24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinny kiedyś pomyśleć o tym, żeby wspólnie wybrać się do klubu. Chociaż przecież miały się trzymać spotkań tylko w jednym celu, prawda? Chyba znowu osąd Prescott został przyćmiony przez trwający moment. Rozkoszowała się przede wszystkim bliskością swojej rysowniczki, a umysł podsuwał jej coraz to nowsze pomysły na to jak mogłyby jeszcze spędzić wspólnie wieczory. Czemu w zasadzie wcześniej nie rozważały typowego wyjścia do klubu jako wstępu do wspólnej nocy? Nie miała pojęcia.
Zapewne nie powinna się trzymać tak kurczowo rysowniczki. Miały coraz mniejsze pole ruchu, a przecież chodziło o to, aby nasycić się tym tańcem, bliskością oraz sączącą się z głośnika muzyką. Tymczasem znowu wszystko poza River przestawało mieć znaczenie. Jak na kogoś kto cierpiał na przerost ego to naprawdę potrafiła przyćmić komuś innemu cały świat, stawiając się w jego centrum. Choćby na tę chwilę, którą spędzały razem.
Zapach alkoholu i cudzych perfum, który przylgnął do artystki nie przeszkadzał jej jakoś szczególnie mocno, ale na pewno dużo bardziej wolała, aby dziewczynę otaczała jej własna woń. Może wcale nie różniła się tak bardzo od Salema, który chętnie ocierał się o wszystko, aby pozostawić swój ślad na tym, co należało do niego. Ona robiła dokładnie to samo z rysowniczką.
Noc gdzieś im uciekała, ale to nie było istotne. Nie miały żadnego limitu czasowego, a Cross nie była dziwną wariacją Kopciuszka, który miałby uciec o świcie z balu zamiast o północy. Mogły pozwolić sobie na to, aby się nieco rozleniwić i po prostu zanurzyć w swojej obecności.
Nawet nie zauważyła, kiedy Salem wszedł do pokoju. Jedynym, co potwierdziło jego obecność było donośne mruczenie, które w pewnym momencie zaczęło się przebijać przez puszczaną z głośnika muzykę. Najwyraźniej miał dosyć samotnego siedzenia w jednym z pomieszczeń, które były dla niego dostępne.
Kocur wydawał się być niezwykle otwarty na propozycję miziania i śmiało się nastawiał do kolejnych głasków, które mógłby otrzymać od rysowniczki. Najwyraźniej brakowało mu jakiejś czułości, a River była tą, która była gotowa zagwarantować mu odrobinę zainteresowania. Prescott jedynie podziwiała to jak dziewczyna z coraz to większym zadowoleniem i radością drapie futrzaka. Miłość do kotów musiała nie ograniczać się tylko do tych widzianych na telefonie kociaków z TikToka.
- Myślałam, że ten uśmiech był dla Salema - powiedziała, drażniąc się z nią jeszcze odrobinę i sama spojrzała w kierunku zwierzaka.
Dopiero wtedy uświadomiła sobie, że Salem przysiadł nad szufladą w biurku, gdzie trzymała ukryty jeden przedmiot, o którym całkowicie zapomniała jakiś czas temu. Dopiero teraz przejechała po raz ostatni paznokciami po karku artystki i zbliżyła się do biurka, aby sięgnąć do owej szuflady.
- Wcześniej całkowicie o tym zapomniałam, ale… - zaczęła, unosząc w dłoni niewielki kluczyk, który musiał idealnie pasować do kłódki wiszącej na szyi rysowniczki. - Żebyś mogła się ode mnie uwolnić.
Nie miała pojęcia czy ten gest jest w jakikolwiek sposób symboliczny czy po prostu praktyczny, bo w końcu wypadało, aby dziewczyna mogła raz na jakiś czas zdjąć ten cudaczny prezent.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ocierające się o nią kociaki zawsze bardzo jej odpowiadały. Wszystko jedno, czy spotykała je na parkiecie w klubie, czy na wysokich drapakach w mieszkaniach znajomych. To był po prostu jej typ przywiązania. Zdecydowanie wolała koty od psów. Dużo lepiej je rozumiała, łatwiej się z nimi dogadywała. Problem w tym, że zawsze przyciągała do siebie głównie straszne suki, jak na przykład Ruelle. Nie no, wcale tak o niej nie myślała! Może czasami w skrajnej złości, ale nie potrafiła się na nią zbyt długo wściekać. Inaczej przecież nie byłoby jej w tym mieszkaniu. Pieprznęłaby tą znajomością w kąt dawno temu, nie dawałaby sobie tak włazić na głowę. Zbyt wyraźnie widziała jednak tę jej kocią stronę. Za bardzo chciała ją oswoić i wygłaskać za wszystkie czasy – nieważne, ile razy jeszcze zostanie podrapana,
Bardzo chciała przesiąknąć jej zapachem. Mógłby wniknąć pod skórę i już tam zostać. Byłoby cudownie, gdyby mogła potrzeć nadgarstek i pojawiałby się na nim zapach Ruelle. Działałaby trochę jak te próbki w niegdysiejszych czasopismach. Ludzki organizm nie był jednak dostosowany do takich głupot. Wiedziała, że woń wyparuje z niej bardzo szybko i znowu będzie za nią tęsknić, obracając głowę za każdym razem, gdy na ulicy minie ją ktoś o choćby podobnych perfumach.
