ODPOWIEDZ
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Chłodna jesień zawitała do Toronto. Liście klonów coraz szybciej przechodziły z soczystej zieleni w ten przyjemny dla oka bursztynowy odcień. Ulice, jeszcze niedawno pełne ludzi w krótkich rękawkach, z dnia na dzień wypełniały się bluzami i ciepłymi swetrami. A Javier? Javier coraz bardziej nie znosił przebywania w domu. Jego dzieci doprowadzały go do szału, a on miał nieodparte wrażenie, że Maria pozwalała im na zdecydowanie za dużo. Mógłby przysiąc, że ta kobieta nie robiła nic poza staniem w kuchni, ubrana ciągle w te same ciuchy. Jezu, ile by dał, żeby choć raz znowu założyła te kolorowe sukienki, które tak często nosiła jeszcze w Barcelonie. Chociaż… ich brak też miał swój urok, iykyk. Teraz? Chłodne spojrzenia. Przelotny pocałunek od czasu do czasu. Albo rutynowy seks, tylko po to, żeby przypomnieć sobie, że wciąż byli małżeństwem. Ta rutyna go nudziła. To, że musiał dosłownie wpisywać się w grafik własnej żony, żeby znaleźć chwilę, w której poświęci mu odrobinę uwagi. W tamtym okresie rozwiązywanie krzyżówki wydawało mu się bardziej emocjonujące i nieprzewidywalne niż życie z kobietą, którą nadal kochał, ale… coś między nimi zwyczajnie zgasło. Ogień, który kiedyś palił się tak mocno, że można było się przy nim sparzyć, teraz ledwo się tlił.

Po długim dniu w pracy i zaledwie dwóch czarnych kawach stwierdził, że wstąpi do swojej ulubionej pączkarni. Kupi sobie kolejną kawę i coś słodkiego. Należało mu się. Zwłaszcza że nie zamierzał dzielić się z dzieciakami. Czy to już ten etap odpowiedzialnego rodzicielstwa, kiedy wpierdala się śmieciowe żarcie po kryjomu, byle dzieci nie zobaczyły? Może. Wracał samochodem do domu, przedzierając się przez zakorkowane ulice miasta. Skręcił w okolice Yonge and Dundas, gdzie jak zwykle roiło się od ludzi. Jedni wyglądail, jakby właśnie wypalili sobie resztki mózgu czymś mocniejszym od marihuany, drudzy sprawiali wrażenie, że wstrzyknęli sobie mieszankę, która skutecznie odebrała im zdolność jakiegokolwiek logiscnego myślenia.

Czekając na zielone światło, zjedhal w mniej zatłoczoną uliczkę, żeby ominąć tłumy i kolejnych randomów rzucających się pod maskę samochodu. Sięgnął po swoją kawunię, upił łyk, drugą dłonią chwycił pączka i odgryzł porządny kawałek. Cholera. Zajebisty. Pomyślał z pełnym przekonaniem, kiedy jego błogi stan przerwało mocne uderzenie w tył samochodu. - Kurwa mać - warknął pod nosem. Pączek wypadł mu z ręki prosto na podłogę, a gorąca kawa wylała się na koszulę i spodnie. Piekło jak skurwysyn, ale nie z takimi rzeczami przyszło mu się mierzyć. Odłożył kubek z resztką kawy, wysiadł z samochodu, trzaskając drzwiami, i szybkim krokiem podszedł do auta, które właśnie się w niego wpieprzylo. Po drodze rzucił jeszcze okiem na tablicę rejestracyjną.

