29 y/o
For good luck!
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
I'm the serpent here to test you with forbidden fruit, I love the look on your face when I'm tempting you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

⛧⛧⛧


To cały wasz sprzęt?
Część jest jeszcze w vanie, ale raczej nie będzie potrzebna.
Mhm… a w sumie to skąd ta pewność?
Jesteśmy profesjonalistami, proszę nam zaufać — sapnął z wysiłkiem tatusiowaty wąsacz, jedną ręką podciągając zsuwające mu się z tyłka dżinsy, a drugą przytrzymując zwykłą skrzynkę z narzędziami.
Effie westchnęła ciężko, zamykając drzwi za ekipą ghostbusterów i rzucając ostatnie spojrzenie na ich sfatygowanego vana. Nie spodziewała się może ujrzeć obładowanej tajemniczym sprzętem furgonetki rodem z filmu science-fiction, ale zwykły, biały dostawczak trochę ją rozczarował. Widząc takie auto przeszłaby na drugą stronę ulicy, bo wyglądało jak perfekcyjny samochód porywacza, ot, rozsuwasz drzwi i cap! — zawijasz bogu ducha winną niewiastę do środka. Sama ekipa też zresztą odbiegała od jej wyobrażenia o nieustraszonych pogromcach bytów nadprzyrodzonych.
Od jej wizyty w LaVoodoo minęło już ładnych kilka dni. Według tego, co nieco znudzonym głosem wyrecytowała jej Taissa przed przyjęciem zgłoszenia, tak szybki termin realizacji zlecenia wynikał tylko z tego, jak dużym respektem ekipa darzyła Yonakę (i może trochę z tego, jak uparcie Effie powtarzała, że może bez problemu zapłacić więcej).
Tak, jak mówiła pani Levin; wpadną, porobią pomiary, możliwe, że coś pani naprawią — pouczała sucho rudowłosa, kiedy Effie drżącą ręką wypełniała cudem znaleziony w odmętach szuflady ostatni formularz (to nasze ostatnie mleko). — Rozstawią kamery i czujniki ruchu na noc lub dwie i będzie wszystko wiadomo.
Chociaż długi szlafrok w panterkę i świeżo nakręcone hollywoodzkie fale dodawały pani domu odrobiny animuszu, widocznie snuła się z kąta w kąt i nie mogła znaleźć sobie miejsca. Obserwowała, jak Phil i Aaron (przyjechało ich tylko dwóch, bo Frank musiał pojawić się na baletowym występie swojej córki i miał dotrzeć później) rozpakowują sprzęt, rzucając do siebie krótkie, niewiele mówiące jej komunikaty.
Nie była może ekspertką w temacie, ale rozpoznawała część narzędzi, które kolejno lądowały na jej dywanie i nie wyglądało to za bardzo jak standardowe wyposażenie łowców duchów, które kojarzyłaby z programów telewizyjnych czy programów na YouTube. Chociaż pani Levin ostrzegała ją przed zawierzaniem zbyt mocno temu, co widzi w mediach, Effie nie mogła oprzeć się wrażeniu, że w jej domu obóz rozbijają podstarzali majstrowie, a nie bohaterowie gotowi bronić ją przed demonami.
W końcu nie wytrzymała.
A tablicę Ouija też macie?
Phil i Aaron spojrzeli po sobie przelotnie, jakby dłuższe spojrzenie na kolegę było obarczone wysokim ryzykiem.
Jasne. Zaraz obok klucza trzynastki.


😱Yonaka Levin😱
mommy
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kilka dni później Yonaka siedziała za ladą LaVoodoo i przeglądała formularz zgłoszeniowy, który wcześniej przekazała jej Taissa.
Effie.
Nazwisko, adres, opis zdarzeń. Przestawione przedmioty, bezpieczniki, cienie, odgłosy, bezsenność. I leki. Yonaka zatrzymała wzrok na tym ostatnim punkcie odrobinę dłużej. Nie zamierzała z góry zakładać, co dzieje się w domu Effie. Właśnie dlatego skierowała sprawę do ekipy. A właściwie — do Taissy. Chciała przede wszystkim, żeby Effie nie była sama. Jeżeli przy okazji udałoby się znaleźć racjonalne wyjaśnienie całej historii, tym lepiej.
Telefon w kieszeni granatowego kardiganu zawibrował.
Nowe wiadomości(32) od: Grupa Leniwych Ale Ambitnych Nowoczesnych Spirytystów (L.A.A.N.S.)

Belarus Samo(z)gon:
Jesteśmy.

