27 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Z jego ust nie schodził ten pewny siebie, trochę zaczepny uśmieszek, kiedy prowadził dalszą rozmowę z chłoptasiem. Proszę, tak się zapierał, że mu nie odpowiada towarzystwo Vanberga, a jednak trwał przy nim zasypując go kolejnymi słowami. Trochę sobie przeczył, czyż nie? Już samo to miło łechtało ego Vanberga, który znał siebie na tyle by wiedzieć, że koniec końców i tak zdobywał to, czego chciał.
-Ranisz moje uczucia - powiedział, dramatycznie dłoń lokując na swojej piersi, jakby faktycznie zabolało go to, co właśnie od niego usłyszał. Cóż, umówmy się, Dean Vanberg prędzej czy później był w typie każdego. No chyba, że musiał się mierzyć z lesbijkami, ale bywały rzeczy, których nie dało się przeskoczyć. - Jaki w takim razie są te twoje standardy? Bo wiesz, jeśli nagle wyjebało ci je w górę to wiecznie będziesz prawiczkiem - skomentował, lustrując go z góry do dołu, wracając spojrzeniem na jego twarz. Patrząc po tym, jak reagował na bliskość można było podejrzewać, że faktycznie jeszcze nigdy nie miał okazji gościć nikogo w łóżku, ale kij go tam wie - z bogatymi dzieciakami i ich imprezami to jednak różnie bywało. Samemu zdarzyło mu się na kilku znaleźć i jeśli ich rodzice dowiedzieliby się, na co szła kasa, pewnie złapaliby się za głowę, święcie przekonani o idealności swoich pociech.
-Kochany, moi znajomi doskonale wiedzą jaki mam gust i nikt nie wysłałby do mnie seksniespodzianki, która nijak nie trafiłaby w mój smak, więc o to nie musisz się martwić. Nadal nie przeczy to temu, co powiedziałem- wyszczerzył się do niego widząc, jak na twarzy chłopaka pojawił się grymas irytacji. Było mu z nim niebywale do twarzy. Aż chciało się rękę wyciągnąć i go po tej uroczej, wkurzonej buźce poklepać, ale na to przyjdzie jeszcze pora. - Widzisz? Grzeczny chłopiec - skomentował, puszczając mu oczko, by zaraz napić się ponownie ze swojej szklanki. Zdecydowanie potrzebował teraz trochę alkoholu, chociaż samo towarzystwo George’a i ta krótka, pełna napięcia rozmowa, stanowiły wspaniałą odskocznię od wcześniejszych myśli, które pojawiały się w głowie tancerza.
-Nie zrobiłbym tego, nie poradziłbyś sobie z nimi - wzruszył ramionami, no bo spójrzcie na niego? Może i język miał cięty, ale on z całą pewnością nie pomógłby mu w starciu z byczkami, w których buzował testosteron. na to trzeba było siły. - Ale dobrze wiedzieć na przyszłość, że kiedy tylko strach nie ściska ci gaci potrafisz pokazać ząbki - rzucił. takie coś zdecydowanie bardziej mu się podobało, bo nakręcało go bardziej do rzucania komentarzami i badaniu granic rozmówcy.
-Tak sobie wmawiaj, ale ja to widzę trochę inaczej. Stawiam, że alkohol po prostu ułatwi ci przyznanie, że nie jestem taki straszny, chociaż usilnie starasz się powiedzieć, że jest inaczej - skomentował, lekko na bok głowę przechylając. - Obaj wiemy, że zawsze jest jakieś wyjście - wychylił do końca zawartość naczynia, zamawiając kolejną kolejkę. Proszę, z ich dwójki to on posiadał mniej hajsu, a jednak był hojniejszy. I jak tu nie sądzić, że bogacze byli jednak sknerami? - To jak Panie Nienawidzę Deana Całym Sobą? Może przestaniesz się już tak boczyć i potraktujesz to jako kumpelskie spotkanie? Ewentualnie randkę, ale na tych zazwyczaj się całuję - stwierdził, nachylając się w jego stronę odrobinę.

