ODPOWIEDZ
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Joyce "Joy" Smythe
Alien Hanna
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
15/06/2002, Toronto, Kanada
zaimki
ona/jej
zawód
bezrobotna
miejsce pracy
brak
orientacja
biseksualna
dzielnica mieszkalna
brak stałego miejsca zamieszkania
pobyt w toronto
od urodzenia
umiejętności
- całkiem nieźle rysuje
- ma dobrą pamięć do przypadkowych, często zupełnie nieprzydatnych informacji
- szybko zapamiętuje drobne szczegóły i twarze
- potrafi przygotować podstawowe posiłki
- dobrze zna Toronto i potrafi poruszać się po mieście bez mapy
- jest spostrzegawcza i często zauważa rzeczy, które innym umykają
- potrafi improwizować i radzić sobie w trudnych sytuacjach
- posiada prawo jazdy kategorii G
- potrafi długo zachowywać się tak, jakby wszystko było w porządku, nawet kiedy zdecydowanie nie jest
słabości
- schizofrenia i związane z nią objawy, szczególnie głosy oraz paranoja
- brak regularnego dostępu do leków i leczenia
- uzależnienie od narkotyków
- bezdomność i brak pieniędzy
- trudności z odróżnianiem własnych podejrzeń i przekonań od rzeczywistości
- impulsywność
- bardzo słabe wyczucie sytuacji społecznych
- naiwność i łatwowierność
- trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu relacji
- źle znosi odrzucenie przez osoby, do których się przywiąże
- nie potrafi dobrze reagować na stres i presję
- ma absurdalne przekonanie, że gołębie są szpiegami
Joy dorastała w mieszkaniu, w którym nigdy do końca nie było wiadomo, jaki będzie następny dzień. Czasami po powrocie ze szkoły zastawała matkę siedzącą w kuchni i jedzącą płatki prosto z pudełka, czasami całe mieszkanie lśniło tak bardzo, że Joy bała się postawić plecak na podłodze, a czasami drzwi do kuchni były zamknięte, ponieważ matka uważała, że za nimi ktoś się ukrywa. Zdarzało się też, że po prostu znikała na kilka godzin, zostawiając ją samą, chociaż nigdy nie robiła tego z myślą o skrzywdzeniu córki. Choroba psychiczna matki przez lata pozostawała nieleczona, a Joyce, jako dziecko, nie miała najmniejszego pojęcia, że istnieją rodziny, w których matki nie budzą swoich dzieci w środku nocy z informacją, że trzeba natychmiast opuścić mieszkanie, bo ktoś zatruł ściany. Dla niej było to po prostu coś, co czasami się wydarzało. Kiedy matka twierdziła, że są śledzone, Joy zerkała za siebie i próbowała znaleźć osobę odpowiedzialną za całe zamieszanie, choć zwykle widziała tylko starszą panią z zakupami albo człowieka wyprowadzającego psa. Raz nawet przez kilka minut podejrzewała psa, bo patrzył na nią zdecydowanie zbyt intensywnie. Nie powiedziała tego matce, ponieważ uznała, że mogłoby to niepotrzebnie skomplikować sytuację. Najbardziej kłopotliwe było chyba to, że matka potrafiła być dla Joy naprawdę dobrą matką, przynajmniej pomiędzy kolejnymi epizodami. Kochała córkę, przytulała ją, gotowała jej, kiedy miała siłę, pamiętała o jej urodzinach i potrafiła godzinami słuchać o rzeczach, które Joy akurat interesowały, nawet jeśli były to informacje o tym, ile razy dziennie gołąb potrafi zmienić miejsce siedzenia. Problem zaczynał się wtedy, kiedy choroba przejmowała kontrolę nad jej zachowaniem. Bywało, że przychodziła do szkoły w piżamie, bo była przekonana, że Joyce jest w niebezpieczeństwie i trzeba ją natychmiast zabrać do domu. Innym razem zapominała ją odebrać, przez co Joy siedziała pod szkołą tak długo, aż nauczycielka zaczynała się niepokoić. W domu zdarzało się, że brakowało jedzenia, ponieważ matka bała się robić zakupy albo zapominała, że poprzednie już zrobiła. Pewnego razu wyrzuciła część produktów, twierdząc, że ktoś umieścił w nich mikrochipy. Joy przez chwilę próbowała zrozumieć, po co właściwie ktoś miałby śledzić ich jogurty, ale uznała, że ludzie robią wiele głupich rzeczy i nie warto się nad tym rozwodzić. Innym razem matka zerwała część podłogi, bo była przekonana, że pod deskami znajdują się robaki. Joyce nie widziała żadnych robaków, jednak nie chciała się kłócić, więc przez kilka następnych dni omijała to miejsce, żeby przypadkiem któregoś nie nadepnąć. Tak właśnie wyglądało jej dzieciństwo — trochę straszne, trochę smutne i momentami tak absurdalne, że sama nie wiedziała, czy powinna się bać, czy zapytać, czy może robaki też mają własną rodzinę.
