41 y/o
For good luck!
185 cm
projektant i krawiec w domu
Awatar użytkownika
depresja i wirujący seks zamknięte w ciele projektanta
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego, jemu
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Sam fakt, że dał się na to namówić, był absurdalny. Nie chciał wychodzić z domu, biorąc pod uwagę, jak wiele rzeczy musiał tam jeszcze ogarnąć i pozałatwiać, nie mówiąc już o zwykłej niechęci. Uległ jednak naleganiom córki, która twierdziła, że pogoda jest tak piękna, że grzechem byłoby z niej nie skorzystać i nie wybrać się gdzieś. Nie miał zamiaru chodzić po zatłoczonych uliczkach i miejscach, więc niemal natychmiast zdecydowali się na aktywności na świeżym powietrzu. Simon uwielbiał naturę i chociaż Toronto nie oferowało tego co Lazurowe Wybrzeże to i tak miało swoje uroki, jeśli ktoś wiedział, gdzie szukać. Aktywności fizyczne nigdy też nie były czymś, przed czym się wzbraniał. Wręcz przeciwnie – dążył do tego, bo uważał i wzmacniało to nie tylko ciało, ale i umysł. Miał również cichą nadzieję na to, że spacer pomoże mu się chociaż na moment zainspirować i że wpadnie na jakiś pomysł, nawet jeśli ten miałby okazać się złym. Cierpiał bowiem na brak weny. Nie miał pojęcia o co się zaczepić, by doprowadziło go to do czegokolwiek.
   Park Samuela Smitha zawsze był jego ulubionym miejscem, nie licząc tych bardziej popularnych. Pamiętał, jak jeszcze jako nastolatek chodził tutaj po szkole, palił ukradkiem papierosy i nielegalnie wypijał piwa, dopóki ktoś ich nie przegonił. Nie mówiąc już o nocnych spotkaniach kończących się przepychankami, młodzieńczymi schadzkami i pierwszymi malinkami pozostawianymi na szyjach. To były przyjemne czasy. Wydało mu się więc, że miejsce to będzie odpowiednie do rozpoczęcia pracy nad nową kolekcją.
   Siempreviva, bo tak miała nazywać się jego kolejna i ostatnia kolekcja. Miała być ona hołdem dla życia i dla każdego kolejnego etapu. Prawdziwym zwieńczeniem i zakończeniem jego kariery. Miał ambitne plany, jak miałoby to wyglądać i jakie emocje przywoływać, jednak nie potrafił w myśli wydobyć esencji, która wszystko to by spajała w eklektyczną, ale jednocześnie spójną całość. Próby, które podejmował na szkicowaniu konkretnych projektów spływały na niczym. Nie potrafił uchwycić żadnej myśli, żadnego projektu, niczego, co mogło okazać się przydatne.
   Potrzebował więc przemyśleć kilka spraw. Przypomnieć sobie, co sprawiło, że koniec końców znalazł się w tym miejscu i na tym etapie swojego życia. Nie był on idealny, to prawda, ale ciągle był jego częścią.
   Tak jak mógł się tego spodziewać, jego córka szybko wywinęła się od pływania na kanu. Nie obwiniał jej o to, jednak trochę było mu żal, że nie chciała przyjechać tutaj z nim. Od dłuższego już czasu miał wrażenie, że oddalają się od siebie, co bez wątpienia było bolesne w realizacji.
   Miał opłacone miejsce w trzyosobowym kanu zarówno dla siebie, jak i dla córki, jednak teraz musiał sobie samodzielnie radzić z jakąś obcą mu osobą, a on nigdy nie był dobry w rozmawianiu z obcymi ludźmi, jeśli nie były to osoby, z którymi musiał rozmawiać. Ubrany w sweterek i zwykłe jeansy nie sprawiał wrażenia bogatego. Jedynym elementem, który mógłby sugerować, że rzeczywiście miał pieniądze to okulary, które miał na nosie, jednak ktoś musiał się na tym znać, by to rozpoznać. Oraz oczywiści perfumy, ale o ich prawdziwej cenie wiedział tylko on. Niewiele osób było w stanie rozpoznać po tych kilku nutach, jakie perfumy nosił.
   Usiadł w kanu, do którego go zaprowadzono i czekał, aż kolejny uczestnik wycieczki dołączy. Na szczęście nie musiał czekać zbyt długo i nieznajomy pojawił się prawie punktualnie. Obserwował uważnie, jak – całkiem urodziwy facet, wchodzi do łódki i siada niedaleko niego. W łódce nei była zbyt dużo miejsca więc nie dało się zachować odpowiedniej odległości, jednak z jakiegoś dziwnego powodu Simonowi to nie przeszkadzało.
   Siedzieli tak i siedzieli i nic się nie działo.
   – Dawno tego nie robiłem… w sumie nigdy, ktoś tu przyjdzie tym kierować, czy płaciliśmy za siedzenie i oglądanie w miejscu? – zagaił do mężczyzny, który ewidentnie nie był odpowiedzialny za prowadzenie tej łajby, bo inaczej pewnie już by wprawił ją w ruch.

Jayce Byrne
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

008.
outfit + czarne krótkie spodenki
Ciężka, duszna noc, jak wilgotna kochanka, spragniona rubinowych ust, chyliła się do ludzi, by oddać im duszę, a przy tym także, by wydać na świat ciepły oddech kanadyjskich zmroków, poprzedzonych długostajnym nagrzewaniem asfaltu jeszcze za dnia. Kiedy bowiem zbliżał się wieczór, wszystkie duszności dopiero zbierały się nad opustoszałymi ulicami, osiągając apogeum, a gdy dochodziła północ, powierzchnia miasta dopiero zaczynała stygnąć, wcześniej zbierając w siebie zbyt dużo promieni słonecznych, by ochłonąć przed nadejściem księżyca. Zazwyczaj wtedy – w te najbardziej upalne pory, jak dziś – miał ochotę wyrwać się do świata, zaczerpnąć świeżego powietrza, a przy tym także chwycić na policzki wiatr i wyjść zza ścian swojego mieszkania, byle tylko nie musieć wdychać wezbranej na półkach warstwy kurzu i gorąca. Być może dlatego, nim zasnął, układał w głowie roboczy plan działania na następny dzień. W myślach zaświtała mu mianowicie krótka, niezobowiązująca myśl o tym, że jutro dla odmiany warto zwiedzić Toronto od strony natury.
Notes jego głowy zapisywał przed snem szczegóły tego postanowienia, by mimo umykającej mu już z wolna świadomości, zatartej przez oniryzm nocy, wrócić do tematu z samego rana.
I rzeczywiście... gdy tylko się obudził, gdzieś pomiędzy pracą, a uczelnią znalazł chwilę na to, by zarezerwować sobie miejsce w kanu w dotąd nieodwiedzonym przez niego parku – Colonel Samuel Smith. Co prawda, decydując o tym na ostatnią chwilę, musiał pogodzić się z tym, że kanadyjkę będzie dzielił z dwoma innymi osobami – póki jednak była to aktywność outdoorowa, nie przeszkadzało mu nadprogramowe towarzystwo.
