Była
zdesperowana.
Chciała mu pomóc.
Za punkt honoru postawiła sobie wprowadzenie go na prostą.
Na własne oczy widziała już wiele razy jak ludzie bez pomocy drugiego człowieka tylko staczali się na sam dół. Wiedziała dobrze, że Karen nie będzie w stanie sobie z nim poradzić sama, poza nią nie miał nikogo, więc… zostawała Pilar.
Wielka bohaterka, która głupio myślała, że tak po prostu zaciągnie go na odwyk.
Jasne, kurwa.
Powinna stamtąd uciekać. Wyjść i kurwa nie wracać. Zadzwonić po pomoc już po tym, jak po raz pierwszy cisnął nią na podłogę. Przecież była już po szkoleniach, wiedziała, że to była przemoc w czystej postaci wywołana głodem narkotykowym, że na to nie było mocnych. A jednak Stewart jak ostatnia idiotka postanowiła podnieść się z podłogi i zawalczyć jeszcze raz. Dla niego, dla Karen i też dla siebie. Pokazać sobie, że umiała być stanowcza, że
potrafiła coś zmienić.
Nie potrafiła.
Przekonała się o tym z chwilą, w której wyszarpała mu resztkę tabletek i bezczelnie spuściła je w toalecie. Woda z muszli o raz drugi tego wieczoru spłukała jego marzenia o zaćpaniu się do nieprzytomności i również pozbawiła go ostatków człowieczeństwa. Widziała dokładnie, jak oczy jej niegdyś przyjaciela zachodzą mrokiem. Jak kurwa ginie w nich człowiek, a na jego miejsce wchodzi pieprzona
śmierć w czystej postaci.
Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy kolejne obelgi poleciały w jej kierunku, a silna dłoń zacisnęła się na jej włosach. Szarpnął nią mocno, wciskając prosto na lustro nad umywalką. Głuche huknięcie wypełniło łazienkę, a ją momentalnie przytroczyło. Zdążyła jedynie zamknąć oczy i całe kurwa szczęście, bo szkło rozcięłoby jej spojówki.
Zamiast tego posypało się na ziemie i jeszcze bardziej roztrzaskało o kafelki, które w niektórych miejscach już miały ślady krwi. Nie wiedziała dokładnie, co się stało, bo przestała kontaktować, ale nigdy w życiu głową tak bardzo ją nie bolała. Czuła okropne pulsowanie i pieczenie, jakby ktoś rozdzierał jej czaszkę na pół. I chociaż próbowała z tym jeszcze walczyć, jakoś utrzymać się na nogach finalnie straciła przytomność.
A potem była już tylko ciemność.
Obudziła się dopiero w szpitalu.
Po kilku godzinach dowiedziała się, że przywieźli ją tu na sygnale i od razu poddali operacji.
Pękniecie kości czaszki i krwiak podtwardówkowy nie były na tyle lekkie, żeby po prostu puścić to płazem. Okazało się, że gdyby nie Karen, która chwile później wróciła do mieszkania, bo
Pilar nie odpisywała, nie zadzwoniła po karetkę mogłoby wcale nie być kolorowo.
Zresztą i tak nie było.
A ta sytuacja dogłębnie uświadomiła ją, że nawet z najlepszymi intencjami człowiek mógł skończyć w prawdziwym piekle.
Szkoda że kilkanaście lat później i tak robiła to samo.
── ⋆⋅𖤓⋅⋆ ──
Kilka lat póżniej...
Kawa na jej biurku była już zimna.
Całe szczęście nie był to wielki problem, bo przecież od kilku dobrych lat nie wypiła jej ciepłej. Wiecznie zabiegana, wiecznie zajęta, wciskająca się na każdą możliwą misję, żeby tylko spełnić swój obowiązek i przysięgę jaką dawała wchodząc w szeregi policji.
Pomagać.
Służyć.
Rogers po raz kolejny przydzielił ją do sprawy, której Pilar jako zwykła
policjantka nie powinna nawet tykać. Tylko kogo to obchodziło, kiedy nie tylko on używał jej analitycznego umysłu do swoich spraw?
Jak tak dalej pójdzie, to skończysz w kryminalce szybciej niż myślisz, powtarzał jej za każdym razem, kiedy się nią wysługiwał, a ona tak bardzo tego kurwa chciała, że nawet w pełni świadomie na to szła.
Tamtego dnia również. Zamiast iść dawno do domu, siedziała przy biurku i wertowała papiery sprawy. Szukała niepasujących do siebie elementów, zeznań świadków, które się nie zgadzały. Miał w tej papierologii taki kurwa bałagan, że nie mogła na to patrzeć. Połowa rzeczy była w systemie, druga połowa wydrukowana ale pomięta i zalana energolem. Ustawiła więc drukarkę, by na nowo wszystko przemielić. Nawet nie patrząc przed siebie, zerwała się z miejsce i ruszyła w dobrze znajomym kierunku. Szkoda tylko, że na jej drodze nagle wyrosła przeszkoda, której nie powinno tam być.
—
Sory — mruknęła beznamiętnie i miała zamiar odejść. Chociaż kiedy jej spojrzenie zajrzało w dobrze znajome kiedyś oczy, aż zadrżała. —
Co ty tu kurwa robisz? — warknęła, automatycznie robiąc krok w tył. Po raz pierwszy patrząc w oczy swojego oprawcy, który jeszcze kilka lat temu przez swoje uzależnieni prawie pozbawił ją życia.
Aaron Blackwood