ODPOWIEDZ
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zyskała pewność, że nie występowała w snach River jako psychopatyczna morderczyni rodem z taniego slashera, ale chyba średnio ją to uspokoiło. Nie podejmowała jednak dalej tego tematu. Wolała w ciszy kontemplować bliskość, lgnącej do niej rysowniczki, która wciąż nie cechowała się pomyślunkiem, ale chociaż miała w sobie nową dozę energii do tego, aby wykorzystać pozostałe do świtu godziny.
- Dobrze. Zatańczymy w domu - przytaknęła, aby nie dyskutować dalej z pijaną.
Całkiem możliwe, że jak już dotrą na miejsce to energia z niej zejdzie. Nie miała pewności jak Cross funkcjonowała w takim stanie upojenia. Możliwe, że jej jeszcze odpłynie w autobusie i tyle z tego będzie. Byle tylko mogła bez większego problemu doprowadzić ją do swojego domu. Nic więcej się nie liczyło. Nie w tej chwili.
- Naprawdę - zapewniła, gdy tylko River musiała się upewnić.
Nie mogła oszukiwać kogoś, kto podchodził do niej z tak rozbrajającą czułością. Mimowolnie chciała zrobić dla niej wszystko, co tylko była w stanie zrobić. To zaczynało się robić niebezpieczne, ale chyba po prostu tak działała na nią Cross w tym swoim nowym wydaniu. Automatycznie chciała ją obronić przed całym światem i zapewnić jej szczęście na jakie zasługiwał podobny promyczek radości. Co za złudne uczucie...
Pierwszy raz była przez nią traktowana tak delikatnie. Jej dotyk był zachłanny w zupełnie inny sposób. Pragnęła po prostu ciepła i uwagi, które Ruelle jej powoli dostarczała. Zniknęła z jej bliskości cała seksualność i drobna brutalność. River wydawała się być po prostu zupełnie inną osobą, ale z jakiegoś powodu tanatopraktorce to nie przeszkadzało.
- Ty mogłabyś pachnieć nieco lepiej, ale może cię wepchniemy pod prysznic - odpowiedziała mrukliwie tuż przy jej uchu.
Mogłaby spędzić jeszcze nieco czasu w tej prywatnej przestrzeni na środku chodnika, ale ich autobus zatrzymał się przy chodniku, a Prescott nie zamierzała pozwolić na to, aby go opuściły. Nie w momencie, gdy chodziło o jeżdżące raz na godzinę nocne busy. Dlatego też nieco niechętnie pociągnęła dziewczynę do pojazdu, gdzie mogły zająć wolne miejsca niedaleko drzwi. Biorąc pod uwagę to, że Rue była jedyną trzeźwą, a w dodatku zaznajomioną w okolicy to ona musiała pilnować tego, gdzie się znajdowały i w którym momencie powinny wysiąść.
Zastanawiała się przez jakiś czas jakim cudem wpakowała się w to wszystko. Trudno było jej też uwierzyć w to, że wcale nie wadziła jej obecność wyjątkowo klejącej się do niej rysowniczki. Chyba naprawdę miała do niej słabość, o której nawet nie wiedziała.
Całe szczęście, że przejażdżka nie była szczególnie długa, a one wkrótce mogły wytoczyć się na chodnik. Wciąż dzielił ją jeszcze kawałek od domu Prescottów, ale zbliżały się coraz bardziej do swojego celu podróży. Być może nawet okolica zaczęła wyglądać dla Cross nieco znajomo. W końcu taka pamiętliwa rysowniczka na pewno miała też dobrą pamięć do miejsc.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

027
Mruknęła z zadowoleniem, gdy okazało się, że nie dość, że zatańczą w domu, to jeszcze naprawdę chciała spędzić z nią kolejną noc i to na czymś, co nie było seksem. To było jednak dość złudne, bo nie trudno było się domyślić, że taniec ten dwójki pewnie skończyłby się w łóżku. To nie byłoby gibanie się w stylu podstawówki, w którym jedna powinna trzymać ręce na biodrach, a druga na ramionach swojej partnerki. Ale to była pieść przyszłości. Teraz naprawdę były bardzo grzeczne. Nie stały oddalone od siebie na długość rąk, bo to byłoby już kompletnie nie w ich stylu, ale przytulanie się wcale nie prowadziło do brutalnego uwolnienia pożądania. W gestach Cross była przede wszystkim czułość i paląca potrzeba nacieszenia się swoją modelką, póki miała ku temu okazję. Nie zastanawiała się nad tym, czemu Ruelle na to wszystko pozwala. Nie było to zgodne z ich postanowieniami i być może nie było nawet zgodnie z nią samą. Jakaś tajemnicza siła musiała ją do tego przekonywać, ale Cross była przekonana, że w tym stanie tego nie rozszyfruje.