MI6 LF7 XD

Zapamiętał ją od razu. Podszedł do szyby kierowcy i zaczął energicznie w nią stukać. Gdy w końcu szyba się opuscila, pochylił się niżej i spojrzał na siedzącą za kierownicą kobietę. Wyglądała na wystraszoną. Szkoda tylko, że w tej chwili kompletnie go to nie obchodziło. - Gdzie się pani tak spieszy, że ucierpiał nie tylko mój długo wyczekiwany pączek, ale jeszcze kawa?

donut killer
42 y/o
For good luck!
170 cm
creator of worlds
Awatar użytkownika
i'm waiting for you, you're waiting for me; afraid of what we'll find if we let words run free
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To wszystko to był tak cholernie z ł y pomysł.
Nie wiedziała, która z jej koleżanek wpadła na pomysł uczczenia jej rozwodu. Prawdopodobnie ta, której po latach udało się uciec z jej męczącego i przemocowego małżeństwa, w którym jedno nieustannie podnosiło rękę na drugie. Ta przesączona nienawiścią do byłego partnera, dla której rozwód był czymś jednoznacznie d o b r y m, a jej pomysł natychmiast pochwyciły wszystkie inne - wierząc, że mogło to jej p o m ó c.
Z początku też w to wierzyła.
Być może tego jej było trzeba - odpowiedniej perspektywy. Może powinna patrzeć na to jak na zdobycie przez siebie wolności, której wcześniej jej brakowało. Kolejny etap w życiu, który mogła rozpocząć bez wlokącego się ciężaru jej nieudanego małżeństwa.
Ale Sal nie był złoczyńcą, którego brak powinna świętować.
W ich związku nie było zdrad, przemocy fizycznej czy psychicznej, nie było nierówności finansowych i klasycznych oznak z ł e g o małżeństwa. Była cisza, która zakradła się do ich mieszkania, wypełniła wszystkie pomieszczenia, wsiąkła w przestrzeń między nimi i rutynę, w której odnajdywali się samotnie. Była goryczą i przekształceniem ich córki w punkt zapalny, przerzucaniem na siebie wzajemnie winy niczym gorącej piłki, bo tak naprawdę trudno było określić, które z nich faktycznie zawiodło.
Wiedziała, że jej były mąż obwiniał o rozpad ich małżeństwa siebie. Wiedziała też, że choć powierzchownie skrzętnie się z nim zgadzała byle mu tylko dopiec, w głębi ducha jej własna wina w tym była przytłaczająca.
To cholerne p r z y j ę c i e było złym pomysłem od samego początku. Stresowało ją gdy szykowała się do wyjścia i wciskała w sukienkę, którą ostatnim razem miała na sobie pięć lat wcześniej. Stresowało ją wtedy, gdy jej koleżanki w formie gry wymieniały wszystkie, gówniane rzeczy jakie Sal zrobił w trakcie ich małżeństwa, a ona słuchając ich sięgała po kolejny kieliszek wina, usiłując to jakoś przetrwać. Bo czy skoro był w ich oczach tak gówniany, czy nie była równie zła, akceptując to tak długo? Czy powinna świętować, że się od niego uwolniła, czy opłakiwać, że zrobiła to tak późno?
Czy powinna w ogóle z nimi rozmawiać jeśli nadal tak cholernie za nim tęskniła, a jej serce nadal wybijało w rytmie dostosowanym do nazwiska, którego już nie nosiła?
Cztery kieliszki wina później tkwiła nierozsądnie za kółkiem samochodu. Wypiła je na przestrzeni trzech godzin więc nie czuła się aż tak pijana, poza tym czy Sal niejednokrotnie nie wsiadał po piwie w auto żeby gdzieś pojechać? Skoro on mógł, to czemu nie mogła ona?
W tym zamyśleniu i ferworze emocji, tłumiąc w sobie dławiące ją od środka łzy - tęsknoty? wściekłości? - nie spostrzegła nawet samochodu przed sobą. Jej pierwszą myślą było czemu ten idiota hamuje?
Jej drugą było - czy ja go właśnie uderzyłam?
Echo huku, który rozległ się w jej samochodzie, rezonowało w jej czaszce. Jej dłonie zacisnęły się na kierownicy - obie, przepisowo, jakby to cokolwiek mogło zmienić w tym momencie. I tak trwała, z a m i e r a j ą c, Diane Dykman Walker, kobieta, która zawsze wiedziała co zrobić i co powiedzieć, właśnie liczyła wypite przez siebie kieliszki wina.
Jej wzrok z opóźnieniem prześlizgnął się po mężczyźnie wychodzącym z samochodu, po rozlanej na jego ubraniu kawie z jej winy a także, później, po dość atrakcyjnej, kwadratowej szczęce.
A potem na jego pierdolonej o d z n a c e.
- O boże - jęknęła i, zamiast odpowiedzieć na jego pytanie, ukryła twarz w dłoniach i pochyliła się. Jej dłonie, wraz z dzierżoną przez nie głową, uderzyły o kierownicę, wyzwalając z samochodu żałosne rąbnięcie. - Nie wierzę, że to się dzieje.
Czy ze wszystkich osób na tym świecie, ten j e d e n raz gdy wsiadła za kółko pod wpływem, musiała wjechać w samochód p o l i c j a n t a?
Dywagowała na ten temat, mocno zaciskając powieki, z dłonią wciąż schowaną w dłoniach, jakby dzięki temu mężczyzna miał z n i k n ą ć. Mogła przecież, kurwa, spróbować, bo to nie mogło być prawdą.