Dobrze, że chociaż Salem w tym wszystkim był nieskalany żadną negatywną energią i chciał się po prostu zakolegować. A może ją testował? Wszystko jedno! Cieszyła się na kontakt ze zwierzęciem i była gotowa dać mu wszystko, czego tylko by chciał. Chwilowo chciał przede wszystkim głaskania i drapania, a to mogła mu zagwarantować w dowolnych ilościach.
— A mój uśmiech też ci się podoba? Jeżeli tak, to możemy uznać, że każdy był dla ciebie — zapewniła i przysunęła się z powrotem. Patrzenie było oczywiście bardzo przyjemne, ale nie chciała sobie aż tak odmawiać rozkoszy wynikającej z całowania jej miękkiej skóry. Przy kolejnym zetknięciu warg z jej skórą poczuła znajomy już przepływ prądu, który pomknął w kierunku kręgosłupa. Darowała sobie jednak kolejne porównania do baterii albo jakichś innych urządzeń powiązanych z elektroniką, bo wolała nie wychodzić przy niej na idiotkę przez cały czas.
Z uśmiechem i zainteresowaniem spojrzała w stronę szuflady, do której sięgnęła Prescott. Nie wiedziała, czego się spodziewać. Nawet do głowy nie przyszedł jej kluczyk. Na jego widok od razu zrzedła jej mina. Wpatrywała się w niego przez moment, nie wiedząc, co powiedzieć. Zrobiło jej się strasznie głupio, że po prostu nie przecięła łańcucha już kilka dni temu i nie schowała go głęboko na dnie jakiejś szafy. Albo kosza na śmieci. W końcu jednak mruknęła coś potwierdzającego i wzięła drugą część prezentu. Wsunęła kluczyk do kłódki i przekręciła go. Faktycznie pasował. Zamek puścił, a ona była w stanie zdjąć z szyi łańcuch. Nie poczuła się lżej po zsunięciu go. Miała wrażenie, że leżąc na jej dłoni waży jeszcze więcej. Odłożyła go gdzieś w okolicach swoich rzeczy. Potarła dłonią kark, chcąc szybko przyzwyczaić się do pustki.
— To ten... — zaczęła, sięgając po szklankę z wodą, którą opróżniła w całości. — Dzięki za pomoc i przepraszam za kłopot — dokończyła. Wydłużanie tego wieczoru z nieskończoność chyba jednak straciło sens. Powinna pewnie zapytać, do którego pokoju ma się przenieść, ale to przekraczało jej zdolności na ten moment. Pieprznęła się po prostu na jej łóżko i zamknęła oczy. Jęknęła żałośnie, czując wlatujący w jej łeb helikopter. Na pewno zaraz sam przejdzie. Musi tylko zasnąć.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niektórzy twierdzili, że zwierzaki upodobniały się do swoich właścicieli. Jeśli to była prawda to River zdecydowanie powinna uważać na swoją dłoń w trakcie głaskania Salema. Kocur jednak wydawał się być na ten moment wyjątkowo zadowolony i można byłoby pomyśleć, że jeszcze trochę, a jego mruczenie zacznie zagłuszać lecącą z głośnika muzykę. Najwyraźniej był spragniony uwagi po tym jak został potraktowany przez Prescott, która zostawiła go w domu po to, aby ściągnąć do niego jakiegoś dziwnego przybysza.
Przybysz jednak uzyskał aprobatę, a Ruelle pewnie powinna wziąć z kota przykład i też okazać swojej rysowniczce nieco więcej czułości. Tylko, że przecież podjęła już wcześniej pewną decyzję. Trudno jednak było jej się tego trzymać w momencie, gdy miała obok siebie kompletnie pijaną i wyjątkowo szczęśliwą River. Właśnie w takich momentach przestawała analizować i zastanawiać się. Zapominała się i cieszyła z obecności dziewczyny obok siebie. Nie myślała wtedy w żaden sposób o tym kim właściwie dla siebie były, czym była ich relacja, ani tym, co powinny z tym wszystkim zrobić. Była po prostu bieżąca chwila i to, czym mogła się rozkoszować.
Po co w ogóle próbowała wytyczać granice, skoro nie chciała ich się trzymać? Nie miała pojęcia. Wiedziała tylko tyle, że na pewno nie chciała definiować tego, co je łączyło. Miała wrażenie, że to wtedy wszystko mogłoby się zawalić. Coś uległoby zmianie, a to w czym obecnie trwały jej jak najbardziej odpowiadało.
- Podoba. Nawet nie wiesz ile rzeczy mi się w tobie podoba - przyznała szczerze, gdy tylko River przysunęła się ponownie wyjątkowo blisko.
Każdy kolejny pocałunek, który Cross składała lekko na jej skórze sprawiał, że tanatopraktorka jedynie się mocniej rozluźniała i nie miała ochoty na to, aby się wyślizgnąć z jej uścisku. Wciąż jednak gdzieś w głębi jej umysłu odzywał się cichy głos rozsądku. Nie powinna sobie pozwalać na zbyt wiele. Zwłaszcza, gdy artystka znajdowała się w podobnym stanie.
