ODPOWIEDZ
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Mówię wam, musimy obczaić te knajpę.
Powtórzył to już chyba trzeci raz. No bo przecież nie ciągnąłby ich przez park, gdyby nie miał dobrego powodu. Niestety, nowy lokal gastronomiczny, który Choi chciał wypróbować, znajdował się kawałek drogi od ich zwyczajowego miejsca stołowania się. I Jason naprawdę lubił kebaby, ba, kochał kebaby i frytki, ale ile właściwie można jeść w kółko jedno i to samo? To dlatego kiedy wyczytał w internecie, że niedaleko otwiera się nowy biznes, uznał, że muszą go wypróbować. A najlepiej to w ogóle powinni stworzyć taką trójcę krytyków - będą odwiedzać kolejne knajpy, budy i restauracje i potem każdą z nich oceniać. Nie żeby wrzucać do internetów czy cokolwiek - bardziej tak o, dla siebie. Żeby potem móc komuś polecić dobre miejsce do jedzenia, kiedy zostaną zapytani, co polecają jako miejscowi. Powinni przecież znać trochę tutejszą kuchnię, prawda?
- Ej, czy to jest bóbr? - Jason aż zatrzymał się w miejscu, przez co stał się małą zawalidrogą dla Alexa. Jego uwagę przykul dziwny kształt w wodzie, nieopodal brzegu. W pierwszej chwili wydawało mu się że to po prostu jakaś kłoda, kamień albo śmieć, ale owy kształt ewidentnie się poruszył. Nawet się otrzepał, rozbryzgując dookoła kropelki wody. - Bóbr kurwa. Ja pierdole, jakie bydle! Chodźcie zobaczyć bliżej! - zarządził i nie czekając na reakcję chłopaków, ruszył w kierunku rzeczki biegnącej nieopodal ścieżki.
Może trochę wstyd się było przyznać, ale Jason chociaż był rodowitym kanadyjnczykiem, jeszcze nigdy nie widział bobra tak na żywo. Chyba nawet w zoo takowego nie widział. Czy oni w ogóle mieli w ich miejskim zoo bobra? Teraz pewnie już nie, hehe, skoro ostatnio jakieś oszołomy włamały się tam i powypuszczały zwierzęta z wybiegów. Jason nadal był pełen podziwu jakim cudem można być takim debilem, by wierzyć że robiło się dobrą rzecz, poprzez sprawienie, że dzikie zwierzęta rozbiegły się wolno po zaludnionym, głośnym, niebezpiecznym mieście. No ale niektórym nie dało się wytłumaczyć najprostszych rzeczy.
- Ej, to chyba... jednak nie jest bóbr - zauważył.
Od wody dzieliło ich jeszcze kilka kroków, a zwierzak też nie znajdował się przy samym brzegu - niemniej, nawet taki ignorant jak Jason był w stanie stwierdzić, że futrzak nie wyglądał jak narodowe zwierzę Kanady. Z pewnością nie był to też pies. Ani kot. - Co to jest?

Eric Stones Alexander Hall
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Alexowi udało się wyrwać z roboty chwilę wcześniej, bo wszystkie matki wyjątkowo przyszły po swoje pociechy punktualnie, ale nikt nie chciał o tym słuchać, co nie? Poza tym Mr Hall miał teraz ważniejsze sprawy na głowie, jak na przykład bycie w cholerę głodnym po całym dniu i maszerowanie przez park w towarzystwie Erica i Jasona w poszukiwaniu jedzenia. Ufał Jasonowi w stu procentach w kwestiach żarcia, skoro już ich poinformował, że wynalazł dla nich nową knajpę. Aha, no i oprócz spróbowania nowego żarełka w nowym miejscu, mieli przecież misję poboczną! Albo główną? Chuj wie, ale skoro jakieś oszołomy wypuściły połowę miejskiego zoo na wolność, a prasa, telewizja i radio trąbiły o tym od rana, too… mogli spełnić swój obywatelski obowiązek i choć trochę ich wspomóc w poszukiwaniach? - A powiedz jeszcze raz, co tam serwują? Makaron, kebaba? Burgiiiir? - spytał Jasona, zacierając dłonie i przyspieszając kroku. Chciał wiedzieć, jakie żarełko powinien sobie teraz wizualizować, bo ostatnie wiadomości z ich wspólnego czatu trochę mu umknęły.

