25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W tym momencie o tym nie myślała, ale naprawdę bała się być tak bardzo szczęśliwa, jak teraz.
Mhm. — Potaknęła. — Rozpraszające — zaznaczyła po raz drugi, patrząc głęboko w oczy mężczyzny i mimowolnie mocniej docisnęła kolana do klatki piersiowej.
Lucien rzeczywiście nigdy nie zdawał się mieć w jej towarzystwie problemów z koncentracją. Zawsze wydawał się doskonale wiedzieć, czego chciał i do czego dążył. Zoya natomiast działała bardzo pochopnie, momentami aż za mcno wytrącona z równowagi w jego obecności. Zdarzało się to szczególnie na początku, kiedy wciąż potrafił ją czymś zaskoczyć.
Przesunęła wzrokiem po twarzy mężczyzny i widząc jego zaczepny uśmieszek, zdała sobie sprawę, że doskonale wiedział, co miała na myśli, a pomimo tego figlarnie się z nią droczył.
Och — westchnęła teatralnie i rozbawiona jego a r o g a n c k ą postawą wywróciła oczami. — Wcale mnie nie dziwi, że Lucien Spencer nie ma żadnych problemów ze skupieniem. Ty natomiast w ostatnim czasie bardzo mnie rozpraszasz. Chyba po prostu się do ciebie przyzwyczaiłam — powiedziała zgodnie z prawdą. Jednocześnie zaskoczyła samą siebie taką wylewnością.
Zoya nie zamierzała wyznawać mu uczuć. Tych zresztą wciąż nie udało jej się do końca zdefiniować. Najwyraźniej jednak uznała, że powinien wiedzieć, że nie był jej obojętny. Właściwie wbrew temu co wcześniej próbowała mu wmówić.
Zaraz po raz kolejny świetnie zaprezentował, jak mocno potrafił ją zdekoncentrować, gdy sięgnął po jej kostkę i sprawił, że natychmiast zmieniła pozycję. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że przez cały ten czas siedziała spięta. Rozluźniła mięśnie i wygodnie ułożyła głowę na krawędzi wanny. W tej samej chwili skupiła wzrok na suficie, a następnie przymknęła oczy, aby w milczeniu czerpać przyjemność z dotyku Luciena.
Był cudowny.
Sięgnęła do jego łydki, znajdującej się tuż przy jej pośladku i również zaczęła przesuwać po niej dłonią.
Przynajmniej dostarczam ci w życiu większych atrakcji — prychnęła żartobliwie, gdy ewidentnie próbował zrzucić na nią ,,winę”. — Jeżeli ci się nie podoba, zawsze możesz pierwszy wyjść z wanny — rzuciła, tym razem przekrzywiając głowę, aby posłać mu sugestywne spojrzenie.
Spodziewała się przecież, że nie zamierzał tego zrobić, więc w skupieniu zaczęła obserwować, jak w inny sposób ułożył jej stopę. Wielce usatysfakcjonowana, zmarszczyła nos i uśmiechnęła się psotnie. Kiedy jednak niespodziewanie sięgnął do jej kostki ustami, uniosła brwi i intuicyjnie szarpnęła stopą. Po chwili znowu go ochlapała, jednocześnie czując, że powinna już prywyknąć do tych wszystkich miłych gestów.
Problem w tym, że momentami odzywały się w niej reakcje, wynikające z zachowań z poprzedniego związku.
Lucien stopniowo rozpalał w niej masę intymnych pragnień, które odbijały się zarówno w oczach Zoi, jak i w pojedynczych drżeniach jej ciała. Im bardziej pozwalał sobie na poufałość, tym trudniej przychodziło jej zachowanie kontroli. Jej serce przyspieszyło, a przyjemne ciepło rozlało się po całym ciele, gdy jego dłoń przesunęła się niżej po jej udzie.