Była też przekonana, że potrzebuje prysznica. W tej kwestii Prescott miała rację. Nie miała ochoty spać, ale poczuła ekscytację na samą myśl o odświeżeniu się. Zmywanie z siebie tej lepkiej aury, z którą człowiek wychodził każdego klubu, było zawsze bardzo miłe. Nie chciała nawet sugerować, że powinny udać się pod ten prysznic razem. No dobrze, odrobinkę chciała, ale bardziej podobało jej się milczenie. Na pewno było dla nich bezpieczniejsze.
Usiadła posłusznie na wskazanym przez Prescott miejscu. Obniżyła się na krześle, by móc oprzeć głowę o ramię dziewczyny obok niej. Znowu sięgnęła po telefon, ale tym razem sięgnęła po TikToka. Skorzystała ze poznanej już metody i wyszukała filmy ze śmiesznymi kotkami, które przeglądała całą drogę, prychając co rusz pod nosem z rozbawieniem. To się nazywa udany wieczór, prawda?
Okolica zaczęła sprawiać wrażenie coraz bardziej znajomej. Wiedziała, że znajdują się już dość blisko celu, ale bez pomocy nie trafiłaby tam zbyt szybko. Była uparta, więc krążyłaby między uliczkami, aż by trafiła pod odpowiedni adres, ale na szczęście nie musiała tego robić. Bez butów to byłoby już kompletnie uciążliwe.
— Nie jestem ubrana zbyt prostacko, żeby przerko-przekroczyć próg tej rezydencji? — rzuciła rozbawiona, gdy weszły na teren posesji Prescottów. Cross była naprawdę pod wrażeniem bogactw, które zgromadziła ta familia. Jak ona, prosta dziewczyna z bloku, miała się z tym równać? Crop top i jeansy nie były zbyt odświętnym strojem. No i jeszcze była na boso, jak skończona wieśniaczka! Wstyd, po prostu wstyd. Ciekawość była jednak dużo silniejsza od jakiegokolwiek zażenowania. Bardzo chciała się przekonać, jak Rue mieszka tak naprawdę, już bez żadnych śmieszków. Domyślała się, że zaraz zobaczy kompletnie inną przestrzeń niż pamiętała ze swojego domu rodzinnego. No i jak w tym wszystkim będzie wyglądała sypialnia Ruelle? Na zdjęciach, które jej stamtąd wysyłała, nie było widać zbyt dużo pokoju.
— Od kiedy tu mieszkacie? — zapytała, gdy amatorka denatów wsunęła klucz do zamka, otwierając drzwi wejściowe. River w sumie nie miała pojęcia, czy jej modelka się tu wychowała, czy to jakaś świeża sprawa. Ta informacja w znaczący sposób wpłynie przecież na odbiór!

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co mogła powiedzieć? Przepadła dla niej. Używając tego tonu głosu i patrząc na nią w ten przeklęty sposób River mogłaby ją nakłonić do naprawdę wielu rzeczy, na które być może w innych okolicznościach nigdy nie wyraziłaby zgody. Mogła zatem korzystać póki jeszcze miała ku temu okazję. Oferta nie będzie trwała wiecznie.
Biorąc pod uwagę to jak Ruelle poruszała się w tańcu to wielce prawdopodobne było to, że z parkietu przeszyłyby prosto do łóżka. W zasadzie można byłoby nawet mieć wątpliwości czy od początku się właśnie tam nie znajdowały. Trudno było ją jednak o to obwiniać. Po prostu tak już działały jej latynoskie geny, które musiała otrzymać po matce.
