ODPOWIEDZ
28 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
🕵️ detektyw wydziału ds. zabójstw w Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Justice? You get justice in the next world; in this world, you have the law.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#8
sesja pod odznakę Catch us if you can
Detektyw nie miał tak naprawdę pojęcia, dlaczego zgodził się na tę przejażdżkę. Może Tomash zagadał go tak entuzjastycznie o pierogach swojej mamy, że trudno było odmówić. Może dlatego, że chłopak, mimo że widywali się na komendzie raptem kilka razy – głównie wtedy, gdy w ramach stażu fizjoterapeutycznego masował obolałe plecy jakiegoś sierżanta po czterdziestce, który od dekady nie widział siłowni – miał w sobie coś, co skutecznie rozbrajało jego zwykły dystans wobec młodszych osób. Nie znali się dobrze. Może te rozmowy, nie niosąc ze sobą ciężaru, żadnych niedopowiedzeń ani nie kończąc się niezręczną ciszą, która zwykle towarzyszyła mu w kontaktach z młodszymi, jakoś sprawiły, że otworzył się na to nowe doświadczenie. A może po prostu był zaślepiony głodem, a chłopak ciągle gadał o tych wybornych pierogach i tak go kupił.
– No to jak tam, dobrze ci się pracuje z gliniarzami? – zapytał, poprawiając lusterko wsteczne, gdy wyjeżdżali z centrum.
Przez moment zastanawiał się, czy to pytanie miało w sobie ukrytą złośliwość, jakąś aluzję do tego, że policjanci nie byli łatwym towarzystwem. Uznał jednak, że przesadza. Bywali trudni – to fakt – ale dało się z nimi pogadać bez martwienia się, że wieczny kij w tyłku co poniektórych, może im w tym przeszkadzać.
Poprawił uchwyt na kierownicy, choć nie musiał, i zerknął na zegarek na desce rozdzielczej. Żołądek przypomniał mu o sobie głośnym, niecierpliwym burczeniem.
– Mam nadzieję, że porcje macie solidne, bo jestem cholernie głodny. Wszamałbym konia z kopytami. Ostrzegam, że mogę wam wyjeść zapas na cały dzień.
Rozmowa toczyła się swobodnie, bez tej sztywności, którą Bellerose znał aż za dobrze z relacji zawodowych. Może dlatego, że nie jechali na akcję, nie dostali wiadomości o kolejnym trupie, którym musieli się zająć.
Za oknem przesuwały się kolejne ulice East Endu – najpierw biurowce, potem sklepy, w końcu bardziej kameralne, mieszkalne zabudowania. Lubił tę część miasta. Było w niej coś spokojniejszego, mniej zachłannego niż w centrum, gdzie każdy zdawał się gonić za czymś, jakby jutro miało nie nadejść.
Byli już blisko dzielnicy, w której mieszkał chłopak, gdy jego wzrok zainteresował się czymś po ich lewej stronie – zamieszaniem przy rzędzie magazynów, kilkoma osobami biegającymi między budynkami w sposób, który nie pasował do zwyczajnej, przemysłowej rutyny. Coś w tym obrazie zgrzytnęło mu w głowie – ten sam rodzaj instynktownego dyskomfortu, który towarzyszył mu zawsze, gdy coś w otoczeniu odbiegało od normy, nawet jeśli nie potrafił jeszcze tego nazwać.
Bez ostrzegania swojego towarzysza o tym zamiarze wrzucił kierunkowskaz i zjechał na pobocze.
– Zauważyłem jakieś poruszenie przy tamtych budynkach – powiedział, zerkając w tamtą stronę. – Zaczekaj tu chwilę, dobrze? Chcę tylko sprawdzić, czy wszystko jest w porządku.
Nie czekał na odpowiedź, tylko wysiadł z samochodu, zatrzaskując drzwi, i ruszył w stronę magazynów szybkim, zdecydowanym krokiem. Im bliżej podchodził, tym mocniej narastało w nim uczucie niepewności, którego przez lata pracy nie nauczył się ignorować. Coś tu nie grało. Nie potrafił od razu powiedzieć, co – parking był w miarę pusty, drzwi wjazdowe uchylone, ale przecież środek dnia roboczego powinien oznaczać tuziny pracowników krążących wokół rozładunku, wózków widłowych, hałasu typowego dla takiego miejsca. Tymczasem widział może dwie, trzy osoby, i to stojące nienaturalnie sztywno, jakby czekały na coś, czego same do końca nie rozumiały.
Przyspieszył kroku, przeklinając w duchu ten swój zawodowy odruch, który nigdy nie pozwalał mu po prostu przejść obok czegoś podejrzanego. Innego dnia nie robiłby z tego problemu. Dziś, mając w głowie perspektywę talerza pełnego świeżych pierogów, wolałby zdecydowanie nie tracić czasu na cudze problemy.
Wtedy właśnie z wnętrza budynku dobiegł głośny huk – metaliczny, gwałtowny, jakby coś ciężkiego przewróciło się z impetem na betonową podłogę. Chwilę później zgasły światła w całej hali, pogrążając wnętrze magazynu w nagłej, niepokojącej ciemności.
Cree zatrzymał się gwałtownie, instynktownie sięgając dłonią w stronę pasa. I wtedy, prosto z rozwartej na oścież bramy, wybiegł tygrys.

Tygrys?!

Detektyw nie zawierzał swoim oczom. Przetarł je kilka razy, ale dziki kot nie znikał z pola widzenia. Co gorsza, znajdował się teraz tuż obok, ale na całe szczęście dla policjanta, jeszcze go nie zauważył.

Tomash Nowakovsky
Ostatnio zmieniony wt wrz 29, 2026 1:06 am przez Cree Bellerose, łącznie zmieniany 2 razy.
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Jakby ktoś kiedyś powiedział mu, że będzie sobie szukać znajomych na policji, to pewnie by nie uwierzył. Nie dlatego, że miał coś do policjantów i policjantek, czy ogólnie do instytucji, niemniej jednak nigdy nie było mu z nimi po drodze. Nigdy nie musiał ich wzywać, nigdy nie musiał wchodzić z nimi w interakcje oraz nie znał nikogo, z kim mógłby porozmawiać. Nie mówiąc już o tym, że wydawało mu się, że zawieranie znajomości z policją wiązało się z obowiązkiem zachowywania dobrze i przykładnie, bo w pobliżu zawsze mógł znajdować się ktoś, to mógłby go zakuć w kajdanki. No a Tomashek miał swoje za uszami… nawet dzisiaj przed południem, gdy za uchem miał wciśniętego skręta, którego znalazł w swoim portfelu pewnie jako pozostałość po jakiejś z imprez. Oczywiście, że wypalił tego skręta w jednej z kampusowych toalet, gdy stał na muszli klozetowej i dmuchał dymem prosto do wentylacji, żeby charakterystyczny zapach się nie rozniósł po całym pomieszczeniu.
   Oczywiście idąc na praktyki postarał się, by zapach się ulotnił. Wrócił do domu, wziął szybki prysznic, przebrał się w świeże ubranie, spsikał swoimi ulubionymi perfumami i pożuł miętową gumę do żucia, której zapach i tak szybko został przykryty jego ulubionymi truskawkowymi żelkami, które roztaczały nie tylko intensywny owocowy zapach, ale również farbowały mu usta i język na intensywnie czerwony kolor. Jednym słowem na policji pojawił się wystrojony i pachnący, jakby przyszedł tu w innym celu niż odbycie stażu.
   No i właśnie on, człowiek, który nie sądził, że będzie się kolegować z policjantami, siedział właśnie w samochodzie jednego z nich z zamiarem zabrania go na prawdziwe, polskie pierogi. Ot jakby znali się od lat.
