31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

1

first time tasting it; it's nice to mix two flavours together
i wanted to behave; but i know i'll do it again


{ outfit + gacie w syrenki }


Sage wstaje, otwiera okno i mówi, że idzie pod prysznic.
Elmo na pewno wykrztusza z siebie jakąś reakcję – wątłe „okej” albo „jasne”, albo coś równie głupiego – wpatrując w jej nagie, coraz bardziej oddalające się od łóżka plecy. Czuje się tak, jakby jego mózg był zrobiony z galaretki. Nie – jakby całe jego ciało było z galaretki. Kiedy przewraca się na bok, żeby sięgnąć ręką do porzuconej na podłodze bielizny, ma wrażenie, że zaraz straci swoją formę, spłynie po boku łóżka i rozpaćka się na ziemi.
Zdąża wciągnąć na siebie bokserki (tym razem w cholerne syrenki; gdyby wiedział jak skończy się ten wieczór, założyłby jakieś normalniejsze) nim Sage staje w drzwiach prowadzących na korytarz i odwraca się w kierunku wnętrza pokoju.
Nie idź jeszcze, jak nie musisz.
Elmo z pewnym opóźnieniem zdaje sobie sprawę z tego, że mówi do niego. Docierające do jego głowy informacje są niewyraźne i posklejane. Wini za to wciąż lekko przyspieszony puls, za bardzo skoncentrowane, gorące powietrze w pokoju i całą tę niestworzoną sytuację.
Gdyby ktoś zapytał go, co się tu właśnie stało, chyba nie potrafiłby odpowiedzieć.
Sage nie wydawaje się podzielać jego zmieszania. Ściąga gumkę z nadgarstka, wiąże nią swoje długie, jasne włosy i uśmiecha się łagodnie.
Możemy coś obejrzeć – proponuje. – Chcieliśmy ostatnio puścić sobie Lighthouse, pamiętasz, Kenny? Może akurat teraz? Jak wrócę z łazienki to coś wymyślimy.
Wychodzi, pozostawiając Eliela i Kendalla samych ze swoimi wciąż nieco przyspieszonymi oddechami, lepkimi od wysiłku ciałami i niezdarnie dużą, dzielącą ich przestrzenią.
Elmo żałuje, że leży na lewej stronie łóżka, która znajduje się dalej od okna. Trochę chłodnego powietrza na pewno dobrze by mu zrobiło. Mimo lata, noce są przyjemne. Po zachodzie słońca żar dnia szybko ustępuje miejsca łagodnemu, bardziej rześkiemu powietrzu. Elmo uwielbia czerwiec – chmury zakrywające nieznośne słońce, ciepłe deszcze. Nie jest jesczcze tak gorąco jak w lipcu czy sierpniu; jest przyjemnie. Tym razem przez otwarte okno też wpada lekka bryza niosąca zapach wilgotnej od deszczu ziemi i tętniącego za oknem miasta, ale Eliel znajduje się zbyt daleko od niego, aby poczuć ulgę.
Podnosi się lekko na łokciach, żeby zmienić swoją pozycję na półsiedzącą i dopiero wtedy znajduje w sobie odwagę, aby spojrzeć na Kenny’ego.
Wygląda tak dobrze, jak jeszcze nigdy wcześniej. Jego włosy są potargane, oczy przymknięte. Elmo czuje ukłucie czegoś niezrozumiałego, gdy Kendall zaczyna rozglądać się za własnymi ubraniami. Nie opuszcza go wrażenie, że nie wykorzystał oglądania go w tym przyjemnym, zrelaksowanym stanie tak bardzo, jak tego chciał.
Nagle przechodzi mu przez myśl, że być może za bardzo ociąga się ze wstaniem. I że może Kenny niekoniecznie chce teraz jego obecności. I że cała ta sytuacja jest już wystarczająco dziwna, a on tylko ją utrudnia.
Mogę iść jak chcesz – mówi, przemykając wzrokiem po wciąż jeszcze odkrytej klatce piersiowej Weaversa. – To znaczy jeśli wolicie obejrzeć ten film sami. Nie mam nic… – chce powiedzieć „przeciwko”, ale w ostatniej chwili zdaje sobie sprawę z tego, że brzmi to tak, jakby zajmował w tej relacji miejsce dające mu prawo do jakiegokolwiek sprzeciwu. – To znaczy… to właściwie brzmi dla mnie logicznie – poprawia się, czując jak ze stresu przyspiesza mu bicie serca. – Że możecie chcieć pobyć sami – kończy i nawet zdobywa się na beztroski uśmiech, który ma potwierdzić jego zrozumienie wobec jakiejkolwiek odpowiedzi Kendalla.

kendall weavers
Ostatnio zmieniony wt wrz 01, 2026 4:35 pm przez eliel m. saynsberry, łącznie zmieniany 1 raz.
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

001
i pull and i pull at the thread
it's making me pop

{outfit}


Jest dziwnie.
To znaczy…
Na początku było niezręcznie i nieco krępująco, ale gdy pierwsze bariery puściły – zaskakująco przyjemnie, choć pozostawia to Kenny’ego z uczuciem niedosytu, jakby nie do końca wykorzystał sytuację, w jakiej się znalazł.
Można by pomyśleć, że widok innego mężczyzny całującego i dotykającego Sage powinien wywołać w nim zazdrość i irytację, ale gdy robił to Elmo i gdy patrzył na jego napięte mięśnie przy każdym ruchu, na jego jasnobrązowe loczki plączące się z długimi, jasnymi włosami Sage i na jego dłonie przesuwające się po jej nagim ciele, wszystko to jedynie bardziej go rozpalało. Jemu musiał wystarczyć wymieniony na początku pocałunek, nieco niezdarny, ale niesamowicie ekscytujący, i parę przypadkowych otarć. Trudno więc nie odczuwać niedosytu.
Rześki powiew wiatru wciskającego się do pomieszczenia przez otwarte przez Sage okno przyjemnie chłodzi jego rozpalone policzki. Odprowadza ją wzrokiem do łazienki, ale jest chyba jeszcze nieco zbyt zamroczony, by odczuwać krępację z powodu tego, że zostają z Elmo sami. Spogląda na niego, na jego włosy w lekkim nieładzie i zarumienione policzki, przemyka wzrokiem po jego klatce piersiowej, aż do tych bokserek w syrenki, które właśnie na siebie naciąga i które sprawiają, że uśmiecha się kącikiem ust z rozbawieniem. Gdy znów zerka na jego twarz, ich spojrzenia się spotykają i choć powinno to wywołać większe skrępowanie, nie odwraca wzroku od razu.
