ODPOWIEDZ
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Niektóre odczucia były silniejsze od jego woli. nachodziły go niespodziewanie i nie zostało nic innego, jak się im poddać. Kiedyś Kieran starał się z nimi walczyć, ignorując, ale szybko doszedł do wniosku, że tracił znacznie więcej energii na próbę zagłuszenia pragnienia, niż gdyby po prostu mu się oddał, pozwalając szaleć i wyzwalać głęboko ukryte tajemnice, które towarzyszyły mu niezmiennie od parunastu lat. Czuł, że ten sekret musi pozostać sekretem, bo konsekwencje byłyby zbyt wielkie. Ojciec nigdy tego nie zaakceptuje, dał mu to do rozumienia już w dzieciństwie, kiedy nieśmiało próbował przedstawić swój punkt widzenia. ten jeden jedyny raz chciał zrobić coś dla siebie wierząc naiwnie, że rodzice podzielą pasję, jak również fakt, że będzie miał coś swojego. Niestety, rzeczywistość okazała się znacznie brutalniejsza i od tamtego dnia, kiedy kategoryczne NIE utkwiło mu w pamięci, trzymał to głęboko w sobie, nie zdradzając nikomu. Było jego i tylko jego.
Dzisiaj pragnienie odezwało się ponownie. Działo na tyle irytująco, że młody prawnik nie potrafił skupić się na niczym innym. Nie powiodły się próby przeczytania kolejnej części Wampirzego Cesarstwa - książki, która ostatnio o dziwo zrobiła na nim wrażenie. Była dobrze napisana i urzekała, wielki plus. Nie powiodło się pisanie pracy semestralnej, która czekała na oddanie. Jak miał skupić się na wybronieniu wyimaginowanego klienta, kiedy nie potrafił skutecznie myśli pochwycić? Ach, cóż za denerwujące odczucie.
Wiedział, że jedynym wyjściem będzie po prostu uspokojenie pragnienia, które nażarte, da mu spokój na jakiś czas, wystarczający, by wrócił do normalności. Spakował do torby wszystkie potrzebne przedmioty i wykorzystując fakt, że w domu nie było jeszcze rodziców, skinął na Inez, dając jej tym samym do zrozumienia, że tego sekretu również musi dochować, wyszedł w ciemną noc. Było przyjemnie. Lekki wiatr, cisza zakłócana typowymi odgłosami miasta - przejeżdżające samochody, gdzieś rozmowy w pobliskich lokalach, szczekanie psa.
Zapakował wszystko do samochodu, kierując się w miejsce, które pojawiło się w jego głowie. Och, gwiazdy tam musiały wyglądać doprawdy wspaniale, a dokładając do tego księży, można było być świadkiem idealnej scenerii. Zaparkował auto możliwie jak najbliżej, gramoląc się z samochodu. Musiał wyglądać dziwnie - ubrany w ciemne kolory, z torbą, która skrywać mogła dosłownie wszystko. Gdyby ponosiła go fantazja, pewnie stwierdziłby, że co najmniej jak płatny morderca, który ma coś do ukrycia. W głowie Burreau jednak nie takie obrazy aktualnie krążyły. Skakały od pewnego zadziornego uśmiechu do tych cholernych gwiazd na niebie. Niebezpieczna kombinacja.
Poprawił ekwipunek i zaczął przedzierać się przez drzewa przeplatane krzakami. mało przyjemny spacer, ale poświęcenie nie było dla niego pierwszyzną. Jak się uparł nie było siły, która by go od tego odwiodła. Dodatkowo musiał korzystać, póki może wiedząc, że tylko w ciemne noce może pozwolić sobie być kimś, kim nie był na sali sądowej lub uczelnianej sali wykładowej. Wersją siebie, której poniekąd się wstydził, zachowując dla siebie.
Pogrążony w myślach nie zwrócił uwagi, że pobliski szelest nie należał do nocnego zwierzęcia. Był zbyt ciężki, chociaż umysł chłopaka zwyczajnie to zignorował, jakby miał jakieś klapki. Kto by pomyślał, że ta chwila nieuwagi szybko okaże się dość niebezpieczna.

Bowie Vance
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
Sugar, I don't know how you make it so sweet. The taste of you is all over my teeth and everything we need is in the sheets.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

How did it feel
when it came alive and took you
out of the black?
Na parking podziemny, pod budynkiem, w którym znajdował się apartament Bowiego, prowadziły albo schody, albo winda. Bowie jednak, niezależnie od tego, że mieszkał tutaj już ładne kilka lat, nigdy jeszcze ze schodów nie korzystał i kiedy odnalazł wzrokiem informacją, że winda nie działa — uprzednio dwa razy naciskając przycisk przywołujący — z zaskoczeniem odkrył, że i owszem, schody istnieją i autentycznie można po nich zejść do celu.
