39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Będąc szefem miejscowej mafii musiał sprawiać, że ludzie będą bali się na sam dźwięk jego nazwiska. Mieli czuć respekt za każdym razem jak tylko pokazywał się w okolicy. Nikt nie mógł mu wchodzić w drogę, bo nawet najbardziej zaufanego człowieka mógł się pozbyć, jeśli krzywo na niego spojrzy. Ale nikt się nie odważył. Bali się nawet patrzeć mu w oczy jakby jego spojrzenie zabijało. Zabawne. Jak chciał potrafił wyglądać dość niewinnie i zwyczajnie, ale Ci co znali wiedzieli co ukrywa się za tym uroczym uśmieszkiem.
Rodzina Malone już dawno mu podpadł, a zwłaszcza głowa rodziny. Pożyczył od niego sporą kwotę pieniędzy i zwlekał z oddaniem, bo podobno nie miał. Skąd więc wystawne przyjęcia i drogie zabawki? Nie z nim takie numery. Nie da się tak oszukiwać jak dziecko. Mężczyzna chyba nie wiedział z kim zadzierał. Nawet jeśli miał tyle pieniędzy, że nie zauważyłby braku takiej kwoty, ale chodziło o sam fakt, że pożyczył i obiecał oddać. Jeśli tej obietnicy nie mógł dotrzymać, to jak sobie radził zresztą?
Iwanow zamierzał mu pokazać, że nie ujdzie mu to na sucho. Zabierze mu to co kochał najbardziej, czyli jedynego syna. Dobrze widział, że był jego oczkiem w głowie i stara się mu zapewnić wszystko co najlepsze. Teraz będzie miał okazję dodatkowo się wykazać, pokazując jak szybko zależy mu na odzyskaniu jedynego dziedzica.
Wysłał po niego swoich ludzi. Najlepszych w swoim fachu, którzy wejdą do domu niezauważeni i tak samo wyprowadzą ukochanego syneczka z domu. W tym czasie on siedział w fotelu w swoim gabinecie i popijał whisky, rozkoszując się jej smakiem. Plus smakiem zwycięstwa, bo wiadomo, że prędzej czy później dostanie to czego chciał.
Pukanie do drzwi. To był sygnał, że Oscar już tu był. Z triumfalnym uśmieszkiem podniósł się z fotela i wciąż trzymając szklankę whisky w dłoni, skierował się do pokoju gdzie miał ulokować swojego gościa.
Oscar leżał nieprzytomny na łóżku, wyglądając tak uroczo i niewinnie. Aż uśmiechnął się, ciesząc na myśl o dobrej zabawie jaką będzie z nim miał, bo skoro tu był czemu tego nie wykorzystać? Przysiadł na łóżku, delikatnie gładząc Malona po policzku.
— No już… czas wstawać… — mówił cicho, wpatrując się uważnie w jego twarz. Na pewno nie takiego widoku się spodziewał po przebudzeniu, ale chyba nie powinien na niego narzekać?