Nie miała jednak pojęcia do czego tym razem mogłaby dążyć rysowniczka. Aktualnie wydawała się być przede wszystkim zainteresowana zwyczajną bliskością oraz odrobiną czułości, która nie miała nic wspólnego z bardziej lubieżnymi żądzami. Trudno jednak przewidzieć jak wyglądać to będzie dalej.
Na tę chwilę Cross wydawała się być w stanie samodzielnie wziąć prysznic, ale nigdy nie wiadomo. Może jednak jej się pogorszy? Chociaż minęło już sporo czasu od kiedy coś w siebie wlała, a przebywanie na świeżym powietrzu (pomijając przejażdżkę autobusem) na pewno również zrobiło jej dobrze.
Fascynacja dziewczyny słodkimi kotkami była godna podziwu. Kątem oka Ruelle również je obserwowała i parę razy nawet parsknęła śmiechem, obejmując dziewczynę, która oparła się o jej ramię. To było tak... zwyczajne. Trochę jakby River była jej dziewczyną, a nie jakąś zwyczajną. Nigdy wcześniej nie rozważała czegoś podobnego.
To nie był pierwszy raz, gdy artystka znajdowała się przed jej domem. Wiedziała jak wyglądał on z zewnątrz, a jednak na jego widok nagle naszły ją wątpliwości, co do tego czy na pewno jest odpowiednio ubrana. Jakby szła w odwiedziny do arystokracji! Najwyraźniej zapomniała o tym z kim miała do czynienia.
- Jest dobrze. Nie przejmuj się tym. Mówiłam ci, że wyglądasz ślicznie - zapewniła jeszcze rysowniczkę, gdy szły w kierunku drzwi wejściowych.
Sama była już przyzwyczajona do tego domu. Nie robił na niej wrażenia, ale pewnie na tych, którzy dorastali w innych warunkach mogła to być luksusowa willa. Nie myślała jednak o tym, gdy szukała klucza, aby otworzyć drzwi.
- Od zawsze - odpowiedziała, bo spędziła w tym miejscu całe swoje życie.
Wpuściła artystkę do środka i odłożyła jej buty tuż za progiem nim zsunęła z siebie stare adidasy, w których wyszła z domu, który teraz był pogrążony w głębokiej ciemności. Udało jej się jednak odnaleźć włącznik światła, aby rozświetlić przyjemnie wnętrze. Zaraz też usłyszała donośne miauczenie z okolic kanapy postawionej w nowocześnie urządzonym salonie.
- Cześć, Salem - zwróciła się do czarnego kocura, który chciał do niej podejść, ale zatrzymał się, gdy tylko spostrzegł obcą osobę znajdującą się obok tanatopraktorki.
Kot przez moment przyglądał się River jakby ją ewidentnie oceniał. Parę razy poruszył kocią szyją, aby spojrzeć na nią pod nieco innym kątem i nieśmiało wyciągnął w jej stronę łepek, aby wyczuć zapach roztaczany przez dziewczynę, a ta na pewno nie pachniała zbyt dobrze jak na jego standardy.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że żadna z nich nie miała choroby lokomocyjnej, bo ta podróż skończyłaby się dla nich wyjątkowo kiepska. River na ten moment właściwie było wszystko jedno. Żołądek przewrócił się jej już tyle razy, że przestała zwracać na to uwagę. Wyprawiał przedziwne rzeczy w towarzystwie Rue, więc niech się bawi tak, jak chce. Byle tylko nie musiała wymiotować. Na razie na szczęście jej przeszło. Jak miałoby się jej cofać na widok koteczków wkładających łapki do bitej śmietany albo takich spierdalajacych się ze schodów? Od tego mogło być tylko lepiej. Powinni to podawać w formie lekarstwa w szpitalach. Musi ten pomysł omówić potem z Prescott. W końcu studiowała medycynę, to będzie wiedziała, co i jak.
— Wyglądam? Powinnaś to jeszcze powtórzyć parę razy — zachęciła ją od razu. Bardzo spodobała jej się ta forma komplementów. Dziwnie było słyszeć tak dużo takich kompletnie nieuprzedmiatawiających, ale zdecydowanie mogłaby się do nich przyzwyczaić. Powinna się o nie bardziej starać. Dzisiaj przecież wcale nie miała najlepszego dnia. Była zmęczona po nocy balowania, nie miała na sobie butów i choć nie widziała się od dawna w lustrze, zakładała, że się trochę rozmazała. Z jakiegoś dziwacznego powodu Prescott nieco podkręcała fakty, udając, że tego wszystkiego nie widzi.
