylko tyle mogla teraz powiedziec. Samo sklecenie tych zdań było trudne, bo każda myśl wracała do uśmiechu brata, tego gdy był najpełniejszy, gdy był przy kobiecie którą kocha.
- Musi odpowiedzieć za to do czego doprowadził. - z tym się zgadzała w 100%. Nie mógł brać kolejnych ludzi i traktowac ich jak numerki, po prostu do zapleniania swojego konta bankowego. Powinni mu cofnac licencje. Tylko o to będą się martwić potem, bo aktualnie Andrea całą swoją uwagę poświęciła kumpeli, która z minuty na minute wygladala coraz gorzej.
Nie trzeba bylo jej namawiać, od razy wybrała numer alarmowy, aby sprowadzić pomoc jak najszybciej. Poinstruowano ją rowniez co robic. Otworzyla szerzej okno aby mialy duzo powietrza. Może to troche pomoże!
Jendak kolejna informacja sprawiła, że zatrzymała się w pól kroku. Zrobiła większe oczy ze zdziwienia. Spodziewała się dziecka?! - Słucham?! - jednak kolejny grymas bólu sprawił, że czym prędzej przekazała to info dyspozytorce, która zapowiedziała że karetka będzie za kilka minut.
- Jesteś w ciąży? - spytała z lekko szklącymi się oczami. Jeśli tak... to dziecko Huntera... jej brata. Nie potrafiła tego ogarnąć.
- Niedlugo będzie karetka, wytrzymaj. - otworzyła drzwi wejściowe, aby od razu mogli wejść, bez czekania na ich pozwolenie i wrócila do przyjaciółki.
Po trzech minutach w drzwiach stanął nie kto inny jak Gustav.
- Andy? - zdziwil się widząc kobietę, a tym bardziej Prudence która wyglądała naprawdę nieciekawie.

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie musiała patrzeć na Andreę, by wiedzieć jaką bombę i sensację właśnie zrzuca na barki kobiecie, która dopiero co urodziła swoje dziecko. Co prawda czwarte, ale jednak - poród to poród, a każdy jest inny, jak i każde dziecko jest odmienne. Wiedziała, że to szok i jednocześnie cudowna nowina, niemniej okoliczności są zdecydowanie zbyt paskudne na to, aby dowiadywała się właśnie w taki sposób. Nie tak. Nie dziś. Nie z powodu odczuwanych boleści, jakby właśnie się coś temu dziecku działo. Jakby miała je… stracić, zupełnie jak i ojca tego maleństwa dopiero co straciła i nie mogła się z tym pogodzić.
Co zrobi, gdy i tą fasolkę również utraci?
Nie chciała o tym myśleć. Nie powinna, wiedziała o tym. Musiała myśleć pozytywnie. Nawet jeśli wszystko chodzenie bolało i nie dawało spokoju, a co dopiero odpoczynku, żeby mogła złapać większy haust powietrza do płuc.
Na słucham kiwnął jedynie głową, nie wiedząc czy byłaby w stanie powiedzieć coś dodatkowego. To i tak dużo w sobie samozaparcia odnalazła w trakcie odczuwanego bólu, iż zdołała powiadomić co może być ewentualną przyczyną nagłej zmiany samopoczucia. Bo choć nie chciała i przed samą sobą przyznać, że to może być kwestia związana z dzieckiem, tak niestety nie mogła tej opcji wykluczyć. Tym bardziej, gdy ból rozkłada się właśnie w miejscu, gdzie ono się znajduje.
— Je-jestem — jakoś z siebie wydukała, gdy Andrea prawdopodobnie próbowała się dowiedzieć, czy przypadkiem się nie przesłyszała, a z racji tego iż teraz znajdowała się bliżej, również usłyszała o nadjeżdżającej karetce. Po tym powędrowała wzrokiem najdalej jak to było możliwe przy nieruszaniu głową za Andy, po tym usłyszała szczęk przekręcanego zamka. Boże, za ile oni będą?1 Kiedy się to skończy?! I co z jej dzieckiem… co z Huntera dzieckiem?