Widziała jej reakcję na wyciągnięty kluczyk, ale... Musiała jej go dać. Chociaż pewnie powinna darować sobie jakikolwiek komentarz. Spanie w tym żelastwie na pewno nie było zbyt komfortowe i River powinna mieć opcję, aby je zdjąć. Tylko, że widziała w jej oczach to jak odebrała ten gest. Był on jednak czymś z czego Prescott w żaden sposób nie mogła się wycofać. Nie było sposobu na to, aby z tego wybrnąć i sprawić, że nie zrani ją w żaden sposób ani nie zawiedzie.
- Nie ma za co... - spojrzała jeszcze w kierunku szklanki, którą dziewczyna osuszyła w absolutnie szalonym tempie.
Nalała do niej wody z półtoralitrowej butelki, którą postawiła przy łóżku i po chwili namysłu przestawiła ją jednak na stolik nocy, aby mogła być na widoku. W razie, gdyby River jej potrzebowała. Przyjrzała się jeszcze dziewczynie, która rozłożyła się na jej łóżku. Nie sądziła, że kiedykolwiek ją tam zobaczy: leżącą na pościeli, którą dotychczas rysowniczka mogła podziwiać wyłącznie w wiadomościach, które Ruelle jej wysyłała.
- Jakbyś czegoś potrzebowała to będę w sypialni po drugiej stronie korytarza - powiedziała jeszcze, ruszając się w końcu z miejsca.
Miała ogromną ochotę położyć się obok niej, ale coś podpowiadało jej, że lepiej będzie wyjść. Dlatego właśnie postanowiła spędzić noc w sypialni swoich rodziców, aby Cross miała nieco przestrzeni dla siebie. Szkoda tylko, że tak trudno było jej zasnąć tej nocy. Małżeńskie łoże wydawało się zdecydowanie zbyt wielkie. To nie była ta kołdra i poduszki, do których przywykła. Materac też był inny.
Przemęczyła się tak kilka godzin. Starała się zaznać chociażby trochę snu. Kiedy w końcu zdecydowała się wstać i zajrzeć do swojego pokoju, odkryła, że River dalej śpi. Jak zabita. Przyglądała jej się, stojąc opartą o framugę drzwi. Wyglądała naprawdę spokojnie. Przez krótką chwilę Prescott czuła przemożną chęć, aby podejść do niej i dotknąć jej, odsunąć zabłąkane pasmo włosów z jej twarzy i poczuć ją pod swoimi palcami. Postanowiła jednak całkowicie zignorować to uczucie.
Zamiast tego poszła się odświeżyć do łazienki, a później zeszła na parter, gdzie poza salonem znajdowała się także otwarta kuchnia, w której się zatrzymała. Wciąż miała na sobie jedynie luźny t-shirt i spodenki, w których spała. Chociaż były tak krótkie, że pewnie wielu nie przyznałoby im miana spodenek.
Zebrała na szybko włosy i spięła je nieco niedbale tak, aby nie przeszkadzały jej w czasie krzątania się przy blacie i kuchence. Potrzebowała jakiegoś zajęcia. Nie mogła siedzieć bezczynnie. Wiedziała też, że zapewne rysowniczce będzie doskwierał morderczy kac, gdy tylko wstanie.
Włączyła telewizor w salonie, aby połączyć się z nim w spotify. Potrzebowała muzyki. Czegoś, co rozpraszałoby jej myśli, aby nie skupiały się na czymś innym niż gotowaniu. Young Miko? Może być. Mogła się ukierunkować na portorykańskie rytmy skoro skupiła się na gotowaniu tradycyjnego remedium na kaca.
Czekało ją sporo pracy. Miała tylko nadzieję, że skończy gotować, gdy Cross już wstanie. Ewentualnie, że będzie bliska skończenia zupy, która powoli powstawała w ustawionym na kuchence garnku. Przez cały czas miała wrażenie, że zdjęcia czterech różnych papieży przyczepione na lodówkę zdają się z niej szydzić. Nie było innej opcji. Na pewno sądzili, że pójdzie do piekła za to, co robiła z rysowniczką i za to jak ją traktowała, a dobry uczynek w postaci ugotowanego posiłku nie zda się na zbyt wiele. Nie zmieni on wyniku sądu ostatecznego.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Komplement zadziałał na nią jak magnes. Przylgnęła bliżej na dźwięk tych słów, rozkoszując się ich brzmieniem. Mogłaby teraz zapytać, czemu w takim razie tak piekielnie jej nie chciała, skoro jednak tak wyjątkowo wpisywała się w gusta. Może podobało się jej w River dziesiątki rzeczy, ale za to nie mogła strawić setek? To byłaby wyjątkowo przykra odpowiedź, której nie miała ochoty usłyszeć. Wolała zostać przy niepełnych słowach, skupiając się na smakowaniu jej ciała. Przynajmniej mogła uznać, że Prescott zna się na rzeczy. Musiałaby być skończoną kretynką, żeby nie podobał jej się ktoś taki jak River. A przecież River nie spodobałaby się nigdy kretynka.
