25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noah trzymał dłonie na kierownicy i uderzał w nią lekko palcami, patrząc przed siebie na drogę. Zrobił krótki podgląd w lusterku, po czym zerknął w stronę Cassiopeii, gdy ta spoglądała na ekran telefonu.
- Dobrze, nie będziemy krążyć bez celu - powtórzył jej słowa, kiwając głową. - Skoro wiesz, gdzie jesteśmy, to po prostu jedziemy dalej. Sam dobrze znam te strony, bo często tu przyjeżdżam do zepsutych aut, więc luz, nie ma opcji, że się zgubimy.
Siedząc za kierownicą, spojrzał kątem oka przez boczną szybę w stronę ściany drzew za krawędzią szosy.
- Przejście między drzewami jest kawałek dalej za tym odcinkiem - rzucił, trzymając wzrok na drodze. - Jak podjedziemy bliżej, sprawdzimy teren na piechotę.
Kiedy usłyszał ciche przeprosiny i zobaczył, że na jej twarzy pojawił się uśmiech, sam też rozchylił lekko usta w uśmiechu.
- Nie musisz przepraszać, po prostu od tego „pana” czuję się od razu staro - powiedział, zerkając na nią przelotnie. - Wolę, jak mówimy sobie po imieniu, bo tak jest po prostu łatwiej i bez dystansu.
Zerknął na klamkę i drzwi po jej stronie samochodu, przypominając sobie moment, gdy wsiadali do wozu przed wyjazdem.
- Zauważyłem wcześniej, że trzymasz dystans i zachowujesz się oficjalnie. Ja po prostu nie pomyślałem o otwieraniu drzwi. Każdy ma swoje nawyki. - Zwolnił, wrzucił luz i zatrzymał samochód na poboczu w miejscu, z którego dobrze było widać zakręt drogi. Odwrócił głowę w jej stronę, gdy wyprostowała się na siedzeniu i odezwała głośniej.
Otworzył drzwi, wysiadł z samochodu i obszedł maskę, stając po jej stronie, a kiedy odpowiedziała, że da sobie radę sama i odezwie się, jak tylko coś zauważy, tylko skinął głową.
- W porządku, to sprawdź tamtą stronę. Będziemy przesuwać się równolegle wzdłuż drogi. Ja idę parę metrów obok i obserwuję swój kawałek terenu, żebyśmy niczego nie przegapili.
Odbił w stronę linii gęstych zarośli, nie marnując czasu na gadaninę. Przysiadł na chwilę przy zwalonym konarze, wstrzymując oddech, by usłyszeć choćby skomlenie czy szelest liści. Serce biło mu trochę szybciej — chciał mieć pewność, że nie minie zwierzaka. Przesunął pod niskimi gałęziami, ignorując gałęzie czepiające się jego ubrania.
W tym momencie dobiegł go jej głos, a chwilę później głośniejsze i wyraźne: „Noah? Chyba coś tutaj znalazłam.” Na te słowa aż podskoczył z ulgą. Natychmiast obrócił się na pięcie i ruszył w jej stronę. Dopadł do miejsca, w którym przykucnęła, opadł na jedno kolano tuż obok na wilgotną trawę.
- Całe szczęście, że wołasz - powiedział z wyraźnym niepokojem, kierując światło z telefonu dokładnie w to samo miejsce, które oświetlała ekranem. - Pokaż, co tam masz. Trzymaj światło, odgarnę gałęzie i zobaczę, co tam leży.

Cassiopeia Deveraux
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
27 y/o
For good luck!
175 cm
Modelka Branża modowa
Awatar użytkownika
"Nie chciałam być najjaśniejszą gwiazdą na niebie. Wystarczyło mi świecić tak, żeby ktoś w ciemności odnalazł drogę."
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn, jego
typ narracji1 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przez moment miałam ochotę odnieść się jeszcze do jego komentarza o drzwiach. Najwyraźniej moje wcześniejsze spojrzenie było znacznie bardziej wymowne niż sądziłam, skoro Noah w ogóle zwrócił na to uwagę. Poczułam nawet lekkie zakłopotanie, bo nie zamierzałam przecież urządzać mu wykładu z dobrych manier. Nadal uważałam, że otworzenie kobiecie drzwi było czymś naturalnym i zwyczajnie uprzejmym, ale chyba nie był to najlepszy moment na przedstawianie własnych standardów.
- Rzeczywiście, każdy ma swoje nawyki - odpowiedziałam jedynie, starając się ukryć delikatne rozbawienie. - Ja najwyraźniej jestem trochę bardziej przyzwyczajona do pewnych gestów.