SAauron:
Instalacja wygląda normalnie.
Yonaka odpisała krótko:
Yonaka:
Zacznijcie od piwnicy.
Przez kilka minut panowała cisza. Potem:
Belarus Samo(z)gon:
Coś spadło na górze.

Phil Nie Colins:
Słoik. Pusta półka.

Yonaka:
Półka?

SAauron:
Krzywa.
Kącik ust jej drgnął.
Yonaka:
Czyli duch niewinny.
Odpowiedzi nie było długo.
Belarus Samo(z)gon:
W piwnicy jest coś przy fundamencie.
Yonaka odłożyła kubek.
SAauron:
Rozkopana ziemia. Ślady zadrapań.

Yonaka:
Duże?

Phil Nie Colins:
Dosyć.
Yonaka spojrzała na formularz. Potem na drzwi sklepu. Zaczynała podejrzewać, że sprawa będzie znacznie mniej nadprzyrodzona, niż Effie przypuszczała.
Belarus Samo(z)gon:
Słyszę drapanie.

SAauron:
Ja też.
Chwilę później:
Phil Nie Colins:
Coś przebiegło za mną.

Yonaka:
Co?

Phil Nie Colins:
Nie wiem. Oczy.

Belarus Samo(z)gon:
Świecące.
Yonaka westchnęła.
SAauron:
Jest pod schodami.

Samo(z)gon:
Duże. A co jak to bazyliszek? ŁAZI RURAMI!

Yonaka:
Nie dotykajcie.
Trzy kropki.
SAauron:
Za późno.
Yonaka zamknęła oczy.
Oczywiście.
Telefon zawibrował ponownie.
Samo(z)gon:
Słyszę głos.

Yonaka:
Jaki?

Samo(z)gon:
Jakby ktoś powiedział 'hej'
Yonaka już sięgała po kluczyki. Kilka minut później przyszła ostatnia wiadomość.
Samo(z)gon:
Yoki...

Yonaka:
Co?

Samo(z)gon:
Musisz to sama zobaczyć.
⛧⛧⛧


Pół godziny później Yonaka stała w piwnicy Effie, wciskając skostniałe dłonie głęboko do kieszeni skórzanego płaszcza. W powietrzu czuć było nadciągającą jesień... a może to zimno tego konkretnego miejsca?
Pomieszczenie było zawalone gratami — kartonami, plastikowymi pudłami, starymi meblami i rzeczami, których nikt od lat nie używał, ale najwyraźniej nadal nie potrafił wyrzucić. Światło latarek przecinało kurz wiszący w powietrzu. Na samym końcu, gdzie cienie kładły się najciaśniej, znajdowała się ściana i... dziura.
Yonaka podeszła bliżej.
Beton przy podstawie był wyraźnie rozkruszony. Ziemia została rozgrzebana, a kawałki izolacji walały się po podłodze. W miękkim podłożu widniały głębokie ślady.
Przykucnęła. Wyciągnęła rękę. Wtedy coś lodowatego owiało jej palce, aż cofnęła dłoń. Spojrzała na Taissę.
Czułaś to?
Ruda tylko skinęła głową a dredy zabawnie podskoczyły na jej głowie. Yonaka ponownie przyłożyła dłoń do szczeliny. Wiatr. Regularny. Jakby po drugiej stronie ściany znajdowała się przestrzeń, której zdecydowanie nie powinno tam być. Nagle coś zaszeleściło. Nie w ścianie — za nią.
Yonaka znieruchomiała, a Taissa powoli uniosła latarkę. Światło przesunęło się po gruzie, po rurach, po stercie starych pudeł. Nic. Dojmująca pustka.
Słyszeliście? — zapytała Yonaka cicho.
Nikt nie odpowiedział. Wtedy z ciemności dobiegło kolejne szuranie, tym razem znacznie bliżej nich. Taissa zrobiła krok w stronę dziury, Yonaka natychmiast złapała ją za ramię i mocno zacisnęła palce.
Nie.
Ale...
Nie wiemy, co tam jest.
Taissa posłała jej zdegustowane spojrzenie, ale, ku zaskoczeniu demonolożki, nagle uśmiechnęła się szeroko. Zupełnie, jak dziecko, któe właśnie znalazło prezent pod choinką przed pierwszą gwiazdką na niebie.
Yonaka westchnęła.
Nawet nie chcę wiedzieć, co teraz sobie myślisz. — Za jej plecami Effie stała na schodach. Yonaka odwróciła głowę. — Na pewno chce pani zejść z nami?
W tej samej chwili coś uderzyło od wewnętrznej strony ściany.
Łup! Trach! Łup!
Wszystkie trzy zamarły. Przez sekundę panowała absolutna cisza. Potem z ciemności dobiegło przeciągłe, chrapliwe:
Chrrr...
Taissa ścisnęła latarkę, jak wymierzony miecz świetlny na duchy; wątpliwe, aby laser mógł im coś zrobić, a światło — bynajmniej zaszkodzić. Yonaka zmrużyła oczy.
Dobra... — mruknęła. — Teraz też chcę to zobaczyć.
Jakieś l i c h o niesie? — syknęła ze wschodnim akcentem Taissa.
Licho, czy nie licho... Może bezdomny?
Jeśli jesteś lichem, zawyj! A jeśli jesteś bezdomny, to chujowy dzień sobie wybrałeś na squatering!

