Ich wspólna przyszłość miałaby zależeć od jego sprawności w łóżku? Wbrew pozorom wcale nie było z nią tak źle i nie była
aż tak płytka, żeby miało to wpłynąć na jej decyzję o pozostaniu z nim. Czy była to ważna część ich życia? Oczywiście. W pewnym momencie najważniejsza, ale oboje doszli do tego, że zaczęli dojrzewać… dorastać. Lepiej późno niż wcale! Ale dobrze, że nie będzie dane im się o tym przekonywać. A to, że oczy mu się zaświeciły na informację o jej zabawkach? Aż ją to rozbawiło, szczerze… pokręciła głową, bo –
Jesteś niemożliwy, Cadwalader. – szepnęła, ale cóż – taki właśnie był. Czy łatwiejszy w obsłudze? O no tu może powinna zaprotestować, ale no niech mu będzie. Niech mu będzie! Tym bardziej, że jakiś cichy głosik z tyłu głowy podpowiedział jej, żeby nie gasić jego entuzjazmu, że była ciekawa… i teraz przynajmniej oboje będą mieli na co czekać!
- I to jest właśnie ten problem… – że nie potrzebowała być przy nim silna i niezależna, że bardzo łatwo przyszło jej porzucenie tej roli, że bardzo szybko o tym zapomniała, a jednak funkcjonowała tak właściwie od kiedy była nastolatką –
Zakochałeś się jak byłam silna i niezależna… może to twój typ i zaraz się znudzisz. Byłoby trochę szkoda, jak już tu jesteśmy… po tym, co zrobiłeś, a ja grzecznie na ciebie czekałam. Wiesz jakie to krzesło tutaj jest niewygodne? Nigdy dla nikogo nie siedziałam w szpitalu czekając aż się obudzi. – przyznała całkiem szczerze, uśmiechając się pod nosem i chociaż w minimalnym stopniu obracając to w żart, żeby nie zrobiło się zbyt poważnie. Bo mógł jej wytykać, że próbowała zgrywać twardzielkę, ale oboje dobrze wiedzieli, że nie wyszło jej to za dobrze. Poległa. Potrzebowała go. Nie do wyrównania rachunków, ale po prostu jako człowieka. I cieszyła się, że mogła teraz być z nim… gdy on mógł potrzebować jej – a przynajmniej tak jej się wydawało. Bo jej mina, gdy wspomniał pielęgniarkach? Bezcenna –
Wolałabym, żeby trzymały się od ciebie z daleka… tak długo jak mogą. – a już na pewno, żeby nie zajmowały się wyglądaniem i poprawianiem poduszek! Zdecydowanie wolała to zrobić sama. Uśmiechnęła się przy tym pod nosem, bo no… no może nie była
absurdalnie zazdrosna, ale mimo wszystko – ostatnią rzeczą, której dookoła niego chciała to seksownych pielęgniarek. Naprawdę –
I wiem, że się nie oświadczasz. Chciałeś zobaczyć moją minę, gdy to zasugerujesz. – a ta nie była wcale taka straszna! Właściwie zareagowała zupełnie naturalnie, jakby to nie była najstraszniejsza rzecz, która mogła im się przytrafić. Czy uważała małżeństwa za przereklamowane? Oczywiście. Ale jej doświadczenia były też specyficzne i zdawała sobie z tego sprawę. Jednocześnie miała wrażenie, że to za wcześnie na takie rozmowy? Teraz jednak można było zrzucić to na leki przeciwbólowe krążące po jego organizmie. Dlatego nic więcej na ten temat nie powiedziała, nie próbowała mu tego wybić z głowy. Tym bardziej, że jakby nie było… to komplement. To, że w ogóle takie rzeczy chodziły mu po głowie – to był komplement. Darcy nie była
idealnym materiałem na żonę. Tak jak nie była dziewczyną, którą chce się przedstawić mamie. Trochę się nad tym zastanawiała, gdy wyszła z jego szpitalnej sali.
A później skupiła się na przekonaniu lekarza, żeby powiedział jej wszystko na temat stanu Arvela. Czy było to łatwe? Oczywiście, że nie. Ale mimo wszystko jej się to udało, przynajmniej częściowo. Może nie dowiedziała się wszelkich, najdrobniejszych szczegółów, ale przynajmniej zorientowała się w sytuacji. Mogła odetchnąć z ulgą. Więc kiedy wróciła do pokoju Cadwaladera była wyraźnie mniej zmartwiona.
- Wszystko wskazuje na to, że będziesz żyć. Ale póki co musisz dużo odpoczywać. No i najważniejsze… musisz się słuchać. Tak, tak. Nie patrz tak na mnie. Musisz się słuchać i nie próbować niczego przyspieszać. Więc musisz mnie wykorzystywać do poprawiania poduszki i podania szklanki z wodą. – uśmiechnęła się pod nosem i przysiadła na brzegu łóżka –
To twoja jedyna niepowtarzalna okazja, Cadwalader. Wykorzystaj ją mądrze. Dojdziesz do siebie i skończy się usługiwanie. Jak o tym myślę to nawet trochę żałuję, że no wiesz… ja straciłam swoją szansę. – na to, żeby mógł jej trochę usługiwać jak ją wszystko bolało! –
No i nie musisz się oszczędzać z lekami przeciwbólowymi, więc zaraz ktoś pewnie z nimi przyjdzie. – bo nie było sensu cierpieć! –
I naprawdę nie mogę się doczekać aż wrócisz do domu… szkoda, że musiało się to skończyć tak dramatycznie, ale cieszę, że szybko. Niewiele ci brakowało, żeby wyjść z tego cało. – uniknąć wizyty w szpitalu –
Dać znać komuś z twojej rodziny? Pewnie się martwią… ile w ogóle wiedzą? – czytaj… jak bardzo mnie nienawidzą, że przeze mnie wpakowałeś się w kłopoty?
Arvel Cadwalader