Nagle Choi zatrzymał się wpół kroku, a Alex, zagapiony w koniec ścieżki znajdujący się w oddali, po prostu się z nim zderzył. Nosz kuwa! - Patrz, jak leziee… - rzucił od razu, żeby kulturalnie opierdolić kumpla za to, że łaził jak jakiś debil i hamował bez kierunkowskazów, ale zamilkł, bo Jason gapił się na coś z otwartą gębą. - Bóbr? - zdziwił się Alex, po czym ruszył za Jasonem w stronę rzeczki, na której brzegu faktycznie znajdowało się jakieś stworzenie. Bóbr? Pies? Co to za futrzany, zmokły ziemniak z twarzą… taką… yyy… znudzoną? - Ej, a to nie jest za wielkie na… bobera? - spytał Alex dokładnie w tej samej sekundzie, w której Choi rzekł:

Ej, to chyba... jednak nie jest bóbr. Co to jest?

Hall podrapał się po głowie, zmrużył oczy i zaczął próbować dopasować to cudo natury do jakiegokolwiek obrazka, jaki widział w życiu. Cóż, zwierzę na pewno nie przypominało poczciwego bobra kanadyjskiego rodem z Opowieści z Narnii, a tym bardziej psa (chyba że takiego, który przedawkował drożdże i wpadł do beczki z brązową farbą). - Nie wiem - odpowiedział szczerze Alex, po czym szybko przeniósł wzrok na Eryczka, który na pewno szybciutko do nich dołączył. - Eric, ty jesteś mądry, co to jest? - spytał go, wskazując podbródkiem na futrzaka. Kurde, ten zwierz był po prostu ogromny i wyglądał tak, jakby zaraz miał wyciągnąć papierosa i poprosić o ogień. Lol. Zanim jednak Stones zdołał zabłysnąć wiedzą, w gęstych liściach nad ich głowami zaszeleściło. Alex zerknął w górę, spodziewając się gołębia-demona albo spadającej gałęzi, ale… zobaczył… papużkę? No tak, z zoo zwiały nie tylko ssaki, ale też cała ptaszarnia… No to klops. - O kurde, papuga - rzucił i wskazał palcem na gałąź, na której siedział kolorowy ptaszek.

Po krótkiej chwili papużka zerwała się do lotu, machnęła parę razy skrzydłami i… bez żadnego ostrzeżenia, wylądowała na czubku głowy Jasona. - Hahaha, nie ruszaj się, Jason, to może ją złapiemy - roześmiał się Alex, starając się ani drgnąć, żeby nie spłoszyć papużki. - Ona też musiała zwiać z zoo - dodał, a kapibara sapnęła czy coś, jakby chciała potwierdzić jego słowa.

Jason Eric
25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
We can keep it simple, no need to overthink it
Just give me one night to show you I'm different
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

