ODPOWIEDZ
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No. 2 
I turn the thought before you think.

Poprzednie spotkanie z Florianem zakończyło się wielkim finałem i Dion skłamałby, gdyby powiedział, że się tego nie spodziewał. Był zadowolony z rezultatu terapii, z tego, że pacjent obdarzył go zaufaniem i był posłuszny. Widział jak wiele go to kosztowało, a mimo wszystko wytrzymał do końca i opuścił gabinet z nowymi doświadczeniami, które na pewno dały mu do myślenia.
Nawiedzały go urywki wspomnień z tamtego dnia. Dobrze pamiętał drżenie jego ciała, zapach czasami nawiedzał go, przypominając jak fantastyczne było to doznanie. Snuł się wtedy jeszcze chwilę po pustym pomieszczeniu, z którego powoli uchodziły kolory, aby znowu stał się szary i spokojny. Przedmioty przestawały lśnić, odbijając neonowe barwy, a cień objął każdy kąt, pogrążając Diona w aurze ponurej i prawie smutnej.
Tylko, że jemu nie było smutno.
Poczekał aż echo kroków wychodzącego Floriana umilknie, a potem podniósł jego bieliznę, którą ten przez nieuwagę zostawił za sobą i uniósł ją do twarzy, żeby zaciągnąć się zapachem, którym przesiąknięty był materiał. Przymknął oczy, delektując się tym. Pamiętał, że jeszcze długo brakowało miejsca w jego własnych spodniach, ale rozładował napięcie krótko po tym, jak wrócił do domu. Był bardzo zdyscyplinowany i mimo dyskomfortu i myśli uciekających do Floriana, zatroszczył się o to, aby w gabinecie i na korytarzu panował porządek, aby sprawdzić czy wszystkie drzwi są zamknięte, a potem bezpiecznie dojechać do domu, przestrzegając wszystkich zasad ruchu drogowego.
Rzadko się uśmiechał, a kiedy już to robił, zazwyczaj uśmiechy były wymuszone. Niedługo przed kolejnym spotkaniem z Florianem, w dzień wolny, udał się do galerii handlowej, żeby kupić sobie nowy, skórzany pasek. Nie przepadał za zakupami, ale zależało mu na konkretnym pasku, którego nie mógł dostać online. Znudzonym spojrzeniem przesuwał wzrokiem po otoczeniu, aż jego spojrzenie padło na kobietę, która głośno go powitała. Przyjrzał się jej krytycznie, ale wtedy w kadrze pojawił się i Florian. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że miał do czynienia z jego matką. To wtedy pojawił się ten wymuszony, sztuczny firmowy uśmiech.
Kilka minut później siedzieli przy jednym stoliku w pobliskiej kafejce, a Dion z nogą założoną na nogę, wygodnie rozparty w fotelu, z podwójnym espresso w dłoni, opowiadał kobiecie jak ogromne postępy robi jej syn i jak wiele wysiłku wkłada w terapię. Dosłownie… całego siebie. Nie patrzył na jej syna, całą uwagę poświęcając tylko jej. Dopiero na koniec zaszczycił go krótkim spojrzeniem, kiedy na odchodne rzucił, że zobaczą się w czwartek w gabinecie.
Czekał na niego każdego dnia po trochu, a gdy wszedł do pomieszczeniu kilka minut przed umówioną godziną, po krótkim proszę, gdy już zapukał, Dion był niezwykle usatysfakcjonowany jego widokiem. Przygotował dla niego zestaw leków, całkowicie bezpiecznych, jedynie delikatnie wykraczających poza przyjętą dawkę. Miały go stymulować, przyjemnie otępiać i lekko rozgrzewać oraz dodawać pewności siebie.
Usiądź — zaprosił go, wskazując fotel przed dużym biurkiem. Przesunął w jego stronę kasetkę z lekami na cały tydzień, a każdy zestaw leżał w oddzielnym pojemniku z nazwą dnia tygodnia. — Pierwszy zestaw weź teraz — dodał, zsuwając palce z pojemnika, za to przesuwając w jego stronę szklankę i butelkę z wodą niegazowaną. Odchylił się w swoim fotelu, przyglądając pacjentowi spod ciemnych rzęs. Przypomniał sobie ich ostatnią interakcje w tym gabinecie, jego ostatnią lekarską interwencję, będącą częścią szczegółowo obmyślonej terapii. Poruszył się na samo wspomnienie.
Opowiedz mi jak minął ci tydzień.

florian halstead
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Lock me up and throw away the key
He knows how to get the best out of me

Wraca myślami do tamtego dnia, próbując odtworzyć terapię. Zależy mu na pamiętaniu jak największej liczby szczegółów (przynajmniej do momentu, w którym nie zepsuł w s z y s t k i e g o, bo akurat o tym woli zapomnieć), bo pierwszy raz w życiu czuł się tak dobrze.