George Whitcroft
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
25 y/o
For good luck!
175 cm
barman Archeo
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby to było takie proste, George już dawno opuściłby to miejsce. Nie no, w sumie to było proste. Co trudnego było w zamówieniu Ubera i powrocie do domu? Już go nawet nie interesowało, że jego znajomi dalej gdzieś tu się kręcą i nie wiadomo, jak wrócą do domu po tak dużej ilości alkoholu, jaką potrafią wypić. Co więc w takim razie dalej tu robił? Na pewno obecność tancerza go tu nie trzymała, więc co takiego?
– Nie popłacz się – mruknął pod nosem, krzywiąc się. W chuju to miał, że ranił jego uczucia. Mógł być miły dla wszystkich innych ludzi, ale coś w Deanie było takiego, że nie potrafił nad sobą panować. Może podświadomie wiedział, że nie jest dobrym człowiekiem i trzeba się od niego trzymać z daleka? – Nie twój interes. I o ile się orientuję, to moje dziewictwo nie jest twoim problemem – odparł, wywracając oczami. Jeszcze tego brakowało, żeby miał się chwalić Deanowi swoimi seksualnymi podbojami lub ich brakiem. Nie byli przyjaciółmi ani nawet dobrymi znajomymi, żeby rozmawiać na takie tematy. A George był zbyt dumny, by przyznać, że Dean mógłby być w jego typie, co za wszelką cenę próbował wyrzucić z własnej głowy. Nie mógł przecież dopuścić, by jego bliskość w jakiś sposób na niego działała.
– Wal się – odpyskował, marszcząc nos. Gdyby nie to udawanie, że się lubią, żeby tamten typ zaraz do niego nie przyleciał, tancerz dostałby w pysk. O ile jego ręka zdążyłaby zderzyć się z jego twarzą, bo z pewnością był silniejszy i szybszy od niego, ale spróbować zawsze mógł. Ten by przynajmniej wiedział, że George będzie się bronił, jeśli zajdzie taka potrzeba. Z chuliganami może by sobie nie poradził, ale z kimś, kto próbował się do niego dobierać, na pewno poszłoby mu łatwiej. Bo co to za problem wycelować kolanem w krocze, kiedy ten próbuje się do ciebie zbliżyć? Miał wiele możliwości.
– Jakby to cię interesowało w tamtym momencie. Byłem obcym typem, który władował ci się do domu. Mogłeś wyrzucić mnie za drzwi w każdym momencie i jeszcze wezwać na mnie policję, a teraz zgrywasz bohatera – mruknął. Och, jak żałował, że wylądował właśnie w jego domu. Czasem nawet myślał, że wpierdol wcale nie byłby taki zły w porównaniu z tym, co musiał teraz znosić. – Umiem też gryźć. Chcesz się przekonać? – warknął, prezentując swoje śnieżnobiałe ząbki.
– Pierdolenie… – odparł, krzywiąc się po raz kolejny. Jak tak dalej pójdzie, to mu chyba tak zostanie. Ale co innego miał robić, skoro Dean pierdolił takie głupoty? On po pijaku miał go jeszcze polubić? Może jeszcze miałby mu zaproponować szybki numerek w toalecie? – Fuj. Zapomnij o całowaniu mnie. Może idź zalicz kogoś i daj mi spokój? – zaproponował, wypijając kolejną porcję alkoholu, którą postawił mu Dean. Nie chcąc być mu bardziej dłużnym, wyciągnął z kieszeni banknot studolarowy, położył go na barze i zamówił kolejną kolejkę, która równie szybko wylądowała w jego ustach. Czuł, jak od tak dużej ilości alkoholu zaczyna mu szumieć w głowie, co pewnie szybko zakończy dla niego imprezę. Dlatego powoli skierował się ku wyjściu, ale po jego chodzie było widać, że zdecydowanie za dużo wypił w tak krótkim czasie i będzie potrzebował pomocy w dostaniu się do domu, bo biedaczek nawet nie znajdzie aplikacji Ubera w swoim telefonie.

Dean Vanberg
ODPOWIEDZ

Wróć do „Spirit of York Distillery Co.”