ODPOWIEDZ
32 y/o
For good luck!
165 cm
Garage Support Technician — Aurora GP
Awatar użytkownika
so, baby — let's get messy, let's get all the way undone
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#2
Ostatni zakręt… Forester wychodzi na prostą…
Jeszcze tylko kilkaset metrów… I jest!
Forester wygrywa Grand Prix Włoch!
Aurora triumfuje na Monzy! Niesamowite!

Komentator wyścigu nie krył ekscytacji.

„FORESTER ZAJMUJE PIERWSZE MIEJSCE W GRAND PRIX WŁOCH! AURORA GP TRIUMFUJE NA MONZY”.
Nagłówki gazet i portali wybrzmiewały jednogłośnie.

Zamknięty bankiet na cześć kolejnego sukcesu zgromadził najważniejszych ludzi z kręgu, na czele ze sponsorami, którzy oceniającym wzrokiem wodzili po każdym udekorowanym zakamarku głównej sali zamku.
Ten wieczór należał do barw zespołu.
80% Midnight Black — cały monokok i większość nadwozia jest niemal czarna, z delikatnym granatowym połyskiem.

15% Aurora Green — charakterystyczna, świetlista i falująca linia biegnąca od nosa, przez sidepody, aż po tylne skrzydło.
5% Violet/Blue — fiolet, miejscami przechodzący w elektryczny błękit, na przednim i tylnym skrzydle.

Logo — białe, z zielono-fioletową poświatą.

Z daleka bolid jest czarny i elegancki. Dopiero gdy światło pada pod odpowiednim kątem, pojawiają się zielone, niebieskie i fioletowe refleksy. Przypomina wówczas zorzę polarną.
Po kilku niemiłosiernie długich i nużących rozmowach o niczym ważnym poczuła, że musi stamtąd wyjść. Zeroprocentowe wino w kieliszku smakowało jak najgorsze przedłużenie piątkowej nocy, bo zamiast pomagać, sprawiało jedynie, że zawartość praktycznie pustego żołądka podchodziła jej do gardła. Wykorzystała chwilę, kiedy ojciec na drugim końcu sali rozmawiał z kimś ważniejszym od siebie. „Przeprosiła” rozmówców i zwinnym krokiem ruszyła w stronę drzwi wychodzących na tyły ogrodu.
Dopiero gdy się za nią zamknęły, pozwoliła sobie wypuścić przez usta wstrzymywane powietrze. Zupełnie jakby wcześniej nie potrafiła oddychać.
Uderzył w nią przyjemny chłód letniej nocy. Poszła w kierunku fontanny; w oddali słyszała odgłos spływającej wody – gdzieś musiała tam być, między krzewami i rozrośniętymi drzewami.
Stukot szpilek roznosił się po cichej okolicy. Poprawiła materiał czarnej minisukienki, która według jej matki, rzecz jasna, odkrywała zbyt wiele. Ale Nellie nie ubierała się jak ona. Nellie nią nie była.
Obejrzała się za siebie, gdy dotarła do oświetlonej fontanny, schowanej w idealnie przystrzyżonych krzakach, które tworzyły okrąg. Nasłuchiwała czyichkolwiek kroków. Nic. Westchnęła i otworzyła trzymaną w dłoniach kopertówkę, niezgrabnie siadając na murku.
Zawartość torebki była niewielka. Błyszczyk, puder, telefon…

Momentalnie przypomniała sobie otrzymanego przed wyjściem z domu SMS-a. Od ojca, bo od kogo innego?
„Zachowuj się”.
Nadal nie chciał Nellie widzieć na tych wszystkich obrzydliwie eleganckich wydarzeniach.

Błyszczyk, puder, telefon… i małe zawiniątko skrywające blanta przygotowanego przez znajomego dilera.
Normalnie by się uśmiechnęła. Normalnie nie musiałaby się ukrywać. Normalnie? Słowa „normalnie” już od dawna nie było w jej słowniku.
Wyciągnęła skręta wraz z zapalniczką. Joint wylądował między wargami. Ale kiedy chciała go podpalić, dłonie trzęsły się jej tak bardzo, że przy mocniejszym naciśnięciu krzesiwka zapalniczka poleciała na murek i wpadła do wody.
Reakcja Nellie była błyskawiczna – zanurzyła rękę w fontannie, złapała zapalniczkę. Oczywiście, że mokra przestała działać.
Westchnęła znowu, tym razem z wyraźnego wkurwienia, niżeli z ulgi. Złapała się za nasadę nosa.
Ja pierdolę…

hey, stranger
43 y/o
For good luck!
184 cm
former legend at Aurora GP
Awatar użytkownika
I'm a motherf*ckin' starboy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracji3 os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

1
Trzyma kieliszek szampana w dłoni, jakby to była jego ostatnia deska ratunku.

Zawsze na tych imprezach czuł na sobie spojrzenia, ale kiedyś były przeważnie pełne podziwu. Teraz śledzą go, jakby był elementem niepasującym, ciałem obcym w tym wystawnym przedsięwzięciu. Niektórzy goście otwarcie odwracają się, by przesunąć po nim wzrokiem, po czym odwracają się do towarzyszy, pochylają i szepczą coś, zanim wszystkie głowy na chwilę nie odwracają się w jego stronę. A on?