Nie, zostań – odpowiada automatycznie, podciągając się do góry, do pozycji siedzącej. Jeśli Sage zaproponowała mu, by został, nie zamierza wbrew jej woli, próbować się Eliela pozbyć, choć po tym wszystkim, co się między ich trójką wydarzyło, wspólne oglądanie filmu wydaje się conajmniej dziwne. – To znaczy, jeśli chcesz – dodaje jednak, zostawiając mu furtkę do tego, do tego, by od nich uciec. Nie chce, by czuł się do czegokolwiek zobligowany. On sam na jego miejscu prawdopodobnie potrzebowałby chwili dla siebie, by na spokojnie przemyśleć wszystko, co się wydarzyło. Kendall i Sage byli jednak w nieco wygodniejszej pozycji, będąc ze sobą w związku.
Chcesz się czegoś napić? Piwa? – pyta jednak i podnosi się z łóżka, by w końcu założyć na siebie bokserki (zwykłe, szare, bez żadnych ekstrawaganckich wzorów), leżące dotychczas na podłodze. I gdy jest już znów całkiem ubrany, rusza z Elmo do kuchni. Wyciąga dwie butelki piwa, otwiera je sprawnym ruchem otwieraczem i podaje jedną z nich koledze (czy może k o c h a n k o w i?). Sam rusza do okna, by je otworzyć i usiąść na blacie, po czym sięga po paczkę fajek leżącą na parapecie i odpala jedną z nich. Sage nie lubi, gdy pali w domu. W ogóle za tym nie przepada, ale jakoś akceptuje fakt, że ostatnim czasem znów popala, tak długo jak robi to na zewnątrz. Kiedy jednak po wszystkim, co między nimi zaszło, siedzi z Elmo, który wydaje się dość skrępowany całą tą sytuacją, Kenny zresztą wcale niewiele mniej, czuje potrzebę, by zrobić coś z rękoma, skupić się na czymś innym, niż cała ta pojebana sytuacja, w jakiej się znaleźli. Spogląda na niego ostrożnie, zanim upija nieco ze swojej butelki, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć. – O co chodzi z syrenkami? – pyta, wskazując okrężnym ruchem dłoni na miejsce, w którym się znajdowały, chociaż teraz były zasłonięte materiałem jego spodni.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Chce zostać.
To właśnie najbardziej go krępuje.
Naturalniej byłoby poczuć wstyd i pragnienie, aby jak najszybciej stąd uciec, łudząc się, że przejście przez przeszklone drzwi i pokonanie trawiastego, nisko przystrzyżonego odcinka dzielącego wejście do domu Sage i Kendalla od prowadzącej w tę część Guildwood drogi wymaże skutki tej bezmyślnie podjętej decyzji. Jeszcze nie wie, czy w takiej wersji wydarzeń rozsądniej byłoby już tutaj nie wracać (i rozmawiać z Sage i z Kendallem tylko podczas przypadkowych spotkań na mieście, serdecznych, ale krótkich; jak gdyby fakt, że zna już smak ich ust i wie jak wyglądają ich ciała pod ubraniami nie był wystarczająco drastyczny, aby całkowicie ukrócić tę znajomość, lecz jednocześnie wyżłobił w ich przyjaźni rysę, której nie da się zignorować), czy odwiedzać ich tak jak dotąd – lekko, bez zapowiedzi, zasiadając się w ich salonie do zbyt późnych godzin i zapamiętując na ich temat szczegóły, które reszta ich normalnych znajomych prawdopodobnie lekceważy. Ostatecznie, tak mu się wydaje, którakolwiek z nich byłaby lepsza niż zostanie tutaj, z Kendallem, rozmawiając o niewiadomo czym, kiedy jego narzeczona (ta sama, której krzywiznę bioder Elmo poznał nieco zbyt dobrze, i która w rozgorączkowanym szepcie wypowiadała raz jego imię, a raz imię Kenny’ego) bierze prysznic.
Napływ logicznych myśli i rozsądniejszych wyjść z całej tej przedziwnej sytuacji zostaje gwałtownie odcięty, gdy Kendall daje mu do zrozumienia, że jego obecność mu nie przeszkadza. Dopiero po usłyszeniu jego słów („zostań”, które przyjemnie odbija się echem w klatce piersiowej Eliela) swobodniejszy oddech staje się czymś naprawdę osiągalnym.
Patrzy na niego jeszcze przez dłuższą chwilę. Bez skrępowania, za to z nienatarczywą ciekawością. Mimo tego co wydarzyło się tutaj pomiędzy całą ich trójką, jego zainteresowanie Kendallem nie jest zaspokojone nawet w stopniu umiarkowanym. Zastanawia się jak by to było, gdyby przeciągnął ich pocałunek do czegoś dłuższego i bardziej intensywnego. Albo gdyby w trakcie spróbował dotknąć nie tylko Sage, ale też jego.
Zostanę – decyduje w końcu, kiedy Weavers zaczyna się ubierać, skracając tym samym jego rozmyślania. Elmo robi to samo. Najpierw wciąga na siebie spodnie, a później koszulę, cały czas zerkając kątem oka w stronę odwróconego tyłem Kenny’ego.
Jak popieprzone jest to, że ma nadzieję, iż nie jest to jedyny raz, kiedy zapraszają go do swojego łóżka? I że przy kolejnym będzie mieć okazję naprawdę dotknąć jego ciała?
Nawet nie wie, dlaczego tym razem tego nie zrobił. Może mimo akceptacji propozycji, którą złożyła mu Sage, wciąż są w nim ślady jakiegoś zmieszania (bo jakim cudem przeskoczył od wstrzymywania się od relacji z kimkolwiek do bycia z dwiema osobami na raz?). Albo może potrzebuje usłyszeć z ust Kenny’ego to samo zapewnienie, które padło z ust jego narzeczonej – że chcą tego razem.
Rusza za nim w kierunku kuchni, dla zwolnienia szybkiego bicia serca licząc każdy swój kolejny krok. Po piętnastym wreszcie dostrzega żółty, przygaszony błysk rzucany przez taśmę świateł zamocowaną pod górnymi szafkami kuchennymi.
Piwo brzmi dobrze – mówi, ganiąc się w myślach za to, że nie potrafi poprosić Kendalla o nic innego. Nie powinien pić. Ostatnim razem postanowił sobie (a raczej swojej matce, która zrobiła mu tyradę na temat skutków łączenia alkoholu z jego lekami), że przestanie to robić. – Dzięki.
