24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żadna z nich nie była mistrzynią oratorską. Potrafiły za to wyrazić uznanie dla swoich ciał i wygląd w inny sposób. W tym także przy użyciu języka do czegoś dużo przyjemniejszego niż prawienie sobie werbalnych komplementów. Czy tak nie było lepiej?
- Serio ci na tym tak bardzo zależy? - zapytała z pewnym rozbawieniem, bo najwyraźniej Cross nie zamierzała jej odpuścić tego tańca.
Jasne, że miała nagłośnienie w pokoju. Nawet na biurku po drugiej stronie pomieszczenia znajdował się przenośny głośnik, który zdarzało jej się zabierać do kostnicy, aby nie korzystać godzinami ze słuchawek przy pracy nad trupami, które czekały na upiększenie. Także na pewno problem braku muzyki mogła rozwiązać nadzwyczaj łatwo.
Przez moment można byłoby posądzić River o to, że grała w zbyt wiele gier komputerowych i dlatego właśnie zachowywała się jak przeciętny bohater RPG, który po przekroczeniu progu jakiegoś domostwa szabrował szafki na oczach właściciela domu. Tylko, że Ruelle jednak nie chciała pozostać bezczynnym NPC. Tylko w jaki sposób miałaby nakłonić rysowniczkę do porzucenia tego zajęcia? Przecież na dobrą sprawę w ich relacji nie było zbyt wielu granic. Z pewnością nie takich, a Prescott wielokrotnie dostawała przyzwolenie na to, aby w mieszkaniu artystki czuć się jak u siebie. Tylko, że sama nigdy nie korzystała z tego przyzwolenia w podobny sposób.
Z całego asortymentu przeróżnych przedmiotów dostępnych przedmiotów, River zainteresowały akurat kocie uszka. To nawet nie był zestaw. Kupiła je w czasie konwentu tak bez jakiegokolwiek powodu, a później do głowy wpadł jej pomysł na to, aby dodatkowo zamówić sobie zwierzęcy ogon w jednym ze sklepów internetowych. To było durne. Chociaż Cross nie narzekała na jakość zdjęć, które jej wtedy wysyłała, a cała wymiana wiadomości zakończyła się... ciekawie. A potem kłótnią. Jak zwykle.
Przez moment myślała, że  to ona zostanie tą, której na głowę zostaną wciśnięte kocie uszka. Dała się pociągnąć w stronę lustra i prawie roześmiała się na widok River, która próbowała zrobić z siebie słodkiego kociaka. To tak gryzło się z jej zwyczajowym wyglądem, że Rue nie potrafiła powstrzymać się od tej reakcji.
- Jesteś niedorzecznie urocza - powiedziała w końcu, spoglądając w głęboko w oczy rysowniczki.
Przeszedł ją delikatny dreszcz, gdy tylko ta pochyliła się i musnęła wargami jej policzek. Cholera... Jak mogła teraz się powstrzymać? Odwróciła głowę, aby móc bez przeszkód odnaleźć jej usta swoimi. Chyba jeszcze nigdy nie całowała jej tak delikatnie. Nie licząc tego dnia przed zakładem pogrzebowym, gdy się z nią drażniła. Chociaż nawet wtedy to nie było to.
Zacisnęła palce na koszulce holenderskiego bandu i przysunęła się do niej jeszcze bliżej, zrobiła się odrobinę śmielsza. Wciąż jednak miała wrażenie, że niemalże nie dotyka jej warg, na których nie wyczuwała już posmaku alkoholu. Ten musiał się zdążyć ulotnić od czasu, gdy River wyszła z klubu.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podobno tańcem można wielbić boga. Jak najbardziej, jeszcze jak! Skoro Ruelle była jej boginią, to może byłaby w ten sposób wyrazić jeszcze lepiej całe swoje uwielbienie? Do tej pory robiła to innymi formami sztuki, ale może powinna nieco poszerzyć swoje horyzonty? Tylko czy to nie skończyłoby się równie tragicznie jak jej obsesja skupiona wokół rysowania jej?
— To tylko luźna propozycja. Lubię tańczyć i przykro mi, że nie miałam okazji z tobą — wyjaśniła. Zawsze było coś innego do zrobienia. Na dobrą sprawę ich wspólne zajęcia nie były aż tak różnorodne, biorąc pod uwagę, jak wiele z nich sprowadzało się po prostu do łóżka. Może i tam był kreatywne, ale to jednak ta sama kategoria czynności. Chciała robić z nią o wiele więcej. Najlepiej wszystko. Jeszcze kilka godzin temu była święcie przekonana, że straciła na to możliwość, a teraz? Teraz już niczego nie rozumiała.
Nie miała zamiaru zabierać jej rzeczy. No chyba że trafiłaby coś naprawdę fajnego, to może pokusiłaby się o kradzież. Kocie uszka nie były jednak tego typu przedmiotem. Powstrzymywała się też od grzebania po wszystkich możliwych szafkach, choć bardzo ją kusiło. Wybrała jedną szufladę i to całkowitym przypadkiem. Coś ją po prostu do niej przyciągnęło. Jak widać, miała nosa. Mogła przewidzieć, że trafi na coś wpasowującego się w ich zainteresowania. To mogły być jeszcze wielkie zapasy narkotyków Może powinna jednak wybrać jeszcze jedną szufladę?
