ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

004.
Nastała cisza.
Ta przed burzą, niebezpieczna, w której człowiek stawał się najgorszą wersją siebie.
Była to ta sama chwila, w której ręka Richardsona nabrała ciężkości tuż nad papierem i jak akrobata lawirowała na linie emocji, wciąż nie wyznaczając jeszcze ostatecznego kierunku. Dłoń złowieszcza, ale wciąż ostrożna — niepewna, czy zawiśnie w dole wzdłuż ciała, czy może ruszy rauszem w gości obok.
W zamian za agresję, do której rzadko się posuwał (chyba że za zgodą w łóżku), przeklął jednak obscenicznie, pewien tego, że ostatnie głoski dotarły aż do przechodzącego obok niego kelnera, który obrócony nagle w kierunku stolika Lenny’ego, przez krótką chwilę nadział się na strzałę jego wzroku, a następnie — spłoszony — przyspieszył kroku, umykając na zaplecze.
Tchórz,
zastygło w jego głowie, ale nie dotarło nigdzie konkretnie. Rzuciło się w eter, bo Lenny miał wątpliwość co do tego, czy myśli teraz o sobie, czy o nim.
Na wszelki wypadek wyprostował plecy.
...i wtedy Yonaka… — wymruczał pod nosem, próbując ułożyć jeden z wersów powieści na głos, by nabrać tym samym większego skupienia. Zamiast jednak uzyskać oczekiwany efekt, wykreślił nerwowo ostatnie słowo, zdając sobie sprawę z tego, że właśnie zaciągnął imię zasłyszane obok siebie.

Niech to szlag.

Dalsze pisanie przy ożywionej rozmowie nietaktownego mężczyzny i coraz bardziej ratującej się przed nim kobiety w stoliku obok wydawało się niemożliwością. Wymiana zdań obcych mu ludzi wbrew jego woli wcierała się w jego uszy aż do momentu, gdy powiedział sobie: Dość!
Ostatni raz przesunął spojrzeniem w kierunku zamieszania. Te cholerne głosy przerwały rozważania Lennarta o powieści akurat w najbardziej kluczowym momencie, gdy głowa budowała konstrukt kolejnego rozdziału, chcąc wykręcić pointę. Był bliżej prawdy, niż sam ksiądz na kazaniu, a mimo tego czuł, jak ta rozpada mu się we wciąż mrowiących palcach. Opuścił pióro na kartkę notatnika, zatrzaskując go gwałtownie.
Mógł się tarzać w tym dyskomforcie, albo mógł znaleźć sensowne rozwiązanie — wybrał drugą z opcji. Trzymając się kurczowo pierwszego lepszego pomysłu, jaki tylko zaświtał mu w głowie, przemknął za plecami nieznajomego i stanął tuż obok niego, przy jego krześle. Z ręką na oparciu.
Notatnik znów trzasnął, tym razem ze złowieszczym plaśnięciem lądując tuż przed twarzą nachylonego nad stolikiem mężczyzny.
Siedzisz na moim miejscu — zaczął twardo, nie przywiązując wagi do tego, z kim realnie ma do czynienia. Mógł to być nawet umięśniony osiłek: póki jednak ten sam umięśniony osiłek przerywał mu proces twórczy, Lenny był dostatecznie zdeterminowany do tego, by stawić temu opór.
…obok mojej żony — dodał, z długiej litanii nieznajomych dawno już orientując się, że nie są parą, ani kimś szczególnie dla siebie ważnym, więc podobne kłamstwo z jego strony miało szansę zaistnieć, pomimo tego, że zmienił lokalizację zaledwie o metr i przez cały ostatni czas był w zasięgu wzroku nieznajomych. Mężczyzna przy stoliku obok był tak skoncentrowany na sobie i swoich potrzebach, że z pewnością nie zauważył skąd nadszedł Lenny. I czy w ogóle tu wcześniej był.
Spóźniłem się? — dodał do kobiety, przerzucając na nią wzrok i podbijając tym samym wiarygodność własnej historii.

Yonaka Levin
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"Once we start, there's no going back. Anything can happen. And most likely anything will."
