32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie pozwoliłabyś, wiem o tym — odpowiedziała z westchnięciem, przy czym też pokręciła głową. — Dziękuję za to — dodała, nie ukrywając swojej wdzięczności za to poświęcenie, na jakie się zdobyła. W końcu - nie musiała, to po pierwsze. Po drugie, miała swoje zajęcia, obowiązki, a przede wszystkim nowonarodzone dziecko. Na pewno wolałaby tam z nim spędzać czas, niż przyglądać się kobiecie, która sama zgotowała sobie i swojemu dziecku taki los, jaki obecnie ma miejsce. Ale co by nie powiedzieć - Andrea zrobiła coś, czego tak naprawdę potrzebowała, do czego nie przyzna się przed samą sobą. Przynajmniej ma do kogo zaufanego odezwać się, porozmawiać, odrobinę odciągnąć myśli od spraw, o jakich nie powinna obecnie rozmyślać - skoro miała się nie stresować. — Gdybym wiedziała wcześniej co się wydarzy, powiedzielibyśmy razem o tym od razu — w końcu, na pewno chciał sam pochwalić się taką nowiną. A teraz… takiej szansy już nie będzie posiadał, nie mając też możliwości na obserwowanie swojego dziecka jak się rozwija. Dobrze, że będzie miała wsparcie z Andy i jej rodzinie. Że cała rodzina Huntera nie zostawi jej, pomagając wkroczyć w nowy etap, żeby poradzić sobie w tej roli jakoś prościej. Naturalnie, będzie chciała i tak sama wszystko zdziałać, ale nie oznaczało to iż nie planuje przyjmować pomocnych dłoni.
— A Hunter? On też na pewno będzie potrzebował. Poradzę sobie z zakupami, bo pewnie w sklepach wszystko będzie mi wręcz błyszczało w oczach — znając siebie, będzie chciała go rozpieścić na tyle, na ile to będzie możliwe oraz oczywiście zdrowe. W końcu - będzie pewnie chciała mu jakoś wynagrodzić brak ojca. Nie jest to dobry sposób… ale jakoś to jest, prawda? — Przede wszystkim to pojedziesz ze mną po wyprawkę szpitalną i domową kiedy będzie to już potrzebne — bowiem choć przeczyta wszystkie broszury, książki oraz artykuły, to doświadczenie zebrane przez Andy zdecydowanie będzie bardziej wartościowszym planem do zrealizowania w sklepach.
Nie sadziła jednak, że nagle zostanie poruszony temat Gustava. Słuchała jej uważnie, w trakcie czego przyglądała się spływającemu lekowi kropla po kropli z kroplówki. Przy okazji przypomniała sobie jego słowa z karetki, jego pocieszne podejście, jego uśmiech i tą życzliwość. Czy on czuł się zobowiązany do udzielania jej pomocy? Bo on i jego brat mają dziwne spojrzenie na kwestie związaną z tym, co miało miejsce na misji? Nie wiedziała, miała nadzieję że tak nie jest. Chyba w przypadku najbliższej możliwej okazji postara się delikatnie wybadać grunt. — To zdecydowanie przydatna umiejętność — lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć, to pewne. — Coś często o nim wspominasz nagle.. czyżby uczucia jakieś odżyły? — zażartowała, trochę na pokaz że lepiej się czuje, a trochę dlatego bo nie rozumiała co tak nagle Gustav się pojawił jako temat rozmowy. — Nie, kochana. Niczego nie potrzebuję. Oprócz tego, że wolałabym być w swoim łóżku — lecz tego nie byłaby w stanie obecnie załatwić. Jednakże pod naciskiem, poprosiła o przyniesienie wody i może czegoś słodkiego, bo nagle zachciała coś przekąsić.