Nagle zacisnęła jedną rękę pod wodą w pięść, podczas gdy drugą odnalazła jego żebro, w momencie, w którym przysunął się jeszcze bliżej. Nieświadomie drapnęła go paznokciami, a wraz z tym gestem z ust Zoi wyrwało się ciche westchnięcie.
Zrobiło się jeszcze goręcej, gdy subtelnym gestem ujął jej brodę. Uniosła ku niemu wzrok, a ciało przeszył przyjemny dreszcz. Zwieńczenie tego momentu pocałunkiem, przyniosło chwilowe spełnienie. Tym razem obie dłonie umieściła na policzkach Luciena i z należytą starannością oraz czułością odwzajemniła pieszczotę.
Fatalnie, ale widzę, że ty, jak zwykle, trzymasz się świetnie — szepnęła, po czym przegryzła jeszcze jego wargę, zanim ostatecznie odsunęła twarz na dogodniejszą odległość. W międzyczasie swobodnie ułożyła łokcie na barkach mężczyzny i splotła dłonie za jego głową.
W pewnym sensie poza pożądaniem, poczuła również nutę rywalizacji. Lucienowi naprawdę świetnie szło dekoncentrowanie Zoi, więc tym razem postanowiła spróbować przejąć kontrolę. Delikatnie, acz stanowczo odepchnęła go od siebie i zmusiła, aby oparł się o brzeg wanny. Sama, zmieniając pozycję, usiadła okrakiem na jego podbrzuszu.
Teraz to ona górowała. Dla pewności, aby przypadkiem nie spróbował jej z siebie zrzucić, przyczepiła dłonie do jego obojczyków, kładąc na nie mocniejszy nacisk. Następnie musnęła ustami wargi Luciena. Jeden raz. Potem kolejny. I znowu.
Długie, częściowo mokre włosy Zoi łaskotały jego klatkę piersiową i ramię. Przesuwały się po jego skórze wraz z każdym najmniejszym ruchem. Podobnie niespiesznie poruszała się jej lewa ręka, która teraz leniwie wędrowała po klatce piersiowej Luciena.
W końcu oderwała usta od ust mężczyzny, ale tym razem się nie odsunęła. Patrzyła mu w oczy z tej niewielkiej odległości, przy czym uśmiechnęła się zadziornie.
To było absolutne szaleństwo.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Lucien Spencer
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
26 y/o
NEED FOR SPEED
185 cm
zawodowy kierowca wyścigowy w barwach Mercedesa
Awatar użytkownika
Coming for it all, going for the gold
Hot behind the wheel, I'll never lose control
Sun go down, the night unfold
Run free & wild, do anything I want!
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiIII os., l. poj.
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Pospiesznie ściągnął ze stojącej obok drabinki ręcznik, którym owinął się wokół bioder, i zszedł energicznym krokiem na boso na dół. Przez całą drogę towarzyszył mu naprzemienny dźwięk dzwonka i uderzeń do drzwi, do którego dołączyło przeciągłe wołanie: Luuuuucien! Otwieraaaaaj, nooo!
Na męski, nieco przytłumiony głos ściągnął brwi i przyspieszył kroku. Po otwarciu drzwi osobnik, który tak perfidnie przerwał randkę Lucienowi, z impetem wpadł do środka, wyraźnie zaskoczony nagłym ustąpieniem drzwi, o które najwyraźniej się opierał. Spencer w ostatniej chwili złapał go za ramię i tylko mocne przewiązanie ręcznikiem uratowało go przed jego zgubieniem pod wpływem zatoczenia się niespodziewanego gościa.
Łoo, stary. Gdzieś ty się podziewał? Ile można czekać? — wybełkotał mężczyzna, wspierając się po Lucienie, żeby ostatecznie podnieść głowę i spojrzeć na bruneta z wyrzutem.
Henry. Przyjaciel, na którego Spencer zawsze mógł liczyć. Ten sam, który przystawiał się do Zoi podczas rejsu na wodach Ontario. Tym razem w o wiele gorszym stanie - z cuchnącym oddechem, przekrwionymi oczami i kołysząc się na nogach, jakby nadal dryfował po jeziorze, mocno się przy tym trzymając wyprostowanymi rękami o ramiona Luciena.