🦝 Effie Granger 🦝
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
29 y/o
For good luck!
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
I'm the serpent here to test you with forbidden fruit, I love the look on your face when I'm tempting you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dałaby już siana z tymi formalnościami, pomyślała Effie, która zdążyła przejść z ekipą łowców duchów na ty — ze wszystkimi z wyjątkiem Yonaki, która jak Don Pedro de Pommidore kryła się aktualnie pod płaszczem, udając zdystansowaną i profesjonalną. Nie, nie udając — ona po prostu taka była. Wyróżniała się mocno na tle reszty, chłodna, kalkulująca, w przewadze małomówna, kiedy sytuacja nie wymagała długiego komentarza.
Kontrast między nią a rudowłosą Białorusinką był tak ewidentny, że aż trudno było uwierzyć, że te dwie tak blisko ze sobą współpracują. Effie prychnęła pod nosem na komentarz Taissy, ale chrobotanie, szuranie i nagła powaga, która ogarnęła całą ekipę gdy posłyszeli te odgłosy, trochę narobiły jej pietra. Okutała się mocniej panterkowym szlafrokiem, jakby ten miał stanowić niezawodną ochronę przed lichami i bezdomnymi.
Żadne licho nie zawyło, nie rozległ się też żaden inny dźwięk, który sugerowałby, co konkretnie urządziło sobie wykopki w jej ścianie. Na krótką chwilę zapadła głucha cisza, po czym… znowu to cholerne chrobotanie.
Cokolwiek to jest, to chyba nie za bardzo ma ochotę cię posłuchać — rzuciła Effie, połowicznie kryjąc się za Taissą wciąż dzierżącą latarkę, a połowicznie wyglądając w kierunku niewiadomego pochodzenia dziury w ścianie. — Od kiedy duchy robią podkopy?!
Lepsze pytanie brzmi — rzucił Phil — od kiedy duchy chroboczą?
Aaron parsknął krótko śmiechem, ale Effie posłała mu takie spojrzenie, że zaraz spoważniał. Odchrząknął cicho i uniósł własną latarkę nieco wyżej, chociaż nie wyglądał z nią ani w połowie tak groźnie czy bojowo, jak Taissa ze swoją.
To… co teraz?
Teraz… musimy zidentyfikować czynnik chroboczący. Sądząc po tych śladach drapania, czynnik ów jest raczej ożywiony, ba, można by wręcz powiedzieć, że wyraźnie pobudzony... Tak czy siak — zaufaj procesowi.
Ja ufam, ale w tym momencie to wszyscy stoimy tu jak pizdy ostatnie i zastanawiamy się, co chrobocze mi w ścianie.
Możemy na przykład pociągnąć losy, kto wsadza endoskop do dziury — podrzucił Aaron, majtając przed sobą kamerką na gumowym przewodzie.
To chyba wasza broszka? Jesteście w końcu łowcami… kurwa, nie wiem, chroboczących zjawisk metafizycznych?
Mamy tu ewidentnie do czynienia ze zjawiskiem f i z y c z n y m. I ja, na ten przykład, jestem hydraulikiem!
Pani Levin mówiła coś innego…?
P a n i L e v i n mówi różne rzeczy, jak chce za-…
W tym momencie Phil zakrył koledze usta; ciężko powiedzieć, czy po to, by ten się nie wysprzęglił z tajemnic właścicielki LaVoodoo lub własnych, czy po to, by nie zagłuszył kolejnych podejrzanych dźwięków, które znowu przybrały na sile. Jednocześnie tuż nad podłogą powiało takim chłodem, że Effie zdawało się, iż nawet włosy pod pachami stanęły jej dęba.
Coś błysnęło w świetle latarki. Dwa jasne punkciki, świecące na wysokości kilkunastu centymetrów, skierowane prosto w ich stronę.
A potem w półmroku rozbłysły kolejne. I kolejne. I kolejne.
Czy to są…
Jeden z nieokreślonych kształtów, kryjących się w cieniu za błyszczącymi punkcikami, poruszył się gwałtownie. Rozległy się piski, chrobotania i tupot małych stóp.
Czy to są, kurwa, szopy?!


