"Once we start, there's no going back. Anything can happen. And most likely anything will."
— Ed Warren, The Conjuring: Last Rites
#2
Przez ostatnie kilka minut Yonaka Levin zastanawiała się, czy istnieje uprzejmy sposób na pozbycie się człowieka, który najwyraźniej uznał jej obiad za idealną okazję do przeprowadzenia spontanicznego wywiadu. Choć podobne sytuacje zdarzały się z niemal namaszczoną częstotliwością, dotąd ani razu nie znalazła przepisu na właściwe rozwiązanie „problemu”, a jej czas, tak drogocenny, cierpiał na drastyczne ubytki w ciągu doby: czasami ludzie chcieli żyć czymś więcej, niż tylko pracą, ale kiedy ta staje się częścią ich
"marki osobistej", należy się pogodzić z koleją losu.
Tak i zwykle się działo — Yonaka akceptowała swą rzeczywistość ze wszystkimi przywarami oraz superlatywami. Lecz dziś…
dziś było trudne. Dziś
nawiedzało z nabożnością, posyłając w jej stronę nietypowe zdarzenie w jak najbardziej typowym stylu dla jej codzienności.
—
Naprawdę? A w tym odcinku, kiedy byliście w tej starej posiadłości pod Hamiltonem, ten dźwięk w piwnicy to też była instalacja? Bo przecież ludzie mówią, że tam wcześniej—
—
Instalacja — wtrąciła Yonaka.
—
Ale właściciel twierdził, że—
—
Właściciel miał również twierdzić, że widział dziewiętnastowieczną zakonnicę.
—
No właśnie! I pani wtedy powiedziała—
Yonaka zacisnęła palce na kieliszku z wodą gazowaną. Nie dlatego, że rozmówca był niebezpieczny, a ona nie miała substytutu gazu pieprzowego. Po prostu zaczynał być niebezpiecznie męczący. Przyszła tutaj na randkę. Jedną, zwyczajną, cholerną randkę. Bez kamer, bez pytań o duchy, bez ludzi wyciągających telefon pod stołem i proszących o "jedną krótką historię z planu", a jednak wystarczyło, że kelner podał jej nazwisko przy rezerwacji, żeby siedzący nieopodal mężczyzna rozpoznał ją szybciej, niż Yonaka zdążyła sprawdzić w telefonie wiadomość o potencjalnym spóźnieniu swojego towarzysza dnia.
I teraz od dobrych kilkunastu minut próbował ustalić, czy naprawdę widziała kiedyś demona. Nie widziała. Oczywiście, że nie. Miała już przygotowaną kolejną odpowiedź, kiedy nagle obok nich pojawił się ktoś jeszcze.
Notatnik trzasnął o stolik. Yonaka uniosła wzrok.
—
Siedzisz na moim miejscu.
Przez sekundę patrzyła na nieznajomego z wyrazem twarzy osoby, która właśnie dostała od losu bardzo nieoczekiwany prezent.
Moim miejscu.
A potem padło:
—
…obok mojej żony.
Zamrugała. Raz. Drugi. Jej spojrzenie przesunęło się na przybysza, potem na mężczyznę naprzeciwko, a następnie z powrotem na tego pierwszego. Nie znała go. Nie miała pojęcia, kim był, ale właśnie dlatego sytuacja była tak absurdalnie doskonała. Kłamstwo nie należało do jej ulubionych rzeczy. Zwłaszcza kiedy było tak toporne, że niemal prosiło się o dodatkową komplikację. Z drugiej strony… Ten człowiek od piętnastu minut opowiadał jej o demonach. Yonaka westchnęła cicho, jakby właśnie podjęła najtrudniejszą decyzję swojego życia.
—
Spóźniłeś się — potwierdziła wyciągając dłoń w jego stronę i położyła ją na jego przedramieniu, jakby ten gest wykonywała setki razy. —
Lecz to nic.
Skoro już gramy, to gramy.
Problem polegał na tym, że mężczyzna naprzeciwko najwyraźniej nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
—
Żona? — Spojrzał na przybysza, potem na Yonakę. —
Ale… pani Levin nie jest mężatką.
Yonaka przez moment milczała.
—
To interesujące. — Jej palce nadal spoczywały na ramieniu nieznajomego. —
A skąd dokładnie pan wie?
Mężczyzna zawahał się.
—
No… z internetu.
—
Ach. — Skinęła głową z przesadną powagą. —
W takim razie rzeczywiście musi pan wiedzieć wszystko o moim życiu.
—
Ale ja oglądam pani materiały. Wiem, że pani—
—
Wie pan, co pan widzi w internecie. — Uśmiechnęła się uprzejmie. —
To nie zawsze jest to samo.
Jego wzrok przeskakiwał między nią a
mężem, jakby próbował znaleźć choć jeden szczegół, który pozwoliłby mu triumfalnie ogłosić, że właśnie przyłapał ich na kłamstwie. W końcu zatrzymał się na jej dłoni.
—
Tylko że… nie ma pani obrączki.
Yonaka spojrzała na własną rękę, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego drobnego, aczkolwiek dość istotnego braku. Potem powoli przeniosła wzrok na
bohatera. Na jej twarzy pojawił się cień rozbawienia.
—
Przecież… przecież wszyscy wiedzą, że Yonaka Levin nie jest zamężna.
Kłamstwo było absurdalne. Głupie. Pozbawione najmniejszych podstaw. I właśnie dlatego zaczynało działać. Mężczyzna jednak najwyraźniej nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
Yonaka uniosła brew.
—
Wszyscy? — Przez chwilę przyglądała mu się z uwagą, jakby naprawdę rozważała jego argument. —
To musi być dla mnie ogromnie krępujące. — Uśmiechnęła się niewinnie. —
Całe miasto zna mój stan cywilny, a ja dowiaduję się o nim ostatnia… Chyba życie prywatne prowadzimy pod nadzorem publicznym. Powinniśmy częściej wychodzić razem. Ludzie zaczną zapominać, jak wyglądamy jako małżeństwo.
Mężczyzna wyglądał, jakby właśnie stracił pewność, czy prowadzi rozmowę z demonologiem, czy przypadkiem trafił do środka bardzo dziwnego małżeństwa, a ona zauważyła to natychmiast. I oczywiście nie zamierzała mu pomagać.
—
A co do obrączki — ciągnęła spokojnie —
nie każdy nosi biżuterię. — Zawiesiła głos. —
Niektórzy po prostu mają męża. — Jakby dla podkreślenia własnych słów, oparła lekko głowę o przedramię przybysza. —
Prawda, kochanie? — Dopiero wtedy spojrzała na mężczyznę z uprzejmym uśmiechem. —
Ma pan jeszcze jakieś pytania dotyczące mojego małżeństwa, czy możemy wrócić do naszej codzienności?
Lewy Małż Richardson