Oscar Malone
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To miał być typowy, normalny dzień. Podobny do tych, które Oscar przeżył w przeszłości, ciesząc się z tego, co miał. A miał wiele, temu nie można było zaprzeczyć. Jego rodzinie się powodziło, a on nie narzekał na brak niczego. Nie mógł wiedzieć, że wiele z tego co posiadał nie zostało pozyskane w sposób legalny. Nigdy nie interesował się tym, skąd właściwie były pieniądze na zachcianki, czy to jego, czy jego rodziców. Kto wie, może gdyby znał prawdę, byłby przygotowany na to, co miało wydarzyć się w kolejnych godzinach.
Nie spodziewał się, że jego życie właśnie tego dnia zostanie wywrócone do góry nogami, już nigdy nie wracając do normalności, którą znał do tej pory. Los potrafił być wybitnie przewrotny i Malone miał tego doświadczyć w najmniej przyjemny sposób, stając się więźniem jakiejś chorej boskiej fantazji.
Jak codziennie, wstał dość wcześnie, chcąc przed uczelnią trochę pobiegać. Miał wrażenie, iż ostatnio wyjątkowo się z tym opuścił, a przecież nie chciał wyglądać jak ktoś, komu niewiele brakowało do toczenia się. Nie miał nic przeciwko osobom otyłym, ale sam nie chciał tego przeżywać.
Przebrał się w dres, chwytając za telefon, na którym była jego ulubiona muzyka. Nie potrafił ćwiczyć bez odpowiedniego podkładu, a już z pewnością nic by mu nie wyszło, gdyby na około panowała cisza.
Wyszedł, zamykając drzwi, nie żegnając się z nikim. Ostatecznie nikogo innego w domu nie było.
Założył słuchawki i pobiegł przed siebie, nie będąc jeszcze pewnym, która trasa będzie dla niego najbardziej odpowiednia. Może powinien postawić na spontan?
Minęła godzina, podczas której potężnie się zmęczył. Mógł być z siebie dumny. Dokładając do tego jeszcze wieczorne ćwiczenia, nie będzie mógł narzekać na obijanie się.
Nie ściągając z uszu słuchawek skierował się do domu. Musiał szybko wziąć prysznic i się przebrać, jeśli chciał zdążyć na zajęcia. Jak dobrze, że zaczynał trochę później niż normalnie.
Wszedł do mieszkania, nieświadomy, że tym razem nie był w nim sam.
Skierował się na górę, do swojego pokoju, chcąc zebrać rzeczy. I wtedy zapadła ciemność. Ktoś założył mu na głowę worek. Zaczął się szamotać, ale to było wszystko, co mógł zrobić w tak krótkim czasie, chwilę później odpływając. Dostał w głowę, coś mu wstrzyknięto, nie wiedział. Po prostu stracił kontakt z rzeczywistością.

Mruknął cicho. Miał wrażenie, że wszystko go bolało. Poczuł jakiś dziwny dotyk na policzku. Co się właściwie stało? Był zbyt otumaniony, by uzmysłowić sobie to od razu.
Usłyszał głos, którego nie znał. Pozornie. Uchylił powieki, dostrzegając twarz, której z całą pewnością nie powinno tutaj być. Wtedy wszystko do niego wróciło. Ktoś był w jego domu. Ktoś go porwał. Szybko odtrącił dłoń, zrywając się do siadu. Zabolało ciało, ale zignorował ten fakt.
-Co jest do kurwy…?

Mikhail Iwanow
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Mógł go porwać bez ogłuszania go. Mógł też po prostu wejść do domu Malona i powiedzieć mu o swojej decyzji, jak gdyby nigdy nic wyprowadzając Oscara jak swoją własność i zamykając w swoim domu. Ale chciał to zrobić po cichu, czekając aż starszy Malone zauważy, że czegoś mu brakuje. Może wcale nie zauważy i będzie ostatecznie wiadomo co bardziej się dla niego liczy?
Uśmiechnął się, widząc jak Oscar otwiera oczy. Cudownie. Czas zacząć zabawę, bo nie lubił zbyt długo czekać. Zaraz poczuł jak chłopak odtrąca jego dłoń i siada na łóżku. Nie powinien tego robić tak gwałtownie, ale gdyby dał mu chwilę na wyjaśnienie, pewnie by mu o tym powiedział. Westchnął i podniósł się z łóżka, podchodząc do stojącego nieopodal barku i nalał do szklanki wody. Postawił ją na szafce przy łóżku, zachęcając swojego gościa gestem ręki do wypicia.
— Napij się. Możesz poczuć zawroty głowy i nie powinieneś poruszać się tak gwałtownie. Jeśli mi pozwolisz, wszystko Ci wyjaśnię. — odparł, podsuwając sobie bliżej krzesło na którym usiadł. Oparł się wygodnie o oparcie, sięgając po swoją szklankę z whisky i upił z niej spory łyk, czekając aż Oscar dostosuje się do jego polecenia. Albo nie.
— Nie wiem ile wiesz o swoim ojcu, ale pieniądze za które spełnia twoje zachcianki nie są… do końca jego własnością. Twój tatuś udaje, że nie ma żadnego długu i myśli, że mu odpuszczę, skoro mam o wiele więcej. Cóż… tak nie jest, więc dopóki nie przypomni sobie, że jest mi coś winny, ja zabrałem mu to co jest dla niego najcenniejsze. Jak pewnie się domyślasz, chodzi mi o Ciebie. Nie traktuj tego jak więzienie. Jesteś moim gościem i dam Ci wszystko czego potrzebujesz, jeśli tylko dostosujesz się do moich zasad, jasne? — zapytał, zerkając na Oscara. Nie musiał od razu wiedzieć, że będzie jego małą zabawką i w którymś momencie będzie musiał robić to co mu każe. Potrzebował kogoś takiego jak on, żeby wszyscy dookoła wiedzieli, że to on rządzi w tym mieście i jego okolicach. Każdy wyżej postawiony osobnik musiał konsultować z nim ważne decyzje, żeby przypadkiem nie zaszkodziły jego interesom. Tak to funkcjonowało odkąd rodzinnym interesem zajmował się jego dziadek, a potem ojciec, więc kontynuował to wszystko, modyfikując co nieco na swój sposób. Stare metody może i były skuteczne, ale nie zawsze.
— Jesteś może głodny? Każę przygotować wszystko na co masz ochotę. — dodał, podnosząc się z krzesła. Póki co nie zamierzał spędzać z nim całego wieczora. Niech posiedzi sobie sam i zrozumie całą tę sytuację. Z pokoju i tak nie wyjdzie, bo jedyne drzwi jakie będzie miał otwarte to te od łazienki, bo te na korytarz i do jego sypialni będą zamknięte. Tak, przydzielił mu sypialnię sąsiadującą z tą należącą do niego, żeby mieć go przy sobie. Jednocześnie ten pokój należał kiedyś do bardzo ważnej dla niego osoby, co wywoływało wiele wspomnień, które jeszcze nie tak dawno były dla niego bolesne, ale już pogodził się z tą sytuacją wiedząc, że nie może zrobić nic więcej oprócz zemsty.