— Ed Warren, The Conjuring: Last Rites
#2
Przez ostatnie kilka minut Yonaka Levin zastanawiała się, czy istnieje uprzejmy sposób na pozbycie się człowieka, który najwyraźniej uznał jej obiad za idealną okazję do przeprowadzenia spontanicznego wywiadu. Choć podobne sytuacje zdarzały się z niemal namaszczoną częstotliwością, dotąd ani razu nie znalazła przepisu na właściwe rozwiązanie „problemu”, a jej czas, tak drogocenny, cierpiał na drastyczne ubytki w ciągu doby: czasami ludzie chcieli żyć czymś więcej, niż tylko pracą, ale kiedy ta staje się częścią ich "marki osobistej", należy się pogodzić z koleją losu.
Tak i zwykle się działo — Yonaka akceptowała swą rzeczywistość ze wszystkimi przywarami oraz superlatywami. Lecz dziś… dziś było trudne. Dziś nawiedzało z nabożnością, posyłając w jej stronę nietypowe zdarzenie w jak najbardziej typowym stylu dla jej codzienności.
Naprawdę? A w tym odcinku, kiedy byliście w tej starej posiadłości pod Hamiltonem, ten dźwięk w piwnicy to też była instalacja? Bo przecież ludzie mówią, że tam wcześniej—
Instalacja — wtrąciła Yonaka.
Ale właściciel twierdził, że—
Właściciel miał również twierdzić, że widział dziewiętnastowieczną zakonnicę.
No właśnie! I pani wtedy powiedziała—
Yonaka zacisnęła palce na kieliszku z wodą gazowaną. Nie dlatego, że rozmówca był niebezpieczny, a ona nie miała substytutu gazu pieprzowego. Po prostu zaczynał być niebezpiecznie męczący. Przyszła tutaj na randkę. Jedną, zwyczajną, cholerną randkę. Bez kamer, bez pytań o duchy, bez ludzi wyciągających telefon pod stołem i proszących o "jedną krótką historię z planu", a jednak wystarczyło, że kelner podał jej nazwisko przy rezerwacji, żeby siedzący nieopodal mężczyzna rozpoznał ją szybciej, niż Yonaka zdążyła sprawdzić w telefonie wiadomość o potencjalnym spóźnieniu swojego towarzysza dnia.
I teraz od dobrych kilkunastu minut próbował ustalić, czy naprawdę widziała kiedyś demona. Nie widziała. Oczywiście, że nie. Miała już przygotowaną kolejną odpowiedź, kiedy nagle obok nich pojawił się ktoś jeszcze.
Notatnik trzasnął o stolik. Yonaka uniosła wzrok.
Siedzisz na moim miejscu.
Przez sekundę patrzyła na nieznajomego z wyrazem twarzy osoby, która właśnie dostała od losu bardzo nieoczekiwany prezent.
Moim miejscu.
A potem padło:
…obok mojej żony.
Zamrugała. Raz. Drugi. Jej spojrzenie przesunęło się na przybysza, potem na mężczyznę naprzeciwko, a następnie z powrotem na tego pierwszego. Nie znała go. Nie miała pojęcia, kim był, ale właśnie dlatego sytuacja była tak absurdalnie doskonała. Kłamstwo nie należało do jej ulubionych rzeczy. Zwłaszcza kiedy było tak toporne, że niemal prosiło się o dodatkową komplikację. Z drugiej strony… Ten człowiek od piętnastu minut opowiadał jej o demonach. Yonaka westchnęła cicho, jakby właśnie podjęła najtrudniejszą decyzję swojego życia.
Spóźniłeś się — potwierdziła wyciągając dłoń w jego stronę i położyła ją na jego przedramieniu, jakby ten gest wykonywała setki razy. — Lecz to nic.
Skoro już gramy, to gramy.
Problem polegał na tym, że mężczyzna naprzeciwko najwyraźniej nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
Żona? — Spojrzał na przybysza, potem na Yonakę. — Ale… pani Levin nie jest mężatką.
Yonaka przez moment milczała.
To interesujące. — Jej palce nadal spoczywały na ramieniu nieznajomego. — A skąd dokładnie pan wie?
Mężczyzna zawahał się.
No… z internetu.
Ach. — Skinęła głową z przesadną powagą. — W takim razie rzeczywiście musi pan wiedzieć wszystko o moim życiu.
