24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jejku, na serio mega się cieszyła, że mogła przeżyć coś tak szalonego i niespotykanego! Wiedziała, że jak kiedyś wróci do wioski to opowie o swoich przygodach każdej osobie którą spotka na swojej drodze, a baśnie będą nareszcie nosić i jej imię! - Aż tak to widać? - zaśmiała się pod nosem, kiedy mydlane bąbelki unosiły się wokół nich. - Mogłabym się do tego przyzwyczaić. Tylko nie mów mi, że masz tak na co dzień! - Zaśmiała się podekscytowana, unosząc dłoń troszkę wyżej, bo konik morski zaczął coś tam marudzić, że nie jest w stanie dokładnie jej obmyć. No czuła się jak prawdziwa księżniczka! Fakt, że siedziała całkiem naga z Lysandrem w jednej wannie, troszkę ją onieśmielał, ale starała się o tym za dużo nie myśleć. Chciała po prostu korzystać z tego, jakie miała szczęście, że los podarował jej tak niesamowitą przygodę.

Zmarszczyła nos i ściągnęła brwi, wyraźnie niezadowolona z jego komentarza. - Jesteś bezczelny! - oburzyła się, gwałtownie podnosząc z wody, która zaczęła spływać po jej ciele. - Dlaczego uważasz, że by mnie nie chciał?! Jestem aż taka paskudna w twoich oczach?! - Rzuciła mu urażone spojrzenie, po czym ponownie zanurzyła się w wodzie. - Myślałam, że lubisz skandale - mruknęła pod nosem. Chwilę później wyszła niezadowolona z wanny i pomaszerowała prosto do sypialni, gdzie założyła nową bieliznę oraz suknię. Nie odezwała się do niego ani słowem aż do momentu, w którym siedzieli już przy jadalnianym stole. Próbowała skupić się na jajkach przyrządzonych przez jakiegoś stworka oraz przepysznym chlebku z ziołami. Takiego jeszcze nigdy nie jadła! - Nigdzie się nie wycofuję - oznajmiła, mrużąc oczy i wgryzając się w kawałek pieczywa. - Strach cię obleciał, Lysander? - burknęła. No ten... chyba bez większego problemu mógł wyczytać z jej zachowania, że wciąż było jej przykro. Nadal miała mu za złe, że tak szybko uznał, iż tamten książę z całą pewnością by jej nie zechciał.

Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kobiety to jednak było ciężko czasami zrozumieć. Albo człowiek coś powiedział i zostało to przekręcone, albo powiedział za dużo, albo nie powiedział wystarczająco. To może najlepiej było, nie wiem, na migi się komunikować, obrazkami jakimś czy coś? Przynajmniej wtedy druga strona mogłaby sobie interpretować jakby chciała, bo póki co to każdego jego słowo było brane totalnie dosłownie!
-Nie powiedziałem, że jesteś paskudna! Ale może ten książe nie chce żadnej kobiety, bo nie lubi kobiet? Różne rzeczy się zdarzają, a widać że ta kraina jest dość wolna! - odpowiedział. No bo przecież nie miał aż tak całkiem na myśli, że Yubi była brzydka. teraz, taka czyściutka i ładnie pachnąca, była bardzo ładną dziewczyną. Jak na wieśniaczkę oczywiście. - Sam jestem chodzącym skandalem, więcej mi nie trzeba - mruknął pod nosem, bo mu się udzielił jej nastrój. Może zbliżała się do krwawych dni? podobno kobiety wtedy szalały niczym demony zamknięte w delikatnych powłokach. Trzeba było sprawdzić, czy nie trzeba jej więcej bielizny na zmianę.
-Ciekawe czy to jajka koników morskich - rzucił, patrząc na jedzenie. Nadal nie wiedział, jak się tutaj w ogóle dostało, zwłaszcza, że było zadziwiająco podobne do jedzenia ludzi. A może to jakieś czary i tak naprawdę konsumowali właśnie zgniłe rybie łby? - Ja niczego się nie lękam, niewiasto, więc daruj sobie te obelgi bo zostawię cię w ciemnym lesie, kiedy tylko się w nim znajdziemy - zagroził jej, bo jak w ogóle śmiała podważać jego honor i odwagę?!
Zjedli szybko śniadanie, trochę w dziwnej ciszy, a chwilę później, z krabem zmniejszonym do rozmiarów dłoni oraz skórzanymi workami wypakowanymi ekwipunkiem, udali się na prawdziwą przygodę.
Wyjście z podwodnej jaskini wydawało się nad wyraz proste - okazało się, że jest ścieżka prowadząca w górę. Lysander skrzywił się lekko, kiedy jego twarz została smagnięta promieniami słonecznymi. Brakowało mu tego cholerstwa!
-Prowadź, Krabie! - powiedział do stworzenia na ramieniu Yubi, która nadal była jakaś taka markotna. ach, te dziewczyny.
Skierowali się w stronę puszczy, po przejściu której mieli znaleźć się w Bezbrzeżnych Kresach. Lysander znał teren mniej więcej do tego momentu, chociaż tylko z opowieści.
-Podobno pomiędzy drzewami żyją wróżki, złowrogie, dalekie od tych słodkich baśniowych. Te są podłe i lubią robić psikusy - powiedział, kiedy przedzierali się krętą ścieżką pomiędzy wysokimi roślinami.