please don't be real
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie miał ochoty na żadne ekscesy ani zbędne emocje dzisiejszego dnia. Jego jedynym celem było zatopienie zębów w tym pieprzonym pączku, wypicie kawy w spokoju, ewentualnie zatrzymanie się gdzieś w pobliskim parku, żeby jeszcze wypełnić krzyżówkę, a dopiero później zmierzenie się z tą wewnętrzną niechęcią, która przepełniała całe jego ciało na samą myśl o powrocie do własnego domu. Domu, na który tak cholernie ciężko pracował, a w którym coraz mniej chciał przebywać. To nie była wina Marii. No, może po części, ale przede wszystkim chodziło o niego. Chyba po prostu wyobrażał sobie to wszystko inaczej. Miał nadzieję, że żona, po jego kilkunastogodzinnej nieobencości dzień w dzień, będzie czekała na niego z otwartymi ramionami... jakby zawartość portfela i pieniądze zapewniające ich rodzinie wygodne życie miały zrekompensować fakt, że tak naprawdę prawie nigdy nie było go w domu.

Pieniądze były łatwe. Bycie obecnym już niekoniecznie.

Co z tego, że wnętrze domu wypełniał zapach przepysznych dań przygotowywanych przez panią Perez, skoro Javier nie brał udziału w tworzeniu wspomnień razem z nią? Wracał, jadł odgrzany obiad, brał prysznic i kładł się obok kobiety, która z każdym kolejnym dniem stawała się dla niego coraz bardziej obca. A przecież kiedyś potrafili rozmawiać do rana, kochać się bez opamiętania... Eh. Nie chciało mu się nawet o tym myśleć ani nad tym główkować. Teraz miał ważniejsze sprawy do ogarnięcia. Między innymi fakt, że przez następnych kilka dni jego samochód będzie zapewne pachniał lukrem i waniliowym nadzieniem rozsmarowanym po podłodze, zanim odda auto do czyszczenia. Kawa, którą kupił, również uparcie przypominała o swojej obecności gorącem przenikającym przez wilgotną koszulę i spodnie, ale to już była druga sprawa.