— Czyli po tych korytarzach biegała mała Ruelle? Zajebiście. — Weszła za nią do środka wyraźnie zadowolona z odpowiedzi. Dostała okazję poznania dziewczyny od podszewki. Nie będzie musiała domyślać się żadnego fragmentu jej biografii, nie będzie musiała sklejać pojedynczych wspomnień, które bardzo chciała stąd wyszarpać. Domyślała się, że emocje związane z takim budynkiem muszą być wyjątkowe. Ona z matkami w dzieciństwie przeprowadzała się wielokrotnie, więc nie miała takich sentymentów. Kolekcjonowanie takich przeżyć było przecież jednym z jej ulubionych zajęć. Obserwowanie ludzi, by dostrzec najdziwniejsze detale ich dusz było jej niezbędne, żeby tworzyć, a w przypadku Prescott to może okazać się podwójnie fascynujące. Na moment zapomniała nawet, że miała całkowicie inne plany względem przyszłości rysowania Rue.
Rozglądała się wokół z zaciekawieniem, którego nawet nie próbowała ukryć. Jej spojrzenie skanowało każdy dostępny kąt, jakby faktycznie zaczęła zbierać dane do archiwum we własnej głowie. Miała nawet wrażenie, że nieco wyostrzył jej się obraz, jakby wytrzeźwiała. Szkoda, że to tylko złudzenie. Było jednak coś dużo ważniejszego niż ta analiza. Kotek.
— No siema — przywitała się ze zwierzakiem, kucając obok niego. Cierpliwie czekała, aż kocur się naogląda. Sama zresztą obserwowała go z podobną uwagą. Mogliby równie dobrze walczyć na spojrzenia. Kiedy wyciągnął do niej łeb, wysunęła w jego stronę dłoń, ułatwiając mu zadanie.
— Poczekaj, poczekaj. Zaraz się powąchamy od nowa, tylko daj mi się umyć, dobra? — poprosiła i dotknęła go palcem w czubek nosa, co chyba nieco zaskoczyło Salema. Może to ten szok powstrzymał go od ataku? Albo po prostu był przyjacielski.
— To gdzie mam iść? — zapytała, podnosząc się z podłogi. Od razu sięgnęła też do brzegów topu i zsunęła go przez głowę. O dziwo miała na sobie stanik. Opuściła ubranie na podłogę obok siebie, po czym zaczęła rozpinać spodnie. No w ubraniu przecież nie będzie się myła, prawda?

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez jakiś czas obawiała się czy pijana Cross nie poczuje się słabo. Alkohol i poruszające się na drodze pojazdy nie zawsze szły ze sobą w parze. W dodatku jeszcze oglądała filmiki na telefonie, co czasem jedynie bardziej dobijało biedny błędnik i skłaniało człowieka do wymiotów. Przynajmniej mogła się cieszyć z tego, że artystka trzymała się całkiem dobrze.
- Powtórzę to jeszcze raz, gdy już weźmiesz prysznic - odparła, bo to brzmiało jak całkiem uczciwy układ.
Szczęśliwie, River również była chętna do tego, aby się udać pod prysznic, ale mogła dać jej jeszcze do tego dodatkową zachętę, żeby przypadkiem jej się dziewczyna nie rozmyśliła. Kto wie czy w swoim pijanym stanie nie natrafi na coś, co mogłoby ją odwieść od pierwotnych zamiarów? Najważniejsze było utrzymanie zainteresowania tym jednym zadaniem.
- Bardziej biegała po podwórzu, ale tak - przytaknęła, gdy tylko rysowniczka wyraziła na głos swoje myśli.
To był jedyny dom jaki znała. Oczywiście, bywała chociażby w odwiedzinach i krewnych i zdarzało jej się tam spędzać przykładowo część wakacji, ale nigdy w życiu nie przechodziła przez przeprowadzki. Mieszkała tylko w tym jednym miejscu, a pokój, który zajmowała był niezmiennie jej pokojem. Może i na przestrzeni niemalże ćwierćwiecza przeszedł przez liczne remonty i renowacje, które miały go unowocześnić i przystosować do jej potrzeb, ale to zawsze był jej pokój. Z tymi samymi oknami ukazującymi tę samą scenerię. Właśnie w tym miejscu znajdowały się wszystkie jej wspomnienia oraz esencja tego, kim była.
