—
Jeżeli to rzeczywiście klątwa, to nie powinna pani próbować jej zwalczać siłą. — Yonaka mówiła spokojnie, rzeczowo i z takim namaszczeniem, jakiego wymagał temat, którego sama nie uważała za szczególnie namaszczony.
Starsza kobieta stojąca naprzeciwko niej zaciskała obie dłonie na torebce z krokodyla, jakby właśnie powierzono jej informacje o tajemnicach państwowych.
—
Ale od tygodnia nie mogę się zmusić do wizyty w łazience. Ani razu. A wszystko, co zjem, zwracam. I jeszcze ten zapach…
Yonaka uniosła wzrok znad lady, walcząc z potrzebą wykrzywienia ust.
—
Tak... Zapach również jest istotny. —
Bardzo. —
W domu?
—
W całym domu. Szczególnie w sypialni. W nocy, gdy się budzę, jest nie do zniesienia. Czasem... — Kobieta urwała, gdy dzwonek nad drzwiami wejściowymi brzdęknął. Nagle rozległo się ciche piśnięcie. Zaraz po nim powietrze dookoła klientki i Yonaki skisło. —
Co ja to...? Ach, tak! — Pochyliła się bliżej i zakryła usta z jednej strony. —
Pani Levin, bo ja... ja czasem mam wrażenie, że woń samego piekła za mną się ciągnie.
—
Piekła... — powtórzyła Yonaka. —
Ach, tak?
Kobieta wytrzeszczyła oczy i wysyczała z pasją:
—
Odór siarki. — Machnęła torebką przed swoim nosem. —
Okropny!
—
Rozumiem.
Nie, nie rozumiała, a właściwie — rozumiała aż za dobrze.
Krokodylowa Dama przez ostatnie dziesięć minut opowiadała jej o demonie, który miał się do niej "przykleić" po tym, jak odmówiła pieniędzy nieznajomej kobiecie pod sklepem. Zaznaczała, że to najpewniej wysłanniczka romskiej sekty, jakich pojawiło się w jej dzielnicy ostatnio wielu. Według jej własnej teorii demon najpierw zabrał jej apetyt, później "zamknął wnętrzności", a teraz próbował zatruć dom negatywną energią.
Patrząc na Damę, oceniając jej posturę, napięty brzuch wylewający się zza paska starej spódnicy w kant, Yonaka stworzyła swoją teorię. Nie każdy problem wymaga demonologii. Niektóre wymagają po prostu odrobiny samoświadomości.
—
Mam coś, co może pani pomóc w oczyszczeniu organizmu. — Sięgnęła do jednej z szuflad za ladą i wyciągnęła niewielką papierową paczuszkę. —
Proszę zaparzyć zgodnie z instrukcją. Jedną porcję wieczorem. Nie więcej.
Kobieta spojrzała na pakunek z nabożnym skupieniem, jakim obdarowała wielebnego ojca Jonathana z Katedry obok LaVoodoo.
—
I to wypędzi demona?
—
Powinno pomóc pozbyć się tego, co pani organizm uznał za obcą, szkodliwą energię.
—
A jeśli będzie bardzo bolało?
—
Może być nieprzyjemnie. — Yonaka zawahała się na ułamek sekundy. —
I proszę się nie niepokoić, jeżeli w nocy będzie pani musiała wielokrotnie korzystać z toalety.
Dama pobladła.
—
Czyli jednak. To... opętanie? Bo wielebny mówił dziś podczas porannego kazania...
—
Wręcz przeciwnie — Yonaka wtrąciła się z uśmiechem. —
To znak, że oczyszczanie działa. Im więcej negatywnej energii się pani pozbędzie, tym szybciej organizm wróci do równowagi.
W rzeczywistości był to wyjątkowo mocny preparat ziołowy o działaniu przeczyszczającym. Yonaka nie miała najmniejszych wątpliwości, że kobieta spędzi najbliższą noc w łazience. Miała natomiast pewne wątpliwości, czy rano skojarzy ten fakt z tym, że przez tydzień nie była w stanie zrobić tego, co jej organizm najwyraźniej bardzo chciał zrobić.
—
Proszę jutro do mnie zadzwonić — oznajmiła, wręczając wizytówkę LaVoodoo.
—
Naprawdę?
—
Oczywiście.
Kobieta podziękowała jej ze łzami w oczach, zapłaciła i wyszła.
Yonaka odprowadziła ją wzrokiem do drzwi. Dopiero kiedy dzwoneczek nad wejściem ucichł, kobieta pozwoliła sobie westchnąć.