Oparł dłoń na biodrze, zupełnie przypadkiem odsłaniając wystającą odznakę. To był błąd. Kobieta, po przyjrzeniu się jego twarzy, automatycznie zerknęła na odznakę i zaczęła panikować. Jezu, czemu ona była aż tak zestresowana? Dobra, poniekąd rozumiał jej reakcję, ale nie miał najmniejszej ochoty uspokajać jakiejś spanikowanej kobiety. Nachylił się nieco bliżej, bo przez moment wydawało mu się, że kiedy się odezwała, wyczuł od niej delikatną woń wina. Zaraz też uśmiechnął się pod nosem, świadomy, że mógłby się nad nią troszeczkę poznęcać, skoro jego dzień i tak mijał tak chujowo. - Czy pani dzisiaj piła? - zapytał poważnym tnoem, unosząc lekko brew. - Proszę wysiąść z samochodu i pokazać mi dokumenty. - Tak szczerze? Miał to w dupie. Chciał jednak z czystej ciekawości zobaczyć, jak się nazywała, gdzie mieszkała i ile miała lat. Takie tam zboczenie zawodowe, ale też zwyczajna ciekawość, bo zdecydowanie wzbudziła jego zainteresowanie.

Na pierwszy rzut oka nie wyglądała na kogoś, kto upiłby się jak świnka w środku dnia. Bardziej na kobietę, której wszystko właśnie wymknęło się spod kontroli... Poza tym, gdy przez chwilę mógł się jej dokładniej przyjrzeć, zauważył, że miała naprawdę ładny odcień oczu. Może więc poza sprawdzeniem, kiedy naprawdę pęknie, robił to również dla własnej k o r z y ś c i?

Może ten dzień wacle nie potoczył się aż tak źle. Dał mu przecież możliwość oderwania myśli od żony i sytuacji w domu, a przy okazji los zesłał mu niestabilną emocjonalnie kobietę, z którą, well... być może uda mu się trochę zabawić.

u good?
42 y/o
For good luck!
170 cm
creator of worlds
Awatar użytkownika
i'm waiting for you, you're waiting for me; afraid of what we'll find if we let words run free
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie tak, że istniał idealny moment na wjechanie w samochód należący do gliniarza.
Ale na pewno istniał jakiś odrobinę lepszy niż ten, w którym wracała lekko podpita po przyjęciu, które miało celebrować jej "nowy etap w życiu".
Nic tak nie celebrowało nowego etapu jak odebranie jej prawa jazdy.
Umysł Dykman Walker już bowiem wędrował to wszystkich reperkusji, jakie ją czekały po upływie tej chwili. Na pewno odbiorą jej prawo jazdy, a jak ona będzie odbierać Aurorę ze szkoły bez samochodu? Sal nie mógł się o tym dowiedzieć, bo przecież obiektywnie patrząc, nieważne jak cholernie nieobecnym był ojcem, wciąż byłby rodzicem z prawem jazdy, a to znaczy lepiej funkcjonującym w życiu od niej, która je straciła.
Czy to będzie wypisane w jej aktach? A co, jeśli wywalą ją przez to z roboty? Czy wyląduje w lokalnych newsach i ktoś wrzuci pod nimi komentarz na facebooku z pytaniem, czy to przypadkiem nie jej auto tkwi na zdjęciach? Co ludzie powiedzą? Z ogromnym trudem wróciła swoją uwagą do tkwiącego obok mężczyzny. Jakby jej było mało, przez jej wjazd wylał na siebie gorącą kawę. Teraz nawet, gdyby chciał ją puścić płazem, będzie zawzięty. Ona by była, gdyby przez kogokolwiek oblała się kawą. Ja pierdolę.
- Tak, oczywiście - sapnęła, orientując się, że wciąż na nią czekał, podczas gdy ona analizowała wszystkie warianty swojej czarnej przyszłości tkwiąc w miejscu jak woskowa figura. Sięgnęła do swojej torebki, grzebiąc w niej za dokumentami i powoli dostając ataku paniki, bo nie potrafiła ich znaleźć. - Przepraszam. Wracam z przyjęcia, wypiłam parę kieliszków wina, ale to przez to, że moje koleżanki je we mnie wmusiły. Całe to przyjęcie było zresztą złym pomysłem, mówiłam to od samego początku i nikt mnie nie słuchał. Jak dla mnie było wyłącznie po to, żeby Jenn poczuła się lepiej bo dalej tęskni za swoim mężem, wszyscy to wiedzą ale nikt jej tego nie powie prosto w twarz i...
Wypuściła powietrze z płuc, a przynajmniej tę resztkę, która w nich została po wypowiedzeniu przez nią tysiąca słów na minutę. Udało jej się znaleźć prawo jazdy w torebce i sięgnęła do drzwi, otwierając je zamaszyście - tak zamaszyście, że wyczuła, że walnęła nimi prosto w nogi stojącego obok mężczyzny. A na domiar złego gdy zapragnęła zamaskować ten ruch, ochoczo wyskakując na zewnątrz, zorientowała się, że zapomniała wypiąć pasa i ten wpił się w jej szyję, na moment sprawiając, że fizycznie poczuła się tak, jak podpowiadała jej psychika.
- Przepraszam. Proszę - wydukała, wreszcie wychodząc tymi cholernymi szpilkami na zewnątrz, z wyciągniętymi w jego stronę dokumentami w pełnym poddania geście. Zaraz potem zorientowała się, że tkwiło na nich wciąż wypalone D y k m a n. - To nie moje nazwisko - rzuciła, elokwentnie, zaraz orientując się, jak to zabrzmiało. - To znaczy, jeszcze nie miałam chwili żeby zajść do urzędu, tam są ciągle takie cholerne kolejki - poza tym, nie wiedziała, czy była na to mentalnie gotowa. - To nazwisko mojego męża - dodała, plotąc już rzeczy bez ładu i składu. - Znaczy, byłego męża.