Po połowie dnia spędzonym na kampusie, nie wynosił również z uczelni podupadłego nastroju studenckich maruderów, którzy tego popołudnia wyjątkowo mocno obwieszczali przed całym światem, co dokładnie im się nie podoba w życiu studenckim. Łącznie z gulaszem na stołówce z ostrą papryką. Bo ponoć niektórzy z młodych mieli uczulenie na piperynę, a inni po zbyt pikantnym daniu nie wychodzili z łazienki, korkując kolejkę do toalet. Osobiście, Jayce nie widział ani jednej, ani drugiej z tych mitycznych grup nieszczęśliwców, wymienionych przez „obwieszczaczy”, i być może dlatego sam mógł być szczęśliwym posiadaczem uśmiechu, gdy wchodził na teren parku o umówionej z organizatorami wycieczki godzinie. Zajrzał jeszcze tylko szybko w notes w telefonie, w którym miał zapisaną nazwę docelowej przystani, i chwilę później siedział już w towarzystwie wyjątkowo milczącego, ale również atrakcyjnego mężczyzny, na oko nieco starszego od niego.
Związany z nim losem w chwili tej biernej jak na razie wycieczki, powoli zaczynał się niecierpliwić, spoglądając na zegarek coraz częściej i na dłużej, jakby wpatrywanie się we wskazówkę na tarczy miało coś przyspieszyć. Dopiero słowa mężczyzny uświadomiły go w tym, że... chyba czekają na nic. Trzeci pasażer widocznie się nie pojawił.
Jayce podniósł lekko brew, analizując przez chwilę, co właśnie się zadziało, i dlaczego, do chuja, nie ruszają, skoro są już w komplecie. Ostatecznie prychnął, rozbawiony komentarzem mężczyzny.
Skoro już na nikogo nie czekamy, to bierz to wiosło i płyniemy. Musisz się trochę zmęczyć, zanim coś ładnego dziś zobaczysz – skwitował wesoło, pokrzepiony tym, że mogą przejść do oczekiwanej przez niego aktywności. Sam w tym czasie wsparł swoje słowa dość solidnie, samemu sięgając po wiosło, i kilkoma sprawnymi pchnięciami o dno wyprowadzając kanu na szerszą i głębszą wodną przestrzeń.
Ktoś Cię wystawił? – spytał bezpardonowo, jako że musiał istnieć jakiś powód, dla którego z trójki uczestników, zostało tylko dwóch.

Simon Rossi
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
41 y/o
For good luck!
185 cm
projektant i krawiec w domu
Awatar użytkownika
depresja i wirujący seks zamknięte w ciele projektanta
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego, jemu
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Rozejrzał się nie tylko po okolicy, ale i samej łódce, na której się znajdowali. Było tu tak normalnie. Drewniany pokład, nie sprawiał wrażenia bezpiecznego, lecz Simonowi to nie przeszkadzało w tym momencie. Łódka zrobiona była ze starego i nieco napęczniałego od wilgoci drewna. Widział ich zużycie i wiek, chociaż ktoś, do kogo należały dbał o to, by solidnie je zabezpieczyć. Widział jednak wszystkie niedoskonałości i usterki, które normalnie by komuś przeszkadzały – wystająca, popękana deska, przerwa między złączeniami. Jego oczy zatrzymały się na okrągłym zabrudzeniu, które widział na drewnianym siedzeniu obok siebie. Brązowy okrąg pozostawiony pewnie przez wypełniony kawą lub herbatą kubek. Właśnie takie widoki, niedoskonałości, które niektórych raziły w oczy, dla niego stawały się naturalną i logiczną częścią krajobrazu – pierwotną i dziką, pozbawioną tej nieprzyjemnej sterylności i pedantyzmu, którym się otaczał i którego w sumie nie lubił.
   I nie znaczyło to, że nie lubił porządku i czystości. Uważał, że były one integralną częścią jego domu. Nie chciał jednak, by był on przesadnie czysty i sterylny tak, jakby nikt w nim nie mieszkał. Do Toronto wprowadził się stosunkowo, jak na niego niedawno. W sumie nie zdążył się poczuć tutaj, jakby już tu zamieszkał. Przez znaczną część swojego życia był na wyjazdach i przemieszczał się z miejsca na miejsce. I nawet, gdy zdecydował się na swoje własne wygnanie na Lazurowe Wybrzeże, to i tak podróżował po świecie. Teraz jednak podjął świadomą decyzję, by wrócić do Toronto. Kupił tutaj dom, który jednak wymagał remontu, więc ciągle jeszcze się w nim urządzał. I musiał być szczery w tym, co teraz miało zostać powiedziane, nie lubił zajmować się takimi sprawami. Nie lubił mieć na głowie takich rzeczy jak remonty, bo wolał przyjechać na gotowe. Niemniej jednak jego córka przekonała go, że oddanie się remontom dobrze mu zrobi na jego twórczą blokadę.
   Dochodził do wniosku, że za bardzo jej ulegał w wielu rzeczach Ale w sumie ktoś musiał na niego jakoś wpływać i mówić mu, co powinien zrobić. On sam, czasami, gdy przychodziło mu decydować na jakiś temat, to zgarniał najbliżej leżącą monetę, którą rzucał w górę i wybierał, czy wypadnie reszka albo to drugie. Musiał się jednak zgodzić z tym, że remontowanie pomagało mu się rozluźnić. Mógł ulokować swoje myśli w czymś innym niż w to o czym myślał normalnie. Wena, która miała na niego spłynąć, nie robiła tego. Jego blokada twórcza stała twardym murem i nie pozwalała jego kreatywności wypłynąć na światło dzienne.
   Przyjrzał się mężczyźnie, gdy ten powoli wsiadał do łódki. Był atrakcyjnym facetem z twarzą i ciałem modela. Był również na oko przynajmniej, młodszy od Simona, co tylko dodawało mu atrakcyjności. Simon nie miał granic, jeśli chodziło o przyznawanie uroku ludziom, których widział, oczywiście w sensownych granicach, bo dzieci ani osób wyraźie młodszych od niego nie był w stanie nazwać atrakcyjnymi. Jeśli miał być szczery, to ludzi poniżej dwudziestego piątego roku życia, gdy ich kora przedczołowa nie była jeszcze dobrze rozwinięta, nie był w stanie nazwać inaczej nić uroczymi gówniarzami, z którymi miał niewiele tematów do rozmawiania. Nieznajomego, który siedział teraz przed nim nie potrafił przypasować do odpowiedniej kategorii wiekowej, bo jego wygląd mówił mu o pewnej dojrzałości, jednak sposób poruszania ukazywał pewną młodzieńczość, której Rossiemu już dawno brakowało.
   I na początku naprawdę myślał, że nieznajomy był pracownikiem odpowiedzialnym za wprawienie kanu w ruch. Nie przyszło mu nawet do głowy, że to oni sami mieli machać wiosłami i dobrze, że w sumie nie odpierdolił się na tę okazję, tylko przywdział jakieś normalne, wygodne urania. Ciągle jednak nie uśmiechało mu się machanie rękami. Chciał tu przyjść, posiedzieć i pogapić się na przyjemne widoki. Gdyby brakowało mu aktywności fizycznych to wybrałby co innego, jak rower albo spacer. I nie był wygodnicki, bo lubił aktywności fizyczne. Dbał o swoje ciało i o swój wygląd, więc nikt nie mógł mu niczego zarzucić, ale w momencie gdy szykował się na odpoczywanie, to logicznym było, że właśnie tego oczekiwał.