Oscar Malone
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie rozumiał niczego z tego, co się właśnie stało. Zupełnie, jakby informacje nie docierały do jego jeszcze otumanionego umysłu, który potrzebował chwili na to, by zacząć odpowiednio kontaktować. Już na początku, gdy zaczął odzyskiwać przytomność, miał dziwne uczucie, że coś było nie tak. Początkowo mgliste, nasilało się z każdą kolejną sekundą. To nie była jego pościel, to nie był zapach, który normalnie roznosił się w jego pokoju. Pierwsze sygnały, że nie był u siebie. Ale jak?
Zaraz jednak wszystko zaczęło nabierać odpowiedniego kształtu. I wtedy zareagował, otwierając oczy i siadając gwałtownie. Być może popełnił błąd, w innych okolicznościach by się tym przejął, ale teraz miał ważniejsze sprawy na głowie.
Został porwany.
Nie wiedział, czemu właściwie właśnie to jako pierwsze przyszło mu do głowy, ale intuicja nie mogła go mylić. Nie pił, nie poniosła go żadna impreza, więc nie było innego wytłumaczenia. Przyjaciele nigdy nie odstawiliby mu takiego numeru wiedząc, że zemściłby się w najbardziej okrutny sposób.
Ujrzenie twarzy osoby, której się tu nie spodziewał utwierdziło go jedynie w przekonaniu, że się nie mylił. Znalazł się u kogoś, kto nijak nie powinien pojawiać się w jego życiu. Skrzywił się lekko, kiedy ponownie przez jego ciało przeleciał piorunujący ból. Czy ktoś w ogóle wiedział, że tu był?
-Nie mam najmniejszego zamiaru niczego od ciebie przyjmować. Chuj wie, czy czegoś tam nie dodałeś - odpowiedział jedynie, odsuwając się od niego na tyle, że omal nie spadł z łóżka. Jeszcze brakowało, żeby się połamał będąc u jakiegoś przestępcy. Co to w ogóle była za melina? I czemu właściwie tu był? Chodziło o okup? Jego rodzina miała pieniądze, więc to wydawało się najrozsądniejszym powodem.
Słuchał mężczyzny, który intensywnie mu się przyglądał. Jego ojciec i długi? Miał w to uwierzyć? Przecież go znał, z pewnością nie wpakowałby swojej rodziny w takie bagno, brutalnie narażając na konsekwencje. Jego tata dbał o rodzinę jak nikt inny, dlatego nie miał zamiaru wierzyć w żadne słowa obcego faceta.
-Gówno prawda. Mam ci niby w to wszystko uwierzyć? Mój ojciec jest porządnym człowiekiem, a ja nie mam najmniejszego zamiaru spełniać jakichś twoich chorych zachcianek - warknął, przerzucając nogi przez kant łóżka. Miał zamiar stąd wyjść. Nadal kręciło mu się w głowie, ale musiał z tym walczyć. - Skoro jestem twoim gościem, jak to ująłeś, nie będziesz miał nic przeciwko jeśli sobie stąd pójdę - dodał, patrząc na niego chłodno. Może nie powinien pogrywać, ale nie było mowy, aby tak siedział na tym łóżku, niczego nie robiąc. Nie był takim typem człowieka.
-Jedyne na co mam ochotę to wyjście stąd i skończenie słuchania twojego bełkotu - odpowiedział. Jedzenia? Czy ten typ serio myślał, że Oscar miał zamiar miło tu z nim siedzieć, robiąc za jakąś jego zabawkę?