Ale ja oglądam pani materiały. Wiem, że pani—
Wie pan, co pan widzi w internecie. — Uśmiechnęła się uprzejmie. — To nie zawsze jest to samo.
Jego wzrok przeskakiwał między nią a mężem, jakby próbował znaleźć choć jeden szczegół, który pozwoliłby mu triumfalnie ogłosić, że właśnie przyłapał ich na kłamstwie. W końcu zatrzymał się na jej dłoni.
Tylko że… nie ma pani obrączki.
Yonaka spojrzała na własną rękę, jakby dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego drobnego, aczkolwiek dość istotnego braku. Potem powoli przeniosła wzrok na bohatera. Na jej twarzy pojawił się cień rozbawienia.
Przecież… przecież wszyscy wiedzą, że Yonaka Levin nie jest zamężna.
Kłamstwo było absurdalne. Głupie. Pozbawione najmniejszych podstaw. I właśnie dlatego zaczynało działać. Mężczyzna jednak najwyraźniej nie zamierzał tak łatwo odpuścić.
Yonaka uniosła brew.
Wszyscy? — Przez chwilę przyglądała mu się z uwagą, jakby naprawdę rozważała jego argument. — To musi być dla mnie ogromnie krępujące. — Uśmiechnęła się niewinnie. — Całe miasto zna mój stan cywilny, a ja dowiaduję się o nim ostatnia… Chyba życie prywatne prowadzimy pod nadzorem publicznym. Powinniśmy częściej wychodzić razem. Ludzie zaczną zapominać, jak wyglądamy jako małżeństwo.
Mężczyzna wyglądał, jakby właśnie stracił pewność, czy prowadzi rozmowę z demonologiem, czy przypadkiem trafił do środka bardzo dziwnego małżeństwa, a ona zauważyła to natychmiast. I oczywiście nie zamierzała mu pomagać.
A co do obrączki — ciągnęła spokojnie — nie każdy nosi biżuterię. — Zawiesiła głos. — Niektórzy po prostu mają męża. — Jakby dla podkreślenia własnych słów, oparła lekko głowę o przedramię przybysza. — Prawda, kochanie? — Dopiero wtedy spojrzała na mężczyznę z uprzejmym uśmiechem. — Ma pan jeszcze jakieś pytania dotyczące mojego małżeństwa, czy możemy wrócić do naszej codzienności?

Lewy Małż Richardson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
34 y/o
For good luck!
180 cm
powieściopisarz, publikuje dla Dundurn Press
Awatar użytkownika
I saw the best minds of my generation destroyed by madness, starving hysterical naked, dragging themselves through the negro streets at dawn looking for an angry fix...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzeciosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obecność Richardsona najwyraźniej zaburzyła budowane wcześniej przez rozmówców sacrum. Ciało, nagle uobecnione w przestrzeni wokół ich stolika wprowadziło tym samym nie tylko lekkie poruszenie między rozmówcami, ale także dodatkowy oddech Lenny'ego – rytmiczny, ciepły – który gładko osiadł w powietrzu, przebijając się przez mieszankę niedowierzania i zaskoczenia, towarzyszącą siedzącemu przy stoliku mężczyźnie. Zanim jednak Lennart poczuł prawdziwą potrzebę przekucia oddechu w słowa, pałeczkę pierwszeństwa w nakreśleniu ram kłamstwa oddał kobiecie.
Cisza wydawała się tym samym dłużyć, a atmosfera między rozmówcami wyraźnie tężała. Struny emocji napinały się pod dziwnym kątem – miał wrażenie, że ani nie chcą pęknąć, ani się wyostrzyć, jakby kobieta wciąż jeszcze nie zdecydowała, czy brnąć w narzuconą przez Richardsona narrację. Dopiero wstępne jej słowa i prosty gest wyciągnięcia ku niemu dłoni zniósł z nich zbędną zasłonę milczenia, co przyjął z ulgą, a także popchnął ich obu do konkretnych, zależnych od poczynionego kłamstwa, zachowań.