Triumfalny, dobrze znany uśmiech natychmiast rozświetlił twarz artystki. Ten komplement był totalną nowością. To kolejne zdanie, którego Prescott nie powinna być w stanie wypowiedzieć – a jednak! Sama zawsze piekielnie się oburzała, gdy River określała ją w ten sposób. Cross nie miała zamiaru się przeciwko temu buntować. To była przecież prawda! Wyglądała uroczo, a rozmiękczony stan, w którym ciągle trwała, tylko jej pomagał.
Dotyk jej ust był jak trzęsienie ziemi. To był w ich przypadku gest niemalże oczywisty, a jednak kompletnie się go nie spodziewała. Natychmiast zacisnęła palce na jej biodrach, nie myśląc nawet o poziomie własnej gwałtowności. Subtelność, z jaką podeszła do niej Ruelle, trochę ją jednak onieśmieliła. Gest artystki wynikał z czystej paniki. Chciała ją przy sobie zatrzymać, zanim którakolwiek z nich uzna, że to jest jednak głupi pomysł. Rue jednak nigdzie nie uciekała. Rozluźniła uścisk, nie zdejmując rąk z jej ciała.
— Smakujesz jak bateria — szepnęła znów nie tworząc żadnej bariery między swoimi myślami, a językiem. Dotyk był bardzo subtelny, a jednak każde muśnięcie wywoływało przyjemne impulsy rozchodzące się po całym ciele rysowniczki. W Prescott było coś elektryzującego, co pobudzało do życia wszystkie komórki w organizmie Cross. Jej bliskość sprawiała, że chciało jej się chcieć. Była w stanie odsunąć paraliżujący smutek, który dręczył ją od dłuższego czasu. Serce waliło jej jak oszalałe, kiedy zatapiała się w tych delikatnych pieszczotach. To było dokładnie to, czego potrzebowała. Chciała to robić w nieskończoność. Chciała uspokoić się w jej ramionach i odnaleźć w oddechu przyjemnie łaskoczącym skórę. Później będą mogły przecież iść tańczyć, wyjść na spacer (i to taki bez smyczy), skoczyć na jakiś koncert albo ugotować razem obiad. Będą mogły zrobić to wszystko, co robią na co dzień normalni ludzie i... chwila moment. Jakie znowu później?
Prescott nie chciała żadnego później. Unikała go jak ognia, przerzucając wszystkie trawiące płomienie na River. To była jakaś nowa metoda wzniecenia pożaru i podsycenia dymu, od którego rysowniczka zacznie się krztusić? Nie miała pojęcia. Smutek wrócił, uderzając w nią ze zdwojoną siłą. Może to nie był sen, ale to rodzaj ułudy. Cofnęła się i rozejrzała nerwowo wokół siebie. Potrzebowała rozproszenia. Natychmiast. Zauważyła jakiś notes. Zgarnęła go i usiadła po turecku na łóżku. Starała się wyglądać tak, jakby jej to wszystko nie obeszło, ale udawanie w takim stopniu upojenia w ogóle jej nie wychodziło. Otworzyła jej zeszyt z notatkami ze studiów i zaczęła czytać na losowej stronie.
— Śmiesznie piszesz m rzuciła pierwszą myśl, jaka przyszła jej do głowy. Głos zachrypł jej z nerwów, a z treści notatek rozumiała właściwie bardzo niewiele. Nie znała się na życiu akademickim. Tu było zdecydowanie za mało rysunków.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Taniec na pewno miał wiele różnych funkcji i każdy miał do niego nieco inne podejście. Potrafił jednak na pewno wywoływać ogromne emocje zarówno w postronnych, jak i osobach, które były w niego zaangażowane. Zwykle jednak, gdy Ruelle tańczyła to miała już wlane w siebie przynajmniej kilka drinków, które dodatkowo pozwalały jej się rozluźnić i uwolnić tę latynoską krew, którą przekazała jej matka. Do tej pory jednak, nawet jeśli spotykały się z rysowniczką przy drinkach w miejscu, gdzie obecna była muzyka to ich spotkania kończyły się w jeden sposób. Nie było tańca. Zamiast tego były gorączkowe pocałunki i nagląca potrzeba, aby znaleźć się w łóżku. Banalne, przewidywalne, a jednak sprawiało im to tak wielką przyjemność.
- Nie wiedziałam, że taka z ciebie zapalona tancerka - stwierdziła lekko, ale czy to mogło być dla niej szczególnym zaskoczeniem?
Nie wiedziała o niej całej masy rzeczy. Posiadała w zasadzie jedynie garść luźnych faktów. Większość zogniskowaną wokół jej sztuki, nieco związanych z jej relacjami z innymi ludźmi, a poza tym? Miała naprawdę niewiele. Nawet poprzednia randka, która miała skupić się na czymś innym niż seksie i być dla River skończyła się tak jak się skończyła. Znowu szybko uciekły do jej mieszkania. Jedynie na wpółprzytomna rozmowa tuż przed snem pozwalała im poznać się nieco lepiej od tej błahej strony. Poza tym był jednak tylko seks, kłótnie i wyznania ze strony Cross. Niezbyt ciekawy układ.