Mikhail Iwanow
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pokręcił głową, kiedy ten odmówił wody. Nie to nie. Nie będzie jej przecież w niego wlewał. Spędzi tu trochę czasu to zachce mu się pić i wtedy nie będzie miał wyjścia. Nie zamierzał też zawracać sobie głowy przekonywaniem go, że to czysta woda i nie dolał tam niczego co mogłoby go odurzyć. Już chyba wystarczy na jeden dzień, nieprawda?
Nie ruszył się z miejsca, widząc jak ten odsuwa się, prawie spadając z łóżka. Nie był typem, który rzuca się na pomoc jak jakiś książę z bajki. Zwłaszcza dla kogoś, kto na to nie zasłużył.
— Wierz mi lub nie. Myślisz, że ojciec pochwaliłby się skąd tak naprawdę ma pieniądze? Na pewno udawał przykładnego człowieka, który sam się wszystkiego dorobił. Piękna bajka, ale ty nie jesteś już dzieckiem. Zachcianki mówisz? — zaśmiał się, patrząc na chłopaka. Gdyby tylko wiedział… Na pewno będzie uroczą zabawką. — Przykro mi, ale nigdzie nie pójdziesz. Chociaż to urocze, że próbujesz. — dodał, podnosząc się z krzesła i podszedł do niego, mierzwiąc mu włosy. Mimo wszystko był całkiem słodki, nawet jeśli starał się wyglądać groźnie. On niby miałby się go wystraszyć? Zabawne.
— W takim razie pójdziesz spać bez kolacji. Mam nadzieję, że chociaż na śniadanie będziesz miał ochotę. W łazience masz wszystko czego potrzebujesz, a w szafie trochę swoich ubrań. — mruknął i bez słowa wyszedł z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Nie doceniał jego propozycji, więc jedną noc będzie musiał się przemęczyć, a jeśli będzie wyjątkowo uparty wtedy dopiero pokaże mu, że lepiej go nie denerwować. Nie chciał przecież traktować go jak więźnia, zapewniając mu naprawdę przyzwoite warunki, zwłaszcza jeśli dostosuje się do jego zasad. Nie był przecież potworem za jakiego go uważają, ale mało kto ma okazję się o tym przekonać. Z resztą wszyscy musieli wiedzieć, że nie ma z nim żartów i lepiej mu nie podpadać, bo zemsta będzie okrutna. Rodzina, która odebrała mu to co było dla niego najcenniejsze wciąż nie wiedziała co ich czeka.
Westchnął, wchodząc do swojej sypialni, gdzie dopił swojego drinka i po krótkiej kąpieli położył się spać.

Następnego dnia po szybkim odświeżeniu się w łazience zszedł na dół do jadalni na śniadanie, które zwykle jadł sam. Ale nie tym razem. Usiadł na swoim miejscu i kazał swojemu człowiekowi sprowadzić Oscara dla którego przygotowano nakrycie po drugiej stronie stołu. Ciekawe jak bardzo zgłodniał przez tę noc, kiedy miał pod ręką jedynie wodę.
Nie czekając zabrał się za śniadanie, bo nie znosił zimnego jedzenia czy kawy od której zwykle zaczynał dzień.