Lysander Westhall
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła, patrząc na niego spod byka. - Oczywiście, bo ciebie akurat musi chcieć dwóch książąt, a mnie żaden! Skończę ten i tak krótki żywot zupełnie samotnie! - rzuciła posmutniała. No bo taka była prawda! Przecież jeszcze dzień wcześniej sam jej mówił, że nikt by jej nie chciał. Ona wszystko pamiętała! - Dlatego kolejny skandal do pary nie zrobiłby ci większej różnicy! - dodała zdenerwowana, po czym ruszyła do komnaty, żeby zmienić odzienie.

Siedziała przy stole i wcinała śniadanko, podczas gdy ten rzucał swoimi przygłupimi tekstami. - Dobrze, że nie twoje - burknęła, ponownie posyłając mu gniewne spojrzenie. Po chwili przewróciła oczami na jego odpyskówkę, cały czas przeżuwając przepyszny chlebek. - Skończ mi grozić - mruknęła tylko i usiadła bokiem, całkowicie się od niego odwracając. Nie chciała na niego patrzeć! Na szczęście teraz będzie mogła skupić się na czekającej ich przygodzie. Gdy tylko wyszła na zewnątrz, uśmiechnęła się szeroko i przymknęła oczy, czując, jak ciepłe promyki słońca otulają jej twarz. - Jeeej, jak mi tego brakowało! - westchnęła z zachwytem.

Nie tracili jednak czasu. Szli i szli, aż w końcu dotarli do miejsca, w którym podobno mieszkały złowrogie wróżki. Przynajmniej according to Lysander, bo przecież to on był tutaj ekspertem od wszystkich życiowych mądrości. Nadal była na niego zła, dlatego gdy tylko ponownie się odezwał, postanowiła mu dogryźć. - Przestań gadać głupoooo... - Nie udało jej się dokończyć. Nagle poczuła, że coś odrywa ją od ziemi i zamyka w dziwnej, przeźroczystej powłoce, która okazała się ogromną mydlaną bańką. Zaczęła unosić się coraz wyżej, a przerażona dziewczyna patrzyła w dół na szybko malejącą sylwetkę Lysandra. - Pomocy! - krzyknęła, uderzając pięściami w ściany bańki, a ta zachybotała się niebezpiecznie, przez co na moment zamarła, bojąc się, że zaraz pęknie i zrzuci ją prosto na ziemię. Po chwili dostrzegła po drugiej stronie śmiejącą się złośliwie wróżkę. - Mamy cię! - zawołało stworzonko. Jejku. Miała tylko nadzieję, że Lysander znajdzie jakiś sposób, aby ją uratować, zanim te małe paskudy postanowią sprawdzić, jak wysoko mogą ją zabrać.

Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

-Ale ty jesteś czasami nierozumna! Ja wcale nie powiedziałem, że chcę aby miało mnie dwóch książąt! - skrzywił się, bo co ona mu tu insynuowała? Nawet jeśli zabawiał się z paniczami to nie znaczyło, że chciałby by miało go wielu. No dobrze, wcale by mu to nie przeszkadzało, ale tu zupełnie nie o to chodziło! Nadal głupia nie rozumiała, że nie miał jej za brzydką, tylko uczepiła się tego, że niby ją obraził. No i weź tu chłopie baby zrozum. - Przyznaj się, że po prostu chciałabyś popatrzeć jak ten skandal zabawia się ze mną cieleśnie - rzucił jej na odczepnego. Różne były upodobania ludzi, nawet, jeśli wyjątkowo grzeszne. Wystarczyło nie przyznawać się kapłanom, a kary się uniknie - Lysander coś o tym wiedział, trzymając swoje upodobania w tajemnicy.
-Moje jeszcze ci się przydadzą - odciął się jej. To ona go macała, a nie odwrotnie, więc przynajmniej miał kartę przetargową. Może powinien ją za wypukłości górne złapać, żeby kwita byli? Ona jego za jajka, on ją za bułeczki i sprawa załatwiona.
Wychodząc na zewnątrz otrzymał trochę wolności i mógł się odciąć od tej głupiej Yubi, która tylko się dąsała i jeszcze nie miała zamiaru powiedzieć za co! Teraz, kiedy nie musieli przebywać blisko siebie, przynajmniej mogła się dąsać z dystansem.
-Jeszcze zobaczysz - odpowiedział i zanim się obejrzał dziewczynę porwało. No tak, kogo innego, jak nie ją? Wróżki musiały wiedzieć, że to ona była znacznie słabsza, więc wybrały to, co łatwiej upolować. Takie były z nich cwane bestie!
Kiedy tylko zajmowały się wieśniaczką, Lysander czmychnął za drzewo, obmyślając plan. Musiał ją jakoś uwolnić, bo może i była denerwująca niczym wrzód na ropiejącym tyłku dziada, ale jednak była jego kompanką. Ni i miała ze sobą prowiant, a ten mógłby się przydać.
Myśl, Lys, myśl.
usilnie starał się przypomnieć sobie, co takiego lubiły wróżki. Świecidełka! O nich mówił bajarz, który pojawiał się na dworze. Sla skąd miał je wziąć? Dopiero po chwili przypomniał sobie o rodzinnym sygnecie, który nadal spoczywał na jego palcu. To musiało wystarczyć!
-Ej, małe złośliwce! mam coś dla was! Dobijmy targu! - stanął przed nimi, w dłoni ściskając pierścień.
-Nie targujemy się z człowiekami, dziecię - syknął mały elfik, najbliżej niego.
-Och, jestem pewien, że teraz zrobicie wyjątek. patrzcie jak się błyszczy! - rzucił i wystawił do słońca pierścień tak, by rubin w słońcu się skąpał, swoją barwą małe stworzenia oczarowując. - To jak, dostanę tę dziewkę za to? Ona wam się nie przyda, a błyskotka cieszyć będzie wasze oko! - dodał, uśmiechając się szeroko.

yubi ubi dubi
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Już serio nie miała ani ochoty, ani choćby najmniejszej namiastki siły, by z nim dyskutować. Tym bardziej nie miała ochoty oglądać jego igraszek ze skandalami! Skąd on w ogóle brał te pomysły?! Coraz bardziej wydawało jej się, że jako dzieciak na bank musiał wylądować w jakimś kociołku z alkoholem. Coś w tym stylu, jak Obelix wylądował w kociołku druida, tylko temu imbecylowi brakowało pokaźnego brzuszka, pantalonów i czerwonych włosów. O, no i pieska, ale w zamian za niego robił teraz krab wielkości dłoni. Pomimo tego, że Yubi nie należała do arystokracji, gdzie przeznaczano jej książki do czytania i nabierania wiedzy, była street smart i doskonale wiedziała, kiedy powinno się po prostu zamilknąć i nie odzywać. I to był właśnie ten moment, w którym wolała przełknąć jajka ze swojego talerza, niż komentować te, które znajdowały się pod odzieniem jej kompana.

