Nerissa nie do końca wiedziała, co właściwie powinna o nim myśleć. Ich znajomość zaczęła się przecież w sposób, którego trudno było nazwać udanym. Wtedy Elijah pokazał jej zupełnie inną stronę siebie — chłodną, spiętą i podejrzliwą, a przy tym też stanowczą, Pamiętała jego spojrzenie, broń, krew i atmosferę, w której każde kolejne słowo zdawało się mieć większe znaczenie, niż powinno. Nie znała go wtedy, nie wiedziała, do czego był zdolny, a on zdecydowanie nie zrobił niczego, co mogłoby sprawić, że poczułaby się przy nim swobodnie. Nic więc dziwnego, że kiedy zobaczyła go ponownie w klubie, pierwszą reakcją nie było zadowolenie na myśl o spędzeniu z nim całej nocy.
Tym bardziej że miejsce, w którym się teraz znajdowali, sprawiało, że sytuacja była trochę bardziej skomplikowana. To był jej teren. Tutaj znała zasady, wiedziała, czego się od niej oczekuje i przede wszystkim wiedziała, jaką wersję siebie ma pokazać. Podczas występów potrafiła być zupełnie inną Nerissą. Pewniejszą siebie, odważniejszą, świadomą każdego spojrzenia, które zatrzymywało się na jej ciele. W pracy wykorzystywała swój wygląd dokładnie tak samo, jak wykorzystywała muzykę, ruch czy sposób, w jaki patrzyła na klientów. To wszystko było częścią roli, którą znała na pamięć. Potrafiła sprawić, żeby mężczyzna przy stoliku poczuł się wyjątkowy, nawet jeśli pięć minut wcześniej miała ochotę powiedzieć mu, żeby przestał się gapić.
Poza klubem sprawa wyglądała jednak zupełnie inaczej. Tam nie potrzebowała tych spojrzeń. Właściwie najchętniej uniknęłaby większości z nich. Nie oznaczało to, że nagle wstydziła się własnego ciała albo nie potrafiła znieść czyjejś uwagi. Po prostu poza pracą nie chciała być czyimś przedstawieniem. Nie musiała wtedy uśmiechać się w określony sposób, utrzymywać kontaktu wzrokowego ani zastanawiać się, jakie wrażenie robi. Najlepiej byłoby, gdyby mogła przejść przez ulicę i pozostawać dla wszystkich zupełnie niezauważalna. To, co w klubie było narzędziem, poza nim stawało się czymś, od czego czasem zwyczajnie chciała odpocząć.
Może właśnie dlatego tak szybko zauważyła u mężczyzny tę samą rzecz. Maskę. Tylko jeszcze nie wiedziała, co znajdowało się pod jego. Podczas pierwszego spotkania widziała człowieka, który wszystko kontrolował, nie ufał jej ani przez chwilę i potrafił jednym spojrzeniem sprawić, że atmosfera robiła się ciężka. Teraz siedział przed nią ktoś zdecydowanie spokojniejszy. Uprzejmy, opanowany, niemal swobodny. Niby ten sam człowiek, a jednak zupełnie inny. I Nerissa nie była pewna, czy powinna uznać to za dobrą zmianę, czy raczej zacząć zastanawiać się, co tak naprawdę kryło się za tą kolejną wersją jego zachowania.
Nazwisko nie było dla niej zupełnie obce. O Nightingale słyszała już wcześniej, choć nigdy nie miała powodu, żeby przywiązywać do tych informacji większą wagę. W klubie plotki miały to do siebie, że jedne pojawiały się na chwilę i znikały równie szybko , inne wracały przy kolejnych okazjach, obrastając w coraz to nowe szczegóły. O nim akurat słyszała kilka różnych wersji. Jedni mówili o pieniądzach i rodzinnych interesach, inni o wpływowych znajomościach i sprawach, o których lepiej było nie pytać. Pojawiały się też znacznie mniej niewinne historie, sugerujące, że jego życie nie ograniczało się do tego, co można było zobaczyć na pierwszy rzut oka.
