Wiedziała o przyjaciółce, która zdecydowała się razem z nim na zrobienie tego jakże niezwykłego dzieła sztuki. Nie była jednak czy to Dante wspomniał jej — najprawdopodobniej w odpowiedzi na jej bezczelne pytanie, swoją drogą retoryczne i rzucone w eter bez potrzeby usłyszenia jakichkolwiek wyjaśnień,
"jaki idiota mógłby dać sobie zrobić coś takiego?!". Znając więc chłopaka i jego brak umiejętności do trzymania języka za zębami, mógłby pewnie rzucić tekstem pokroju, że on i Cath… i w sumie to jaki ona miała w tym wszystkim problem skoro to nie jej zrobiono ten tatuaż, więc po co to tak przeżywała. Ewentualnie, kilka dni później mogła też usłyszeć od Lexiego, podczas ich treningu pływackiego — bo przecież to był najlepszy czas na podobne pogawędki — że jego starsza siostra zrobiła sobie jakże oryginalny tatuaż… z błędem. Przekreślonym. I poprawionym na ten sam błąd.
Tylko która z tych sytuacji zdarzyła się naprawdę? Istniała spora szansa, że obie. No może z delikatnymi poprawkami. Ale takimi naprawdę kosmetycznymi! Bo równie dobrze mogła zapomnieć, że w całej tej rozmowie Dante stwierdził, że sama była głupią idiotką… jednocześnie te nieprzychylne słowa, które mogły — a wcale nie musiały — paść z jego ust, trochę uderzyły ją w serduszko i dlatego tak zacięcie szukała dla niego tego lekarza. Tak na wszelki wypadek, jakby ręka miała mu odpaść, a on już nigdy miał nie chwycić nią za jej pasmo włosów, które po raz kolejny w przeciągu miesiąca zmieniło swój kolor.
Początkowo, na wzmiankę o jej
wybrakowanym słowniku, zamierzała mu odpowiedzieć, zresztą, wielce dojrzałe, że sam był wybrakowany, ale ostatecznie tylko wytknęła mu język, wydając z siebie charakterystyczny dla tej czynności odgłos "bleeeeee".
Kiedy jednak wspomniał o
Michaelu podczas jej żartów odnośnie pracy na kamerce… no tego nie mogła zignorować. Potrzebowała kilku sekund, aby przemyśleć strategię — wolała się na niego wkurzyć i dać mu do zrozumienia, że był totalnym głąbem czy… grać w te grę.
— Od kiedy go znalazłeś i zmusiłeś do wyjścia z szafy to powiem ci, że stał się bardzo odważny i sam się domaga pracy… pytał czemu go zwolniłam i w ogóle… ale masz rację. W tej branży potrzebuję odpowiednich pracowników, a Michael był naprawdę najlepszy. Nigdy nie narzekał na warunki pracy, zawsze, gdy tylko go potrzebowałam to był gotowy dosłownie w sekundę — odparła z zadziornym uśmieszkiem, bo kiedy byli sami to jej mózg nie musiał analizować czy wypadało coś powiedzieć, czy nie. I każdy obcy mógłby stwierdzić, że przecież rzekomy Michael był po prostu bardzo sumiennym pracownikiem, na którym mogła polegać, w końcu wyglądała tak niewinnie, opowiadając o nim. Tylko akurat Dante dobrze wiedział, że za tą maską kryła się mała zołza, która potrafiła wymyśleć dziesiątki ripost na jego głupie gadki. Chociaż prawda była taka, że gdyby podobnym tekstem ją zaczepił chociażby w tej klinice weterynaryjnej czy w szpitalu, gdy czekali przy okienku aż farmaceutka wyda przepisane dla niego leki, to pewnie by się nie odważyła na podobne rozwinięcie tematu. Ale czy w tych miejscach ich rozmowa zeszłaby na temat pracy na kamerkach? Raczej nie. A przynajmniej miała taką nadzieję.
Tak samo miała nadzieję, że ten namiętny pocałunek, którym uraczyła Dantego, skutecznie odstraszy dziunie z sąsiedniego rowerka wodnego i da im do zrozumienia — a zwłaszcza jednej z nich — że
TE węże i
TA ćma miały już swoją właścicielkę i nie było szans, aby tak chętnie ją zmieniły. A pieski tym bardziej. Bo nawet jeśli Olive — jak na prawdziwą psią dive przystało — olała te wysublimowane komplementy, najwyraźniej uważając, że nie było się czym podniecać, bo przecież oczywistością było to, że wyglądali przeuroczo w tych kamizelkach, tak Murphy uznał, że należy szanownym paniom podziękować, tym samym wywołując kolejną falę
ochów i
achów. Nie wspominając o tym, że swoim nagłym entuzjazmem zdenerwował swoją siostrę, która zaczęła go dosyć mocno — jak na jej możliwości — pyrgać łapą. Tak jakby chciała mu powiedzieć, żeby przestał robić wstyd i zamknął jadaczkę. Czego jednak Elsa nie mogła zobaczyć i w żaden sposób zareagować, bo była zbyt skupiona na nim. Na jego ustach, języku i tym, że kompletnie oddawał się ich wspólnej pieszczocie, ignorując w ten sposób natarczywe nieznajome.