Uśmiechnął się nieznacznie w odpowiedzi na cudzy dotyk, świadomie przysuwając się nieco bliżej żony. Opuszki kobiecych palców były miękkie i delikatne w swych ruchach, z wyczuciem smagały o skórę jego przedramienia. Gdyby miał na sobie bluzę, zamiast cienkiej koszuli, zastanawiałby się, czy w ogóle poczułby jej subtelny uścisk.
Istniała jeszcze opcja, że nawykiem powieściopisarza o bujnej fantazji, znów dopisywał sobie cechy do rzeczy i osób, które tych cech nie posiadały. Ją widział jako egzotyczną, piękną i... eteryczną. Wrażenie to nie niknęło nawet wtedy, gdy kobieta kontynuowała dyskusję.
Nie podnosiła głosu i nie strzępiła języka na zębatkach zgryźliwości, a jednak poważny ton i towarzyszące jej skupienie budowały wokół okowy autorytetu, które trudno było zasypać choćby i setką innych słów. Jej rozmówca próbował... jakże bezskutecznie. A Lenny, mimo że sam zaczął tę farsę, nie czuł wobec dezaprobaty nieznajomego ani trochę współczucia. Od początku, kiedy tylko stanął przy stoliku, obrał już konkretny front: obcy mu mężczyzna nie wywarł na nim dobrego wrażenia, wałkując z Yonaką wciąż ten sam temat, mimo że ta wydawała się wyraźnie niezainteresowana. Dlatego wsparł właśnie ją, kimkolwiek była. I dlatego teraz, gdy pewność dziewczyny miażdżyła tę drugą, męską, on ani drgnął. Pozwolił, by ciepło jej ciała rozlało się po jego barku i ramieniu, gdy odzyskując skupienie za sprawą jej pytania kiwnął głową.
Poza zegarkiem, nie toleruję żadnych innych błyskotek.
Tę deklarację skierował bezpośrednio do nieznajomego, zakładając, że żona, jeśli by ją miał, nie potrzebowałaby podobnego potwierdzenia. Jednocześnie, co robił niespiesznie, niemal z opieszałością, wplótł wolną dłoń w pojedyncze kosmyki włosów na karku Yonaki, uśmiechając się nieco teatralnie, ale wciąż wiarygodnie.
Starczy mi Yonaka, która dostatecznie mocno błyszczy – porwał się na najbardziej kiczowaty tekst, który przyszedł mu do głowy, omal nie wypluwając z siebie niechętnego grymasu. Nie przepadał za podobnymi ckliwościami, i absolutnie nie miało to związku z tym, że sam zwykle był albo zbyt patetyczny, albo surowy. Nigdy przy tym (jak mu się wydawało) uroczy.
Te słowa definitywnie przelały falę goryczy u nieznajomego, który nie widząc dla siebie dłużej miejsca w tym dziwnym, małżeńskim układzie, wstał z krzesła gwałtownie, omal nie strącając przy tym notatnika Lenny'ego.
Richardson musiał przytrzymać go palcami przy krawędzi, nie stracił przy tym jednak spokoju, żegnając nieznajomego mężczyznę uprzejmym, wyuczonym uśmiechem.
Uff... męczący był – skwitował, gdy facet już zniknął za progiem wejścia do lokalu. Sam w tym czasie zajął jego miejsce, nie nastręczając się jednak kobiecie. Zamiast kontynuować rozmowę, na powrót skupił wzrok na notesie, otwierając go w zamkniętym wcześniej punkcie, powracając do przerwanego punktu tworzenia.
Wykreślone słowo „Yonaka” wciąż majaczyło smętnie na kartce, gdy zaczął obracać w palcach piórem, wybity z rytmu wcześniejszego pisania.
Szukał dojścia do źródła weny, którą wcześniej – przychodząc do tego stolika – zarzucił.

