Wystarczyło słowo m ą ż, by momentalnie zapomniał o dobrym takcie, wypuszczając z ust rozbawione parsknięcie. Tego się nie spodziewał.
Za łatwo było się pomylić, przemknęło mu przez myśl, gdy próbował połączyć słowa towarzysza z rzeczywistością, nie widząc w nich oczywistej spójności. Pomimo tego, że nie miał powodu nie wierzyć w jego słowa, jakaś cząstka Jayce’a wciąż traktowała nieznajomego jakby miał do czynienia z heteroseksualnym kumplem, z którym przyszło mu spędzić aktywny dzień.
To pewnie przez kanu.
Nigdy nie oceniał ludzi przez pryzmat orientacji seksualnej, sam miał ją płynną, dziś jednak nie mógł wyzbyć się wrażenia, że Nieznajomy nie wyglądał na wielbiciela męskich tyłków. Może chodziło o naturalną sztywność, wniesioną w każdy jeden jego gest — tak odległą od miękkich gestów, jakie kojarzył u innych swoich nieheteronormatywnych znajomych — albo o powagę bruneta, do której nieświadomie Byrne dopisał znamiona konserwatyzmu. Opcjonalnie istniała również możliwość, że najzwyczajniej w świecie wcześniej nawet się nad tą kwestią nie zastanawiał i nie zakładał, że może wylądować w łódce z kimś, kto mógłby — przy odpowiednich wiatrach — być nim zainteresowany. Teraz więc spojrzeniem nadrabiał to, co wcześniej mu umknęło. Przyglądał się mu chwilę uważnie, ale wciąż swobodnie, zatrzymując wzrok na przystojnej twarzy i, idąc dalej spojrzeniem ku barkom oraz plecom… szukał tych drobnych detali, które powiedziałyby mu o nim więcej. Na razie jednak zdążył jedynie zauważyć, że facet dbał o swoją sylwetkę. Była smukła i niezalana tłuszczem, choć nie potrafił powiedzieć dużo więcej, gdy ten miał na sobie tyle warstw ubrania.
Na razie więc wiedział o nim niewiele, a facet nie wydawał się szczególnie rozmowny. Przynajmniej nie w sposób, który by go obnażał. W odpowiedziach operował ogólnikami.
—
Masz imię, czy mam Ci wymyślić kreatywny przydomek? — spytał przekornie, nie chcąc wprost przypominać się mu o tym, że mężczyzna wciąż się nie przedstawił. Jednocześnie w jakiś sposób musiał to zasygnalizować: postawił więc na drobną zachętę w postaci przedstawienia mniej komfortowej alternatywy.
Losowe przydomki nigdy nie brzmiały dobrze.
Tymczasem woda pod kanu nie zdążyła jeszcze dobrze się spienić, gdy myśli Jayce’a podzieliły się na czas przed i czas po
wyznaniu. Bo choć nieznajomy słowa o małżeństwie wypowiadał z należytą powściągliwością, sam Byrne podobnej emocji w sobie nie nosił. Wyobraźnia, jak puszczony ze smyczy szczeniak, wybiegała przed szereg i na wybudowanym moście skojarzeń zaczynała skomleć i prosić o więcej. Nagle facet w kanu wydał mu się o niebo bardziej
interesujący, gdy okazało się, że pierwsze wrażenie o nim miał zupełnie błędne.
Bo jeśli mylił się w orientacji i w zawodzie, to prawdopodobnie istniało jeszcze parę kuszących kąsków informacji, które mogły go zaskoczyć. A Jayce lubił być zaskakiwany, bo dzięki temu się nie nudził.