W szkole szybko stała się tą dziwną dziewczyną, o której wszyscy wiedzieli, że lepiej nie pytać, co właściwie ma na myśli, jeśli zaczyna zdanie od „słuchaj, bo właśnie coś wymyśliłam”. Nie była szczególnie prześladowana, chociaż zdarzało się, że ktoś się z niej śmiał, raczej po prostu funkcjonowała obok reszty klasy. Potrafiła nagle zapytać nauczyciela, czy gdyby człowiek został ugryziony przez nietoperza, powinien natychmiast zgłosić się do lekarza, a kiedy wszyscy zaczynali się na nią patrzeć, spokojnie wyjaśniała, że pyta wyłącznie teoretycznie. W zeszytach zamiast notatek pojawiały się rysunki, listy przypadkowych faktów i rzeczy, które zamierzała kiedyś sprawdzić, choć część z nich nigdy nie doczekała się sprawdzenia. W pewnym momencie zaczęła podejrzewać, że gołębie są szpiegami, ponieważ pojawiają się wszędzie, obserwują ludzi z dachów i jakoś nikt nie zadaje sobie pytania, skąd właściwie wiedzą, gdzie mają usiąść. Teoria nie miała szczególnie rozbudowanych podstaw, ale Joyce uważała ją za wystarczająco prawdopodobną, żeby prowadzić notatki dotyczące szczególnie podejrzanych osobników. Nie traktowała tego jako czegoś dziwnego. Dziwniejsze było dla niej to, że inni ludzie nie chcieli o tym rozmawiać.
Kiedy miała szesnaście lat, w domu pojawił się mężczyzna, który z czasem został jej ojczymem. Joy wiedziała, że zajmuje się ściąganiem długów i ma kontakty z ludźmi, których lepiej nie denerwować, ale sama nigdy nie robiła z tego większej tajemnicy. Jeżeli ktoś zapytałby ją wtedy, czym zajmuje się jej ojczym, mogłaby odpowiedzieć, że „pracuje przy pieniądzach, tylko trochę bardziej agresywnie”, co prawdopodobnie nie byłoby najlepszą odpowiedzią podczas rozmowy z pedagogiem szkolnym. Znacznie większym problemem okazał się jego hazard oraz alkohol, ponieważ pieniądze zaczęły znikać szybciej, niż ktokolwiek był w stanie je zarabiać, a atmosfera w domu robiła się coraz gorsza. Joyce nie była dla niego córką i właściwie nigdy nią nie została. Była raczej dziewczyną, która mieszkała z nim i jego żoną, zajmowała pokój i miała irytujący zwyczaj odzywania się wtedy, kiedy nie powinna. Nigdy jej nie uderzył, nie stosował wobec niej przemocy fizycznej, ale potrafił dać jej bardzo wyraźnie do zrozumienia, że najchętniej nie miałby z nią nic wspólnego. Joy zresztą nie pozostawała mu dłużna. Kiedy widziała go po kolejnej przegranej, potrafiła zapytać, czy tym razem przegrał tylko pieniądze, czy może również resztki zdrowego rozsądku. Potem zwykle wychodziła z pokoju, zanim zdążył odpowiedzieć, ponieważ dopiero po chwili docierało do niej, że być może nie był to najlepszy moment na żarty. Stan matki stopniowo się pogarszał, aż w końcu trafiła do szpitala psychiatrycznego. Dla Joy był to pierwszy moment, kiedy zaczęła rozumieć, że rzeczy, które uważała za część codziennego życia, mogą mieć nazwę i można je leczyć. Po pobycie w szpitalu matka wróciła do domu z lekami i przez pewien czas rzeczywiście było spokojniej. Nie oznaczało to jednak, że nagle wszystko stało się normalne. Matka nadal miała problemy, ojczym nadal pił i grał, a po jej powrocie oboje ostatecznie się pobrali. Joyce nie była zachwycona tym pomysłem, ale uznała, że skoro dorośli najwyraźniej bardzo lubią podejmować decyzje, których później żałują, to może jest to ich hobby. Sama coraz częściej znikała w swoim pokoju, wychodziła z domu albo po prostu starała się nie wchodzić nikomu w drogę.