Po raz pierwszy wpuściła River do środka. Nie sądziła nawet, że kiedyś nadejdzie ten dzień. Nie mogło jej dziwić to, że rysowniczka była ciekawa tego w jakim miejscu mieszkała. Z pewnością też poziom jej upojenia w żadnym stopniu nie wpływał na jej zainteresowanie tym nowym otoczeniem.
Na tę chwilę Salem wydawał się nie wiedzieć, co powinien sądzić o tej dziwnej przybyszce. Nie okazywał wrogości. Na pewno musiał wyrobić sobie jeszcze zdanie o tej dziewczynie, ale można było być dobrej myśli. Przynajmniej nie syczał, ani nie machał na nią wyposażoną w ostre pazury łapą.
- Poczekaj może z rozbieraniem, aż dotrzemy do łazienki, co? - zapytała, zbierając z podłogi rzucony przez rysowniczkę top.
To nie był jeden z tych razów, gdy zrywały z siebie pospiesznie ubrania po to tylko, aby móc się do siebie dobrać jak najszybciej. Chodziło przecież tylko o prysznic. Dlatego też złapała Cross za nadgarstek, powstrzymując jej dalsze próby zdjęcia spodni.
- Na piętrze. Przyniosę ci coś do przebrania - obiecała jeszcze, ciągnąc ją w kierunku schodów, które prowadziły na wyższą kondygnację budynku.
Minęły między innymi uchylone drzwi, które prowadziły do pokoju Ruelle nim dotarły w końcu do wyposażonej w przeszklony prysznic łazienki. Prescott wskazała jej jeszcze na komplet podstawowych kosmetyków, których mogła użyć wedle własnego uznania, aby się porządnie wyszorować.
- Przyniosę ręczniki i czyste rzeczy. Nie krępuj się - zachęciła jeszcze nim odwróciła się, aby wyjść z łazienki na tę krótką chwilę.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miała ochotę wypytywać ją o każdy mebel, jaki był w zasięgu jej wzroku, ale dzielnie się powstrzymywała. Jakby zaczęła teraz gadać, to pewnie już nigdy by nie skończyła. Plan na noc był przecież inny. Najpierw się umyje, potem sprawdzą, czy mają energię na taniec, a potem... w sumie nie wiedziała, co potem. Wyglądało na to, że miała tu spędzić noc, ale właściwie w jakiej formie? Skitrana w pokoju dla gości, których ta rezydencja ma pewnie ze trzy? A może po prostu na kanapie, bo jako wstrętna pijaczka nie zasłużyła sobie na więcej? Albo po prostu w łóżku z Ruelle, ale to przecież również skrajnie nie pasowało do narzuconego przez tanatopraktorkę charakteru relacji.
Generalnie dobrze jej szło powstrzymywanie się. Nie gadała jak najęta, nie narzucała się kotu i nawet przestała się rozbierać, gdy Prescott zasugerowała, że powinna z tym poczekać. To też zdarzyło jej się pierwszy raz w życiu. Cross nawet nie podejrzewała, że jej struny głosowe były w stanie sformułować takie zdanie. Poszła grzecznie za swoją wybawicielką, po drodze nadal się rozglądając. Starała się rzucać choć jedno spojrzenie w głąb każdego pokoju, który był otwarty, ale wycieczka zdecydowanie była zbyt szybka, żeby wyciągnąć z niej jakieś wnioski. Zrobi to później.
— Dziękuję — rzuciła jeszcze za nią. Rozebrała się do końca i bardzo kulturalnie złożyła swoje rzeczy w kostkę i odłozyła je gdzieś na bok. Kostka może nie wyglądała jak sklepowa wystawa, ale było widać postaranko. Weszła pod prysznic i odkręciła wodę. Spodziewała się, że ze słuchawki zaczną lecieć złote monety jak u jakiegoś Sknerusa McKwacza, ale nic takiego się nie wydarzyło. Szkoda!