Istnieje szansa, że założenia są wyjątkowo naiwne, ale ma wrażenie, że wreszcie był dla kogoś w a ż n y; że to nie był jedynie wytwór jego wyobraźni, ale najprawdziwsza prawda, zgodnie z którą ktoś dostrzegł w nim coś więcej.
Niestety, Florian psuje i to, bo w pewnym momencie popełnia błąd; robi to, co umie najlepiej 一 n i s z c z yw s z y s t k o 一 a potem ucieka z podkulonym ogonem.
Prawdopodobnie właśnie dlatego odczuwa tak duży dyskomfort podczas spotkania z lekarzem na mieście; prawdopodobnie właśnie dlatego zakłada, że Dion się z niego nabija i między słowami przemyca informacje, które potrafili zrozumieć jedynie zdrowi ludzie.
Nie ma innego wyjaśnienia, bo lekarz nie raczy go nawet jednym spojrzeniem; siedząc z boku, p o m i n i ę t y, Florian cierpi, ale nie mówi o tym na głos, bo nie chce wtrącać się w dyskusję zdrowych osób.
Kiedy zaś spotyka go zaszczyt, płoszy się i nie wie, jak się zachować, a potem jest na siebie w ś c i e k ł y, bo znów wychodzi na pieprzonego dzikusa.
Chyba właśnie dlatego zmierza na terapię pełen obaw; boi się tego, jak będzie reagował lekarz i wmawia sobie, że na pewno cofnął się do punktu wyjścia. Zapukawszy do drzwi, przekracza próg pomieszczenia, zamyka za sobą skrzydło i posłusznie zajmuje miejsce na przeciwko doktora.
Nie robiłem niczego ciekawego 一 mówi, uczciwie opowiadając o swoim nudnym życiu. Jego dni nie obfitują w rozmaite zajęcia; zazwyczaj Florian spędza je w swoim pokoju lub wykonuje zadania, które przydzieliła mu jego matka.
Wiedząc, że jej syn nie nadaje się do jakiejkolwiek pracy, kobieta nie pozwala mu na życie na własny rachunek; chcąc, aby wyzdrowiał, inwestuje w terapie i ma nadzieję, że po niej Flo będzie zdobny do samodzielnej egzystencji. Nadzieją napawają ją informacje przekazywane przez lekarza; słuchanie w samych superlatywach o postępach przynosi jej ulgę, bo czuje, że Florian będzie miał dobre życie.
Byłem na zakupach z mamą, czytałem i składałem zestaw klocków Lego 一 precyzuje, bo zależało mu na podtrzymaniu rozmowy. 一 Właściwie to nie był prawdziwy zestaw 一 dodaje, uciekając spojrzeniem w bliżej nieokreślone miejsce.
Prywatna terapia pochłania większość rodzinnego budżetu, przez co nie ma mowy o wystawnym życiu 一 mając ograniczone środki, matka skrupulatnie planuje wydatki i tylko czasami pozwala sobie na małe 一 tanie 一 prezenty, które mają pozytywnie oddziaływać na Floriana.
Nie mamy pieniędzy, ale mama znalazła coś ma bazarze. 一 Może się założyć, że lekarz może sobie pozwolić na spełnianie większości zachcianek, dlatego znów czuje, że między nimi jest gigantyczna przepaść..
Przypomina sobie, że nie wziął tabletek i sięga po kasetkę. Przeraża go liczba medykamentów; jest mu s m u t n o, że musi przyjmować leki, ale nie dyskutuje i połyka wszystkie. 一 Co to?

Dion Harrington
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Działania Diona były obliczone na przejęcie kontroli nad myślami i czynami Floriana. Był jednym z jego królików doświadczalnych, tym z największym potencjałem i naprawdę pokładał w nim duże nadzieje. Wiele o nim myślał, analizował jego słowa i czyny, przypominał sobie jego miny, charakterystyczne drżenie w głosie i spojrzenia, które mu rzucał. Robił wiele notatek, najczęściej odręcznie; na kartkach, w notesach, a nawet na serwetkach, jeżeli nie miał nic innego pod ręką. Nie chciał, żeby cokolwiek mu umknęło.