Przygoda rozpoczęła się już pełną parą, gdy zaledwie parę dłuższych chwil po tym, jak udało im się wyjść na powierzchnię, została porwana przez te nikczemne, złośliwe wróżki, których śmiech przyprawiał ją o gęsią skórkę! Przerażona wpatrywała się w ziemię, modląc się w duchu, żeby jednak jej tak nie zostawił. No i nareszcie, po chwili, zauważyła, jak wróżki czymś się rozproszyły i poleciały w dół. Przy okazji również coś na moment ją oślepiło. To chyba był jej koniec, czuła to! Nawet nie zdążyła mu powiedzieć, że go nie lubi, a tu bam! Po niej! Kaput! Na całe szczęście w tym samym momencie poczuła, jak bańka zaczyna opadać, a gdzieś obok jeden przez drugiego krzyczeli, że muszą szybciej spuścić ją w dół. Zerknęła z uśmiechem na Lysandra, który z każdą chwilą wyglądał coraz wyraźniej, aż nagle jedna z wróżek najwyraźniej stwierdziła, że nie chce jej się już męczyć, więc po prostu przebiła bańkę. Yubi z głośnym krzykiem poleciała prosto w dół, wpadając w ramiona swojego wnerwiającego kompana, który w tamtym momencie okazał się jej…
Well…
Wybawicielem.
Lys
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Naprawdę liczył, że pierścień okaże się prawdziwym wybawieniem. Nie było mu łatwo go oddać i miał nadzieję, że Yubi chociaż trochę to doceni, tym samym przestając się dąsać. Ostatecznie była to rodzinna pamiątka, jak również oznaka przynależności rodu, ale czego się nie robiło dla ratowania, co? Mimo wszystko Lysander nie miał zamiaru zostawiać swojego kompana, tym bardziej, że istniała pewność, że bez dziewczyny nie uda mu się dostarczyć Kraba, z którym pewnie by się po drodze pokłócił lub pozabijał, bo już na wstępie nie zapałali do siebie sympatią. Ona była spoiwem, którego potrzebowali.
Złośliwe wróżki przypatrywały się świecidełku z zainteresowaniem, które próbowały ukryć i już wtedy chłopak wiedział, że udało mu się wykupić Yubi unoszącej się w bańce tuż nad nim.
-No już, musicie się pospieszyć, bo zaraz oferta przestanie mieć znaczenie - odpowiedział, chcąc tym samym wymusić na stworzeniach szybszą reakcję. Te, najwidoczniej w obawi, że taka zdobycz mogłabym przepaść, rzuciły się do sygnetu, obniżając lewitującą klatkę. Zrobiły to w tak niedbały sposób, że chwilę później dziewczyna wleciała w ramiona Lysandera. Ach, jak dobrze, że był wystarczająco silny, a ona nie spasła się w krabiej jaskini, bo inaczej złamałaby mu kark.
-Mówiłem, że na mnie lecisz. To już trzeci raz, Yubi z domu Wang - skomentował, bezpiecznie odstawiając ją na ziemię. Zaraz złapał ją za rękę, ostatni raz tęsknie spojrzał na swój sygnet, które wróżki na przemian sobie wyrywały i pociągnął dziewczynę za rękę, jak najdalej chcąc odejść by mieć pewność, że stwory się nie rozmyślą.
-Mówiłem ci, że nie będzie łatwo. postaraj się chociaż przez chwilę niczego nie przyciągać, dobrze? - powiedział, chociaż nie było w tym negatywnych tonów. Ot, nawet stwierdzenie z rozbawieniem.
Zagłębiali się coraz dalej, oddalając od niebezpieczeństwa, kiedy dostali się do wielkiej polany wypełnionej kwiatami.
-Musimy przez nie przejść. I Yubi, nie daj się zwieść - te kwiaty wcale nie są takie piękne. I cokolwiek by się nie działo, kiedy tylko znajdziemy się na polanie, idź prosto. jakakolwiek przeszkoda by się nie pojawiła, nie zmieniaj kierunku - powiedział do niej, puszczając jej dłoń i samemu wchodząc na polanę dokładnie w połowie.

yu
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
24 y/o
For good luck!
167 cm
tłumaczka || speak up!
Awatar użytkownika
if your perfume is in the wind
i'll fall for you over again
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bardzo, ale to bardzo nie chciała polegać ani na nim, ani na jego samczym ego. Bo po co jej to było? Żeby później spojrzał na nią z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem i powiedział, że bez niego nie dałaby sobie rady? Ach, na wszystkich bogów, jakie to wszystko było skomplikowane! I ani trochę jej się nie podobało. Nie zmieniało to jednak faktu, że odetchnęła z ogromną ulgą, gdy ta przyjemnie pachnąca bańka zaczęła powoli opadać w kierunku ziemi. Już niemal uwierzyła, że za moment bezpiecznie stanie na własnych nogach, kiedy jej mydlane więzienie nagle pękło. Zaczęła spadać w dół z przerażającą prędkością, wymachując rozpaczliwie rękami i drąc się wniebogłosy.

Leżąc na nim, westchnęła głośno i przewróciła oczami. - Nie można tego tak nazwać! Nie miałam innego wyjścia, a latać przecież nie potrafię! - mruknęła pod nosem. Chwilę później poczuła jego dłoń na swojej i spojrzała na niego nieco zdezorientowana. Przez moment niemal zapomniała, że wciąż powinna być na niego obrażona. - To ty wykrakałeś te wróżki, Lysandrze! - zarzuciła mu oskarżycielsko. Nie nazywała go już Lysem, bo nadal była na niego zła! I co z tego, że właśnie ją uratował? Była wyjątkowo uparta i nie zamierzała tak szybko mu odpuszczać.