No i zszedł.
A nawet prawie spadł, bo skacząc po stopniach jak fleja, potknął się będąc prawie u celu i z trzech ostatnich schodów zjechał, szorując po krawędziach marmuru trampkami. Tylko cudem złapał ostatecznie równowagę, wypuszczając z płuc wstrzymane chwilę wcześniej powietrze, a w tym samym momencie poczuł wibracje telefonu, wsuniętego w kieszeń czarnych, skórzanych spodni. Wiadomość odczytał w trakcie marszu w stronę grafitowego merca, zaparkowanego niechlujnie na linii oddzielającej dwa miejsca parkingowe.
Odpisał, wysłał i zamyślił się, a ocknął dopiero, kiedy stanął przy drzwiach od strony pasażera. Zamrugał i zajrzał przez okno do środka, dopiero teraz przypominając sobie, że podczas ostatniego wypadu na domek za miastem ludzie (włącznie z nim) tak się skuli, że jego auto wyglądało jakby ktoś bezdomny mieszkał w nim co najmniej przez tydzień.
Strasznie nie chciało mu się tego ogarniać — chociaż ogarnianie ograniczało się do pojechania do detail shopu i oddania auta do gruntownego czyszczenia — więc wzruszył ramionami, wyciągnął tylko ze środka skórzaną kurtkę, po czym odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę zaparkowanego bliżej wyjazdu motoru. Wcisnął na głowę kask, zapiął kurtkę pod szyją i wyjechał z głośnym warkotem na ulicę, zajeżdżając przy okazji drogę jakiemuś, na szczęście ostrożnemu, kierowcy, który nie odważył się nawet na niego zatrąbić.
Podobało mu się, dawno nie jeździł swoim Nightshiftem i z zadowoleniem uznał, że dalej to kocha, szczególnie kiedy może dobrze się rozpędzić. Tristanowi by się to nie spodobało, ale jego przecież tutaj nie było. Może gdyby rozbił się na jakimś aucie (budynku, słupie, drzewie), to aktor wróciłby z tej cholernej podróży służbowej szybciej; może wtedy Bowie by tak bardzo nie tęsknił.
Uśmiechnął się do siebie krzywo i dodał gazu na prostym, długim odcinku drogi, w ostatniej chwili hamując przed zjazdem. Nie miał specjalnego planu na to, co ze sobą zrobić. Po prostu mu się nudziło. Nie był pewien ile czasu włóczył się po ulicach Toronto i obrzeżach, ale w pewnym momencie jego wzrok padł na zaparkowany przy lesie samochodów. Czasami zapominał twarze ludzi, imiona, w co byli ubrani i generalnie co z nimi w ogóle i kiedy robił, ale nie zapominał ich pojazdów.
A auto Kierana widział już nie raz.
Chwilę później, zostawiwszy uprzednio kask z motorem przy wspomnianym wcześniej aucie, zagłębiał się powoli w las. Po zmroku to miejsca miało swój niezaprzeczalny urok i zauważał to nawet tak nieoczytany człowiek, jak Vance. Może i nie zajmował się słowem pisanym, ale bez wątpienia był artystą. Szedł powoli i cicho, a to głównie dlatego, że nasłuchiwał. Polował. Wzrok szybko przyzwyczaił się do ciemności, a słuch wytężył, zwracając uwagę na każdy szelest i każdy trzask, kiedy gałązki łamały się pod naporem czyichś kroków. Kroków Kierana, jak się domyślił. Nie był więc zaskoczeniem fakt, że miał rację. Zmrużył oczy, przyglądając się przez chwilę temu, co znajomy właśnie wyprawiał i chociaż mogło się to wydawać przeciętnej osobie dziwne, to jemu się spodobało. Żałował, że sam na to nie wpadł, chociaż zdarzyło mu się kilka razy rysować w środku nocy nad jeziorem, tuż po tym, jak brał kąpiele całkowicie nago. Kolejne uczucie, które uwielbiał i kolejne zapomniane od dawna.
Liczysz na to, że blask księżyca w pełni magicznie podniesie twoje zdolności manualne? — rzucił żartobliwie, unosząc lekko kącik ust w powściągliwym uśmiechu. Przekrzywił lekko głowę, splatając dłonie przed sobą, między udami. Nie tak, jakby się modlił lub zasłaniał, raczej swobodnie, jakby po prostu chciał coś zrobić z rękami. — Ukrywasz się — dodał po chwili, z taką pewnością w głosie, jakby uważał się za nieomylnego. Dzisiaj miał szczęście w zgadywankach. Może to on czerpał moc z pełni księżyca? Ciekawe.