Jej biologiczny ojciec przez cały ten czas pozostawał gdzieś obok, chociaż nigdy naprawdę nie był częścią jej życia. Zrobił jej matce dziecko i zniknął, pozostawiając po sobie przelewy oraz kilka spotkań, które Joy mogłaby policzyć na palcach jednej ręki. Czasami sama próbowała się z nim zobaczyć, czasami spotykali się przypadkiem, jednak nigdy nie stał się dla niej kimś, do kogo można było zadzwonić z problemem. Czymkolwiek by się nie zajmował to przy jej rodzinnym szczęściu nic nie byłoby nawet szczególnie zaskakujące. Joyce miała wrażenie, że gdyby kiedyś odkryła, że jej biologiczny ojciec prowadzi dodatkowo tajne laboratorium pod Toronto, prawdopodobnie tylko wzruszyłaby ramionami i zapytała, czy robi tam kawę.
Problemy zaczęły się naprawdę komplikować około osiemnastego, dziewiętnastego roku życia, kiedy Joyce zaczęła słyszeć swoje imię, mimo że nikogo obok niej nie było. Początkowo były to pojedyncze szepty, czasami rozmowy dobiegające zza drzwi, które milkły, gdy tylko je otwierała, później jednak głosy zaczęły pojawiać się częściej i komentować to, co robi. Zaczęła również mieć poczucie, że ktoś ją obserwuje, że samochody zatrzymujące się przy ulicy nie są tam przypadkiem, a ludzie, których spotyka kilka razy, prawdopodobnie mają jakiś związek z nią. Joyce nie pomyślała od razu, że może być chora. W jej świecie było to nawet całkiem logiczne, ponieważ przez całe dzieciństwo słyszała od matki rzeczy, których inni ludzie nie słyszeli i widziała reakcje na zagrożenia, których inni nie dostrzegali. Różnica polegała na tym, że tym razem nikt nie mógł jej powiedzieć, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna jej własna głowa.
Narkotyki pojawiły się dopiero później i początkowo miały być sposobem na uciszenie tego wszystkiego. Ktoś dał jej coś, co miało ją uspokoić, a Joy szybko odkryła, że istnieją rzeczy, po których głosy stają się cichsze, strach odsuwa się na dalszy plan, a świat przez chwilę przestaje wymagać od niej rozumienia czegokolwiek. Nie zaczęła brać dlatego, że chciała zniszczyć sobie życie. Przeciwnie, przez pewien czas wydawało jej się, że znalazła całkiem skuteczny sposób, żeby jakoś je prowadzić. Problem polegał na tym, że z czasem coraz więcej rzeczy zaczęło kręcić się wokół kolejnej dawki. Kiedy rodzina odkryła, że Joyce bierze, doszło do ostrej awantury z ojczymem, po której została wyrzucona z domu. Matka próbowała ją zatrzymać, jednak ostatecznie stanęła po stronie męża. Joy wyszła z mieszkania z tym, co miała przy sobie, bez pieniędzy i bez przygotowanego miejsca, do którego mogłaby pójść. Przez chwilę stała pod budynkiem i zastanawiała się, czy powinna wrócić po szczoteczkę do zębów, po czym uznała, że skoro właśnie została wyrzucona, to chyba powrót po szczoteczkę byłby trochę niezręczny.
