Nie uprawiali seksu od wczoraj, a jednak niespodziewanie wydarzyło się coś, czego każdy się obawiał — nastoletnia ciąża, chociaż nie byli już nastolatkami, a w zasadzie to było im coraz bliżej do trzydziestki. Niektórzy w tym wieku mieli już po kilkoro pociech, a tymczasem oni nie mogli zdecydować się, czy zbyt dużą odpowiedzialnością nie było zdecydować się na jednego bąbelka, który… rozświetlałby im codzienność? Ciężko stwierdzić, jak to wszystko będzie wyglądać.
— Nie odpierałem szczególnie tych aktów rzucania się na mnie… — rzucił rozbawiony.
— Obydwoje jesteśmy winni, tak? Więc nie biczuj się za to — przypomniał jej, bo naprawdę nie chciał, aby miała wyrzuty sumienia; aby siedziała i zamartwiała się, że postawiła go w takiej sytuacji. Mimo całej absurdalności… dokładał kolejny absurd, którym było to, że z minuty na minutę uspokajał się, żeby zaraz znowu zacząć się stresować i tak w kółko. Aż w końcu doszedł do wniosku, że to wszystko… wcale może nie było takie złe?
— Nie — odpowiedział krótko, przytakując na jej pytanie. Uważał ją za naprawdę dobrego człowieka i miał gdzieś z tyłu głowy zakodowane, że nie oszukałaby go w taki sposób lub nie naciągnęłaby na pieniądze, ani cokolwiek innego, co niektórzy mogliby nie odebrać jako zwykły przypadek i zrządzenie losu. Aiden zdawał sobie sprawę z tego, gdzie popełnili błąd — i tyle. Teraz musiał skupić się na naprawianiu swojej dziewczyny i sprawieniu, aby zaczęła wierzyć w te wszystkie miłe słowa. Żeby wiedziała, jak cudowna i wyjątkowa była; żeby czuła się piękna, chciana i potrzebna. Chciał jej i potrzebował jej; żeby swobodnie oddychać, żeby samemu czuć się dobrze, bo jednak miłość sprawiała, że człowiek wariował… miał wrażenie, że może nieco złagodniał, może spokorniał? Jednak nadal nie zabijał w sobie złośliwości czy temperamentu, który finalnie budowały jego osobowość.
— Nie ma problemu, będę hejtować podwójnie. Tylko dlaczego się tego boisz? — zapytał. Zniszczyli jej psychikę, tu nie było co owijać w bawełnę. Musiał być miły dla swoich potencjalnie przyszłych teściów, a jednocześnie wiedział, że z chęcią będzie wbijać pojedyncze, mikro szpileczki, jeśli tylko będzie miał okazję ich spotkać.
Nie orientował się zbytnio, jak wyglądała kwestia macierzyńskiego. Znaczy wiedział, że to wszystko było porąbane, ale w szczegółach? Nie potrzebował wiedzieć i też nigdy nie miał potrzeby martwić się o pieniądze. Poczuł mocniejsze uderzenie swojego serca, gdy przyznała przez chwilę, że nie chciała usuwać ciąży… Czemu poczuł nadzieję? Zupełnie tak, jakby mu na tym zależało… A sam nie miał parcia, aby posiadać dziecko, jednak jeśli już taka sytuacja miała miejsce, to zaczynał to akceptować. I żeby nie było, nie bagatelizował jej obaw i problemów, słuchał uważnie jej kolejnych rozterek, jednak jak dotarło do niego, że tak bardzo przejmowała się finansami, to jego mózg się wyłączył.
— To jest ostatnia rzecz, jaką powinnaś się przejmować — westchnął.
— Wyprowadzasz się stąd za dwa i pół tygodnia, i super, bo nie będziemy płacić podwójnie za mieszkania, skoro jedno i tak stoi puste, bo mieszkamy i tak razem — przypomniał jej, jak prawdziwy, zdrowy rozsądek.
— Kochanie, to nie jest żadna presja. W obecnej sytuacji nawet bym powiedział, że wspólne mieszkanie ułatwi nam to wszystko — odpowiedział. I tak płacił teraz czynsz. I tak robił zakupy. Koszta jego życia nie miały się drastycznie zmienić… chociaż utrzymywanie dziecka już było wydatkiem; ale zarabiał odpowiednio, aby nie musieć się o to martwić, a poza tym, po coś miało się oszczędności, tak?
— A co jeśli powiem, że już postanowione? — zapytał, unosząc lekko brew, kiedy oznajmiła, że nie zgadzała się na to. Niestety, musiał zagrać chujka i nie brać pod uwagę jej zdania w tej sprawie, ale to wszystko dlatego, że po prostu nie chciał, aby się tym przejmowała. Niektórymi
zmartwieniami mógł zająć się sam, prawda?
Delikatny, ale słodki pocałunek był jak zwieńczenie tego wszystkiego. Nie wyobrażał sobie, aby miał dzielić tę chwilę z kimś innym. Z pewnością nie zareagowałby w takim sam sposób, ale tutaj… uspokajał się. Dzielił ten moment z osobą, którą kochał, która miała być jego przyszłością.
— Kto ma na mnie zasługiwać, jeśli nie ty? — wyszeptał w jej usta, jeszcze krótko muskając je w wolnym pocałunku.
— Nie skrzywdzisz go, niepewności nie przekazuje się genetycznie. A zadbamy, żeby pewność siebie na pewno odzieczyło po rodzicach, to wtedy świat będzie stał przed nim otworem — rzucił z rozbawieniem, uśmiechając się lekko, kiedy poczuł, jak swoim nosem szturchnęła ten jego.
— No to całe szczęście, bo nie czuję na sobie żadnej presji. Albo inaczej, nie czuję presji z twojej strony, bo zawsze znajdzie się coś innego, co będzie wywierać nacisk. — Albo jego rodzice, albo praca, albo obowiązki; ale nie fakt, że będzie mieszkać ze swoją miłością i jednocześnie oczekują na owoc tej właśnie swojej miłości. No okej, wpadli, ale nie w czymś, co było zwyczajnym rozładowaniem napięcia i spełnieniem pragnienia, ale czymś zdecydowanie głębszym. Popatrzył na kota, który mierzył go przymrużonym spojrzeniem, jakby chciał właśnie ocenić, co znowu odjebał, że jego pani płakała.
— Niespodzianka? — zapytał i był wręcz przekonany, że na jej słowa i później na jego, kot wywrócił oczami.
— Widziałaś to?! — rzucił, kiwając głową z niedowierzaniem.
— Ja pierdziele, jaka pańcia taki kotek, no naprawdę. Dobrze, że Milo nie jest dziewczynką, bo jeszcze nagle w ciąży by był — mruknął rozbawiony, przenosząc na nią spojrzenie i patrząc w jej cudowne tęczówki, niebieskie jak ocean, chociaż nadal nieco zaszklone od niedawnych łez. A może zbierały się w nich kolejne?
— Oj malutka, kto by mi takie wrażenia jak ty dawał? — zapytał ze śmiechem, łapiąc ją pod pośladkami, żeby podnieść ją i dając jej opleść nogi wokół jego bioder.
— Kanapa czy łóżko? I życzy sobie pani podjechać do kuchni po jakieś przekąski? — dodał, wychodząc na korytarz, czekając na decyzję szefowej. No cóż, teraz musiał szczególnie o nią… a w zasadzie
o nich dbać.
future mommy