30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przemoc, narkotyki
Jego słowa nie robiły na niej żadnego wrażenia.
Aaron zapominał, że Pilar nie wywodziła się z normalnego domu. Całe życie spędziła w pieprzonym bidulu, gdzie dzieciaki dookoła szarpały ją i poniżały za to, że była inna. Że wyglądała jak cyganka, która przez przypadek zawieruszyła się w kanadzie. Śmiali się z jej sterczących włosów, ciągnęli je, a nawet raz podpalili, wyzywając ją przy tym od najgorszych, więc kiedy Blackwood mówił o obciąganiu komuś, żeby przyjęli ją do akademii tylko spojrzała na niego z politowaniem.
Faceci.
Jedyne do czego sprowadzali obelgi względem kobiet, to że komuś obciągnęły albo dały dupy. Bo przecież do niczego innego się nie nadawały. A już na pewno nie zdaniem ćpuna, który był na głodzie. Nie wiedziała wiele o narkotykach, jednak co nieco zdążyła się już nauczyć na studiach. Miała świadomość, ze brak progów działał katastrofalnie na jego samopoczucie, ale to wcale nie znaczyło, że miała zamiar serwować mu taryfę ulgową, szczególnie, że on znowu podniósł na nią dłoń. Znowu ją kurwa uderzył. I to był moment, w którym nie wytrzymała.
Polecieli na podłogę, obijając się przy tym o kafelki. On na dół, ona na nim. Miał więcej siły więc łatwiej mu było zrzucić ją z siebie, ale Pilar za to miała zalażek techniki, której uczyła się w akademii. Wiedziała, w którym miejscu go przytrzymać, gdzie nacisnąć na ścięgna, żeby odebrać mu siły i dać sobie przewagę. Z początku nawet szło jej to książkowo. Dopiero kiedy się rozproszyła i wymierzyła mu cios z własnej dłoni, straciła panowanie.
Myśl, że Karen mogła to kiedyś z nim przechodzić nie dawała jej spokoju. Przerażał ją fakt, że jaką łatwością Backwood podnosił dłoń na kobietę, jak łatwo robił im krzywdę. Niezależnie od tego, czy te chciały mu wyjebać prochy czy nie. To po prostu obudziło w niej furię, w której nie umiała zatrzyamć ale również i nieuwagę.
Nieuwagę, którą on po raz pierwszy wykorzystał.
I to z impetem, bo w sekundę nie tylko zrzucił ją z siebie, ale również c i s n ą ł nią prosto na drugi koniec pomieszczenia. Jakby kurwa ważyła tyle co worek ziemniaków. A potem jak ten worek jej plecy huknęły o twardą fakturę muszli klozetowej. Coś strzyknęło jej w plecach, aż przez moment bała się sprawdzić, czy mogła się ruszyć. Okropny ból zaszedł całe jej ciało. Nawet nie potrafiła zlokalizować, w którym dokładnie miejscu dostała, bo bolało ją dosłownie wszystko. Skuliła się, podciągając kolana. Kątem oka widziała, jak Aaron podchodzi do umywalki i zza otwieranego lustra wyciąga paczkę tabletek.
Znowu chciał ćpać.
A ona z n o w u nie mogła na to pozwolić.
Nie teraz. Nie po tym wszystkim, co tu kurwa przeszła w tej łazience. Zaparła się, ile tylko mogła, napinając mięśnie brzucha. Sycząc i stękając głośno podniosła się, wspomagając o kibel, a kiedy była już na nogach, zaszła go od tyłu i wyszarpała mu opakowanie.
Co prawda swoje już wziął, ale w środku znajdowało się jeszcze dobre ponad pół opakowania. Pilar zacisnęła mocno palce na niewielkiej tubie. Kilka tabletek posypało się po podłodze, a ona znowu skierowała się do kibla. Nawet nie dała mu czasu zareagować, bo juz ciskała nimi w środek muszli, a że cela miała nienagannego, to od razu trafiła. Rzucili się oboje do spłuczki — ona żeby nacisnąć, on żeby ją powstrzymać, ale była pierwsza. Wcisnęła palec w odpowiednie miejsce i ponownie spuściła mu towar.
Wiedziała, że był już na krawędzi. Widziała to w jego oczach. Ale problem Stewart od zawsze był taki, że nie potrafiła odpuszczać. Że kiedy obrała sobie cel, desperacko do niego dążyła. Nawet kosztem własnego zdrowia.
A trzeba było się nie rzucać.
Trzeba było nie ćpać.