   I siedział z przodu, jakby rzeczywiście znali się bardzo długo. Jakby byli dobrymi kolegami. Najlepszymi. Nie wiedział tylko, czy Cree zdawał sobie z tego sprawę. Bo w sumie to nie znali się praktycznie wcale. Mijali się co jakiś czas na korytarzach i rozmawiali ze sobą przelotnie, bo widok Tomashka na policji był dziwny i wzbudził zainteresowanie wielu policjantów. A prawdziwą furorę zrobiła informacja, że jest fizjoterapeutą (na szkoleniu) i przyszedł odbyć tam bezpłatny staż, więc ludzie przychodzili do niego z pytaniami i prośbami, jakby był specjalistą w swojej dziedzinie. Oczywiście łechtało mu to jego ego.
   – Ano… całkiem nieźle – powiedział, patrząc na jego odbicie w lusterku. Nie chciał patrzeć się na niego, bo nie chciał, żeby Cree odwracał wzrok od ulicy w instynktownej próbie spojrzenia na niego. – Nie jesteście tacy sztywni, jak mówią… znaczy mięśniowo jesteście – zaśmiał się nerwowo, nie wiedząc czemu. Wydało mu się, że powiedział coś głupiego, a przed swoim nowym przyjacielem chciał wyjść na dojrzałego.
   – Coś się na pewno znajdzie… – powiedział, zastanawiając się nagle, czy faktycznie ich porcje są duże, czy może raczej średnie. On nigdy nie wiedział, bo zawsze miał tyle pierogów, ile chciał. – Ale jak już będziesz wiedzieć, gdzie jest pierogarnia, to możesz podjeżdżać wieczorami, to dostaniesz więcej, bo zawsze nam zostaje dużo pierogów do zjedzenia, jako resztki, bo rodzice nie mrożą tych już ugotowanych, więc trzeba je szybko zjeść – wyjaśnił. Zawsze zostawało im dużo ugotowanych pierogów, których nie udało się sprzedać. Zazwyczaj rozdawali je po sąsiadach albo znajomych czy klientach, bo szkoda było je wyrzucać, że Nowakovskym się one najzwyczajniej przejadły. No bo ileż można zjeść pierogów w ciągu jednego dnia. Czasami były momenty, że Tomashek nie dawał rady nawet patrzeć na pierogi.
   Powoli zbliżali się do domu Tomashka. Chłopak zaczął powoli układać w głowie plan rozmowy, jaką przeprowadzi z rodzicami, gdy przyprowadzi do domu obcego faceta i powie, że to typ z policji, którego poznał na swoich praktykach polegających na tym, że masuje i dotyka obcych ludzi na posterunku. Matka pomyśli, że zmyśla, a ojciec ją w tym jeszcze upewni.
   Wyglądał akurat przez okno, gdy zobaczył to całe zamieszanie. Oczywiście nic sobie z niego nie zrobił, bo jego zmysły nie były wyostrzone w takim stopniu jak miało to miejsce u Cree, więc poza zauważeniem nie uznał, żeby coś było nie tak. Spojrzał na swojego towarzysza.
   – Okej – odpowiedział mu, wyciągając swój telefon z kieszeni, żeby mieć jakieś zajęcie w momencie, gdy Cree będzie sprawdzać, co się akurat działo. Spojrzał na niego, gdy wychodził i zmierzał w kierunku magazynów. W jego opinii, to nie działo się tu nic ciekawego – ot kilku ludzi biega w różne strony, jednak ludzie mają w naturze biegać, zwłaszcza jeśli zbliżała się godzina powrotu do domu, a oni mieli dużo niedokończonych rzeczy do zrobienia. On też by biegał, gdyby od tego zależało uwolnienie się od czyhających nadgodzin. Obserwował, jak Cree zmierza wolno w kierunku magazynów i nagle uderzyła go myśl, że może nie powinien siedzieć samemu w samochodzie kogoś obcego, bo jeszcze coś uszkodzi i jego rodzice będą musieli pokryć szkody. Albo gorzej – on będzie musiał to zrobić. Stwierdził, że poczeka na zewnątrz. Otworzył więc drzwi i wysiadł z samochodu odchodząc od niego na kilka kroków, żeby nikt nie oskarżył go, że coś porysował.
   Grał w grę, nie zwracając uwagi na to, co działo się dookoła i dopiero gdy w środku magazynu zgasły światła, uniósł swoje spojrzenie i zainteresował się wydarzeniami.
   I wtedy uznał, że musi być mocno naćpany, bo poza sylwetką Cree widział również wyjątkowo wyrośniętego kota, który przypominał tygrysa. No ale przecież to nie mogła być prawda i pewnie mu się tylko wydawało. Zrobił więc to, co podpowiadał mu zdrowy rozsądek i filmik na YouTube, który oglądał o mechanizmach którymi posługują się paranoicy i schizofrenicy, gdy mają omamy wzrokowe – zrobił zdjęcie i, ku jego zaskoczeniu, na zdjęciu oprócz swojego towarzysza zauważył też tygrysa.

Cree Bellerose
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
28 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
🕵️ detektyw wydziału ds. zabójstw w Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Justice? You get justice in the next world; in this world, you have the law.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odkąd został detektywem, przestał zwracać uwagę na drobne przewinienia takich młodzików jak Tomash. Wiedział, jak wyglądały nastoletnie lata i pierwsze, niepewne kroki w dorosłość – sam nie był w tamtym okresie żadnym wzorem cnót, choć niewiele osób by w to dziś uwierzyło, widząc go często w koszuli i z odznaką. Dopóki nikt nie robił nikomu krzywdy, detektyw przymykał na to oko. Nawet gdyby chłopak pojawił się dziś przy nim z trawką albo w przeszłości zaczął pić alkohol, zanim skończyłby dziewiętnaście lat, co najwyżej dostałby ostrzeżenie. Żadnych konsekwencji, żadnych papierów, żadnego zawracania sobie głowy czymś, co miesiąc później i tak przestawało mieć jakiekolwiek znaczenie. Czy uważał, że przez to lekceważy swoje obowiązki? Niekoniecznie. To było zwykłe przymykanie oka na coś zupełnie niegroźnego. Przy tym, czym zajmował się na co dzień – trupami, obrzydliwymi zbrodniami oraz ludźmi zdolnymi do najgorszych uczynków – mógłby nawet powiedzieć, że to było coś błahego, niewartego jego uwagi.
Zerknął na Tomasha przez moment, z pytającym spojrzeniem, gdy ten wspomniał coś o sztywnych funkcjonariuszach, ale szybko wrócił wzrokiem do pilnowania drogi, mimo że ruch nie był akurat intensywny i nie mieli nikogo przed sobą.
– W sumie nigdy nie miałem okazji, żebyś zerknął, jak u mnie jest – zauważył zaciekawiony. – Myślisz, że jest źle?
Nigdy nie miał do czynienia z fizjoterapeutami zawodowo, nie licząc kilku wizyt po jakiejś głupiej kontuzji na siłowni, i teraz zastanawiał się, czy ktoś taki nie opierdoliłby go za to, jak dba o swoje ciało. To znaczy – prawie wcale. Ćwiczył regularnie, chodził na siłownię, starał się być aktywny fizycznie na tyle, w jakim stopniu pozwalał mu grafik, ale czy robił to dobrze, czy nie przemęczał mięśni bardziej, niż powinien? O tym nie miał zielonego pojęcia. Owszem, nie podnosił ciężarów codziennie, pozwalał sobie na dni odpoczynku, ale to był bardziej zdrowy rozsądek niż jakakolwiek wiedza.

Detektyw wciąż nie wierzył własnym oczom, ale dziki kot ewidentnie nigdzie się nie wybierał, nie był też żadną halucynacją. Nie pomogło nawet uszczypnięcie się w skórę na ręce – poczuł ból, wyraźny, realny, a tygrys wciąż stał kilkanaście metrów dalej, całkiem prawdziwy.