Nie powiedziałam nic więcej. Mógł on sobie zinterpretować tę odpowiedź tak, jak chciał. W końcu nie zamierzałam go zmieniać po kilkunastu minutach znajomości, zwłaszcza że właśnie poświęcał swój czas na coś, co dla wielu ludzi byłoby zupełnie nieistotne.
Kiedy znaleźliśmy się w lesie, cała ta krótka rozmowa bardzo szybko przestała mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Skupiłam się na ziemi, krzakach i każdym szczególe, który mógł świadczyć o tym, że pies rzeczywiście tędy przebiegł. Im dalej odchodziłam od drogi, tym ostrożniej stawiałam kroki. Podłoże było nierówne i wilgotne, więc kilka razy musiałam podeprzeć się dłonią o pień drzewa, żeby nie stracić równowagi. Moje buty zdecydowanie nie były stworzone do chodzenia po lesie, ale nawet przez chwilę nie pomyślałam o tym, ile kosztowały.
Gdy usłyszałam, że mam trzymać światło, to zacisnęłam mocniej palce na telefonie i skierowałam latarkę dokładnie w miejsce, które wcześniej zauważyłam.
- Tutaj - powiedziałam cicho. - Spójrz na ziemię. Tu są ślady, a tam na gałęzi jest sierść, która wygląda podobnie do tej, którą znalazłeś przy samochodzie.
Przesunęłam światło trochę dalej, powoli i ostrożnie, próbując zajrzeć głębiej pomiędzy krzaki. W pewnej chwili wydawało mi się, że dostrzegłam ciemny kształt, przez co aż zamarłam. Przez kilka sekund nawet nie oddychałam normalnie.
- Chyba tam jest - szepnęłam. Nie byłam pewna. Mogłam równie dobrze patrzeć na kawałek mokrego drewna albo zwinięte liście. Moja wyobraźnia od początku tej sytuacji podsuwała mi różne obrazy i doskonale wiedziałam, że bardzo chciałam zobaczyć właśnie psa. Mimo wszystko coś w tym kształcie sprawiło, że nie potrafiłam oderwać wzroku. Przesunęłam się odrobinę bliżej, ale nadal zachowałam dystans.
- Hej, maleńki - odezwałam się łagodnie. - Spokojnie. Nie będę podchodzić.
Mówiłam ciszej niż wcześniej, żeby go nie przestraszyć. Nie wiedziałam, czy pies w ogóle mnie słyszał, ale sama potrzebowałam zachować spokój. Poczułam, jak wilgoć zaczęła przenikać przez materiał ubrania w miejscu, w którym klęczałam, ale zupełnie mnie to nie obchodziło. Gdybym musiała wrócić do domu cała ubrudzona błotem, to jakoś bym to przeżyła. W tej chwili liczyło się tylko to, czy ciemny kształt pomiędzy gałęziami rzeczywiście był tym psem.
- Noah… - odezwałam się znacznie ciszej. - To naprawdę pies. - Poczułam pieczenie pod powiekami, ale tym razem nie odwróciłam wzroku. Nie zamierzałam pozwolić sobie na płacz, zanim w ogóle dowiedzieliśmy się, co mu było. - Nie widzę, czy krwawi - dodałam. - I nie chcę podchodzić bliżej, dopóki nie będziemy wiedzieli, czy możemy go bezpiecznie ruszyć.
Wsunęłam wolną dłoń do torebki i zaczęłam szukać telefonu, dopiero po sekundzie orientując się, że przecież trzymałam go już w drugiej ręce. Nerwowo wypuściłam powietrze. Spróbowałam się uspokoić i przypomniałam sobie numer, który miałam zapisany. Fundacja znajdowała się daleko, ale ludzie, którzy tam pracowali, mieli zdecydowanie większe doświadczenie ze zwierzętami niż ja.
- Mogę zadzwonić i zapytać, jak najlepiej go stąd wyciągnąć - powiedziałam już normalniej. - Nie chcę zrobić mu większej krzywdy tylko dlatego, że za bardzo będę chciała pomóc.
Ponownie skierowałam uwagę na psa. Wszystko we mnie chciało podejść bliżej, ale wiedziałam, że właśnie takie impulsy mogły przynieść więcej szkody niż pożytku. Zostałam więc na miejscu i tylko utrzymywałam światło przy ziemi.
- Już dobrze - powiedziałam cicho w stronę zwierzęcia, chociaż równie dobrze mogłam mówić to do samej siebie. - Już cię znaleźliśmy.