Nie kusiła losu i to się opłacało. Otrzymała tego wieczoru sporą dawkę przyjemności, która nieco uspokoiła jej skołatane serce, zanim Ruelle wbiła w nie nowe szpilki. Pierwsza nie była aż taka zła. Wręczenie kluczyka wcale nie musiało być dla niej symbolicznym gestem, a tamte słowa mogły być tylko żartem. Tanatopraktorka nie przykładała do takich kwestii tak wielkiej wagi jak Cross, nie doszukiwała się bez sensu znaczeń w prostocie. To pewnie był czysty pragmatyzm. To logiczne, że chciała jej pomóc zdjąć z siebie ozdobę w cywilizowany sposób, bez niszczenia jej, prawda? Z pewnością. Gdyby na tym się skończyło, to rozeszłoby się po kościach dość szybko. Problem w tym, że River nie poczuła uginającego się pod drugim ciężarem materaca, a Prescott potwierdziła jej przypuszczenia w kolejnych słowach. Miały spać w osobnych łóżkach. Lodowaty, cieniutki jak włos szpikulec wbił się tuż obok pierwszej szpilki. Buchało z niego mrozem. Dymił się od zimna jak cmentarz Addamsów. Miała wrażenie, że słyszy cisze syczenie, kiedy zatapiał się coraz głębiej. Odsunęła się od niej nie tylko symbolicznie, ale też dosłownie. W każdym znaczeniu postawiła między nimi grubą kreskę.
Dobrze, że była tak wykończona. Sen był łaskawy i przyszedł szybko. Zabrał jej to paskudne uczucie w płucach oraz to wirowanie z głowy. Była zbyt zmęczona, by pamiętać cokolwiek, co się działo przez noc. Przebudziła się chyba raz, żeby się napić? Albo dwa razy, bo usłyszała obok siebie mruczenie i zadowolona przewróciła się na drugi bok, ale to był tylko Salem. Istniało też prawdopodobieństwo, że obie te sytuacje były snami.
Zamrugała powoli, wpatrując się w jakiś pokój. To chyba nie było jej mieszkanie. A może wczoraj przemeblowała? To na pewno był pomysł Caspara. Tylko on wybrałby taką paskudną szafkę. I ta czaszka na parapecie? Co za pretensjonalny, edgy nudziarz i... nie. Chwila. Okno też wymienili? Jęknęła cicho i podniosła się do siadu, by móc się rozejrzeć jak należy. Na pewno nie była w swoim mieszkaniu. Dobra, powolutku. Zaraz wszystko do niej wróci. Pamięta przecież, że po wyjściu z klubu napisała do Prescott i potem...
— Ożeż ty w kurwę — podsumowała, gdy odpowiedni puzzelek wsunął się wreszcie na właściwe miejsce. Czyli to też nie był sen? Albo chociaż część z tego. O bogowie, to w takim razie która część jednak była snem? Może większość? Albo żadna? Matko kochana, jak było jej strasznie niedobrze. To alkohol czy nerwy? Podniosła się z łóżka i ruszyła w stronę łazienki, do której trafiła niemal instynktownie. Jak dobrze, że prawie nic wczoraj nie jadła i nie miała czym wymiotować.
Przykucnęła przy barierce schodów, nasłuchując. Umyta i napojona czuła się nieco lepiej. Nadal jednak miała na sobie jej piżamę i nadal dręczyło ją mnóstwo pytań. Dała znać Casparowi, że żyje, nawet nie czytając dziesiątek wysłanych przez niego wiadomości. Wszystkie pozostałe zignorowała. Nie było wśród nich niczego od Ruelle. Ewidentnie krzątała się po kuchni. Coś intensywnie pachniało, ale Cross nie miała pojęcia, co to takiego. Powinna zgarnąć swoje rzeczy i wyjść? A może jednak pójść się przywitać? Spojrzała na Salema, który usiadł obok niej i też obserwował. W końcu jednak miauknął jakby z politowaniem i zszedł na dół. Wyciągnęła rękę chcąc w pierwszym odruchu go złapać, ale się powstrzymała. Zacisnęła zęby wciąż zestresowana. Czuła się dziwacznie obnażona. Trudno powiedzieć, czy to przez to, w jakim stanie widziała ją wczoraj Ruelle, czy może przez nagą szyję. Podniosła się i skierowała na dół.
— To napój magiczny? — rzuciła, wchodząc do kuchni. Starała się brzmieć i wyglądać tak nonszalancko, jak tylko była w stanie, by nie dać po sobie poznać, jak paskudnie się miała w głowie i fizycznie. Czuła się jak jakaś durna nastolatka.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała doskonale jak na artystkę działały komplementy. Tej nocy odkryła, że jej pijana wersja również nie była obojętna na czułe słówka. Mogła zatem liczyć na to, że dostanie jeszcze trochę tej wyjątkowo fizycznej uwagi nim rozdzielą się na kolejne parę godzin. Do tego to chyba prowadziło.
Nie sądziła, aby River chciała jej w łóżku. Miała wrażenie, że bardziej rysowniczce przydałaby się przestrzeń. Wolała nie przekraczać kolejnej granicy, której istnieniu nie miała pojęcia oraz nie bawić się uczuciami Cross. Nawet niechcący. Dlatego postanowiła się zdystansować.
Muzyka sącząca się z telewizora oraz gotowanie skutecznie zajmowały jej myśli. Dziwiła się nieco, że Salem jeszcze nie zjawił się obok, aby żebrać jak za każdym razem, gdy tylko ktoś przekraczał próg kuchni, ale chyba po prostu za dobrze spało mu się przy boku rysowniczki i jeszcze nie dotarła do niego informacja o tym, że jakiś posiłek jest przygotowywany. Taki to pożyje. Nie dość, że mógł spać bez żadnych zmartwień to jeszcze był przez wszystkich rozpieszczany.