Nie zamierzał jednak robić niczego głupiego. Nie chciał ryzykować własnym życiem ani życiem nikogo, kto znajdował się w polu rażenia zwierzęcia. Hałas dobiegający z okolicy skutecznie zagłuszał jego obecność, więc postanowił to wykorzystać. Zamiast jak skończony kretyn, bawić się w bohatera, schował się za metalowym kontenerem, kucając powoli i obserwując rozwój sytuacji. Tygrys, machając nerwowo ogonem, rozejrzał się po okolicy, ale nie znajdując niczego interesującego, majestatycznym krokiem ruszył przed siebie, w stronę pobliskich budynków.
Dopiero gdy Bellerose był pewien, że zwierzę się nie odwróci, zerknął w stronę samochodu. Szybko dostrzegł chłopaka stojącego przed nim, a nie, jak go prosił, czekającego w środku. Przeklął pod nosem i pomachał mu nerwowo, żeby wrócił do auta, choć nie był pewien, czy tamten w ogóle zrozumie jego intencje, gestykulując jak kretyn w jego kierunku.
Chwycił za telefon i wybrał numer alarmowy.
– Dziewięć-jeden-jeden, w czym mogę pomóc? – odezwał się głos dyspozytorki po drugiej stronie.
– Detektyw Bellerose, TPS – przedstawił się, zaraz potem ściszając głos. – Mam niecodzienną sytuację. Potrzebuję kogoś, kto zajmuje się dzikimi zwierzętami na wolności. Najlepiej natychmiast.
– Proszę doprecyzować, o jakie zwierzę chodzi?
– Tygrys – rzucił krótko, sam nie mogąc uwierzyć, że wypowiada to słowo na głos w kontekście magazynu w East Endzie.
Cisza po drugiej stronie trwała odrobinę za długo.
– Powtórzy pan?
– Tygrys. Duży, pomarańczowy, w paski. Ten typ tygrysa. Jest przy magazynach w dzielnicy mieszkaniowej. Sprowadźcie mi tu kogoś.
Później podał adres, doprecyzował sytuację (że wcale nie chodzi o zlot przyjaciół Kubusia Puchatka) i się rozłączył. Nie pozostało mu nic innego, jak zaczekać na pomoc.

Tomash Nowakovsky
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Chyba nie trzeba było mówić nikomu, że nie spodziewał się, że stanie oko w oko z prawdziwym tygrysem. No, nie było to na jego karcie do Bingo. I nie chodziło o oglądanie tygrysa w zoo, ale w miejscu, gdzie tygrysów być nie powinno. Tomash, jak na młodego człowieka przystało, nie przeglądał wiadomości, jak również jak przystało na człowieka zamkniętego w swojej własnej bańce social mediów, nie dotarły do niego żadne wiadomości na temat tego, że po okolicy biegały luźno dzikie zwierzęta. Z odmętów swojej świadomości starał się również przypomnieć, czy czasami nie obiło mu się o uszy, aby któryś z jego sąsiadów posiadał dzikie, egzotyczne zwierzęta w swoim salonie. Owszem, coś takiego pewnie byłoby nielegalne, więc z pewnością ludzie się czymś takim nie przechwalali, żeby nie ściągnąć na siebie problemów, ale oglądał program na Netflixie o Joe Exotic i zdał sobie sprawę, że na świecie mieszkali najróżniejsi dziwacy. Mógł się więc spodziewać, że ktoś trzymał jakieś dziwactwa na własnym podwórku.
   W sumie to nie rozumiał tej całej fascynacji jakimiś egzotycznymi i z pewnością wyjątkowo niebezpiecznymi zwierzętami. Jakby pies albo normalnych rozmiarów kot nie wystarczał. Wydawało mu się, że już takie typowe zwierzaki sprawiały odpowiednią ilość problemów, jak również dawały idealną dozę emocji. Tomash kiedyś, gdy był jeszcze w liceum, zajmował się wyprowadzaniem psów w weekendy i doskonale wiedział, że te czworonogi potrafiły być nie tylko dużo bardziej chaotyczne, ale i niebezpieczne, chociaż niebezpieczeństwo ich nie wynikało z ich natury i charakterów, ale z faktu, że potrafiły pakować się w niebezpieczne sytuacje.
   Z tygrysami nie miał jeszcze, na szczęście, doświadczenia. I nie planował żadnego. Z tego właśnie względu, gdy zauważył zwierzaka, który nie był za kratami, to w sumie nie wiedział, co zrobić. Jego nogi odmówiły posłuszeństwa. Ogólnie jego ciało tak jakby się wyłączyło. Było to dziwne przeżycie. Sama świadomość tego, że ciało może okazać się sparaliżowane było okropne. Tomash chciał wierzyć w to, że gdy znajdzie się w niebezpiecznej sytuacji, to będzie wiedzieć doskonale, co zrobić. Jak widać, nie było tak. I można uznać, że wynikało to z całkowitego zaskoczenia i faktu, że łatwiej było przewidzieć bycie napadniętym przez jakiegoś zbira niż zaatakowanym przez tygrysa.
   Wsunął telefon do kieszeni spodni i powoli zaczął wycofywać się w kierunku samochodu. Nie musiał czekać na żadne znaki, które wydawał mu Cree. Nie był na tyle odważny, by stanąć oko w oko ze zwierzęciem, jak również głupi, by nie wiedzieć, że powinien znaleźć jakieś schronienie jak najszybciej. Samochód wydał mu się w tej chwili najrozsądniejszą kryjówką głównie dlatego, że był mu najbliżej i mógł do niego dotrzeć po prostu się wycofując, a nie zmieniając kierunek, co mogło przykuć uwagę zwierzęcia. W końcu oczy łatwiej wyłapywały ruch gdy jego kierunek się zmieniał, a nie zmiany rozmiaru. A przynajmniej taką miał nadzieję.
   Zrobił kilka kroków do tyłu, wyciągając za siebie dłoń, żeby wymacać drzwi bez spuszczania zwierzaka z oczu. Na szczęście klamka szybko spotkała się z jego otwartą dłonią, na której niemal instynktownie zacisnął swoje palce. Nigdy wcześniej nie był wdzięczny za to, że samochody istniały. Otworzył lekko drzwi i tyłem, nieco pokracznie, wsiadł do samochodu. Nie chciał tracić tygrysa z pola widzenia. W sumie to w ciągu swojego cofania się, starał się nawet nie mrugać. Miał bowiem wrażenie, że gdyby to zrobił i przestał obserwować tygrysa, to ten zmaterializowałby się tuż przed jego twarzą.
   Z cichym huknięciem zamknął za sobą drzwi i przykleił twarz do szyby, żeby obserwować to, co działo się po drugiej stronie. Widział, schowanego przed tygrysim wzrokiem Cree. Widział też zwierzaka, który chodził niespokojnie po okolicy, zapewne zastanawiając się, co właściwie miał zrobić. Było mu go szkoda, bo z jednej strony musiał mierzyć się ze swoim zwierzęcym instynktem, ale jednocześnie radzić sobie ze świeżo poznanym smakiem wolności, która pewnie wydawała mu się teraz nie tylko intrygująca, ale i przerażająca. Takie zwierzę mogło zachowywać się bardzo irracjonalnie. Nie żeby ktokolwiek, poza specjalistami, wiedział, jak miał zachowywać się tygrys.