🤯Yonaka Levin🤯
mommy
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka przez kilka sekund wpatrywała się w ścianę, jakby samym spojrzeniem mogła zmusić stworzenie po drugiej stronie do ujawnienia się. Kiedy w snopie światła latarek pojawiły się kolejne pary oczu, poczuła przede wszystkim ulgę. Nie triumf. Nie satysfakcję. Ulgę.
Szopy były zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż demony. Jeden z nich w końcu wysunął łeb z wykopanej w ścianie dziury. Był niewielki, ale najwyraźniej nadrabiał rozmiarem charakteru. Nastroszył sierść, wyszczerzył zęby i wydał z siebie przeciągłe, ostrzegawcze syczenie. Kiedy któryś z łowców zrobił ostrożny krok w jego stronę, zwierzę odpowiedziało niskim warkotem.
Yonaka natychmiast uniosła dłoń.
Nie podchodźcie.
Szop wyglądał na gotowego do obrony własnego terytorium przed całą ekipą, nawet jeśli oznaczałoby to rzucenie się na znacznie większego przeciwnika. Yonaka przyjrzała się dziurze, śladom drapania i zwierzęciu. Wszystko nagle zaczęło mieć sens: awaria, chrobotanie i dziura w ścianie. Nie duch, żaden demon z piekła rodem. Szop. Spojrzenie demonolożki mówiło wystarczająco dużo. Tłumaczenie oczywistości? Zbyteczne.
Wydawało się, że najgorsze już minęło. Napięcie powoli zaczęło schodzić z całej grupy. Ktoś opuścił latarkę, ktoś inny wypuścił powietrze, które najwyraźniej od kilku minut trzymał w płucach, a wtedy… Taissa zaczęła się śmiać. Najpierw wydukała krótkie parsknięcie. Potem zaczęła zanosić się coraz głośniej. W końcu jej śmiech odbił się od ścian piwnicy tak donośnie, że sam szop wyraźnie uznał go za sygnał do natychmiastowej ewakuacji. Cofnął się gwałtownie, lecz znieruchomiał. Spojrzał na Taissę, potem na resztę L.A.A.N.S.iarzy, Yonakę i Effie, i tyle mu wystarczyło. Najwyraźniej i dla niego ta noc jawiła się wystarczająco absurdalnie, bo odwrócił się i ruszył w stronę piekielnej dziury.
Yonaka zdążyła tylko zmrużyć oczy. Coś poruszyło się w cieniu prędko. Zdecydowanie zbyt szybko, aby to był kolejny szop.
Co tam je—
Nie zdążyła dokończyć. Z ciemności wysunęło się coś długiego, obłego. W świetle latarki, odbijającym się od zaśniedziałego lusterka gdzieś na kredensie, błysnęły kremowo-żółte łuski a chwilę po nich — zębiska.
Szop pisnął.
Yonaka zamarła. Dłoń pozostała uniesiona w połowie gestu. Rozszerzone oczy śledziły ruch węża, ale przez pierwszą sekundę jej twarz nie wyrażała absolutnie niczego. Jakby umysł potrzebował chwili, żeby w ogóle zaakceptować to, co widzi. Boa dopadł szopa. Dopiero wtedy Yonaka gwałtownie wciągnęła powietrze.
Co do—
Przez pomieszczenie przeszedł zbiorowy krzyk. Aaron cofnął się tak gwałtownie, że niemal wpadł na stojącego za nim Phila.
O, KURWA! — Phil zaklął i odruchowo uniósł latarkę wyżej. — To jest boa!
Wiem, że to jest boa! — wydarł się Aaron, szarpiąc za poły flanelowej koszulki kolegi. — Ale skąd?! Skąd, kurwa?!
Taissa przestała się śmiać w jednej chwili.
Ja pierdolę…