Z rozkoszą przyjmowała chłodną wodę spływającą po ciele. Potrzebowała takiego otrzeźwienia, a gorący prysznic tylko by ją rozleniwił i wtedy już na pewno by się porzygała. Nie miała zamiaru spędzać w łazience zbyt dużo czasu. Chciała się szybko ogarnąć i skupić na badaniu sypialni jej dziewczyny. Powąchała ostrożnie szampon do włosów, który dostała. Zdecydowanie pachniał jak włosy Ruelle. Może powinna sobie darować i nie dokładać sobie męczących bodźców? Cóż, to byłoby za proste. Wcieranie w siebie kosmetyków, które na co dzień osiadały na skórze Prescott przecież jej odpowiadało. Pościel w mieszkaniu artystki dawno przestała pachnieć jej modelką. Brakowało jej tam jakichkolwiek śladów bytności tanatopraktorki. Miała tylko wielki obraz nad kuchennym stołem. Zdemolowane w złości płótno wyrzuciła praktycznie od razu.
Wytarła się dokładnie przed wyjściem spod prysznica jak robi każdy człowiek mający jakiekolwiek ślady bytności rozumu w głowie. Naciągnęła na siebie rzeczy latynoski, ciesząc się, że wybrała dla niej coś w nieco większym rozmiarze. O ile wszystkie pierścionki i kolczyki była w stanie zdjąć przed zamoczeniem się i schować do kieszeni spodni, to z łańcuchem nie było tak łatwo. Wytarła go więc ostrożnie, nie chcąc, by zaraz zaczął rdzewieć. Spojrzała na samą siebie w lustrze. Mokre włosy opadały jej na koszulkę, a pozbawiona makijażu i nieco zmęczona twarz nie była najśliczniejszym, co w życiu widziała. Cóż, trudno. Tylko taką miała. Wzruszyła ramionami na samą siebie i wyszła z łazienki, kierując się do pokoju, z którego dobiegało światło i jakieś dźwięki. Zakładała, że to właśnie jest sypialnia Ruelle, a tego właśnie pokoju była najbardziej ciekawa.
— Proszę o nową dawkę komplementów — rzuciła, przekraczając próg pokoju. Były jej obiecane i należały się za to, że się pod tym prysznicem dała radę nie wypierdolić.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyglądało na to, że dziwny słowotok był w stanie towarzyszyć River wyłącznie na początkowym etapie ich nocnego spotkania, kiedy to nie mogła się zamknąć na przystanku. Obecnie wyglądało to wszystko nieco inaczej, ale kto by się tym wszystkim przejmował? Najważniejsze, że można było ją łatwo i skutecznie pokierować, aby zachowywała się jak grzeczna dziewczynka. Potrzebowała prysznica w pierwszej kolejności... Potem się zobaczy. Ruelle liczyła po trosze na to, że potem uda jej się zwyczajnie zapakować rysowniczkę do łóżka tak, aby przespała całą noc, czy też raczej jej resztki i poranek.
Salem dosyć szybko pogodził się z obcą osobą w domu. Przez jakiś czas tylko zawodził wniebogłosy, ale bardziej chodziło o to, aby nakłonić tanatopraktorkę do tego, aby nałożyła mu do miski jeszcze jedną porcję saszety. Odpuścił jej dopiero po trzykrotnie sykniętym słowie spierdalaj. To był niezwykle inteligentny kot. Rozumiał takie polecenia.
Wędrówka po domu nie należała do szczególnie długich i malowniczych. Głównie ze względu na to, że miały do wykonania konkretne zadania, a Prescott nie należała do takich, którzy się łatwo rozpraszali. Chciała doprowadzić rysowniczkę do łazienki i zapewnić jej przestrzeń do wzięcia potrzebnego prysznica. Nic poza tym.
- Nie ma za co - zapewniła i udała się od razu po świeże ręczniki, których artystka mogłaby użyć.
Skorzystała także z okazji do tego, aby znaleźć w swojej szafie jedną z przydużych koszulek, w której sama spała oraz krótkie spodenki. Ten zestaw na pewno również pasowałby na znacznie wyższą od niej Cross. Tyle dobrego, że dziewczyna nie odbiegała od niej znacząco sylwetką poza posiadaniem tych dodatkowych centymetrów, dzięki którym nad nią górowała.