   Chciał zadzwonić na policję, ale z jakiegoś powodu linie alarmowe były zajęte. Nie wiedział dlaczego, bo nic nie wskazywało na to, żeby w mieście działo się coś strasznego. No ale w sumie wiele osób mogło widzieć tygrysa biegającego po okolicy i spróbować się skontaktować. Dopiero gdy za trzecim razem nie mógł się dodzwonić, sprawdził wiadomości i wyczytał, że z miejscowego zoo uciekły zwierzęta. No pięknie, pomyślał niemal od razu, widząc spis wszystkich uciekinierów. Z niektórymi z nich chciałby mieć nawet do czynienia, no ale trudno…
   Odłożył telefon, rzucając go na siedzenie kierowcy, a samemu zaczął grzebać w plecaku, z którego wyciągnął termos, w którym trzymał kawę. Kierowany myślą, która mówiła mu, że chciał żeby pojawił się w samochodzie Cree, stwierdził, że dobrym pomysłem będzie próba odwrócenia uwagi zwierzęcia. Otworzył więc drzwi po raz kolejny, tylko po to, by wysunąć się zza nich i rzucić termosem tak daleko i mocno, jak potrafił. Termos odbił się od jednego z bliższych mu kontenerów z głośnym, metalicznym hukiem. W tym samym momencie, schował się ponownie do samochodu.

Cree Bellerose
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
28 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
🕵️ detektyw wydziału ds. zabójstw w Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Justice? You get justice in the next world; in this world, you have the law.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Detektyw nigdy nie spodziewał się znaleźć w takiej sytuacji. Wiele w życiu widział – szczególnie w swoim zawodzie. Często powtarzał, że niewiele może go jeszcze zaskoczyć. Sromotnie się jednak pomylił. Scenariusz jak z Jurassic Parku – ale z udziałem dużego kota zamiast jakiegoś dinusia – nie przeszedłby mu wcześniej nawet przez myśl. Był bardziej oszołomiony niż przerażony. Wiedział jednak, że filmowa ucieczka – z krzykiem i podniesionymi w górę rękami – skończyłaby się dla niego tragicznie.
Dyspozytorka, choć wciąż wyraźnie zaskoczona jego prośbą, przyjęła zgłoszenie i poinformowała, że służby zostaną wysłane i powinny dotrzeć na miejsce w ciągu dwudziestu minut.
Zerknął też przez ramię, żeby się upewnić, że jego kompan jest już bezpieczny. Ten, na szczęście, wycofał się z powrotem do samochodu. Jeden problem mniej na głowie. Nie wybaczyłby sobie, gdyby chłopakowi coś się stało tylko dlatego, że postanowił się zatrzymać i sprawdzić, co dzieje się w pobliżu magazynów.
Teraz musiał wymyślić jakiś sprytny plan, i to szybko – jak samemu dostać się do pojazdu i zaczekać na służby. Nawet gdyby chciał pomóc komukolwiek z pracowników, to nie był czas ani miejsce na bawienie się w bohatera.
Tygrys tymczasem przemieszczał się powoli wzdłuż budynku, nozdrza rozdymały mu się w rytmicznym, badawczym wciąganiu powietrza – jakby próbował wywęszyć coś, co umknęło jego uwadze wcześniej. Przez moment zwierzę zatrzymało się, jakby coś przykuło jego zainteresowanie, ale gdy w oddali rozległ się metaliczny dźwięk – echo po niedawnym rzucie od strony samochodu. Zwierzę uniosło głowę, strzygąc uszami. Początkowo wyglądało na niezbyt przejęte, kontynuując swój niespieszny spacer, ale po chwili zmieniło kierunek i majestatycznym krokiem ruszyło w stronę źródła hałasu.
Mężczyzna, korzystając z okazji, zaczął powoli wycofywać się w stronę samochodu, od czasu do czasu zerkając za siebie, żeby upewnić się, że dystans między nim a drapieżnikiem się nie zmniejsza. Nie próbował przyspieszać.
I wtedy, dokładnie w połowie drogi, nadepnął na coś w momencie, gdy nie patrzył przed siebie – jakiś kawałek metalowego rusztowania czy luźnej blachy leżącej na ziemi – coś, co z impetem przewróciło się, wywołując znacznie więcej zamieszania i hałasu niż wcześniejsza zakrętka od termosu.
Tygrys znieruchomiał na moment, po czym jego głowa obróciła się w stronę detektywa z przerażającą precyzją. Dostrzegł go. Jego plan spalił na panewce.
Cree nie czekał, żeby sprawdzić, co będzie dalej. Puścił się w bieg o życie, dokładnie w chwili, gdy dziki kot, z gracją i prędkością, której nikt by się po nim nie spodziewał, patrząc na jego rozmiar, ruszył za nim w pościg. Serce waliło mu jak młot, adrenalina zagłuszała wszelkie racjonalne myśli poza jedną – dobiec. Na szczęście dystans do samochodu był na tyle niewielki, że zdołał dopaść do drzwi, zanim tygrys go dogonił. Nerwowo szarpnął za klamkę, niemal wpadł do środka i zatrzasnął za sobą drzwi w tym samym momencie, gdy zwierzę znalazło się tuż obok, tracąc nagle orientację w terenie, gdy jego ofiara zniknęła mu z pola widzenia.
Zdyszany, z sercem walącym w piersi i tym razem wyraźnie przestraszony, Bellerose odwrócił się w stronę Tomasha.
– Gdybym znajdował się w gorszej formie fizycznej, to właśnie zostałbym obiadem dla dużego kotka – wydyszał, próbując złapać oddech, z tym samym niedowierzającym błyskiem w oku, jaki towarzyszył mu od momentu, gdy tygrys po raz pierwszy wybiegł z magazynu.
Wiedział, że najrozsądniej byłoby po prostu odpalić silnik i odjechać, zostawiając cały ten surrealistyczny epizod za sobą – nikt przecież nie mógłby mu tego zarzucić, skoro zgłoszenie już złożył, a służby były w drodze. Coś jednak mu na to nie pozwalało. Może to ten sam odruch, który kazał mu zatrzymać się przy magazynach na samym początku – poczucie, że skoro już się w to wplątał, nie może teraz umyć rąk od całej sprawy i zostawić ten problem komuś innemu. Ludzie w tych magazynach wciąż nie wiedzieli, co się dzieje. Ktoś musiał tu zostać, obserwować sytuację, nawet jeśli oznaczało to siedzenie w bezpiecznym, zamkniętym aucie i patrzenie, jak tygrys krąży wokół niego w poszukiwaniu kolejnej okazji.
Zerknął na zegarek na desce rozdzielczej. Dwadzieścia minut nagle wydawało się piekielnie długim czasem.

Tomash Nowakovsky
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Samochód niemal od razu po zamknięciu drzwi, zaczął wydawać mu się jedynym miejscem, w którym chciał w tej chwili przebywać. Samochód nie wydawał się mocarny. Tomash nie znał się na markach samochodowych i na tych wszystkich rzeczach, na które fani motoryzacji zwracali uwagę. Nigdy nie liczyła się dla niego moc silnika czy pojemność baku. Jedyne na co patrzył to wygląd i kolor. Samochód Cree nie był brzydki. Nie wiedział, co to była za marka niemniej jednak nie miało to dla niego znaczenia. Jedyne czego teraz pragnął, to faktu że pojazd był wytrzymalszy niż wyglądał. Nie wiedział w sumie również tego, jak silny jest tygrys. I nie chodziło o tego konkretnego, ale ogólnie. Były to potężne zwierzęta, ale chyba nie musiał przejmować się tym, że poradzi sobie z otworzeniem drzwi albo wybiciem szyby. Przystawił swoją dłoń do szkła, sprawdzając, jak grube było. Stuknął o nie dwa razy i dźwięk, który usłyszał wskazywał, że nie było ono aż takie cienkie. Trochę go to uspokoiło.