Był jak wirtuoz, zakręcony w wirze tworzenia nowego arcydzieła, które miało zapierać dech w piersiach. Co prawda miał okrojoną publikę, bo robił to tylko dla siebie, no i dla danego pacjenta, ale tyle mu wystarczyło. Satysfakcja była niepodważalna, a za każdym razem, kiedy odkrywał coś nowego, tym bardziej całkowicie niespodziewanego, aż krzyczał wewnętrznie z radości. Na zewnątrz był jednak chłodny, jakby pokrywała go warstwa zabezpieczenia i nie zawsze zmieniał wyraz swojej maski, którą zwano twarzą. Kiedy jednak już to robił, było to niesłychane wyróżnienie dla osoby, która wtedy z nim była, nie licząc oczywiście wymuszonych, sztucznych grymasów, których wyuczył się, aby wzbudzać zaufanie wśród tej bardziej normalnej części społeczeństwa. Gdyby nie wtopił się w otoczenie, to nie mógłby czerpać korzyści ze swojej pozycji.
Przyglądał mu się ze spokojem, kiedy zaczął mówić, już na wstępie oznajmiając, że nie robił niczego ciekawego, jeszcze zanim Dion zdążył się dowiedzieć co to takiego było, aby ocenić samemu. Nie miał wątpliwości, że pewność siebie Floriana jest katastrofalnie zaburzona, ale to zauważył już pierwszego dnia, więc jakoś specjalnie go nie zaskakiwało. Stąd dobór leków. W końcu je skompletował, po ostatniej sesji mając już pełen obraz zachowań Floriana w różnych sytuacjach. Był niemalże pewien, że przygotowany przez niego zestaw będzie działał na chłopaka odpowiednio i pomoże mu stać się lepszą wersją siebie.
Kiwnął głową, słysząc o zakupach, bo doskonale pamiętał spotkanie Floriana i jego matki w centrum handlowym. Miał otwarty notatnik i zanotował coś idealnie zaostrzonym ołówkiem. Zerknął na saszetkę z lekami, a dokładniej pięcioma tabletkami o różnej wielkości i kolorze. Zestaw może i wyglądał pokaźnie, ale nie było czego się wstydzić, to przecież wszystko dla dobra pacjenta.
Lubisz Lego? — zapytał po chwili, unosząc spojrzenie z notesu, na twarz chłopaka. Nie było w zasadzie niczym dziwnym, że Florian miał zażyłą relację z matką. Przy takich objawach, jak jego, było to zdecydowanie powszechne. Podobny wzorzec widywał już wiele razy, nie tylko podczas praktyk, ale i wcześniej, kiedy jeszcze się uczył. Weźmy chociażby Eda Geina i jego matkę Augustę i o ile nie podejrzewał Floriana o skrywanie psychopatycznej natury mordercy, to można było założyć, że miał niezdrową relację z matką, wywierającą na niego ogromny wpływ. Czy to on lubił Lego, czy lubił je, bo ona je lubiła lub uważała, że składanie klocków jest dla niego odpowiednim zajęciem?
Problemy finansowe również w dużej mierze przyczyniały się do gorszego samopoczucia prawdopodobnie każdego z domowników, co mogło generować stres, nawet kłótnie i generalnie stan napięcia, wyczuwalny przez najbliższe osoby, co również wpływało na samoocenę, szczególnie dzieci, które przejmowały się problemami rodziców dużo bardziej, niż mogło być po nich widać. Znowu coś zanotował, a potem odłożył ołówek, zamknął notes i oparł dłonie na czystym, lśniący drewnianym blacie, skupiając już całą uwagę tylko na Florianie. Uniósł lekko kąciki ust, bardzo powściągliwie, co mogło być znacznie bliżej jego prawdziwego uśmiechu, niech tego firmowego dla rodzin pacjentów.
To połączenie leków przeciwlękowych i stabilizujących oraz witamin, których brakuje ci na podstawie ostatnich badań krwi — wyjaśnił spokojnym tonem, zadowolony z faktu, że Florian najpierw wszystko grzecznie połknął, a dopiero potem zapytał co wziął. Dion podniósł się powoli, obciągnął niebieski sweter, nałożony na białą koszulę, okrążył biurko i stanął w odległości około metra od chłopaka. Przyglądał mu się przez chwilę całkiem łagodnie.
Gdybyś mógł wybrać co będziemy dziś robić, co by to było? — zapytał go, będąc ciekawy jak zareaguje na ofertę przejęcia kontroli. Całkowitej.

florian halstead
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Nie wiedział, czy lubienie LEGO było dobre czy złe, ale odpowiedział szczerze: 一 Lubię 一 odparł, wspominając czasy, kiedy jego rodziców było stać na większe i bardziej skomplikowane zestawy. Gdy przypomniał sobie, że pięć lat temu na święta otrzymał nowojorski Empire State, uśmiechnął się szczerze; składająca się z prawie tysiąca ośmiuset elementów budowla była jego ulubionym zestawem, układanie którego sprawiło mu najwięcej radości.