Noah Beaumont
Monsieur Morrible
Nie lubię nadmiernego poganiania o posty :)
25 y/o
Welkom in Canada
188 cm
chwilowo zawieszony student psychologii więc pracuje jako mechanik samochodowy
Awatar użytkownika
„Najgorzej nie jest wtedy, kiedy coś czujesz. Najgorzej jest wtedy, kiedy wiesz, że nie powinieneś — a i tak nie potrafisz przestać.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc jej słowa o tym, że każdy ma swoje nawyki i że jest najwyraźniej przyzwyczajona do pewnych gestów, nie odpowiedział wtedy nic. Skupił się na krawędzi drogi po swojej stronie, a kącik jego ust uniósł się w ledwo zauważalnym uśmiechu. Doskonale zrozumiał ten przekaz i choć w innych okolicznościach pewnie rzuciłby jakąś szorstką ripostę, po prostu puścił to płazem. Chwila na dąsy minęła.
Teraz, gdy po jej zawołaniu przebiegł przez asfalt i dopadł do miejsca w krzakach, w którym klęczała, opadł na jedno kolano tuż obok na wilgotną trawę. Skierował snop światła z telefonu dokładnie tam, gdzie pokazywała. Słuchał jej szeptu o śladach na ziemi i brązowej sierści na gałęzi, która wyglądała podobnie do tej z auta, a w jego szorstkim głosie pojawił się autentyczny podziw.
- Dobra robota - mruknął, a z jego tonu zniknął cały wcześniejszy dystans. - Masz cholernie duże szczęście albo po prostu genialne oko. To idealnie pasuje do tego, co wyciągnąłem ze zderzaka.
Wstrzymał oddech, kiedy dziewczyna przesunęła latarkę odrobinę dalej i wyszeptała, że chyba tam jest. Noah zmrużył oczy, próbując przebić się wzrokiem przez gęste, splątane krzaki. Nagle usłyszał, jak jej głos mięknie, zyskując zupełnie niesamowicie delikatną barwę. Ta zmiana tonu całkowicie go zaskoczyła. Spojrzał na jej profil - na dziewczynę, która klęczała teraz w błocie i pozwalała, by wilgoć z ziemi przenikała przez jej ubranie, byle tylko zachować spokój i nie wystraszyć rannego stworzenia.
Powiedziała, że nie widzi, czy krwawi, i że nie chce podchodzić bliżej, dopóki nie będą wiedzieli, czy mogą go bezpiecznie ruszyć. Noah poczuł, że muszą zacząć działać. Słyszał, jak jej głos drży, i wydało mu się, że ledwo powstrzymuje łzy. Przesunął się bliżej i położył dłoń na jej ramieniu.
- Spokojnie, nie wykonuj gwałtownych ruchów - powiedział najbardziej kojącym tonem, na jaki potrafił się zdobyć. - Dobrze robisz, że nie podchodzisz. Szarpanie go mogłoby tylko pogorszyć sprawę. Mów do niego dalej, twój głos działa kojąco.
W tym samym momencie wsunęła rękę do torebki, szukając telefonu. Słysząc słowa o tym, że może zadzwonić i zapytać, delikatnie ujął jej palce trzymające smartfon i nakierował światło z powrotem na psa.
- Zostaw to teraz, dzwonienie nam nie pomoże, a każda minuta jest na wagę złota - powiedział cicho, ale z pewnością w głosie. – Zanim ktokolwiek odbierze i cokolwiek nam podpowie, musimy stąd odjechać. Sama widzisz, jak płytko oddycha.
Puścił jej dłoń i ściągnął z siebie swoją bluzę, patrząc na psa, który uniósł jedynie ciężką powiekę. W jego ślepiach nie było agresji, tylko ból.
- Dobra, spróbujmy go stąd wyciągnąć, póki nam nie odjechał - powiedział, a jego głos, choć cichy, zdradzał narastające emocje. Zerknął na bluzę, a potem z powrotem na psa. - Owinę go bluzą. Nie wygląda na agresywnego, ale wiesz, jak jest, z bólu może kłapnąć zębami.
Spojrzał na nią z ukosa, szukając jej wzroku w półmroku krzaków.
- Pomożesz mi? Jak dojdziemy do wozu, od razu otwórz bagażnik, tam mam koc. Niedaleko jest klinika, zawieziemy go tam.
Sprawnie owinął psa swoją bluzą, starając się nie urazić poturbowanego ciała i ostrożnie wziął go na ręce. Wspólnie umieścili go na kocu w bagażniku. Zwierzak przetrwał te kilka minut drogi. Noah zawiózł ich pod drzwi kliniki weterynaryjnej, którą miał sprawdzoną. Na miejscu weterynarze natychmiast przejęli psa. Po wszystkim rozeszli się każde w swoją stronę.
Cassiopeia Deveraux


koniec
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scarborough Auto Care”