Parę razy podpytywała czy aby na pewno nie jest potrzebna w domu. Nie chciała jej zabierać czasu. Nie chciała wyjść na osobę, która egoistycznie potrzebuje jej towarzystwa, nie patrząc na to że ma w domu malusieńkie dziecko i to ono potrzebuje uwagi Andrei, nie taka Prudence Lane - terapeutka, która stara się ogarnąć swoje życie na nowo. Nie spodziewała się, że tym wywoła Ethana, próbującego skontaktować się z żoną aby jednak w miarę możliwości powróciła do nich, bo nie miał więcej pomysłów na to, jak mógłby uspokoić malca. — Oczywiście, że nie. Jeszcze raz Ci dziękuję za wszystko — ucałowała ją więc na pożegnanie w policzek, pomachała na pożegnanie - zostając samej w sali, bo miała taką, gdzie nie musiała dzielić pomieszczenia z innymi pacjentami. A to akurat coś dobrego - może się poczuć swobodniej, wygodniej, luźniej. Tak się stało, gdyż Prudence położyła się wygodnie na łóżku i patrzyła to na kroplówkę, kolejną jaką otrzymała w międzyczasie przesiadywania Andy, czasem na sufit, czasem w kierunku okna, do jakiego nie miała za bardzo ochoty podchodzić, aby zmienić rzeczy do obserwowania. Przymknęła w pewnym momencie powieki, ale nie była w stanie usnąć. Zawsze tak miała - w nowym miejscu pierwsza noc jest zawsze tą najgorszą i najmniej korzystną dla snu i odpoczynku.
Sądziła, że to będzie pielęgniarka, chcąc sprawdzić jej stan oraz ile jeszcze pozostało leku do przyjęcia, więc gdy spojrzała w kierunku drzwi, od jakich niosło się zapukanie, mocno zdziwiła się widokiem Gustava. Wtedy od razu podniosła się wyżej, aby lepiej go móc obserwować. Wyglądał inaczej - nie był ubrany elegancko i na czarno, jak to było na pogrzebie. Nie był w swoim uniformie, gdy pracuje jako ratownik. Przyszedł w zwyczajnym, nieco luźniejszym ubiorze, może jakby planował odwiedzenie. Co prawda, zapowiedział się iż to zrobi, lecz nie sądziła aby miało to być prawdą. A jak już - to raczej o wiele później. — Nic się nie dzieje, nie będę robiła im rabanu o to — przyznała z cieniem uśmiechu na ustach, poprawiając się na materacu i ponownie znajdując się w półsiedzącej pozycji. I choć chciała powiedzieć coś jeszcze, szybko została uciszona wyciągniętym bukietem białych róż. Patrzyła na nie mocno zaszokowana, nie mając pojęcia że zdecyduje się na taki gest - w szczególności, że się kompletnie nie znają. — Bardzo dziękuję, są… są piękne — powędrowała spojrzeniem raz jeszcze po Gustavie, a następnie przyglądając się temu, jak wkłada je ostrożnie do wazonu. Przesunęła następnie palcem po płatkach jednej z róż, unosząc nieco wyżej kąciki warg. — Przepiękne — dodała trochę ciszej, przesuwając tęczówki na mężczyznę zajmującego miejsce na krzesełku, na którym całkiem niedawno siedziała Andrea. — Jest… lepiej, to pewne. Byłoby dobrze, gdybym mogła być w domu — tak, to kolejny, klasyczny przykład osoby, która nie lubiła spędzać czasu w szpitalu. Choć wiedziała, że to dla jej dobra, to czuła się jakby marnowała czas. — Powtórzę się po raz któryś, ale bardzo dziękuję. I za to na cmentarzu. I za to dzisiaj… nie wiem jak Ci się odwdzięczę za wyciąganie z tarapatów — czuła się w obowiązku, żeby znów to powiedzieć. Może i go zamęczy tymi podziękowaniami - jednakże jak miałaby tego nie robić, skoro zrobił w tak krótkim odstępie czasu tak wiele dobrego względem jej osoby? — Mam nadzieję, że więcej nie będziesz musiał mnie ratować, bo w końcu stanie się to jakąś częścią etatu dla Ciebie — rzuciła z delikatnym rozbawieniem, choć zaraz tego pożałowała - czując, jakby sobie pozwoliła na powiedzenie zbyt wiele, nie wiedząc czemu. Może z obawy, że przez takie słowa oraz zachowanie wydawać by się mogło, że Prudence prędko pogodziła się ze stratą? Tak nie było, to jasne, ale ludzie czasem lubią snuć domysły i tezy tak wyssane z palca, że nie zdziwiłoby ją to, iż ktoś mógłby to tak odebrać.


Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Tych pudeł wystarczy dla dwóch dzieciaków i jeszcze kilku, jakbyś planowała. - dobrze, że z Ethanem mają całkiem duży strych, garaż i piwnice, także każde kolejne graty znajdą swoje miejsce i to bez wysiłku. Podzielą się ubraniami tak aby każda miała coś co sie spodoba. - Oczywiście! - Prudence nie musiała się niczym przejmować. W swoim czasie ruszą na zakupy i zapewne będa się świetnie przy tym bawić.
Przewróciła oczami na kolejne słowa. - Żadne uczucia, po prostu dawno go nie widziałam i nagle dwa razy. Przypadek? Nie sądze. - zaśmiała się i poprawiła na krzesełku. Coś jej tu śmierdziało? Dlaczego tak nagle zaczął sie tu kręcić? Czyżby był w tym jakiś ukryty cel? A może faktycznie jest to cholerny zbieg okoliczności!
Andrea wyszła już mniej zmartwiona ze szpitala i wróciła do swoich mężczyzn, ratując sutuację z Juniorem, który za nic nie chciał spać przy ojcu.
Hansen tak jak powiedział wcześniej - przyjechał sprawdzić jak się czuje. Zapowiadało się poważnie ale skonczyło jedynie na strachu - co przyjął z ulgą widząc Prudence odpoczywającą w łóżku.
Otarł nieistniejący pot z czoła, bo jeszcze mógł zostać wyrzucony z sali jeśli nie czułaby sie na siłach. Dobrze mieć jednak kontakty w szpitalu!
- No tak, chyba nikt nie lubi tu siedzieć, a jednak własne łóżko to własne. - sam nie był najlepszym pacjentem, nieraz odmawiając pomocy, będąc jak osioł. Kiedyś go żona kontrolowała, teraz... starał się powstrzymywać od wydawania opinii u lekarzy, ale czasem po prostu nie mógł i wymknęło mu się o kilka słow za dużo.
- Nie musisz się niczym odwdzięczać. - powiedział z lekkim uśmiechem, bo po co miałaby to robić? Dzisiaj wypadło całkiem przypadkiem że jego karetka została posłana w tamto miejsce. Gdyby nie czysty przypadek, to tak naprawdę pogrzeb byłby pierwszą i ostatnią szansą na spotkanie.
- Jestem otwarty na przyjęcie kolejnego etatu. - zaśmiał się cicho na taką myśl. Wcale nie było mu źle z tym! - Dzisiaj mieliśmy jeszcze kilka ciekawych akcji. Ratowaliśmy chłopca po wstrząsie anafilaktycznym. Babcia zapomniała że jest poważnie uczulony na truskawki a zrobiła z nimi ciasto i poczestowała wnusia. Dobrze, że epipen zadziałał. Teraz leży kilka sal dalej z rodzicami przy łóżku. Na całe szczęście skonczyło się szczęśliwie. Cieszę się, że u Ciebie też tak wyszło. - mówił jak najbardziej szczerze, co było widać w jego oczach i dalej nie schodzącym uśmiechu. - Byliśmy też u staruszki z Alzheimerem. Zadzwoniła do nas, bo potrzebowała porozmawiać... przy okazji skaleczyła się w kuchni i krew lała się wszędzie... - zatrzymał się, bo zrozumiał że może takie historie sa nie na miejscu. - Przepraszam. Nie wiem czy chcesz o tym sluchać. - podrapał się po brodzie lekko zawstydzony. Może ogólnie za dużo gada i powinien dac odpocząć kobiecie? - Z dzieckiem wszystko w porządku? USG nie wykazało żadnych nieprawidłowości? Oj... ale jestem wścibski, wybacz, ale widzę, że podają Ci też lek, który podaje się właśnie do pomocy organizmowi w takich sytuacjach. - znał się ma rzeczy, w końcu kończył wydział lekarski i wiedział dużo więcej niż niejeden ratownik medyczny.