Niestety, po klockach pozostało jedynie wspomnienie, bo matka sprzedała prezent, aby mieć pieniądze na leki. Florian nie miał jej tego za złe; rozumiał, że wyleczenie go wymagało radykalnych kroków, dlatego tłumił w sobie poczucie smutku.
Chciałbym kiedyś złożyć coś większego 一 powiedział i przestał się uśmiechać, bo zdawał sobie sprawę, że marzenie było nierealne. Mama powtarzała, że będzie mógł go kupić dopiero, kiedy zarobi na niego sam (co przecież nie wydarzy się szybko, bo nie miał pracy); teraz zaś wybierała proste zestawy, których zadaniem było podtrzymanie jego pasji i skupienia.
Skinąwszy twierdząco głową, przyjął informację odnośnie leków. Niewiele rozumiał ale u f a ł, bo przecież lekarz na pewno miał szczere intencje i koncentrował się na p o m o c y.
Nie odrywał spojrzenia od Harringtona; śledził jego każdy ruch, a kiedy zakodował, że mężczyzna się do niego zbliża, poczuł, że jego ciało napięło się nieprzyjemnie. Umysł wszedł w tryb oczekiwania; niespodziewanie przypomniał sobie, co działo się podczas poprzedniej wizyty i zechciał do tego wrócić.
Gdy jednak miał możliwość wskazania dowolnej rzeczy, którą chciałby zrobić, szybko pożałował, że znalazł się w tej sytuacji. 一 Ja... 一 zająknął się, z wielu względów nie potrafiąc wskazać choćby jednej aktywności. Był na to zbyt głupi niepewny siebie; w jego stylu było dostosowywanie się, a nie rządzenie, dlatego teraz czuł się tak fatalnie. 一 Nie wiem 一 dokończył wreszcie. Wypowiedział słowa tuż po tym, jak uświadomił sobie, że obaj milczeli za długo.
Cisza go przytłaczała; nakładała na niego presję, której nie potrafił zwalczyć, przez co zaczynał drżeć. I choć chciał, żeby leki zadziałały już teraz, substancje aktywne uwalniały się powoli, przez co teraz był jeszcze stuprocentowym sobą. 一 Wolę nie wybierać 一 tłumaczył się, odnosząc wrażenie, że jego twarz p ł o n i e. Ręce Floriana pośpiesznie wystrzeliły ku policzkom, aby je objąć i ukryć zawstydzenie.
Jest pan mną rozczarowany? 一 spytał, wkrótce żałując wypowiedzianych na głos słów, bo przecież odpowiedź była oczywista. Lekarz musiał się na nim zawieść; dał mu proste zadanie, któremu on i tak nie podołał.
Żenujące.

Dion Harrington
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Za oknem można było zaobserwować mocny wiatr, szarpiący koronami kilku pobliskich drzew tak gwałtownie, że było to słychać wewnątrz budynku. Niebo było szare, ponure i przywodziło na myśl tłumy zmęczonych życiem ludzi, snujących się po szarych ulicach Toronto, wkładających cienkie kurtki przeciwdeszczowe i walczących z porywami wiatru, szarpiącymi ich parasolkami.
Nikt nie lubił wilgoci.
Deszczu się bano, mokre zakamarki omijano, obawiając się pleśni, bakterii, chorób, szczurów. Dion nie bał się deszczu, który właśnie zaczął gwałtownie siekać o szyby, pozostawiając lśniące, proste smugi. W pierwszej chwili wyglądały jak rysy na gładkiej powierzchni, a potem krople zaczęły opadać, przeciskając się przez wilgoć nierównymi liniami.
Mężczyzna czasami wybierał się w weekendy na długie spacery. Zapuszczał się w odległe tereny, wybierając te części parku, w których znajdowały się kanały burzowe, najlepiej niedaleko budek z jedzeniem i większych śmietników. Siadał nieopodal i obserwował szczury, wylegające ze swoich nor i ciemnych kryjówek, aby upolować lepszy kąsek jedzenia. Czasami dostrzegał wiewiórki, myszy, a nawet szopy, ale najbardziej interesowały go brudne, plugawe szczury z łysymi, długimi ogonami.
Być może nawet nigdy nie zastanawiał się jaki był tego dokładnie powód i gdyby ktoś zapytał, to wątpliwe, że umiałby udzielić odpowiedzi. Pewnie wymyśliłby coś na poczekaniu, a potem udawał, że to święta prawda nawet przed samym sobą. Zamrugał, przetarł oczy i ucisnął krótko nasadę nosa, odrywając wzrok od okna i deszczu.
Lubię.