Zostawiła w łazience, co trzeba po czym jeszcze przez jakiś czas kręciła się po domu, korzystając z tego, że artystka była pod prysznicem. Musiała przygotować zapasy wody, bo domyślała się, że na pewno pragnienie będzie dziewczynie wyjątkowo doskwierać, gdy już zejdzie z niej cały alkohol. Na szafce nocnej znalazł się także blister tabletek, które miałyby jej ulżyć w cierpieniu.
Znajdowała się właśnie pośrodku swojego pokoju, gdy usłyszała za sobą głos dziewczyny. Z pewnością zaskoczyła ją pozytywnie tym jak dokładnie zdołała się wytrzeć ręcznikiem. Niejeden w jej stanie miałby z tym problemy. Na pewno więc musiała ją pochwalić.
- Wyglądasz cudownie - stwierdziła, przyglądając jej się uważnie.
Nie przesadzała. Było też coś nadzwyczaj czarującego w fakcie, że tym razem to ona miała na sobie rzeczy tanatopraktorki. Nie było to nic wielkiego. Ot, zwyczajne czarne spodenki, które sięgały jej połowy ud oraz t-shirt Within Temptation, który na samą Prescott był zdecydowanie za duży.
Podeszła jeszcze do niej bliżej i odsunęła z jej czoła pasmo wciąż wilgotnych włosów. Miała ochotę ją pocałować, ale wciąż się od tego powstrzymywała jakąś cząstką samokontroli. Nie mogłaby tego zrobić tak po prostu.
- Dalej nie jesteś śpiąca? - spytała tylko, bo wyczuwała chłód bijący od jej skóry.
Zimny prysznic mógł ją jedynie bardziej rozbudzić, a przecież Ruelle chciała ją jak najszybciej zapakować do łóżka. I co teraz miała z nią zrobić?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czuła się naprawdę zadbana. Została zaprowadzona w bezpieczne miejsce, dostała możliwość obcowania z kotkiem, mogła się umyć. Prescott nie próbowała zrobić z niej idiotki wciskając jej jakiś wyjątkowo niewygodny albo obsceniczny strój. Jak się okazało w sypialni, zaczęła gromadzić wszystko, co będzie im potrzebne przed snem oraz w ramach trudnego poranka. Brakowało tylko stojaka i zawieszonej na niej kroplówki z witaminami, która przyspieszyłaby postawienie Cross na nogi skoro świt. Coś takiego w mieszkaniu studentki medycyny nie byłoby przecież dziwne. Oczywiście nie wymagała od niej żadnych z tych rzeczy. Byłaby wdzięczna nawet za samo wskazanie właściwego autobusu, którym dotarłaby do własnego mieszkania. Jakim cudem odwdzięczy się jej później za tę całą nadopiekuńczość?
Otrzymany komplement bardzo jej odpowiadał. Teraz, kiedy zobaczyła się w lustrze i miała pewność, że dawała się zobaczyć Prescott w wielu dużo lepszych stanach, rozczulało ją to jeszcze bardziej. Nawet jeżeli kłamała, to trudno. Robiła to tak umiejętnie, że River wierzyła jej z miejsca. W tym stanie pewnie zaufałaby jej nawet, gdyby spróbowała jej wmówić, że tak naprawdę jest wyjątkowo wyrośniętym chomikiem.
— To jest nas dwie — zapewniła, skupiając się na stojącej na przeciwko dziewczynie. Miała chyba zając się analizowaniem jej pokoju, ale obecność modelki kompletnie ją rozpraszała. Wpatrywała się w nią maślanymi oczami, zapominając o całym świecie, o każdym planie i niemądrej myśli. Delikatny dotyk wystarczył, by serce artystki zabiło mocniej. Chyba minęły całe wieki, odkąd trzymały się w ramionach, prawda? Albo z piętnaście minut. Jakoś tak.