Yonaka nadal milczała. Patrzyła. Szop i boa w jednym domu. Przed chwilą była niemal pewna, że rozwiązali zagadkę. Miała już w głowie prosty ciąg przyczynowo-skutkowy, który pasował do wszystkiego. Teraz ten ciąg właśnie przestał istnieć. Palce jednej ręki zacisnęły się jej na materiale kurtki, ale nawet tego początkowo nie zauważyła. Całą uwagę pochłaniało to, co działo się kilka metrów dalej. Wąż zaczął owijać ciało wokół swojej ofiary. Piski szopa rozdzierały pomieszczenie na drobne. Yonaka przełknęła ślinę, ale coś jej to utrudniało. Zorientowała się, że zaciska drugą dłonią własne gardło. W brzuchu zacisnął się węzeł.
To jest… — Urwała. Jeszcze raz: — To jest boa. — Powiedziała to niemal bezgłośnie, jakby samo nazwanie zwierzęcia miało sprawić, że sytuacja stanie się odrobinę bardziej logiczna. Nie stała się. Zrobiła pół kroku do tyłu, wpadając na poręcz przy ścianie.
Aaron najwyraźniej odzyskał głos szybciej od niej:
CO MY TU, KURWA, MAMY?!
Phil nie odrywał wzroku od węża.
Valak… — wycedził drżącymi ustami.
Co?
Valak. Markiz węży.
Phil, błagam cię, kurwa!
No co?! Patrz na to! Czerowne ślepia! Czerwone, kurwa! Nie jebana akwamaryna! Czerwień piekielna!
Taissa, zamiast odpowiedzieć, wskazała latarką w stronę węża. Stłumiony rechot wydostał się z jej klatki z całą mocą.
To Szatan.
Yonaka zamknęła oczy tym razem na nieco dłużej. Wzięła powolny oddech. Jeden. Drugi… Kiedy je otworzyła, wąż nadal tam był. Rozpościerał szczęki coraz szerzej, aby pochłonąć szopa większego od niego w obwodzie.
To nie jest Szatan. — Zabrzmiała znacznie mniej pewnie, niż by sobie tego życzyła. — To jest boa dusiciel. — Spojrzała na pozostałych. — I nie mam pojęcia, skąd się tutaj wziął.
Ostatnie zdanie wybrzmiało chyba gorzej niż wszystkie żarty o demonach. Yonaka przez cały wieczór była tą osobą, która miała znaleźć wyjaśnienie, a tymczasem przyznała, że go nie ma. Ani krztyny racjonalnego przebiegu zdarzeń.
Boa zacisnął splot. Piski szopa stały się krótsze i coraz słabsze. Coś chrupnęło. Głośno, ale stłumione. Dochodziło z wnętrza węża. Wszyscy odwrócili wzrok tylko na sekundę.
Nikt nie podchodzi — powiedziała stanowoczo, choć szok wciąż odbijał się gdzieś z tyłu zgłosek. — Absolutnie. Ale. To. Nikt. — Jeszcze raz omiotła dziurę w ścianie. Wróciła do szopa — jego wiotczejących powoli tylnych łap i ogona w paszczy boa. Dopiero teraz dotarło do niej, jak absurdalnie szybko sytuacja wymknęła się poza wszystko, co przed chwilą uważała za racjonalne. — Dobra… To jest pierwszy raz, kiedy naprawdę nie chcę mieć racji.
Aaron pokiwał głową zdecydowanie zbyt szybko. Phil również. Taissa zacisnęła szczękę.
Nikt niczego tutaj nie dotyka — powiedziała cicho. — I nikt nie wkłada rąk do tej dziury. — Tym razem nie było w jej głosie ani grama ironii, tylko nieznośne napięcie. I bardzo szczere pragnienie, żeby tej nocy już absolutnie nic więcej nie wypełzło z żadnej ściany domu Effie Granger.