Na całe szczęście oddział ratunkowy z Toronto znacznie sprawniej reaguje na takiego typu wezwania w porównaniu z tym, ile się czeka na karetkę czy policję z Polsce, chociaż nie spodziewała się, żeby to Gustav miał się pojawić akurat dziś i przy takich okolicznościach w jej drzwiach. W ogóle nie przypuszczała, aby rychło miało dojść do ich spotkania. A tu nie minęło parę dni, a przychodzi jej z odsieczą i na ratunek - tak naprawdę już drugi raz w przeciągu tak krótkiego czasu.
— Proszę Cię, Gus. Pomóż jej, szybko. Bardzo ją boli brzuch, podbrzusze… jest w ciąży.. — patrzyła na mężczyznę z przerażeniem wymieszanym z wręcz błaganiem, aby coś zadziałał i zrobił to, co najlepiej potrafił. — Słabo mi… — dała radę jedynie tyle z siebie wykrzesać, zsuwając się bardziej na kanapie i będąc obecnie w półleżącej pozycji na meblu, na szczęście jeszcze nie tracąc przytomności.


Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Szok Andrei mieszał się z przerażeniem o przyjaciółkę, bo to co teraz przeżywała nie było normalne. Ten ból? Czy mogło to dotyczyć owego dziecka o którym dowiedziała się dosłownie sekundy wcześniej? To jakiś sen czy inny koszmar?
Czekała jak na szpilkach na pomoc!
Mężczyzna widząc w jakim stanie jest Prudence od razu zaczął szukać leków, które mógłby jej dać zanim zabiorą ją do szpitala. W tym czasie jego koleżanka założyła ciśnieniomierz na ramię aby sprawdzić wszystkie parametry.
- Spokojnie. Zajmiemy się Tobą. Nic się nie martw. - uśmiechnał się i w bardzo szybkim tempie założył jej wenflon aby podać dożylnie leki rozkurczowe które spowodują mniejszy ból przy ścisku dolnych parti mięsniowych. - Musimy jechać do szpitala, to pewne. Nie mamy sprzętu usg przy sobie - a potrzebne pilne sprawdzenie tego. - powiedział do kobiet aby obie wiedziały co się dalej stanie. W końcu były jak we mgle, zwłaszcza Andrea która nawet nigdy nie była na kursie pierwszej pomocy.
- Ma niskie ciśnienie. - rzuciła Ellie, po odłączeniu maszyny i schowaniu jej do torby.
- Andy chcesz jechać z nami? - musiał ją zapytać, bo choć nie była z rodziny mógł zrobić wyjątek.
- Jestem z małym. Zadzwonię do Ethana i jak najszybciej pojadę za wami autem. - bo przecież nie będzie się wygłupiać i usprawiedliwać się, że jest dopiero co upieczoną mamą. Prudence ją potrzebuje na miejscu!
Przenieśli kobiete na nosze po czym złapał ją za dłoń. - No to jedziemy.
- Nic się nie martw Prue, jadę za Tobą! - zakrzyknęła, może byt pośpiesznie obudziła małą syrenę, którą musiała uspokoić.
Zjechali windą do karetki. Gus usiadł koło Prudence dalej leżacej na noszach. - Dwa spotkania w ciągu tygodnia. Dwa w beznadziejnych okolicznościach. Myślisz, że to teraz nasza specjalność? - podpytał z lekkim usmiechem, aby choć na chwilę zapomniała o bólu, chciał ją rozbawić. Ellie pilnowała innych parametrów życiowych - póki co były w normie, a leki powinny zacząć działać, zmniejszając odczuwany ból.