Zachowała dla kocura fragmenty mięsa, na którym gotowała wywar, bo jemu też się od życia coś należało i w skupieniu czytała dalsze instrukcje związane z gotowaną zupą, ignorując przy tym spojrzenie czterech papieży z lodówki. Z każdą mijającą chwilą dom coraz bardziej wypełniał się aromatem gotowanego dania. Po części dlatego, że w garze znalazło się więcej przypraw niż przeciętna biała rodzina używała przez miesiąc.
Bezwiednie poruszała biodrami do słyszanego w tle utworu, drepcząc po kuchni, gdy nagle rozległo się wokół niej donośne miauczenie, a czarny kształt otarł się o jej nogi swoim miękkim futerkiem.
- No, jesteś potworku - przywitała się z nim i niemal od razu postawiła na ziemi miskę z resztkami, aby uciszyć tę kanonadę kocich dźwięków.
Dopiero wtedy zorientowała się w tym, że w pobliżu znajdowała się także River. Wciąż miała na sobie jej ubrania, które skomplementowała dla niej w nocy w ramach zaimprowizowanej piżamy. Wyglądała jednak na względnie ogarniętą. Względnie, bo nie miała pewności jak mocno męczą ją konsekwencje picia.
- Sancocho. Mówi się, że budzi umarłych - odpowiedziała, wskazując na gar, w którym wesoło bulgotała mieszanka mięsa oraz warzyw.
Przyjrzała się jej uważniej, gdy tylko dziewczyna znalazła się bliżej. Odruchowo wyciągnęła rękę w jej kierunku, ale zatrzymała ją zanim zdołała dotknąć rysowniczki. Zawahała się na chwilę. Dopiero później sięgnęła do jej twarzy i odgarnęła przyklejone do skóry pasma włosów.
- Jak się czujesz? - zapytała jeszcze.
Miała nadzieję, że mimo wszystko nie było tak źle. Chociaż coś jej podpowiadało, że Cross wlała w siebie całe morze alkoholu i teraz odczuwa tego konsekwencje. W idealnym świecie jednak wszystko można było uleczyć tradycyjną portorykańską zupą, która potrafiła nasycić i zlikwidować różne dolegliwości jakie człowieka mogły męczyć. Czyż Prescott nie była naprawdę kochana, że stała dla niej przy garach?

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tańcząca Ruelle i sunący obok jej nóg kot tworzyli razem cudowny widok. Rysowniczka mogłaby równie dobrze zatrzymać się w progu i gapić się na ten obrazek. Obserwowałaby rytmicznie poruszające się biodra dziewczyny i kocie ząbki rozszarpujące mięso na kawałki. Byłoby jej błogo i zwyczajnie. Problem w tym, że ta scena nie miała nic wspólnego ze zwyczajnością. To nie miało niczego wspólnego z jej codziennością i nie miało prawa mieć – na własne życzenie Rue. Teraz, gdy myślała trzeźwo, nawet się nie wahała. Weszła po prostu do kuchni, by nie dać sobie możliwości zatracenia się w tym uroczym obrazku. Wszystko ją bolało, więc wiedziała, że nie powinna dokładać sobie więcej.
— Myślałam, że wolisz ich jednak martwych — odparła, zaglądając do garnka. Pachniało to... ładnie. Intensywnie. Nie kojarzyła, żeby kiedykolwiek to jadła, ale może po prostu nie zapadło jej w pamięć? Nie przywiązywała zbyt wielkiej wagi do jedzenia, nie była przecież tego nauczona. Nie musiała się nawet nachylać specjalnie nad garnkiem, żeby poczuć, jak wiele było w nim przypraw. Od razu kręciło w nosie. No tak, miało to sens. W latynoskim domu przecież nie da się inaczej. To coś, co łączyło ich matki. Pani Prescott pewnie robiła tego typu mocne zupy, a pani Han zawsze wsypywała po dwa woreczki przypraw do zupek instant. Były prawie takie same.
Zauważyła to dziwaczne zawahanie, zanim Ruelle jej dotknęła. To wyjaśniało wiele obrazków, które obijały się o jej pamięć. A może właśnie stawiały je pod znakiem zapytania i sugerowały, że to był tylko sen albo majak? W nocy nie miała takich problemów. Znowu jej się odwidziało? Nie no, na pewno nie. Nikt nie jest aż tak pierdolnięty, żeby zmieniać zdanie co kilka godzin, prawda? Prawda....?
— Jest okej — rzuciła zdawkowo i sięgnęła po telefon, który miała w kieszeni. Odblokowała urządzenie i obróciła je w stronę rozmówczyni. Na ekranie widoczne było zdjęcie Caspara i jakiegoś mężczyzny, który chyba był z nimi wczoraj na imprezie. Jedli kebaby na ławce w parku, między nimi stała butelka ginu. Co ciekawe, było jasno.
— Oni jeszcze nie skończyli, więc może do nich dołączę — wyjaśniła i schowała urządzenie. Niespecjalnie miała ochotę wlewać w siebie kolejne porcje alkoholu, ale wczoraj było jej przez kilka godzin tak... błogo, że może powinna? A nie, chwila. Zrobiło jej się błogo dopiero, gdy spotkała się z Prescott. Wcześniej było nijako. Ale nijako to lepiej niż smutno, więc alkohol nadal wygrywał.