🐍Effie Granger🐍
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
29 y/o
For good luck!
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
I'm the serpent here to test you with forbidden fruit, I love the look on your face when I'm tempting you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W poszukiwanie duchów, demonów, strzyg i innych paranormaliów z pewnością była wpisana jakaś dawka absurdu, jednak ani Aaron, ani Phil, ani Taissa, ani nawet sama madame Lafufu nie wydawali się przygotowani na ten błyskawiczny rozwój wydarzeń. W jednej chwili poszukiwali metafizycznego źródła przeciągów, w kolejnej — oglądali dorodnego węża, który zżerał szopa w piwnicy domu Effie Granger.
Zdawało się, jakby przez dłuższą chwilę nikt nie wiedział, jak skomentować sytuację — ani jak wyjaśnić właścicielce domu, że pomiędzy pudłami i szpargałami pełza to bydlę, już pal licho, czy to ucieleśnienie Szatana czy uciekinier z zoo. Kolejne pary oczu obracały się na Effie, która stała tam gdzie wcześniej jak wryta.
Pani Granger, tylko spokojnie! — odezwał się Aaron. Wydawało się, że jest najmniej odpowiednią osobą do uspokajania kogokolwiek, bo przed chwilą dopiero co prawie narobił w gacie ze strachu.
Będziesz mdlała? — mruknęła nieco mniej wzruszona Taissa, chyba przygotowana na powtórkę z nerwówki, jaką Effie zafundowała im w LaVoodoo.
Yonaka chyba też chciała powiedzieć coś uspokajającego, ba, nawet zaczęła wyciągać dłoń, by powstrzymać Effie przed jakąkolwiek głupotą, jaką ta zamierzała popełnić, bo oto drobna blondynka ruszyła pędem w stronę węża.
Co ty, kurwa, ro-… — Przerażony Phil nie dokończył, po prostu zszedł jej z drogi, bo nie miał zbyt wielkiego wyboru. Poły szlafroka powiewały za blondynką, klapeczki z futerkiem stukały o nierówny beton piwnicznej podłogi, a po chwili…
UDON!
Uklękła przy wężu, który wciąż lekko podrygiwał z rozwartymi szczękami, próbując przesunąć głębiej zwiotczałe ciało szopa.
Kluseczko najdroższa, to tu się schowałeś?! Mamusia się tak martwiła, a ty byłeś cały czas tutaj?! Ta jebana idiotka znowu dała ci za mało szczurów?! — Pokręciła głową z rezygnacją i pogładziła jasne łuski. Wąż zadygotał i być może próbowałby ją zeżreć gdyby nie to, że już był zajęty zżeraniem szopa. — Dzielny chłopiec, sam sobie poradziłeś, tak?
Mam szybkie pytanie — rzucił grobowym tonem Aaron, przytulający się aktualnie plecami do ściany. — Co do kurwy?!
Zwariowała — szepnął Phil.
Taissa znowu zaczęła rechotać — tym razem do tego stopnia, że dopadła ją czkawka. Chyba załapała prędzej niż chłopaki, że Effie, klęcząca pośrodku miejsca zbrodni na szopiej rodzinie, ewidentnie ma z wężem dużo bliższą relację niż początkowo się spodziewano.
…mój dzielny Udonik, mój śliczny, zaraz zaniesiemy cię z powrotem do terrarium i wszystko będzie dobrze. Mamusia chyba zwolni Valentinę, wiesz? Tak, zwolnimy ją… a wy co tak patrzycie?
Rozmawiasz aktualnie z dwumetrowym bydlakiem-śmierdzielem-boa-dusicielem.
Jesteś wężousta?!
To żaden bydlak, tylko mój Udon!
Yoki, ona nazwała jebanego węża U d o n — zawyła Białorusinka, która od dobrych kilku chwil stała zgięta w pół i aż pogwizdywała ze śmiechu. — A masz gdzieś też jakiegoś Ramena? Sobę?
Ty się coś za dobrze bawisz, T. Nie wiem, czy to jakieś fluidy wariactwa czy o co chodzi, ale…
Mówiłem od początku, żeby jej nie ufać. Jest ruda — podsumował krótko Phil, dotykając medalika na szyi.
…i co?
NO PRZECIEŻ RUDZI NIE MAJĄ DUSZY!

