Jak widać, nawet wygląd Quasimodo nie odstraszył Xandera, bo jednak zainteresował się, czy nieznajoma przeżyła diabelskie spotkanie ze słonymi krakersami. Miała w sobie coś przyciągającego i ciężko było stwierdzić, czy zasługą były czekoladowe, błyszczące oczy, czy może ta słodka niezdarność. NIE WIEDZIAŁ. I nie chciał się dowiadywać, bo to oznaczałoby zainteresowanie, a on nie czuł potrzeby interesować się kimś
aż nazbyt, jedynie pozwalając sobie na przelotne uczucie, które nie będzie wprowadzać go w jakieś poczucie winy… chociaż czy spojrzenie na jakąkolwiek dziewczynę w inny sposób nie sprawiało, że już czuł się nieswojo? Przez kilka ostatnich lat liczyła się tylko jego narzeczona i nikt więcej — brzmiało jak uwiązanie, ale tak nie było. Znali się od liceum, żyli wspólnie od lat… a jednak istniał jakiś problem, skoro zwątpił. Wiedziały gały co brały, a jednocześnie odczuwał obezwładniającą pustkę, brak spontaniczności w ich związku, nieznośną przewidywalność i wygasający ogień. Może to przychodziło z biegiem lat? Może po prostu wiek grał tu rolę i im był starszy, tym jego własna, osobista intensywność przygasała?
Dziewczyna wydawała się nieobecna — czy ona w ogóle go słuchała? Spojrzał na nią, mrużąc oczy, kiedy wreszcie przemówiła. Egzystencjalne pytania,
cudownie.
— Ce serait prévisible. — Proste pytanie, prosta odpowiedź. Co prawda, pewnie nie liczyła na taką odpowiedź, może chciała, aby wszedł z nią w polemikę, ale… nie po francusku. Nim zdążył przetłumaczyć sobie w głowie ewentualne zdanie, ona zaczęła mówić dalej.
— Ce serait une bénédiction si l'on me forçait à revenir pour écouter mes amis chanter des chansons d'amour françaises — parsknął. To było wycie, a nie śpiewanie i doceniał ich odwagę oraz namiastkę kunsztu artystycznego, a także niebywałą
wizję, ale Xander nie był pewien, czy zdoła wytrzymać kolejną dawkę wycia kojota.
Był przekonany, że znał ten rodzaj uśmiechu, a jednocześnie sprawiał, że wyglądała tylko bardziej rozbrajająco. Pokiwał zaraz przecząco głową. Przecież nie będzie nikt godzić w jego patriotyczne serducho!
— Canadien — sprostował. Spojrzał zaraz, jak wyciągała telefon i odpaliła google translate. To i jej następne słowa jasno mu sugerowały, że dziewczyna najwyraźniej była zainteresowana kontynuowaniem rozmowy.
— Je pense que nous devrions pouvoir nous en passer — zaśmiał się rozbawiony. Może nie był nie wiadomo jak biegły w tym języku, ale umiał go. Dodatkowo spędził tu już niecały miesiąc i zdążył się rozruszać w mowie, nadal może potykając się o błędy językowe i zapominając słów, ale używał tego o wiele biegle, i o wiele swobodniej niż jeszcze kilka tygodni temu. Czasami nie rozumiał niektórych zdań, wyrażeń, wyrazów… i był przekonany, że teraz źle zrozumiał. No kurwa, musiał źle zrozumieć. Naprawdę europejczycy byli na tyle bezpośredni, żeby mówić o częstym dławieniu się w pierwszych minutach rozmowy? Cholera, czemu w ogóle on pomyślał od razu o czymś sprośnym? Mogła po prostu mieć problem z… połykaniem. NIEWAŻNE.
— Je ne suis pas sûr d'avoir bien compris — zasygnalizował, bo nie było tu co ściemniać. Może powiedziała właśnie coś ultra ważnego, a on okaże brak szacunku, jeśli tego nie skomentuje? Tylko dlaczego rumieniła się coraz bardziej? Nie rozumiał. W ogóle nie brał pod uwagę faktu, że… mógł jej się spodobać. Mniej lub więcej, w zasadzie w jakimkolwiek stopniu.