Oscar Malone
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Nie miał zamiaru niczego od niego przyjmować. Nie miał zamiaru nawet wierzyć w jego słowa, których brzmienie wydawało się Oscarowi absurdalne. Przecież znał swojego tatę, wiedział czym ten się zajmował. Z całą pewnością nie naraziłby rodziny na coś takiego, a już z pewnością nie chciałby aby jego jedynemu synowi coś się stało. Miał wszak być jego spadkobiercą, więc to pewne, że dołożyłby wszystkich starań, aby tylko chłopak był bezpieczny. Nie wiedział, co takiego uroiło się w głowie tego psychola, który postanowił go porwać, ale jak już tylko się stąd wydostanie zdecydowanie sprawi, by długo nie wyszedł z pierdla. Malone nie miał zamiaru dać się traktować w taki sposób.
-Wiesz co, idź sobie opowiadaj te wyssane z palca bajeczki komuś innemu. Ja się na to nie nabiorę, nawet nie myśl. Wkręcaj sobie innych - powiedział chłodno. Nie chciało mu się już wysłuchiwać tego wszystkiego. Co on myślał, że trafił na jakiegoś idiotę, który zaraz zacznie wierzyć w każde słowo ubolewając, jak to jego rodzice nie okazali się zakłamani?
Mógł się spodziewać, że drzwi będą zamknięte. Czyli jednak był więźniem, wbrew temu co starał się wmówić mu mężczyzna. Gość, dobre sobie.
-Fajnie traktujesz swoich “gości”. Pożałujesz tego wszystkiego, jak już mnie uwolnią - warknął, odsuwając się, kiedy ten zmierzwił mu włosy. Nie miał piętnastu lat. Jeśli będzie trzeba, będzie się bił. Może nie miał w tym wprawy, ale istniało coś takiego jak instynkt przetrwania, prawda?
-Nie mam ochoty na nic, co ma z tobą związek, więc daruj sobie jakieś pierdolone kolacyjki i śniadania. Jak umrę z głodu żadnego okupu nie dostaniesz! - zagroził. Był na tyle uparty, że był skłonny posunąć się do czegoś takiego. Jeśli tamtemu zależało na pieniądzach, nie pozwoli, aby Malone padł, więc będzie musiał go wypuścić. Tak właśnie zakładał plan chłopaka. Zbuntuje się i tyle. Zresztą przecież ten koleś nawet nie wyglądał na specjalnie groźnego.
-Pierdol się - mruknął, kiedy ten wyszedł z pokoju oczywiście drzwi zamykając.
Podszedł do okna, wyglądając przez nie. Wspaniale, skakać z pewnością nie będzie. Zresztą kraty w nich skutecznie mu to uniemożliwiały. Rzucił się na łóżko, myśląc, jak może się stąd wydostać. Nawet nie wiedział, kiedy zasnął.

Obudziło go szarpnięcie. Otworzył oczy, gwałtownie się podnosząc. Niestety, wczorajsza rzeczywistość nie była snem, chociaż mocno na to liczył.
-Szef zaprasza na śniadanie - powiedział barczysty mężczyzna w garniturze.
-Niech się wali, nigdzie nie idę - warknął Oscar.
Nie podziałało. Został wyciągnięty z pokoju siłą, zmuszony do zejścia na dół. Delikatne to to nie było, na domiar złego miał na sobie wczorajsze ubrania. I to miało być traktowanie gościa?
-Mam nadzieję, że szybko trafi cię szlag, dupku! - krzyknął, kiedy został wepchnięty do wielkiego pomieszczenia. Omal się przez to nie wywrócił.
Rozejrzał się dostrzegając stół, przy którym siedział koleś ze wczoraj. W jadalni pachniało tak ładnie, że chłopak poczuł się bardziej głodny. Nie miał jednak zamiaru tego po sobie pokazywać. Obiecał, że niczego od niego nie weźmie i miał zamiar się tego trzymać.
-Nie dzięki, nie jestem głodny - rzucił jedynie, szarpiąc się z drzwiami. No przecież musiały być zamknięte, bo jak to inaczej.