Chwyta przekazaną mu butelkę, a potem siada na krześle przy małym, kwadratowym stole. Ma z niego bardzo dobry widok na usadowionego na kuchennym blacie Kenny’ego, choć ponieważ żaden z nich nie włączył górnego światła, kontury jego sylwetki są wyraźniejsze niż wyraz jego twarzy.
Pytanie Weaversa sprawia, że Eliel opuszcza spojrzenie na swoje spodnie i uśmiecha się kącikiem ust.
O boże – parska, bo nie wie od czego zacząć. – Nie śmiej się – uprzedza zanim bierze głęboki oddech. – Kocham syreny. Tak naprawdę mocno. Mogę ci zacytować przypadkowe teksty z „H2O – wystarczy kropla” i znam na pamięć wszystkie piosenki z „Małej Syrenki" – mówi, z trudem utrzymując powagę. Ilekroć zaczyna o tym opowiadać, ludzie podejrzewają go strojenie sobie z nich żartów. W normalnych sytuacjach niespecjalnie obnosi się ze swoją miłością co syren, ale Kenny ma tę przewagę, że zobaczył już jego niefortunne bokserki. – Jak miałem czternaście lat to założyłem na internecie forum miłośników syren. Nazwałem je Kroniki Głębin – tym razem już nie wytrzymuje i śmieje się, kręcąc głową. – Nie masz pojęcia ile ludzi ma kręćka na punkcie syren. I to takiego jeszcze większego niż ja. Szukają ich, kupują różne amulety, wstawiają instrukcje na to jak zamienić się w syrenę. Czasami nie czuję się godny bycia administratorem tego forum. Bo wciąż działa. I jesteśmy otwarci na nowych użytkowników, gdybyś chciał dołączyć.
Jeśli w tym momencie robi z siebie idiotę, jest to rozsądną ceną za stworzenie pomiędzy nimi nieco mniej napiętej atmosfery.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nie do końca dociera jeszcze do niego, co dopiero co się wydarzyło. Wszystko działo się tak szybko. W jednej chwili siedzieli, pili i rozmawiali ze sobą jak zwykle, a w drugiej już zdejmowali z siebie ubrania i dotykali swoich nagich ciał. Teraz wspomnienie niezręcznego masażu pleców Elmo wydawaje się niczym w porównaniu do tego, co się między nimi wydarzyło. Miał okazję zobaczyć nieco więcej niż odkryte plecy, z bliska i w całej okazałości. I szczerze mówiąc, nie ma pojęcia jeszcze, jak się z tym czuje, choć ma wrażenie, że mimo wszystko mniej niezręcznie niż wtedy, gdy spotkał go w pracy.
Zastanawia się, kiedy plan trójkąta narodził się w głowie Sage. Czy była to całkowicie spontaniczna decyzja, wywołana jednym zbyt długim spojrzeniem wymienionym z Elmo, czy może pierwszy impuls pojawił się nieco wcześniej? Choćby wtedy, gdy jednego wieczoru, gdy grając w pijacką grę, wymieniali się informacjami na temat swoich doświadczeń seksualnych; może wtedy, gdy żadne z nich nie sięgnęło po swoją butelkę, gdy Sage przeczytała z kartki nigdy nie uprawiałam seksu z więcej niż jedną osobą na raz. A może wtedy, gdy po powrocie z pracy, opowiedział jej o wizycie Elmo, a ona mimowolnie wyobraziła sobie jego dłonie na nagich plecach ich kolegi? A może znacznie wcześniej, zanim poznali Eliela, gdy spotykali się już od jakiegoś czasu i Kenny wspomniał o swoich poprzednich relacjach z mężczyznami, a jej przemknęło przez myśl, że nadejdzie taki dzień, że nie będzie mu wystarczać, że zatęskni za doświadczeniami, których nie mogła mu zapewnić i gdy ogień w ich związku przygasł, uznała, że oto właśnie nadszedł ten moment i choć przyczyna osłabnięcia ich relacji była kompletnie inna, wiedziona przeszłymi obawami, uznała, że jedynym rozwiązaniem, by ją ożywić, było zaproszenie Eliela do ich wspólnego łóżka. Może powinni o tym porozmawiać, ale nie wie nawet, jak. Póki jest z nimi Elmo, mogą odłożyć wszelkie rozmowy na później. I tak robią tak już od jakiegoś czasu.
Niemal zakrztusza się dymem papierosowym, gdy słyszy odpowiedź Elmo. Odchrząka jedynie, próbując sobie ułożyć w głowie to, co właśnie słyszy. Nie jest pewien, czy właśnie z niego żartuje, czy mówi poważnie, ale na wszelki wypadek nie śmieje się, tak jak go o to prosił. Ostatecznie jednak uznaje, że nie jest to żaden żart i naprawdę dopiero co oglądał nago chłopaka o imieniu Elmo, zafascynowanego syrenkami i nie tylko jest pełnoletni, co nawet starszy od niego!
– Wiesz, że brzmisz trochę tak, jakbyś próbował mnie zwerbować do sekty? – pyta z rozbawieniem, zanim znów zaciąga się papierosem. Trudno jest zachować powagę, ale jednocześnie nie wyśmiewa się z tego w żadnym stopniu. Właściwie jest to całkiem intrygujące. – Nie oglądałem ani tego, ani tego. Możemy później obejrzeć Małą syrenkę to będziesz mógł się popisać swoją znajomością tekstów piosenek – proponuje, poprawiając się na blacie. Proponowane przez Sage Lighthouse może jest nieco zbyt ambitne, jak na ich obecny stan, a on jest ciekawy tej zafascynowej syrenkami strony Elmo, o której się właśnie dowiaduje.
– Masz więcej bielizny w syrenki? Chowasz w szafie ogon na specjalne okazje? – zadaje mu ważne pytania, przyglądając mu się uważnie. Nie wie, czy chce oglądać Elmo w ogonie syrena, ale w kolejnych bokserkach w ten wzór? To prędzej. O ile jeszcze będzie miał okazję.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nie jest w tamtym momencie sobą. Nie w stu procentach. Już nie przez leki, chociaż one też sprawiają, że nosząc swoje utożsamiane z szalonymi pomysłami, głośnymi wybuchami śmiechu i bezkresną energią imię, czuje się jak oszust. Tego wieczoru chodzi o coś innego. O to, czego nie doświadczył nawet znajdując się na szczycie jakiegoś ze swoich maniakalnych epizodów. O to, co parę razy przewinęło mu się przez myśli i co zawsze nerwowo z nich wyganiał. O to, kim wydaje mu się, że nie jest.
