ODPOWIEDZ
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Będąc szefem miejscowej mafii musiał sprawiać, że ludzie będą bali się na sam dźwięk jego nazwiska. Mieli czuć respekt za każdym razem jak tylko pokazywał się w okolicy. Nikt nie mógł mu wchodzić w drogę, bo nawet najbardziej zaufanego człowieka mógł się pozbyć, jeśli krzywo na niego spojrzy. Ale nikt się nie odważył. Bali się nawet patrzeć mu w oczy jakby jego spojrzenie zabijało. Zabawne. Jak chciał potrafił wyglądać dość niewinnie i zwyczajnie, ale Ci co znali wiedzieli co ukrywa się za tym uroczym uśmieszkiem.
Rodzina Malone już dawno mu podpadł, a zwłaszcza głowa rodziny. Pożyczył od niego sporą kwotę pieniędzy i zwlekał z oddaniem, bo podobno nie miał. Skąd więc wystawne przyjęcia i drogie zabawki? Nie z nim takie numery. Nie da się tak oszukiwać jak dziecko. Mężczyzna chyba nie wiedział z kim zadzierał. Nawet jeśli miał tyle pieniędzy, że nie zauważyłby braku takiej kwoty, ale chodziło o sam fakt, że pożyczył i obiecał oddać. Jeśli tej obietnicy nie mógł dotrzymać, to jak sobie radził zresztą?
Iwanow zamierzał mu pokazać, że nie ujdzie mu to na sucho. Zabierze mu to co kochał najbardziej, czyli jedynego syna. Dobrze widział, że był jego oczkiem w głowie i stara się mu zapewnić wszystko co najlepsze. Teraz będzie miał okazję dodatkowo się wykazać, pokazując jak szybko zależy mu na odzyskaniu jedynego dziedzica.
Wysłał po niego swoich ludzi. Najlepszych w swoim fachu, którzy wejdą do domu niezauważeni i tak samo wyprowadzą ukochanego syneczka z domu. W tym czasie on siedział w fotelu w swoim gabinecie i popijał whisky, rozkoszując się jej smakiem. Plus smakiem zwycięstwa, bo wiadomo, że prędzej czy później dostanie to czego chciał.
Pukanie do drzwi. To był sygnał, że Oscar już tu był. Z triumfalnym uśmieszkiem podniósł się z fotela i wciąż trzymając szklankę whisky w dłoni, skierował się do pokoju gdzie miał ulokować swojego gościa.
Oscar leżał nieprzytomny na łóżku, wyglądając tak uroczo i niewinnie. Aż uśmiechnął się, ciesząc na myśl o dobrej zabawie jaką będzie z nim miał, bo skoro tu był czemu tego nie wykorzystać? Przysiadł na łóżku, delikatnie gładząc Malona po policzku.
— No już… czas wstawać… — mówił cicho, wpatrując się uważnie w jego twarz. Na pewno nie takiego widoku się spodziewał po przebudzeniu, ale chyba nie powinien na niego narzekać?

Oscar Malone
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To miał być typowy, normalny dzień. Podobny do tych, które Oscar przeżył w przeszłości, ciesząc się z tego, co miał. A miał wiele, temu nie można było zaprzeczyć. Jego rodzinie się powodziło, a on nie narzekał na brak niczego. Nie mógł wiedzieć, że wiele z tego co posiadał nie zostało pozyskane w sposób legalny. Nigdy nie interesował się tym, skąd właściwie były pieniądze na zachcianki, czy to jego, czy jego rodziców. Kto wie, może gdyby znał prawdę, byłby przygotowany na to, co miało wydarzyć się w kolejnych godzinach.
Nie spodziewał się, że jego życie właśnie tego dnia zostanie wywrócone do góry nogami, już nigdy nie wracając do normalności, którą znał do tej pory. Los potrafił być wybitnie przewrotny i Malone miał tego doświadczyć w najmniej przyjemny sposób, stając się więźniem jakiejś chorej boskiej fantazji.
Jak codziennie, wstał dość wcześnie, chcąc przed uczelnią trochę pobiegać. Miał wrażenie, iż ostatnio wyjątkowo się z tym opuścił, a przecież nie chciał wyglądać jak ktoś, komu niewiele brakowało do toczenia się. Nie miał nic przeciwko osobom otyłym, ale sam nie chciał tego przeżywać.
Przebrał się w dres, chwytając za telefon, na którym była jego ulubiona muzyka. Nie potrafił ćwiczyć bez odpowiedniego podkładu, a już z pewnością nic by mu nie wyszło, gdyby na około panowała cisza.
Wyszedł, zamykając drzwi, nie żegnając się z nikim. Ostatecznie nikogo innego w domu nie było.
Założył słuchawki i pobiegł przed siebie, nie będąc jeszcze pewnym, która trasa będzie dla niego najbardziej odpowiednia. Może powinien postawić na spontan?
Minęła godzina, podczas której potężnie się zmęczył. Mógł być z siebie dumny. Dokładając do tego jeszcze wieczorne ćwiczenia, nie będzie mógł narzekać na obijanie się.
Nie ściągając z uszu słuchawek skierował się do domu. Musiał szybko wziąć prysznic i się przebrać, jeśli chciał zdążyć na zajęcia. Jak dobrze, że zaczynał trochę później niż normalnie.
Wszedł do mieszkania, nieświadomy, że tym razem nie był w nim sam.
Skierował się na górę, do swojego pokoju, chcąc zebrać rzeczy. I wtedy zapadła ciemność. Ktoś założył mu na głowę worek. Zaczął się szamotać, ale to było wszystko, co mógł zrobić w tak krótkim czasie, chwilę później odpływając. Dostał w głowę, coś mu wstrzyknięto, nie wiedział. Po prostu stracił kontakt z rzeczywistością.

Mruknął cicho. Miał wrażenie, że wszystko go bolało. Poczuł jakiś dziwny dotyk na policzku. Co się właściwie stało? Był zbyt otumaniony, by uzmysłowić sobie to od razu.
Usłyszał głos, którego nie znał. Pozornie. Uchylił powieki, dostrzegając twarz, której z całą pewnością nie powinno tutaj być. Wtedy wszystko do niego wróciło. Ktoś był w jego domu. Ktoś go porwał. Szybko odtrącił dłoń, zrywając się do siadu. Zabolało ciało, ale zignorował ten fakt.
-Co jest do kurwy…?

Mikhail Iwanow
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”