W trakcie tej rozmowy jego prawdziwy cel wizyty nieco się rozmył. Początkowo przyszedł tutaj tylko i wyłącznie po to by wyciągnąć od niej informacje, których nie byłby w stanie wyczytać w żadnych aktach. Jednak na swojej emeryturze zaczynał chyba trochę mięknąć. Wszystkie instynkty, które miał jako zabójca nadal gdzieś tam były, lecz nieużywane zaczęły się kurzyć, nieco zanikać. Na wierzch wychodziły nieco bardziej ludzkie odruchy, o które nigdy by się nie posądzał. Chyba granie normalnego człowieka zaczynało wpływać na niego bardziej niż mógł na początku przypuszczać. Przez ostatnie lata bardziej egzystował niż faktycznie żył. W swoim życiu robił dwie rzeczy dobrze - zabijał i prowadził biznes. Skoro nie robił tego pierwszego, cały swój czas zainwestował w to drugie.
Jednak szkielety z jego szafy nie dawały o sobie zapomnieć. Nie mógł wrócić do swojej rodziny, do córki, do byłej żony. Z jednej strony dlatego, że go już po prostu nie chciały, a z drugiej ponieważ nie można było się od tego odciąć i oczekiwać, że wszyscy o nim po prostu zapomną. Było wiele osób, które nadal chciałyby rozliczyć pewne porachunki, na co nie mógł sobie pozwolić. Nie zamierzał sprowadzać niebezpieczeństwa na osoby, które kochał.
Rozwikłanie sprawy morderstwa jego brata miało być podtrzymaniem swojej reputacji. Nawet jeśli nie byli blisko. Nie darzyli się ciepłymi uczuciami. Był to winien członkowi swojej rodziny. Z takim nastawieniem tutaj przychodził.
Poznając natomiast jego wdowę... Cóż. Ona również była częścią jego rodziny. Wżenioną, ale nadal. Ona, w przeciwieństwie do jego brata, żyła. Dla niej nadal mógł zrobić pewne rzeczy, które mogły jej to życie po prostu ułatwić. Z jakiegoś powodu chciał tego. Zachowywał się przy niej prawie swobodnie. Pokazywał jej jakąś mieszankę tego, kim był oraz tego, kogo udawał nie mogąc przedstawić jej swojej przeszłości.
-
I nie zamierzam tego robić. - nie wydawał się zupełnie przejmować tym, co wypada bo tak rzeczywiście było.
Chyba zdążyła już zauważyć, że nie mówi tego, co wypada ani tym bardziej czegoś, co miało po prostu sprawić, że poczuje się lepiej. To nie w jego stylu. Nie miał na to czasu ani ochoty.
-
Widzisz, dlatego ja pracowałem tak długo aż dorobiłem się całkowitego braku sąsiadów. - uśmiechnął się do niej wcale nieskromnie -
Jak chcesz możemy znaleźć Ci podobne miejsce. Nieruchomości to coś, od czego zaczynałem. - uchylił kolejnego rąbka swojej przeszłości, tego, który akurat mógł.
Nie zamierzał prawić jej już kolejnych morałów o tym jak to zdanie innych osób się nie liczy. Byłby hipokrytą skoro sam zajmował się sprawą swojego brata by utrzymać pewną reputację. By uchronić siebie oraz swoich bliskich. Nie musieli się natomiast martwić, że jego przyjazd zrujnuje jej życie czy karierę. Miał bardzo dobry powód by zapukać do jej drzwi, a dla całego świata był po prostu świetnym biznesmenem i filantropem. Nie można było o nim powiedzieć złego słowa.
-
Nie ma w tym nic niebezpiecznego, jeśli nie robić nic nielegalnego. - rozłożył ręce, a jego postawa oraz wzrok nadal emanowały tą samą pewnością siebie, co do tej pory, był w pełnej kontroli.