Czuje jak adrenalina, która jeszcze chwilę temu rozsadzała całe jego ciało, powoli schodzi, pozostawiając go w ogłupieniu. Czy wszystko, czego właśnie doświadczył zdarzyło się naprawdę, czy tylko sobie to wyobraził? Zastanawia się nad tym, wpatrzony w otoczonego dymem Kenny’ego. Nigdy wcześniej nie widział go palącego; może jest to znak, którego Eliel potrzebuje do potwierdzenia swoich przypuszczeń – że tylko to sobie wyobraża? Spuszcza jedną ze swoich dłoni na siedzenie krzesła i próbuje uszczypnąć się w schowane pod stołem udo. Automatyczna odpowiedź ze strony receptorów nerwowych daje mu do zrozumienia, że odpłynął za daleko. Kenny i Sage naprawdę zaprosili go do swojej sypialni.
Z nerwów mówi trochę za dużo. Uświadamia go w tym wymieszane z niedowierzaniem rozbawienie, które odbija się na twarzy Kendalla. Jest już jednak za późno, żeby parsknąć i powiedzieć, że tylko żartuje. Zresztą Elmo nie wie czy w ogóle chce to robić. Wyrósł już ze wstydu swoją fascynacją syrenami. Gia, której jako pierwszej otwarcie się do tego przyznał, na pewno miała w tym jakiś swój udział. Pamięta jej zafascynowany wzrok, gdy pewnej nocy opowiedział jej o syrenach wszystko, co wiedział. Nie miał wyboru. Podczas późnego spaceru, na który wyciągnął ją przez swoją bezsenność, gapił się na świecący w całej swojej okazałości księżyc tak długo, że Gia zapytała go o to, czy przypadkiem nie jest wilkołakiem. Żachnął się na nią (jak typowy syreniarz w zaawansowanym stadium swojego zaburzenia) i opowiedział jej o księżycowym zaklęciu. Później poszło samo. Gia, jak większość ludzi, nie miała pojęcia o co mu chodzi, więc musiał bardziej szczegółowo się z tego wytłumaczyć.
Nie jesteśmy sektą! – oponuje od razu. Z pewnym opóźnieniem zdaje sobie sprawę z tego, że to gorączkowe zapewnienie jest dokładnie czymś, czym próbowałby się wybronić jakiś członek sekty. – To znaczy… może jesteśmy? – Nie wie, jakie warunki musi spełnić dana organizacja, aby została uznana za sektę. Nigdy nie zagłębiał się w tę terminologię. – Musiałbyś nas zdiagnozować jako grupę – decyduje w końcu, pozwalając sobie na lekki uśmiech. Wciąż jest mu trochę dziwnie. Jego ciało czuje się lekkie, a jego głowa – ciężka. Poczucie bycia w nieodpowiednim miejscu odpuszcza bardzo powoli. Elmo zapomina o nim właściwie dopiero w momencie, gdy Kenny daje mu do zrozumienia, że nie zna żadnych kinowych hitów o syrenach.
Ciemne oczy rozwierają się w szoku.
Nie znasz Małej Syrenki?! – pyta głośno. Jeśli jeszcze chwilę temu nie był pewien co do tego czy należy do jakiejś sekty, w tym jednym momencie wszystkie jego wątpliwości powinny zniknąć. – Żartujesz? – Wydaje mu się, że wszystkie dzieci oglądają Małą Syrenkę. Nawet te niecierpiące na syreniarstwo. – To jakie bajki oglądałeś jak byłeś mały? – pyta , lekko marszcząc brwi. Jego wyraz twarzy zmienia się, kiedy Kenny proponuje, aby wymienili Lighthouse na jego ulubiony film z dzieciństwa. – To nie jest dobry pomysł – zaprzecza, twardo kręcąc głową. – Czasami przy niej płaczę. Wolałbym, żebyście mnie takiego nie widzieli.
Powaga, z którą wypowiada te słowa nie powinna pozostawić Kenny’emu żadnych złudzeń. Mała Syrenka nie jest filmem na ten dzień.
Usłyszawszy jego kolejne pytania, milknie na chwilę. Szczera odpowiedź staje mu w gardle, gdy zdaje sobie sprawę z tego, że Kendall się z niego naigrywa. Albo takie odnosi wrażenie.
Śmiejesz się ze mnie – stwierdza niepewnie. Zamglona od dymu i prawie niewidoczna przez nieodpowiednie światło twarz Kendalla wcale nie pomaga mu w odczytaniu jego prawdziwych intencji.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nie myśli o tym, w jaki sposób mogłoby to wpłynąć na ich relacje. Może jest jeszcze za wcześnie na to, by bardziej się nad tym zastanawiać, jednak gdy patrzy na Elmo, nieco zmieszanego, choć wciąż chętnego, by spędzić z nimi więcej czasu, można przypuszczać, że nadal będzie obecny w ich życiach, skoro nie uciekł w popłochu, zakładając na siebie ubrania w pośpiechu, balansując na jednej nodze.
A skoro tak, jak mają przejść nad tym do porządku dziennego? Czy mają udawać, że nic się nie wydarzyło, spotykać się ze sobą tak, jak wcześniej, oglądać razem filmy i grać w planszówki, jak gdyby nigdy nic? Zapomnieć o tym, że widzieli swoje nagie ciała i że na zbyt krótką chwilę ich usta połączyły się w pocałunku? Wydaje się to trudne, szczególnie, gdy odczuwa się taki niedosyt i ma się chęć, do której nie chciałby się przyznać, by to powtórzyć. Uznać ten jeden raz jedynie za pierwszy krok, za zwykłą próbę dotarcia się i sprawdzić, jak będzie im za drugim razem.
Jednocześnie nie myśli o tym, w jakiej sytuacji stawia to Elmo, tego, który jest kimś z zewnątrz, gdy Kenny i Sage mają siebie nawzajem, są na własnym terenie, w swoim łóżku, do którego kładą się razem każdego dnia. Mają w tym układzie pewną przewagę, nie da się tego ukryć.
To, że niedługo po tym, jak poznawali się z zupełnie innej strony, rozmawiają o syrenkach jest jednocześnie niesamowicie dziwne, jak i pomocne. Wydaje się, że unikają w ten sposób wszelkich niezręczności, które mogłyby wypłynąć po tym, jak dotarłoby do nich z całą mocą, co właśnie zrobili. Tymczasem Kenny patrzy na Elmo z delikatnym rozbawieniem wymieszanym ze zdumieniem, bo absolutnie nie spodziewa się tego, że rozwinie się to w taki sposób.