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie jest typem człowieka, który nie lubi przebywać w szpitalu dłużej, niż to konieczne. I chociaż faktycznie wiedziała, że tym razem to nie były przelewki, a zostawała na obserwację nie przez własne widzimisię, a dlatego aby jej dziecko było odpowiednio zaopiekowane oraz zabezpieczone przed ewentualnościami różnego typu na kolejne etapy ciąży, to najchętniej wyszłaby stąd w tej chwili, nie patrząc na cokolwiek innego. Lecz - jak zostało to powiedziane na wstępie - posiadała świadomość iż mogłoby to nie być zbyt korzystne w jej obecnym położeniu. Dlatego też grzecznie leżała, czekała, przyjmowała leki, kroplówki, słuchała porad pielęgniarek oraz lekarza prowadzącego. — Jak to nie muszę? — zapytała bez zastanowienia, bo nie wyobrażała sobie, by nie zachować się w inny sposób. Nie wiedziała jeszcze co mogłaby zrobić takiego, żeby mu podziękować w taki konkretny sposób, ale jednak posiadała przeczucie, że gdy tego nie zrobi - będzie czuła się jakby go nieświadomie wykorzystywała. A tego Prudence nie lubiła. — Muszę się odwdzięczyć, nie ma nawet dyskusji — dodała z lekkim uśmiechem, po czym zerknęła na kroplówkę, z ciekawości ile jeszcze czasu będzie musiała mieć ten kabelek przyczepiony do dłoni.
— To nie wiem, czy starczyłoby Ci wtedy czasu na życie prywatne — bo skoro w jednym tygodniu spotkali się dwukrotnie, to co będzie dalej? Oczywiście, nie miała zamiaru kusić losu oraz prowokować takiego typu sytuacji, niemniej los przyprowadzał ich samych do siebie w tym czasie, toteż nigdy nic nie wiadomo. Wtedy Gustav zaczął opowiadać o swoim dniu w pracy, co było.. dosyć przyjemne dla niej. Dla kogoś, kto na co dzień w swojej pracy słucha drugiego człowieka, aby dowiedzieć się gdzie leży problem w jego psychice bądź gdy zwyczajnie potrzebuje się uzewnętrznić. Ten moment uświadomił Prue, że… brakowało jej tego słuchania. Brakowało jej takiego typu kontaktu z kimś innym, kto nie jest z nią mocno związany prywatnie. Że… że to chyba powoli zaczyna być moment, kiedy nie tylko potrzebuje, ale wręcz musi wrócić do pracy, aby nie zwariować oraz wrócić do codzienności najlepiej jak się tylko da przy obecnych okolicznościach. Nie będzie narzucała sobie dużej liczby godzin w gabinecie, ale może wyjście z domu rzeczywiście jej pomoże?
W trakcie tych rozmyślań, naturalnie słuchała go i kiwała głową w formie pokazania że nie jest ej obojętne to, co czym opowiada. — Nie, nie przeszkadza mi to, naprawdę. Masz bardzo ciekawą pracę, jeśli to dobrze wybrzmiało, no bo wiadomo że jeździsz ratować ludzkie życia — wyjaśniła, trochę zakłopotana na koniec przez to, jak próbowała wyjaśnić swoją opinię i nie czuła że wyszło to najkorzystniej. Miała jeszcze coś dodać, ale wtedy się wtrącił, a ona ponownie zerknęła na kroplówkę - zwiastującą koniec tej męki. — Na USG nie wyszło nic strasznego, na szczęście. Rozwija się, nie ma widocznych żadnych problemów po tym, co… co miało miejsce — urwała, wracając spojrzeniem na mężczyznę. — Nie jesteś wścibski, przestań. Masz prawo się dopytać, bo to dzięki Tobie się skończyło tak, jak się skończyło - jak sam powiedziałeś, szczęśliwie — uśmiechnęła się przy tym, aby dać pełny wyraz tego, iż nie była na niego ani trochę zła. — Ba, dzięki Twojemu - jak to nazwałeś gadulstwu - zrozumiałam, że powinnam wrócić do swojej pracy na dniach — wyszło niejako, że terapeutka potrzebowała terapii, nawet jeśli nie była ona nią w umownym słowie. — Pracuję jako terapeutka, mam swój gabinet. Odmówiłam wszystkich spotkań, bo… sam rozumiesz — uciekła na moment wzrokiem, obawiając się że jakby dłużej utrzymała po tych słowach kontakt, zaczęłaby się rozklejać na nowo. A nie mogła się stresować. — I chyba w końcu jestem gotowa na to, żeby znów tam chodzić i przyjmować nowych pacjentów — dodała za moment, tuż po odchrząknięciu, z obawy że mógłby jej głos się załamać.

Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszył ramionami delikatnie. Nie jest mu nic winna. Za pierwszym razem zrobił to z dobroci serca, za drugim był w pracy i jego obowiązkiem było udzielenie pomocy. Także mogła sobie odpuścić to odwdzięczanie się. Jednak nie dało się jej przegadać. - No dobrze, dobrze. Coś wymyślimy. - uśmiechnął się przyjaźnie i pokiwał głową, bo widział iż nie ma tu nic do gadania.
Opowiadanie o dniu przyszło jakos tak naturalnie. Działo sie naprawdę sporo i z tym zastrzykiem adrenaliny musiał sobie poradzić a nie ma nic lepszego niż podzielenie się historiami ze zmiany z inną osobą - padło na Prudence i zreflektował się już chwilę po powiedzeniu. Na całe szczęście nie miała nic przeciwko. - Oj jest interesująca. Codziennie mamy coś innego. Każdy pacjent to kolejna historia i kolejna osoba która przeżywa inaczej to co się z nim dzieje. - miał bardzo dużo empatii w stosunku do ludzi i był niezwykle cierpliwy, co tylko stawiało go jak naprawdę dobrego człowieka, pośród tego całego zła świata.
- Dobrze to słyszeć. - poczuł ulgę, nawet jeśli znał kobietę tylko od kilku dni. Strata dziecka to już wyższy poziom jazdy... wiedział z czym to się je niestety i nie życzył tego nikomu. - O proszę! No to widzę, że wynikło coś dobrego z mojego gadania. - zaśmiał sie pod nosem, bo nie spodziewał się że aż tak wpłynie na kobietę. - Ten kontakt z drugim człowiekiem jest potrzebny bo inaczej łatwo się zatracić w smutku i własnym bólu. - na moment spuścił wzrok na podłogę. W głowie pojawiła się myśl o synu... o tym jak bardzo chciałby go zobaczyć i gdyby nie bliscy to na pewno nie wróciłby do pracy.
W sali pojawiła się pielęgniarka i posłała ciepły uśmiech do obojga.
- A może daś był jej odpocząć co? - spytała spoglądając na Gustava który jedynie przewrócił oczami.
- Już chcą mnie wygonić. Jeszcze 5 minut Mary i pójdę. Spokojnie. Po prostu upewniam się, że wszystko w porządku. - tak aby w domu za długo nierozmyślać nad tym co by było gdyby...
- 5 minut. - rzuciła groźnie, po czym wymieniła lek z kroplówki, wytlumaczyła Prudence co teraz dostaje i wyszła z sali.
- Studiowałem z nią. - powiedział konspiracyjnie, bo był tu trochę nielegalnym gościem!