Łapania uciekinierów z zoo nie było w bingo Erica na 2026 rok, dlatego gdy tylko pierwsze newsy zaczęły spływać do różnych social mediów, docierało do niego, że taka sytuacja wydarzyła się NAPRAWDĘ. Oczywiście, pierwszą osobą, do której o tym napisał, była Shereen, a zaraz potem otrzymał powiadomienie o wiadomości na grupie od Jasona. Oczywiście odpisał praktycznie od razu, lecz niestety od razu nie mógł przybyć do parku - ach, ta praca - tylko dopiero, gdy wykonał priorytetowe zadania; służbowego laptopa zamknął późniejszym popołudniem i od razu wsiadł do samochodu, aby zaparkować blisko parku. Dobrze, że mieli w planach pójście na jedzenie, bo Eric był głodny. Był wdzięczny Alexowi za zadanie pytania apropos tego, co serwowano w restauracji, do której mieli iść, ponieważ jemu z głowy także wyleciała ta informacja. Niby mógł sprawdzić w necie w telefonie, ale będąc na BARDZO ważnej misji, rozglądał się za zwierzakami. Czuł się trochę tak, jakby szukali Pokémonów, a w głowie leciała mu muzyczka z gry, w którą grał za czasów, gdy był dzieciakiem.
Zatrzymał się, kiedy usłyszał: czy to bóbr? i automatycznie przeniósł wzrok na bobra, który w rzeczywistości bobrem nie był. Zamrugał kilkakrotnie, coby mieć pewność, iż wzrok go nie mylił.
- Cóż, atlas zwierząt, jaki posiadam w głowie, podpowiada, że to, co widzimy, to KAPIBARA. A pewnie nieraz wam mówiłem, że UWIELBIAM kapibary. Jenyyyy CHCE Z NIĄ ZDJĘCIE! - aż podniósł głos z tej ekscytacji, no bo NAPRAWDĘ, co jak co, ale kapibary były jego zwierzątkami znajdującymi się pod numerem jeden w rankingu ULUBIONYCH futrzaków, znaczy zwierzaków! Miał nawet skarpetki i T-shirt z kapibarą (niestety nie założył niczego tematycznego tego dnia, a szkoda!). Ogólnie, gdy poprawiał przyjaciół, brzmiał niczym profesjonalny lektor programu dokumentalnego męska wersja Krystyny Czubówny, lecz wraz z uświadomieniem sobie, iż ma przed sobą NAJPRAWDZIWSZEGO przypominającego OGROMNE kiwi ssaka. Oczywiście Stones nie byłby sobą, gdyby w trybie natychmiastowym nie wyciągnął telefonu tylko po to, żeby zrobić milion… no dobra, kilka zdjęć kapibary. Czuł się niczym dziecko, które otrzymało WYMARZONY prezent pod choinką.
- A musimy ją oddawać do zoo? - zapytał, doskonale znając odpowiedź i ani trochę nie będąc z niej usatysfakcjonowanym, dlatego westchnął dość głośno.
Zaraz jednak, poza kapibarą, towarzyszył im skrzydlaty koleżka (lub koleżanka) - oczywiście jemu także zrobił zdjęcie, więc Jason będzie miał pamiątkę.
- Szkoda, że nie mamy ziaren… - stwierdził, bo z tego, co się orientował, pożywienie dla ptaków stanowiły w głównej mierze różne ziarna albo nasionka. Dzięki nim, papużka mogłaby zostać z nimi na dłużej a tak w każdej chwili mogła odfrunąć gdzie tylko zechciała.