– Musielibyście być chyba bardziej odcięci od świata zewnętrznego, ale szczerze mówiąc, to nie znam się – stwierdza, wzruszając ramionami. Nigdy nie był w żadnej sekcie, więc jedyne informacje, jakie ma pochodzą z jakichś filmów czy seriali, które oglądał. Wydaje się jednak, że są one znacznie bardziej szkodliwe niż forum o syrenkach, na którym ludzie umieszczają bardzo niewyraźne zdjęcia, na których podobno można się dopatrzeć syrenki albo takie nieco podkręcone przez AI, na którym domniemana syrenka ma dziwnie wykręcony ogon i łuski bez kształtu, a autor wpisu zarzeka się, że naprawdę zrobił to zdjęcie, płynąc po Zatoce Meksykańskiej. Przynajmniej tak sobie wyobraża tę grupę Kenny, czując jednocześnie ogromną potrzebę, by na nią zajrzeć i przekonać się na własne oczy, co takiego się na niej dzieje i kim jest w niej Eliel Seynsberry.
Nie tylko w grupie, bo wraz z nowymi informacjami (fascynacja syrenkami i uczestnictwo w seksie grupowym) wydaje mu się, że obraz tego, kim jest Elmo mu się nieco rozmywa. Najwidoczniej jest kimś, kogo nie można zamknąć w sztywnej ramie i zaszufladkować w jakikolwiek sposób, a przez to jest jeszcze bardziej fascynujący niż wcześniej.
– Nie wiem, różne – odpowiada nieco unikowo, wzruszając ramionami. To nie tak, że nie widział żadnych bajek. W niektórych domach miał większy wybór, w innym żaden lub prawie żaden. W innym duży wybór wcale nie oznaczał, że dotyczyło to również jego. Tak czy inaczej, obejrzał co nieco, ale z Małą syrenką nie miał okazji się zapoznać. – Naprawdę? – pyta, unosząc do góry brwi. – A co takiego cię tam tak wzrusza? – dopytuje i zaciąga się po raz ostatni papierosem, zanim gasi go w umieszczonej na parapecie popielniczce. Kiedy kończy, zostawia okno otwarte, a sam przysiada się do Elmo, zajmując miejsce na przeciwko niego.
– Nie śmieję się, Elmo. Jestem ciekawy. Myślałem, że tego wieczoru wszystko przed sobą odsłaniamy – odpowiada bardzo poważnie, w żadnym wypadku nie słychać po nim rozbawienia. Właściwie to naprawdę jest tym całkiem zaciekawiony, w żadnym wypadku nie po to, by z niego szydzić. – Jaki kolor? – dopytuje, patrząc mu prosto w oczy.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wydaje mu się, że w tamtym momencie widzi Kenny’ego po raz pierwszy.
Miał okazję patrzeć na niego już wiele razy (jeszcze gdzieś pomiędzy pierwszym a piątym liczył te spotkania, uważając je za coś nadzwyczajnego; wini za to ukrywanie się w domu rodziców, które nie sprzyja rozwijaniu przyjaźni, i nierozpoznających go na ulicy znajomych z przeszłości), ale zawsze był przy tym jakiś szum. Głośna, optymistyczna Sage, zawsze ściągająca na siebie najwięcej uwagi; domagający się czułości Omlet, którego merdający wesoło ogon śmiesznie smaga po łydkach; gry planszowe, zmieniające trajektorię spojrzeń w taki sposób, że zamiast się krzyżować, patrzą na wyciągane na środek karty, liczą znikające z puli żetony i wodzą za przesuwającymi się pionkami; piwo, które syczy cicho przez uciekający z niego gaz; puszczane w tle filmy, kiedy rozmawiają o banałach; brzęczenie owadów w ogrodzie, gdy Elmo pokazuje coś Sage, a Kenny stoi obok i przypatruje się ich dwójce w milczeniu. Dotychczas Kendall zawsze był za mgłą; stały element tła, który nieczęsto daje o sobie znać, a którego brak Eliel i tak (tak sobie mówi) by zauważył. Teraz jednak, siedząc na wysokości zmuszającej wzrok Elmo do bardziej świadomego skupienia, jest inny niż zwykle. Wyraźny i niezakłócony przez żadne inne bodźce, nagle zaczyna wyglądać bardzo prawdziwie.
Jest to wniosek tak dziwny, tak mącący w głowie, że Saynsberry opuszcza spojrzenie na jego wiszące w powietrzu nogi.
To chyba jednak nie jesteśmy – podsumowuje, potrząsając głową. Jego usta wyginają się w uśmiechu, gdy w jednej chwili przypomina sobie coś zabawnego. – Chociaż mało brakowało. Mamy takiego użytkownika, Leo. Pięćdziesiąt lat, żona, trójka dzieci. Widzieliśmy się raz czy dwa. Oczywiście na plaży. – Prycha, gdy przypomina sobie w pełni dorosłego, nieco tęższego faceta z bardzo owłosioną klatką piersiową rozprawiającego o syrenach. – W każdym razie Leo kiedyś prosił mnie, żebym zmienił ustawienia forum na prywatne i wpuszczał na nie tylko poważnych i zainteresowanych tematem użytkowników, bo odkryła nas jego żona i zaczęła robić mu o to wszystko wyrzuty. Coś o tym, że za mało zajmuje się dziećmi i tylko siedzi w internecie. – Marszczy nos i unosi wzrok na Kendalla. Właściwie nie oczekuje, że Weavers mu uwierzy. Cała ta historia brzmi bardzo niedorzecznie. Tak samo jak sam fakt istnienia forum dla miłośników syren.
Przekrzywia głowę, patrząc na Kenny’ego ostrożnie. Ludzie raczej lubią mówić o swoich ulubionych bajkach z dzieciństwa. O tym jak często je oglądali, jakie mieli z nimi gadżety, jak wdrażali je w zabawy z przyjaciółmi. Właściwie zazwyczaj są to jedne z ich najmilszych wspomnień.
Masz jakąś ulubioną? – pyta. – Oprócz Shreka – zaznacza od razu. To się nie liczy, bo o tym Elmo już wie.
Pytanie Kenny’ego jest niewygodne. Fakt, że niespełna pięć minut wcześniej widzieli siebie nago wcale temu nie umniejsza; mówienie o tym, co wzruszało Eliela w Małej Syrence wydaje się zbyt intymne. Nie opowiada o tym żadnym swoim normalnym przyjaciołom. Z drugiej strony – nie ma też w zwyczaju uprawiać seksu ze swoimi przyjaciółmi i ich partnerkami.