Później zaczęło się życie z dnia na dzień. Joyce spała tam, gdzie akurat mogła, jadła, kiedy udało jej się coś zdobyć, kradła, kiedy nie widziała innego wyjścia, a większość energii przeznaczała na zdobywanie narkotyków. Z czasem coraz trudniej było jej zadbać nawet o podstawowe rzeczy, a świat, który wcześniej wydawał się chaotyczny, zaczął rozpadać się na pojedyncze momenty, między którymi nie zawsze pamiętała, co właściwie robiła. Mimo wszystko potrafiła zachować tę swoją dziwną, kompletnie niepasującą do sytuacji szczerość. Jeśli ktoś dawał jej kanapkę, potrafiła podziękować, a potem zapytać, czy może dostać drugą, ponieważ pierwsza była bardzo dobra, tylko trochę za mała. Jeśli ktoś pytał, gdzie mieszka, czasami odpowiadała zgodnie z prawdą, że „obecnie zależy od pogody”. Najgorszy moment przyszedł po kilku dniach niemal bez snu, kiedy do narkotyków dołączyło coraz silniejsze oderwanie od rzeczywistości. Głosy stały się głośniejsze, paranoja niemal całkowicie przejęła kontrolę, a Joy przestała być w stanie rozpoznać, które rzeczy naprawdę się wydarzyły, a które tylko podsunął jej umysł. Doszło również do poważnego zatrucia lub przedawkowania i ostatecznie trafiła do szpitala w stanie, w którym sama nie była już w stanie zadbać o swoje bezpieczeństwo. Początkowo lekarze musieli przede wszystkim doprowadzić ją do stabilnego stanu, później jednak zaczęli przyglądać się jej wcześniejszym objawom i okazało się, że problem nie zaczął się wraz z narkotykami. Po obserwacji i rozmowach otrzymała diagnozę schizofrenii. Nie przyjęła jej szczególnie elegancko, chociaż trudno powiedzieć, że przyjęła ją źle. Jednego dnia potrafiła stwierdzić, że to nawet dobrze, bo przynajmniej ktoś wreszcie nazwał problem, a następnego pytała, czy lekarze są absolutnie pewni, że wszyscy są lekarzami, ponieważ jeden z nich miał bardzo podejrzanie wyglądający krawat. Z czasem zaczęła rozumieć, że choroba jest częścią jej życia, ale nadal nie zawsze potrafiła rozpoznać moment, w którym jej własna głowa zaczyna podsuwać jej rzeczy niezgodne z rzeczywistością. To było znacznie trudniejsze niż samo usłyszenie diagnozy. Joyce mogła wiedzieć, że ma schizofrenię, a jednocześnie nadal nie mieć pewności, czy człowiek stojący na drugim końcu ulicy rzeczywiście ją obserwuje, czy po prostu czeka na autobus.
Ze szpitala wyszła kilka dni temu i właściwie wróciła do punktu, z którego wcześniej próbowała się wydostać. Nie ma mieszkania, pieniędzy ani pracy, a po próbie znalezienia zatrudnienia pozostało jej głównie wspomnienie dwóch dni, podczas których próbowała zachowywać się jak osoba, która wie, co robi. Została zwolniona po tym, jak powiedziała coś zupełnie niewinnie, nie rozumiejąc, dlaczego druga osoba uznała to za wystarczający powód, żeby się jej pozbyć. Joy do dziś uważa, że gdyby ktoś dokładniej wyjaśnił jej, co zrobiła źle, następnym razem prawdopodobnie popełniłaby zupełnie inny błąd, co w jej opinii byłoby już jakimś postępem.