Kiwnął nieznacznie głową na znak, że przyjął to do wiadomości. Zastanawiała się przez chwilę co ciekawego jest w LEGO. Być może kiedyś posiadał takie klocki i jako dziecko je układał, ale obecnie tego nie pamiętał. Od bardzo dawna nie interesował się takimi rzeczami. Puzzlami też nie. Grami planszowymi, zespołowymi, komputerowymi też nie. Lubił za to gry karciane. Ogólnie karty, również Tarota albo runiczne. Nie wierzył co prawda w magię, przepowiadanie przyszłości i tym podobne brednie, ale lubił znaki i odkrywanie przypisanego im konkretnego znaczenia. Lubił, kiedy wszystko miało swoje miejsce i było odpowiednio poukładane.
Coś większego? Co na przykład? — zapytał, marszcząc lekko brwi i sięgając po dwie metalowe kulki, leżące wraz z innymi w czarnej, szklanej misie. Zaczął przekładać je między palcami, co zawsze pomagało mu się skupić. Kiedy po chwili wstawał, kulki spoczęły na swoim poprzednim miejscu, aby zachować porządek i nie prowokować nieprzewidzianych wydarzeń.
Stojąc nad pacjentem, przyglądał mu się uważnie, ale łagodnie.
Oczywiście, że nie, Florianie — odparł na jego pytanie, nie ruszając się jednak z miejsca. Zastanawiał się nad czymś i tym razem nie były to ani szczury z parku, ani klocki, ani karciane zabawy. Długo już nad tym myślał. Nie tylko w tej konkretnej chwili, ale i wcześniej, a zaczął niedługo po ich ostatniej terapii. — Zechciałbyś udać się ze mną na spacer? — zapytał w końcu, postanawiając wyręczyć chłopaka i podsunąć mu coś, o czym przecież sam jakiś czas temu wspomniał. Absolutnie nie przeszkadzała mu pogoda, co zostało już wcześniej wspomniane. Na pewno też znalazłby dla nich parasolki, może nawet byłyby gdzieś jakieś peleryny przeciwdeszczowe. Plusem spacerowania w niepogodę było to, że szansa na spotkanie innych ludzi w parkach drastycznie spadała.

florian halstead
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Ten jeden raz nie musiał się zastanawiać nad odpowiedzią: 一 Wybrałbym jakiś budynek albo coś z Władcy Pierścieni, albo Gwiezdnych Wojen 一 wyjaśnił tęsknie, przymykając powieki na nieco dłużej niż wypadało.
Wraz z wymarzonymi zestawami zdradził lekarzowi uniwersa, od których nie potrafił się oderwać; Halstead nie poświęcał dużo czasu czytaniu książek lub oglądaniu filmów (przecież musiał się l e c z y ć), ale kiedy tylko matka zajmowała się czymś innym, chętnie wracał do fikcyjnych światów.
Słysząc propozycję, która spadła mu z nieba, odetchnął z ulgą i pokiwał twierdząco głową. Patrzył na Diona jak na wybawiciela; podziwiał go z pełnym uznaniem, nie mogąc się nacieszyć, że trafił mu się rycerz na białym koniu, który wybawił go z opresji (cóż z tego, że jeszcze chwilę wcześniej sam go w nią wepchnął).
Oczywiście 一 odpowiedział od razu, po czym zdobył się na uśmiech. Rzeczywistość, w której to Dion podejmował decyzje odpowiadała mu o wiele bardziej; dostosowywanie się do czyichś preferencji było dla niego niesamowicie wygodne i znacznie prostsze niż myślenie i dokonywanie wyborów, które będą zgodne z nim.
Wszak nie wiedział, co dobre, a co złe; nie miał pojęcia o tym, co właściwe, a co wymagające obowiązkowej korekty, dlatego patrzył na Harringtona, spijając wszystko to, co mówił lub robił lekarz. Co więcej, Florian nie zwracał uwagi na swój dyskomfort, bo tłumaczył to sobie jako drogę do lepszej wersji siebie, która wreszcie będzie z d r o w a. Zakładał, że normalni ludzie wiedzieli, co dla niego odpowiednie, przez co za każdym kolejnym, słabym t a k szła utrata cząstki siebie.
Nieśmiało podniósł się ze swojego miejsca i wbił wzrok w podłogę, czym obwieścił swoją gotowość do wymarszu. Czekając na ruch ze strony lekarza, zastanawiał się, czy istnieją normy, które należało spełnić, aby spacer został uznany za udany; czy był jakiś temat, którego nie należało poruszać? Czy było tempo, którym należało iść lub konkretne miejsce, które powinno się omijać? Halstead wiedział tak mało, że znów poczuł się źle w swoim ciele.