— Nie jestem. Jak chcesz mnie uśpić, to opowiedz mi jakąś historię do snu. Ale miałyśmy tańczyć — zauważyła, obejmując ją jedną ręką w pasie. Przylgnęła do niej po raz kolejny, tym razem świeżutka i pachnąca. Przytuliła się i już chciała schować twarz w jej włosach i pozwolić sobie na odpłynięcie, gdy coś przykuło jej uwagę. Za Ruelle stała jakaś szafa i to nie taka ubraniowa. Co mogła tam trzymać? Artystka postanowiła to sprawdzić. Ta typiara mogła tam gromadzić zarówno zasuszone genitalia swoich byłych, jak i tajne zapasy słodyczy albo niepotrzebne i nieidentyfikowalne kable. River odkleiła się od latynoski, podeszła do mebla i od razu wysunęła pierwszą lepszą szufladę.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zapewne ktokolwiek spisał przypowieść o dobrym Samarytaninie musiał się inspirować taką postacią jak Ruelle. Przecież w tej chwili zapewniała swojej rysowniczce wszystko, czego jej tylko było trzeba. Traktowała ją nadzwyczaj miłosiernie, a przecież po tym wszystkim, co ostatnio przeszły za swoją sprawą to pewnie nie powinna w ogóle wyciągać do niej ręki z jakąkolwiek propozycją. Może jednak zależało jej na czymś więcej poza samym seksem i sztuką? Lub po prostu miała zbyt miękkie serce, aby przejść obok niej obojętnie.
Nigdy nie była dobra w dobieraniu słów. Zwłaszcza tych, które miały za zadanie połechtać czyjeś ego i sprawić mu przyjemność. Komplementy były wyjątkowo trudne do skomponowania oraz wyrażenia na głos. Może dlatego, że często, gdy patrzyła w stronę rysowniczki to miała w głowie totalną pustkę? Mogła wtedy skupić się tylko na niej.
- Proszę. Wspinasz się dzisiaj na same wyżyny elokwencji w swoich komplementach - skomentowała, ale sama wcale nie była lepsza, gdy o to chodziło.
Na pewno mogłaby się postarać o coś więcej niż zwykłe zapewnienia, że wygląda cudownie, ślicznie czy po prostu ładnie. Z pewnością nie przywykła do prawienia jej słodkich komentarzy poza łóżkiem. W ogóle cała ta noc wymykała się ich schematom.
Przesunęła delikatnie palcami po chłodnej i miękkiej skórze. Niemal zaśmiała się na wzmiankę o historyjce. Naprawdę miały robić takie rzeczy? Jakby jeszcze nadawała się do tego, aby bajdurzyć. Sama nigdy nie wymagała podobnych rzeczy od swoich rodziców. Co najwyżej czytali jej jedną z książek na dobranoc jeśli miała takie życzenie.
- Chcesz zatańczyć? Ale potrzebujemy do tego muzyki - odpowiedziała, co pewnie miało nieco osłabić entuzjazm River.
Na chwilę zaparło jej dech w piersiach, gdy nagle dziewczyna objęła ją w pasie i przylgnęła do niej ufnie po raz kolejny. Ruelle nawet nie sądziła jak dobrze zapach jej własnych kosmetyków będzie pasował do włosów i skóry rysowniczki, do których przylgnął. Miała wrażenie, że tym niepozornym gestem oznaczyła ją jako swoją. A przecież nie powinna...
Z zamyślenia została wyrwana przez Cross. Ta naprawdę musiała się rozpraszać najdrobniejszymi głupstwami. Zwłaszcza, że jej uwagę przykuła najzwyklejsza komoda. W dodatku to nie szkatułka, świece czy szpargały okazały się tak interesujące, a zawartość szuflad.
- Co robisz? Wiesz, że nie powinnaś tak zaglądać, gdzie są nie twoje rzeczy? - prychnęła lekko i już miała oderwać dziewczynę od mebla, ale ta rzecz jasna musiała otworzyć tę jedną szufladę.
Tę, w której poza materiałami studenckimi i różnymi różnościami znajdowało się także pewne pudełko o wyjątkowo ciekawej zawartości. Wystarczyło unieść wieko, a już rysowniczka mogła dostrzec kocie uszka, pasujący do nich ogonek, który miała kiedyś na wysłanym dziewczynie zdjęciu, a także niedawny prezent od artystki.
Nie mogła naprawdę zaciekawić się niczym innym? Lisią czaszką na parapecie? Rzędami książek na regałach? Nawet drobne gipsowe figurki zdawały się dużo ciekawsze niż ta przeklęta szuflada.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”