— Pewnie od zawsze — wynruczała tuż przy jego ustach, nadal delikatnie muskając je swoimi przy każdym słowie. Wiedziała, że ta odpowiedź raczej nie powinna go zaskoczyć, bo przecież jej zazdrość nie była nigdy żadną tajemnicą. Nie robiła mu co prawda nigdy jakichś akcji w związku z tym, że siedział w jednej ławce z jakąś koleżanką z klasy albo że na przerwach z którąś po prostu rozmawiał. Problem pojawiał się głównie wtedy, gdy ta koleżanka — najczęściej Ashley — przekraczał granice zwykłego koleżeństwa i znajdowała się wyraźnie za blisko, jednocześnie nie potrafiąc utrzymać łapsk przy sobie, albo zbyt ostentacyjnie prezentując — na nieszczęście Elsy i jej kompleksów — jędrny i obfity biust. Tylko wtedy to nie Dante miał u niej przechlapane, a owa blondynka. W końcu nikt się chyba nie spodziewał, że Norweżka z tym swoim promiennym uśmiechem złapałaby ją delikatnie za włosy u ich nasady i zagroziła, że jeszcze jedno zatrzepotanie rzęsami, a jednym pociągnięciem wyrwie jej te wszystkie doczepy…
Także jej problemy to nie była kwestia tylko Ivy, z którą to Dante spotykał się przez dłuższy czas. To wszystko zaczęło się dużo wcześniej, a same wątpliwości do tego czy to czasem nie był kolejny zakład, a ona dała się nabrać na te czułe gesty, pojawiły się jeszcze tej samej nocy, co impreza Chrisa.
— Ale ja zawsze musiałam mieć zatemperowane wszystkie kredki… pamiętasz jak któregoś razu byłam u ciebie i zamiast oglądać jakiś film albo zająć się czymś… miłym… — Zagryzła mimowolnie dolną wargę. Miało to w końcu miejsce jeszcze tuż przed ich pierwszym razem, więc najwyraźniej stresowała się położyć z nim w jednym łóżku i dlatego…
— Temperowałam ci wszystkie ołówki i kredki jakie walały się po twoim biurku, naiwnie wierząc, że weźmiesz chociaż jedną następnego dnia do szkoły. — Ostatni raz cmoknęła go w usta i zaraz po tym zajęła swoje swoje miejsce, spoglądając jeszcze na psy, aby upewnić się, że przynajmniej jeden z nie wpadło na żaden głupi pomysł. Cóż, najwyraźniej woda budziła respekt nawet przed takim urwisem jak Murphy.
— Ale wiesz, że mi się z tym w ogóle nie spieszy? Nie miałam tatuażu przez dwadzieścia sześć lat, myślę, że jakiś miesiąc albo dwa jeszcze wytrzymam. I coś na pewno wymyślimy. Bo na pewno nie zamierzam iść za pierwszym razem pod igłę jakiegoś obcego chłopa albo babki. Wymarzyłam sobie, że masz być to ty. I koniec kropka. — Choć skrzyżowała ramiona pod biustem i zadarła wysoko brodę niczym wielce obrażona nastolatka to uśmiechała sie nadal szeroko z dziwną ekscytacją, którą mógł dostrzec w jej oczach. Nie mogła się doczekać realizacji tego planu, zwłaszcza, że od jakiegoś czasu chodził jej po głowie pewien pomysł i nawet zaczęła go realizować. Czekała jednak na konkretną wiadomość z konkretnego numeru. Być może, że już ją dostała, ale przez brak zasięgu nie miała możliwości jej odebrania i przeczytania. W każdym razie, do tego czasu nie zamierzała mu niczego zdradzać, zwłaszcza, że Dantemu mógłby się on spodobać albo wręcz przeciwnie. Wolałaby jednak, żeby nagle jej nie zostawił na środku jeziora albo faktycznie spełniłby w końcu swoją groźbę i podjął próbę utopienia jej.
— Robi się chłodnawo… wracamy? Zwłaszcza, że Murphy i Olive chyba jednak nie są tak zadowoleni jak myślałam, że mogliby być… możemy zostać jeszcze trochę na plaży to się pobawią — zaproponowała, mimowolnie pocierając dłońmi ramiona, na których pojawiła się gęsia skórka.
Dante Levasseur