Chyba… – Nabiera powietrza do płuc, postanawiając nie być głupim. – Chyba zawsze coś innego. Kiedyś to, jak Ariel fascynuje się światem na ziemi. Jak zbiera wszystkie te małe przedmioty, do których ludzie nie przywiązują większej wagi i uważa za piękne. – Niekomfortowo poprawia się na swoim krześle, gdy Kenny usiadł naprzeciwko niego. – A ostatnio bardziej bardziej wzrusza mnie Tryton. Jej ojciec.
Bliska obecność Kendalla uniemożliwia mu wyjaśnienie dlaczego dokładnie tak bardzo wzrusza go postać, którą widzowie widzą na ekranie przez maksymalnie pięć minut. Wydaje mu się, że i tak powiedział za dużo. Kenny wcale nie musi o nim tego wiedzieć.
Unosi wzrok. Nieskrępowane spojrzenie ciemnozielonych oczu sprawia, że coś przewraca mu się w żołądku. Zbywa to poczucie nieprzekonanym uśmiechem i potrząśnięciem głową.
Mówię ci to w tajemnicy – zaznacza, nie myśląc w tamtym momencie o tym, że Kenny pewnie i tak przekaże to Sage, bo jest jego narzeczoną i na pewno mówią sobie o wszystkim. – Mam dwa. Jeden to ogon-koc i jest błękitny. A drugi to ogon do pływania, który mama kupiła mi na któreś urodziny. I jest turkusowo-fioletowy. Boże, to koniec – wzdycha i na chwilę ukrywa twarz w dłoniach, ale zaraz ją stamtąd wygrzebuje, żeby upić dwa porządne łyki piwa. – Nic już ci nie powiem – zarzeka się, czując jak jego policzki stają się coraz bardziej gorące. Czy w półmroku kuchni Kenny może to dostrzec? Czy Elmo w ogóle powinien się tym przejmować? – Twoja kolej. Powiedz mi coś żenującego – prosi, na wszelki wypadek przykładając jeden z policzków do zaciśniętej pięści. Zgiętą w łokciu rękę opiera na krańcu stołu, a spojrzenie zatrzymuje na Kendallu. Naprawdę ma nadzieję, że powie mu coś, co strząśnie z niego to poczucie nadmiernej ekspozycji.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Wbija mgliste spojrzenie w ledwie oświetloną sylwetkę Elmo, w zmierzwione włosy pozostające w atrakcyjnym nieładzie i niechlujnie założoną w pośpiechu bluzę – dowody na to, że obrazy w jego głowie nie są wytworem wyobraźni, a wciąż wyraźnym wspomnieniem ich wspólnego zbliżenia. Wydaje się to całkiem abstrakcyjne – teraz, gdy siedzą na przeciwko siebie i rozmawiają o głupotach, zupełnie tak jak wcześniej. A przecież wciąż czuje jego usta na swoich i wie, jak zarysowują się mięśnie na jego ciele.
Zastanawia się, o czym myśli i jak czuje się z tą sytuacją, ale choć mógłby go zapytać – nie robi tego. Może pewne rzeczy powinny zostać niewypowiedziane, wisieć nad nimi w jakimś nieokreślonym kształcie i nie zostać w żaden sposób zwerbalizowane. On sam nie wie, jak mógłby opisać to, co czuje, ale wie, czego nie powinien czuć – pewnego rozczarowania, że nie wykorzystał sytuacji bardziej, wiedziony przekonaniem, że Elmo nie czuje się w jego obecności wystarczająco komfortowo, by mógł przekroczyć kolejną granicę. Nie powinien zastanawiać się, jak byłoby poczuć go bardziej, mocniej, intensywniej, ale to robi i wydaje się to tak bardzo niewłaściwe, gdy jego narzeczona jest wciąż w sąsiednim pomieszczeniu.
To, na czym może i na czym powinien się skupiać to ta niewinna rozmowa – o bajkach, syrenkach i o grupach, które wydają się sektą, ale – c h y b a – nią nie są. Opiera więc łokcie na drewnianym stole i przygląda się z uwagą Elmo, gdy opowiada mu o mężczyźnie z sekty grupy.
– Ciekawe, czy pomyślała, że wolałaby odkryć, że ją zdradza, a nie, że chodzi na plaże wypatrywać syrenek i spędza godziny na forum – komentuje i upija łyk piwa. Spogląda niepewnie na twarz Elmo, myśląc, czy znowu nie poczuje, że się śmieje z niego lub tego, co robi. Nie jest pewien, jak się zachować, bo przecież wszystko, co wiąże się z tym tematem wydaje się kompletnie abstrakcyjne, a z drugiej – nie chce urazić Elmo. Wie, że mówi mu coś, czym nie dzieli się z każdym i bardzo to docenia. Z drugiej jednak strony jest to dla niego tak bardzo niezrozumiałe i nowe, że nie bardzo wie, w jaki sposób powinien mu odpowiadać.
– Chyba Toy Story przyznaje, wzruszając ramionami. Pamięta, jak obejrzał tę bajkę po raz pierwszy i jak zachwycony był tym pokojem wypełnionym zabawkami, każda z nich podpisana imieniem Andy, każda jego, z którą nie musi się z nikim dzielić, której nie musi pilnować i chować w obawie, że ktoś zrobi z niedobrego. Lubi ją oglądać, choć zawsze wywołuje w nim tęsknotę za życiem, którego nie przeżył – za spokojnym dzieciństwem, dobrym domem i zawsze własnym pokojem. – Ale tak, przede wszystkim Shrek dodaje z rozbawieniem. To Elmo już o nim wie. Przypominają mu się skarpetki, które wręczył mu przy okazji jednego z ostatnich spotkań – strasznie miły gest.
– Z powodu Lily? Pewnie chciałbyś spędzać z nią więcej czasu? – pyta, poprawiając wchodzące mu do oczu kosmyki włosów. Czasem zapomina, że Elmo jest o j c e m. Może dlatego, że nigdy nie poznał Lily – zna ją tylko z wspomnień o niej przez Eliela. Za każdym razem, gdy pojawia się ten temat, jest tak samo zszokowany ojcostwem Elmo, jakby kompletnie to do niego nie pasowało.