Yonaka Levin
nihilista
nic co ludzkie nie jest mi obce
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka przez chwilę milczała, pozwalając, by ostatnie słowa "męża" wybrzmiały i wraz z nimi zniknęła potrzeba dalszego odgrywania małżeństwa. Nie zamierzała przecież przyklejać się do niego tylko dlatego, że przed chwilą nazwał ją żoną. Cała sytuacja i tak była wystarczająco absurdalna. Cofnęła dłoń, którą wcześniej oparła na jego przedramieniu, pozostawiając między nimi odrobinę więcej przestrzeni. Nie chciała być nachalna. Zwłaszcza że mężczyzna najwyraźniej wrócił już myślami do swojego notesu. Zerknęła stronę wejścia. Mężczyzna nie wyszedł z lokalu. Usiadł gdzieś w rogu, z telefonem pochylonym nisko nad stolikiem. Co jakiś czas przewijał ekran, zatrzymywał się, coś sprawdzał, a potem unosił wzrok w ich stronę. Za każdym razem tylko na chwilę. Wystarczająco długo, żeby to zauważyć.
Yonaka oparła łokieć o blat. Ciekawe — przeszło jej przez myśl. Nie wyglądał jej na kogoś, kto łatwo przyjmuje odmowę. Raczej na człowieka, który próbował znaleźć sposób, żeby odzyskać kontrolę nad sytuacją, kiedy ta wymknęła mu się z rąk. Telefon był przy tym wygodnym narzędziem — można było udawać zajęcie, a jednocześnie obserwować, i wcale nie musiał być niebezpieczny, ale... wywoływał irytację. Yonaka znała ten typ. Ludzie, którzy nie potrafili zaakceptować braku zainteresowania, często nie potrzebowali wiele, żeby zacząć traktować cudzą obojętność jak osobiste wyzwanie. Im mniej dostawali, tym bardziej chcieli udowodnić sobie, że jednak mają wpływ, a ten jeszcze nie wierzył w ich mały teatrzyk.
Nie zamierzała mu tego ułatwiać.
Przeniosła spojrzenie na notes. Wykreślone imię przyciągnęło jej uwagę niemal natychmiast.
Yonaka
Jej własne.
Brwi uniosły się ledwie zauważalnie. Przez moment zastanawiała się, skąd się tam wzięło i co właściwie robiło w jego tekście. Ciekawość była jedną rzeczą, a wchodzenie komuś w prywatne notatki — zupełnie inną, dlatego nie zapytała. Zamiast tego sięgnęła zgrabnie po kartę.
Skoro już zostałam dziś żoną na pełen etat — mruknęła cicho, przeglądając menu — wypada chyba zadbać o podstawowe obowiązki małżeńskie. — Uśmiechnęła się ledwo widocznie, unosząc dłoń. Przy stoliku pojawił się kelner. — Coś do picia dla mojego męża — powiedziała, licząc, że wiadomość dotrze do zainteresowanego fana. — I coś do jedzenia. Nie będę zgadywać, na co ma dzisiaj ochotę, bo jeszcze wyjdzie, że znam go gorzej, niż powinnam. — Spojrzała na niego i potaknęła.. — Wybierz sobie.
Dopiero kiedy obsługa odeszła, Yonaka oparła przedramię na stole i przez moment przyglądała mu się z lekkim rozbawieniem; tak rzadko widywanym na jej twarzy wśród obcych.
To za bezkompromisowe wejście do świata ułudy społecznej. — Z całych sił starała się nie wywrócić oczami w stronę natręta. — I, proszę, nie martw się — dodała po chwili. — Nie każę ci płacić za kolację ze mną.
Nie musiała mówić, że chodziło jej również o coś więcej niż samą farsę. Ten człowiek mógł przecież przejść obok, zignorować sytuację i zostawić ją samą z natrętem. Zamiast tego wszedł z kłamstwem na ustach i przy nim pozostał, jak przy najwierniejszej prawdzie, bez chwili zawahania, konsekwentnie podtrzymując fałszywą rzeczywistość przy życiu.
To było coś warte.
Jej wzrok na sekundę uciekł ponownie ku notesowi. Imię nadal tam było. Yonaka odnotowała to w pamięci, ale tym razem również nic nie powiedziała. Jeszcze nie. Zamiast tego zamknęła menu i odsunęła je na bok.
Poza tym — napomknęła — chyba należy ci się coś więcej niż kiepski tekst o błyszczeniu. — Potaknęła z wolna, nie skąpiąc uznania dla sztuki theatrum mundi. — Chociaż muszę przyznać, że miał rozmach.


Lenny Richardson
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
ODPOWIEDZ

Wróć do „Messini Authentic Gyros”