Raczej nie podejrzewała artystki o kleptomanię. Owszem, pewnie w tym stanie upojenia byłaby zdolna do tego, aby zrobić coś całkowicie bezmyślnie, ale widziała w tym wszystkim ciekawość, która w zasadzie się przeistaczała w zwyczajne wścibstwo. Być może nawet powstrzymałaby ją od tego, gdyby tylko była bardziej zdecydowana, ale czy był w tym jakikolwiek sens?
Jeszcze nigdy nie miała okazji, aby powiedzieć jej taki komplement. W dodatku brzmiący tak szczerze. Było w tym coś zabawnego. Uśmiech, który rozciągał się na twarzy rysowniczki sprawiał, że sama również chciała się uśmiechać. To było po prostu głupie, ale czy cokolwiek w ich relacji było mądre? Otóż nie. I to wyłącznie z jej winy.
To Ruelle zdawała się nie wiedzieć, czego chce. Wykonywała różne dziwne ruchy. Raz chciała ograniczyć wszystko wyłącznie do seksu, bo perspektywa czegokolwiek innego ją mierziła lub przerażała, a innym razem zachowywała się jakby właśnie dążyła do tego tajemniczego czegoś więcej. Czasami sama zachowywała się jakby mogła kochać swoją rysowniczkę. Tak po prostu. Nie miała pojęcia, co powinna z tym zrobić.
Prescott zwyczajnie rozkoszowała się trwającym momentem, nie zastanawiając się nad jego znaczeniem, ani nad tym, co przyniesie przyszłość. Nie analizowała swoich uczuć ani zachowania. Nie planowała nic. Nie potrafiła wyobrazić sobie ich przyszłości, ale to może dlatego, że zwyczajnie nie próbowała?
- Jaka bateria? Co ty bredzisz? - szepnęła tuż przy jej ustach, czując jak ten nagły ucisk palców rysowniczki na jej biodrach zelżał.
Wciąż jednak czuła elektryzujące dreszcze przemykające po skórze i wtapiające się w jej ciało. Jakim cudem ta jedna dziewczyna potrafiła w prosty sposób przyprawić ją o tak intensywne doznania, nie robiąc praktycznie niczego? To już zdecydowanie przekraczało jej pojęcie.
Tęskniła za smakiem jej ust i dotykiem, ale nie mogła z nich korzystać. Nie, kiedy River odsunęła się od niej, szukając jakiegoś nowego zajęcia. Nie miała pojęcia, czym to było spowodowane. Może zwyczajnie tak działał już jej pijany umysł, że co rusz się przerzucała na coś nowego?
- Co jest w tym takiego śmiesznego? - zapytała, przyglądając jej się uważnie.
Zaraz też przysiadła tuż obok niej na łóżku. Na tyle blisko, że stykały się nagimi kolanami. Przechyliła głowę, aby zajrzeć do notatnika. Jej pismo nie wyglądało wcale tak tragicznie. Na pewno była jednym z przyszłych lekarzy, którzy mogli być jak najbardziej czytelni. Może czasami bywało rozwlekłe, ale wszystko zależało od tego jak pospiesznie czyniła notatki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Artyści byli rozchwiani emocjonalnie. Często zmieniali decyzję, nie potrafili zebrać myśli w jakiś sensowny sposób i wszystko przeżywali mocniej, jakby byli gwiazdami własnych spektakli. W tym przypadku to była jednak telenowela. Fakt, River miała wrażenie, że zalicza się do tych sztamowych twórców, którzy czuli bardziej. Czasami wolałaby to wyłączyć i nie być aż tak wrażliwa. Zazwyczaj to w sobie lubiła. Wiedziała, że dzięki temu może patrzeć na świat tak, a nie inaczej, a przecież bardzo lubiła swój sposób odbierania rzeczywistości. Dzięki temu wszystkiemu mogła tworzyć na poziomie, który ją zadowalał. Problem w tym, że kiedy pękało jej serce, to robiło to w sposób wyjątkowo spektakularny, a Prescott miała wielki talent do efektownego kruszenia go. Dodatkowy problem był w tym, że to modelka była tą rozchwianą i niezdecydowaną, a nie River. Cross doskonale wiedziała czego potrzebuje i mówiła o tym wprost. To latynoska przyciągała ją do siebie i odpychała jak jojo, robiąc jej wodę z mózgu. Naprawdę nie spodziewała się po niej aż takiego rozchwiania emocjonalnego. Ona przecież nie była tak po prostu zimna. Przeciwnie. Krew miała wyjątkowo gorącą, jak na latynoskę przystało. Tylko czemu musiała nią parzyć swoją artystkę?
— No... że... jak poliżesz baterię, to jest takie... ten. Na języku i... nieważne. — Zaplątała się w tych tłumaczeniach. Dopowiadanie wyjaśnień do skojarzeń, które miała w głowie, nie było proste. Łatwiej byłoby to uczucie po prostu narysować, ale to teraz nie wchodziło w grę. Gdyby była trzeźwa, pewnie poszłoby jej lepiej. Ale czy w ogóle ujęłaby to w ten sposób? Może po prostu zapewniłaby dziewczynę, że jest cudowna i zaczęłaby się do niej dobierać? To bardziej niż prawdopodobne.
