Widok jej spuszczonych oczu uświadomił mu, że doprowadził ją na skraj wytrzymałości, a fakt, że nie krzyczy, oznaczał o wiele głębszy ból. Przerażony myślą, że Charly zaraz całkowicie się od niego odetnie i po prostu zamknie przed nim drzwi, przysunął się nieznacznie na kanapie. Zamiast kolejnych wymówek czy tłumaczeń, w jego oczach była już panika i błaganie, by nie skreślała go w tej chwili i nie zostawiała samego z tym wszystkim. To on stworzył tę sytuację, podejmując decyzje za jej plecami i wmawiając sobie, że robi to dla jej dobra. Teraz, kiedy wypomniała mu hipokryzję, poczuł taki wstyd, że zabrakło mu słów. Widząc, jak drży i jak walczy ze łzami, miał ochotę wyciągnąć rękę i ją dotknąć, ale powstrzymał się. Zdawał sobie sprawę, że nie ma prawa do takiego odruchu.
-
Wiem… - wykrztusił w końcu bardzo cicho, przymykając na moment oczy, bo patrzenie na jej cierpienie stało się dla niego nie do zniesienia. -
Robiłem dokładnie to, przed czym chciałem cię uchronić. Zabrałem ci wybór i postawiłem w najgorszej możliwej sytuacji, a teraz strach odebrał mi rozum. - Ciężko westchnął i otworzył oczy. Spojrzał na nią spokojniej, już bez wcześniejszej paniki. Nie próbował się też dalej bronić. –
Nie mam prawa ci niczego kazać ani prosić, żebyś udawała, że nic się nie stało.
Charly nie krzyczała, nie robiła scen, tylko po prostu powiedziała mu wprost, jak z boku wyglądało jego zachowanie. Gdy słuchał o tym, że gdyby przyszedł do niej wcześniej, po prostu byłaby obok i pomogła mu to udźwignąć, dotarło do niego, jak wielkim był idiotą, myśląc, że załatwiając wszystko za jej plecami, cokolwiek chroni. Widok łzy, którą szybko starła wierzchem dłoni, ruszył go jeszcze bardziej niż jej słowa. Znał ją na tyle, by wiedzieć, jak rzadko pozwalała sobie na takie emocje i jak bardzo starała się, żeby przy nikim się nie rozkleić. Przełknął z trudem ślinę, czując, jak zaschło mu w gardle.
-
Zachowałem się jak tchórz. Spanikowałem i zamiast usiąść z tobą jak dorosły facet, ubzdurałem sobie, że jak sam wszystko odkręcę, to oszczędzę ci tego syfu. Boże, jaki ja byłem głupi... Myślałem, że cię chronię, a po prostu sam podjąłem decyzję za ciebie, nie dając ci nawet szansy odezwać się we własnej sprawie - zaczął cicho, chociaż jego głos i tak na moment się łamał. Oparł łokcie na kolanach i ukrył na parę sekund twarz w dłoniach, po czym odepchnął się i spojrzał na nią znowu. -
Chciałem wyprostować te sprawy z Gabi, żebyśmy mieli czystą kartę, a wyszło na to, że zrobiłem z ciebie osobę, którą oszukiwałem. Nie mam pojęcia, jak to teraz naprawić i czy w ogóle się da, ale mi przykro, że przez moje decyzje teraz płaczesz.
Miał wrażenie, że zaraz zabraknie mu powietrza. Kiedy wyłożyła mu to wyznanie miłości, wspólną noc, dziecko, dotarło do niego, jak głupio brzmią teraz jego tłumaczenia. Zrobił z niej nieświadomą uczestniczkę jakiegoś taniego dramatu. Z jej perspektywy wszedł w jej życie, udając poukładanego faceta, a pod spodem zostawił bałagan, o którym nie miała pojęcia. Najbardziej ruszył go jednak powrót do tematu Gabi i jej przyznanie, że boi się jego uczuć. Widok Charly, która odwraca wzrok, bo mówienie sprawia jej ból, kompletnie go rozwalił.