javier perez
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Brakowało mu rozrywki w życiu. Tego przyjemnego uczucia, które dawało mu poczucie, że to on rozdawał karty i to on decydował o drugiej osobie. Niby było to tylko lekkie uderzenie, a najbardziej na tym wszystkim ucierpiały ten cholerny pączek i kawa, ale to, jak kobieta wyglądała, jakby właśnie wydarzył się jakiś koniec świata, a na jej twarzy widniał cień przerażenia… no nie mógł sobie odebrać przyjemności i tego nie wykorzystać, co nie?

Przyglądał się kobiecie, starając się nie roześmiać, gdy ta dosłownie opowiadała mu całą epopeję o tym, że faktycznie piła. No proszę. Przynajmniej należała do tych szczerych, a nie do ludzi, którzy wypierali się, że NAWET KROPELKI nie wypili, a potem ledwo udawało im się przejść po prostej linii. Zamiast dmuchać w alkomat, wciągali z niego powietrze, a on już nie raz takie rzeczy widział, no ale nieważne. Uniósł brew, serio pod wrażeniem każdego szczegółu. - Ahh, biedna Jenn - mruknął pod nosem. - Dlaczego ty jej tego nie powiedziałaś… - Odsunął się o krok, wyprostowując się i pozwalając jej wyjść z samochodu, przy okazji chwytając dokument i zerkając na imię. - Diane? - dodał powoli i głośno, wymawiając jej imię. - Taka z ciebie dobra koleżanka? Tsk, tsk, tsk. - Uderzył językiem o podniebienie, kręcąc głową w czymś na kształt dezaprobaty.