   – Już mam ładne widoki – stwierdził, wgapiając się w niego. Jego oczy ciągle ukryte były za czarnymi szkłami swoich drogich okularów, a głowa lekko przekrzywiona, więc w sumie mógł sprawiać wrażenie, jakby wgapiał się akurat w przestrzeń nad ramieniem nieznajomego. – Wydawało mi się, że tu pracujesz – przyznał, prostując się, tak że już nie było absolutnie żadnych wątpliwości co do tego, a jakim kierunku patrzy. Na ustach pojawił się lekki uśmiech.
   – Córka – powiedział, kręcąc głową. – Czasem nie można liczyć na swoje dzieci… rodzisz je w bólach, by później wystawiały cię na rozklekotanej szalupie, nie polecam – zaśmiał się, biorąc wiosło do rąk, jednak nie zaczął wiosłować. Położył je sobie na kolanach i przyjrzał się, jak jego towarzysz wprawia łódź w ruch, zanurzając swoje wiosło w wodzie, które przecięło taflę tak gładko, jak ostry nuż wchodzi w gotowany ziemniak. Obserwował, jak kanu zaczyna płynąć, zostawiając za sobą rozszerzające się po wodzie przecięcie. Pozwalał, by przepływ powietrza smyrał go w kark. Obserwował również pracę nagich mięśni swojego towarzysza, jednak szybko odwrócił się w bok.

Jayce Byrne
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kanadyjka, poruszona w ruch, gładko przyjęła wstępny pęd. Przez krótką chwilę po zanurzeniu wiosła w wodę sama wręcz sunęła z bezwładnością, przejmując tym samym ciężar osób, które niejako zgodziła się nieść. Drewno, choć stare, nie skrzypiało pod naporem wody i tonażem ciał, odpowiednio impregnowane i przygotowane, stanowiło solidną, niezachwianą konstrukcję. Tafla jeziora tymczasem rozstępowała się przed dziobem miękkim półksiężycem, a rozchodzące się po niej kręgi powiększały się co rusz w formie szerszego łuku, by ostatecznie zniknąć. Woda zdawała się być cierpliwym zwierciadłem – nie zatrzymywała niczego na długo, ale odbijała zarówno ich cienie, jak i światło dnia. Szerokie dno kanu okazało się również na tyle wygodne i stabilne, by bez problemu poradzić sobie z nierówno rozmieszczonym ciężarem.
Brak trzeciego pasażera tworzył między nimi niewielką lukę, której jak widać nie starali się załatać. Nieznajomy jeszcze przed przybyciem Byrne'a zajął miejsce na przodzie kanu, gdy Jayce wybrał bez wahania tylną przestrzeń. Był to punkt, przy którym miał największą kontrolę nad sterownością kanadyjki i największy wpływ na siłę wiosłowania. Brak siedzisk bliżej środka kanu sprawiał jednocześnie, że Jayce siedział bezpośrednio na dnie, by było mu wygodniej operować wiosłem (dop. aut. bonus: wygląd kanu).
To dopiero początek trasy.
Ciemne okulary bruneta przysłaniały oczy i linię spojrzenia towarzysza. W interpretacji jego słów o widokach Jayce opierał się więc na prostych założeniach: nie wyczuł tym samym w słowach mężczyzny niczego flirciarskiego. Żaden sygnał nie wskazywał na to, że nieznajomy mógłby mówić o nim. Ubrany w do znudzenia standardowe jeansy i neutralny sweterek, wyglądał na hetero. Zresztą, Byrne pod tym względem również mu nie ustępował, bo sam dziś z szarą koszulką i czarnymi dresowymi spodenkami prezentował się jak stereotypowy mięśniak.
Zamoczysz sobie spodnie, nie mówiąc o tym, że nie są dobrym wyborem na kanu... nie lepiej Ci je ściągnąć? — zasugerował, chociaż w jego głosie nie wybrzmiała nachalność. Ton pozostawał lekki, niezobowiązujący, jakby mówił coś w stylu „Rób co chcesz, ja tylko mówię”. Na wzmocnienie tej aury przy końcu wzruszył ramionami, powracając do wiosłowania.
W ciągu ostatnich kilku minut oddalili się od brzegu na tyle, że jeziorne fale zdążyły przejąć nad kanadyjką nieco większą władzę, a gdy tylko Jayce przestawał wiosłować, łódź poddawała się miarowemu oddechowi natury, kołysząc się leniwie na wodzie.
Tiaa, seks przy poczęciu musiał być prawdziwą udręką — zażartował, nieco się z nim w ten sposób drocząc, na co mężczyzna sam mu pozwolił, otwierając przed nim furtkę żartem o rodzeniu w bólach. Jayce nie tylko podchwycił absurd tej wypowiedzi, ale także sprowadził ją do innego kontekstu.
Dlatego wolę polegać na kochance lub kochanku, zamiast na dziecku – jak się nie postawią w miejscu, to przynajmniej na dłuższą metę, to nie mój problem — dodał, przez chwilę posuwając wiosłem wzdłuż tafli. Dopiero przy końcu pozwolił, by łopata wiosła zanurzyła się, stawiając opór wodzie. Wyciągnął ją gwałtownie z wody, świadomie chlapiąc przy tym mężczyznę.
Jeśli mam być jedynym, który wiosłuje, to przynajmniej obaj będziemy przy tym mokrzy — wyjaśnił bez pretensji, za to z wesołą nutą, pozwalając jednoczesnie, by to drobne chlapnięcie uderzyło w materiał jeansów i sweterka mężczyzny. Sam przy tym poczuł, jak kolejna struga wody ścieka mu najpierw po trzonie wiosła, a potem po dłoniach i przedramionach, gdy tylko uniósł je nieco wyżej.

Simon Rossi
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
41 y/o
For good luck!
185 cm
projektant i krawiec w domu
Awatar użytkownika
depresja i wirujący seks zamknięte w ciele projektanta
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego, jemu
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Przyglądał się temu, jak tafla wody rozstaje przecięta przez ich kanu. Tafla wody rozstąpiła się i pomarszczyła, co nieco wzburzyło idealną powierzchnię. Dodatkowo za nimi pojawiała się delikatna biel piany, którą mogło wychwycić tylko wprawne oko obserwatora. Nie każdy bowiem dostrzega takie drobne zmiany, jednak Simon był już doświadczonym obserwatorem, który chłonął wrażenia wizualne. Służyły mu one tak samo jak jedzenie, które serował sobie podczas posiłków i karmiło jego kreatywność i wyobraźnię. Potrafił dostrzec inspirację wszędzie, nawet w śmieciach, które leżały na ulicy i śmierdziały obrzydzając innym panoramy widoków, które oglądali. Inspiracja bowiem nie zawsze musiała być przyjemna, by zadziałać i zmusić kreatywne soki do tego, by zaczęły płynąć. Uśmiechnął się na ten widok. Przepełniała go nostalgia i przypomniał sobie dni swojej młodości, gdy wraz z przyjaciółmi ze szkoły przychodził tutaj i pozwalał, by jego łydki omywała zimna woda, a stopy raniły ostre kamienie nadbrzeża. Te drobne niedogodności w postaci ostrych i szorstkich powierzchni oraz zimnej wody przypominały o tym, że było się człowiekiem i żyło się w tej chwili. Tak naprawdę żyło, a nie tylko egzystowało. Żyło się i było się podatnym na działanie natury, która w mieście takim jak Toronto nie miała okazji do pokazania swojego oblicza. Miejsc, w którym Matka Natura miała swoje dominium było bowiem niewiele.