Kieran Burreau
Myre
posty wygenerowane przez człowieka, brak interpunkcji i inicjatywy
24 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
175 cm
student prawa, stażysta Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
If you're the devil then I will sell you my soul
Just for a moment to show you that I'm yours
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Niezależnie od tego za jak szczerego człowiek się uważał, każdy posiadał sekrety. Małe, duże, ale były. Istniały rzeczy, o których nie chciało się mówić nikomu, zachowując dla siebie, dzięki czemu można było poczuć, ze jednak ma się chociaż odrobinę kontroli nad własnym życiem i posiada coś, w co nie ingerowały inne osoby. Cząstkę dostępna tylko dla zainteresowanego, która stanowiła odskocznię oraz dawała poczucie bezpieczeństwa, niezmieniona.
Kieran nie był wyjątkiem. Co prawda powód zachowania przed światem swojej drugiej natury wynikał głównie z wiedzy o podejściu jego ojca do takich rzeczy, ale gdzieś w środku pragnął mieć maleńka oazę, do której dostęp miał tylko on. Ucieczkę od tłoczących się w głowie myśli, których ostatnio było znacznie więcej. Tworzyły istny chaos, nad którym tracił panowanie, a co za tym szło, zaczynał się zwyczajnie gubić nie wiedząc, jak powinien je uporządkować. Nie miał z nimi do czynienia nigdy wcześniej, a jeśli dołożyć do tego jeszcze emocje, ich wspólny ciężar był nie do udźwignięcia.
Potrzebował wyciszenia, a jedynym sposobem było wymknięcie się z domu i udanie do miejsca, które pozwoliłoby mu być po prostu sobą. Zapomnieć o zasadach, zapomnieć o oczekiwaniach, którym miał sprostać, a do których był zwyczajnie stworzony. Jego życie było zaplanowane i nigdy nie stanowiło to dla niego większego problemu. Tak został wychowany, do tego był niemal szkolony.
Czemu więc zaczął to powoli kwestionować?
Czemu z jego powodu zaczal myslec, ze moze przyszłość powinna wyglądać inaczej?
Nie zarejestrował osoby, która ciągle za nim podążała. Tak skupił się na zdaniach, które wirowały w jego głowie, ze gdzieś zgubił dotychczasowa ostrożność, która pomagała mu w zachowaniu sekretu. Wiedział, jak było to ważne, a jednak przez obraz jednej osoby zapomniał.
Nieświadomy obecności zatrzymał się na brzegu, podziwiając widok. Znacznie bardziej od pejzaży lubił malować ludzi, zatrzymując na płótnie ich emocje, by później dokładnie je przeanalizować, ale teraz potrzebował uwolnienia. Chciał wrócić do swojej normalności, w której nie było miejsca na tak wiele uczuć. Potrzebował kontroli i stabilności, która mu uciekała.
Wyjął niewielkie płótno, rozkładając na kamieniach farby. Nie było ich wiele, ale wystarczyły, by uwiecznić ciemna wodę z księżycowa poświata. Może podaruje ten obraz Inez? Zasługiwała na to, a wiedział, ze byłaby wdzięczna.
Głos sprawił, ze niemal podskoczył, a niepożądana linia pojawiła się na szkicu. Cholera. Obrócił głowę w stronę dźwięku, dostrzegając postać, która nie była mu obca. Na litość wszystkiego, jak dobrze, ze nie był to ktoś, kto zaraz poleciałby do jego rodziców.
-Księżyc niewiele ma z magia wspólnego. Zresztą na swoje zdolności manualne też nie narzekam. Co tutaj robisz, Bowie? - wpatrzył się w niego, starając się zrozumieć jego powody. Był wrogiem, czy jednak sojusznikiem? Czy był w stanie zachować dla siebie to, czego był świadkiem? Powinien go o to poprosić, czy przyjdzie to naturalnie? Znał go, ale nie na tyle by umiał odpowiedzieć na większość zadanych sobie pytań.
-Nie ukrywam, potrzebuje jedynie chwili spokoju, to wszystko - odpowiedział. Mógłby w panice zebrać swoje rzeczy, ale jaki to miało sens, skoro został przyłapany? Teraz jedynie mógł pertraktować warunki.