Teraz jednak wszystko w niej krzyczało i biło na alarm. Czuła, że nie powinna się w to pakować. Dotarło do niej, że błędem było napisanie do Ruelle, ale naprawdę nie spodziewała się, że dziewczyna jej posłucha. Wyszła z Casparem i resztą na miasto, żeby się zresetować, uwolnić myśli i nieco się naprawić, a już teraz wiedziała, że od jutra będzie jeszcze bardziej popsuta.
Wpatrywała się jeszcze przez moment w notes, nie rejestrując konkretnych słów. Wodziła wzrokiem po literach, badając ich kształty. Kojarzyła, jak wygląda jej pismo. Pamiętała je jeszcze ze szkoły. To była po prostu okazja na odświeżenie sobie informacji. Czy w którejkolwiek ze stawianych przez nią liter było coś zabawnego? Właściwie niespecjalnie, ale desperacko potrzebowała tematu zastępczego, a to było pierwsze, co wpadło jej w oko i do głowy. Początkowo w ogóle nie zareagowała, gdy dziewczyna się do niej przysiadła. Trwała w bezruchu, bijąc się z myślami. Jutro będzie tym wszystkim skrajnie wykończona, ale czy to wszystko nie było warte każdej kary, jaka ją spotka? Miała ochotę po prostu położyć się i zaczął płakać, ale to byłby szczyt wszystkiego. Nie powinna pozwalać sobie na to przy Prescott.
— Nieważne — mruknęła cicho. Podniosła wzrok odruchowo szukając jej oczu, w których tak lubiła się zapominać. Dzięki nim przestanie wreszcie stawiać sobie mądre pytania, które dla pijanej nie powinny mieć żadnego znaczenia. Mogłaby bez zawahania zrobić komuś krzywdę, byle tylko mogły należeć do niej. Niestety jedyną osobą stojącą im na przeszkodzie była sama Ruelle.
— Nie ruszaj się — poprosiła, marszcząc nos. Przysunęła się bliżej, znów zatrzymując się bardzo blisko jej twarzy.
— Raz, dwa, trzy, cztery, pięć... — zaczęła mruczeć pod nosem. Wyciągnęła przed siebie palec i powolutku wodziła nim przed twarzą dziewczyny, nie dotykając jej. Albo ją do reszty odkleiło albo zaczęła liczyć jej piegi. Czyli w sumie ją odkleiło. Oficjalny koniec, można spisywać nekrolog. Cross kompletnie pojebało na punkcie tej dziewczyny.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, co takiego było w River, że stawała się przy niej tak rozchwiana emocjonalnie. Może to kwestia tego specyficznego ładunku emocjonalnego, który wywoływała rysowniczka? Oferowała jej o wiele więcej niż ktokolwiek inny. To wszystko potrafiło przytłoczyć Prescott, skonfundować i sprawić, że uruchamiały się w niej reakcje, o które nigdy by siebie nie podejrzewała. Musiał być jakiś powód, dla którego zachowywała się przy niej tak, a nie inaczej. Po prostu ta dziewczyna w niej coś wyzwalała... Nie do końca jej się to podobało, ale nie potrafiła wyjaśnić zbyt wielu kwestii związanych z ich pokręconą relacją.
Nie potrafiła też w ogóle zrozumieć o to, co mogło się kryć we łbie dziewczyny. Zwłaszcza teraz, gdy była pijana i wygadywała rzeczy, które w ogóle nie miały najmniejszego sensu. A może miały, ale Rue była zbyt ograniczona, aby to wszystko zrozumieć?
- Po co lizałaś baterie? - zapytała rozbawiona, bo właśnie tego wolała się teraz uczepić.
Porównanie było dziwne, ale chyba wiedziała mniej więcej o co jej chodzi. Chociaż mogłaby to wyrazić w nieco innych słowach. Tanatopraktorka jednak nie zamierzała się w żaden sposób czepiać tego porównania, ani próbować go zanadto analizować. Pewne rzeczy po prostu lepiej było zostawić.
Może i widziała momentami pewną nerwowość w ruchach, ale trudno było jej określić z czego mogła ona wynikać. Głównie dlatego, że Cross zachowywała się inaczej niż zwykle. Czym mogła się tak bardzo przejmować? Jakie myśli przebiegały przez jej głowę w tym momencie? To było zbyt skomplikowane jak na umiejętności kogoś takiego jak Prescott.
Nie miała pojęcia, co takiego fascynującego było w jej notatkach. Na pewno River nie rozumiała ich w żaden sposób. Zarówno przez specjalistyczne określenia i medyczny żargon w nich stosowany oraz przez liczne wstawki w łacinie, którymi się posługiwała. Niemniej przez jakiś czas River wpatrywała się w nie z fascynacją. Czyżby odkrywała coś, co było dla niej niczym nie z tego świata?
Mruknęła coś niby twierdząco, gdy rysowniczka postanowiła zbyć jej pytanie. Żeby tak wykorzystywała przeciwko niej jej własną broń? Chyba już powoli zaczynały od siebie przejmować pewne zwyczaje i przyzwyczajenia. Jak to o nich świadczyło?
Była nieco zaskoczona, ale zamarła w miejscu, pozwalając dziewczynie na to, aby zrobiła to, co wpadło jej do głowy. Jej własne spojrzenie pozostało utkwione w oczach rysowniczki. Przez moment czekała na jakikolwiek ruch z jej strony, a następnie zmarszczyła nieco brwi, starając się zrozumieć o co właściwie jej chodzi.