Przejechał wzrokiem najpierw po jej zgrabnej figurze, zaczynając od szpilek, przez nogi, talię, przez moment zatrzymując się nawet na biuście, zanim spojrzał jej w twarz i oparł się tyłem o jej samochód. Zerknął na nazwisko, adres zamieszkania. - Diane Dykman - dodał głośniej. - Byłego męża, tak? - Spojrzał na nią. - Dziwię się, że zgodziłaś się na takie nazwisko. Aż samo prosi się o rozwód. - Dickman, miał ochotę dodać, ale musiał zachowywać się chociaż ciapkę profesjonalnie. Stwarzać pozory czy coś. Cholera, zatrzymując wzrok na jej tęczówkach, przez moment go skręciło, a to uczucie chęci zrobienia czegoś cholernie głupiego znowu dało o sobie znać. Uniósł swoją dłoń, pokazując na niej obrączkę. - Od jakiegoś roku jestem wdowcem, więc rozumiem, że tak jak ty jeszcze nie miałaś okazji pożegnać się z nazwiskiem, tak ja z tą częścią biżuterii - dodał, zanim odkaszlnął. - No dobrze, pani Dykman. Ze względu na to, że wypiła pani zdecydowanie za dużą dopuszczalną ilość alkoholu, a następnie wjechała pani w pojazd funkcjonariusza, dostanie pani tylko upomnienie. Samochód zostanie odebrany przez jednego z moich kolegów i zaparkowany przy komisariacie. Będziesz mogła go jutro odebrać. - Oddał jej dokument. - Proszę zamknąć auto i zapraszam do mojego. Zabiorę cię do domu. - Mruknął to, odsuwając się od samochodu, po czym wyciągnął telefon z kieszeni i wysłał smsa Aaronowi, prosząc go o przysługę, by odebral ten przeklęty samochód jak najszybciej się da. - Dobra, kluczyki możesz wziąć ze sobą. Kolega się do auta jakoś dostanie - uśmiechnął się i skierował w stronę swojego samochodu, opierając dłoń o dach. Czy miał jakiś plan, co zrobić dalej? Nie.

Ale był gotowy zaryzykować.


Diane
42 y/o
For good luck!
170 cm
creator of worlds
Awatar użytkownika
i'm waiting for you, you're waiting for me; afraid of what we'll find if we let words run free
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie powiedziałaby, żeby Jenn była biedna, w końcu w tej chwili była powodem, dla którego Walker miała dostać swój pierwszy w życiu m a n d a t. W dodatku nie byle jaki, bo za prowadzenie samochodu po pijaku - co w jej słowniku nawet nie stało obok osoby tak życiowo zorganizowanej i praworządnej jak ona.
Odruchowo więc pokręciła głową, a potem zorientowała się, że może nie powinna się w tej kwestii z gliną kłócić.
Dopiero potem, jak w zwolnionym tempie będącym efektem bardziej jej szoku niż płynącego w jej żyłach alkoholu, zorientowała się, że ten glina się z niej ś m i a ł. Tak po prostu.
Czy nie wjechała w tył jego samochodu? Czy nie oblała go kawą, która teraz oblepiała jego ubranie klejąc się do wyrzeźbionego ciała pod spodem? Czy choć jedna, normalna osoba dostrzegłaby w tym powód do ś m i e c h u?
A jednak jej usta wygięły się lekko, w ten absurdalny i irracjonalny sposób, w który uśmiechał się człowiek, który nie miał już nic do stracenia. Świadomość tego, jak kuriozalna była ta sytuacja wreszcie odbijała się na jej umyśle, sparaliżowanym ciągłym tłumaczeniem się i gdy wypluła wszystko to, co mogła z siebie wypluć, zorientowała się, że już więcej nic nie mogła zrobić.
A gdy ten detektyw bezczelnie obraził nazwisko wypisane w jej prawie jazdy, wreszcie zaśmiała się cicho, dźwięcznie, nie wytrzymując tej presji.
- Na studiach go prześladowano. Widzę, że ten trend się utrzymał - zauważyła sarkastycznie, wspominając jedną grupę nadętych gburów, którym w innym czasie i innym życiu Sal podpadł. Pamiętała, jaką wzbudzali w niej wściekłość przekręcając jego nazwisko.
Ale tym razem, wściekłość nie nadeszła.
To nie tak, że jej to nie denerwowało. Jeszcze godzinę temu wściekała się gdy Jenn zrobiła dokładnie to samo - bo czy nie wyśmiewała się w takim razie z j e j nazwiska przez te wszystkie lata? Ale jakoś gdy robił to stojący przed nią, przystojny policjant, któremu wgniotła tył auta, wszystko było jej jedno w tej kwestii.
Szok, który wstąpił w jej ciało gdy wreszcie zapadł ten równie i r r a c j o n a l n y wyrok, na moment odebrał jej zdolność racjonalnego myślenia.
- Walker, nie Dykman - poprawiła go odruchowo, jakby to było najważniejsze w tej chwili, ponieważ potrzebowała jeszcze paru sekund by zorientować się, że puścił ją z upomnieniem. U p o m n i e n i e m. - Zaraz...
Jej twarz zwróciła się w stronę samochodu, mimika wygięła w grymasie pełnym niezrozumienia. Czy nie powinna dostać mandatu? Czy nie powinien zabrać jej prawa jazdy?
Czy powinien oferować jej podwózkę?
- Czy nie powinien mnie pan ukarać? - wydarło się z jej ust, tępo, w ten sposób pozbawiony kompletnie instynktu przetrwania, który zwykle miała. - Nie będzie miał pan kłopotów?

