ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
165 cm
użera się z ludźmi w miejscowym zoo
Awatar użytkownika
and for the lady, perhaps a regulated nervous system
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

[1.]
God knows I've tried to be kind
but I won't just lay down and die
wearing a fake smile - the joke's on you
Lettie & Coven


Być może odrobinę ją poniosło.
Bożebożeboże, co ja właśnie odjebałam — wymamrotała do siebie w ewidentnym szoku, pędząc ile sił w nogach, byle tylko znaleźć się w mieszkaniu, z dala od miejsca z b r o d n i. Biegła tak szybko, że ledwo łapała oddech - chociaż to o niczym nie świadczyło, bo kondycji nie miała za grosz - ale na ten moment naprawdę pragnęła jedynie zabunkrować się w bezpiecznych czterech ścianach i to najlepiej na wieki. A że przez to nie ujrzałaby nigdy więcej wschodzącego słońca? TRUDNO.
Bo okej, prawdopodobnie poniosło ją bardzo.
Ale prawdę powiedziawszy, to nie była jej wina! Tylko Merkurego w retrogradacji w kwadraturze do Saturna. Jak tu walczyć z tak niesprzyjającym układem planet? No nie dało się. Można było jedynie siąść, zapiąć pasy i zaakceptować swój nieszczęśliwy los. Dokładnie tak planowała postąpić Lettie. Cóż, planowała, bo ostatecznie zrobiła coś zupełnie odwrotnego, co naturalnie ugryzło ją w tyłek niemalże natychmiastowo, czego konsekwencją było również...
Woof! — radośnie zaszczekał trzymiesięczny labrador, którego być może właśnie ukradła z mieszkania swojego już byłego chłopaka, o ile takim mianem można określić burzliwy situationship, w którym tkwiła przez ostatnie cztery miesiące. Był naprawdę uroczy - to znaczy pies, nie typ (typ był zdradliwym gnojkiem), a do tego bezproblemowo dał się zabrać i nawet nie wyrywał jej się z rąk, więc chyba nie zrobiła niczego złego, prawda?
P r a w d a?
Kolejne wesołe woof! utwierdziło ją w przekonaniu, że wręcz postąpiła słusznie. Bo jej eks to klaun i nie zasługiwał na ten przesłodki promień słońca w swoim życiu. Tak, pomyślała z totalnie oderwaną od rzeczywistości wiarą, zrobiłam coś dobrego. Oczywiście, wystarczyło przekręcić klucz w zamku, otworzyć drzwi i stanąć twarzą w twarz z Coven, by to ulotne przekonanie o własnej genialności wyfrunęło przez najbliższe okno. Wypuściwszy szczeniaka z objęć na podbój mieszkania, zgięła się w pół, próbując w końcu złapać oddech po wcześniejszym szaleńczym biegu.
Daj... mi... sekundę — wycharczała między jedną zadyszką a drugą, unosząc przy tym przed siebie palec wskazujący dla podkreślenia, że potrzebowała momentu. I kiedy jednak nie wypluła płuc i odzyskała stabilny dech, niczym szpieg z krainy dreszczowców, prześwietliła jeszcze szybko wzrokiem korytarz, a następnie - gdy nie zauważyła niczego podejrzanego - władowała się do mieszkania, zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami, ciężko wzdychając.
Hej, Cove... Chyba zrobiłam coś super, super głupiego — wreszcie się odezwała i to dość lekko, konwersacyjnie, jakby co najmniej informowała ją o stanie pogody na zewnątrz, a nie o fakcie, że wróciła na chatę z nowym potencjalnym lokatorem. Nim zdążyła bardziej rozwinąć tę bajecznie ciekawą historię, gdzieś z kuchni rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Lettie zerknęła przelotnie w tamtym kierunku, po czym powróciła spojrzeniem do twarzy Bremers i uśmiechnęła się niemrawo. — Naprawdę mogę to wyjaśnić — dodała prędko, tym razem unosząc przed siebie obie ręce, ot, na wszelki wypadek, gdyby Coven stwierdziła, że jednak to dobra pora, by wysłać ją na drugi świat.

coven bremers
cześć tu sławomir
and emily? that's all
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

014.
Obrazek
To zawsze była wina Merkurego w retrogradacji w kwadraturze do Saturna. Albo innej retrogradacji. Coven, jako nadrzędna zodiakara, totalnie by się z tym zgodziła. Od maleńkości uważała, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko było po coś. Nawet to, że pralka pożarła jej kilka par skarpetek. Dlaczego? Może stwierdziła, że były gdzieś poprzecierane i tym sposobem sugerowała, żeby Bremers w końcu zainwestowała w kilka nowych par?
Korzystając z wolnej niedzieli, kiedy second-hand był zamknięty na cztery spusty, szlajała się po mieszkaniu w rozciągniętych dresach i szerokiej koszulce, którą wygrzebała z dna szafy. Musiała należeć do jakiegoś typa, który kiedyś u niej nocował, ale nie mogła skojarzyć, do którego konkretnie. Trochę się ich tutaj przewinęło. Zrobiła sobie mrożoną kawę, chociaż kilkudniowa fala upałów już dawno minęła, ale to przecież nie był wyznacznik picia frapee, prawda? Herbatę też zwykle piła dopiero, jak wystygła.
Odgłosy z klatki schodowej sprawiły, że zamarła w bezruchu. Ktoś chciał się włamać na chatę. Na bank. A ona była akurat sama. Gdzie były wszystkie współlokatorki, kiedy ich potrzebowała? Przynajmniej zostałyby zamordowane zbiorowo, a w grupie zawsze raźniej. Postanowiła jednak zaryzykować i podejść do drzwi. Jak ma umrzeć, to przynajmniej z godnością. Byle jaką, ale jakąś. Nie będzie chowała się w szafie, jak robili to w horrorach. Poza tym ona dawno z tej szafy już wyszła i nie kryła się z tym, że lubi całować zarówno chłopców, jak i dziewczyny.
Ależ było jej z dziwienie, kiedy w progu ujrzała zasapaną Lettie. Jej brwi powędrowały jeszcze wyżej, prawie na środek głowy, kiedy coś przemknęło między jej nogami. Co to było? Szop jakiś chyba. Albo wielki szczur. Sąsiedzi ostatnio narzekali, że w bloku roi się od gryzoni. Trzeba będzie to zgłosić właścicielowi mieszkania i to jak najszybciej!
Super głupiego? Fajnie, lubię super głupie rzeczy — odparła z szerokim uśmiechem w oczekiwaniu aż Satterfield w końcu złapie oddech. Chyba dziewczyna nie spodziewała się po niej innej reakcji? — Poczekaj, co to właściwie wlazło nam do chałupy? — zapytała, zerkając przez ramię w momencie, gdy z kuchni rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. To było coś, co przylazło razem z Lettie. O tym właśnie mówiła? Cove absolutnie nic z tego nie rozumiała.
Wpatrywała się zasapaną współlokatorkę, ale w pewnym momencie złapała ją za rękaw czegoś, co tam aktualnie na sobie miała i wciągnęła do przedpokoju.
Prawie się zesrałam. Już myślałam, że to morderca — odparła poważnym tonem. — Czy to okropne, że ogarnęła mnie ogromna radość, że was tutaj nie ma i nic wam się nie stanie, a jednocześnie byłam wściekła, że tylko ja zostanę zabita? — zerknęła na Lettie, ale bez większych wyrzutów sumienia. Ona na pewno też uznałaby, że to zajebiście niesprawiedliwe. Niepotrzebnie oglądała ostatnio na Netflixie dokument o morderstwie w Idaho.

letitia a. satterfield
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#20”