Nocne Toronto miało swój urok, wiecie? Chłodny wiatr smagał twarz, asfalt był jeszcze nagrzany po całym dniu… nawet Vanberg nie psuł tego idealnego obrazka swoją obecnością, bo nie zadawał zbędnych pytań i nie udawał kogoś, kim nie był.
Perfect. -
Ty to zawsze byłeś mocny w gębie, Vanberg - skomentował Alex z uniesioną brwią na te teksty o mokrych snach, zaciągając się dymem po raz ostatni, zanim przekazał blanta Deanowi na wieczny odpoczynek. Tak a propos bycia bogatym, to Alex też kiedyś chciał taki być - obrzydliwie kasiasty. Wydawało mu się, że pełny portfel rozwiązałby każdy jego problem - pobyt w sierocińcu, matkę pijaczkę, która zapiła się na śmierć, głód… No i myślał tak do momentu, w którym poznał Maddie. Dopiero gdy ogarnął, że była córką jakiegoś wpływowego polityka i zdał sobie sprawę, że pieniądze wcale jej nie pomagały, gdy kupowała kolejne porcje kolorowych tabletek, zmienił zdanie. Pieniądze niczego nie leczyły, już lepiej było być totalnym przeciętniakiem - chciał mieć dwoje normalnych rodziców z normalną robotą, normalnym domem i normalnym obiadem na stole, ale cóż, kart od losu nie dało się wymienić. Sport i adrenalina musiały mu wystarczyć za terapię.
Te, uważaj co mówisz, bo potraktuję to jako wyzwanie. A niewiele mi trzeba, by je wygrać. -
Najpierw musielibyśmy razem pić - rzucił Alex i puścił kumplowi perskie oczko. Mimo głupiego gadania Alex wiedział, że Dean po prostu się zgrywał. Ot, kwintesencja Vanberga - prowokować, ile wlezie i rzucać słowa na wiatr (XD). Do rozmowy znów wróciła franca z Kingsway, dlatego Hall wywrócił oczami. Franca nie-franca, laska miała w głowie sieczkę, a Alex wyrósł z ruchania wszystkiego, co popadnie. -
Też bym nie miał nic przeciwko, ale wiesz, jak jest, mogę ci dać do niej numer, jeśli chcesz - wzruszył ramionami z podejrzliwym uśmieszkiem czającym się w kąciku ust. Hehe, może Vanberg miałby więcej cierpliwości do mężatki i ugrałby coś dla siebie,
who knows. -
No dobra, tu mnie masz - przyznał Deanowi rację w kwestii trasy, po czym nie czekając dłużej, włożył kask na głowę, zapiął sprzączkę pod brodą i odpalił interkom, żeby przetestować połączenie. -
Słyszysz mnie, ty stary pierdzielu? Prowadź, tylko nie rozwal sobie tej pięknej buźki, bo nie będę miał z kogo szydzić - rzucił rozbawiony, wyczekując w odpowiedzi środkowego palca ze strony kumpla.
Sekundę później ruszyli. Warkot silników przerwał ciszę, a Dean wyrwał się do przodu - Alex trzymał się tuż za jego tylnym kołem. Po kilku minutach Alex gwizdnął cicho pod nosem, kiedy Vanberg ostro wszedł w zakręt i o mało co nie poszorował tyłkiem jezdni. Debil jebany, naprawdę szukał wrażeń. -
Słyszę, słyszę, tylko oszczędzam siły na moment, w którym będę musiał zbierać cię z pobocza, Vanberg - zauważył trafnie, po czym dodał gazu i zrównał się z Deanem na prostej. -
I dziękuję za troskę, ale spokojna twoja rozczochrana. Jeszcze trochę pożyję, chociażby po to, żeby cię wkurzać - zaśmiał się pod nosem, ale… dosłownie chwilę po tym musiał gwałtownie zahamować. Zatrzymał się z głośnym piskiem opon, gdy przed reflektorami motocykla pojawił się niepożądany cień.
Szop pracz.
Alex przeklął pod nosem. -
A ten dokąd? Na zakupy? - warknął, po czym ominął szopa, nie czekając, aż ten zniknie w krzaczorach. -
Wszystko git? - spytał Deana, żeby się upewnić, że po tym ostrym hamowaniu nic się nie stało jego kumplowi. Dobrego kumpla ze świecą szukać, co racja, to racja. Tak w sumie to Alex zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby coś było nie tak, to Vanberg od razu zaczałby lamentować, ale lepiej było zapytać, nie?
Znowu przyspieszyli, a puste ulice zachęcały do szybkiej jazdy. Minęli jedno skrzyżowanie, drugie, trzecie… i nagle do warkotu ich silników dołączył kolejny dźwięk. Syreny policyjne. Czerwono-niebieskie błyski rozświetliły kamienice za nimi, w lusterkach. Kurwa jego mać. -
Ja jebie - mruknął Alex, oglądając się przez ramię, żeby ocenić dystans. Radiowóz był blisko i siedział im na ogonie. Kurde, nie mogli dać się złapać. Gdyby klawisze zgarnęli Alexa na dołek i zapoznali się z jego bogatą kartoteką, wylądowałby w areszcie na dłużej niż marne dwadzieścia cztery godziny. Nooo nie mógł sobie na to pozwolić, noooo. -
Dean, kurwa! Czas spierdalać! - zawołał Alex, po czym wcisnął gaz do dechy i wyprzedził Vanberga, żeby skręcić w jakąś wąską uliczkę. Liczył na to, że kumpel pojedzie za nim.
Dean