javier perez
46 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw w Toronto Police
Awatar użytkownika
what a wicked game we play.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Czy możemy wszyscy zgodnie potwierdzić, że nie ma na tym świecie nic lepszego niż dźwięk kobiecego śmiechu wywołanego komentarzem mężczyzny, który wcale a wcale nie miał być żadnym żartem, tylko całkowicie szczerą opinią? I chociaż Dickman w jego głowie brzmiało zdecydowanie zabawniej niż Dykman, (bo jezu, dlaczego rodzice tak go skrzywdzili?), to sam fakt, że ta atrakcyjna istotka obdarzyła go tak pięknym, melodyjnym śmiechem, połechtał jego ego bardziej, niż powinien. - Dziwisz się? - uniósł brew, starając się wyglądać poważnie, choć sam musiał walczyć ze sobą, żeby zwyczajnie nie wybuchnąć śmiechem. - Ale dobrze, dobrze, już nie będę - uniósł ręce w geście poddania. - Będę zachowywał się jak odpowiedzialny, poważny mężczyzna i pod żadnym pozorem nie będę robił sobie żartów z rzeczy, na które nie mamy wpływu. Chociaż… po części mamy. Zmiana nazwiska aż tak dużo nie kosztuje. - Puścił jej perskie oczko, ale ostatecznie zamknął się, bo chyba rzeczywiście zaczynał zachowywać się odrobinę nieprofesjonalnie. Uśmiechnął się, zerkając na jej twarz. - Zdecydowanie bardziej do ciebie pasuje - skomentował, gdy poprawiła go w kwestii swojego nazwiska. Ruszył powoli w stronę samochodu, ale po kilku krokach obrócił się jeszcze przez ramię w kierunku kobiety. - Zapraszam - rzucił tylko, wyraźnie zadowolony z obrotu spraw. Assuming she’s gonna agree to his offer.

''Czy nie powinien mnie pan ukarać?''

Cholera. Wystarczyło jedno niewinne pytanie, żeby przez jego głowę przemknęło zdecydowanie zbyt wiele nieprzyzwoitych myśli. Jeszcze raz przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, tym razem może odrobinę dłużej, niż powinien. Był tylko facetem, pewnych odruchów ciężko było uniknąć, szczególnie kiedy od cholera wie ilu dni nie uprawiał seksu, bo jego żona po raz kolejny miała z czymś problem. Nie pomagało też to, że Diane była zwyczajnie cholernie atrakcyjna. - Diane, jeżeli naprawdę chcesz, mogę cię ukarać w zupełnie inny sposób, ale najpierw musiałbym pozbyć się tej odznaki - powiedział nieco głośniej, upewniając się, że go usłyszy. Ryzykował tym tekstem zdecydowanie więcej, niż powinien. Był już po godzinach, jasne, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że funkcjonariusz pod żadnym pozorem nie powinien odzywać się w taki sposób do obywatelki. Nie powinien też proponować jej podwózki, gapić się na nią w ten sposób ani zastanawiać się, jak brzmiałby jej głos wypowiadający jego imię w zdecydowanie mniej niewinnych okolicznościach.