prudence lane
Arti
chyba nie ma takich ;)
32 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
172 cm
psychoterapeutka w swoim gabinecie oraz psycholog w Sistering
Awatar użytkownika
to nie tak miało być...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Można powiedzieć, że wiem jak to jest, jeśli chodzi o codzienne nowości w pracy — przyznała ze szczerym uśmiechem, bo u niej przecież było podobnie - też słuchała różnych historii, poznawała różne osoby - a czasem te same osoby na kolejnych spotkaniach mówią albo coraz więcej, albo coraz konkretniejsi fakty związane z tym, o czym opowiadali wcześniej lecz nie mieli takiej pewności w mówieniu, jak tym razem ją posiadają. Stąd zrozumiała bez problemu tą pewną dozę ekscytacji w mówieniu o swojej robocie - chociaż ona niezbyt często się temu poddawała, z obawy że mogłaby się plotka jakaś ponieść dalej i wyszłoby, że złamała tajemnicę lekarską, a takiego typu kłopoty nie były jej zdecydowanie potrzebne.
Uśmiechnęła się delikatnie gdy przyznał, że to dobre wieści, na co sama była szczęśliwa, ale tak totalnie szczerze od jakiegoś czasu, od momentu dowiedzenia się o śmierci Huntera. Co prawda, w międzyczasie lubią się wpleść niezbyt przyjemne rozmyślania związane choćby z tym, iż dziecko nie będzie miało ojca i tym podobne, niemniej obiecała sobie już wcześniej - a także obiecała to Matthewsowi w trakcie pogrzebu - że zastąpi małej lub małemu obojga rodziców najlepiej, jak tylko będzie potrafiła.
Wyszło na to, że będzie miała podobny los do swojej mamy - choć bardzo go nie chciała, wiedząc jak mama musiała wiele poświęcić dla niej. Naturalnie, nie miała z tym problemu, niemniej sama po sobie wiedziała jak to jest, kiedy rodzina nie jest kompletna. Jednakże - ani Kate wtedy, ani ona tym bardziej teraz nie miały na to najmniejszego wpływu, a Prudence nie ma zamiaru się poddać.
— Chyba minąłeś się z powołaniem, powinieneś pomyśleć o psychologii — skwitowała z lekkim rozbawieniem, bo przecież wiedziała o tym wszystkim - że takie załamywanie się w niczym nie pomoże, co sama niejednokrotnie, choć w delikatniejszych słowach, objaśnia swoim pacjentom, to jednak sama nie mogła się co do tego zastosować. Dopiero taki właśnie Gustav, wpadający niespodziewanie do szpitala późnym wieczorem uświadamia kobiecie takie rzeczy, a ona wręcz zaczyna myśleć w inny sposób. Za co - ponownie! - jest mu niezmiernie wdzięczna. Wtedy też spojrzała na niego uważniej, gdy kontynuował mówienie odnośnie kontraktu z drugim człowiekiem, dostrzegając w nim zmianę. Jego barki lekko opadły, nie prezentując się tak pewnie jak wcześnie. Uśmiech mu na moment zniknął w kącikach warg, oczy stały się matowe - nieobecne. Zatracił się swą myślą w inne rejony, co widać gołym okiem iż nie były one z kategorii tych przyjemnych. Nie chciała być wścibska - nawet jeśli on uważał się za takiego wcześniej - widząc, że to raczej nie są kwestie ani miejsce do mówienia o tym. — Parę dni temu bym się z tym nie zgodziła, ale to prawda — przyznała jedynie delikatnie, dając mu jeszcze chwilę na ogarnięcie się i powrócenie do rozmowy, jeśli naturalnie dalej miał ochotę ją prowadzić. Posłała mu też pokrzepiający uśmieszek.