-
Rozumiem... i nawet nie mam jak tego obronić - wykrztusił, chociaż w środku cały się gotował. -
Wstyd mi, że w ogóle postawiłem cię w takiej sytuacji. Że siedzisz tu teraz i musisz zastanawiać się, czy nie jesteś tylko tłem w moim starym życiu. - Nabrał powietrza i spojrzał jej prosto w oczy, nie próbując już niczego ubarwiać. -
Ale nie kocham Gabi. To, co z nią było, to była kompletna głupota i chora relacja, z której od dawna próbowałem się wyrwać. Przeraża mnie, że tak to odebrałaś, ale naprawdę nic do niej nie czuję. To ty jesteś osobą, na której mi zależy. Błagam, nie myśl, że wciągnąłem cię w to jako jakiś zastępczy plan, bo to nie ma nic wspólnego z prawdą.
Gdy uniosła dłoń i ucięła jego próbę odezwania się, zamknął usta. Zrozumiał, jak źle to wszystko mogło dla niej wyglądać i jak bardzo sam dał jej powód do takiej interpretacji. W jej głowie ułożył się scenariusz, w którym dostał kosza od byłej, więc zgarnął pierwszą lepszą dziewczynę, żeby wyleczyć rany i udawać, że idzie do przodu. Odebrała to dokładnie wspak, a on przez swoje ukrywanie prawdy sam wpędził ją w ten potworny brak pewności.
-
Charly, stop, błagam cię, posłuchaj mnie teraz uważnie - wypalił od razu, gdy tylko skończyła mówić, a w jego głosie nie było już grama opanowania, tylko desperacja. Przysunął się do niej bliżej, w ogóle nie dbając o to, jak bardzo chaotycznie to wygląda. -
Nigdy, rozumiesz? Nigdy w życiu nie byłeś dla mnie żadnym planem B ani zastępstwem. To z Gabi było toksycznym syfem, z którego uciekłem, bo zrozumiałem, że to nie miało żadnego sensu! A kiedy pojawiłaś się ty, to nie było żadne leczenie ran. Jesteś moim realnym wyborem, a nie żadną opcją rezerwową po kimś innym. Zrobiłem błąd, bo zabrakło mi odwagi, ale błagam cię... nie wmawiaj sobie, że jesteś dla mnie kimś przypadkowym, bo to mnie po prostu dobija. - Wyznanie, że nie jest jej obojętny, powinno dać mu jakąś nadzieję, ale sposób, w jaki to powiedziała, podciął mu nogi. Dotarło do niego, że żadne tysiąc przeprosin nie wymaże tego, co odwalił. Zniszczył zaufanie i nie mógł teraz wymagać, żeby udawała, że wszystko jest w porządku.
-
Rozumiem - powiedział cicho, a jego głos był całkowicie pozbawiony wcześniejszej desperacji, zostawiając tylko żal. Przełknął ślinę i zmuszał się, żeby patrzeć jej prosto w oczy, chociaż sprawiało mu to potworny ból. -
Masz prawo odejść i przemyśleć to wszystko bez mojego pieprzenia. Nie będę cię zatrzymywał ani wciskał kolejnych obietnic.
Kiedy spojrzała na jego drżące dłonie, poczuł wstyd, że dał się tak ponieść panice. Charly nie przekreśliła wszystkiego na miejscu, ale postawiła jasne warunki. Wiedział, że jeśli teraz cokolwiek powie, znowu zrobi to samo: zabierze jej przestrzeń i narzuci własne emocje. Musiał to przyjąć, nawet jeśli sama myśl o czekaniu na jej decyzję wywoływała w nim ścisk w brzuchu.
-
Masz moje słowo - powiedział cicho, a jego głos, choć niski, nie miał w sobie już ani śladu wcześniejszego panikowania. -
Niezależnie od tego, co zdecydujesz i jak bardzo to będzie dla mnie bolesne... uszanuję to. Zrób to, co będzie najlepsze dla ciebie. Mam sobie teraz pójść? - zapytał na koniec, w głębi duszy przeczuwając jaka będzie odpowiedź.
Charly Hayes