— Chyba że to jest zaproszenie na... obiado-śniadanie? — rzuciła, znowu siląc się na totalną obojętność. Miała piekielną ochotę złapać ją za biodra i przyciągnąć do swojego ciała, odrywając od tych durnych garów, ale się powstrzymała. Wsunęła na moment ręce do kieszeni spodni, żeby totalnie jej nie kusiło i po prostu się odsunęła, udając, że interesuje ją wystrój kuchni. Miała dokładnie przyjrzeć się jej domowi rodzinnemu, ale trochę jej się odechciało. Zgarnęła z blatu jakiś pierwszy lepszy słoiczek z przyprawą tylko po to, by mieć co zrobić z rękami. Obracanie go w palcach było lepsze niż wciskanie ich ejszcze głębiej do kieszeni.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez krótką chwilę nawet nie miała świadomości tego, że jest obserwowana przez swoją artystkę, gdy tak sunęła po kuchni z Salemem plączącym się między nogami. Może nawet rzuciła w jego kierunku kilka hiszpańskich przekleństw, bo ten jak zwykle nie potrafił być cierpliwy. Nie myślała nawet o tym jak zwyczajna i jak domowa była to sceneria. To nie było coś o czym myślała w momencie, gdy tylko jej spojrzenie napotkało na postać rysowniczki. Zamiast tego zastanawiała się jak bardzo umierała w związku z minioną nocą.
- Bawię się trochę nekromancją. Przebudzę zmarłych, aby mieć ich na swoje usługi - odpowiedziała, uśmiechając się, gdy tylko zdała sobie sprawę, że najwyraźniej zwyczajowe poczucie humoru jednak się trzyma dziewczyny.
Przyglądała się tej drobnej inspekcji. Na razie Cross wydawała się względnie zadowolona, ale w zasadzie jedynie czuła zapach dobiegający z garnka. Nie miała jeszcze okazji do tego, aby spróbować zupy, która powoli chyba dochodziła do stanu gotowości. Będzie musiała sprawdzić czy mięso i warzywa są już miękkie.
W nocy wszystko zdawało jej się przychodzić łatwiej, ale może to była kwestia tego, że pijana River za bardzo do niej lgnęła bez jakiegokolwiek zastanowienie. Odpowiadała na to instynktownie. Czuła się przy niej swobodniej. Rozbrajała ją niczym małe dziecko. A teraz? Teraz Cross była trzeźwa. W pełni zdawała sobie sprawę z tego, co się dzieje i zachowywała się inaczej niż jej wersja po zbyt dużej liczbie drinków.
- Wyglądasz na względnie żywą, więc uwierzę - odpowiedziała, zabierając rękę, ale zdążyła jeszcze musnąć dłonią jej policzek.
Widziała jak Cross sięga po telefon i zaczyna coś przeglądać. No tak. Musiała w końcu dorwać gdzieś Caspara, bo ten miał jej klucze od mieszkania. W ogóle by pewnie tutaj nie wylądowały, gdyby znajdowały się one w posiadaniu River. Wtedy najzwyczajniej w świecie Ruelle odstawiłaby artystkę do jej loftu. Pewnie też ulotniłaby się, gdy tylko sytuacja zostałaby opanowana, a tak? Spędzały ze sobą jeszcze jeden poranek. Co dziwne, tym razem nie poprzedzał go seks.
- Na pewno musisz od niego odebrać klucze - odpowiedziała, przyglądając się ekranowi, który przedstawiał zdjęcie Caspara. - Jestem zaskoczona, że jest żywy o tej porze... Ale skoro jeszcze nie skończyli to wiele wyjaśnia.
Wciąż czuła taką drobną chęć, aby rozszarpać Fernwooda za to, że zgubił River i jakoś nie zainteresował się nią wcześniej. Przez to musiała ją ratować i teraz tkwiły wspólnie w kuchni rodzinnego domu tanatopraktorki.
Nie miała pewności, co do tego jak powinna odczytać wysyłane jej przez Cross sygnały. Z jednej strony była ta obojętność. Z drugiej zachowywała się tak jakby chciała zażartować w nonszalancki sposób, ale jednak brakowało jej takiej swobody.
- Dla siebie nie gotowałabym takiego gara - odpowiedziała, przysuwając się bliżej do rysowniczki, która starała się zainteresować pozostałymi elementami kuchni. - Jesteś mi coś winna za te dwie godziny życia spędzone w kuchni.
Czy właśnie wywoływała w niej poczucie winy? Może. No, ale nie po to tak się starała przyrządzić tradycyjne lekarstwo na kaca, aby River z niego nie skorzystała. Taka już dobra była z niej dziewczyna. Znaczy... nie dziewczyna w takim romantycznym ujęciu, a po prostu: dziewczyna.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwała głową ze zrozumieniem, gdy zdradziła jej swoje plany odnośnie do umiejętności nekromancji. Mogła się tego spodziewać. Prescott przecież wygląda na taką. Dobrze, że River przeżyła tę wczorajszą noc, bo cholera wie, kim by teraz była. Jakimś ożywieńcem na usługach Rue? Pewnie tak. Skacowana trochę się tak czuła. Mogła jednak zakładać, że moc Latynoski nie jest nieskończona i będzie w stanie w pewnym momencie się zbuntować. Na razie szło jej to wyjątkowo kiepsko. Gdyby potrafiła jej odmawiać, to by jej tu teraz nie było. Nie lgnęłaby do niej jak ćma do lampy i miałaby po prostu święty spokój. Ale nie. Prescott rzuciła na nią już dawno całą serię zaklęć i teraz Cross stała w kuchni w jej rodzinnym domu, obserwując jakąś gotującą sytą zupę, która pewnie wypali jej gardło mocniej niż wczorajsza tequila.