Tyle dobrego, że powoli zaczynały działać leki; przyjęte tabletki koiły go bardziej i bardziej, wyciszając natrętne myśli, które utrudniały mu funkcjonowanie. 一 Możemy iść, jeśli jest pan gotowy. 一 Nawet biorąc pod uwagę ich poprzednią terapię miał w sobie za mało odwagi, aby zwracać się do Diona bez form grzecznościowych.
Halstead nie zwracał uwagi na kiepską pogodę; biorąc pod uwagę fakt, że lekarz na pewno wiedział lepiej, bezdyskusyjnie zgadzał się na wszystko, powierzając mu całego siebie.

Dion Harrington
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zakodował sobie w pamięci odpowiedzi, a dokładniej preferencje, Floriana i właściwie całkiem spodobała mu się odpowiedź, bo obydwie pozycję — Władca Pierścieni i Gwiezdne Wojny — przywodziły pozytywy wspomnienia. Dion, oczywiście jedynie przed sobą i to dalej po cichu, dodałby do tego chętnie Grę o Tron i Harry’ego Pottera. Lubił smoki, chociaż nie był pewien czemu. Podobnie miał z wężami, jaszczurkami i rybami. Podczas takich rozmów często dochodził do wniosku, że sam o sobie niewiele wie i nie chodziło o suche fakty czy pewność w tym co lubi, a czego nie, ale bardziej o dochodzenie przyczyny takich, a nie innych upodobań czy zachowań.
Usłyszał ulgę w głosie Floriana, kiedy zaproponował mu wspólny spacer. Tak myślał, że będzie to wyglądało. W końcu wątpił, że od ostatniego spotkania ten zmienił zdanie. Spacer w trakcie godziny terapii był według niego dobrą opcją. Nie oddalą się zbytnio od ośrodka, a jak wiadomo ruch jest dobry dla zdrowia, więc nikt nie będzie nawet dociekał tego, czy spacer był dyktowany innymi pobudkami, niż te najprostsze, związane z procesem leczenia.
Tylko Dion, no i oczywiście Florian, mogli zadać sobie pytanie czym faktycznie był dla nich ten spacer.
Bo prawdopodobnie dla każdego z nich oznaczał coś innego, a jedyny wspólny mianownik był taki, że u każdego znacznie wykracza to zapewne poza standardy zwyczajnej terapii. To zresztą działo się już od jakiegoś czasu, chociaż Dion bez wyrzutów sumienia dopuszczał do siebie myśl, że rozpieszcza Floriana dużo bardziej, niż innych swoich pacjentów. To nie tak, że widział w tym coś złego. Uważał, że po prostu trochę go faworyzuje i że ten może odczuwać to jako zaszczyt.
A wszystko, co dla niego robił, robił dlatego, że sam Florian na to zasłużył. Chłopak był naprawdę grzeczny i chociaż zdarzało mu się jeszcze popełniać błędy i nie panować na swoim ciałem, jak i umysłem, to Dion nie miał mu tego za złe. Uważał, że przed Florianem jeszcze wiele pracy podczas której nauczy się kontrolować i Dion mu w tym oczywiście pomoże, Tylko on. Już jakiś czas temu dał Florianowi jasno do zrozumienia, że żaden inny lekarz nie jest w stanie mu pomóc. Tylko on, z jego idealnym planem i odpowiednio dobranymi lekami oraz cała masą cierpliwości i niekonwencjonalnymi metodami leczenia, które na nim wypróbuje. Wszystko było mu potrzebne. Dion był mu potrzebny i upewnił się, że Florian będzie o tym święcie przekonany.
Chodźmy więc — powiedział i delikatnie się uśmiechnął, a o dziwo ten uśmiech był a u t e n t y c z n y. Nagrodził nim posłuszeństwo i spokój, jakimi wykazywał się w tym momencie Florian. Lubił go takiego. Wtedy mógł się do niego zbliżyć trochę bardziej.
Otworzył drzwi gabinetu i zachęcił go, aby wyszedł pierwszy. Przed wyjściem z budynku zaprowadził go do szatni, w której znalazł peleryny przeciwdeszczowe (granatową zatrzymał dla siebie, a jaśniejszą niebieską podał Florianowi). Zauważył też dwa zielone parasole w białe kropki i je również wziął, bo deszcz aktualnie można było śmiało nazwać ulewą.