🐍 Yonaka Levin 🐍
mommy
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dopiero kiedy opuścili piwnicę, Yonaka uznała, że jej układ nerwowy zasługuje na kilka minut przerwy.
Zebrali się przy stole w salonie, który sam w sobie stanowił całkiem przekonujący argument za istnieniem zjawisk paranormalnych w ich świecie materialnym. Pomieszczenie było średniej wielkości, ale dosłownie wypchane osobliwościami, przez co przebywający w środku L.A.A.N.S.iarze czuli narastający strach znany klaustrofobikom. Na półkach stały słoiki z suszonymi roślinami, kości i niewielkie czaszki, między nimi poustawiano świece o najróżniejszych kształtach i wysokościach. Na ścianach wisiały symbole, stare fotografie i przedmioty, których przeznaczenia Yonaka wolała się nawet nie domyślać. Można było uznać, że najnormalniejszym elementem wystroju była gitara basowa wpięta do potężnej kolumny.
To pewnie przez nią trzęsą się regały i spadają książki…
Najbardziej jednak przyciągały wzrok narzędzia chirurgiczne. Stare, metalowe, niektóre z charakterystycznymi uchwytami, które nie pozostawiały wiele miejsca na domysły. Zestaw do lobotomii leżał niemal na widoku, zaledwie skryty za popękanym zestawem do parzenia herbaty.
Yonaka pochyliła się nad imbrykiem i prześledziła pęknięcia. Przy uchu kiedyś ukruszył się odłamek.
Salon miał coś z LaVoodoo. Ten sam rodzaj kontrolowanego chaosu, mieszankę symboliki, osobliwości i przedmiotów, które w zwyczajnym domu wyglądałyby co najmniej niepokojąco. Różnica polegała na tym, że tutaj brakowało czegoś, co w jej sklepie było niemal częścią wyposażenia. Chodziło o szałwię. Tutaj zamiast niej unosił się zapach starego drewna, kurzu i czegoś trudnego do zidentyfikowania, ale dostatecznie wyraźnego, aby zaniepokojony sąsiad wezwał gliny.
Przyznaję — odezwała się Yonaka, przesuwając wzrokiem po półkach. — Gdybym weszła tu bez kontekstu, sama zaczęłabym podejrzewać nawiedzenie.
Ten dom sam się n a w i e d z a — zauważył Phil.
Taissa parsknęła śmiechem. Wraz jęknęła. Jej brzuch jeszcze nie rozluźnił się po napadzie rechotu w piwnicy.
W międzyczasie uporządkowali obserwacje. Piwnica miała kilka miejsc wymagających sprawdzenia pod kątem konstrukcji, część fundamentów budziła uzasadnione wątpliwości, a ślady obecności szopa tłumaczyły sporą część nocnych odgłosów.
Do tego wszystkiego dochodził Udon. Yonaka nadal nie była pewna, czy bardziej bawi ją absurd całej historii, czy fakt, że jeszcze kilka godzin wcześniej próbowała znaleźć paranormalne wyjaśnienie dla czegoś, co ostatecznie okazało się kombinacją szopów, starego domu i boa dusiciela. Nie lubiła węży. Prawdopodobnie nigdy nie zapała do nich sympatią, ale trzeba przyznać, że jako historie do opowiadania bojaźliwym klientom sprawdzały się niemal idealnie. Ludzie żyli w przekonaniu, że wszystko, co podłużne i oślizgłe nie zasługuje na zaufanie.
Kiedy Effie wróciła z góry, ekipa zaczęła po kolei przedstawiać jej swoje spostrzeżenia. Yonaka pozwoliła im mówić, dopiero na końcu przejmując podsumowanie. Oparła dłonie o stół, stojąc po przeciwnej stronie do miejsca zajętego przez zleceniodawczynię.
O nawiedzeniu nie ma co mówić. Mamy nieszczęśliwy wypadek z szopami, niepewne fundamenty i nieostrożność niejakiej Valentiny. Kimkolwiek ona jest. — Spojrzała jeszcze raz na kolekcję czaszek i chirurgicznych narzędzi. — Reszta to głównie kwestia wystroju.
Na pytające spojrzenie Effie odpowiedziała jednak Taissa, najwyraźniej nie mogąc sobie odmówić tej okazji:
Wąż kiedyś pożarł Yonace szczura. Bimbapa.
Yonaka skrzywiła się nieprzystępnie.
Dziękujemy za tę wzmiankę, Taisso — mruknęła posępnie. — Nie musiałaś.
Musiała — stwierdził Phil, po kryjomu zbijając z Taissą piątkę pod blatem. — Macie coś wspólnego. Obie nazywacie sobie pupili według karty menu.
Yonaka westchnęła i jeszcze raz zerknęła w stronę schodów prowadzących do pomieszczenia z terrarium gdzieś na piętrze.
To akurat nie jest powód, żebyśmy się lubiły. Ale historia jest dobra. Tego Udonowi odmówić nie można. Tak w zasadzie… to zrobił wszystko za was.
Że co?!
Yonaka wyprostowała się i podparła dziarsko pod boki.
Przecież to wąż pani Granger pozbył się demonicznego szopa. — Uśmiechnęła się sympatycznie, ale kto ją znał, ten wiedział, że to uśmiech pełen złośliwości. — Na polecenie Valaka, markiza węży. A jakże. — Przerwała, pozwalając, aby cisza opanowała towarzystwo przy stole i podkreśliła, jak bardzo dorośli ludzie dali się ponieść fantazji. — Pewnie nie lubi konkurencji pod jednym dachem... Czyż nie tak to szło?
Phil zrobił się czerwony na twarzy a Aaron wybąkał coś niezrozumiałego pod nosem. Wszyscy dobrze wiedzieli, co to oznacza: cięcie kosztów za usługi łowieckie, bo nie udało im się złapać ani ducha, ani demona, ani nawet szopa z piwnicy rodem. Wyniki mieli gorsze od konwentowych Ghostbustersów kradnących ze składzików swoich matek chińskie odkurzacze marki Tyson.