—
Ludzie naprawdę zrobią wszystko, żeby nie przyznać, że od tygodnia nie byli w toalecie. — Jej rozmówczyni w ciężkim futrze parsknęła cicho. Taissa, Białorusinka odpowiedzialna za dostawy w sklepie, jak zawsze mówiła wprost ze skórzanego szezlongu w rogu sklepu. —
W moich stronach mówi się, że kiedy chłop chciał puścić bąka, to się z wrażenia zesrał. A ta babuszka chyba nie wierzy, że może mieć taki prosty problem. Chyba nie każdy ma twoją odwagę, żeby nazwać gówno gównem.
—
To nie odwaga. To psychologia. — Yonaka zamknęła szufladę. —
I trochę hydrauliki. Czy możesz otworzyć okno witrynowe? Trzeba tu... przewietrzyć.
—
Mam dostawę do rozpakowania.
—
Siedzisz tu już czterdzieści minut.
—
Mapuję mentalnie przestrzeń magazynu! Prawie nie można się w nim poruszać w pełnym wyproście, Yoki... Może tam trzeba zrobić jakąś noc oczyszczenia?
Yonaka westchnęła cicho, świadoma przegranej w boju z Taissą. Jeżeli nie chciała czegoś zrobić, nie zrobi tego. Daremne były pytania i prośby, ale czasami łudziła się, że jeszcze może jakoś wpłynąć na kobietę. Inaczej niż groźbami o cięciu godzin czy odebraniu miesięcznej premii. Przeszyła ostatni raz wzrokiem towarzyszkę sklepową o grubych, rudych dredach i dzwonach z worków jutowych, i poszła w stronę wejścia.
Chwilę później usłyszała przed sobą:
—
Jezu, kurwa, Chryste!
Między regałami stała chuda dziewczyna, która najwyraźniej przed chwilą prowadziła jakąś bardzo intensywną wewnętrzną dyskusję z własnym sumieniem. Nie nie widziała jej w ogóle. To zdarzało się rzadko. Nie dlatego, że miała oczy dookoła głowy. Po prostu poruszała się cicho. Nabyta przez lata pracy na farmie cecha, która okazała się wyjątkowo użyteczna w sklepach pełnych ludzi przekonanych, że każdy skrzypiący regał ma własną świadomość.
Teraz dziewczyna patrzyła na nią tak, jakby właśnie przyłapała ducha na kradzieży własnego portfela.
Yonaka uniosła lekko brew.
—
Umie się pani teleportować?
Przez sekundę nic nie mówiła. Potem kącik jej ust drgnął.
—
Nie. — Spojrzała na dziewczynę od góry do dołu, zatrzymując wzrok na charakterystycznej mieszance stroju, miny i ogólnego chaosu, która przywodziła jej na myśl pewien bardzo konkretny typ klienta.
Studenci, zwłaszcza ci, którzy odkąd zaczęła pojawiać się na zajęciach z literatury staroangielskiej jako wolny słuchacz, zaczęli pojawiać się również w LaVoodoo. Niektórzy kupowali kadzidła. Niektórzy książki. Niektórzy przychodzili tylko po to, żeby zobaczyć, czy demonolożka z internetu rzeczywiście istnieje poza ekranem.
Ta wyglądała raczej na tę trzecią kategorię.
Yonaka założyła ręce za sobą.
—
Ale przyznaję, "teleportacja" jest nowa. Zwykle ludzie pytają, czy stoję tu od pięciu minut i ich obserwuję. — Przeniosła spojrzenie na książkę, którą Effie najwyraźniej wcześniej wyciągnęła z półki. —
Chociaż jeśli przyszła pani po instrukcję pozbywania się upiora poprzez trzy splunięcia, kamień księżycowy i taniec dziękczynny, to uprzedzam — ten dział literatury popularnej jest po lewej. — Wdech i wydech. —
Jeżeli natomiast przyszła pani po coś, co faktycznie działa, to ma pani szczęście. — Wyprostowała się i wskazała brodą w stronę półek pod ścianą. —
Mamy środki na mrówki, pleśń, mole, bezsenność, bóle głowy, problemy z koncentracją i jeden naprawdę dobry odstraszacz na kuny. — Spojrzała jej prosto w oczy. —
Demonów LaVoodoo chwilowo zabrakło. — Przez moment wyglądała na całkowicie poważną. Dopiero po chwili dodała: —
Ale mogę zamówić na poniedziałek.
Wszyscy klienci uwielbiali souveniry ich marki — podrabiane Labubu.
Effie Granger