Los potrafił być przekorny i choć David żył przekonany, jakoby niewiele byłoby go w stanie zaskoczyć, tak musiał przyznać, że spotkanie byłej przyporządkował do rubryki pt.
niespodziewane oraz
zaskakujące.
Dlatego w pierwszej chwili go zamurowało.
Dlatego patrzył na nią z niedowierzaniem.
Dlatego zaczął zastanawiać się, czy warto podejmować próbę dialogu, czy może lepiej odpuścić, bo nie wiadomo, czy dialog NIE zostanie zastąpiony MONOLOGIEM, gdyż odpowiedzią będzie cisza przeplatana dźwiękiem wody uderzającej o burty jachtu.
Jako nastolatek z ogromnym podziwem patrzył na te wszystkie ekskluzywne jachty i marzył, by kiedyś takim popłynąć, lecz do tej pory marzenie młodego chłopaka nie zostało zrealizowane. Powodem było wstąpienie do wojska - będąc w nim, raczej ciężko było myśleć dalej o jachcie, szczególnie, kiedy jego serce należało do pewnej niewiasty.
To z nią chciał się widzieć, kiedy dostawał przepustkę.
Do niej pisał listy w pierwszej kolejności, niecierpliwie oczekując odpowiedzi.
Kto wie? Może szczęście zapuka do drzwi Davida Harissona, wręczając mu teczkę pełną pieniędzy. Może łapiąc tych najbardziej niebezpiecznych zbiegów, otrzyma należny - jego zdaniem - dodatek w postaci premii do swojej pensji. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż ludzie nadal uciekali przed wymiarem sprawiedliwości. David porównywał ich do harcujących nocą myszy, które uciekały do nor, kiedy słyszały czyjeś kroki. Należało zastawiać na nich dobre pułapki, chociaż ci bardziej doświadczeni, nie łapali się na byle co. Niektórzy poszukiwani byli nawet kilka lat i Davida intrygowało, czy ktoś ich przetrzymywał, czy uciekli do całkowicie innego kraju, co byłoby równoznaczne z posiadaniem
pleców, czy zostali sprzątnięci.
Drugą opcją, jeżeli chodziło o wzbogacenie się, było podejmowanie prób w hazardzie, choć tu miało się 50% szans, a jednak miał lekkie obawy, że więcej pieniędzy by przegrał niż wygrał. Raz czy dwa odwiedził kasyno, lecz nie szło mu jakoś najlepiej, dlatego nie odwiedzał go jakoś regularnie. Niby jeszcze mógłby spróbować wirtualnie, np. obstawiając mecze w bukmacherce.
Bo kto nie ma szczęścia w miłości, ten ma szczęście w kartach.
Podobno..
Może tu był właśnie pies pogrzebany - że zamiast próbować szczęścia w pokerze, decydował się na ruletkę oraz maszyny.
Inną kwestię stanowił fakt, iż po związku z Francine, nie chciał się do nikogo szczególnie przywiązywać.
Czy jest sens wchodzić w coś, kiedy Twoje serce było przebite i puste?
Jasne, niejedna kobieta z nim flirtowała, ale patrząc na nie, brakowało mu tego czegoś.
Poza tym, praca zabierała mu całkiem spory procent codzienności - czasami nawet zasypiał przed biurkiem w swoim gabinecie na komisariacie, bo cóż, komisariat stanowił jego drugi dom. W szufladzie biurka miał nawet schowane kosmetyki: dezodorant wraz ze szczoteczką, pastą oraz perfumami, coby nikogo od siebie nie odstraszać. Szczególnie osób przychodzących, aby podzielić się posiadającymi informacjami o zbiegach.
Francine także była zbiegiem - zbiegiem z jego życia, o którym nie potrafił zapomnieć, pstrykając palcami, czy biegając wokół jeziorka w parku. Przez długi czas, zamykając oczy, widział Francine, słyszał jej głos i czuł na swojej skórze jej dotyk - naprawdę cholernie za nią tęsknił i szukał sposobów, by zapomnieć. By zakopać przeszłość głęboko pod ziemią. Jakby zakopywał drogocenny skarb, do którego klucze miały wyłącznie dwie osoby:
on
i ta, której inicjały to F.W.
Skinął głową, bo choć słyszał jej słowa, wydawały mu się dobiegać z bardzo daleka, jakby stała nie obok niego.
A może to po prostu ten ton? powiedział w myślach do samego siebie. Spojrzał na twarz blondynki, lecz nic więcej nie wydobył z siebie. Dopiero po chwili powiedział, że dobrze ją było zobaczyć, a następnie… poszedł, tzn. przemieścił się, by stanąć po drugiej stronie jachtu. Był gotów iść o zakład, że Francine nie podejdzie.
Jakże źle myślał…
Czy ona właśnie mnie… przepraszała? ten dzień wydawał się robić coraz ciekawszy; kolejne zaskoczenie mógł dopisać do
listy.
Spojrzał na Fran z uniesionymi brwiami, a zaraz potem kąciki ust zaczęły tworzyć uśmiech.
- Wiem Fran. Zawsze uważałem to za urocze. - powiedział zgodnie z prawdą, czując ogarniającą go radość, bo halo!
Francine Wetherstone SAMA się do niego odezwała.
Nie zmusił jej do tego.
Pamiętał też, że potrafiła zaciskać dłonie, gdy zaczynała się denerwować, dlatego automatycznie zerknął w kierunku dłoni blondynki.
- Pamiętasz może, jak Ci kiedyś opowiadałem, że chciałem kupić taki jacht, na którym pływalibyśmy każdego lata? Niestety dalej na niego zbieram… - powiedział, pomijając szczegół o tym, że przez długi czas nawet na niego nie odkładał.
- A Tobie się udało na coś zebrać? - spytał, nie chcąc zaczynać rozmowy od zwykłego
Hej, co tam? Aczkolwiek tego co u niej także był ciekawe ale no... przed nimi kilkugodzinny rejs. Pewnie jeszcze zdążą zamienić słowo lub dwa.
i tried to forget, but I couldn't because it was too hard