– Dobrze. Nie powiem tego nawet Sage – obiecuje i zamierza dotrzymać tej obietnicy. Nie uważa, że w związku trzeba mówić sobie absolutnie w s z y s t k o. Lubi mieć przestrzeń, której z nikim nie dzieli. Parę swoich spraw, o których inni nie muszą wiedzieć – małą szufladę, w której trzyma to, co chce zostawić tylko dla siebie i tam umieszcza mały sekret Elmo. – Hej, spokojnie, to wcale nie jest żenujące. Raczej… urocze – uspokaja go, patrząc na niego łagodnie. Uznanie, że nie ma w tym nic żenującego jest też wygodniejsze, bo wydaje mi się, że nie ma żadnej historii, która mogłaby to przebić i uspokoić w ten sposób Elmo.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Spięte mięśnie powoli wiotczeją. Nie tak sprawnie i szybko jak wtedy, gdy Elmo leżał przed Kennym z twarzą wciśniętą w zagłówek stołu do masażu i gryzł swoje wargi, byleby tylko w żaden niestosowny sposób nie zdradzić się z tym, jak przyjemnie było czuć jego dłonie na swoich plecach (gdy myśli o tym teraz, siedząc w jego kuchni po tym, jak widział nago nie tylko jego, ale również jego narzeczoną, to wręcz absurdalne), ale z każdym kolejnym, lekko wypowiedzianym słowem Kendalla stają się coraz miększe. Drewniane oparcie krzesła, zamiast ściskać jego plecy, zaczyna je podpierać. Spojrzenie ciemnobrązowych oczu łagodnieje, gdy okazuje się, że zapewniony brak oceny nie został mu obiecany tylko po to, aby wyciągnąć z niego coś wstydliwego. Że Kenny nie powie niczego Sage (co jest dziwne, bo Elmo mówił Gii absolutnie wszystko; ilekroć któryś z jego znajomych, zwykle po wypiciu dwóch albo trzech piw, nachylał się w jego stronę i konspiracyjnym szeptem zapowiadał, że zaraz mu coś zdradzi, ale Eliel nie może przekazać tego swojej żonie, on tylko śmiał się i kręcił głową; nie da rady, stary – albo zachowaj to dla siebie, albo pogódź się z tym, że Gia się dowie). Że może mimo nieoczekiwanego zwrotu, który obrał ich wieczór w chwili, w której Elmo zgodził się na prośbę Sage, nie dzieje się między nimi nic niepokojącego.
Uśmiecha się delikatnie. Jego żebra otwierają się, nagle pozwalając zrobić mu pełniejszy wdech. Elmo jest prawie pewien, że na krótką chwilę zapomniał, jak to jest świadomie oddychać.
Nie mam pojęcia – mówi pogodnym głosem. To konkretne wspomnienie zawsze go rozśmiesza. – Niespecjalnie chciał o tym rozmawiać. – Właściwie nie może mu się dziwić. Nie wyobraża sobie jak to jest – mieć pięćdziesiąt lat i wciąż fascynować się syrenami. Poniekąd czeka więc na to, aż pewnego dnia obudzi się i po wyjrzeniu przez okno stwierdzi, że morskie głębiny już go nie interesują, ale ma już prawie trzydzieści jeden lat i do dziś w żaden sposób nie zbliżył się do tej chwili. Być może to kwestia jeszcze kilku lat.
Skupiona, wciąż jeszcze trochę niepewnie rozpromieniona twarz (może powodem, dla którego nie może się w pełni zrelaksować, jest to, że robi się bardzo późno, a jego wciąż nie ma w domu [mało tego, wie, że jego mama na pewno go o to zapyta, a on będzie musiał skłamać]; a może chodzi o dobiegający z łazienki odgłos lejącej się wody, który nagle cichnie) zwraca się w stronę Kendalla z uśmiechem, który rozpływa się na ostrożnych ustach dopiero wtedy, kiedy Eliel przysuwa do nich butelkę i upija z niej łyk piwa.
Toy Story jest świetne – przyznaje, wcale nie czując się głupio z myślą, że właśnie rozmawiają o bajkach. Nie jest typem faceta, który interesuje się piłką nożną, samochodami, majsterkowaniem czy technologią, i w ogóle się tego nie wstydzi. Ba, wydaje mu się, że Kenny już to zauważył. – Czasami czuję się jak Rex, wiesz? – dodaje, ale w żaden sposób tego nie rozwija. Kendall wygląda mu na Cienkiego – tego też nie mówi. Może jest na to za wcześnie.
Temat Lily sprawia, że jego żołądek zawiązuje się w ciasny supeł. Znów przysuwa sobie szyjkę butelki do ust, bardziej po to, żeby coś ze sobą zrobić niż z pragnienia. Kenny i Sage wiedzą o tym, że Lily istnieje, chyba nawet raz pokazał im jakieś jej zdjęcie, ale nie mają pojęcia o całej reszcie. Po części dlatego, że Elmo nie ma tutaj zbyt wiele do powiedzenia. Lily niewiele robi i jeszcze mniej mówi. Przynajmniej do niego. Gia twierdzi, że czasami układa jakieś krótkie zdania. Mówi to po to, aby go pocieszyć, ale chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że efekt jej słów jest zupełnie odwrotny od zamierzonego. Co, jeśli Lily po prostu nie chce z nim rozmawiać? Albo jeśli jego przeciągająca się nieobecność w jej życiu sprawia, że jest w nim zbędny? Zazwyczaj wie, że Lily nie nienawidzi go za zrujnowanie ich rodziny – jest na to za mała – co nie zmienia faktu, iż część jego podświadomości podpowiada mu, że gdyby tak było, całkowicie by na to zasługiwał.
Tak – odpowiada krótko, przełknąwszy nieprzyjemną gulę, która formuje mu się w gardle za każdym razem, gdy przypomina sobie, że jego córka mieszka prawie pięćset kilometrów dalej, a on jest w Toronto i mieszka tak niewielkim osiedlu, że czasami nawet w drodze do najbliższego sklepu wpada na swoich starych znajomych ze szkoły. Miejscu, do którego powrotu nie przewidywał i które miało być tylko krótkim przystankiem na jego drodze do odzyskania stabilności; tymczasem jednak po roku mieszkania w domu swoich rodziców nie jest już pewien, czy kiedykolwiek je opuści. Nie, pamiętając o wszystkim czego dopuścił się bez wsparcia lekarstw.
Subtelne spojrzenie Kenny’ego ściąga go z powrotem do jego kuchni. Nie, właściwie nie jego. Jego i Sage. Ich wspólnej. Ta myśl popycha Elmo do odwagi. Nabiera powietrza do płuc, wreszcie zbierając się w sobie, a potem odchrząkuje.