Wymiar sprawiedliwości nie był czymś, co kiedykolwiek spędzało mu sen z powiek. Wiedział jak unikać odpowiedzialności za swoje czyny, a coś takiego jak zakopanie artykułu? Zazwyczaj wystarczyło po prostu trochę pieniędzy. Coś, czego miał pod dostatkiem.
Za to dość mocno go zaskoczyła gdy podeszła bliżej i ułożyła palec na jego ustach. Jego zaskoczenie było prawdziwe. Uniesione w reakcji brwi prawdziwe. Nie pamiętał kiedy ktoś ostatnim razem tak szybko i bezprecedensowo przekroczył z nim granicę dotyku. Jeszcze w taki sposób. Rzeczywiście go zagięła. Do tego stopnia, że nie powiedział zupełnie nic. Przez chwilę po prostu stał jak wryty dopóki nie został uratowany przez dzwonek.
W trakcie przygotowań posiłku co jakiś czas podnosił na nią wzrok notując sobie wszystko, co mu powiedziała. Zachowanie Noah rzeczywiście było podejrzane i zamierzał zainteresować się tym, kim był ten jego nowy kolega oraz skąd miał środki pieniężne. To jednak mogło zaczekać. Nie rozwiąże tej zagadki dzisiaj. Będzie potrzebować czasu.
Pokręcił jedynie głową na jej ciche protesty dając jej jasno do zrozumienia, że w ogóle nie brał pod uwagę tego, że miałaby coś robić.
-
Ciężko powiedzieć co muszę wiedzieć w tym momencie. Mam twój numer, więc rezerwuję sobie prawo by do Ciebie zadzwonić i umówić się na jeszcze jedną rozmowę. - puścił jej oczko z lekkim uśmiechem kończąc już kroić wszystko, co było mu na ten moment potrzebne -
Nawet nie wiesz jak bardzo. - mruknął bardziej do siebie niż do niej, lecz pewnie usłyszała będąc tak blisko.
Odwrócił się przez ramię by na nią spojrzeć czując jej obecność. Spojrzał w jej tęczówki, a później na tę przygryzioną wargę. Odłożył swój nóż na deskę, odwrócił się do niej i sięgnął jej policzka.
-
Nie patrz tak na mnie. - poprosił dość miękko, jak na siebie muskając kącik jej ust swoim kciukiem -
I nie zachodź mnie z nożem od tyłu. To niebezpieczne. - uśmiechnął się do niej nieco enigmatycznie ponieważ niekoniecznie chodziło o jego bezpieczeństwo.
-
Nie chodzi o to, że nie wierzę w Twoje umiejętności. - zaczął łapiąc ją za nadgarstek i powoli przesuwając swoją dłoń na jej okręcając ją do siebie by wyciągnąć nóż z jej dłoni -
Tylko o to żebyś pozwoliła się sobą zaopiekować. Z tego co mówiłaś chyba nikt tego nie robił od dłuższego czasu. - odłożył jej nóż na blat lecz jeszcze przez chwilę trzymał jej dłoń w swojej.
Gdy się na tym złapał po prostu ją zabrał jakby to się właśnie nie wydarzyło. Złapał za miskę i wbił w nią kilka jajek. Znalazł sobie nawet trzepaczkę i zaczął je energicznie ubijać. Gdy były już nieco napowietrzone wmieszał w nie chorizo oraz cheddar. W między czasie wrzucił masło na patelnię i zaczął szklić cebulę.
-
Może nie jestem francuskim szefem kuchni, ale nie robię tego pierwszy raz. Wiem co robię. - spojrzał na nią przelotnie wstawiając również piekarnik bo wszystko miało swój moment w tym przepisie.
Teraz wystarczyło wlać jajka z dodatkami na patelnię, pozwolić im się nieco ściąć, wrzucić do piekarnika i wstawić chleb na tosty. Pokroić jeszcze szczypiorek na świeżo i za kilka minut wszystko powinno wylądować na jej talerzu. On w między czasie podwinął rękawy i zaczął po prostu po sobie zmywać. Przecież nie zostawi jej z całym tym bałaganem.
Josephine M. Pemberton