Nie przeszkadzaj.
St. George ma żyzną ziemię i nieco ponad trzy tysiące mieszkańców, a Henrietta Ackworth nie jest wśród nich nikim specjalnym. Od początku czuje, że jest niechciana; jej ojciec ma nadzieję na syna, który przejmie gospodarstwo, kiedy on nie będzie już w stanie sam doglądać bydła i maszyn, a jednak dostaje córkę, która nie jest wystarczająco silna i uczy się zbyt wolno. Czasami coś jej spada, czasami coś rozlewa; bywa, że niesie wiadra z wodą i potyka się o własne nogi albo po karmieniu zwierząt zapomina zamknąć bramy. Nie jest do tego stworzona i chociaż próbuje – słucha gdy ojciec opowiada jej jak naprawić ogrodzenie i jak sprawdzić stan oleju w traktorze – wszyscy wiedzą, że nic z niej nie będzie.
W którymś momencie staje się o tyle przydatna, że zamiast pytać jak może pomóc po prostu robi to, co widzi że musi być zrobione, ale wtedy zwykle też coś idzie nie tak. Zawsze jest trochę krzywo, trochę niedokładnie albo trochę za wolno; raz nawet wraca do domu z płaczem i złamanym żebrem, bo zirytowana nieumiejętnym dojeniem krowa wreszcie strzela na nią nogą w bok. Rodzice skarżą się i kręcą głowami. Żaden z nich nie mówi tego głośno, ale wśród umęczonych
„oj, Hattie” i
„daj, dziecko, ja to zrobię” wybrzmiewa fakt, że nie jest córką, której by chcieli.
Trudno powiedzieć co boli bardziej – to czy złamane żebro.
Nie przynieś nam wstydu.
Długo walczy o to, żeby wypuszczono ją poza St. George. Wyjazd do miasta jest czymś większym niż tylko pogonią za wyższą edukacją. Jest inwestycją jej rodziców (przekonanych, że kiedy Hattie skończy
zarządzanie gospodarstwem, przyda im się do czegoś więcej niż tylko do przerzucania gnoju) i jej własnym marzeniem; wreszcie może wyrwać się z miejsca, do którego jawnie nie pasuje. Zobaczyć coś więcej niż swoją wioskę.
Większe miasto szybko uderza jej do głowy. Jak tylko zdaje sobie sprawę z tego, że może być w nim kim tylko chce, rośnie w niej pragnienie, aby sięgnąć dużo wyżej poza zasięg swoich rąk.
Po raz pierwszy nikt nie wie, kim jest, więc może zdecydować o tym sama.
Przepisuje się na aktorstwo zupełnie impulsywnie, tuż po tym jak jej koleżanka z pokoju w akademiku wspomina o rezygnacji jednej z kandydatek. Do osiągnięcia sukcesu wystarcza jej jeden podpis, jedno kłamstwo dopisane do oficjalnych dokumentów i jedna rozmowa, na której recytuje ćwiczony miesiącami przy krowach monolog Lady Makbet.
Przyjmują ją, a ona okazuje się w tym lepsza niż sądziła. Nie dlatego, że ma w sobie nigdy nieodkryty talent, ale dzięki umiejętności naśladowania innych ludzi oraz dyscyplinie, która każe jej nie zmarnować swojej szansy. Zawsze więc przygotowuje się dokładnie; powtarza teksty do znudzenia, stoi przed lustrem tak długo aż bolą ją nogi, ćwiczy akcenty i dykcję w drodze na zajęcia i wraca do tych samych scen po kilka, a czasem nawet kilkanaście razy dopóki nie ma pewności, że wszystko wychodzi jej świetnie.
Nauczyciele mówią jej czasami, że jest
techniczna. Komplement czy zarzut – dopóki działa, dla niej to bez znaczenia.
Nie kompromituj się.
Otworzenie się na kogokolwiek – zwłaszcza na drugą aktorkę, która zna więcej zagrywek od niej – jest błędem.
Nie udaje jej się nawet skończyć drugiego roku. Jej rodzice wchodzą w posiadanie wiedzy, której mieć nie powinni, pieniądze przestają przychodzić, pracownica sekretariatu cmoka z niezadowoleniem, gdy Hattie prosi ją o rozbicie płatności za studia na jeszcze mniejsze raty, zarządca akademika rozkłada ręce i każe jej znaleźć sobie coś innego.
Może nawet nie jest jej przykro, nie ma złamanego serca ani nie jest zła; czuje się po prostu głupio.
Jest głupia.
Gdyby nie była, bez problemu by to wszystko przewidziała.
Nie pokazuj się nam więcej na oczy.
Po powrocie do St. George okazuje się, że nie ma tam już dla niej miejsca.
Ani na farmie rodziców, ani nigdzie indziej, bo cała wieś wie o tym, co zrobiła i każdy twierdzi, że powinna się wstydzić.
Wraca więc do Toronto (po usłyszeniu kwoty, którą woła od niej kierowca autobusu zwyczajnie zaczyna płakać i to stojący za nią, starszy facet kupuje jej bilet) i, jak gdyby nigdy nie przestała być aktorką, wciela się we wszystkie role, które dostaje.
Kelnerka.
Sprzątaczka.
Recepcjonistka w salonie kosmetycznym.
Hostessa.
Odrzuca tylko te oferty pracy, które znajdują się zbyt blisko jej starego wydziału. Mimo to jej serce przyspiesza z przerażenia ilekroć widzi w tłumie kogoś, kto wygląda choć trochę jak któryś z jej znajomych z roku.
W końcu, po trzech latach, dostaje krzywy, cyniczny uśmiech od losu.