   Niestety, sytuacja nie pomagała w znalezieniu inspiracji, bo chociaż pomysły rodziły się w jego głowie, to nie miał absolutnie żadnych pomysłów na to, jak miałby spiąć swoją kolekcję w spójną całość. Nie wiedział, co powinien zrobić, by wszystko wyszło dokładnie tak, jak tego chciał. Westchnął z niewielką rezygnacją, którą łatwo było wyczuć w tym krótkim i słabym wyrzucie powietrza. Spojrzał na mężczyznę.
   – Mokre nabiorą charakteru – stwierdził szybko. Nie miał nic przeciwko rozbieraniu się, bo nie wydawało mu się, żeby wyglądał źle bez swoich ubrań. Jednak na wszystko przychodziła odpowiednia pora. Poza tym… bez względu na to, co by się stało istniała spora szansa na to, że ubranie byłoby mokre. W końcu jedyną drogą na to, by się zamoczyć byłoby wywrócenie kanu, a w tym wypadku wszystko byłoby mokre. No chyba, że nieznajomy chciałby go wrzucić prosto do wody, jednak chyba nikt nie był na tyle szalony, by to robić. Nie chciał też rozbierać się przed obcym człowiekiem. Nie był to żaden randomowy hookup, który sprawiłby, że znacznie chętniej zrzuciłby z siebie odzienie. Zacisnął dłonie na wiośle, które zostało mu podane i które obecnie spoczywało spokojnie na jego kolanach. Spojrzał również a siebie i to, w co się ubrał. Nie przykładał zbyt dużej uwagi do tego, czy wybór jego ubrania był odpowiedni, czy też nie. Ubrał się w to, co wydało mu się wygodne. Nie mówiąc już o tym, że w swojej garderobie nie posiadał rzeczy, które można byłoby uznać za takie, które można byłoby zniszczyć. Nawet kopiąc w ziemi ubierał się w markowe rzeczy. Nie przeszkadzało mu więc zniszczenie ich.
   – Na dłuższą metę dzieci są wspaniałym towarzystwem… ale nie dla każdego – powiedział, przyglądając się nieznajomemu. Z jego wypowiedzi zrozumiał, że nie posiadał on potomstwa, co pewnie było jego świadomym wyborem. Nie wydawał się on być stary, albo w wieku, który nie pozwalałby mu na posiadanie potomstwa, więc nic nie stało na przeszkodzie, by ten stan rzeczy się zmienił. Simon nigdy jednak nie był człowiekiem, który mówił komuś o tym, że posiadanie dzieci było jedynym celem w życiu. Ludzie nie byli zwierzętami i nie musieli płodzić potomstwa, bo w ich przypadku to nie potomstwo świadczyło o przystosowaniu, jak to było w środowisku zwierząt i ewolucyjnym podejściu. W młodości nigdy nie myślał o tym, że kiedyś będzie posiadał potomstwo. Jego myśli nie płynęły w kierunku rodzicielstwa i w sumie nawet nie wiedział, czy tego chciał i dopiero gdy poznał swojego partnera, to dostał jego córkę w komplecie. I wtedy dopiero, gdy spędzał swój czas z przybraną córką, zrozumiał, że rodzicielstwo wcale nie było taką złą opcją. Okazało się bowiem, że lubił spędzać swój czas z dziewczynką jeszcze zanim został jej ojcem. Przyjemnie było z nią porozmawiać i oglądać, jak dorasta i staje się kobietą ze swoimi własnymi opiniami i myślami, których lubił słuchać i odnosić się. Przyjemnie było patrzeć, jak staje się samodzielną osobą, która stara się po swojemu nawigować w świecie.
   – Hmmm – mruknął, gdy pierwsze krople chłodnej wody uderzyły w jego dłoń. Na spodniach pojawiło się kilka niewielkich kropek, gdy woda szybko wsiąknęła w materiał. – Zostałem ochrzczony na kapitana czy marynarza? – zapytał mężczyznę. Niezbyt interesowała go odpowiedź, bo niemal natychmiast i instynktownie uniósł wiosło, które okazało się całkiem lekkie i włożył je do wody, delikatnie przesuwając pod powierzchnią.
   – A kim ty jesteś tak ogólnie? – zapytał, chcąc lepiej rozeznać się w tym, z kim miał do czynienia.

Jayce Byrne
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po pierwszej wesołości nastąpiła chwila bierności.
Zachowany między nimi dystans, bezpieczny i miękki w swych granicach, wyznaczał dzisiejsze, wzajemne nastawienie do siebie (neutralne, zachowawcze) oraz nastrój (leniwy, niemal uśpiony). Sprawiał również, że pod powierzchnią rozrywkowego faceta, Jayce odnajdywał dawno zapomnianą w sobie dawkę ułożenia – tę płytką bruzdę uporządkowania, która rzadko kiedy dawała się uchwycić przez oko teraźniejszości. Dziś jednak, pogłębiona przez cudzą dojrzałość, bruzda ta zdawała się uwydatnić i uobecniać w naturalnym niemal procesie wyciszenia.
Najwyraźniej udzielała mu się nutka melancholii, którą wyczuwał w mężczyźnie, choć jednocześnie, wciąż czując młodzieńczą werwę na końcach palców, gotów był obudzić w sobie ducha wolności i zabawy. Jednym z sygnałów o tym świadczących było wcześniejsze chlupnięcie wodą nieznajomego. Teraz jednak dawał mu czas na reakcję i czas na odpowiedź, gdy sam przez moment skupił się na wiosłowaniu, wyprowadzając ich kanu z nadbrzeża.
Obecność mężczyzny – nieco starszego i poważnego w swoim zachowaniu – wydawała mu się tak samo nietypowa, jak także zbyt przewidywalna. Na tę chwilę nieznajomy był bowiem dokładnie taki, jak wyobrażał sobie Jayce, myśląc o byciu stereotypowym ojcem.
Mężczyzna, którego odpowiedzi były bezpieczne, a zachowanie świadczyło o powściągliwości.
Do tej pory nie zdecydował jeszcze co o nim myśli.
Przystojny? Nudny? Markotny? Może pomimo pierwszej warstwy powtarzalności nieodgadniony?
Jak wolisz — wzruszył ramionami, kończąc temat spodni.
Kolejne zanurzenie wiosła nastąpiło już tylko po jednej stronie kadłubu, powtórzone kilka razy, gdy zakręcił, wypływając łódką głębiej w jezioro. Woda – choć wciąż płaska w porównaniu do potoków i rzek, gdzie królował prąd i wibrująca powierzchnia – była tu już nieco mniej spokojna, zaczynała nieść ich w stronę jeziornego środka. Był to dobry moment, by przenieść uwagę na rozmowę. Podniósł wiosło znad tafli i położył je chwilowo płasko na obu burtach, przyglądając się mężczyźnie.
Skoro już sam zacząłeś temat towarzystwa… nie powinna Ci dziś towarzyszyć żona?
Pytanie było wyzbyte jakiejkolwiek oceny. Nie starał się za jego pomocą wydrzeć z mężczyzny jakiejś tajemnej prawdy o rozpadającym się małżeństwie, czy braku porozumienia między partnerami. Był po prostu ciekaw, dlaczego na kanu mężczyzna ten nie umówił się z córką I ŻONĄ.
Swój powód samotnej wycieczki znał: był szczęśliwym singlem. I nie bał się poznawać nowych ludzi. Wręcz to lubił. Zawsze mógł się miło zaskoczyć.