Nerissa nigdy nie próbowała sprawdzać, ile było w tym prawdy. Ludzie w klubie mieli tendencję do dopowiadania sobie rzeczy, zwłaszcza kiedy chodziło o kogoś z pieniędzmi i nazwiskiem, które było już dobrze znane. Dla niej Elijah był więc do tej pory tylko kolejnym nazwiskiem przewijającym się w rozmowach. Kimś, kogo kojarzyła z opowieści, ale nie miała żadnego powodu, żeby łączyć go z własnym życiem.
Teraz sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Siedział przed nią człowiek, którego nazwisko znała z tych samych rozmów, a do tego ten sam, którego kilka tygodni wcześniej oglądała w znacznie mniej przyjemnych okolicznościach.
I nagle wszystkie zasłyszane wcześniej historie zaczęły nabierać zupełnie innego znaczenia. Nie wiedziała, które z nich były prawdziwe, ale po tym, co zobaczyła w jego mieszkaniu, nie miała już szczególnej ochoty zakładać, że wszystkie były wyssane z palca.
— A co niby miałam zrobić z kopertą? — zapytała, patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem.
—Zostawić ją u siebie i udawać, że jej nie znalazłam?
Oparła się wygodniej, nie spuszczając z niego wzroku.
— Chciałam Ci ją tylko oddać i mieć to wszystko z głowy. Najlepiej tak, żebyśmy już nigdy więcej się nie spotkali. — kącik jej ust drgnął z ironią.
—A teraz proszę. Minęło kilka tygodni, a Ty nie dość, że znowu siedzisz przede mną, to jeszcze wykupiłeś sobie całą noc mojego czasu. Trochę kiepsko wyszło z tym "nigdy więcej".
Nerissa pozwoliła mu dokończyć, choć z każdym kolejnym słowem coraz trudniej było jej udawać, że traktuje tę rozmowę całkowicie poważnie. Nie chodziło nawet o to, że poczuła się urażona. Po prostu bawiło ją, jak szybko Elijah przeszedł od chęci poznania jej do wydania niemal gotowej opinii na temat tego, jaką kobietą mogłaby być dla niego. Jeszcze chwilę wcześniej siedział naprzeciwko niej i mówił, że chce ją lepiej poznać, a teraz z niezwykłą pewnością stwierdzał, że nie nadaję się ani na dziewczynę, ani tym bardziej na żonę. Trochę jakby właśnie przeprowadził rozmowę kwalifikacyjną, na którą sama nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek wysyłała zgłoszenie.
Samo określenie "ułożonych ludzi: również zatrzymało jej uwagę. Nerissa nie uważała się za osobę szczególnie chaotyczną czy trudną do zniesienia, przynajmniej nie bardziej niż wymagała tego sytuacja. Potrafiła zachować spokój, wiedziała, kiedy należy się wycofać i kiedy lepiej ugryźć się w język. To, że przy nim najwyraźniej nie miała ochoty korzystać z tej ostatniej umiejętności, było już zupełnie inną kwestią. Nie zamierzała jednak udowadniać mu, że potrafi być dokładnie taka, jakiej oczekiwał. Zwłaszcza że jego oczekiwania wobec niej pojawiły się zdecydowanie szybciej niż jakakolwiek potrzeba z jej strony, żeby im sprostać.
Właściwie powinna być przyzwyczajona do tego, że ludzie wyrabiają sobie o niej zdanie na podstawie tego, co widzą. W klubie zdarzało się to niemal codziennie. Tam jednak doskonale wiedziała, na jakich zasadach to działa i potrafiła wykorzystać cudze wyobrażenia na własną korzyść. Tutaj było inaczej. Elijah nie znał jej na tyle, żeby mówić, jaka jest, a mimo to zachowywał się tak, jakby po kilku rozmowach zdążył już sporządzić sobie całkiem szczegółowy obraz jej charakteru.
— Spokojnie, nie musisz się aż tak martwić o moje kwalifikację na żonę. — odezwała się w końcu, unosząc lekko brwi.
—Nie przypominam sobie, żebym składała podanie.