Ah, fuck it.

Tego dnia naprawdę miał wszystko gdzieś. A ta drobna iskra ekscytacji, której nie czuł od zdecydowanie zbyt długiego czasu, działała na niego niczym oliwa dolana prosto do ognia. - To zależy, czy ty przypadkiem nie staniesz się moim kłopotem, panno Walker - odparł, wskazując dłonią na samochód, żeby w końcu do niego wsiadła. Było chłodno, stanie na zewnątrz zaczynało powoli tracić swój urok, a poza tym był zwyczajnie ciekawy, dokąd jeszcze zaprowadzi ich ta rozmowa... spotkanie... cokolwiek to właściwie było.

panna walker
42 y/o
For good luck!
170 cm
creator of worlds
Awatar użytkownika
i'm waiting for you, you're waiting for me; afraid of what we'll find if we let words run free
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Och? - wyrwało się z jej ust gdy wspomniał, że nazwisko Walker pasowało do niej lepiej. Dykman przyrosło do niej, stało się jej własnym na przestrzeni ostatnich lat - należało do niej i do jej córki, do i c h rodziny. A jednak zaśmiała się, gdy mężczyzna w bezczelny sposób z niego zażartował i ta sama wesołość jakoś w niej została, z pewnością pod wpływem procentów. - Bo odeszłam? - skwitowała sarkastycznie, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
Była zdecydowanie p o d p i t a.
To znaczy, nie wypiła wcale tak wiele - w końcu zgodziła się wejść z powrotem za kółko samochodu, a należała do osób odpowiedzialnych. Dzisiejszego dnia była po prostu roztargniona, to przez to wjechała w jego samochód.
Ale jak miała tłumaczyć sobie swoje obecne zachowanie jeśli nie stanem upojenia alkoholowego?
Bo czy nie tkwiła właśnie na poboczu drogi, prosząc by policjant, którego niemal staranowała, ją u k a r a ł?
Pijaństwo mogło być jednym wyjaśnieniem, roztargnienie drugim, trzecim - całkowita, chwilowa niepoczytalność wywołana stresem i ciężarem tego całego, pieprzonego dnia.
Bo jak inaczej miała wyjaśnić tę falę gorąca, która przemknęła przez jej ciało na widok cienia, który zasnuł jego spojrzenie?
Wybrała pijaństwo.
Tłumaczyło też czerwień, która w ten szczeniacki i nastoletni sposób wpełzła na jej policzki na dźwięk jego dwuznacznego komentarza. Prawdopodobnie oficer prawa nie powinien wypowiadać się do niej w ten sposób. Prawdopodobnie zarzuciłaby mu jego bezczelność, poprosiła o numer odznaki po czym walczyła o zasłużenie sobie miana Karen na infolinii bądź komisariacie, domagając się oficjalnego wpisania uwagi w jego akta.
Musiała być płytka - był zbyt przystojny, by przeszło jej to przez myśl. Zamiast tego się zaczerwieniła.
Opanuj się, Diane.
- Ja wyłącznie się o pana troszczę - odrzuciła dyplomatycznie, mimo tego zaczerwienienia, mimo tego gorąca ruszając do drzwi samochodu, który jej wskazał. Prawdopodobnie nie powinna też wsiadać do samochodów ludzi, których nie znała, odznaka lub nie. - Nie chciałabym, żeby ktoś potrzebujący ucierpiał, gdy postanowił pan ratować z opresji mnie.
Wnętrze jego samochodu pachniało n i m - nim oraz rozlaną przez nią kawą, której widok na tapicerce samochodu natychmiast wywołał w niej poczucie winy.
- Zapłacę za czyszczenie samochodu - mruknęła zakłopotana, odwracając się w jego stronę gdy wsiadł na miejsce. - Oraz spodni - dodała, zerkając na jego odzież, na ciemną plamę na nogawce jego spodni, na których zawisnął jej wzrok, nim poderwała go w panice wyżej.

javier perez
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”