—
Szczerze mówiąc założyłem, że jesteś do porzygu kanadyjski… wiesz… dwójka dzieci, jedno jeszcze w szkole, drugie na studiach… praca w biurze, dobra płaca i oglądanie hokeja w wolnej chwili. Mogłem się trochę z tym obrazkiem pospieszyć — wyznał, od razu przyznając się do błędu. Nie miał z tym problemu, o ile rozmowa w zamian oferowała inne atrakcje, jak np. prawdę o nim. Osobiście uważał przy tym, że było między nimi zbyt cicho i zbyt powściągliwie — kotara dystansu, gruba i ciężka, wadziła mu niezmiernie od początku ich rozmowy. Sprawiała, że niemal czuł się w tej relacji klaustrofobicznie, a jako osoba najwyżej ze wszystkiego ceniąca sobie wolność, w naturalny sposób szukał ucieczki od podobnych
ograniczeń.
Być może dlatego, gdy w progu wymienili strzępy informacji, grzeczne słowa zamienił na dotyk:
—
Pomasować Cię? — spytał w nawiązaniu do kolejnego, drobnego wyznania. W zasadzie nie dał mu przy tym czasu na odpowiedź. Przysunął się niemal od razu w jego kierunku, pozwalając by umięśnione uda wzięły jego sylwetkę między nie. Dłonie tymczasem spoczęły na barkach, ściskając pod palcami spięte wyraźnie mięśnie.
—
Jestem w tym niezły. Znam się trochę na fizjoterapii… — wyjaśnił prostolinijnie, choć ważniejsza nawet niż jego wiedza na temat ludzkiego ciała była jego naturalna chęć pomocy i… równie swobodne łamanie cudzej przestrzeni osobistej.
Zaangażowany głos w jego głowie wybrzmiał w nim jaśniej i chętniej, gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, że pomimo surowego początku ich rozmowy poznał dziś parę informacji, od których robiło mu się realnie ciepło. Najcieplej, gdy nagie słońce, skryte skromnie za chmurami, wciąż przygrzewało jego plecy. Uśmiechnął się przy tym zrelaksowany, czując że kontrast ich ciał aż domaga się komentarza. Jego własne było w pełni rozluźnione, jakby oczekujące na chwilę przyjemnej rozrywki. Ciało mężczyzny wydawało się przeciwnie do tego spięte i zmęczone. Twarde mięśnie mężczyzny ledwie uginały się pod opuszkami palców Jayce’a, gdy ugniatał je cierpliwie, zachodząc dłońmi na cudzy kark, a potem wolno i cholernie dokładnie badając kolejne połacie skóry, okrytej ubraniem.
—
Wyluzuj… — schodził palcami wzdłuż kręgosłupa nieco niżej i niżej, zatrzymując się w bezpiecznej przestrzeni między jego barkami, by docisnąć palce do punktu największej sztywności. Brunet miał możliwość poddania się temu dotykowi, co mogło ukoić jego zszargane ciało lub mógł równie dobrze stawić opór i narazić się na dodatkowy ból przy masażu, wszystko zależało od niego —
To jeszcze nie seks… nic Ci w kręgosłupie nie strzeli, staruszku — mruknął wesoło tuż przy jego uchu, jawnie sobie z niego drwiąc, choć wcale nie ze złą intencją. Zwyczajnie bawiło go napinanie struny emocji między nimi, jakby w ten sposób odnalazł sposób na nową rozrywkę.
Przejechał nawet jedną z dłoni niżej, obejmując jego talię w dwuznacznym geście, podbitym przez cichy pomruk przy uchu:
—
Krępuje Cię to? — spytał tym razem niskim, szepczącym niemal głosem, muskając niechybnie jego małżowinę.
Simon jeszcze tego nie wiedział, ale największy błąd, jaki popełnił, jeśli chciał zostawić tę relację przyzwoicie grzeczną, to wzmianka o mężu. Automatycznie stał się w tym momencie w oczach Jayce’a atrakcyjny… i stworzony do tego, by go prowokować.
Wyduś z siebie więcej, niż powagę, choćby złość,
zdawało się krzyczeć całe ciało Jayce’a, ulokowane tak bezczelnie blisko nieznajomego.
Simon Rossi