Ruszyli na sygnale do szpitala, droga jednak była zakorkowana, więc trochę czasu im zeszło. - Widzę, że jest trochę lepiej. - odzyskiwała kolorki, co oznaczało że nie jest tak źle jak myślał z początku. Może udało im się powstrzymać poronienie ale tak w stu procentach dopiero będą wiedzieć po badaniu usg.

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciężko było jej się skupić na czymkolwiek, co z nią obecnie robili oraz co do niej i koło niej mówili, gdy ból doprowadzał ją na skraj wytrzymałości fizycznej jak i psychicznej. Traciła coraz więcej sił. Traciła też rozum, bo w głowie jak nie dopiero nakręcała się na to, że to jej wina iż Huntera z nimi nie ma, to teraz obwinia się o swój i dziecka stan, bo zaniedbała się. Obiecała sobie, że będzie się odżywiać i jakoś funkcjonować - nie dotrzymała słowa. A obiecała to też Hunterowi w trakcie pogrzebu, składając słowa zapewnienia iż zajmie się dzieckiem za nich dwoje.
Dała ciała, tak się czuła.
Chociaż - czy aby na pewno to czuła, skoro coraz była słabsza i coraz mniej rzeczy ogarniała?
Gdy znalazła się na noszach, zupełnie jakby na nowo trochę zyskała sił - nie rejestrując zbytnio tego wenflonu oraz faktu otrzymywania wstępnie jakichś płynów, bowiem usiłowała zerknąć w kierunku Andrei. — Nie wygłupiaj się — chciała ją bardziej ochrzanić za to, że chce jechać za nią do szpitala, kiedy sama dopiero co z niego wyszła i na pewno ma dość tego widoku, nie mówiąc o tym iż z całą pewnością nie chce zostawiać małego, niemniej nie była w stanie wiele więcej powiedzieć. Zamiast tego, spojrzeniem ostatecznie wylądowała na Gustavie, gdzie widać było jakie ma jeszcze mętne oczyska. Nieświadomie ścisnęła delikatnie palce na tych jego, gdy trzymał ją za rękę do czasu trafienia do karetki, którą mieli ruszyć do szpitala.
Zmiana otoczenia obraz fakt, że dożylnie wprowadzona leki zaczynają prędzej przynoszą efekty sprawiały, że Prudence zaczynała trochę być bardziej kontaktowa. Dlatego najpierw spojrzała na kobietę, która znajdowała się wraz z nimi w środku pojazdu, która co rusz sprawdzała pomiary nawet nie wiedziała czego, by znów wylądować tęczówkami na mężczyźnie. I choć nie czuła się jeszcze najwspanialej, to poprawiło się jej przetwarzanie tego, co ktoś do niej mówił. Nie spodziewając się, iż będzie próbował ją jakoś rozbawić - co notabene się powiodło, bo lekko uniosła kąciki warg. — Moją na pewno będzie dziękowanie za ratunek — skwitowała, bo pewnie będzie mu znów wdzięczna i mówiła, żeby przyjął podziękowania, bo zasługiwał na nie. Tak jak i wtedy w trakcie ceremonii pogrzebowej, tak i przy tym, co obecnie się dzieje.
Jest lepiej - to też zarejestrowała. I chociaż to pewnie dziwne, tak od momentu złapania go na swoim widoku, nie przestała z niego spuszczać oczu. Nie dlatego, że jest przystojniakiem i nie mogła uwierzyć jaki to z niego Adonis - a zwyczajnie dzięki temu chyba udawało jej się utrzymywać przytomność i jasność umysłu, słuchając nawet tych rzeczy, które nie byłī kierowane bezpośrednio do niej. — A co z dzieckiem? — wtrąciła, bo to było najważniejsze. Nie mogła pozwolić na to, żeby i je stracić. Tym bardziej przez swoją głupotę - tak jak straciła na swój sposób ukochanego.


Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Andy za nic nie zostawi Prudence, zwłaszcza że zdarzylo sie to gdy były razem. Zadzwoniła do Ethana który miał zabrać małego tak aby ze spokojną głowąmogła ruszyć do szpitala. Nie czekała na niego jakoś długo, a gdy tylko się pojawił, zgarnęła swoją torebkę i ruszyła z piskiem opon do szpitala o którym wcześniej mówił Hansen.
A jeśli chodzi o sytuacje w karetce to była ona stabilna i choć ból nie zniknął, to był lżejszy dzięki czemu Gustav mógł porozmawiać z ciężarną. Kiedy spytała o dziecko delikatnie ścisnął jej dłoń. - Nie widzę nigdzie krwii a to oznacza jedno, dojechaliśmy na czas. Bóle pojawiają się często jako pierwsze i jeżeli w porę się na nie zareaguje, jest duża szansa że wszystko będzie w porządku. - musiał sprawić, że przestanie się denerwować, a ta informacja lekarska chyba była najlepszym co mógł powiedzieć.
- Dojeżdżamy - zawołał kierowca, po czym faktycznie wjechali na podjazd. Szybko doskoczyli do nich specjaliści.
- Kobieta po trzydziestce, w dziewiątym tygodnii ciąży, podaliśmy rozkurczowe oraz przecbólowe, teętno wróciło do normy. Pilnie potrzebuje usg. - skończył swoj ratowniczy bełkot i spojrzał na Prudence. - Zostawiam Cię pod opieką najlepssych specjalistów. Muszę jechać ale odwiedzę Cię jak tylko skończę zmianę. - bo sam osobiscie chciałby wiedzieć co się dzieje z dziewczyną przyjaciela. Czuł niejako dużo odpowiedzialność za nią. Zresztą... list który czekał na niego w domu, potwierdzał fakt, że zacznie się koło niej częściej kręcić - tak w ramach braterskiej więzi z Hunterem.
Po tych slowach Lane została zabrana na pilne badania usg, które nie wykazały żadnych nieprawidłowości.
- Z maluszkiem jest wszystko dobrze. - potwierdziła lekarka, która podała papier kobiecie aby mogła się wytrzeć. Po 20 minutach odkąd Prudence trafiła na salę, pojawila się Andrea.
- Boze... jakiego stracha mi napędziłaś kobieto! - powiedziała wręcz oburzona i przysunęła sobie krzesełko, chcąc być jak najbliżej cieżarnej. - Czy... czy Hunter wiedział o dziecku? - czy po prostu zginął z brakiem tak ważnej informacji? Byłby to cios dla miego, ale również reszty rodziny gdyby okazało się że Prudence chce to całkowicie zataić i wyjechać...

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Martwiła się co będzie z dzieckiem. Czy przypadkiem nie jest już zbyt późno… Czy niezbyt sprawdziła się jako przyszła matka już praktycznie na samym starcie ciąży? Czy tym samym udowodniła, że nie powinna mieć dziecka, nie powinna pozostać z tym zadaniem sama, bo nie nadaje się do tej roli?
Nie wiedziała co miała na ten temat myśleć, niemniej liczyło się tylko uzyskanie jednej odpowiedzi - z dzieckiem jest w porządku, a one zdołały odpowiednio wcześnie zareagować z telefonem, żeby ratownicy - jak się okazało na miejscu Gustav - mogli dokończyć dzieła i udzielić odpowiedniej pomocy. Prudence czekała w niemałym napięciu na informację zwrotną od mężczyzny, który powrócił do niej swą uwagą i zaczął odpowiadać. Lane od razu pociekły małe łezki, spływając po policzkach, nie mogąc obecnie nacieszyć się z tego, co przyszło jej usłyszeć. To najlepsza informacja jaką uzyskała od momentu dowiedzenia się o śmierci Huntera. — Dziękuję — powiedziała jedynie, bo gdyby nie ich szybka reakcja, nie byłoby tego dziecka i nie miałaby tym bardziej sensu dalej żyć.