Raczej na majtka — zaśmiał się, degradując go słownie, jako że opcje, które narzucił mu nieznajomy, były znacznie bardziej obiecujące — Chyba nie masz zbyt dużego doświadczenia w pływaniu.
Sam również od żeglugi i pływania łódką wolał sporty pływackie, więc nie mógł poszczycić się wybitnymi osiągnięciami na tym polu, będąc jednak urodzonym Australijczykiem, nie raz miał okazję wsiąść na jacht, a nawet nim sterować, co stanowiło kluczową część kultury i życia w Australii. Wciąż jednak różniło się to od pływania i wiosłowania na kanu.
Jayce.
Podążył za gestem mężczyzny, również zanurzając wiosło w wodzie, by już w paringu przesunąć się szybciej po powierzchni wody. Pojedyncze krople osadzały mu się na koszulce przy głębszym zanurzeniu wiosła i uderzeniu burty o wyższą “falę”, nie przejmował się tym jednak. Dres i koszulka powinny wyschnąć stosunkowo szybko po wyjściu z łódki.
Chyba, że pytasz o coś więcej? Ale jeśli mam się uzewnętrzniać, to liczę na odwzajemnienie — Wcale nie było to konieczne, przeżyłby, gdyby nieznajomy wolał milczeć, ale w tych słowach zawarł nienachalną zachętę do rozmowy. Sam przy tym rozpoczął od siebie:
Na co dzień jestem trenerem personalnym i większość czasu spędzam na siłowni, więc pomyślałem, że wyjście na powietrze będzie miłą odmianą. Poza tym nie wyobrażam sobie dnia bez aktywności: sport, seks, spacer… wszystko jest lepsze od lenistwa i nicnierobienia.
Słońce przygrzewało nieprzyjemnie na ramionach i plecach, stwarzając wrażenie, że zaraz pot zlepi się jak wosk z jego własną koszulką, a że w przeciwieństwie do nieznajomego nie rozpatrywał w głowie za i przeciw rozbierania się przed kimś obcym, po prostu odłożył na moment wiosło do środka kanu (trącając przy tym nieumyślnie nogę Simona) i pozbył się zbędnego t-shirta.
A Ty? pracujesz w finansach, czy coś?
To pierwsze co mu się skojarzyło. Sam nie wiedział jednak dlaczego.

Simon Rossi
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
41 y/o
For good luck!
185 cm
projektant i krawiec w domu
Awatar użytkownika
depresja i wirujący seks zamknięte w ciele projektanta
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego, jemu
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Miał już czterdzieści lat, a dokładnie czterdzieści jeden, z czego ponad dwadzieścia przeżył w blasku fleszy, udzielaniu wywiadów i przejmowaniu się, co o jego poczynaniach sądzi jego zespół PR i czy zachowuje się on tak, jak nauczyło go to odbyte media training, gdzie to uczył się, co mówić i w jaki sposób, żeby przypadkiem nikogo nie urazić. Bierność i opanowanie weszły mu w krew i zakorzeniły się tak głęboko w każdą komórkę jego ciała, że czasami nie wiedział, która wersja jego samego jest tą prawdziwą. Czasami przyłapywał się na tym, że nawet w zaciszu swojego domu, który zajmował akurat w tym momencie, nie potrafił odnaleźć w sobie cząsteczek dawnego charakteru i osobowości. Było to trudne i nieco bolesne, jednak bezpieczne, a bezpieczeństwo bywało przywilejem, na jaki nie każdy mógł sobie pozwolić.
   Wiedział więc, jaki vibe dawał, gdy pojawiał się wśród normalnych ludzi, bo vibe ten był przemyślany i wyuczony by nie ściągać na siebie niepotrzebnej i negatywnej uwagi. Ciężko było mu przełamać tę barierę, więc często po prostu przestawał próbować.
   Nieznajomy, który siedział z nim w kanu był zapewne sporo młodszy od Simona. Rossi miał to szczęście, że większość ludzi, którzy kręcili się po ulicach Toronto i na których on wpadał, była od niego młodsza. Nie przeszkadzało mu to, bo nie miał żadnych problemów ze swoim wiekiem. Wielu z jego własnych przyjaciół nie przeżyło tyle, co on. Fakt, że się starzeje nie przerażał go, tak samo jak wizja śmierci, o której zauważył, że myślał coraz częściej. Był spełniony i jego życie było wspaniałe, nie miał powodów do żalu. Czasami jednak brakowało mu tej młodzieńczej werwy, którą miał, gdy zaczynał swoją karierę. Nie wiedział, czy jej brak wynikał z wieku, czy może z pohamowań, które na siebie nakładał.
   – Żona nigdy mi nie towarzyszyła – powiedział, uśmiechając się, słysząc to słowo wypływające z jego ust. – Mąż, cóż… można powiedzieć, że rozeszliśmy się w swoje własne strony – oznajmił cicho. Wspominanie śmierci swojego męża nie przechodziło mu jeszcze przez gardło, pomimo faktu, że minęło już kilka lat od wypadku. Nie potrafił się przyzwyczaić do tego, że jego mąż zmarł i znacznie lepiej czuł się przekonując innych dookoła, że po prostu się rozstali. Czasami nawet wierzył w te kłamstwa, zwłaszcza gdy w jego ciele pojawiał się żal, że jego ukochany zdecydował się wsiąść za kierownicę tego okropnego samochodu i wziąć udział w wypadku. Jeszcze bardziej obwiniał się o to, że sam nie zgodził się na to, by towarzyszyć w tej podróży. – No a córka, jak już wspominałem, mnie wystawiła – zaśmiał się, rozwiewając myśli dotyczące własnego męża. Córkę kochał, nawet jeśli nie była ona jego biologicznym dzieckiem, to i tak nie widział świata poza nią, nawet jeśli obecnie mogło wydawać się, że byli sobie dalecy. Ich relacja oziębiła się lekko, ale nie powinni się dziwić, skoro wspólnie stracili kogoś, kto zbliżał ich do siebie. Musieli sobie poradzić z tą żałobą po swojemu i wydawało się, że Simon jakoś nie potrafił tego zrobić.
   – Och – pokiwał głową, słysząc, jaką rolę by przypisał mu mężczyzna. Nie chciał się sprzeczać, bo jak trafnie zauważył nieznajomy, nie miał on absolutnie żadnego doświadczenia, jeśli chodziło o pływanie. Oczywiście jeśli nie liczyć bycia pasażerem na wycieczkowcach lub gościem na czyichś jachtach. Poza tym, to zawsze jego mąż zajmował się prowadzeniem wszelkich pojazdów pływających. Simon za bardzo się rozpraszał i nie był w stanie prowadzić pojazdów. Był za to świetnym pasażerem, który marudził tylko troszkę i tylko dlatego, żeby kierowca nie nudził się za bardzo.
