Oczywiście, Eric, jako zaprawiony wędkarz, posiadał takie specjalne świetliki na spławik, lecz chciał ukrócić jej cierpienia spowodowane siedzeniem nad wodą w totalnej ciszy. O tyle dobrze, że pogoda dopisywała, bo jakby padało… cóż, pewnie siedziałaby w aucie, które służyłoby za dobry schron - jemu natomiast deszcz by absolutnie nie przeszkadzał. Niejednokrotnie łowił ryby przy akompaniamencie spadających kropel uderzających o ziemię, wodę oraz jego torbę.
Skinął głową, potwierdzając, iż zabrał i spakował do plecaka owocowy mus.
- Banany też wziąłem. - odpowiedział zgodnie z prawdą. Może nie było to dużo, ale jakoś Eric nie wpadł na pomysł, by zadbać o większą ilość prowiantu. Uważał, że te dwie rzeczy będą wystarczały, szczególnie że - podobno - banan należał do sycących owoców. Jedyne, czego Stones zaczął żałować, to niespakowania kupionych poprzedniego dnia truskawek. Czując palce Sher na swoich włosach, przymknął oczy, zamruczał cicho i odchylił głowę nieco do tyłu, jakby chciał tym dać znać, aby jeszcze trochę go tak pogłaskała, choć po chwili czuł ją niżej. Miał ochotę przyciągnąć zielonooką do siebie, lecz gdyby to zrobił, prawdopodobnie jego koncentracja osiągnęłaby poziom zero… znaczy, nie obserwowałby spławika, co równałoby się z tym, że branie mogłoby mu przejść koło nosa. Tak czy inaczej było mu BARDZO miło, kiedy go dotknęła.
- Dokładnie. Zobaczymy, jak mi pójdzie. - odpowiedził, mając nadzieję, że złowi chociaż jakiś mały okaz - wolał złowić nawet płotkę, niż wodorost; doskonale pamiętał, jak jako nastolatek, niejednokrotnie myślał, iż coś nawinęło się na jego haczyk - bo spławik szedł pod wodę - lecz niezmiernie się rozczarowywał, gdy dostrzegał zielone roślinki, zwisające z haczyka.
Charakterystyczny dźwięk suwaka zdradził Sher, tj. Eric wiedział, kiedy go otworzyła, więc nie musiał odwracać głowy, szczególnie, że zaraz rozpoczął zaciętą walkę z morskim przeciwnikiem. Łatwo nie było i w pewnym momencie, Stones był wręcz PEWIEN, iż jego haczyk zostanie zerwany. Mimo wszystko, jego wędka dała radę - nie miał pojęcia, kiedy zjawił się obcy gość, ale jemu także był wdzięczny za pomoc, gdyż wyciągnięcie stawiającego opór metrowego jesiotra, było nie lada wyzwaniem. Jasne, zdarzyło mu się złowić szczupaki, sumy, sandacze, ale jesiotra nie. Ten był jego pierwszym, dlatego cieszył się bardziej; w pierwszej chwili aż przetarł oczy, by mieć pewność, iż widział prawidłowo.
- Nie mogę w to uwierzyć… - powiedział do samego siebie, choć zapewne usłyszał go zarówno nieznajomy, jak i Sher, której ryba chyba niezbyt przypadła do gustu.
- Jesiotr. Najprawdziwszy jesiotr jeziorny… niesamowite. - odparł, przyglądając się okazowi.
Dopiero po dłuższej chwili styki mu zaczęły z powrotem stykać i zrozumiał, że nieznajomy kierował do niego pytanie.
- Na dżdżownice. Z ciekawości dwie założyłem i jak widać, opłacało się. - odrzekł z uśmiechem.
- A Pan na co łowi? Może coś jeszcze weźmie. - dodał, choć, jako iż trwały ZAWODY, po cichu liczył, że nieznajomy nie złowi tego samego - poza tym zataił fakt, że tu zanęcił dobrą mieszanką.
- W porządku. - nie zamierzał być okrutnikiem i zmuszać Sher, by dotykała jesiotra. Jemu całkowicie wystarczyło, że chciała mu zrobić zdjęcie. Skinął głową, przyjmując radę swojej dziewczyny do wiadomości.
- Tak jest okej? - spytał, lecz kiedy nieznajomy mężczyzna niezbyt rozumiał, iż Eric chciał mieć zdjęcie, na którym był tylko on i ryba, westchnął.
- Jak tak panu zależy, moja dziewczyna może nam zrobić zdjęcie, ale zaraz. - powiedział, bo halo! Nie pozwoli sobie przywłaszczyć TAKIEGO okazu. Gdy facet wykonał kilka kroków, Eric zaczął pozować, tj. raz miał poważną minę, innym razem pokazał kciuka, a za trzecim razem wskazał rybę. Pozwalając na to, by typek poznał dobre serducho Erica, gestem wskazał miejsce obok, a Sherci pokazał, aby wykonała tylko JEDNO zdjęcie - uniósł palec wskazujący i liczył, że zrozumie, o co mu chodziło.
- Dzięki, słońce. - powiedzial do Winfield z uśmiechem, pozwalając rybie odpłynąć bo… ZAWSZE wypuszczał to, co złowił w wodzie - aczkolwiek tym razem ogarnął go smutek, jakby żegnał kogoś bliskiego. Oczywiście zaraz potem przejrzał zdjęcia, a ponieważ uważał, że wyszły ładnie, dał Sherci buziaka w policzek - zasłużyła jako dobra pani fotograf. Gościowi przesłał fotkę poprzez mmsa i wrócił do łowienia.
Założywszy świeżego czerwonego robaczka, wykonał zamach, a następnie wypuścił żyłkę. Zamknął kołowrotek, kiedy tylko spławik uderzył o taflę wody.
1d10
Nie minęło dużo czasu, bo po dosłownie kilkudziesięciu sekundach spławik znów zaczął tańczyć na wodzie, co oznaczało jedno - branie. Wykonał te same czynności co wcześniej i...
No nie wierzę!
- SHEREEN! ZNOWU GO ZŁAPAŁEM! - krzyknął zajarany, bo widział kształt jego pyszczka i no w ogóle widział go w tafli wody.
- Ciekawe czy to ten sam... - powiedział i już miał po niego sięgać, lecz... skubaniec się zerwał, co Stones skomentował siarczystym:
- Kurwa! - a potem westchnął. Zakręcił kołowrotkiem, spodziewając się, że ujrzy samą żyłkę.
- Muszę założyć nowy haczyk... - i po tych słowach, wyciągnął z pudełka jeden z haczyków, który zaczął przywiązywać do żyłki.
pani fotograf 