Wtedy usłyszała, że dojeżdżają, a następnie faktycznie zatrzymali się gdzieś, a drzwi tylnej części samochodu otworzyły się, zjechała na noszach i została prowadzona dalej po szpitalnym korytarzu. Gustav się z nią pożegnał, obiecując odwiedziny w wolnym czasie, a ona zostałam poprowadzona dalej.
Wtedy faktycznie trafiła od razu na USG, aby sprawdzić parametry dziecka. W chwili dostania odpowiedniego, chłodnego płynu na brzuch i przyłożenia aparatury połączonej z ekranem, ginekolog widziała iż dziecko w dalszym ciągu będące w brzuchu. Dzielnie się trzymające - mogąc tym samym zażegnać kryzys związany z jego utratą. — Maleństwo jest i nigdzie się nie rusza. Ale to nie znaczy, że nie jest w dalszym ciągu w stanie zagrożenia - musi Pani o siebie bardziej dbać. Więcej pić wody, wprowadzić odzywanie pełnoskładniowe, mniej ruchu i o wiele mniej stresu — powiedziała spokojnie. Prudence dostała papier mogąc się wytrzeć, przy okazji patrząc na lekarkę. — W porządku — powiedziała, choć nie byłą pewna, czy da radę. Ale wiedziała, że musiała, że trzeba - przecież nie chciałam stracić jedynej namiastki tego, co pozostało jej obecnie po Hunterze.
Przewieziono ją na salę, pozostawiając na obserwację w celu upewnienia się, że nic się nie dzieje i nic się nie pogorszy niespodziewanie. Powiadomili, że za niedługo będzie obiad, a do tego czasu ma odpoczywać i nie chodzić. Chwilę patrzyła na sufit, próbując poukładać sobie sprawy w głowie. Chcąc zwyczajnie ogarnąć, iż musi faktycznie szybko pozbierać się i zacząć działać jak najbardziej korzystnie dla dziecka.
Nie sądziła, że Andrea faktycznie postanowiła za nią pojechać - udowodniła to w momencie pojawienia przy jej szpitalnym łóżku. — Mówiłam, żebyś nie przyjeżdżała… — choć mimo wszystko widok kobiety ucieszył ją. Nawet jeśli dopiero co widziały, to obecność Andy pokrzepiła ją bardziej. Uśmiechnęła się nawet delikatnie, poprawiając się na łóżku aby być chociaż w półsiedzącej pozycji. — Przepraszam, nie chciałam Cię przestraszyć — nie wiedziała że tak się wydarzy - nie sądziła, że swoimi głupimi decyzjami pokierowanymi utratą ukochanego doprowadzi do takich konsekwencji - do praktycznie tragedii, jaka mogłaby ją dotknąć jeszcze dotkliwiej niż śmierć Huntera. — Wiedział — od razu zapewniła, nie chcąc denerwować kobiety jeszcze bardziej, widząc iż stresowała się tym wszystkim - zapewne w głównej mierze faktem tego, że w tak niespodziewanych okolicznościach dowiaduje się o takiej rzeczy. — Powiedziałam mu jak tylko dostałam potwierdzenie od lekarza po zrobieniu testu ciążowego. Jakoś na trzy tygodnie przed… — urwała, nabierając powietrza. Nie mogła się denerwować - jedno z zaleceń lekarskich. Nie mogła więc zapętlać się w myślach znowu o tym. — Poprosiłam go, żeby nikomu nic nie mówić. Nie chcieliśmy zapeszać i chcieliśmy znaleźć wspólnie dobry moment na to, żeby wszystkim powiedzieć — powiedziała, wyjawiając jednocześnie dlaczego do tej pory się tymi wieściami nie pochwalili. — Potem nie odzywał się parę dni, więc nie miałam głowy do tego, żeby w takiej chwili opowiadać o tym. Następnie ta wiadomość… Nie było idealnego momentu, sama rozumiesz — spojrzała na Andreę smutno, czując się nieco źle z tym wszystkim. Choć teraz to już nie było chyba tak istotne - informacja o ciąży nie jest już sekretem, a znając Smith już powiedziała o tym Ethanowi, który przekazał to dalej po rodzinie. — Przepraszam — ostatecznie dodała, siląc się na cień uśmiechu. — Będziesz musiała mi zrobić szkolenie — nie miała humoru, a mimo to próbowała rozładować napięcie.


Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się delikatnie. - Myślisz, że pozwoliłabym Ci siedzieć tu samej? Głupia! - nie zamierzała opuścić Prudence w takim momencie. Nie do końca wiedziała co się dzieje, a tym bardziej ta rewelacja którą usłyszała jakis czas temu była na tyle wbijająca w siedzenie, że musiała poznać szczegóły, dlatego przyjechała tu przygotowana! Zabrała nawet koc z bagażnika, żeby w razie potrzeby zostać na noc.
Słuchała uważnie a na sam koniec westchnęła. - Nie masz mnie za co przepraszać. To była wasza decyzja jako rodziców. Dobrze, że teraz już wiem! - bo to liczyło się najbardziej. Będzie miała szansę zostać ciocią a nie tylko matką dla swoich pociech. Nowa rola to powiew świeżości!
- O to już sie nie martw. Pokaże Ci wszystko co i jak! Dodatkowo, możesz kiedyś wpaśc do mnie to przekopiemy stery pudeł na strychu z ubraniami i zabawkami. - bo tego to miała pod dostatkiem po chłopakach którzy bardzo szybko wyrastali z ciuchów, o zabawkach już nawet nie mówiąc.
- Gustav się spisał. Ja już zaczynałam panikować, chyba zapiszę się na jakiś kurs pierwszej pomocy, bo nawet nie wiem jak zrobić CPR. - bedzie miała czas na dokształcanie, jak tylko dzieciak zostaną przejęte przez Ethana. - Zna się na swojej pracy i kurcze... wyrósł. Pamiętam go jako takiego szczyla. - zaśmiała się, bo to z nim przeżyła swój pierwszy raz po jeden z imprez u wspólnych znajomych. Mało co pamiętała, poza zatrważającą ilością alkoholu i głupich używek. - Jak się czujesz? Trzeba Ci czegoś? Coś kupić, podać, załatwić? - bo może miała jakieś ważne sprawy w których mogłaby ją Andrea wyręczyć. Chciała być jak największą pomocą.
Po długich rozmowach, zrobiło się późno. Dochodziła dwudziesta a Andy dostała sms'a od męża czy mogłaby wrócić do domu, bo nie może uspokoić małego. Komuś potrzebny ratunek!
- Na pewno nie jesteś zła, że muszę lecieć? - podpytała jeszcze, a gdy dostała pozwolenie, ucałowała Prue w policzek i zniknęła za drzwiami sali. Minęła jakaś godzina, w pomieszczeniu panował półmrok i tylko jedna mała lampka dawała jako takie światło.
Zapukał grzecznie po czym wszedł do środka. Tym razem w zwykłych ciuchach. - Pielęgniarki mi powiedziały gdzie leżysz. Nie gniewaj się na nie. To moje znajome i były winne mi przysługę, wiem że nie jestem nikim z rodziny zeby tu być. - musiał sie od razu usprawiedliwić, bo w końcu ona była tylko jego pacjentem. Zza pleców wyjął bukiet białych róż i włożył je do wazonu ktory stał na szafce nocnej. - To w ramach żeby to pomieszczenie nie było tak straszne, no i nie pachniało jedynie płynem do podłóg. - rzucił jej delikatny uśmiech i przysiadł na krzesełku. - Jak się czujesz? - najważniejsze pytanie, bo kiedy wszedł do jej domu wyglądała źle, zupełnie jakby miało się stać najgorsze. Na całe szczęscie udało im się zaradzić a pielegniarak teraz dawała dożylnie leki jakie powinny pomóc Lane.

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”