   – Przeciwnie – powiedział, gdy Jayce skończył mówić o sobie. Simon, nawet jeśli nie było tego po nim widać, zawsze lubił ludzi i lubił ich poznawać, bez względu na to, z jakich środowisk i ścieżek życia pochodzą. Nie miał w zwyczaju oceniać innych ani ich krytykować, tak długo jak nie robili krzywdy innym ludziom. Wydawało mu się, że była to całkiem dobra cecha jego charakteru. – Jestem projektantem, a przynajmniej jeszcze nim jestem… wróciłem do Toronto niedawno i zwiedzam… przypominam sobie dzieciństwo i młodość i takie tam – wzruszył ramionami, bo nie chciał zostawiać mężczyzny bez odpowiedzi, ale również nie chciał zdradzać o sobie za dużo. Nie wyglądało na to, żeby Jayce go rozpoznał, jednak, jeśli miał być szczery, na pierwszy rzut oka mężczyzna nie wyglądał na osobę, która przykładała uwagę do mody i trendów. I nie chodziło o to, żeby nie zwracał uwagi na swój wygląd, tylko bardziej o sam sposób poruszania się i zachowania. To powodowało, że Simon poczuł się nieco pewniej i spokojniej, bo lubił spędzać czas wśród ludzi, którzy nie wiedzieli kim był i nie mieli co do niego oczekiwań.
   – Jak skończysz czterdzieści lat i będzie ci strzelać w kręgosłupie podczas kichania, to zmienisz zdanie – zaśmiał się szczerze, bo kiedyś rzeczywiście kichnął tak mocno, że zgiął się tak gwałtownie, że później nie mógł się wyprostować. Teraz go to śmieszyło, ale w tamtej chwili myślał jedynie o tym, że od teraz właśnie tak będzie wyglądać jego życie.
   Przyglądał się, jak Jayce zdejmuje podkoszulek. Widok, który miał teraz przed oczyma spodobał mu się, ale już dawno wszedł w ten etap swojego życia, żeby widok nagiej klaty robił na nim większe wrażenie. Może wynikało to z próżności do siebie i z faktu, że sam mógł pochwalić się dobrą sylwetką.

Jayce Byrne
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wystarczyło słowo m ą ż, by momentalnie zapomniał o dobrym takcie, wypuszczając z ust rozbawione parsknięcie. Tego się nie spodziewał.
Za łatwo było się pomylić, przemknęło mu przez myśl, gdy próbował połączyć słowa towarzysza z rzeczywistością, nie widząc w nich oczywistej spójności. Pomimo tego, że nie miał powodu nie wierzyć w jego słowa, jakaś cząstka Jayce’a wciąż traktowała nieznajomego jakby miał do czynienia z heteroseksualnym kumplem, z którym przyszło mu spędzić aktywny dzień.
To pewnie przez kanu.
Nigdy nie oceniał ludzi przez pryzmat orientacji seksualnej, sam miał ją płynną, dziś jednak nie mógł wyzbyć się wrażenia, że Nieznajomy nie wyglądał na wielbiciela męskich tyłków. Może chodziło o naturalną sztywność, wniesioną w każdy jeden jego gest — tak odległą od miękkich gestów, jakie kojarzył u innych swoich nieheteronormatywnych znajomych — albo o powagę bruneta, do której nieświadomie Byrne dopisał znamiona konserwatyzmu. Opcjonalnie istniała również możliwość, że najzwyczajniej w świecie wcześniej nawet się nad tą kwestią nie zastanawiał i nie zakładał, że może wylądować w łódce z kimś, kto mógłby — przy odpowiednich wiatrach — być nim zainteresowany. Teraz więc spojrzeniem nadrabiał to, co wcześniej mu umknęło. Przyglądał się mu chwilę uważnie, ale wciąż swobodnie, zatrzymując wzrok na przystojnej twarzy i, idąc dalej spojrzeniem ku barkom oraz plecom… szukał tych drobnych detali, które powiedziałyby mu o nim więcej. Na razie jednak zdążył jedynie zauważyć, że facet dbał o swoją sylwetkę. Była smukła i niezalana tłuszczem, choć nie potrafił powiedzieć dużo więcej, gdy ten miał na sobie tyle warstw ubrania.
Na razie więc wiedział o nim niewiele, a facet nie wydawał się szczególnie rozmowny. Przynajmniej nie w sposób, który by go obnażał. W odpowiedziach operował ogólnikami.
Masz imię, czy mam Ci wymyślić kreatywny przydomek? — spytał przekornie, nie chcąc wprost przypominać się mu o tym, że mężczyzna wciąż się nie przedstawił. Jednocześnie w jakiś sposób musiał to zasygnalizować: postawił więc na drobną zachętę w postaci przedstawienia mniej komfortowej alternatywy.
Losowe przydomki nigdy nie brzmiały dobrze.
Tymczasem woda pod kanu nie zdążyła jeszcze dobrze się spienić, gdy myśli Jayce’a podzieliły się na czas przed i czas po wyznaniu. Bo choć nieznajomy słowa o małżeństwie wypowiadał z należytą powściągliwością, sam Byrne podobnej emocji w sobie nie nosił. Wyobraźnia, jak puszczony ze smyczy szczeniak, wybiegała przed szereg i na wybudowanym moście skojarzeń zaczynała skomleć i prosić o więcej. Nagle facet w kanu wydał mu się o niebo bardziej interesujący, gdy okazało się, że pierwsze wrażenie o nim miał zupełnie błędne.
Bo jeśli mylił się w orientacji i w zawodzie, to prawdopodobnie istniało jeszcze parę kuszących kąsków informacji, które mogły go zaskoczyć. A Jayce lubił być zaskakiwany, bo dzięki temu się nie nudził.
Szczerze mówiąc założyłem, że jesteś do porzygu kanadyjski… wiesz… dwójka dzieci, jedno jeszcze w szkole, drugie na studiach… praca w biurze, dobra płaca i oglądanie hokeja w wolnej chwili. Mogłem się trochę z tym obrazkiem pospieszyć — wyznał, od razu przyznając się do błędu. Nie miał z tym problemu, o ile rozmowa w zamian oferowała inne atrakcje, jak np. prawdę o nim. Osobiście uważał przy tym, że było między nimi zbyt cicho i zbyt powściągliwie — kotara dystansu, gruba i ciężka, wadziła mu niezmiernie od początku ich rozmowy. Sprawiała, że niemal czuł się w tej relacji klaustrofobicznie, a jako osoba najwyżej ze wszystkiego ceniąca sobie wolność, w naturalny sposób szukał ucieczki od podobnych ograniczeń.
Być może dlatego, gdy w progu wymienili strzępy informacji, grzeczne słowa zamienił na dotyk:
Pomasować Cię? — spytał w nawiązaniu do kolejnego, drobnego wyznania. W zasadzie nie dał mu przy tym czasu na odpowiedź. Przysunął się niemal od razu w jego kierunku, pozwalając by umięśnione uda wzięły jego sylwetkę między nie. Dłonie tymczasem spoczęły na barkach, ściskając pod palcami spięte wyraźnie mięśnie.
Jestem w tym niezły. Znam się trochę na fizjoterapii… — wyjaśnił prostolinijnie, choć ważniejsza nawet niż jego wiedza na temat ludzkiego ciała była jego naturalna chęć pomocy i… równie swobodne łamanie cudzej przestrzeni osobistej.
Zaangażowany głos w jego głowie wybrzmiał w nim jaśniej i chętniej, gdy tylko zdał sobie sprawę z tego, że pomimo surowego początku ich rozmowy poznał dziś parę informacji, od których robiło mu się realnie ciepło. Najcieplej, gdy nagie słońce, skryte skromnie za chmurami, wciąż przygrzewało jego plecy. Uśmiechnął się przy tym zrelaksowany, czując że kontrast ich ciał aż domaga się komentarza. Jego własne było w pełni rozluźnione, jakby oczekujące na chwilę przyjemnej rozrywki. Ciało mężczyzny wydawało się przeciwnie do tego spięte i zmęczone. Twarde mięśnie mężczyzny ledwie uginały się pod opuszkami palców Jayce’a, gdy ugniatał je cierpliwie, zachodząc dłońmi na cudzy kark, a potem wolno i cholernie dokładnie badając kolejne połacie skóry, okrytej ubraniem.