   Prawdą było jednak to, że znacznie bezpieczniej poczułby się, gdyby Cree był w tym samochodzie razem z nim. Obserwował go i tygrysa, sunąc wzrokiem od jednej sylwetki do drugiej, mając cichą nadzieję, że zwierzak nie zainteresuje się policjantem. Bo byłby poważny problem, gdyby Cree się coś stało. Nawet nie chciał się zastanawiać nad tym, jak dalej mogłyby potoczyć się wydarzenia. Nie wiedział nawet, czy policjant powiadomił jakieś służby czy nie. Logicznym było, żeby tak właśnie zrobić, ale w obliczu zagrożenia ludzie rzadko zachowywali się racjonalnie. No ale Cree był policjantem, więc pewnie był przeszkolony i doświadczony w stresujących sytuacjach. Myśl ta sprawiała, że nie bał się o niego aż tak bardzo, jak pewnie powinien był to robić. Zwierzak mógł w każdej chwili skierować swoją uwagę na mężczyznę i nie trzeba było być specjalistą od egzotycznych czworonogów, żeby wiedzieć, że nie było osoby ani siły, która sprawiłaby, że ktoś mógł przegonić biegnącego tygrysa. Tomash miał nadzieję, że tygrysy trzymane w ogrodach zoologicznych nie są tak sprawne, jak ich dzicy kuzyni. Zaczął szybko googlować te informacje, ale nie udało mu się uzyskać zadowalającej i konkretnej odpowiedzi, która by go usatysfakcjonowała.
   Obserwował cierpliwie, jak tygrys podąża za dźwiękiem jego termosu. Odległość zwierzęcia od Cree się zwiększała, co uspokajało blondyna. Wiedział, że sytuacja i pozycja, w której znajdował się detektyw wciąż była trudna i ryzykowna, bo każdy niewłaściwy ruch mógł skierować na niego uwagę czworonoga. Jednym słowem Cree balansował na cienkiej krawędzi bezpieczeństwa i musiał działać sprawnie i szybko, żeby się od tego niebezpieczeństwa wydostać. Tomash nie miał pojęcia, jak mężczyzna chciał to zrobić, ale miał nadzieję, że ten miał w nogach wystarczająco dużo siły, żeby kupiły mu one odpowiednią ilość czasu by dobiec do samochodu. Miał również nadzieję, że Cree nie był faktycznie sparaliżowany stresem i że szybko dostrzeże odpowiedni moment na ucieczkę.
   Na szczęście na to nie musiał długo czekać, bo zauważył, że Cree zaczął się przemieszczać i powoli zbliżać do samochodu. Westchnął z ulgą, obserwując i siedząc cicho, bojąc się, że każdy jego ruch może przykuć uwagę tygrysa. Wiedział, że był w dobrej sytuacji, bo zwierzak nie wydawał się zainteresowany samochodem. Zupełnie jakby nawet go nie widział. Odblokował drzwi zarówno z przodu jak i z tyłu, żeby Cree mógł sprawnie wejść do środka. I jak się okazało, bardzo dobrze, że tak zrobił, bo niemal od razu w momencie w którym spuścił z nich swoje spojrzenie, to wydarzyło się coś, co spowodowało, że tygrys zaczął gonić Cree. I tylko dzięki temu, że detektyw był blisko, to udało mu się uciec.
   Cree wpadł do samochodu gwałtownie, rzucając się na siedzenie pasażera z takim impetem, że ten rzucił Tomashkiem prosto na drugie siedzenie. Poczuł kolano Cree na swoim brzuchu, a jego łokieć na barku, gdzie wbijał mu się w miejsce pod obojczykiem tak mocno, że zdawał się odcinać dopływ powietrza do prawego płuca. Jego głowa uderzyła o kierownicę, gdzie przycisnęła klakson. Z samochodu rozległ się głośny i przeszywający dźwięk.
   – Ała – jęknął cicho. Brzuszek i głowa go nieco bolała, ale ból ten zniknął szybko, gdy tylko przypomniał sobie, co tak właściwie się stało. Spojrzał na drzwi, przez które Cree wślizgnął się do środka. Na szczęście te były zamknięte, jednak to co całkowicie go przeraziło, to pysk tygrysa przylepiony do szyby.
   – O matko, ale okropny – powiedział, zdając sobie sprawę z tego, jak blisko tygrysa się właśnie znajduje. – Myślisz, że umie otwierać drzwi? Widziałem w jednym filmie, że myśleli, że dinozaury nie potrafią, ale byli w błędzie – zastanowił się. Przypomniał sobie, że połowa drzwi w samochodzie była odblokowana.

Cree Bellerose
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
28 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
🕵️ detektyw wydziału ds. zabójstw w Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Justice? You get justice in the next world; in this world, you have the law.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy wparował do samochodu, nawet nie myślał o tym, że może zderzyć się z chłopakiem w środku i zrobić mu krzywdę. Tak naprawdę, poza adrenaliną i chęcią dostania się do auta, niewiele miał w głowie. Dzikie zwierzę raczej nie zastanawiałoby się dwa razy nad zrobieniem mu krzywdy, gdyby go dopadło. Pewnie nie tylko było głodne, ale też zdezorientowane i zestresowane. Nawet jeśli nie rzucało się z pazurami i kłami na pracowników zoo, z którego najprawdopodobniej nawiało, to na wolności niewiele z tego opanowania i tresury pozostało w tygrysie. Zresztą nie planował się o tym przekonać.
Poturbował nie tylko Tomasha, ale i samego siebie, gdy w końcu dotarł do pojazdu. Bolało go kolano, którym przydzwonił w próg drzwi, i głowa, którą walnął w nie, gdy w pośpiechu je zamykał. Teraz leżał na chłopaku, ciężko oddychając, próbując się uspokoić. Serce wciąż waliło mu jak oszalałe, a płuca domagały się więcej powietrza, niż zdołał im dostarczyć w tych pierwszych, chaotycznych sekundach. Dopiero gdy usłyszał jęk pod sobą, podniósł się na rękach i spojrzał na dosyć niemrawą twarz Nowakovsky'ego.
– Sorry, nie taki był plan – przeprosił go, zerkając przez okno. Koteczek w paski wciąż krążył wokół samochodu, ale nieco zbity z tropu po klaksonie. Nie byli zagrożeni w pojeździe. Nie było szansy, by pazury dzikiej bestii dały radę przedostać się przez grubą stal.
Zaśmiał się, nawet jeśli w tej sytuacji nie wypadało. Może to była tylko nerwowa reakcja organizmu na tyle dzikich emocji naraz, próba rozładowania czegoś, co inaczej mogłoby go przytłoczyć. Nie każdy dzień kończył się ucieczką przed drapieżnikiem, który powinien znajdować się o kilkadziesiąt kilometrów stąd, za kratami wybiegu, a nie na parkingu przy magazynach w East Endzie.
– Taka tipsiara jak on będzie miała spore trudności chwycić za klamkę – odpowiedział w najbardziej niepoważny sposób, na jaki teraz się zdobył. Potrzebował tego. Nie chciał się niepotrzebnie zamartwiać.
W końcu wstał z chłopaka i usiadł na siedzeniu obok. Nadusił też przycisk, który zablokował wszystkie drzwi, sprawdzając odruchowo każde z nich, mimo że dźwięk centralnego zamka był wystarczającym potwierdzeniem. Detektywistyczny nawyk – nigdy nie ufać sygnałowi, jeśli można to zweryfikować samemu.
– Przed moją brawurową ucieczką zadzwoniłem po pomoc. Powinni tu być w ciągu kilku, kilkunastu minut. W samochodzie jesteśmy bezpieczni. Nie mogę jednak powiedzieć tego samego o osobach znajdujących się na zewnątrz – był zły na siebie, że nie mógł bardziej pomóc i że ktoś może zostać skrzywdzony przez tygrysa, ale był policjantem, a nie specjalistą od dzikich zwierząt. Ryzykowanie także jego życia w takiej sytuacji byłoby po prostu głupie.
