20 y/o
For good luck!
170 cm
szuka szczęścia bezrobotny
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-No słuchaj, jeśli już chcesz zostać zapamiętana na stulecia, to jednak nie możesz mordować w taki nudny sposób. Poza tym ja to wolałbym przed śmiercią, wiesz, mieć pewność, że jako ofiarę też mnie zapamiętają - odpowiedział. Podobno sława była fajna, nie ważne jaka. Co prawda sam malone wolałby zostać w swoim szarym otoczeniu, z dala od oczu innych ludzi, którzy próbowaliby wniknąć w jego przeszłość, ale jeśli dzięki owej sławie miałby być bogaty, to czemu nie? Nigdy nie miał dużo pieniędzy, a stawiał, że świetnym uczuciem musiało być nie martwienie się o jutro.
-Przyjacielska randka, nie musisz się tak czerwienić na to słowo, chociaż to urocze, wiesz? Żadna inna dziewczyna do tej pory nie rumieniła się w mojej obecności - rzucił. Pewnie dlatego, że z żadną się nie umawiał, jakoś w nich nie gustując. Miał kilka koleżanek, to prawda i nawet jednak kiedyś go podrywała, ale szybko udało mu się z tego wywinąć. Nie chciał jej robić żadnych nadziei, co nie?
-Yubi zrobisz co chcesz, ale mi się jednak wydaje, że to nie jest związek dla ciebie. I lepiej teraz, niż za dwadzieścia lat, bo z czasem przyzwyczajenie będzie jeszcze silniejsze. Jesteś na tyle fajna, by mieć więcej. Musisz tylko uwierzyć w siebie - skomentował, widząc, że to nie było dla niej przyjemne. Dlatego postanowił nie dodawać niczego więcej, dając jej trochę odsapnąć. Nie takie powinni mieć tematy błogo pływając żaglówką. No, przynajmniej do czasu bo sternik ewidentnie chciał ich zabić. Ewentualnie dostarczyć niezapomnianych wrażeń, co mu się udało iście wspaniale. Najpierw tablet w wodzie, a teraz Oscar z jakąś rudowłosą, która zdecydowanie nie umiała pływać, łapiąc się chłopaka niczym koła ratunkowego. Z tym, że była tak jakby dwa razy większa od niego, co nie mogło się dla nich dobrze skończyć.
Czuł, jak co chwilę znika pod wodą, wciągany przez panikującą kobiecinę. na nic zdały się jego umiejętności w porównaniu z jej siłą. Czemu ludzie w chwilach paraliżującego strachu zachowywali się tak bezmyślnie?
-AU! - zajęczał, kiedy koło ratunkowe uderzyło go w głowę, na chwilę mrocząc. Pięknie, zamiast go ratować, chcieli go dobić. Całe życie szmatą w pysk. - YUBI! To nie jest kreatywne mordowanie!!! - krzyknął, jakimś cudem dosiągając koła, które przesunął w stronę rudej kobiety. Kiedy tylko uczepiła się jego, Oscar odzyskał władzę i powoli dopłynął do żaglówki, która cudem się zatrzymała. Z pomogą paru osób wdrapał się na pokład, kaszląc wodą, której się nałykał. Wolał nie myśleć ile było tam ludzkiego moczu. - Mi to się chyba już ta podróż przestała podobać - westchnął, ocierając wodę z twarzy, przy okazji zgarniając kosmyki włosów, które opadły mu na oczy.

yubi
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie za dużo mówili podczas tego spotkania o tych wszystkich morderstwach i wolała już zakończyć ten temat! Robiła się troszkę skrępowana, bo co, jeżeli Oscar naprawdę zacznie myśleć o niej jak o jakiejś morderczej broni? Nie, nie mogła sobie na to pozwolić! - Ach, Oscar, jestem pewna, że zapamiętają, ale nie rozmawiajmy już o tym, bo aż ciarki mnie przechodzą! - westchnęła głośno. Chwilę później zasłoniła twarz dłońmi, gdy stwierdził, że zachowywała się uroczo, rumieniąc się na samo słowo 'randka'. - To nie jest urocze! Wcale a wcale! I wcale się nie rumienię, po prostu jest gorąco! - sprostowała natychmiast. No bo przecież się nie rumieniła. A może jednak? Sama już nie wiedziała! Było jej tak bardzo wstyd, ahhh! Posłała mu ciepły uśmiech. - Dzięki, Mal-Mal. Muszę się nad tym wszystkim bardzo dobrze zastanowić, ale wiedz, że zapamiętam twoje słowa i wezmę je sobie do serca, dobrze?

Spojrzała na niego, czując się wreszcie zrozumiana. Z drugiej strony w dalszym ciągu zmagała się z własnymi uczuciami oraz tym nieodstępnym poczuciem, że zdecydowanie zbyt często wracała myślami do chłopaka poznanego w Paryżu. Czasami żałowała, że jednak nie wzięła od niego numeru telefonu, ale przecież taki mieli układ, no nie? Nie mogła oczekiwać, że to, co wydarzyło się między nimi w Paryżu, będzie mogło wydarzyć się również tutaj, w Kanadzie.

Przerażona widokiem Oscara za burtą Yubi rzuciła w jego stronę to niewinne koło ratunkowe, trafiając go prosto w czubek głowy. Dopiero wtedy dotarło do niej, co właśnie zrobiła, - Przepraszam! - krzyknęła po raz kolejny, rozglądając się gorączkowo za jakąkolwiek pomocą. - Jak to nie jest?! - Przyglądała się z niepokojem, jak płynął z rudowłosą kobietą w kierunku żaglówki. Kiedy oboje zostali wciągnięci z powrotem na pokład, ludzie zaczęli wiwatować i wołać, że Oscar właśnie uratował jakąś bardzo ważną bizneswoman. Sama zainteresowana natychmiast obsypała jego mokrą twarz pocałunkami, a następnie wsunęła mu w dłoń swoją wizytówkę, zapewniając, że jeżeli kiedykolwiek będzie czegokolwiek potrzebował, powinien się do niej odezwać. Wang uniosła brew, ale chwilę później dopadła do przyjaciela i mocno go przytuliła, zupełnie nie przejmując się tym, że był przemoczony od stóp do głów. - Żyjesz! - pisnęła z ulgą, po czym odsunęła się od niego i roześmiała. - A teraz wracajmy, zanim naprawdę wydarzy się tutaj jakaś tragedia!- Po jakimś czasie dopłynęli z powrotem do pomostu. Tam pożegnali się ze sobą i ruszyli w swoje strony.

k o n i e c


mal-mal
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”