Mikhail Iwanow
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Widząc Oscara wepchniętego do jadalni nawet nie zareagował. Spodziewał się, że jego człowiek będzie musiał użyć siły, żeby go tu przyciągnąć. Sam pewnie reagowałby tak samo jak on. Ale jeśli jego ktoś by porwał to tylko po to, żeby się go pozbyć. Każdy się go bał, miał wtyki dosłownie wszędzie i był nietykalny, ale jego wrogowie nadal próbowali się go pozbyć. Prawie im się udało, kiedy po utracie ukochanej osoby praktycznie się załamał i był łatwym celem, ale chęć zemsty była silniejsza. Chciał, żeby oni cierpieli sto razy gorzej niż on, kiedy widział pustkę w oczach ukochanego tamtego dnia. Nikt nie miał prawa odebrać mu jego największego szczęścia, ale zrobili to i zapłacą mu za to. Nie zostawi tego tak.
Roześmiał się, widząc jak Oscar szarpie się z drzwiami. Urocze. Naprawdę miał nadzieję, że pozwoli mu tak po prostu wyjść, kiedy jest teraz jego własnością? Będzie znał każdy jego krok w tym domu. Jego ludzie obserwują uważnie okolice i nie ma szans, żeby ktoś się zakradł albo uciekł. Ale niech próbuje jeśli takiej rozrywki właśnie potrzebuje.
— Jesteś. Nic nie jadłeś od wczoraj, więc na pewno umierasz z głodu. Usiądź i jedz, póki wszystko jest ciepłe. Wolisz kawę czy herbatę? — zapytał, powoli wstając od stołu i odsunął krzesło na którym mógł usiąść Oscar. Starał się, żeby poczuł się dobrze, ale Malone powinien współpracować jeśli liczył na lepsze warunki.
Westchnął, widząc że ten dalej próbuje wydostać się z jadalni. Był taki przewidywalny. Ruszył powoli w jego kierunku i położył dłoń na jego ramieniu. Zacisnął dość mocno palce, żeby ten nie mógł jej tak łatwo odtrącić.
— Chyba wyraziłem się jasno. Dostosuj się do moich cholernych zasad albo nigdy nie wyjdziesz ze swojego pokoju. A teraz siadaj albo przywiążę Cię do krzesła i nakarmię jak małe dziecko. — warknął trochę ostrzej niż do tej pory i odciągnął go od drzwi, popychając w stronę stołu. Zacisnął mocno szczękę, co oznaczało, że jego cierpliwość powoli była na wyczerpaniu i jeśli Oscar nie chce go zobaczyć naprawdę zdenerwowanego, powinien w końcu zrobić to co mu każe. Nie kazał mu się przecież rozbierać i stać przed obcymi ludźmi. Chciał go tylko nakarmić jak swojego gościa, który może dostać wszystko na co tylko ma ochotę albo zostać z niczym. Wiadomo, że prędzej czy później pęknie, bo nikt nie jest w stanie długo wytrzymać w takich warunkach.