Zerknął jeszcze raz na Tomasha, tym razem dłużej, jakby dopiero teraz w pełni dotarło do niego, że przed momentem omal nie zmiażdżył chłopaka własnym ciałem podczas tej desperackiej ucieczki.
– Wszystko w porządku? Nic ci nie złamałem, nie wybiłem, nie urwałem? – zapytał, tym razem z odrobiną autentycznego niepokoju przebijającego się spod żartów. Wyciągnął rękę i delikatnie dotknął miejsca na barku Tomasha, tam, gdzie jeszcze niedawno wbijał się jego łokieć, jakby chciał sprawdzić, czy nie zostawił po sobie czegoś poważniejszego niż tylko chwilowy dyskomfort.
Adrenalina powoli zaczynała opadać, ustępując miejsca temu dziwnemu, drżącemu spokojowi, który zawsze przychodził po niej z opóźnieniem – jakby ciało dopiero teraz pozwalało sobie zauważyć, jak blisko było prawdziwego niebezpieczeństwa. Ręce miał wciąż lekko roztrzęsione, gdy sięgnął po telefon, sprawdzając, czy nikt nie próbował się z nim skontaktować w międzyczasie.
Tygrys tymczasem przestał krążyć wokół pojazdu. Usiadł kilka metrów dalej, obserwując auto z tą samą nieufną ciekawością, z jaką przyglądał się wszystkiemu innemu w tym nowym, obcym otoczeniu. Cree obserwował go przez chwilę w milczeniu, zastanawiając się, czy zwierzę w ogóle rozumiało, że jest zagubione, że świat, w którym się teraz znalazło, nie był tym, do którego przywykło.
– Wiesz, co jest w tym najgorsze? – rzucił w końcu, nie odrywając wzroku od okna. – Że jutro będę musiał to jakoś opisać w raporcie. Tygrysi incydent. Serio, będą myśleli, że ześwirowałem.
A pomyśleć, że cała ta wycieczka początkowo miała być tylko wypadem na obiad. Jak życie potrafiło czasem zaskakiwać.

Tomash Nowakovsky
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Nie obwiniał go, bo w sumie, gdyby sam miał znaleźć się w takiej sytuacji, jak detektyw, to pewnie też wolałby najpierw zadbać o swoje życie, niż o zdrowie kogoś innego. Zresztą nic poważnego nie mogło się stać i chyba się nie stało, więc Tomashek cieszył się, że Cree był z nim w środku. Jakoś dodawało mu to pewności, że może uda im się wyjść z tego cało i zdrowo. Najważniejsze też, że byli już w samochodzie.
   Leżał więc z głową przytkniętą do kierownicy, wpatrując się przez chwilę w detektywa, by następnie szybko przenieść swoje spojrzenie na wnętrze samochodu. Rozglądał się dookoła w poszukiwaniu dzikiego zwierzaka, który mógłby ich okrążać i szukać punku, dzięki któremu mógłby wejść do środka. W sumie w głowie Tomasha pojawiła się wizja tego, jak zwierzak wchodzi do środka. Widział, jak tygrys otwiera paszczę i łapie za klamkę, którą później ciągnie i drzwi samochodu stoją otworem. Nie chciał rozważać tego, co mogłoby stać się dalej, jednak nie skończyłoby się to dla nich najlepiej. Może tygrys by się ucieszył.
   Być może panikował, może było to wywołane uderzeniem głowy w kierownicę i jakimś wstrząsem, ale zachciało mu się śmiać. Fakt, że obecność detektywa dodała mu otuchy tylko pogłębiał cały komizm tej sytuacji. No może nie komizm, ale trzeba było przyznać, że całe to wydarzenie nie należało do najnormalniejszych. Nikt nie uczył w szkole, jak zachowywać się podczas spotkań z tygrysami.
   – Przypomina mi to ten film z dinozaurami, jak te dzieci są zamknięte w samochodzie – powiedział, nagle przypominając sobie coś, co obejrzał nie tak dawno temu. Nie był wielkim fanem dinozaurów, ale Park Jurajski akurat całkiem mu się spodobał. Nigdy nie zastanawiał się, dlaczego ominęła go faza na dinozaury, samochody albo superbohaterów. Kiedyś miał przez to problemy, zwłaszcza gdy nie mógł znaleźć tematów do rozmów z kolegami. Nie żeby mu zależało na tym, by mieć dużą liczbę znajomych, ale trochę bolało go, że się z niego naśmiewali za to co lubił i czego nie. Nie mówiąc o tym, że niektórym przeszkadzało, że był Polakiem. Teraz się to oczywiście zmieniło, zwłaszcza że poszedł na studia i znalazł sobie grupę ludzi, którzy jednocześnie lubili to samo co on, lub akceptowali jego upodobania. Nie mówiąc już o tym, że wielu studentów było już na tyle dojrzałych, że wszelkie różnice w upodobaniach po prostu się ignorowało bez zostawiania niepotrzebnych komentarzy. Podobało mu się takie oblicze dorastania.
   Usiadł na siedzeniu, wpatrując się w szybę naprzeciwko, w której to raz po raz pojawiała się tygrysia sylwetka. Westchnął. Zwierzę, jak widać, nie miało zamiaru odpuścić. Było to trochę przerażające, widząc, jak blisko nich się znajdował. Z drugiej jednak strony chyba lepiej było, że zwierzak był na widoku i mogli obserwować, co robił i czy czasami nie atakuje ludzi schowanych w magazynach, z których spora część mogła nawet o tym niebezpieczeństwie nie wiedzieć.
   – No… a pyskiem nie złapie? – zapytał, zastanawiając się, czy było to w ogóle możliwe. Pewnie z fizycznego punktu widzenia coś takiego mogło się stać, ale czy tygrysi mózg byłby w stanie wymyślić takie rozwiązanie. Nie wiedział, jak inteligentnymi były one zwierzętami, ale nigdy nie widział ich w zestawieniach tych najinteligentniejszych. Kiwnął głową spokojnie. – Mną się nie przejmuj… najważniejsze, że jesteś tu, a nie tam – przyznał szczerze. Nie znał Cree zbyt dobrze, jednak w tej chwili liczyło się dla niego tylko to, że we dwójkę czuł się znacznie bezpieczniej niż, gdy siedział w samochodzie samotnie.
   – Kilkanaście minut brzmi jak cała wieczność w tej sytuacji – mruknął cicho. Nie był przekonany co do czekania, ale wynikało to tylko i wyłącznie z niecierpliwości i chęci znalezienia się w bezpiecznych ścianach swojego domu. Nie byli w sumie aż tak daleko. Prawda była taka, że w sumie mogliby odjechać, jednak miał wrażenie, że mogliby doprowadzić do tego, że tygrys uciekłby za nimi i doprowadził do większego niebezpieczeństwa. W końcu tygrys mógł uciec i zacząć robić większe problemy gdzieś indziej. Lepiej chyba było mieć go na oku tutaj.
   – Myślę, że będą wiedzieć, że ten tygrys był prawdziwy, bo pewnie będzie o tym na Internecie… zresztą – zaczął, grzebiąc gdzieś po kieszeniach, jednak szybko zorientował się, że jego telefon leży pod siedzeniem. Schylił się tam i gdy już udało mu się wziąć telefon do ręki, to poczekał na odpowiedni moment i pstryknął zwierzęciu zdjęcie, bez flesza, żeby nie przyciągać uwagi. – Teraz mamy dowód, że tu był, więc nic się nie bój – przyznał, wpatrując się w zrobione przed chwilą zdjęcie. Tygrysek był dobrze widoczny, jak również wyraźne było otoczenie, w którym się znajdowali. Nie było więc mowy o tym, by ktokolwiek im nie uwierzył. W sumie to sam chciał wysłać mamie zrobione chwilę wcześniej zdjęcie, jednak doszedł do wniosku, że pewnie przysporzyłoby to więcej problemów niż pożytku. Kobieta pewnie od razu by do niego zadzwoniła i zaczęła krzyczeć, żeby jak najszybciej pojawił się w domu. Istniała również szansa na to, że sama by tu przyszła i zaczęła okładać zwierzaka czymkolwiek, co tylko mogła mieć w tej chwili pod ręką.