Zatrzymała się na skraju ogromnej polany pełnej kwiatów, przełknęła ślinę i spojrzała na niego niepewnie. - Ale... one są takie ładne - zauważyła, wodząc spojrzeniem po kolorowych płatkach. - Dlaczego mnie zostawiasz?! - krzyknęła za nim. W jej torbie poruszył się krabik, prawdopodobnie przeciągając się leniwie, bo swoim krzykiem wyrwała go z drzemki. No dobra. Wzięła głęboki oddech i ostrożnie wkroczyła na polanę. - Tylko na nie nie patrz, nie zatrzymuj się i cały czas idź prosto... - powtarzała sobie pod nosem, starając się nie zboczyć z wyznaczonego kierunku. Nagle coś ją rozproszyło. Z oddali dobiegł ją przeraźliwy krzyk, przypominający płacz jakiegoś dziecka. Natychmiast odwróciła głowę w jego stronę, całkowicie zapominając o wcześniejszych ostrzeżeniach. - Lysander! Musimy mu pomóc! - zawołała, po czym bez chwili zastanowienia ruszyła biegiem w kierunku dobiegającego krzyku.

Lysander
32 y/o
For good luck!
190 cm
weteran, mechanik samochodowy Scarborough Auto Care
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

No poważnie, ta kobieta była iście niereformowalna (skąd on w ogóle znał takie dziwne słowa?!). On ją uratował, oddając za jej osobę swoja rodową pamiątkę, a ona to nawet nie raczyła mu ładnie podziękować, nadal się dąsając. Jak Boga kochał, a kochał szczerze, tylko dziwnie to okazywał, następnym razem jak wpakuje się w jakąś sytuację, przed którą ją ostrzegał, to ją zwyczajnie zostawi i uda się sam, nawet bez durnego kraba, który nieodzownie towarzyszył właśnie Yubi. Czy on był jakimś masochistą czy nie dostrzegał, że spanie w worku Lysandera było bezpieczniejsze?
-No to może czas się nauczyć, hę? - mruknął jedynie bo już mu poważnie zaczynała na nerwy działać tym swoim obrażaniem się i manifestowaniem złości. On to już nawet do końca nie wiedział co ją spowodowało. - Niczego nie wykrakałem! One tu żyją dłużej, niż ty chodzisz po świecie. Zacznij w końcu coś czytać, albo lepiej słuchać, bo najwidoczniej wiele informacji ci umyka - skrzywił się, zerkając na nią chłodniej, niż planował. A jednak pomimo tego pociągnął ją za sobą, żeby odzyskać ostatecznie wolność. Pewnie i tak za grosz tego nie doceni, ale chłopak przestał już podejrzewać, że do owej wdzięczności była skora.
-To są tylko pozory. Nie zawsze ładne jest bezpieczne, a brzydkie nie. One się tak maskują. Ale najważniejsza jest ścieżka! Trzymaj się jej po prostu, to naprawdę nie jest trudne zadanie! - rzucił do niej, odwracając się przez ramię by sprawdzić, czy dziewczyna za nim szła. odetchnął, kiedy okazało się, że owszem. Niestety ta radość nie trwała długo, ponieważ zaledwie po kilku krokach Yubi postanowiła zrobić coś naprawdę absurdalnego - zboczyła ze ścieżki biegnąc w innym kierunku. Po co, nie miał pojęcia, ale wiedział już, że wieśniaczka po raz kolejny go nie posłuchała, a skutki mogły okazać się katastrofalne.
-YUBI, NIE! - krzyknął do niej, ale było za późno. Rozejrzał się, dostrzegając jak obrzeża polany zaczynają się zmieniać. W momencie, w którym stopy dziewczyny opuściły ścieżkę, twarzą na około zaczęła się zapadać, a kwiaty więdnąć. Grunt z wolna zaczął przypominać złowieszcze bagne - jeśli ktoś w nie wpadnie, już się z nich nie wydostanie. Jedynie owa ścieżka pozostała bez zmian. - Musisz tu wracać, zanim grunt całkiem się zapadnie! - krzyknął za nią. Na Boga, czemu ona była tak mało rozumna?!

yubi wang
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”