Kiedy wyszli na zewnątrz wyglądali dosyć oryginalnie, ale Dion nie przekładał do tego absolutnie żadnej wagi. Ruszyli razem w stronę pobliskiego parku i Dion leniwym tempem prowadził Floriana alejkami, jakby co najmniej świeciło słońce, wiał zaledwie delikatny wiatr i było ciepło, a nie lało, panowała wichura i nie zapowiadało się na zmianę. Ostatecznie parasole im się nie przypadały, bo wiatr był za silny, więc Dion mrużył oczy, gdy twarz oblewała mu cieknąca z nieba woda. W pewnym momencie wskazał palcem altankę i pobiegli do niej, a dzięki temu, że była zadaszona i z jednej strony osłonięta, mogli schować się na chwilę przed hałasem wiatru i deszczu.
Prawda, że całkiem tu ładnie? — zapytał, chociaż miał wrażenie, że zabrzmiało to trochę niezręcznie. Po raz pierwszy nie do końca wiedział co powiedzieć, a wszystko przez to, że poczuł się inaczej. Dawno nigdy z nikim nie wychodził i jakoś nie sądził, że zrobi to na nim aż takie wrażenie.

florian halstead
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
23 y/o
For good luck!
180 cm
bezrobotny
Awatar użytkownika
I've been on the low, I been taking my time
I feel like I'm out of my mind
It feel like my life ain't mine
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidowolne
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Był niesamowicie zaszczycony tym, że Dion wybrał się na s p a c e r akurat z nim. W jego umyśle brzmiało to pięknie i wręcz intymnie; na krótką chwilę 一 zanim Florian uświadomił sobie, że nie miał żadnego prawa do takich myśli 一 czuł się wybrańcem. Odnosił wrażenie, że został wzniesiony na piedestał i wyróżniony spośród innych pacjentów. Nie brał pod uwagę faktu, że to wcale nie musiało być coś specjalnego; przynajmniej na razie nie chciał myśleć o tym, że Harrington może wychodzić na spacer z innymi pacjentami, bo ten jeden raz w życiu chciał być s a m o l u b n y.
Kiedy jednak wrócił do myślenia o sprawie, poczuł się wyjątkowo źle; analizując swoje myśli, był obrzydzony postawą i obiecał sobie, że nigdy więcej nie będzie reagował w ten sposób.
Uniósłszy wzrok, uśmiechnął się lekko, a potem podążył za lekarzem (zaskoczył się, że mężczyzna przepuścił go w drzwiach gabinetu i natychmiast poczuł się źle, bo bycie pierwszym kojarzyło mu się z decyzyjnością).
Założył na siebie jasnoniebieską pelerynę i z ekscytacją malującą się na twarzy wyszedł na deszcz i wichurę. 一 Nie przeziębi się pan? Mama mówiła, żeby na to uważać. 一 Z oczywistych względów bardziej martwił się o Harringtona; nie bał się o siebie 一 wszak był w wyśmienitych rękach 一 ale tego samego nie można było powiedzieć o specjaliście, który musiał martwić się o dwie osoby.
Nie przejmował się słabą pogodą, bo wychodził z założenia, że tak musiało być i uciekł przed deszczem i wiatrem dopiero w chwili, w której to Dion wskazał na pobliską altankę. 一 Oh, tak 一 przyznał, nie odrywając spojrzenia od przystojnej twarzy lekarza. 一 Dziękuję, panie doktorze 一 szepnął, ponownie wlepiając wzrok w podłogę. Z jego perspektywy bynajmniej nie było niezręcznie; Florian uważał, że było w s p a n i a l e, bo pierwszy raz od dawna czuł się jak normalny człowiek.
Niewątpliwie wpływ na to miały również leki, które koiły go coraz bardziej; Florian nie miał wątpliwości kim był 一 i z kim był 一 a dodatkowo doświadczał bodźców wyraźniej. 一 Naprawdę chciałbym się panu odwdzięczyć, bo jest pan jedynym lekarzem, który mi pomaga 一 wyszeptał, uśmiechając się lekko.
Halstead wierzył bezgranicznie w terapię, która działała cuda; uwierzywszy, że nikt nie będzie równie skuteczny, co Dion oddawał się mu i czekał na moment, w którym w r e s z c i e spojrzy na świat z właściwego punktu widzenia.
I chciałem przeprosić... 一 urwał, bo nagle, kiedy wrócił myślami do poprzedniej terapii, ogarnął go wstyd. Florian miał talent do drążenia w kółko tych samych tematów; nie potrafił ruszyć naprzód i nieustannie tkwił pośród swoich obaw, co czyniło z niego osobę wyjątkowo podatną na działanie innych (bo w zależności od narzuconej przez nich interpretacji wciąż katował się konkretnymi myślami i założeniami).