   – Myślisz, że ludzie w środku wiedzą, co się dzieje? – zapytał, spoglądając teraz na magazyny, w których pewnie było wciąż dużo ludzi. Niektórym udało się uciec poza ten obszar, innym do środka, jednak mógł się założyć, że ciągle istniały osoby, które nie wiedziały, co się aktualnie rozgrywało.

Cree Bellerose
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
28 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
🕵️ detektyw wydziału ds. zabójstw w Toronto Police Service Headquarters
Awatar użytkownika
Justice? You get justice in the next world; in this world, you have the law.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie planował tak brawurowo wpadać do swojego samochodu. Nie taki też miał pomysł na dzisiejszy wieczór, kiedy jeszcze kilka godzin temu myślał wyłącznie o świeżo ugotowanych pierogach czekających gdzieś w domu rodziców towarzyszącego mu chłopaka. Ale wybór, przed którym został postawiony w ostatniej sekundzie tego szaleńczego sprintu, był prosty, choć zdecydowanie niewygodny – albo desperacko wciśnie się do środka, ryzykując poturbowaniem Nowakovsky'ego, albo poznanie się z bliska z tygrysimi kłami. Wybrał przemoc. Zdecydowanie mniej cywilizowaną opcję, ale też jedyną, która pozwoliła mu wciąż oddychać.
Jakoś to chłopakowi wynagrodzi. Później. Może nawet postawi mu obiad, żeby odkupić winy za przydzwonienie łokciem w miejsce, które prawdopodobnie jeszcze przez dzień czy dwa będzie mu o tym przypominać. Teraz liczyło się tylko jedno – obaj byli bezpieczni. Nie wybaczyłby sobie, gdyby Tomashowi coś się stało tylko dlatego, że pojechał z nim na niezaplanowaną przejażdżkę, która miała zakończyć się talerzem pierogów, a nie ucieczką przed drapieżnikiem większym od nich.
– Wiesz, twoje porównanie do tego filmu z dinozaurami wcale nie było takie dalekie od prawdy – zauważył, kręcąc głową z niedowierzaniem, które wciąż nie chciało go opuścić. – Chociaż muszę przyznać, że spotkanie z tygrysem to wciąż pikuś przy tyranozaurze. Przynajmniej ten jegomość nie próbuje nam staranować samochodu.
Rzeczywiście, drapieżnik za oknem zachowywał się o wiele spokojniej, niż mógłby sugerować sam fakt jego istnienia w tym miejscu. Nie drapał w drzwi, nie skakał na maskę, nie próbował forsować szyby siłą swoich mięśni. Krążył przez chwilę wokół samochodu, obwąchując tu i tam, jakby oceniał sytuację, a potem po prostu usiadł kilka metrów dalej, leniwie machając ogonem, jakby czekał na coś, czego sam nie do końca rozumiał. Nie był to najlepszy możliwy obrót spraw dla dwójki uwięzionych w środku mężczyzn, ale z drugiej strony zwierzę nie wykazywało zainteresowania nikim innym w okolicy, co oznaczało, że przynajmniej nikt niepotrzebnie nie musiał ucierpieć.
Poklepał Tomasha wspierająco po ramieniu, gdy ten zapytał o możliwość otwarcia drzwi pyskiem.
– Nawet gdyby był tak inteligentny, w co szczerze wątpię, samo pociągnięcie za klamkę to za mało. Wcześniej zablokowałem wszystkie drzwi, więc nawet gdyby oparł się o nie całym swoim ciężarem, nic by się nie stało. Nic nam w środku nie zagraża.
Chciał go uspokoić, może nawet podnieść na duchu. Sytuacja była patowa, może nawet nieco niebezpieczna, ale nie mieli się o co martwić. Przynajmniej nie teraz. Nie w tym momencie. Filmy zawsze wyolbrzymiały takie spotkania z bestiami, żeby lepiej się sprzedać – rzeczywistość, jak zwykle, była zdecydowanie mniej spektakularna, choć i tak w tym przypadku wystarczająco surrealistyczna.
– A tak w ogóle – dodał po chwili, z lekkim uśmieszkiem – martwiłeś się o mnie? To całkiem urocze z twojej strony.
Zerknął przez okno, żeby jeszcze raz upewnić się, że wciąż wie, gdzie dokładnie znajduje się zwierzę. Tygrys siedział w tym samym miejscu, obojętny, jakby cała ta sytuacja przestała go interesować równie szybko, jak wcześniej przykuła jego uwagę. Westchnął niezadowolony.
– W zasadzie nic lepszego do roboty nie mamy, jak tylko czekać na służby. Odjechać też nie możemy, bo albo wróci do ludzi zamkniętych w magazynie, albo ruszy za nami i narazimy kogoś, kto akurat nie ma pojęcia, że dziś po mieście spaceruje sobie dziki kot wielkości kanapy.
Zastanawiał się przy okazji, jak media ujmą ten temat. Czy to był pojedynczy przypadek – jedno zwierzę, które zdołało uciec przez czyjeś niedopatrzenie – czy może sytuacja wyglądała znacznie gorzej i mieli do czynienia z masową ucieczką z zoo? Nie chciał nawet myśleć, jak oberwie się osobom odpowiedzialnym za ten incydent. W końcu, nawet jeśli ktoś postanowił uwolnić zwierzęta – celowo czy przez czyjąś rażącą niekompetencję – to tym samym naraził na niebezpieczeństwo mnóstwo ludzkich istnień. Co, gdyby ktoś zginął? Co, gdyby ofiarą padło jakieś małe dziecko, które akurat wracało ze szkoły i znalazło się w niewłaściwym miejscu i czasie?
– Aha, i jeszcze jedno – rzucił, tym razem bez cienia żartu w głosie, po raz pierwszy od momentu, gdy tygrys wybiegł z magazynu i sytuacja przestała być zabawna. – Nie wysyłaj i nie pokazuj tego zdjęcia rodzicom. Bo nie dość, że nie dostanę żadnych pierogów, to jeszcze oskarżą mnie o narażanie życia ich syna.
Zamierzał już odpowiedzieć na kolejne pytanie Tomasha, kiedy pod bramę magazynu podjechał samochód. Z ciężarówki wyskoczyło kilka osób uzbrojonych w siatki, chwytaki oraz karabiny z pociskami usypiającymi. Nawet nie zauważył, kiedy sytuacja dynamicznie się zmieniła – tygrys po chwili biegał już zdezorientowany po okolicy, ze strzałką sterczącą mu z grzbietu, po czym, zaledwie po kilku chwilach, spowolnił i położył się zmęczony na ziemi. Prawdopodobnie zasypiał.
– Chyba nasi rycerze na białych rumakach przybyli – rzucił do Tomasha, obserwując rozwój wydarzeń z ulgą, której już nie próbował ukrywać. – Jesteśmy bezpieczni.
Gdy tylko upewnił się, że wszystko było już pod kontrolą, wysiadł z samochodu i ruszył w stronę grupy pracowników odpowiedzialnych za schwytanie dzikiego kota, żeby dowiedzieć się, co dokładnie się stało i jak wiele jeszcze zwierząt biegało tej nocy po ulicach Toronto. W końcu przede wszystkim był gliniarzem.