Wyluzuj… — schodził palcami wzdłuż kręgosłupa nieco niżej i niżej, zatrzymując się w bezpiecznej przestrzeni między jego barkami, by docisnąć palce do punktu największej sztywności. Brunet miał możliwość poddania się temu dotykowi, co mogło ukoić jego zszargane ciało lub mógł równie dobrze stawić opór i narazić się na dodatkowy ból przy masażu, wszystko zależało od niego — To jeszcze nie seks… nic Ci w kręgosłupie nie strzeli, staruszku — mruknął wesoło tuż przy jego uchu, jawnie sobie z niego drwiąc, choć wcale nie ze złą intencją. Zwyczajnie bawiło go napinanie struny emocji między nimi, jakby w ten sposób odnalazł sposób na nową rozrywkę.
Przejechał nawet jedną z dłoni niżej, obejmując jego talię w dwuznacznym geście, podbitym przez cichy pomruk przy uchu:
Krępuje Cię to? — spytał tym razem niskim, szepczącym niemal głosem, muskając niechybnie jego małżowinę.
Simon jeszcze tego nie wiedział, ale największy błąd, jaki popełnił, jeśli chciał zostawić tę relację przyzwoicie grzeczną, to wzmianka o mężu. Automatycznie stał się w tym momencie w oczach Jayce’a atrakcyjny… i stworzony do tego, by go prowokować.
Wyduś z siebie więcej, niż powagę, choćby złość,
zdawało się krzyczeć całe ciało Jayce’a, ulokowane tak bezczelnie blisko nieznajomego.

Simon Rossi
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
41 y/o
For good luck!
185 cm
projektant i krawiec w domu
Awatar użytkownika
depresja i wirujący seks zamknięte w ciele projektanta
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego, jemu
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   To jaki był zależało nie tyle od ludzi, z którymi aktualnie przyszło mu dzielić swój czas, ale przede wszystkim od sytuacji, w której się znalazł. Miał już swoje lata, z których był dumny, bo do cholery jasnej nie każdy miał na tyle szczęścia, by dożyć czterdziestki. Sam Simon znał wielu znajomych, którzy stracili swoje życia jeszcze zanim udało im się dobić trzydziestki, jakby zgodnie z zasadą live hard, die young chcieli po sobie zostawić jedynie miłe wspomnienia młodych i jędrnych ciał. Simon nie był czymś takim zainteresowany. Chciał żyć jak najdłużej, bo chciał zakosztować każdego smaku, jaki świat miał do zaoferowania. Być może obecnie wydawał się więc sztywny i oziębły, ale przecież miał tutaj siedzieć ze swoją córką, której miał poświęcać uwagę. Wtedy pewnie nieznajomy mógłby poznać nieco bardziej otwartą stronę Simona. Jego córka potrafiła z niego wydobyć tę beztroskę i ciągle jeszcze młodzieńczą, szaloną energię, którą teraz miał mocno ściśniętą w jakąś przestrzeń swojego ciała, pewnie tę leżącą pod żołądkiem.
   Uśmiechnął się, widząc jego reakcję. Co prawda jeszcze nie do końca wiedział, jakie nastawienie do tego wyznania miał Jayce, jednak spodobało mu się, że w ogóle zareagował w jakikolwiek sposób. Simon lubił wzbudzać w ludziach emocje, bez względu na to, jakie by one nie były. Nie przeszkadzał mu więc śmiech mężczyzny, przeciwnie, w po jego ciele rozszedł się dreszcz ekscytacji na widok jego zaskoczenia.
   Prawda była jednak taka, że Simon nie miał okazji do tego, by przedstawić się odpowiednio. Kanu ofiarowało dość mocno ograniczoną przestrzeń, warunki również nie dawały za wiele do działania, nie mówiąc już o tym, że Jayce był mu obcy, więc projektant nie wiedział, jak miał się zachowywać w jego stronę. Nie wiedział, z jakim człowiekiem miał do czynienia, a nie chciał problemów i nieprzyjemności. Nikomu nie było to potrzebne, zwłaszcza w sytuacji, gdy łatwo było wylądować w wodzie. Blondyn szybko wydał mu się jednak otwarty i luźny. Nie chciał pakować go do stereotypów, jednak rozpoznając akcent, musiał przyznać, że ten wpasowywał się idealnie w jego wyobrażenia dotyczące Australijczyków. Kilku już na sporej drodze poznał i żaden nie był człowiekiem nieprzyjemnym, więc jego prywatny stereotyp zdążył się już narodzić.
   – Och – powiedział. No tak, z tego wszystkiego zapomniał się przedstawić… w sumie to przez większość swojej kariery zazwyczaj był przedstawiany przez kogoś, a od kilku lat osiągnął taki poziom w swojej branży, że nie musiał być przedstawiany, bo wszyscy wiedzieli, z kim mieli do czynienia, więc najzwyczajniej w świecie zapomniał o tym, by mówić, jak się nazywał. – Simon – powiedział jednak, zdejmując swoje okulary z oczu, by wsunąć je we włosy. Świat dookoła rozświetlił się, nabierając przyjemnych kolorów. Podobnie jego rozmówca, który wyglądał teraz lepiej niż jeszcze chwilę temu.
   – To chyba muszę coś zmienić, bo twój obrazek na mój temat jest tragiczny – pokręcił głową. Nie dlatego, żeby uważał, że hipotetyczne życie, w które Jayce chciał go wepchnąć było złe, ale nie było ono satysfakcjonujące dla niego. Nie chciał takiego życia… nudnego, szarego i bez wyrazu. Był chyba zbyt ciekawy świata, by pozwalać sobie na uwiązanie się w jednym miejscu i nawet teraz, gdy planował przeprowadzkę i zamieszkanie w Toronto, to wiedział, że jego życie pełne będzie wyjazdów i podróży.
   Na kolejne, bezpośrednie pytanie mężczyzny nie zdążył nawet odpowiedzieć. Nie miał okazji nawet na to, by odwrócić się w jego stronę, bo niemal od razu poczuł uda Jayce’a, które zacisnęły się na jego własnych, unieruchamiając go w miejscu. Całe jego ciało stężało czując niespodziewany dotyk. W sumie to miał się odezwać i zaprotestować, ale ciepłe i nieco szorstkie dłonie blondyna na jego karku zatrzymały jego słowa w przełyku, nie pozwalając im na ujawnienie się.
   Zaśmiał się głośno, słysząc słowa blondyna. Nie wiedział, co tamten chciał ugrać, niemniej jednak nie miało to teraz znaczenia. W sumie to powinien być oburzony faktem, że jakiś nieznajomy i młody człowiek się do niego przystawia w tak bezpośredni sposób. Nie mógł jednak nic poradzić na to, że z jakiegoś dziwnego powodu, mu się to podobało. Być może potrzebował dotyku męskich dłoni na swoim ciele, które nie należały do niego? Odkąd stracił męża, nie spotykał się z innymi. Próbował randkować i otwierać się na kogoś innego, jednak czuł blokady, jakby zdradzał ukochanego. Być może kluczem do tej swobody było to, że w tym wypadku wszystko wyszło spontanicznie i Simon nie musiał myśleć o niczym innym niż momencie, w którym się to działo?