Kąpałeś się? O tej porze? — zapytał zaraz, obrzucając go krytycznym spojrzeniem.
Co Ty tu robisz, Henry? — odparował mu w zamian Spencer, nie siląc się na uprzejmości. W tonie głosu próbował zdusić zniecierpliwienie, choć przeczuwał, jaka będzie odpowiedź.
Matka mnie do domu nie wpuści po ostatniej aferze, muszę gdzieś się kimnąć. Przynajmniej na ciebie można liczyć, stary. — Wyprostował się, udając, że wcale nie kręciło mu się w głowie, po czym bezceremonialnie powędrował do salonu, po drodze ściągając z siebie kurtkę i buty, które porozrzucał, jakby był u siebie.
Lucien wypuścił mocno powietrze z ust, przez kilka sekund pozostając w przedpokoju i patrząc na rozgaszczającego się u niego Henry’ego. Już nie raz zdarzało mu się zaglądać do niego po drodze z imprezy. Nie było przecież mowy o tym, że by go wygonił, bo wydałoby się to podejrzane. A Spencer na razie nie miał zamiaru tłumaczyć się z jego nad wyraz częstych spotkań z Zoyą. To by znaczyło, że między nimi działo się coś poważnego, a on sam przed sobą nie potrafił wytłumaczyć tego czegoś. Na razie wolał więc pozostać w tej ich cudownej bańce, przez którą nie przebijał się nikt ze świata zewnętrznego.
A żeby to się udało, musiał niańczyć Henry’ego.
Włączyłeś zmywarkę? Nie wiedziałem, że potrafisz obsługiwać takie rzeczy. — Kolejne pytania ocknęły go z zamyślenia. Znalazłszy się w salonie, dostrzegł zbliżającego się do kanapy przyjaciela. — Cholera, Lucy, co ty tu robiłeś? Nie stać cię na sprzątaczkę? Czy to jakiś koks, którym się nie podzieliłeś? — mówiąc to, Henry przesunął palcem po blacie, po czym wtarł sobie pozostałości mąki w zęby i skrzywił. — Przepłaciłeś — stwierdził zaraz i klapnął na kanapę. — Zagrajmy w coś. Odpal Gran Turismo — zażądał, palcem wskazując na wiszący na ścianie czarny telewizor.
Żebym cię ograł? Daj spokój, Henry, nie dziś. Lepiej się prześpij — pokręcił głową z niedowierzaniem, poklepując po drodze chłopaka w ramię. Ten jednak się poderwał.
No ej, gdzie ci się spieszy. Przecież to nie tak, że czeka na ciebie jakaś gorąca laska, co? — zarechotał po chwili, ale Lucienowi wcale nie było do śmiechu. Zamiast tego zerknął nerwowo do góry. Czekała na niego Zoya, więc rozmowa z Henry’m w tym momencie zupełnie mu nie leżała.
Jednocześnie nie dało się nie zauważyć, że kanapa, na której umościł się kumpel, pochłaniała go coraz bardziej. Ale kiedy Lucienowi już wydawało się, że pogrążył się we śnie, ten znowu zaczął gadać jakieś bzdury. Z każdym pytaniem Spencer potakiwał mu, w duchu mając nadzieję, że nie potrwa to długo, ale czas niesamowicie się mu dłużył, gdy już już chciał czmychnąć na górę, a przyjaciel znów zaczął go zagadywać.
Fantastycznie, przemknęło mu przez myśl, gdy w końcu zrezygnowany usiadł na schodkach i podparł rękę o brodę, żeby wysłuchać jakiejś bardzo ciekawej anegdotki. W duchu myślał o tym, jak bardzo wolałby w tej chwili znaleźć się z powrotem w wannie z Zoyą.

