Elmo z jednej strony wydaje się otwartą księgą, a z drugiej kompletną tajemnicą. Emocje widać na nim, jak na dłoni – szczególnie ta jego nerwowość ujawniająca się zarówno teraz, gdy siedzą razem w kuchni, jak i wtedy, gdy spotkali się w pracy Kenny’ego. Z drugiej strony wydaje mu się, że jest cała masa rzeczy, których o sobie nie mówi, które woli przed nimi ukryć, nawet jeśli już od jakiegoś czasu tak często się widują i rozmawiają. Z jednej strony Kendall to rozumie – sam roztacza przecież aurę tajemniczości, dość mocno dawkując informacje o sobie – z drugiej jednak, chce wiedzieć o nim więcej, bo jest całkiem fascynujący.
Trudno mu określić, co sprawia, że jest tak zainteresowany jego osoba. Bezpiecznie uznaje to za naturalny objaw tego, że po prostu stają się sobie bliżsi (nie tylko fizycznie). Z ulgą więc przyjmuje fakt, że Elmo się nie wystraszył po tym, co się wydarzyło (choć przecież nadal istnieje szansa, że to się wydarzy, gdy tylko wyjdzie i zostanie z tym wszystkim sam), bo od jakiegoś czasu powoli staje się istotną osobą w życiu Kendalla.
Proces zaprzyjaźniania się nie jest w jego przypadku najłatwiejszym. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak trudno jest się do niego dostać i jak łatwo jest się poddać w trakcie. Wie, że nie jest najbardziej otwartą osobą na świecie, że nie mówi zbyt wiele i czasem może wydawać się w najlepszym razie niezainteresowanym drugą stroną. W przypadku Elmo wszystko to jednak dzieje się tak naturalnie. I nawet niezapowiedziane wizyty, które zazwyczaj są dla Kendalla koszmarem, nie wydają się takie złe, gdy za drzwiami widzi Eliela. W jego towarzystwie czuje się dość swobodnie i bezpiecznie, odpowiada mu jego poczucie humoru, a gdy tak siedzą naprzeciwko siebie, dochodzi do wniosku, że lubi z nim rozmawiać. Nawet jeśli temat ich rozmowy jest całkiem niepoważny, przynajmniej do momentu, w którym Elmo nie przemyca kolejnej informacji o sobie.
Przygląda mu się uważnie, znad butelki z piwem. Lekko ściąga brwi i przez chwilę pozwala, by nastało między nimi milczenie, zanim w końcu przecina je ostrożnie pytaniem:
– Co masz na myśli? – pyta, odkładając butelkę na stolik. Wie, że Elmo odsłonił się przed nim już wystarczająco i ta na całkiem różne sposoby, ale i tak prosi go o rozwinięcie myśli.
– Nie musisz mówić, jeśli nie chcesz – dodaje jednak, bo nie byłby sobą, gdyby nie dał mu tej furtki. On przecież też nie odsłania się z łatwością i nie przepada, gdy ktoś za bardzo próbuje się zagłębić w to, co zatrzymuje dla się. Z drugiej strony jednak Elmo sam zaczął temat, więc pytanie nie wydaje mu się nie na miejscu. Jeśli jedno Seynsberry uzna, że to dla niego za dużo, nie zamierza na niego naciskać. Ma nadzieję, że Elmo wie o tym nawet bez tego przypomnienia, ale czuje się lepiej z tym, że wybrzmiało.
– Nie, raczej nie – przyznaje z rozbawieniem, bo faktycznie trudno byłoby nazwać go stuprocentowym Panem Bulwą. Może tylko dlatego połączenie z Jessie nie wydaje się aż tak szalone. Może trochę. Czasem. Myśli jednak, że różnice, które są między nimi, sprawiają, że nawzajem się dopełniają. Jego słabości są mocnymi stronami Sage, a to, co sprawia jej trudność, jest czymś naturalnym dla Kenny’ego. Dzięki temu mogą sobie nawzajem pomagać i uczyć się od siebie nawzajem.
I tylko czasem te różnice go przerastają. Bywa, że myśli o tym, czy mogą sprawdzić się na dłuższą metę, czy w końcu nie zaczną być tak widoczne i zauważalne, że zaczną go irytować, że to, co teraz jest łagodnym łaskotaniem, czasem nieco irytującym, a czasem przyjemnym, zacznie go swędzieć, uwierać, aż w końcu boleć, wypalać dziury i pozostawiać po sobie paskudne ślady. Nie wie, czy te myśli są właściwe, a obawy uzasadnione. Tak często dawał głosom w swojej głowie psuć dobre rzeczy niepotrzebnym złowróżeniem i szukaniem sygnałów ostrzegawczych tam, gdzie ich nie było. Z Sage w końcu mu się udało, nie mógł tego spieprzyć, jak każdej innej relacji w swoim życiu.
Wysłuchuje Eliela uważnie i stara się patrzeć na niego łagodniej, by nie wprawiać go w większe poddenerwowanie. Nie do końca je rozumie, nawet jeśli Elmo mu wyjaśnia. Najwidoczniej sam w swojej głowie stworzył pewną sytuację i dostosował do niej swoje działania. I choć nie rozumie procesu, który zaszedł w jego głowie, to to zagubienie w swoim wyobrażeniu o ludziach, ich intencjach i próbie dostosowania się do nich, nawet wtedy, gdy nie ma żadnych przesłanek do tego, wydaje się zrozumiałe. Na pewno na pewnym poziomie rozumie to ten mały Kenny, który zawsze starał się dostosować swoje zachowanie i postawę, by został zaakceptowany i chciany, by w końcu mógł zagrzać miejsce gdzieś na dłużej, by nie zostawał odesłany po raz kolejny i kolejny.
– To był pomysł Sage, ale decyzję podjęliśmy razem. I nie tak, jak się żartuje, że to nasza w s p ó l n a decyzja. Chciałem tego, okej? – mówi mu i instynktownie sięga dłonią do dłoni Elmo, co przecież kompletnie do niego nie pasuje, ale czuje, że takiego dodatkowego zapewnienia może potrzebować teraz Eliel. Pozwala sobie na ten gest na krótko, bo w końcu zabiera rękę.
– Następnym razem nie musisz się pilnować – dodaje, choć przecież jeszcze nie wie, czy
następny raz nastąpi. Nie rozmawiali o tym. Ani on z Sage, ani we trójkę. Dotychczas nie zastanawiał się nad tym, ale teraz, gdy te słowa padają, naprawdę ma nadzieję, że do tego dojdzie. Nawet jeśli nie wie, czy powinien i czy nie zagroziłoby to kiełkującej przyjaźni z Elmo. Nie wie też, czy Sage chciałaby powtórki, czy może ten jeden raz był dla niej wystarczająco satysfakcjonujący. On jednak odczuwa po tym jednym razie niedosyt i na tę chwilę wydaje się to całkiem nieszkodliwą rozrywką.
eliel m. saynsberry