Na którymś z castingów do reklamy proszku do prania natyka się na Jamesa Norwooda – znanego w Ontario producenta filmowego. Jest dobrze ubrany, trochę oschły i starszy od niej prawie dwadzieścia lat.
Niedługo później Hattie zaczyna starannie pilnować tego, aby zawsze podawać ich różnicę wieku z dokładnością co do roku.
Dziewiętnaście brzmi lepiej niż
dwadzieścia, zwłaszcza w kręgach, w które wprowadza ją jako swoją
dziewczynę. Czasami dostaje od ludzi ze świata kina niewygodne pytania, a czasami tylko pogardliwe uśmieszki, ale udaje, że ich nie widzi.
James Norwood jest jej jedyną opcją.
Nie przesadzaj.
Rezygnacja z bycia sobą to niewielka cena za życie w dostatku i szansę na spełnienie tego jednego, wciąż żywego marzenia.
Właściwie po dwóch latach, gdy James wreszcie prosi ją o rękę, Hattie już nie do końca pamięta kim była zanim go poznała.
Dopasowuje się szybko, jak zawsze. Jak zawodowa aktorka, którą powinna być. Styl życia, rytm dnia, upodobania, nawet sposób mówienia. Wszystko układa tak, żeby się mu przypodobać.
Jej ciało tęskni za spokojem mniejszego miasteczka, ale James nalega, żeby zostali w Toronto jeszcze rok albo dwa. Hattie oczywiście się godzi. To bez znaczenia, że nie znosi panującego tutaj hałasu. I że korki doprowadzają ją do szaleństwa. I że życie w Toronto za bardzo przypomina jej o szansie na stanie się kimś.
Jest wdzięczna. Czasami śnią jej się ulotki i wreszczący na nią, bogato ubrani ludzie; widma jej życia przed poznaniem Jamesa.
Jest cierpliwa. I wierzy, że kiedy w końcu się pobiorą i przejmie jego nazwisko, rola w czymś ważnym, a nie tylko w reklamie szamponu, znajdzie się dla niej sama.
Jest szczęśliwa.
Musi być; ma przecież wszystko, czego potrzebuje.
Ciekawostki
x Przez długi czas była przekonana, że jej związek z Jamesem otworzy jej drzwi do świata filmu. Faktycznie pojawiła się w kilku reklamach i dostała parę drugoplanowych ról w jakichś nieciekawych serialach, ale nigdy nie zagrała w niczym większym. Mimo to czasami wciąż – w tajemnicy przed narzeczonym – zgłasza się na castingi i obsesyjnie sprawdza maila, aby sprawdzić, czy nie dostała od nikogo żadnego zapytania.
x Można by pomyśleć, że jako osoba, która zajmuje się wyłącznie domem i nie pracuje zawodowo ma mnóstwo wolnego czasu, ale wcale tak nie jest. Hattie ma manię sprzątania i potrafi czyścić łazienkę nawet trzy razy w tygodniu. Codzienne odkurzanie też jest dla niej normą. Nie chodzi nawet o to, aby utrzymywać pozory życia w idealnym otoczeniu; w chaosie, który nieco zbyt bardzo przypomina jej o jej rodzinnym domu, robi się naprawdę rozdrażniona.
x Bardzo lubi luksusowe rzeczy, ale panicznie boi się wyglądać
„tanio”. Obserwuje więc w mediach społecznościowych wiele kont, które tworzą poradniki o tym, jak ubierają się i zachowują kobiety z wyższych sfer, a także obsesyjnie analizuje maniery innych, otaczających ją ludzi. Bywa, że ugłaśnia zdania, z którymi się nie zgadza (
ten kawior jest przepyszny!) albo robi rzeczy zupełnie sprzeczne z samą sobą (na przykład zamawia wytrawne wino, chociaż od jego smaku niemal zawsze robi jej się niedobrze; bo
eleganckie kobiety przecież nie piją słodkich drinków).
x Choć dba o wygląd niemal obsesyjnie, większość jej rytuałów pielęgnacyjnych wynika bardziej ze strachu niż próżności. Jest przekonana, że jeśli przestanie być piękna, stanie się całkowicie zbędna i nieatrakcyjna dla swojego narzeczonego.
x Ma perfekcyjnie wyćwiczony śmiech – cichy, miękki określony kiedyś przez Jamesa mianem
uroczego. Prawdziwy jest znacznie głośniejszy, dodatkowo strasznie marszczą jej się przy nim oczy, więc nie jest korzystny dla jej cery.
x Dostała od Jamesa swoją własną kartę kredytową i może używać jej tak, jak tego chce. Mimo to daleko jej do typowej kompulsywnej zakupoholiczki, która trwoni pieniądze partnera. Przeciwnie – przed zakupem czegokolwiek obsesyjnie czyta opinie w internecie. Nieważne o co chodzi – czy o gumki do włosów, pobyt w hotelu, nowy kosmetyk czy ekspres do kawy. Zanim podejmie jakąkolwiek decyzję potrafi spędzić godziny na analizowaniu przeróżnych recenzji.
x Ma nawyk przepraszania za wszystko. Za to, że ktoś czekał na nią dwie minuty, za zbyt długie zastanawianie się nad zamówieniem, za to, że kichnęła albo odkaszlnęła, i że generalnie sprawia problem samym swoim istnieniem.
x Nie cierpi niespodzianek. James uważa to za aspekt jej
uroczej, kontrolującej natury, ale prawda jest taka, że brak planu autentycznie ją stresuje.
x Ma słabość do
behind-the-scenes z planów filmowych. Bardziej niż efekt końcowy interesuje ją to, jak wygląda cały proces tworzenia różnych produkcji.