Może tylko uśmiechnąć się pod nosem, unieść kieliszek w stronę plotkarzy, skinąć im głową i pójść dalej. Kurwa, co za tortura, znosić to bez żadnego komentarza.
Ale przecież m u s i. Musi się zachowywać, bo jego byli sponsorzy cyrkulują w tym samym tłumie, który rozsuwa się przed nim, jakby był jebanym Mojżeszem. Koledzy z klubu posyłają mu jedynie przepraszające spojrzenia, bo pewnie nawet stojąc obok niego mogliby zrujnować swoje własne kariery. Albo po prostu nie mają ochoty, bo nie był ostatnio zbyt czarującym towarzyszem, ale bardziej podoba mu się wersja, w której ma jeszcze jakikolwiek w p ł y w. Park jest zajęty ważniejszymi gośćmi – ciekawe, bo w końcu to on najbardziej nalegał na to, że obecność Rockwella jest absolutnie niezbędna.

Plan na poprawę wizerunku całkiem sprytny – najważniejsi ludzie z branży mieli przyzwyczaić się do jego widoku w neutralnej sytuacji. Miał rozmawiać o gwieździe wieczoru i nie wdawać się w żadne dyskusje. Wreckwell gratuluje Foresterowi wygranej – "zapracował na to" – taki nagłówek wymyślił zespół od PRu. Szkoda tylko, że Forester miał jebane szczęście, że Murphy'ego tam nie było nikt nie pyta już Wreckwella o zdanie, a cały wieczór jest stratą czasu.

Opróżnia kieliszek i od razu wymienia go na pełen. A potem znowu. Ten trzeci postanawia zabrać do ogrodu, gdzie przynajmniej nie będzie musiał udawać, że nie słyszy wymienianych półgłosem komentarzy.

Półmrok i cisza. Co za ulga.
Wyciąga papierośnicę z wewnętrznej kieszeni marynarki.

"Ja pierdolę".

Słyszy wyraźne rozdrażnienie – być może najszczersze słowa, jakie dzisiaj dosięgnęły jego uszu. Aż przechyla z ciekawością głowę, wsuwając filtr papierosa między wargi. Pewnie powinien tę ciekawość trzymać na wodzy, ale...
zamiast tego przemierza labirynt żywopłotu, by znaleźć centrum ogrodu.

Jasne włosy łapią światło reflektorów okalających fontannę. Spojrzenie MJ-a prześlizguje się po sylwetce dziewczyny, która wygląda, jakby bawiła się tutaj jeszcze gorzej od niego. Ale za to między wargami tkwił klucz do tego, by wieczór stał się dużo ciekawszy.

Oho, co my tu mamy? — W oczach Rockwella pojawia się błysk, a na usta wpływa arogancki uśmieszek. — Wiesz, że jak się przynosi takie rzeczy na imprezę, to wypada podzielić się ze wszystkimi? — Niedbały gest dłoni wskazuje na trzymanego przez dziewczynę skręta.

Nellie Park
32 y/o
For good luck!
165 cm
Garage Support Technician — Aurora GP
Awatar użytkownika
so, baby — let's get messy, let's get all the way undone
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Chwila załamania, jeden głębszy wdech i wydech, a potem spróbowała znowu. I znowu… i znowu. Zapalniczka nadal nie działała.
Kurwa…
Kiedy tak bezskutecznie z nią walczyła, skupiona na pocieraniu krzesiwa, nie usłyszała zbliżających się kroków.
„Oho, co my tu mamy?”.
Męski głos przebił się przez szum fontanny, a Nellie automatycznie podskoczyła. Zanim jeszcze dobrze mu się przyjrzała, wyrwała blanta z ust i wsadziła sobie między nogi. Nieporadnie, komicznie wręcz, jakby naprawdę sądziła, że ukryje go przed wścibskim spojrzeniem.
Dopiero wtedy skupiła wzrok na mężczyźnie, który prawie przyprawił ją o zawał.
„Wiesz, że jak się przynosi takie rzeczy na imprezę, to wypada podzielić się ze wszystkimi?”.
Kurwa.
Prychnęła, wysuwając dłoń zza uda. Założyła nogę na nogę, a zawiniątko wylądowało na jej kolanach.
Nerwowym ruchem poprawiła zbyt krótką sukienkę.
Kurwa…
Ściągnęła brwi, wpatrując się w intruza bez słowa. Z niezadowoleniem wypisanym w każdej drobnej zmarszczce. Z bezgłośnym „po co tu przylazłeś?” na ustach. Chciała t y l k o w spokoju zapalić skręta.

