ODPOWIEDZ
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jeszcze przed wyjazdem do Vegas zaczął wracać do swoich starych nawyków; bo co miał innego począć? Ranków nie spędzał już tak, jak przez ostatni czas, czyli trzymając w swoich ramionach kobietę, którą tak bardzo uwielbiał — którą kochał, chociaż jeszcze nie przyznawał tego przed nikim, zwłaszcza przed główną zainteresowaną. Przeszłość sięgała do niego ze swoimi brudnymi łapskami za każdym razem, jak próbował zebrać myśli i zastanowić się, jak mógłby jej to powiedzieć; jak mógłby wyznać jej, że wpadł po uszy już dawno, ale jego traumy nie pozwalały mu na postąpienie tak wielkiego kroku do przodu. Tak czy inaczej, nie miał zajętych dodatkowych porannych godzin, a spędzanie czasu w swoim mieszkaniu działało na niego okropnie przytłaczająco. Dodatkowo dręczyło go tyle myśli, że po prostu potrzebował się przewietrzyć i zmęczyć się fizycznie, mając nadzieję, że taki rodzaj aktywności pozwoli chociaż na chwilę odetchnąć jego głowie.

Pobiegł do parku, w którym zazwyczaj ćwiczył i rozejrzał się po twarzach, które bardzo dobrze kojarzył. Poranni biegacze nie zmieniali się, zwłaszcza w tym miejscu. Poczuł się źle z tym, że opuścił swoich kompanów, nawet jeśli oni nie do końca go kojarzyli — po prostu miał nagłe poczucie obowiązku, aby nie zostawiać ich tak na dłużej, aby nie zrywać tego niepisanego paktu, w którym codziennie rano dbali o swoją sylwetkę albo po prostu… oczyszczali myśli.

Dzisiaj po prostu się katował. Długi bieg, kilka sprintów i w końcu dobiegł do drzewa, o które oparł się ręką i nawet nie zauważył, że po jego prawej stronie odpoczywał również ktoś jeszcze. Spojrzał na mężczyznę, kiwając w jego kierunku głową. Dobrze go znał, bo ze wszystkich biegaczy to on był najwytrwalszy. Za każdym razem gdy Aiden wychodził na jogging, on również truchtał w okolicy. Podziwiał go za jego determinację i był przekonany, że w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy, kiedy O’Cahallan zawiódł i zrobił sobie przerwę, to nieznajomy dalej trzymał się we formie. — Ciężki poranek? — zapytał, widząc, że też ledwo co zipiał. Oparł się ręką o biodro i spojrzał na niego z zainteresowaniem, zaraz odkręcając swoją wodę, żeby wypić pół butelki na jeden haust.

runner
31 y/o
Mark your calendar for Canada Day
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
I look at you and I see everything I’m not allowed to have.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przeciętnemu Kanadyjczykowi urlop kojarzył się z wylegiwaniem w łóżku, powolnymi porankami albo wakacyjnymi wyjazdami i brakiem zobowiązań. No i teoretycznie Charlie miał teraz wolne i nie musiał zrywać się skoro świt na poranny bieg, ale jego wewnętrzny zegar działał bezbłędnie i wybudził się o tej samej porze co zwykle. A zresztą… co innego miał ze sobą zrobić w mieszkaniu brata? Leżeć w pościeli i wpatrywać się w sufit, żeby uczucie pustki i beznadziejności tylko się potęgowało?

Ech. Blair go zostawiła i wcale jej się nie dziwił, bo sam do tego doprowadził.

Koniec końców, poleżał może dziesięć minut, po czym postanowił iść pobiegać. Nie zamierzał rezygnować ze swojej porannej rutyny nawet na urlopie (tak naprawdę ruch był jedyną rzeczą, która pozwalała mu poukładać myśli i skupić się na ciele, a nie na rozerwanej na kawałki duszy). Wstał, włożył na siebie dres i ruszył do parku.