Teraz znowu śpi tam, gdzie się da, próbuje wymyślić, co zrobić z kolejnym dniem i coraz częściej myśli o narkotykach, bo choć wie, dokąd ją zaprowadziły, nadal pamięta, jak przyjemne było uczucie, kiedy na chwilę uciszały jej głowę. Nie ma jeszcze pomysłu na to, jak poukładać swoje życie, a prawdę mówiąc, nie jest nawet pewna, czy wie, od czego należałoby zacząć. Potrafi za to godzinami siedzieć i rysować, oglądać głupie filmy w internecie albo zapisywać przypadkowe informacje, które w jakiś sposób uzna za ważne. Nadal zdarza jej się rozmawiać sama ze sobą, nadal czasami nie wie, czy usłyszany głos był prawdziwy, a kiedy widzi kilka gołębi siedzących w równym rządku na dachu, nadal uważa, że przynajmniej jedna z tych rzeczy w jej życiu jest absolutnie oczywista.
Gołębie są podejrzane.
Ciekawostki
  • jej pełne imię to Joyce, ale od dziecka przedstawia się jako Joy, bo uważa, że „Joyce brzmi jak imię osoby, która ma segregator”
  • ma wyjątkowo osobliwy gust muzyczny i potrafi przełączać między piosenkami zupełnie różnych gatunków bez żadnego poczucia, że coś tu do siebie nie pasuje
  • kiedy była mała, wierzyła, że Toronto jest znacznie mniejsze, niż jest w rzeczywistości, ponieważ długo uważała, że za każdą kolejną ulicą zaczyna się następne miasto
  • ma zwyczaj zatrzymywać się przy wystawach sklepów i komentować rzeczy znajdujące się za szybą, nawet jeśli obok stoją inni ludzie
  • potrafi nadać bardzo zwyczajnym rzeczom zdecydowanie zbyt poważne znaczenie, na przykład uznać znaleziony na chodniku guzik za „znak od losu”
  • nie lubi, kiedy ktoś mówi jej „uspokój się”, ponieważ zazwyczaj wtedy dopiero zaczyna się zastanawiać, czy rzeczywiście powinna się niepokoić
  • jej ulubioną porą dnia jest późny wieczór, kiedy na ulicach jest mniej ludzi
  • w dzieciństwie kilka razy zmieniała zdanie na temat tego, kim chce zostać, a wśród jej pomysłów znalazły się weterynarka, detektyw, paleontolog i osoba odpowiedzialna za karmienie rekinów
  • ma tendencję do zapamiętywania czyichś urodzin, imion zwierząt i innych drobiazgów, nawet jeśli sama później nie pamięta, dlaczego właściwie uznała je za ważne
  • kiedy kogoś polubi, potrafi pojawić się w jego życiu z dużą częstotliwością, ponieważ nie zawsze rozumie, że człowiek może potrzebować od niej trochę przestrzeni
  • ma bardzo specyficzne poczucie humoru i często śmieje się w momentach, w których inni ludzie jeszcze zastanawiają się, czy sytuacja w ogóle była zabawna
  • zdarza jej się mówić do siebie pod nosem, zwłaszcza kiedy próbuje sobie coś przypomnieć
  • nie cierpi wyrzucać rzeczy, które dostała od kogoś, nawet jeśli są kompletnie bezużyteczne
  • jako dziecko miała zwyczaj zadawania dorosłym pytań, na które zdecydowanie nie byli przygotowani, ma tak do dziś
  • potrafi bardzo długo pamiętać drobne przysługi, nawet jeśli osoba, która jej pomogła, dawno już o nich nie pamięta
  • ma słabość do tanich przekąsek, szczególnie tych, które jadła jako dziecko
  • czasami mówi o sobie w trzeciej osobie, ale tylko wtedy, kiedy jest bardzo zmęczona albo wyjątkowo skupiona na tym, co robi
  • uważa, że większość instrukcji obsługi jest napisana w sposób celowo utrudniający życie ludziom
  • ma zwyczaj wymyślania własnych nazw dla miejsc, ulic i budynków, jeśli ich oficjalne nazwy wydają jej się bez sensu
  • lubi zwierzęta (poza gołębiami)
  • w każdej sytuacji próbuje znaleźć jakiś pozytyw
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
wysoki
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
tak
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
tak
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak
Ostatnio zmieniony pt wrz 04, 2026 12:06 am przez Joyce Smythe, łącznie zmieniany 1 raz.
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

ODPOWIEDZ

Wróć do „w budowie”