👻💨 👩🏻‍🦯 👩🏼‍🦯Effie Granger
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
29 y/o
For good luck!
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
I'm the serpent here to test you with forbidden fruit, I love the look on your face when I'm tempting you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po wydarzeniach i odkryciach całego dnia widok drobnej blondynki targającej wielkiego węża z szopem w środku na piętro musiał wydawać się zdecydowanie mniej szokujący, niż byłby w normalnych okolicznościach. Ten mały walk of shame i trwające dłuższą chwilę przekładanie Udona do terrarium pozwoliły Effie odrobinę zebrać myśli i dojść do bardzo nieprzyjemnych wniosków.
Zrobiła z siebie totalną debilkę.
Radość z odnalezienia ukochanego węża to jedno, ale fakt, że w swojej fiksacji na dziwnych wydarzeniach, torebkach zmieniających swoje położenie i innych tajemniczych stukostrachach nie była w stanie dodać dwa do dwóch… w pierwszej chwili to do niej nie dotarło, ale z każdą kolejną sekundą i każdym krokiem w dół po schodach świadomość ta ciążyła jej coraz bardziej.
Zrobiła z siebie totalną debilkę i jeszcze miała za to zapłacić…
Podczas omówienia wyników tego pożal się Boże śledztwa Effie siedziała trochę nieobecna, otulając się szczelniej szlafrokiem. Słuchała konkretnych informacji technicznych, kiwała głową w odpowiednich momentach, nawet raz czy dwa wyrwał jej się chichot, gdy Taissa lub Phil powiedzieli coś zabawnego. Nie przypominała jednak w niczym ani awanturującej się kobiety z LaVoodoo, ani pewnej nawiedzenia, głęboko przerażonej gospodyni, którą była, gdy łowcy duchów przekroczyli próg jej domu.
Wodziła wzrokiem po swoich drogich precjozach, zastanawiając się, czy faktycznie na własne życzenie „nawiedziła” swój dom. I to nie w sensie dosłownym, a czy po prostu jej niewytłumaczalna miłość do dziwnych antyków, ciężkich ozdób i starych mebli, o które biła się z emerytkami na targach staroci, stworzyła idealne warunki do powolnego popadania w psychozę.
Takie zaglądanie w siebie i zastanawianie się nad własną głupotą nigdy nie kończyło się dla Effie zbyt dobrze, dlatego wykorzystała któraś z głośniejszych odzywek Phila do wyrwania się z tego stanu.
No ale dziurę ktoś musi zakopać, sprawdzić instalację elektryczną, rury… — podjął nieco markotnie Phil, kiedy wizja obciętego honorarium przestała być już dla niego takim szokiem.
No, no, właśnie, trzeba się upewnić, że nic nie łazi rurami!
Zastanawiam się, która profesja mocniej teraz przez ciebie przemawia — wtrąciła Effie — łowcy duchów czy hydraulika.
Hydraulika — odparli unisono Aaron, Phil i Taissa, a Yonaka tylko pokręciła głową.
Tak myślałam… w każdym razie, problem okazał się cholernie zwyczajny, więc w sumie powinnam wam chyba zapłacić ekstra za zawracanie dupy.
O, i to jest podejście!
Frank jest z zawodu budowlańcem, machnie pani tę dziurę tak, że nie będziesz nawet wiedziała, gdzie szukać po niej śladu!
No, o ile wróci w jednym kawałku z tego baletu, bo z tego co zdążył napisać to już go wcisnęli w fufu…
W co?!
No, wiesz przecież, w fufu! Tę taką spódniczkę odstającą dla baletnic?
Tutu — wtrąciła krótko madame Lafufu, prawdopodobnie obrażona wiązaniem jej nazwiska z tiulowymi spódniczkami dla baletnic.
Zapłacę ekstra, jeśli usługę zakopania dziury i sprawdzenia rur wykonacie w tutu i rajstopkach.
Aaron zakaszlał gwałtownie i zerwał się ze swojego miejsca, Phil poszedł zresztą w jego ślady.
No, to na nas już chyba pora, co? Damy namiar na świetną ekipę remontową… tak, no, my będziemy lecieć, mamy jeszcze jeden nagły przypadek do obskoczenia. Kobitka odziedziczyła chawirę po ojcu, a w grę wchodzą Indianie, Żydzi i martwe szopy na ganku… może być ciekawie. No, to do miłego niezobaczenia, ariwederczi i ciał!
Nie zdążyła mu nawet pomachać i już ich nie było w salonie — chociaż gdyby Effie miała być szczera, to na twarzy Phila dostrzegła chyba przebłysk chciwości. Ciekawe, czy gdyby łowcy duchów ubierali się w tutu na akcje, to mieliby więcej odwagi w starciu z potencjalną demoniczną obecnością…
ciąg dalszy nastąpi
🖖Yonaka Levin🖖
mommy
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. Michael's Cathedral Basilica”