Kenny, ja… chciałem cię zapytać… – zaczyna ostrożnie. Znów opuszcza wzrok na butelkę z piwem. Nerwowo stuka w nią palcami. – To pewnie głupie, bo wszystko już się zdarzyło, ale… czy ty… No wiesz, nie masz nic przeciwko temu? – poplątane słowa brzmią na bardziej zdesperowane niż Elmo tego chce. – Pytam, bo rozmawiałem o tym tylko z Sage i wy pewnie też to przegadaliście, ale chciałem się upewnić, czy… czy to w porządku. Dla ciebie – mamrocze i milknie, nagle niepewny czy zaczynanie tego tematu w ogóle jest dobrym pomysłem. Woda nie szumi już w tle, co oznacza, że Sage może lada moment otworzyć drzwi łazienki i w kilkunastu krokach znaleźć się razem z nimi w kuchni. Elmo błaga ją w myślach o to, aby poczekała jeszcze parę minut. Nie dlatego, że nie chce tu jej obecności, po prostu zależy mu na tym, aby usłyszeć, co myśli o tym wszystkim Kendall. Sam. Bez wyczekującego wzroku Sage i bez poczucia, że słowa, które wydostaną się z jego ust będą próbą uniknięcia niezręczności.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Kiwa głową i uśmiecha się łagodnie w ramach odpowiedzi. Nie ma nic więcej do dodania w temacie tajemniczego członka grupy, którego małżeństwo wisi na włosku przez jego wątpliwej jakości życiowe decyzje, więc po prostu milknie.
Cisza nigdy go nie przytłacza. Gdy inni, w momencie, gdy zapada milczenie, mówią cokolwiek byleby wypełnić nagle zbyt cichą przestrzeń nieokiełznanym strumieniem świadomości, on czuje się w niej całkowicie swobodnie. Nie robi się nerwowy, nie zastanawia się nad podwójnym znaczeniem milczenia i nie próbuje go zakłócić, jeśli tylko nie ma niczego sensownego do powiedzenia.
Sage z początku miała duży problem z tym, by go wyczuć. Wydawało jej się, że ten moment, gdy między nimi zapadała niezręczna dla niej cisza oznaczał, że jest nią znudzony (a jak w ogóle można było nudzić się w jej towarzystwie?), niezainteresowany lub na późniejszych etapach – zły. W końcu jednak uznała nawet, że tak jak normalnie cisza wprawia ją w pewien dyskomfort, tak przy Kendallu nawet pozostając w nienaturalnym dla niej milczeniu, czuje się swobodnie i komfortowo.
Elmo powinien być przyzwyczajony do tego, że Kenny nie mówi dużo, że czasem milknie na dłużej i nie próbuje włączać się do rozmowy na siłę. Dotychczas jednak zawsze towarzyszyła im Sage, która zręcznie i skutecznie wypełniała ciszę, sprawiając, że milczenie Kendalla nie było tak dotkliwe. Tym razem jednak są sami, nie słychać już nawet wody lejącej się strumieniem spod prysznica.
– Lubię Rexa – przyznaje z uśmiechem. Choć to postać z drugiego planu, to trudno sobie wyobrazić przygody głównych bohaterów bez tego lękliwego i niegroźnego dinozaura. – Chociaż wydaje mi się, że jesteś odważniejszy – stwierdza i przystawia do ust butelkę, by upić z niej nieco piwa. Wydaje się, że odwaga nie jest czymś, z czym Elmo kojarzy się jednoznacznie, a jednak jest tutaj nadal, po wszystkim tym, co się między nimi wydarzyło i co wymagało przecież wyjścia poza strefę komfortu, bo łatwiej pewnie przyjaźniłoby się z nimi dalej, nie wiedząc, jak pod ubraniami wyglądają ich nagie ciała. Kenny nie dowierzał w to, że Eliel mógłby się zgodzić, a jednak to właśnie się stało i co zaskakujące, nie wydaje się tym szczególnie zawstydzony. Może odrobinę wtedy, gdy Kenny patrzy na niego nieco dłużej w sposób inny niż dotychczas, nawet jeśli sam nie zdaje sobie sprawy z odmienności swojego spojrzenia. – Ja chyba nie utożsamiam się specjalnie z żadną postacią. Może czasem z Panem Bulwą. Z równoległego, pokręconego wszechświata, w którym z jakiegoś powodu spotyka się z Jessie – dodaje z rozbawieniem, bo połączenie tych postaci wydaje się nie tyle szalone, co niemal niestosowne. Chodzi jednak wyłącznie o charakter i temperament postaci, który jest od siebie tak diametralnie różny jak w przytoczonej bajce. A jednak mimo wszystko to wydaje się działać.
Wydaje się.
Na ten moment jednak, gdy wspomnienia zbliżenia są jeszcze dość żywe, nawet jeśli uczestniczyła w nim osoba trzecia, czuje, jakby z Sage był znów jedną całością – oni razem po jednej stronie, i po drugiej stronie – cóż – Elmo.
Unosi do góry brwi, czekając, aż Eliel zwerbalizuje to, co go zastanawia. Czeka cierpliwie, aż zbierze myśli i przekaże mu to, co chce, a gdy w końcu to robi, unosi do góry kącik ust, nieco rozczulony tym, co zaprząta myśli Seynsberry’ego.
– Elmo, gdyby to nie było dla mnie w porządku, to by do niczego nie doszło – odpowiada, przyglądając mu się uważnie. Teraz wydaje się już jasne, dlaczego Elmo był taki zachowawczy w swoich ruchach i dlaczego unikał kontaktu z nim w trakcie. – I jestem w stanie powiedzieć Sage nie, gdy coś mi nie pasuje, jeśli to sugerujesz – dodaje z rozbawieniem, jakby nie chciał, żeby ta rozmowa stała się nagle niezręcznie poważna. Choć mimo wszystko chyba wciąż taka jest. Szczególnie wtedy, gdy upija łyk piwa, jakby próbował dodać sobie odwagi i mówi:
– A tobie to pasowało? Bo… wydawało mi się, że nie czujesz się do końca komfortowo. W sensie… z moją obecnością? – wyrzuca i patrzy na niego wyczekująco, choć nie do końca wie, jakiej odpowiedzi oczekuje. Sam ma nadzieję, że Sage nie wejdzie w tym momencie do kuchni. Wie, że jeśli tylko pojawi się w pomieszczeniu, nie usłyszy żadnej odpowiedzi, że spojrzą na siebie z Elielem z krępującą niezręcznością i przejdą do bardziej neutralnego tematu.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
ODPOWIEDZ

Wróć do „#36”