Oscar Malone
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jeśli raz jeszcze usłyszy, że jest w tym miejscu gościem, trafi go cholera. Gościnność była tutaj na poziomie zerowym, zwyczajnie nie istniejąc. Bo czy właśnie do tego zalicza się zmuszanie kogoś do zejścia na dół, jeśli druga strona nie miała do tego najmniejszej ochoty? No zdecydowanie nie. Chyba, że Mikhail, czy jak on w ogóle miał na imię, miał zupełnie inne pojęcie gościnności. Ostro musieli mu w tym słowniku namieszać, bo mu się żywcem definicje pomieszały!
Łypnął raz jeszcze na goryla, który go tutaj przyprowadził, zanim zniknął za drzwiami, zamykając je.
-Kurwa, nie chcę tu być, dobra? Zwłaszcza z nim! - uderzył pięścią w drewno. Zabolało, ale zignorował ten fakt. Miał ważniejsze rzeczy na głowie. Jak chociażby walka z samym sobą, by nie poddać się wszystkim przyjemnym zapachom, które roznosiły się w pomieszczeniu. Oczywiście, że był głodny, ale był równie uparty. Jego porywacz mógł sobie myśleć, że miał nad nim władzę, ale Oscar, chociaż mógł na takiego nie wyglądać, nie miał zamiaru się niczemu poddawać.
-No tak, by ty ze wszystkich wiesz najlepiej, czy jestem głodny, czy nie - zakpił, spoglądając na mężczyznę siedzącym przy stole. Cholera, to wszystko wyglądało tak smakowicie. Gdyby nie to, że nie chciał wychodzić na słabego, pewnie by się rzucił chociażby na tosty. - Niczego nie wolę, jeśli już pytasz - odparł. Po co odstawiał całą tą szopkę, że niby chciał, by Malone faktycznie coś zjadł. Od kiedy porywacze tak przejmowali się swoimi zakładnikami?
Nie poruszył się, kiedy ten do niego podszedł. Wytrzymał jego spojrzenie, zadzierając głowę do góry. Skrzywił się dopiero, kiedy ten mocniej zacisnął dłoń na jego ramieniu. Cholera, skąd on miał tyle siły? Jak nic będzie z tego siniak, jeśli zaraz mu całe ramię nie odpadnie.
-Kara niczym od rodzica. Odpowiada mi ten układ, jeśli nie będę musiał cię oglądać. Może już teraz mnie tam zaprowadzisz, co? - prychnął.
Został pchnięty w stronę stołu, ponownie omal się nie wywracając. Przecież jeszcze trochę, a całkiem zrobią mu tu krzywdę i to tylko dlatego, że nie miał zamiaru niczego jeść, nie mówiąc o wykonywaniu innych chorych poleceń. To nie było normalne!
-To ma być twoja gościnność?! Zmuszanie innych do rzeczy, których nie chcą? Już nie wspomnę o tym, jak mnie traktujesz. Nie jestem niczyim popychadłem! - rzucił zirytowany. Jak wiele osób miało zamiar szarpać nim, niczym jakąś ścierką?
Usiadł na krześle, krzyżując dłonie na piersi. Odwrócił głowę, by nie patrzeć zarówno na jedzenie, jak również gospodarza od siedmiu boleści.

Mikhail Iwanow
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
39 y/o
For good luck!
190 cm
prawnik Ivanow & Partners
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

— Nie jadłeś co najmniej dwanaście godzin. Jesteś głodny. Częstuj się. — zachęcił go, starając się brzmieć łagodnie. Gdyby chciał go zagłodzić pewnie trzymałby go w pokoju przez kilka dni, a wolał zaprosić go na śniadanie by zjadł razem z nim. Myślał, że jest dobrym towarzystwem. Nie jadł jak świnia i nie gadał zbyt dużo, woląc skupić się na jedzeniu, bo porozmawiać można zawsze. — Możesz mieć obie, jeśli chcesz. — odparł. Sam pił rano kawę, ale potem raczej stawiał na herbatę.
— Staram się, ale mi tego nie ułatwiasz. Powinienem przełożyć Cię przez kolano i sprać na kwaśne jabłko. A teraz jedz. — mruknął, wracając na swoje miejsce, żeby się jakoś uspokoić. Oscar miał być jego zabawką, a póki co strasznie go denerwował i najchętniej zamknąłby go w pokoju, ale był pewny, że prędzej czy później mu ulegnie, więc postanowił wytrzymać. Może będzie warto?
Zajął się jedzeniem, zerkając na wciąż obrażonego Oscara. Tak dzielnie walczył, żeby nie ulec smakowitym zapachom, co dałoby mu chorą satysfakcję, że jednak wygrał. Szkoda, że pewnie umierał z głodu.
Upił ostatni łyk kawy i wycierają usta serwetką wstał z krzesła, podchodząc do Oscara.
— Słuchaj… może Ci być trudno, ale nie chcę robić Ci na złość. Postaraj się coś zjeść, dobrze? Ja akurat muszę wyjechać i wrócę za trzy dni. Moi ludzie dadzą Ci wszystko co będziesz chciał, wystarczy, że poprosisz. Bądź grzeczny jak mnie nie będzie. — powiedział, klepiąc go lekko po głowie i wyszedł, zostawiając Oscara w jadalni. Za drzwiami stał jego człowiek, pilnując jego gościa. Czekały go trzy dni w pokoju, bo bez niego nie mógł go opuścić, ale miał zapewnione wszystko na co miał ochotę.