Aaron Blackwood
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
Welkom in Canada
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czuł zwierzęcy głód. Usilnie pragnienie, by władować w siebie kolejną porcję zbawiennych narkotyków, które mogły dać mu ukojenie. Rozdrażnienie pomieszane z dziwnym niepokojem oraz gniewem, że nie może wziąć już, teraz, zaraz, musząc znosić pierdolenie i humory jakiejś baby, która nie miała żadnej władzy nad jego życiem. Była utrapieniem, przeszkodą, którą trzeba było jak najszybciej usunąć, byleby tylko pogrążyć się w krainie spełnienia. Proszek czekał, tabletki niemal do niego krzyczały, zapraszając do wspólnej zabawy.
Zaczęły drżeć mu dłonie - znak, że brakowało mu paliwa, a ciało pokryło się kropelkami nieznośnego potu. Tracił nad sobą kontrolę pozwalając, by każdą komórkę wypełniły negatywne emocje. Winił za to Pilar, właśnie na nią mając zamiar przelać odpowiedzialność za własny stan. Gdyby nie jej pojawienie się, gdyby nie marnowanie jego czasu i towaru, z pewnością już teraz byłby sobą. Pozwoliłby na przyjemność, wracając do normalności.
Miał wrażenie, że każda kolejna minuta ciągnęła się nieskończoność; czas trzymał go w żelaznej klatce, coraz bardziej odciągając od kolejnej działki. Podobnie, jak odciągała go od tego kobieta, która uparcie obstawała przy swoim, piskliwym, wwiercającym się w czaszkę głosem starając się przekonać go, że ma problem, że się nie kontrolował, że jest kupą gówna. Znał siebie, wiedział, że wytrzyma, że potrafi nad tym zapanować. Zwyczajnie w świecie nie chciał, nie rozumiała tego? Czemu miałby odbierać sobie coś, co było dla niego dobre? Nie szlajał się po rynsztokach, nie zalegał nigdzie w rowie, ani nie puszczał się za kolejnego grama. Czego więc ona od niego kurwa chciała?
Szamotali się jeszcze chwilę, podczas której głęboko skrywana w Aaronie bestia pozwoliła sobie na wolność, ostatecznie przejmując nad nim kontrolę. Świat zdawał się być jedną wielka plamą, a jedyne na czym potrafił się skupić, to zrzucenie jej z siebie z siłą, która nie pasowało do jej drobnego ciała. Zniszczyć, zadać ból dać sobie ukojenie.
Nie przejął się nią, aktualnie niczego dla niego nie znaczyła. Była szkodnikiem, który należało rozdeptać; niepotrzebnym opóźnieniem, wartym wyeliminowania. Satysfakcja zalała jego ciało, kiedy przez chwilę się nie ruszała. Odzyskał kontrolę, mógł w końcu zadbać o siebie bez obawy, że nagle znowu ktoś wyrwie mu tabletki z ręki, spłukując. Nie z nim te numery! Był silniejszy od niej, więc nie powinna się już stawiać.
Niemal w głowie mu się zakręciło, kiedy połknął narkotyki. O boska ambrozjo! Był w tak błogim stanie, że niemal nic nie mogło go od tego odciągnąć. Niemal, bo jebany szkodnik zdążył się podnieść z podłogi, dopadając do niego. Dwie sekundy później walczył z nią o kontrolę nad spłuczką, po raz drugi dzisiaj patrząc jak jego potrzeba zostaje spłukana w muszli.
-Ty głupia kurwo! Zajebie cię! - warknął głosem zaszczutego zwierzęcia. Złapał ją za długie włosy, mocno szarpiąc. Wściekłość wykrzywiła mu usta, a oczy pociemniały odzwierciedlając szaleństwo. Zanim się opamiętał, zanim pomyślał uderzył jej głową o lustro, roztrzaskując je. Czuł, jak po dłoni spływa mu jej własne krew, zaskakując go swoim ciepłem. Puścił ją patrząc, jak upada na podłogę niczym szmaciana lalka. Było w tym coś fascynującego, dziwnie satysfakcjonującego.
-Leż tam i się już kurwa nie podnoś - rzucił, wskazując na nią palcem. umysł nie rejestrował, że coś było nie tak. Nie dopuszczał do siebie myśli, jak bardzo ją zranił. Zamiast tego cieszył się ciszą, której potrzebował. Chwiejnie skierował się do salonu, opadając na swój ulubiony fotel. Przymknął oczy, oddychając głęboko.
W końcu miał kurwa spokój.