- Co jest? Liczysz owieczki przed snem? - zapytała miękko, przesuwając palcami wzdłuż jej nadgarstka.
Niezależnie od tego, co właściwie dziewczyna chciała zrobić to raczej nie bardzo mogło jej to wyjść. Można by zaryzykować stwierdzeniem, że jej plany były zbyt ambitne. Ruelle z kolei nie miała pojęcia czy powinna zagonić ją do spania czy może skorzystać z okazji do tego, aby jeszcze nieco nasycić się taką niecodzienną wersją swojej artystki.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnęła ciężko i potarła nasadę nosa, załamana poziomem pytań, w jaki została wplątana. Po co ona w ogóle wspominała o tych durnych bateriach? Trzeba było zachować swoje durne myśli dla siebie. Naprawdę niewiele brakowało, żeby zaczęła do niej mówić po koreańsku w ramach wytrychu. Prescott nie znała tego języka i mogłaby się tam wyszaleć. Zupełnie jak ona po hiszpańsku.
— Bo Georgia mi kiedyś powiedziała, że jak jestem śpiąca i poliżę, to się naładuję i nie będę musiała iść do łóżka. A ja strasznie chciałam dokończyć moją historyjkę o Kretce i polizałam. No i faktycznie, jak się poliże naładowaną baterię, to tak śmiesznie szczypie w język, ale wcale nie przestało chcieć mi się spać. Właściwie to zasnęłam na podłodze z rysunkami, a obudziłam się w łóżku. Pojebana akcja, serio. — Mówiła szybko, nie biorąc za dużo oddechów, przez co pod koniec wzięła bardzo głęboki wdech i wydech. Streszczenie tej opowieści zdecydowanie nie było łatwe. Na pewno nie było też potrzebne, ale trudno, stało się. To wszystko wina Prescott. Mogła się nie dopytywać, to by ją to ominęło. Jeszcze trochę i dostanie kociej mordy. Ciekawe, czym tak strasznie interesował się kiedyś Salem.
Gdyby Rue powiedziała, że to jej księga zaklęć, a nie notatki ze studiów, to pewnie by jej uwierzyła. W końcu już dawno ustaliły, że jest wiedźmą. Musiała gdzieś gromadzić wiedzę, a to wyglądało wyjątkowo podejrzanie. Jakieś tajemnicze dialekty i słowa, na których można połamać sobie język? To na pewno jakieś rytuały, którymi zajmowała się po nocach. Może rysowniczka powinna zacząć się martwić, że przerwała jej w jednym z nich i teraz spotka ją kara? A może przez to, że go przerwała, to zaklęcie wybuchło niekontrolowanie i doprowadziło do nieprzewidzianych konsekwencji, a tą straszną konsekwencją była miła Prescott? Cholera, to było prawdopodobne.
Zbywanie nie leżało w jej naturze. Wolała dociekać, drążyć i dopraszać się o kolejne wyjaśnienia, by mieć jak najlepszy obraz sytuacji. Tym razem łatwiej jej było odpuszczać. Może po prostu uznała, że powinna dać posmakować latynosce jej własnej broni? Może to ją czegoś nauczy. Miała teraz ważniejsze i poważniejsze zajęcia niż ocenianie jej pisma. Liczenie szło jej naprawdę dobrze, póki tanatopraktorka się nie odezwała. River westchnęła ciężko, bo przez to poruszenie kompletnie się pogubiła.
— Liczyłam piegi, ale wszystko popsułaś — burknęła niezadowolona. Mogłaby się równie dobrze teraz obrazić, wstać i wyjść, ale nie ma opcji, żeby trafiła stąd do domu bez pomocy. No i nadal nie miała kluczy. Ani do mieszkania, ani do kłódki, ani do serca Rue, ogólnie do niczego. Spuściła wzrok na jej dłoń, skoro i tak już były pobite gary. Obróciła rękę, obserwując z zaciekawieniem palce swojej modelki sunące po wewnętrznej stronie jej nadgarstka. Przesunęła ramię, wsuwając pod nie dłoń. Palce artystki sunęły powoli po skórze Prescott, głaszcząc ją z czułością.
— Znowu każesz mi spać. Nudzę cię? — zapytała, stykając opuszki ich palców. Leniwie i bez większego planu bawiła się jej dłonią, muskając jej palce z czułością, której bardzo jej ostatnio brakowało. Chociaż w sumie czy kiedykolwiek jej doświadczyły? Wszystkie takie momenty pojawiały się, gdy były wymęczone fizycznie i psychicznie doprowadzaniem się w przeróżne rejony rozkoszy. Nie zachowywały się tak bez powodu, a co najwyżej po seksie. Rysowniczka miała jednak wrażenie, że to całkowicie naturalne i wpisane w ich codzienność.

Ruelle I. Prescott
Ostatnio zmieniony sob wrz 05, 2026 12:23 pm przez River Cross, łącznie zmieniany 1 raz.
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie spodziewała się usłyszeć tak skomplikowanej historii związanej z dzieciństwem swojej artystki. Nie przyszłoby jej nigdy do głowy to, że jakikolwiek rodzic mógłby coś podobnego wcisnąć swojemu dziecku. Po pierwsze za bardzo zachęcało to do lizania baterii (a może i połykania), co na pewno zdrowe nie było, a po drugie to chyba większości chodziło o to, aby zaciągnąć dzieciaki do łóżka, aby tam sobie naładowały energię.