Jason Alexander
32 y/o
Welkom in Canada
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Stawiają tam na włoskie smaki więc tak, makaron, ale też pizze, lasagna i zupy. Jak zobaczyłem zdjęcie ich lasagni to normalnie tak mega mi się jej zachciało - odpowiedział chłopakom. To było śmieszne danie, bo człowiek potrafił zapomnieć o jego istnieniu na całe lata! A potem nagle go nachodziła taka chcica by ją zjeść. Jeśli okaże się smaczna, Jason na pewno będzie tam zaglądał częściej. Ale pizze też były chwalone w opiniach na googlu, ponoć były typowo w stylu włoskim - a nie grubaśne, tłuste i pełne sera jak po amerykańsku.
- Cooo? - Choi wypalił tylko inteligentnie, gdy Alex wskazał na coś palcem. Podniósł wzrok ku górze i próbując zlokalizować źródło ćwierkania. Gdyby nie uwaga kumpla, Jason pewnie w ogóle nie usłyszałby ani szeleszczenia, ani odgłosów wydawanych przez ptaszora, który zdecydowanie nie należał do typowej fauny Toronto. Zauważenie zwierzątka na gałęzi też nie było proste, bo całkiem nieźle zlewało się przebijającymi się przez liście widocznymi kawałkami nieba. - Ej bez kitu - dodał jeszcze. Chociaż to nie koniecznie musiała być papużka z zoo, taka mała mogła okazać się równie dobrze czyimś zwierzakiem. Tak czy inaczej, na pewno nie powinna szwendać się po parku tak na dziko. Jason był pewny, że raczej nikt nie chciałby aby w Riverdale Park miała miejsce taka sama sytuacja jak w Nowym Yorku, gdzie kultowe dzielnice takie jak Brooklyn i Queens zamieszkują obecnie całe stada kolorowych ptaków. Chociaż Toronto miało zdecydowanie zimniejszy klimat, taka tycia papużka raczej nie miała szans przetrwać zimy.
- O chuj, o chuj, co mam robić? - kiedy ptaszor nagle usiadł mu na głowie, Jason wręcz zamarł w bezruchu. Musiał być albo oswojony, albo jasne włosy Choi'a przypominały mi... gniazdo? Ej, ale przecież się dziś normalnie uczesał!
- Kapibara? Serio? Jak ta z memów? Ej, to jeszcze lepsze znalezisko niż bober - uznał, kiedy Eric już oświecił swoje towarzystwo z czym mają do czynienia. Zaśmiał się, widząc z jaką radością Stones bawi się w fotografa zaginionego zwierzaka. Futrzak całkiem nieźle się tutaj urządził, chyba mu się nawet w tym parku podobało. Ale aż dziwne, że do tej pory nikt go tutaj nie zauważył.
- A masz wannę dość dużą, by mogła w niej pływać? - zaśmiał się do Eryka. Poklepałby go pocieszająco po plecach, ale nie chciał za bardzo trząść swoim ciałem, aby nie spłoszyć papużki. Ziaren niestety nie mieli i mieć raczej nie mieli szans, dlatego Jason uznał, że sprawdzi czy ptaszor na jego głowie jest oswojony. Jeśli nie - i tak nie mieli szans złapać go z gołymi rękami. Bardzo powoli podsunął więc ptakowi palec pod nóżki - i ku jego zdziwieniu, poczuł jak mikrusie łapki się na nim zaciskują. Aż wstrzymał oddech zdejmując zwierzaka ze swoich włosów, a papużka radośnie wydała z siebie kilka ćwierknięć.

Eric Stones Alexander Hall
Solhy
Posty z AI, nadmierna infantylność
28 y/o
PSUJ TROFEOWY
183 cm
trener boksu w Kingsway Boxing Club
Awatar użytkownika
summer made me fall for you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Makaron, pizza albo lasagne brzmiały naprawdę okej (a na pewno znacznie lepiej od ślimaków, na których kiedyś wylądowali z powodu dialogu pod tytułem "JA NIE ZJEM?!", "TY NIE ZJESZ?!", "NO, NIE ZJE", "TAK, TO KURWA, PATRZ!" xD). Oczami wyobraźni już widział przed sobą talerz z zajebistym, parującym jedzonkiem, yum. - Zjadłbym konia z kopytami aktualnie - poinformował uroczyście, żeby nikt nie miał wątpliwości co do poziomu jego głodu. Dziękował w duchu wszystkim świętym, że z zoo nie zwiały żadne konie, bo dziwnie by się zestarzał ten tekst. A tak swoją drogą, czy w tutejszym zoo w ogóle mieli konie? Był tam chyba ze dwa razy w życiu, kiedy załapał się na wycieczkę z resztą dzieciaków z sierocińca, więc miał prawo nie wiedzieć.