— Je suis ici depuis un mois. Il me reste encore un mois — wyjaśnił, postanawiając nie wchodzić w szczegóły po co, do kogo czy cokolwiek innego. W ogóle chciał nieco przyściemnić z tym wszystkim i teraz żałował, że nawet nie pociągnął amerykańskiej gadki i nie powiedział, że jest z jakiegoś Los Angeles czy coś. Może to i lepiej? Jeszcze zaczęłaby wypytywać go o Stany Zjednoczone, a znał się na nich jak wilk na gwiazdach.
Zaraz przyszedł chłopak, nazwał ją robaczkiem, więc od razu Xander pomyślał, że może był jej chłopakiem… a potem cieszył się, że nie była sama. Może francuscy chłopacy cieszą się, jak ich dziewczyny poznają nowych znajomych? Może nie byli szczególnie zaborczy?
— Non, non, je dois… — zaczął się sprzeciwiać ku wyciągnięciu na parkiet, a później tym bardziej ku jakiejś pijackiej grze. I nie miał nic przeciwko, żeby poznawać nowe osoby… ale w ten sposób? Swoją drogą, w końcu chciał uniesień! Jednak rzeczywistość skonfrontowania się z obcą osobą w
ten sposób nieco go przytłaczała.
Czuł się trochę jak na imprezie w liceum — może nawet jego emocje były nieco podobne. Jakaś obca dziewczyna, która bez problemu mogła mu się podobać, a może nawet jego dziewczyna, którą poznał w podobny sposób? Wokół nich ludzie, niektórzy idący na całość, a niektórzy po prostu czerpali z tego, że był piątek i dla większości zakończył się tydzień pracy. Dziewczyna wpadła na niego, popchnięta przez ludzi wokół nich, a którzy nawet nie zwrócili uwagi na to, że zachowali się niepoprawnie. Ah, europejczycy. Z automatu złapał ją, niefortunnie kładąc jej dłonie na talii i przechodziło przez niego dziwne ciepło, czując te jej małe łapki na swojej klatce piersiowej.
— C’est bon — powiedział cicho, ale wystarczająco na tyle, aby dziewczyna mogła usłyszeć go z tak niewielkiej odległości. To wszystko wydawało mu się cholernie sztywne, ale on sam nie umiał się rozluźnić. Przecież umiał tańczyć! Chodził na jakieś tam lekcje, bo ojciec nie chciał, aby przyniósł mu wstyd, a jednak nagle zapomniał, jak powinien postępować z kroku na krok. Kiwnął głową, zgadzając się na taniec i z pewnością musieli wyglądać jak dwójka nieopierzałych nastolatków. Zaraz Xander przesunął swoje dłonie na jej ręce, przesuwając je do nadgarstków dziewczyny i odrywając je od swojej klatki piersiowej, uniósł je na jej głowę, obracając ją dwa razy wokół jej własnej osi, po czym położył je za swoją szyją.
— Ce sera plus pratique — dopowiedział, ponownie umiejscawiając swoje dłonie na jej talii, po czym spojrzał w jej oczy, które w tym pomieszczeniu wypadały dość ciemno, ale kolorowe lampki odbijały się radośnie w jej tęczówkach.
Była piękna, bez dwóch zdań.
— Vous habitez à Paris? — zapytał, chcąc przy okazji podpytać ją o szczegóły. Chciał wiedzieć, co tu robi, jak długo i gdzie można ją znaleźć. Miał kilka pytań, na które chciał poznać odpowiedź, nim wybije północ, a dziewczyna rozpłynie się w powietrzu, zaraz uciekając do swojej karocy jak kopciuszek. Nie zdziwiłoby go to, bo to wszystko wyglądało mu… nierzeczywiście.
paryżanka?