- Naprawdę wyjątkowa z niej kobieta z zaskakującym podejściem do kwestii wychowawczych - pokręciła głową, nie mogąc się pozbyć rozbawienia, które rozsadzało ją od środka. - To, że jeszcze żyjesz to cud.
Jakimś cudem jednak wyrósł im ten przerośnięty azjatycki egzemplarz, który wyhodowany został na mrożonkach i lizaniu baterii. Przecież to brzmiało absolutnie absurdalnie i zapewne dlatego po prostu musiało być prawdą. Właśnie taką regułą rządził się wszechświat. Im coś dziwniejsze, tym większe prawdopodobieństwo, że się wydarzyło.
Biorąc pod uwagę ilość niezrozumiałych słów i wyrażeń oraz obecność łaciny to jej notatki pewnie mogłyby uchodzić za jakąś współczesną próbę odtworzenia ksiąg z zaklęciami. Tylko, że do czego mogłaby je wykorzystać? Czy istniało jakieś zaklęcie, które chciałaby naprawdę rzucić na siedzącą obok niej rysowniczkę? Nie mogła teraz wpaść na jakiekolwiek.
Tej nocy River robiła wiele rzeczy, które wydawały się nie leżeć w jej naturze. Zbywała pytania, oglądała filmiki z kotkami na tiktoku w ilościach hurtowych, a do tego była zwyczajnie... zbyt urocza. Nie było w niej prawie nic z tej zadziornej rysowniczki, która potrafiła bez zastanowienia rzucić nią na łóżko.
- Wybacz, ale prędzej czy później byś się pogubiła. Próbowałaś kiedyś liczyć gwiazdy na niebie? - zapytała jeszcze, chcąc przekonać ją o tym jak durny mógł to być pomysł.
Może i jej twarz była niczym w porównaniu z przestworem nieba, ale wciąż znajdowało się na niej sporo podobnych punktów rozsianych na skórze na tyle blisko siebie, że w końcu Cross musiałaby się pogubić. Po prostu przyspieszyła nieuniknione oraz dała dłoni dziewczyny zupełnie nowy cel.
- Nie nudzisz mnie. Nie potrafisz tego robić - przyznała szczerze, skupiając spojrzenie na twarzy siedzącej przy niej artystki.
Czuła przyjemnie dreszcze, które wędrowały po jej skórze wraz z dotykiem Cross, który przesuwał się po jej skórze. W końcu spojrzała ku ich dłoniom, gdy tylko ich opuszki spotkały się w subtelnym kontakcie, który zniknął, gdy tylko Prescott postanowiła spleść ze sobą ich palce i wstać z łóżka.
- Chodź tu - poleciła, ciągnąc dziewczynę za sobą, a następnie sięgnęła do stojącego na biurku głośnika, aby go włączyć. - Chciałaś zatańczyć, prawda?
Mogła spełnić tę jedną prośbę nim pójdą spać. Kilka kliknięć na telefonie i już z głośnika popłynęła spokojna hiszpańska piosenka o wyraźnym beacie, który odbijał się w pomieszczeniu mocnym basem. Nie chciała poczekać na to, aż utwór samoistnie przeminie. Przysunęła się do swojej artystki i zacisnęła dłonie na jej koszulce na wysokości talii. Nagle jej biodra znalazły się dostatecznie blisko River, aby otrzeć się o nią. Poruszała się zgodnie z rytmem, który nadawała jej piosenka. Nie miała pojęcia czy takie tempo odpowiadało Cross, ale na pewno lepsze było to niż szybki klubowy kawałek, przy którym połamałaby sobie nogi.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszyła ramionami niespecjalnie przejęta traumami własnego dzieciństwa. W ogóle ich tak nie postrzegała. Opieka społeczna pewnie miałaby coś innego do powiedzenia, ale ona była bardzo zadowolona z tego, jak wyglądało jej życie te dwadzieścia lat temu. Nie uważała, żeby jej matki popełniły szereg karygodnych błędów, a numer z baterią dziś wydawał jej się wyjątkowo zabawny. Sama pewnie robiłaby swoim dzieciom podobne, gdyby z jakiegoś okropnego powodu pojawiły się w jej życiu. Szansa na to była jednak tak mikroskopijna, że szkoda się nad tym zastanawiać. Może będzie więc żartować sobie z dzieci swoich przyjaciół? Część z nich na pewno kiedyś je będzie miała, a Cross dobrze nadawała się do roli pokręconej ciotki. Na pewno lepiej niż jej matki do ról babć.
— Porównujesz samą siebie do nieboskłonu? Twoje ego wystrzeliło poza atmosferę. Zachowujesz się jak prawdziwa artystka. Podoba mi się to — pochwaliła ją szczerze zaskoczona. Ostatnio zasugerowała, że Prescott przejmuje jej rolę, zostawiając coraz liczniejsze i bardziej przemyślane ślady na skórze. To najwyraźniej nie był tylko głupi żart. Ostrzegała River wielokrotnie, że jeżeli będzie ją tak rozpieszczać, to jej ego w końcu napompuje się do absurdalnych rozmiarów. Nie kłamała. Bardzo lubiła ją taką i to od samego początku. Do tej pory jednak to uwielbienie do siebie samej wywoływała uwaga Cross albo jej prace. Czyżby teraz miał to być domyślny stan dla tanatopraktorki?