Wrócił późnym wieczorem, lekko zmęczony. Znalazł jednak trochę energii, żeby odwiedzić Oscara. Może w końcu zmiękł? Powinien, jeśli chce dostać w końcu jakąś nagrodę. Skinął głową na swojego człowieka, zapukał do drzwi i po chwili wszedł do środka. Nie będzie przecież czekał na zaproszenie od niego.
— Wróciłem. Już Ci lepiej? — zapytał, zamykając za sobą drzwi.

Oscar Malone
20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Oczywiście, że był głodny. Na dodatek widok jedzenia, jak również zapachy, które roznosiły się po pomieszczeniu, do którego brutalnie go wepchnięto, w niczym nie pomagały, jedynie potęgując nieprzyjemne uczucie w żołądku, nad którym nie panował. Był tylko człowiekiem i niestety miał swoje potrzeby. Ach, gdyby tylko świat wiedział ile kosztowało go powstrzymywanie się przed tym, by niczego nie tknąć, zapewne dostałby jakąś nagrodę za wytrzymałość.
-Ciekawe czyja to wina, że wcześniej nie mogłem niczego zjeść. Gdybyś mnie nie wyciągnął z mojego domu, właśnie zajadałbym się jakimś swoim ulubionym przysmakiem - mruknął, mało pocieszony. Był niezadowolony z całej sytuacji i miał zamiar na każdym kroku przypominać mężczyźnie jak go potraktował i że wszystko, co miało miejsce było jego winą. Mógł zostawić go w spokoju, a nie raczyć go jakimiś urojeniami na temat jego ojca.
-Serio oczekujesz, że ktoś na moim miejscu będzie cię po rękach całował, że jesteś dla niego taaaki łaskawy?! Ogarnij się, co? Zawlokłeś mnie tutaj niczym jakiegoś zwierza i jeszcze myślisz, że będę robił wszystko, co mi powiesz. Nie jestem głodny i tyle, więc daruj sobie - powiedział dość agresywnie. Fakt, że tak cholernie burczało mu w brzuchu, jedynie potęgował jego irytację na to wszystko. Nadal nie docierało do niego, czemu właśnie on znalazł się w tej sytuacji. Czy takie rzeczy nie działy się jedynie w filmach?
-Skończ pierdolić, jak cię proszę - skomentował jedynie jego wypowiedź. W co on pogrywał? Kogo chciał oszukać? Oscar nie był idiotą, nie porywało się kogoś, żeby później traktować go jak jakąś księżniczkę. Ewentualnie księcia. Porywało się, żeby coś wymusić, później zabić, ewentualnie trochę się poznęcać. Malone za dużo filmów widział, żeby dać się na cokolwiek nabrać. Jaką miał pewność, że w jedzeniu blisko niego nie było trucizny?
Wzdrygnął się, momentalnie odsuwając, kiedy ten poklepał go po głowie.
-Ta, jasne… - mruknął.
A kiedy tamten wyszedł, cóż, siłą rzeczy sięgnął powoli po tosta. A później po kolejnego, wpychając w siebie. Skoro nie patrzył, nie będzie miał satysfakcji, prawda?

Siedzenie w pokoju było nudne. Oscar nie nawykł do nic nie robienia, a tutaj nie miał wielkiego pola do popisu, tym bardziej, że nie miał najmniejszego zamiaru prosić nikogo o przysługi. Nie rozmawiał z tymi dryblasami, którzy przynosili mu posiłki. Ledwo je tykał. Ot, na tyle, żeby nie umrzeć tutaj z głodu, bo taka śmierć wydawała mu się idiotyczna. Mógł grać przy tamtym, ale mimo wszystko potrzebował sił, żeby sią stąd wydostać.
Nie zareagował na pukanie, które rozległo się wieczorem. Leżał na łóżku, plecami do drzwi ignorując kolację, która stała na stoliku przy łóżku.
-Ta, jasne, spierdalaj - mruknął jedynie, nie poruszając się. Nie miał ochoty na głupie pogawędki, a z pewnością takimi miał go uraczyć Mikhail. Czy jak mu tam było.

Mikhail Iwanow
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”