Rockwell.
Pieprzony Rockwell.

Ten, o którym czytała w Internecie; którego oglądała w telewizji; o którym musiała wysłuchiwać monologów własnego ojca – w ostatnim czasie czwartkowe obiady Parków nie istniały bez narzekań Tate‘a na zszargany wizerunek legendy zespołu.

Wmawiała sobie, że widok sławnego kierowcy nie robi na niej najmniejszego wrażenia.
Skoro tak, dlaczego czuła, jak płoną jej policzki?

Kolejne prychnięcie.
Spojrzała na blanta i znowu wsadziła go między wargi.
Wiesz, że mam to w dupie? — mruknęła.
Przysunęła zapalniczkę bliżej jego czubka i potarła kółeczko. Po kilku próbach udało jej się wykrzesać mizerną iskierkę. Zniknęła szybciej, niż się pojawiła.
Syknęła przez zęby, uparcie starając się ignorować obecność Rockwella.
I fakt, że na pewno miał ze sobą sprawną zapalniczkę, skoro palił papierosa.
Spoiler
Obrazek
Murphy J. Rockwell
43 y/o
For good luck!
184 cm
former legend at Aurora GP
Awatar użytkownika
I'm a motherf*ckin' starboy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracji3 os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Zaciska mocno wargi, próbując nie parsknąć śmiechem.

Świetnie się bawi, widząc jej uporczywe próby zasłony dymnej, z których żadna nie działa. Przesuwa też spojrzeniem po odsłoniętych nogach, gdy dziewczyna jest zbyt zajęta swoim blantem. Zupełnie nie przejmuje się niemym sprzeciwem na jego obecność. Jej rozdrażnienie wydaje mu się absolutnie komiczne, szczególnie w połączeniu z tym niezgrabnym tańcem i delikatnym rumieńcem.

Przecież doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że musi wiedzieć, kim on jest, jak każdy na tej imprezie. Jeszcze dwa lata temu niemal nosili go tu na rękach, przepychając się, by gratulować mu świetnego sezonu i opowiadać o produktach, które mógłby reklamować. Wszyscy chcieli być tymi, którzy wyślą go na kolejne Grand Prix albo przynajmniej w taki czy inny sposób będą pławić w blasku jego legendy. Dwa lata temu nie opędziłby się od ludzi na wystarczająco długo, by w spokoju zapalić; dzisiaj, gdy tylko się zbliżał, patrzyli na niego z tą samą miną, co ona.

Tyle że przysiągłby, że akurat w jej przypadku nie zasłużył sobie na to wrogie spojrzenie samym byciem Wreckwellem i wszystkimi mniej lub bardziej prawdziwymi opowieściami, które trafiały do prasy od wypadku. Miał już wystarczające doświadczenie w byciu pariasem, by zauważać subtelną różnicę pomiędzy generalną niechęcią, a kierowaną do niego osobiście pogardą.

W tym momencie uświadamia sobie, że przecież on ją też kojarzy; to przecież córka Tate'a. Widywał ją już wcześniej na tych bankietach. Marszczy lekko brwi, ale to powolne łączenie faktów zwala na karb mieszanki zmęczenia, szampana i słabego oświetlenia.

"Wiesz, że mam to w dupie?"

Arogancki uśmieszek – ten wart niegdyś niemal tyle, ile jego umiejętności na torze – odmalowuje się na twarzy Murphy'ego. Obracając filtr niezapalonego papierosa w palcach, z kolejnym z rzędu kieliszkiem szampana w drugiej dłoni, niespiesznymi krokami zbliża się do krawędzi murku.

Nie no... słusznie — mówi od niechcenia, rozsiadając się w pewnej odległości od niej, zupełnie jakby był tam przypadkiem i po prostu miał ochotę zapalić papierosa w spokoju, a jej obecność zupełnie go nie interesowała. Odstawia kieliszek po swojej prawej stronie i sięga do kieszeni. Wyciąga z niej grawerowane w szachownicę zippo wręcz z namaszczeniem. Zapach benzyny działa kojąco. Przeskakuje iskra, knot zajmuje się ogniem, który Murphy zbliża do swojego fajka. Zaciąga się i spogląda na Park. — Co tak patrzysz? Chcesz szluga? — pyta z błyskiem w oku, zatrzaskując wyrobioną zapalniczkę i chowając ją do kieszeni.

Nellie Park
ODPOWIEDZ

Wróć do „Casa Loma”