Pozwoliła się pociągnąć i zeszła z lóżka. Wydawało jej się, że plan tańca został gdzieś w międzyczasie porzucony, więc to było dla niej kolejne miłe zaskoczenie. Nie miała zamiaru wtrącać się w wybór muzyki. Odnajdzie się we wszystkim, póki będzie miała Prescott na wyciągnięcie ręki. Nie musiała też rozumieć, o czym śpiewa artystka. Pewnie o seksie. Albo o miłości. Albo o jednym i drugim. Latynosi poruszali w ogóle inne tematy? Cholera ich wie. Oplotła ręką biodra swojej modelki. Wzdłuż kręgosłupa przemknął jej przyjemny dreszcz wywołany tym nowym rodzajem bliskości. Dostała kolejną okazję, żeby na moment zapomnieć o wszystkich męczących problemach. Mogła udawać, że istnieje wyłącznie Ruelle i sącząca się gdzieś w tle muzyka.
W jej żyłach nie płynęła wprawdzie gorąca, południowa krew, ale zdecydowanie nie była głucha. Jej największą siłą – jak zwykle – była pewność siebie. Naprawdę lubiła tańczyć, choć nie robiła tego zbyt często. Zakładała, że zdążyła się dzisiaj wyszaleć na parkiecie, otoczona ludźmi, którzy jej nie obchodzili, ale dopiero teraz czuła, że jest na swoim miejscu. Poruszały się w rytm muzyki, a ich ciał nie dzieliło właściwie nic. To pewnie była część tych rytuałów z notatek. Prescott próbowała ją oczarować zgrabnym ciałem i szło jej to doskonale. Dłonie artystki przesunęły się powoli po plecach partnerki, ponownie otoczyły biodra. Ciało dziewczyny naprawdę było dla niej dziełem sztuki. Dotyk pobudzał otępione przez alkohol zmysły. Znów mogła się skupić wyłącznie na uwielbieniu swojej muzy. Nachyliła się i musnęła wargami skórę na jej szyi. Miała wrażenie, że wyczuwała pod wargami dudniący puls, ale to chyba był tylko bas z piosenki. Wsunęła dłoń pod materiał jej koszulki, ale nie próbowała jej rozbierać. Palce przylgnęły do skóry w dolnej części pleców dziewczyny, a Cross po prostu rozkoszowała się ciepłem jej ciała.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie sposób było określić, co opieka społeczna miałaby do powiedzenia na temat tych dwóch ekscentrycznych pań, które wspólnie wychowywały dziecko, ale po latach wydawało się, że River wyrosła na całkiem zdrową niewiastę. Może nieco pokręconą, ale fizycznie nic jej nie dolegało, a też chyba nie można powiedzieć, aby posiadała jakieś traumy z dzieciństwa. Ot, były to zabawne historyjki i wydawała się naprawdę szczęśliwa z tego jak wyglądało jej życie. Nawet jeśli nie było idealne.
- Widzisz jaki masz na mnie wpływ? - odparowała, gdy tylko dziewczyna wytknęła jej zbyt wybujałe ego.
Nie pomyślała nawet o tym jak narcystycznie mogłoby to zabrzmieć. Zwyczajnie na myśl przyszło jej to porównanie, w którym chodziło wyłącznie o próbę zliczenia ogromnej liczby małych punkcików rozłożonych w nieregularny sposób na wybranej przestrzeni. Czy było w tym naprawdę coś, aż tak zdrożnego? Czy może po prostu przestawała zauważać to jak bardzo artystka zdołała napompować jej ego na przestrzeni wszystkich tych minionych spotkań.
Może i temat tańca już powoli wygasł, ale Prescott sama uznała, że chyba był to najlepszy moment na to, aby zrealizować jej małe życzenie. W końcu, co jej szkodziło? Nic nie stało na przeszkodzie, a rysowniczka znacznie rozmiękczyła jej serce i sprawiła, że była skłonna zrobić dla niej chociaż tę jedną rzecz.
Tekst nie miał znaczenia. Chociaż, może dla Ruelle w jakiś sposób miał skoro go w pełni rozumiała. Nie wybierała konkretnej piosenki, a raczej kliknęła w playlistę zawierającą latynoskie utwory. W końcu to do nich się najlepiej tańczyło. Zwłaszcza, gdy ktoś w tle śpiewał o tym powolnym, sensualnym tańcu.
Nawet, gdyby chciała to pewnie nie umiałaby się skupić na niczym innym poza dziewczyną, która znajdowała się tuż przy niej. Czuła dłonie na swoim ciele, ramię oplatające dół jej pleców. Odchyliła się w tył, aby poczuć tę niepowtarzalną lekkość, w której Cross była jedyną rzeczą, która ją przytrzymywała w pionie.
Nie była pewna jak River w tym stanie mogłaby sobie poradzić na parkiecie, ale chyba alkohol nie stępił jej umiejętności. Poruszała się płynnie, dopasowywała się do rytmu, a tanatopraktorka chętnie przylgnęła do niej jeszcze bliżej, napierając na nią delikatnie biodrami zgodnie z uderzeniami dudniącego w tle basu.