Pilar Noriega
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja
Była zdesperowana.
Chciała mu pomóc.
Za punkt honoru postawiła sobie wprowadzenie go na prostą.
Na własne oczy widziała już wiele razy jak ludzie bez pomocy drugiego człowieka tylko staczali się na sam dół. Wiedziała dobrze, że Karen nie będzie w stanie sobie z nim poradzić sama, poza nią nie miał nikogo, więc… zostawała Pilar. Wielka bohaterka, która głupio myślała, że tak po prostu zaciągnie go na odwyk.
Jasne, kurwa.
Powinna stamtąd uciekać. Wyjść i kurwa nie wracać. Zadzwonić po pomoc już po tym, jak po raz pierwszy cisnął nią na podłogę. Przecież była już po szkoleniach, wiedziała, że to była przemoc w czystej postaci wywołana głodem narkotykowym, że na to nie było mocnych. A jednak Stewart jak ostatnia idiotka postanowiła podnieść się z podłogi i zawalczyć jeszcze raz. Dla niego, dla Karen i też dla siebie. Pokazać sobie, że umiała być stanowcza, że potrafiła coś zmienić.
Nie potrafiła.
Przekonała się o tym z chwilą, w której wyszarpała mu resztkę tabletek i bezczelnie spuściła je w toalecie. Woda z muszli o raz drugi tego wieczoru spłukała jego marzenia o zaćpaniu się do nieprzytomności i również pozbawiła go ostatków człowieczeństwa. Widziała dokładnie, jak oczy jej niegdyś przyjaciela zachodzą mrokiem. Jak kurwa ginie w nich człowiek, a na jego miejsce wchodzi pieprzona śmierć w czystej postaci.
Nawet nie zdążyła zareagować, kiedy kolejne obelgi poleciały w jej kierunku, a silna dłoń zacisnęła się na jej włosach. Szarpnął nią mocno, wciskając prosto na lustro nad umywalką. Głuche huknięcie wypełniło łazienkę, a ją momentalnie przytroczyło. Zdążyła jedynie zamknąć oczy i całe kurwa szczęście, bo szkło rozcięłoby jej spojówki.
Zamiast tego posypało się na ziemie i jeszcze bardziej roztrzaskało o kafelki, które w niektórych miejscach już miały ślady krwi. Nie wiedziała dokładnie, co się stało, bo przestała kontaktować, ale nigdy w życiu głową tak bardzo ją nie bolała. Czuła okropne pulsowanie i pieczenie, jakby ktoś rozdzierał jej czaszkę na pół. I chociaż próbowała z tym jeszcze walczyć, jakoś utrzymać się na nogach finalnie straciła przytomność.
A potem była już tylko ciemność.

Obudziła się dopiero w szpitalu.
Po kilku godzinach dowiedziała się, że przywieźli ją tu na sygnale i od razu poddali operacji. Pękniecie kości czaszki i krwiak podtwardówkowy nie były na tyle lekkie, żeby po prostu puścić to płazem. Okazało się, że gdyby nie Karen, która chwile później wróciła do mieszkania, bo Pilar nie odpisywała, nie zadzwoniła po karetkę mogłoby wcale nie być kolorowo.
Zresztą i tak nie było.
A ta sytuacja dogłębnie uświadomiła ją, że nawet z najlepszymi intencjami człowiek mógł skończyć w prawdziwym piekle. Szkoda że kilkanaście lat później i tak robiła to samo.


── ⋆⋅𖤓⋅⋆ ──
Kilka lat póżniej...



Kawa na jej biurku była już zimna.
Całe szczęście nie był to wielki problem, bo przecież od kilku dobrych lat nie wypiła jej ciepłej. Wiecznie zabiegana, wiecznie zajęta, wciskająca się na każdą możliwą misję, żeby tylko spełnić swój obowiązek i przysięgę jaką dawała wchodząc w szeregi policji.
Pomagać.
Służyć.
Rogers po raz kolejny przydzielił ją do sprawy, której Pilar jako zwykła policjantka nie powinna nawet tykać. Tylko kogo to obchodziło, kiedy nie tylko on używał jej analitycznego umysłu do swoich spraw? Jak tak dalej pójdzie, to skończysz w kryminalce szybciej niż myślisz, powtarzał jej za każdym razem, kiedy się nią wysługiwał, a ona tak bardzo tego kurwa chciała, że nawet w pełni świadomie na to szła.
Tamtego dnia również. Zamiast iść dawno do domu, siedziała przy biurku i wertowała papiery sprawy. Szukała niepasujących do siebie elementów, zeznań świadków, które się nie zgadzały. Miał w tej papierologii taki kurwa bałagan, że nie mogła na to patrzeć. Połowa rzeczy była w systemie, druga połowa wydrukowana ale pomięta i zalana energolem. Ustawiła więc drukarkę, by na nowo wszystko przemielić. Nawet nie patrząc przed siebie, zerwała się z miejsce i ruszyła w dobrze znajomym kierunku. Szkoda tylko, że na jej drodze nagle wyrosła przeszkoda, której nie powinno tam być.
Sory — mruknęła beznamiętnie i miała zamiar odejść. Chociaż kiedy jej spojrzenie zajrzało w dobrze znajome kiedyś oczy, aż zadrżała. — Co ty tu kurwa robisz? — warknęła, automatycznie robiąc krok w tył. Po raz pierwszy patrząc w oczy swojego oprawcy, który jeszcze kilka lat temu przez swoje uzależnieni prawie pozbawił ją życia.