Dion Harrington
28 y/o
NARRATORSKI PIESEK
186 cm
rezydent psychiatrii CAMH
Awatar użytkownika
Maybe you should smile more, learn to take a joke.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prawda była taka, że Dion nie wychodził z innymi pacjentami na spacery. To była aktywność, którą preferował wykonywać sam poza pracą, bo nadawał jej specjalne znaczenie i gdyby złamał ten schemat, to przestałoby to być czymś wyjątkowym. Decydując się na ten ruch, na zaproszenie Floriana, już naginał własne zasady, więc jeżeli pacjent czuł się wybrańcem, to miał do tego pełne prawo i miał rację. Dion z jakiegoś powodu nie potrafił przejść obojętnie obok jego prośby spotkania się poza ośrodkiem.
Nie powinien był się zgadzać.
Nie powinien był proponować czegoś takiego.
A jedna to zrobił i nie zamierzał się wycofywać. Wyglądał tak, jakby ostry deszcz w ogóle nie robił na nim wrażenia, a gwałtowna niepogoda w niczym mu nie przeszkadzała. Co prawda widoczność była dosyć ograniczona, przez to, że musiał ciągle mrużyć oczy, ale wiele sobie z tego nie robił, chociaż żeby porozmawiać musieli iść do miejsca, które chociaż trochę osłoni ich od powiewów gwałtownego wiatru.
Skrzywił się nieznacznie, chociaż w momencie, w którym Florian nie mógł tego dostrzec, słysząc dźwięk własnego głosu, wypowiadający to dziwne pytanie. Ugryzł się w język tak mocno, że poczuł na nim metaliczny posmak krwi. Westchnął, żeby zapanować nad uczuciem bólu, a dopiero potem spojrzał na Floriana, woląc na razie nie myśleć o tym, jak takie zachowanie wpłynie na ich relację.
Jak to mogło się stać, że na chwilę tak beznadziejnie się zapomniał? To był błąd, duży błąd. A on miał nie popełniać błędów, nie w tak ważnej chwili. Powietrza nabrał przez nos, patrząc w przestrzeń, sprawiając wrażenie surowego zarówno wobec siebie, jak i innych.
Nic mi nie będzie. Jeżeli zrobi ci się zimno, to powiedz — oznajmił, przyglądając się przez dłuższą chwilę chłopakowi, jakby oceniał jego faktyczne samopoczucie. Starał się zignorować odpowiedź na swoje karygodne pytanie i podziękowania, którymi uraczył go Florian i chociaż zapewne były szczere, to Dion po prostu nie do końca potrafił je przyjąć. Przynajmniej nie w tej chwili. Zerkał na niego, gdy ten stał z opuszczonym wzrokiem i znowu poczuł niejaką dumę, że przy nim był tak wspaniale grzeczny.
Oh, Florianie. Naprawdę nie musisz. Twoja szanowna matka płaci za twoje leczenie, a ja robię wszystko, aby ci pomóc, bo chcę żebyś wiedział, że jestem lekarzem z powołania. W moim obowiązku jest ci pomóc i zasługujesz na to, aby być zdrowym — oznajmił, unosząc nieco brodę, pozorując skromność i bezinteresowność, a w rzeczywistości miał się za bohatera i chciał, aby ludzie kłaniali się przed nim, obsypywali komplementami i aby go p o t r z e b o w a l i.
Odrobinę się jednak spiął, kiedy Florian oznajmił, że chciał przeprosić, bo w całej swojej mądrości — a może lukach w niej? — nie potrafił zlokalizować tego, za co chłopak przepraszał. Stanął przed dylematem czy o to zapytać, czy milcząc i wpatrując się w niego zmobilizować go do mówienia dalej i mieć nadzieję, że zaraz wszystko się wyjaśni. Ostatecznie zdecydował się na opcję pomiędzy. Skrócił dystans, dosyć znacznie, ale może nie było to tak ostentacyjne, zważając na to, że przestrzeń altanki i tak nie była zbyt duża. Zrobiło się trochę bardziej przytulnie, bo chociaż deszcz dalej padał i wiał wiatr, to osłaniał ich dach, drewniana ścian i ich własne ciała.
Pełnymi zdaniami — rzucił, wbijając w niego poważne spojrzenie. Skoro chciał, to czemu miałby mu tego zabronić? Wręcz przeciwnie, właśnie dał mu znać, że wręcz oczekuje to usłyszeć i to ze szczegółami. Poczuł dziwny rodzaj satysfakcji, jakby zawstydzanie Floriana, czy może naciskanie od czasu do czasu, aby przekraczał własne granice komfortu, dawało mu poczucie zadowolenia. Lubił mieć nad nim kontrolę, to pewne. Lubił, kiedy ten się go słuchał, lubił doprowadzać go na skraj i lubił zapach jego ciała.

florian halstead
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Centre for Addiction and Mental Health”