Przez moment przyglądała mu się jeszcze z tym samym niesmakiem, po czym upiła łyk alkoholu.
—I skoro już ustaliliśmy, że zupełnie nie jestem w Twoim typie, to chyba możemy sobie darować tę część poznawania się. Oszczędzimy sobie trochę czasu.
Nerissa doskonale wiedziała, że wtedy zachowała się idiotycznie. Właściwie sama nie rozumiała, jak mogła być na tyle lekkomyślna, żeby sięgnąć po alkohol w mieszkaniu człowieka, który chwilę wcześniej miał przy sobie broń, a na podłodze obok leżały jego zakrwawione ubrania. W tamtym momencie była jednak zbyt zmęczona całą sytuacją, zbyt zirytowana i skupiona na tym, żeby po prostu przetrwać kolejne minuty tej rozmowy, żeby zastanawiać się nad czymś tak banalnym jak zawartość butelki. Dopiero później, kiedy dowiedziała się, że whisky również mogła nie być tak niewinna, jak wtedy zakładała, dotarło do niej, jak bardzo powinna była uważać.
Teraz pamiętała o tym aż za dobrze. Dlatego kiedy Elijah zaczął przygotowywać dla niej drinka, jej wzrok automatycznie podążył za jego ruchami. Nie robiła z tego przesłuchania ani nie próbowała doszukiwać się zagrożenia w każdej drobnostce. Po prostu patrzyła. Na butelkę, na szklankę, ma to, co do niej dodawał, a przede wszystkim na jego dłonie.
Zwróciła uwagę na sposób, w jaki poruszał rękami, jak przy niektórych ruchach napinały się mięśnie jego przedramion i ramion, jak pewnie i bez pośpiechu wykonywał każdą kolejną czynność. Tym razem nie zamierzała odwracać wzroku i udawać, że nie ma znaczenia, co właściwie robi.
W końcu już wiedziała, że przy nim powinna pilnować nie tylko tego, co mówi. Równie mocno powinna uważać na własne zachowanie i na te wszystkie drobne rzeczy, które normalnie robiła bez zastanowienia. Sięgnięcie po cudzy alkohol mogło wydawać się niczym, dopóki nie okazało się, że przy niewłaściwej osobie nawet zwykła szklanka whisky może być kiepskim pomysłem.
— Dzięki. —ujęła szklankę i spojrzała prosto na mężczyznę.
— W sumie powinnam była się tego spodziewać. Przy Tobie chyba nawet zwykła szklanka alkoholu może okazać się niebezpieczna.
Uniósł się na jej ustach lekki, zaczepny uśmiech.
— Następnym razem będę pamiętać, żeby nie przyjmować od Ciebie niczego bez sprawdzania etykiety.
Nerissa poczuła, jak na samo wspomnienie o bracie coś nieprzyjemnie zaciska się w jej wnętrzu. Ostatnią rzeczą, jakiej chciała tego wieczoru, było stanąć oko w oko z człowiekiem, którego jej brat okradł. Nie potrzebowała kolejnego przypomnienia o jego błędach, kolejnej historii, w której musiała słuchać o tym, co zrobił i komu narobił problemów. Przez wystarczająco długi czas żyła z konsekwencjami cudzych decyzji i coraz częściej miała wrażenie, że nawet śmierć nie była w stanie odciąć jej od tej historii. Jakby wraz z nim nie umarły problemy, tylko zmieniły właściciela.
Najbardziej męczyło ją to, że temat jej brata zdawał się nie mieć końca. Długi, rzeczy, które ukradł, ludzie, których oszukał — wszystko to wciąż potrafiło wrócić do niej w najmniej oczekiwanym momencie. Jakby nie wystarczyło, że już go nie było. Jakby teraz ona miała przez resztę życia nosić za sobą rachunek za jego decyzje i cierpliwie wysłuchiwać kolejnych osób, które uważały, że powinno ją to obchodzić.