Zoya Weasley
25 y/o
Welkom in Canada
168 cm
mała jędza klinika weterynaryjna
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Z żałosnym westchnieniem oparła policzek o krawędź i z żalem patrzyła jak odszedł. Przez chwilę samotnie brodziła w wodzie. Umyła ramiona i nogi, a następnie zainteresowała się kilkoma męskimi kosmetykami. Ledwie zążyła przyjrzeć się jednemu z nich, kiedy niespodziewanie wyprostowała plecy, słysząc głos Henryego.
No, chyba żarty.
Jak oparzona pospiesznie, ale po cichu wyskoczyła z wanny i owinęła się miękkim ręcznikiem, po czym na kolanach zakradła się w stronę schodów. Przez chwilę obserwowała moment, w którym Lucien podtrzymywał Henryego. Słyszała wszystko dokładnie, więc kiedy dotarła do niej wzmianka o matce, odruchowo prychnęła śmiechem. Najwyraźniej zwróciło to uwagę pijanego mężczyzny, ale na szczęście w porę odsunęła się do tyłu, pozostając poza zasięgiem jego wzroku.
Właściwie juz darowała sobie wszelkie myśli o gorącym sensie z Lucienem i po prostu na kolanach zbliżyła się do łóżka, na które opadła plecami.
W dalszym ciągu nie dało się zignorować zachowania bruneta, dlatego, wpatrując się w sufit, nasłuchiwała, jak Henry miotał się po salonie i wyrzucał z siebie kolejne głupoty o zmywarce oraz słabym koksie. Nie mogła znowu powstrzymać śmiechu, więc chcąc zdusić dźwięk, przewróciła się na brzuch i przycisnęła twarz do poduszki.
Wyobrażała sobie, co na dole musiał przeżywać b i e d n y Lucien.
Bingo, Henry — szepnęła, kiedy usłyszała o gorącej lasce, która miała czekać na Luciena.
Ta gorąca laska zdążyła już ostygnąć. Po cichu wyciągnęła z szafki tablet, wpisała hasło i ponownie zaczęła myszkować. Przeglądała galerię zdjęć, która składała się głównie z fotografii z wyścigów oraz kilku z rodzicami.
Dopiero na samym szarym końcu dokopała się do zdjęcia z dziewczyną. Całkiem ładną, na co Zoya zareagowała niezadowoleniem i bez większego zastanowienia usunęła obraz, po czym włączyła inną playlistę. Taką, która lepiej pasowała do nastroju Henryego. Zapamiętała jego ulubione utwory z jachtu, więc nic dziwnego, że chwilę później brunet niczym goryl zaczął pląsać po kanapie Luciena. Po raz kolejny ledwo powstrzymała śmiech.
Ostatecznie noc przeciekła im przez palce. Wbrew oczekiwaniom Henry zasnął znacznie później niż Zoya, która w pewnym momencie skryła się w samym reczniku pod kołdrą i przycisnęła głowę do poduszki. Nie była nawet pewna, o której godzinie w półśnie zarejestrowała obecność Luciena. Ostatkiem świadomości poczuła jak objął ją ramieniem. Wówczas splotła dłoń z jego dłonią i znowu zasnęła.
Obudziła się jako pierwsza jakoś przed szóstą z twarzą utkwioną w torsie mężczyzny i z do połowy rozplątanym ręcznikiem. Ręka Luciena swobodnie spoczywała na jej piersi, zaś ona sama trzymała swoją dłoń na jego biodrze.
Było... miło.
W przebiegu dalszego poranka, Zoya delikatnie musnęła ustami policzek Spencera, zebrała swoje ubrania z sypialni i pospiesznie się ubrała. Następnie, aby nie kusić losu, wyszła z mieszkania, uprzednio zasłaniając oczy, kiedy jej wzrok mimowolnie natrafił na śpiącego, roznegliżowanego na kanapie Henryego.

Lucien Spencer

Koniec.
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#25”