Dziś dał sobie solidny wycisk. Biegł szybciej i ostrzej niż zwykle, jakby próbował uciec przed samym sobą i myślami, które za nic w świecie nie chciały opuścić jego głowy. Dopiero po dłuższym czasie szybkiego tempa przystanął z boku ścieżki, pod jednym z zielonych, rozłożystych drzew. Oparł dłonie na kolanach, łapiąc powietrze, a z jego czoła ściekały kropelki potu. Sięgnął po butelkę, napił się wody i przetarł twarz koszulką, próbując doprowadzić oddech do porządku.

No i właśnie wtedy obok Charliego przystanął drugi biegacz. Marshall kojarzył go z widzenia - ten facet pojawiał w parku tak samo regularnie jak on. Dzisiejszy dzień był jednak wyjątkowy, ponieważ nieznajomy postanowił przełamać milczący pakt i po prostu się odezwać.

"Ciężki poranek?"


Hehe. Dobre słowa na rozpoczęcie pierwszej rozmowy. Charlie uśmiechnął się pod nosem, po czym wyprostował się i oparł dłonie na biodrach. - Aż tak widać? - rzucił w odpowiedzi, z lekkim rozbawieniem w głosie. Zerknął na swojego towarzysza - czy to brzydko było stwierdzić, że facet obok też nie wyglądał na kogoś, kto właśnie wygrał los na loterii? Charlie oparł się plecami o pień drzewa i zmierzył nieznajomego uważnym spojrzeniem. - A u ciebie? Ciężki poranek? - odbił piłeczkę w dokładnie ten sam sposób, kiwając porozumiewawczo głową do mężczyzny.

stranger
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Wychodziło na to, że to kobiety były problemem! A może to po prostu oni, jak jeden mąż, byli wszyscy siebie warci? Ranili je, żeby finalnie później prosić o przebaczenie i naprawiać swoje błędy, kiedy było już za późno? Tu decyzja praktycznie została podjęta, klamka zapadła — Vita nie chciała z nim rozmawiać, odrzuciła go, a on miał na mailu swój bilet lotniczy i okropną rozterkę, czy powinien za nią lecieć i truć im tyłek. Teoretycznie bliscy namawiali go do tego, ale… czy powinien? Czy czasami nie pogorszy sprawy swoim narzucaniem się jej? A z drugiej strony, co innego miał zrobić, skoro raczej nie pogorszy sprawy, a nie chciał dawać za wygraną i zostawiać kobietę, którą kochał? Nawet jeśli uświadomił sobie to tak cholernie późno.

Ciężko znaleźć dobre słowa, które opisywałyby obecną sytuację, a tym bardziej zdanie, które mogłoby być bardziej odpowiednie. No cóż, może nie było to miłe, ale mężczyzna… wcale nie wyglądał lepiej od niego. Może podzielał los Aidena i miał złamane serce? Może właśnie tak wyglądał odrzucony facet? Czy to było tak oczywiste?

— Nie no, nie ma tragedii — odpowiedział, ale bez przekonania. Wziął większy łyk wody, zaraz zakręcając butelkę i parskając pod nosem, gdy usłyszał, jak odbił mu piłeczkę. — Aż tak widać? — powtórzył po nim, zaraz kiwając głową z rozbawieniem. — To już nie podchodzi pod poranek, chyba że ciągnie się on od półtora tygodnia — rzucił niepocieszony. Może ten marny sen w międzyczasie był tylko i wyłącznie iluzją? — Uczucia wszystko komplikują, chociaż… a niech to piorun strzeli — powiedział, machając ręką. Poddawał się. Nie wiedział, czy to w ogóle miało szansę na happy end. — Kurdę, mogę ci zadać pytanie? Wiem, że znamy się jakieś dwie minuty, ale może właśnie będziesz najbardziej obiektywnym punktem widzenia i niestronniczy — rzucił, zaraz wyciągając rękę w jego kierunku. — A tak w ogóle, to Aiden jestem — przedstawił się. No co, miał tak bezosobowo do niego mówić? Przecież miał właśnie udzielać mu porad sercowych!

give me advice
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”