No, anyway, rozmyślania o koniach i nie tylko zostały brutalnie przerwane przez Krystynę Czubównę Eryczka. Otóż, drodzy państwo, bóbr okazał się kapibarą. Albo kapibara bobrem. - Kapibara? - upewnił się Alex, mrużąc oczy i przyglądając się brązowemu futrzakowi. Faktycznie. Kapibara! Nagle zaczął kiwać głową na boki i wykonywać... yyy... śmieszne ruchy taneczne. - Kapibaraaaaa. Kapibara, kapibara, kapibara, kapibara, kapibara - zanucił pod nosem, robiąc jakieś niedorzeczne kroczki w miejscu. Nie dało się inaczej, dobra, Internety zrobiły swoje, tradycji musiało stać się zadość!

O chuj, o chuj, co mam robić? Alex parsknął śmiechem i zanim zdążył coś powiedzieć, żeby Jason się nie ruszał czy coś, to Jason akurat się poruszył (xD), wyciągnął rękę i ptaszek z gracją usiadł na jego dłoni. Hall też patrzył jak zaczarowany na zwierzątko, pewnie na moment nastała głucha cisza, jak w Tajemniczym Ogrodzie, kiedy Mary zaprzyjaźniła się z drozdem, bo wszyscy gapili się na papugę, no bo nie na co dzień papuga siadała komuś na palcach, co nie? Alex to nawet się ośmielił i postąpił krok do przodu, bo też chciał pogłaskać papużkę, ale papużka miała inne plany. Zaćwierkała cicho (czy co tam robią papugi), po czym poderwała się do lotu, zrobiła kilka kółek w powietrzu iiii… wylądowała na głowie kapibary. - No ja jebie, ups, sorry - przeprosił Alex, no bo to przez niego papuga wzięła i zwiała, więc… yyy… nooo… odwrócił głowę w kierunku Eryka. - Zrobiłeś mu zdjęcie z papugą? Powiedz, że zrobiłeś - powiedział, ale w głębi serduszka wyczuwał, że Eryczek to był swój chłop i że zdążył, no ale potrzebował potwierdzenia. Zerknął na kapibarę, która zaczęła żuć trawę, oraz papużkę, która rozgościła się na jej głowie. - Może się przyjaźnią i handlują razem kocimiętką - zażartował.

Kurde, a tak swoją drogą, misja była jasna, mieli spełnić obywatelski obowiązek i zabezpieczyć uciekinierów, ale potem Eryk zaczął gadać coś o zatrzymaniu kapibary, a Jason coś tam o wannie… - Jak nie oddamy ich do zoo, to będziemy mieć zarzuty o przywłaszczenie czy kradzież? - spytał mimochodem, no bo on to w sumie nie powinien pokazywać się na komisariacie, nie? Ciekawe, czy za kradzież kapibary można było iść do pierdla i jeśli tak tooo na jak długo? Dobra, dobra, kwestie prawne musiały zaczekać, bo kapibara PRZESZŁA DO OFENSYWY. Doczłapała się powoli do Jasona, powąchała jego nogę i… z miną pełną wyjebania zaczęła żuć nogawkę jego spodni. Papużka też miała wyjebane, lol. Alex parsknął śmiechem. - Kapibarko, dlaczego jesteś taka? - spytał, gdy tylko odrobinę się uspokoił, mimo tego, że garderoba Jasona była właśnie… yyy… rujnowana.

No ale dobra, czas uciekał, Alex był głodny, a oni stali jak debile na środku parkowej alejki. - Ej, to idziemy z nimi na spacer, czy dzwonimy na ten numer alarmowy? - spytał, no bo ile można było stać i się modlić nad tymi cudami natury? - Taś, taś? - dodał po chwili, kucając przy kapibarze i próbując odciągnąć ją od spodni Jasona, które żuła w najlepsze. - Eryczek, zróbmy sobie selfie wszyscy razem, kucaj obok - dodał przy okazji, po czym podrapał kapibarę za uszkiem, ale ona naprawdę miała wyjebane na amory Alexa i tylko mocniej zacisnęła paszczę na spodniach Jasona…

yum-yum mądrala
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”