Może i nawet dobrze, że w tej chwili weszła do pomieszczenia pielęgniarka, trochę wybijając obojga z rytmu, skupiając na sobie uwagę obecnych w sali. — Rozmawiamy i odpoczywam jednocześnie — nie miała pojęcia, że się znają, dopiero po chwili słysząc iż zwraca się do niej po imieniu, czując się znów trochę głupio. Niemniej spojrzała zaraz na przygotowaną kolejną dawkę kroplówki, na co aż jęknęła. — Jeszcze jedna..? — liczyła, że to będzie koniec, a ona naprawdę odpocznie - bo od nich potrzebowała zdecydowanie odpoczynku. Nie mówiąc już o tym, że jej pęcherz się tego bardzo domagał. Chwilę miała utkwiony wzrok na tym, że dopiero co była pusta, a teraz jest idealnie wypełniona, co niezbyt poprawiło samopoczucie kobiecie. — Była Ci winna przysługę, jak to mówiłeś wcześniej? — zażartowała, gdzie w sekundę doznała przebłysku. — Boże, nie ma kto wyprowadzić Itxel na spacer — rzuciła niespodziewanie na głos, samej siebie trochę przerażając taką gwałtownością. — A moja mama nie wyjdzie z nią na pewno, bo ma alergię na psy… — dodała z niemałym przekąsem, bo właśnie postawiła biedną psinę w niezbyt komfortowej sytuacji. — Muszę zaraz zadzwonić do Andrei, żeby przyjechała po klucze do mieszkania — mówiła na głos, nie wiedząc czemu. Chyba w ten sposób jedynie dawała radę ogarnąć myśli, które kłębiły się w głowie.

Gustav Hansen
patsy
grania, żeby tylko nabić posty; brak rozwoju rozgrywki, jeśli to nie zostało wcześniej ustalone; faktu wymuszania na drugim graczu w sumie czegokolwiek, przez co gra może okazać się głównie jednostronna
35 y/o
For good luck!
190 cm
Ratownik medyczny Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Przeżył kolejny pogrzeb i nie wie czy więcej wytrzyma...
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Miałem ją na studiach, fajny przedmiot, ale chyba nie byłbym w stanie przyjąć tyle ludzkiego bólu. - bo sam nosił w sobie swój, który na kilka lat go przygniótł. Teraz jest zupełnie innym człowiekiem, może spokojnie myśleć, czerpać z życia. Coś co było nie do pomyślenia jakiś czas temu. Otaczenie się dobrymi ludźmi jest naprawdę ważne i trzeba przyznać, że miał co do tego nosa!
- Cieszę się, że udało mi się zmienić twoje zdanie. - na twarz wrócił uśmiech. Widać że wrócił z dalekiej podróży gdzieś w odmęty swoich myśli. Dosłownie jakby ktoś pstryknął palcami.
- Tak... musimy podbudować pani organizm, ale spokojnie, po tym będzie przerwa. - uśmiechnęła się ciepło i wyszła z pomieszczenia idąc w kierunku rejestracji.
Ten przebłysk trochę go zaskoczył ale ostatecznie się zaśmiał.
- Itxel? Psina Huntera... - wolał się upewnić a gdy potwierdziła, podrapał się po brodzie. Miał jeszcze chwilę czasu, mógłby podjechać i to zrobić. Różnicy dużej to nie zrobi. Na całe szczęście, że on miał ogródek a jego psiak większość czasu spędzał na nim. Co prawda wiązało się to ze sprzątaniem po nim ale to i tak mała kara w porównaniu do codziennego wstawania i wychodzenia na dwór.
- Wcale nie musisz dzwonić do Andrei. Skończyłem swoją zmianę, mam czas, mogę podjechać. No nie patrz tak na mnie, żaden problem. - bo już widział na twarzy kobiety to zawahanie. Jakby dłużej pomyśleć to faktycznie mogła mieć problemy z zaufaniem mu. Obcy facet którego dwa razy widziała, chce wejść do jej domu. Creepy as fuck, ale! On miał tylko dobre intencje!
- Andy pewno zajęta jest małym. Złodziejem nie jestem, wszystko będzie na swoim miejscu. Itxel też odstawie i dam coś jeść. - uniósł recę w obronnym geście. On naprawdę nie zrobi nic złego! Mogła mu zaufać.
A gdy tak się stało posłał jej delikatny uśmiech. Posiedział z nią jeszcze jakiś czas, rozmawiając o różnych pierdołach, trochę jeszcze o pracy i swoich interwencjach, aby ostatecznie zmyć się by pomóc kobiecie po raz trzeci.... ale czy ktoś to liczy?

prudence lane
/ztx2
Arti
chyba nie ma takich ;)
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”