A Elijah był chyba najgorszym możliwym przypomnieniem. Nie był kolejną kartką papieru, telefonem czy nazwiskiem, które można było zignorować. Siedział naprzeciwko niej, żywy, spokojny i zdecydowanie zbyt zainteresowany jej osobą. Co gorsza, Nerissa zdążyła już zauważyć pewną prawidłowość w jego zachowaniu. Elijah najwyraźniej miał wyjątkowo dobre wyczucie momentu, w którym zaczynała o nim zapominać. Wtedy pojawiał się znowu.
I chyba właśnie to zaczynało ją niepokoić bardziej niż sama rozmowa o długu. Elijah lubił ją prowokować. Zauważyła już to wcześniej i nie miała wątpliwości, że niektóre z jego słów padały tylko po to, żeby zobaczyć jej reakcję. Robił to zbyt świadomie, żeby można było uznać to za przypadek. Teraz również nie potrafiła pozbyć się wrażenia, że pod pozornie spokojną rozmową kryje się coś jeszcze. Jakby celowo sprawdzał, ile może powiedzieć, zanim Nerissa straci cierpliwość.
Westchnęła cicho, przenosząc spojrzenie z powrotem na niego. Właściwie powinna już przyjąć do wiadomości, że z tym człowiekiem nie będzie tak łatwo. Mogła próbować wmówić sobie, że to tylko jednorazowe spotkanie, że kiedy ta noc się skończy, Elijah wróci do swojego życia, a ona do swojego. Tyle że poprzednim razem też tak myślała. I właśnie dlatego tym razem nie zamierzała się oszukiwać. Miała nieprzyjemne przeczucie, że jeśli tylko pozwoli sobie odetchnąć i uzna, że wreszcie ma go z głowy, Elijah znowu pojawi się gdzieś obok, jakby specjalnie czekał na ten jeden moment, w którym przestanie o nim pamiętać.
Może właśnie dlatego jego obecność tak bardzo działała jej na nerwy. Nie dlatego, że sam fakt, iż był człowiekiem związanym z długami jej brata, był dla niej czymś nowym. Tylko dlatego, że zaczynał zajmować w jej życiu miejsce, którego nigdy nie zamierzała mu dawać. I im dłużej go znała, tym bardziej podejrzewała, że on doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
Nerissa przez chwilę patrzyła na niego bez słowa, czując, jak irytacja, którą do tej pory próbowała trzymać na wodzy, zaczęła powoli brać górę. Rozumiała, że jej brat narobił sobie problemów. Wiedziała, co zrobił i ile warte były rzeczy, które ukradł, więc nie zamierzała udawać, ze był niewinną ofiarą całej sytuacji. Tyle tylko, że on nie żył. I właśnie tego nie potrafiła już zrozumieć — dlaczego jego błędy wciąż miały ciągnąć się za nią, skoro człowieka, który je popełnił , od dawna nie było.
Oparła się wygodniej, zaciskając palce na szklance.
— Mój brat nie żyje, Elijah. Ten dług też powinien umrzeć razem z nim.—
Spojrzała na niego uważnie, a po chwili pokręciła głową z niedowierzaniem.
— Co miesiąc ktoś przychodzi do mnie po pieniądze za jego błędy. Co miesiąc muszę słuchać, ile jestem komuś winna, mimo że to nie ja narobiłam tego bałaganu. — jej głos pozostał spokojny, ale coraz wyraźniej było w nim słychać zniecierpliwienie.
— A teraz, jakby tego było mało, muszę jeszcze siedzieć i patrzeć na Twoją twarz.
Przez moment pozwoliła, żeby między nimi zapadła cisza, po czym uniosła lekko brwi.
— Więc skoro twierdzisz, że nic się nie zmieniło, to możesz po prostu stąd wyjść i zostawić mnie w spokoju.
Odstawiła szklankę na stolik i nie odrywając od niego wzroku, dodała już bardziej stanowczo:
— Albo powiedz mi wprost, czego naprawdę ode mnie chcesz. Bez gierek, bez prowokowania mnie i bez tej całej gry w kotka i myszkę. Nie mam zamiaru się w to bawić.
Elijah Nightingale