Dotyk dziewczyny nie działał na nią aż tak kojąco jak wczoraj. Nadal go pragnęła, ale tym razem coś wewnątrz ciągle przypominało jej, jakie to wszystko potrafiło być zgubne. Powinna się najebać od nowa natychmiast, a nie dopiero po wyjściu stąd. Rozejrzała się po kuchni, licząc, że na środku stołu będzie stał jakiś mocny alkohol, ale nic z tego. Chwilowo musiała obejść się smakiem.
— W sumie masz rację. Może po prostu pójdziemy do mnie? — Zastanowiła się na głos. Skoro Fernwood wciąż był w gazie, to pewnie mu sie ten pomysł spodoba. Będzie mało wymagajacy. Picie na własnym terenie było bezpieczne, a pewnie tak czy siak był już zmęczony. Chyba że nie skończyło się wczoraj wyłącznie na piciu. Jeżeli tak, to Cross tym bardziej musi z nim porozmawiać i go opieprzyć, że się nie podzielił. Co to za przyjaciel niby?
Coś przewróciło się w okolicach jej żołądka, kiedy Ruelle się do niej przysunęła. Na nic zdało się to obojętne odsuwanie się, skoro ona od razu za nią podążyła. Cross bardzo nie chciała cofać się po raz kolejny, ale też nie do końca pojmowała, czemu ma teraz służyć to całe przysuwanie się. W tym stanie zadawała sobie zdecydowanie zbyt dużo pytań, które w nocy zwyczajnie ignorowała.
— A w jaki sposób mam ci się odwdzięczyć? Po prostu do zjeść czy życzysz sobie czegoś jeszcze? — zapytała, przyglądając się jej z zainteresowaniem. Obracała podłużny słoiczek w dłoniach, jakby kręciła blanta, a nie bawiła się przyprawami. Szkło krążyło między jej palcami coraz szybciej, co było całkiem niezłą metodą na przetransportowanie nerwów w inne miejsce niż własny łeb. Naprawdę nie chciała w tym momencie skupiać się na żadnych dylematach ani smutku, który ta dziewczyna potrafiła w niej wywołać. Miały przecież miło spędzić czas przy wspólnym posiłku i... tyle. Rozejdą się w swoje strony.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Od dawna River miała ją za wiedźmę. Dlaczego więc nie miała iść tym tropem? Dopiero niedawno jednak zdała sobie sprawę z tego, że niechcący używała na niej o wiele potężniejszej magii niż planowała. W końcu nie chciała, żeby Cross się w niej zakochała. To wszystko miało być... Nawet nie wiedziała czym, ale nie potrzebowała naprawdę niczego poza artyzmem, fizycznością oraz tą odrobiną sympatii, którą zdążyła poczuć względem dziewczyny, kiedy odkryła, że całkiem przyjemnie spędza się z nią czas. Tylko, że rysowniczka czuła coś więcej, a to znacznie komplikowało sprawę. Przynajmniej w odczuciu samej Ruelle, która spodziewała się, że mimo wszystko dziewczyna względem niej zacznie mieć jakieś oczekiwania. Chociaż czy na pewno to był problem? W końcu ich ostatnia kłótnia dotyczyła przekraczania granic, bo rysowniczka nie mogła oderwać od niej rąk, gdy zdecydowanie powinna to zrobić.
Wyczuwała tę zmianę w atmosferze, która między nimi panowała. Nie chciała się temu poddawać. W końcu nie miały odsunąć się od siebie aż tak. Czyżby tamtego dnia w mieszkaniu spieprzyła tak bardzo? Nie miała w ogóle pojęcia, co się w ogóle działo i jak sytuacja między nimi wyglądała. Poprzednia noc jedynie mąciła jej bardziej w głowie. Pewnie nie tylko jej.
- Solidny plan. Tylko też powinnaś wpierw coś zjeść, żeby nie zdychać - uznała, słysząc jej pomysł na zadekowanie się w mieszkaniu z Fernwoodem.
Nie zamierzała się wtrącać w to, co artystka chciała robić. To była całkowicie jej sprawa. Po prostu nie zamierzała jej wypuszczać od siebie skacowanej po całości i z pustym brzuchem, bo tak się zwyczajnie nie godziło. Była nauczona pewnego rodzaju gościnności, a poza tym... Chyba zależało jej na dziewczynie bardziej niż była w stanie przyznać. Nawet przed samą sobą.
Nie miała nawet pojęcia jakie wariackie rzeczy wyczyniała z umęczonym żołądkiem rysowniczki. Miała jednak ochotę przyciągnąć ją do siebie i obdarować tymi wszystkimi pocałunkami, na które zabrakło im czasu. Dziwnie było jej z rana gościć w swojej kuchni kogoś, kto nie był jej dobrą przyjaciółką. Sytuacja była zdecydowanie zagmatwana. Nie dbała jednak o to. Chciała, aby był to całkiem zwyczajny poranek.