Bowie Vance
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
I am made of memories
183 cm
celebryta ★ streamer ★ artysta audiowizualny ★ kretyn
Awatar użytkownika
Sugar, I don't know how you make it so sweet. The taste of you is all over my teeth and everything we need is in the sheets.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Każdy miał sekrety, to prawda. Bowie również, może nawet więcej, niż chciałby mieć. Sekrety były niebezpieczne, przynosiły kłopoty. Kiedy jeszcze pozostawały sekretami nosiły w sobie lęk przed ujrzeniem światła dziennego, a kiedy się wydały, należało zmierzyć się z konsekwencjami ich posiadania, bo takie zawsze były, poważniejsze i te bardziej błahe, ale zawsze jakieś.
Póki co Bowie miał przeświadczenie, że jego sekrety są bezpieczne i nie zastanawiał się co by było, gdyby ktoś — lub on sam przypadkiem — je wydał. Czy możliwym było, że ktoś mógłby zakraść się pod osłoną półmroku i zobaczyć, co miał do ukrycia, tak jak teraz on widział co do ukrycia miał Kieran? Przesunął spojrzeniem po jego spiętej, oblanej mlecznym światłem twarzy, zastanawiając się czy ma coś do stracenia i powodem wymykania się nocą do lasu jest ktoś trzeci, jego niepewności, cały świat, czy może w ogóle o to nie chodzi i po prostu tak sobie upodobał przechodzenie procesu twórczego. Przecież to mogły być po prostu jego dziwactwa. Bowie słynął z dziwactw i pewnie tylko ich miał więcej od sekretów (nie licząc pieniędzy).
Poruszył szczęką, jakby lekko mu zdrętwiała, po czym podrapał się po policzku, zerkając na niewielkie płótno i rozłożone farby. Spodobało mu się, że nie było ich dużo, sam też lubił podstawowe kolory, a resztę tworzył już sam, dopasowując pod siebie upragniony kolor i jego odcień. Wolał się tym bawić, niż stawiać na gotowce.
Jego uwadze nie umknęło zaskoczenie, z jakim powitał go chłopak. Naprawdę był aż tak cichy? Czy może myśli Kierana były za głośne? Uśmiechnął się, lekko i bez jakiegokolwiek podtekstu. Generalnie był bardzo prostą osobą i może to było problemem. Większość ludzi doszukiwała się podstępu, drugiego dna, sprytu, konkretnych powodów i nie wiadomo jakich oczekiwań. Bowie jednak często sam nie wiedział czemu robił, albo mówił, właśnie to, a nie coś innego. Rzadko się nad czymś dogłębnie zastanawiał, chociaż prawda była taka, że ostatnio coraz częściej, chociaż na nieco inny temat. Tym razem działał całkowicie spontanicznie i dopasowywał się do bieżących wydarzeń, nie planując ich jakkolwiek.
Ah tak? To co według ciebie ma więcej wspólnego z magią? — zapytał, bo z tego co kojarzył księżyc był często przedstawiany w towarzystwie magii, szczególnie zapadła mu w pamięć pełnia i wilkołaki. Może Kieran po prostu nie lubił wilkołaków? Kto wie. Nachylił się nieznacznie do niego i zerknął na randomową kreskę na jasnym tle. Miał dużo wolnego czasu, mógł poczekać na te zdolności manualne i sam je ocenić. Zrobił krok naprzód, niby niedbale, tak od niechcenia i przeniósł dłonie za plecy, splatając palce na swoich przegubach.
Skoro tak mówisz — skomentował jego kolejne słowa, a po jego twarzy błąkał się delikatny uśmiech, który świadczył o tym, że albo mu nie wierzył albo przyjął do wiadomości tłumaczenie w pozytywnym sposób. Odchrząknął krótko i przeniósł wzrok na widok, który znajdował się tuż za płótnem, przez chwilę zastanawiając czy właśnie to chciał uchwycić malarz.
Na twoim miejscu parkowałbym samochód bardziej w głębi lasu, żeby nie było go widać z drogi — powiedział po namyśle, uznając że to całkiem dobra rada. — Jeżeli dalej będzie chciał mieć chwilę spokoju — dodał, jakby wątpił czy na pewno chciał, skoro niby się ukrywał, ale tak nie do końca. Zrobił jeszcze kilka kroków w stronę chłopaka, po czym zgrabnie go wyminął i usiadł z drugiej strony na dużym kamieniu, tak, aby mieć dobry widok na to, co malował Kieran i podciągnął nogi, zginając je w kolanach i obejmując rękami. Jeżeli ten dawał mu aluzje, że chciałby zostać sam, to absolutnie jej nie złapał.

Kieran Burreau
Myre
posty wygenerowane przez człowieka, brak interpunkcji i inicjatywy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Colonel Samuel Smith Park”