Aaron Blackwood
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
29 y/o
Welkom in Canada
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przez ostatnich kilka lat jego życie uległo diametralnej zmianie - zarówno na lepsze, jak i w wielu aspektach na gorsze, chociaż sam Aaron w ostatecznym rozrachunku wszystko traktował na plus. Żył prawda? Nie stoczył się ostatecznie tak bardzo, by wbić sobie igłę po raz ostatni.
Z pomocą swojej rodziny - matki oraz rodzeństwa, którzy zawsze go wspierali, udało mu się ostatecznie wyjść na prostą, rzucając narkotyki na dobre. Miały nad nim władzę stanowczo zbyt długo, niszcząc zarówno jego życie, jak i życie osób, na których mu zależało, a które w tamtym okresie i jego zdaniem, do niczego nie były mu potrzebne. Teraz, po czasie spędzonym w klinice, gdzie przeżywał prawdziwe katusze, mógł ostatecznie nazwać się czystym człowiekiem. Stał się silniejszy i odzyskał kontrolę nad swoim jestestwem oraz życiem, w którym chciał zmienić naprawdę wiele.
Chociaż stracił swoją żonę, która ostatecznie postanowiła się z nim rozwieść, za co jej nie winił - wyrządził jej zbyt wiele zła i uważał, że i tak wytrzymała z nim zbyt długo, znosząc humoru oraz odloty, które miał na haju; chociaż stracił wielu przyjaciół, którzy nie mieli już siły patrzeć na to, co się z nim działo, tak ostatecznie był z siebie dumny. nie każda osoba uzależniona mogła poszczycić się trzeźwością, a jemu wychodziło to teraz całkiem dobrze. Na tyle, że koniec końców postanowił pójść do Akademii Policyjnej, paradoksalnie wybierając na przyszłość Wydział Narkotykowy. Uważał jednak, że był to najbardziej odpowiedni wybór, ponieważ sam się przekonał, jak to świństwo może wyniszczyć i jaką jest zmorą dla społeczeństwa. Tym bardziej miał motywację, żeby rozwalić wszystkie kartele i pozbyć się dragów z ulicy, być może ratując tysiące istnień. Szczytny cel, prawda? Musiał jeszcze dokończyć ostatecznie trening, ale był pewien, że tym razem nic nie stanie mu na przeszkodzie.
Był zmotywowany ne, że dzisiejszego dnia postanowiło, jako wolontariusz, przejrzeć raporty oraz informacje, które miały doprowadzić do dystrybutora wprowadzającego na rynek jakąś nową mieszankę. Nikomu się to nie podobało - oznaczało stanowczo więcej roboty, bo wiadomo, że świeży towar zawsze budził największą ciekawość wśród konsumentów, którymi ostatnio najczęściej były dzieciaki w wieku szkolnym oraz studenci potrzebujący wspomagania przed egzaminami. Grupa idealna. Tym bardziej Narkotykowym zależało, żeby jak najszybciej ją rozbić.
Z kubkiem kawy, którą nazywanie w taki sposób było profanacją, skierował się do swojego biurka, gdzieś w głębi sporej wielkości pomieszczenia. Nadal trochę się tu gubił, ale uważał, że znacznie lepszą orientację ma w terenie, niż w pomieszczeniach, w których było tak ciasno!
Omal nie wpadł na jakąś kobietę, a kiedy usłyszał tak dobrze znany głos, momentalnie się spiął, zatrzymując. Zatrzymał spojrzenie na twarzy, która kilka lat wcześniej tak usilnie próbowała mu pomóc, omal nie przypłacając tego życiem.
-Pilar - powiedział jedynie, bo napięcie między nimi było jasno wyczuwalne. I nie ma się co dziwić, prawda? Podniósł na nią rękę i chociaż był to pierwszy i jedyny raz, kiedy zrobił to tak brutalnie, nadal odcisnęło swoje piętno. - Powiedziałbym, że też miło mi cię widzieć, ale oboje wiemy, że to bujda. Pracuję tutaj - powiedział, nie poruszając się nawet o milimetr.

Pilar Noriega
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”