   – Rzucasz sobie wyzwanie? – zapytał go. Powinien być skrępowany jego nagłym działaniem i nieprzyzwoitością, której się dopuścił. Prawda była tak, że nie był. Jego ciało owszem, zareagowało, ale nie w sposób, w jaki powinno w tych okolicznościach. – Potrzebuję więcej, żeby czuć się skrępowanym – zaśmiał się, odwracając twarz w jego stronę, żeby spojrzeć na niego. Nie była to zbyt wygodna pozycja, bo jego szyja nie była aż tak ruchliwa. Widział jednak fragment jego twarzy, jak również ciała, co w sumie mu wystarczyło.
   Jego dłoń powędrowała na udo Jayce’a, przesuwając się niżej, w stronę kolana, jakby chciał się na czymś wesprzeć. Zacisnął jednak palce na kości. Nie był to mocny uścisk, niemniej jednak z pewnością wyczuwalny na tyle, by dać o sobie znać. Odwrócił się nieco, ocierając biodrem o udo blondyna tylko po to, by drugą dłoń zacisnąć na jego kroczu.
   – I co teraz? – zapytał, odpowiadając na jego zaczepkę.

Jayce Byrne
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
student kinezjologii, trener personalny North York YMCA
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Simon.

Choć imię to wydawało się całkiem popularne, nie pamiętał, by jakikolwiek Simon wcześniej utkwił mu w pamięci. Mężczyzna przed nim mógł być pod tym względem pierwszy. Mimo bowiem trudnego początku, podczas którego kontakt oparli na niemal mechanicznych, pełnych kurtuazji pytaniach, wystarczyło zaryzykować: wyłamać dźwignię powściągliwości i najzwyczajniej w świecie dotknąć go, by oboje zapadli się w instynktownych potrzebach ciała i ducha.
Potrzeba Jayce’a wciąż lawirowała przy tym przy chęci poznania go, ale również — co stało się zupełnie pobocznym wynikiem ich działań — zapragnął przy tym najbardziej nie jego słów (te mogli nadrobić dużo później), a oferowanych przez niego gestów. Zarówno wszystkich niekontrolowanych reakcji ciała, jak i dokładnie przemyślanych ruchów, które wiele o nim mówiły.
Wszystko zaczęło się od śmiechu Simona: dźwięcznego, niemal ciepłego, który zamiast postawić granicę między nimi, rozmył ją pod ich stopami, a może nawet w bliskości między ich udami — tym samym obudził u Byrne'a ochotę sprawdzenia, jak daleko może się posunąć. Co jeszcze może zrobić, co zostanie mu dziś wybaczone.
Zaczynał myśleć, że Simon jest nie tylko tak zwyczajnie spokojny, jak sądził o nim wcześniej. Jest przy tym również opanowany na tyle, by wytrzymać narzucone wraz z bliskością napięcie i tempo rozpoczętej między nimi cichej, demonstracyjnej gry śmiałości. Bo gdy tylko rzucił sobie i jemu wyzwanie, Simon sięgnął po rękawicę niemal instynktownie.
Uśmiechnął się więc usatysfakcjonowany w reakcji na jego słowa.
Rzucasz sobie wyzwanie? było kluczowym pytaniem, na które nie musiał długo szukać odpowiedzi:
Tobie przy okazji też.
Wzrok obiegł profil jego twarzy, gdy tylko Simon zdecydował się obrócić nieznacznie w jego kierunku. Kanu pod tym względem było nieznacznie ograniczające, oboje jednak najwyraźniej dość sprawnie radzili sobie z pokonaniem tej przeszkody. Jayce przez zbliżenie się do niego i przylgnięcie do jego ud, a Simon przez wykorzystanie jego ciała jak solidnego oparcia. Poczuł przy tym, jak palce cudzej dłoni prześlizgują się z mięsistego uda na twardość kolana i wiedział już, że coś się zmieniło.
Coś wyraźnie pchnęło mężczyznę do tego, by zerwać z maską poważnego typa.
Wychodzi na to, że jesteś słowny. Mój tragiczny obrazek o Tobie zaczyna zmieniać kształt — zaśmiał się, podobnie jak SImon nie czując aktualnie skrępowania.
Było w ich kontakcie coś z poezji: z początku ciężki, pełen niuansów koncept i kontekst spotkania, którego nie rozumiał Jayce właśnie rozjaśniał mu się w głowie i nabierał szczególnych, intensywnych barw. Można było interpretować tę zmianę jako prowokację. Osobiście jednak Jayce wolał uznać ją za wzajemne zainteresowanie i z przyjemnością przyjął między nimi moment, w którym zamiast sztywnych formułek, zaczęli wypuszczać z ust głoski flirtu.
Nie potrafił jednocześnie wyznaczyć jednego momentu przejścia pomiędzy wcześniejszą powagą, a aktualnym rozluźnieniem — pomiędzy tymi dwoma stanami istniało przecież całe spektrum emocji — najwyraźniej jednak je ominęli. Przeskoczyli od razu do meritum, co wyjątkowo mu się podobało. Było bowiem coś ekscytującego w tym nagłym natężeniu bliskości i w różnicy wieku między nimi: jakby szeroki rozmach w dzielących ich latach domagał się równowagi, i chciał znieść wszelkie granice wszędzie indziej.
Nie narzekał. Nawet nie miał zamiaru. Szczególnie wtedy, gdy silna, ciepła dłoń wylądowała na jego kroczu. Potraktował ją jako z a p r o s z e n i e.
Teraz przekonamy się, jak całujesz — mruknął cicho, korzystając z okazji, że Simon odwrócił się do niego, udostępniając mu swoje usta. Gdy przyciągnął go do siebie, przejął ciężar obu ich ciał na siebie, świadomy tego, że sama ta pozycja z wykręconym korpusem w jego kierunku musiała być dla mężczyzny niewygodna.
Dystans malał stopniowo, jakby wciąż dawał mu czas zdecydować, czy chce znieść kolejną granicę między nimi. Oddech spoczął najpierw na jego twarzy: ciepły, pożądliwy, świadczący o absolutnej ochocie na więcej. Dopiero później do tej bliskości dołączyły usta. Coraz bliższe cudzych, ostatecznie otarły się o miękką tkankę warg Simona, ścierając z siebie ostatni wewnętrzny hamulec. Jeśli Simon chciał się wycofać, to był ostatni moment.
Jayce jednak nie chciał odpuszczać. Jedną dłonią podtrzymał mężczyznę, drugą przesunął wyżej na plecy, licząc na to, że Simon wreszcie odwróci się całkowicie przodem do niego. Przyciągnął go bliżej, aż dzieląca ich przestrzeń stała się niemal pozorna. Czuł pod palcami napięcie obu ich ciał i właśnie to odczucie działało na niego najmocniej — świadomość tego, że właśnie napina się między nimi kolejna struna emocji, ale również kolejny sznur bliskości oplata ich sylwetki, zabierając ostatnią wolną przestrzeń.

Simon Rossi
nihilista
godzę się na prawie wszystko, sprawdź mnie, jeśli potrafisz
ODPOWIEDZ

Wróć do „Colonel Samuel Smith Park”