- Zjedzenie zupy na pewno będzie dobrym początkiem - przyznała, prostując się u odrywając od kuchennego blatu, o który się opierała. - Jak ci zasmakuje to możesz zdecydować, co dalej.
Chwyciła za brzeg jej koszulki i przyciągnęła ją bliżej siebie. Szukała wzrokiem jej spojrzenia i powoli wyjęła z jej rąk pojemnik z przyprawami, który z głośnym stukiem na blat.
- Wiem, że nigdy nic dla ciebie nie ugotowałam, ale nie musisz się bać, że cię otruję - rzuciła ze śmiechem, starając się jakoś rozładować to dziwne napięcie.
Owinęła ramię wokół jej talii, pragnąc ją przyciągnąć bliżej. Nie podobał jej się ten dziwny dystans między nimi i chciała go jak najszybciej zniwelować.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mruknęła tylko pod nosem, zgadzając się, że posiłek będzie niezłym pomysłem. W ogóle nie była głodna, ale nie była też skrajnie głupia. Zdawała sobie sprawę, że musi coś zjeść, jeżeli chce zachować resztki jakichkolwiek sił i nie znęcać się nad swoim organizmem. Wczoraj już wystarczająco sobie pofolgowała i żołądek odwdzięczył się jej za to w tylko po części brutalny sposób. Następnym razem może nie być tak łaskawy i po prostu nie dać jej spokoju. Nie po to się przecież upijała, żeby potem rozkoszować się obecnością kaca. To był skutek uboczny, na który nikt nie miał ochoty. Chociaż może miał jakieś zalety? Przy bolącym łbie i suchości w gardle trudno było się skupić na innych smutkach, bo te uczucia były przytłaczające. To nie jest jednak rozwiązanie, na którym można opierać się zbyt długo. Może po zjedzeniu tej dziwacznej zupy jednak się przekręci i nie będzie już w ogóle musiała się martwić o takie drobiazgi? To byłoby coś!
Nie zdążyła nawet zareagować na jej odpowiedź w kwestii wdzięczności. Wybiła jej z głowy wszystkie myśli, nagle znajdując się zdecydowanie zbyt blisko. Rozbiła barierę, którą sama wczoraj w nocy ustawiła, wychodząc z sypialni. River naprawdę za nią nie nadążała. Trzeźwość niczego nie ułatwiała. Jak niby powinna interpretować te wszystkie zachowania? Miała brać to wszystko na poważnie czy zawsze zakładać, że to tylko durna gra? I czy w ogóle miała ochotę w niej uczestniczyć? Wykorzystanie przewagi, jaką Ruelle miała wczoraj w nocy była jeszcze w stanie zrozumieć, ale to? Jak niby troska i gotowanie zupy łączyło jej się z relacją opartą wyłącznie na seksie?
Podążyła wzrokiem za słoiczkiem z przyprawami, który wylądował z powrotem na blacie. To też nie było sprawiedliwe. Prescott miała mnóstwo okazji do zaobserwowania tej nerwowości ruchowej, która dręczyła artystkę, więc czemu teraz jej wszystko utrudnia? Kilka tygodni temu pewnie po prostu przeniosłaby dłonie na ciało swojej modelki, a wszystkie nerwy odeszłyby w niepamięć. Nie musiałaby się nawet nad tym zastanawiać. Zawsze odruchowo szukała palcami jej skóry. Ale czy to aby na pewno był dobry pomysł? Albo chociaż jakkolwiek akceptowalny?
— Nie boję się. Pachnie ładnie, a po kuchni moich matek i swojej własnej niestraszna mi żadna kulinarna porażka — odpowiedziała, choć nawet nie zastanawiała się nad kolejnymi słowami. Podłapała temat i uprzejmie kontynuowała rozmowę w narzuconym tonie, chociaż ten dialog w ogóle jej nie obchodził. Czuła, że dziewczyna intensywnie się w nią wpatruje, ale równie intensywnie starała się nie złapać z nią kontaktu wzrokowego. Wiedziała, że to tylko ją rozmiękczy. Zapomni się i będzie znowu gotowa uczestniczyć w każdej grze narzuconej przez Prescott. Branie udziału w pojedynku, którego zasady zmieniały się jak w kalejdoskopie, średnio jej odpowiadało.
— Posłuchaj, ja... — zaczęła, ale zawiesiła głos zanim zdanie zdążyło się porządnie rozkręcić. Gula w gardle niczego nie ułatwiała, a kac sprawiał, że nawet w myślach nie miała tego wszystkiego poukładanego tak, jak powinna. Dopiero teraz objęła ją, kładąc rękę na plecach.
— Nie chcę się przesadnie narzucać. Pewnie masz dużo nauki czy co tam właściwie robią studenci. — Wzruszyła ramionami i zdjęła dłoń z jej pleców. To była chyba najkrótsza próba dotyku w jej karierze. Nie przypominała też sobie, by kiedykolwiek przeszło jej przez gardło, że nie chce się komuś narzucać. Spojrzała jej wreszcie w oczy, nie chcąc traktować jej tak skrajnie niesprawiedliwie. Szkoda tylko, że wszystko, co w nich widziała, stawiało przed nią jeszcze więcej pytań, zamiast dać proste odpowiedzi.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”