Delikatne muśnięcie warg, które przesunęły się po jej szyi było niby przypadkowe. Przynajmniej przez chwilę takie jej się wydawało, ale wiedziała, że musiało być ono celowe. W końcu River nie umiałaby inaczej.
Przez chwilę miała też wrażenie, że nie może oddychać, gdy tyko dłoń wsunęła się pod materiał jej koszulki. Z tym, że chyba po raz pierwszy rysowniczce nie towarzyszyła intencja zwyczajnego zdjęcia jej z grzbietu swojej modelki. Po prostu tkwiła tam spragniona ciepła i dotyku. Nie było w tym nic zdrożnego.
Kusiło ją przez moment, aby coś powiedzieć, ale odnosiła wrażenie, że cokolwiek mogłoby opuścić jej usta to jedynie zniszczyłoby bezpowrotnie ten moment. O wiele lepiej było zwyczajnie nacieszyć się tym, że miała przy sobie artystkę. Mogła jedynie ją mocniej objąć i przycisnąć do siebie tak blisko, jak tylko mogła. Pachniała tak dobrze, mając na sobie jej kosmetyki. Z jakiegoś powodu Rue miała wrażenie, że to był ich najbardziej intymny moment, w którym nie wypowiedziały, ani jednego słowa i skupiały się tylko na dotyku. Przez moment nawet stała się głucha na muzykę, którą czuła jedynie przez rozchodzące się po ciele wibracje.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wspólna noc spędzona na tańcu na pewno byłaby świetna. W normalnych warunkach pewnie byłaby też dość krótka, bo szybko przeniosłyby się do łóżka, ale to swoją drogą. Ruelle robiła z nią niesamowite rzeczy. Jedno spojrzenie wystarczało, żeby była gotowa paść przed nią na kolana, a taniec powinien zostać uznany za broń ostateczną. Znajdowały się niby tylko w sypialni w domu rodzinnym dziewczyny i obie miały na sobie luźne ubrania robiące za piżamę, ale to niczemu nie umniejszało. Cross i tak była nią oczarowana. Czuła się dużo lepiej niż w każdym innym momencie tej suto zakrapianej alkoholem nocy. Na pewno tańczyła z jakimiś kobietami. A może mężczyznami? Wspomnienia jej się rozmywały, całkowicie traciły na znaczeniu. Nikt z tamtych osób nie miał przecież podjazdu do tej, którą trzymała akurat w ramionach.
Sensualne ruchy jej bioder działały na artystę dużo bardziej hipnotyzująco niż muzyka. Mogłaby to robić równie dobrze do samego metronomu, a Cross i tak dałaby się oczarować. Jak ktokolwiek mógł jej się dziwić, że miała słabość do Latynosów? Prescott potrafiła być wprawdzie zimna jak sama Syberia, ale przecież krew miała gorącą. Cała była gorąca, a już szczególnie w tańcu. Rysowniczce bardzo podobały się te prowokacyjne ruchy. Cieszyła się, że na moment wróciła ta wersja Prescott, którą zdążyła najlepiej poznać. Jej osobista bogini pożądania robiła jej w myślach kolosalny bałagan. Burdel, można by rzec, bo te wszystkie ruchy były przecież temu bliższe.
Nie chodziło jej jednak w tym momencie wyłącznie o seks. Była wprawdzie kompletnie schlana, ale potrafiła myśleć o kilku innych rzeczach. Wszystkie nadal koncentrowały się na jej modelce, ale wszystkie nie były sposobami dobrania się jej do majtek. Czy raczej do spodenek. Nawet nie zauważyła, kiedy jedna piosenka przemieniła się w drugą o podobnym rytmie. Wciąż nie czuła żadnego zmęczenia i mogłaby tak choćby i do świtu. To nic, że pewnie nie zostało do niego zbyt wiele czasu.
Zbliżały się do siebie coraz bardziej i bardziej. Dziwne, że jeszcze przez siebie nie przeniknęły. Przylgnęły do siebie całkowicie, tym samym trochę odbierając sobie możliwość dalszego tańca. Trudno było się gibać, nie dając sobie żadnej przestrzeni na ruch. River nie miała zamiaru na to narzekać. Równie dobrze do tego świtu mogły sterczeć na środku pokoju przytulone do siebie i zadowolone. Miała ochotę mruczeć z rozkoszy. A nie, moment. To wcale nie ona, tylko Salem, który usadowił się na biurku niedaleko i zaczął je obserwować. Chyba cieszył się, że wreszcie przestało w domu śmierdzieć alkoholem. Zrobiła krok w jego stronę, nie puszczając wciąż Prescott, która tym samym została zmuszona do przesunięcia się. Wyciągnęła rękę do kota i pozwoliła mu ją powąchać. Tym razem została trącona główką, co chyba miało oznaczać pierwsze stadium akceptacji. Uśmiechnęła się zachwycona tym wyróżnieniem i podrapała go po karku. Spojrzała na Rue dumna z siebie, jakby co najmniej oczekiwała oklasków za nawiązanie relacji ze zwierzakiem. Euforia płynnie przeszła w uśmiech durnej, zakochanej nastolatki, gdy tylko złapały kontakt wzrokowy.
— Kurwa, jak ja kocham na ciebie patrzeć — przyznała i odchyliła się odrobinkę, by zyskać pełniejszy widok swojej kobiety z obrazu.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”