Tomash Nowakovsky
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Cóż, obaj mieli zupełnie inne plany. Tomashek pewnie właśnie w tej chwili zajadałby się ciepłymi pierogami w towarzystwie Cree, który zapewne zakochałby się w tym polskim przysmaku, a rodzice Tomashka pochwaliliby go za jego umiejętności marketingowe. Bo co jak co, ale chłopak potrafił nagonić klientów. Okazywało się, że wcale nie było to takie trudne, jakim mogło się wydawać. Wystarczyło zaledwie odpowiednio to wychwalać i opowiadać o tym. Tomashek bardzo lubił pierogi, więc mówienie o tym, jakie były wspaniałe nie należało do najtrudniejszych. A gdy jego pasjonujące wypowiedzi nie pomagały, to po prostu wyciągał najlepszą reklamę – darmowe próbki, którymi częstował swoich znajomych. Dzięki temu już spora część jego przyjaciół z uczelni przychodziła do pierogarni po jedzenie.
   Nie znaczyło to jednak, że stołowali się u nich sami studenci i znajomi Tomashka. Przychodziło do nich wielu klientów z różnych stron Toronto, chociaż największą klientelą była bez wątpienia lokalna społeczność, którą udało im się zbudować w ciągu tych wszystkich lat. Był z tego dumny, nawet jeśli samemu nie przyłożył się zbyt mocno do tego sukcesu, a jedynie pojawił się na gotowe. Był jednak dumny z zaangażowania i poświęcenia oraz ciężkiej pracy swoich rodziców, którzy włożyli wiele wysiłku w to, żeby pierogarnia wyglądała i prosperowała na obecnym poziomie. Mieli dzięki temu całkiem łatwe i przyjemne życie.
   – Ale zgaduję, że tygrys doskonale by nas widział, nawet jeśli byśmy stali bez ruchu – mruknął, nieco się uśmiechając. W sumie był to dość ciekawy pomysł z tym, że uznano iż tyranozaury miały tak kiepski wzrok. Rozumiał, że wynikało to z niewiedzy, czy raczej poziomu wiedzy jaki mieli naukowcy na temat dinozaurów. Tak właściwie to był pełen podziwu tego, że naukowcy w jakiś sposób byli w stanie wyjaśniać zachowanie i wygląd zwierząt, które żyły dziesiątki milionów lat temu. Dla niego było to gdzieś poza zdolnościami rozumowania. Bo jakże miałoby się wiedzieć, co robiły i jak zachowywały się zwierzęta, jeśli nikt ich nie widział? Tak jak kiedyś oglądał program przyrodniczy, w którym pokazywano taniec godowy karnotaurów, podczas którego samiec wymachiwał swoimi malutkimi łapkami, które od spodu były niebieskie. No i niby skąd producenci tego filmu to wiedzieli? W takich momentach zaczynał się zastanawiać, czy można to było nazwać filmem naukowym czy tylko science fiction. Gdzieś musiała istnieć granica. – A oglądałeś Cujo? – zapytał, a na jego twarzy pojawiło się widoczne przerażenie. Nie było niczego gorszego niż horror przedstawiający coś, co mogło się stać w rzeczywistości. Nie wierzył w duchy czy inne nadprzyrodzone rzeczy, nawet jeśli czasami chciałby się wokół czegoś takiego zakręcić. Czasami czytał sobie horoskopy zastanawiając się, czy one rzeczywiście się dla niego spełniają, czy po prostu ulega sugestii. Prawdziwe życie potrafiło być jednak rzeczywiście straszne i nieprzewidywalne. A wściekłe zwierzę wydawało mu się niezwykle realnym zagrożeniem. Dlatego nie przepadał za dzikimi zwierzętami albo takimi, których nie znał. Sam starał się dbać o swoje i pilnował wszystkich szczepień i tego rodzaju rzeczy. W horrorze z psem pogryzionym przez nietoperze widział prawdziwy koszmar. I przypomniał sobie scenę, w której matka ratuje chłopca przez rozwścieczonym bernardynem i zamyka się w samochodzie. Aż zadrżał na samą myśl o tym. Po obejrzeniu filmu zdecydował również, że za nic w świecie nie przeczyta książki.
   No a teraz siedział w takim oto samochodzie i wpatrywał się w dzikie zwierzę. Nawet jeśli to zwierzę pewnie samo nie było do końca takie dzikie, bo przecież nigdy nie musiało polować i uganiać się za jedzeniem, bo to było mu podawane na tacy. Nie mówiąc już o tym, że pewnie był przyzwyczajony do ludzi i istniało prawdopodobieństwo, że dość pozytywnie mu się oni kojarzą. Istniała więc szansa na to, że byli dość bezpieczni, o ile nie zdecydują się wyjść z samochodu.
   – O, no tak, zamknięte są, to świetnie – kiwnął głową z wielką ulgą. Nie trzeba było zastanawiać się, czy informacja ta dodała mu nieco otuchy, bo niemal było widać, jak jego ramiona się unoszą, tak jakby opuszczał je wielki ciężar. Przyjrzał się tygrysowi, który grzecznie siedział niedaleko, tuż przed ich przednią szybą i wpatrywał się w nich. Śmieszne, jakby ich role się właśnie odwróciły i to Tomashek i Cree byli teraz zwierzakami zamkniętymi w klatce dla wzroku tygrysiej gawiedzi.
   – Znaczy, bo tego… no – zrobił się momentalnie czerwony na wzmiankę o martwieniu się. – Bo ja to się martwię o wszystkich po równo – przyznał. Bo w sumie to tak było. Zależało mu na dobru wielu ludzi. W idealnym świecie chciałby, by wszyscy mieli dobrze i nic im się nie działo. W tej sytuacji jednak głównie martwił się o Cree i o siebie. Tak.
   – Nie no… muszę im pokazać, bo takie rzeczy nie przytrafiają się każdemu, więc wiesz… jest to opowieść, którą będę opowiadać każdemu. Jutro jak przyjdę na posterunek policji to też o tym opowiem – odpowiedział mu. Nie było mowy, żeby to przemilczał. Jeśli uda im się stąd wyjść żywymi, to będzie to najlepsza historia jego życia. – Jak chcesz, to mogę im powiedzieć, że się z nim biłeś i wygrałeś – dodał szybko, chociaż wątpił, żeby Cree akurat chciał żeby ktoś rozpowiadał o nim takie kłamstwa, w które przecież i tak nikt nie uwierzy.
   Nie zdążyli już więcej porozmawiać, bo zaraz zrobiło się ogromne zamieszanie. Początkowo nie był przekonany co do tego, dlaczego nagle zapanował taki chaos, ale wyjaśniło się to dość szybko, gdy tylko jakiś mężczyzna zapukał w ich okno i rozkazał im się wynosić. Ulżyło mu. Jeszcze nigdy nie chciał wykonać polecenia opuszczenia jakiegoś miejsca tak szybko, jak teraz. I w sumie wszystko mogłoby się dość szybko skończyć, gdyby nie to, że Cree postanowił dołączyć do tego kanadyjskiego safari i udać się w stronę grupy osób mających za zadanie złapanie zwierzaka. Blondyn, zachęcony faktem, że tygrys leżał teraz na ziemi, a wokół niego kręciło się kilka osób, również postanowił wysiąść. Wychodząc sprawdził wiadomości i okazało się, że nie tylko tygrys był uciekinierem.
   – Ej, ej… gdzie idziesz? – zapytał, jednak Cree był już wystarczająco daleko i pewnie wystarczająco skupiony na tym, by dowiedzieć się, co się właściwie działo. Tomash nie był na tyle odważny, więc cofnął się do samochodu i postanowił poczekać tam na powrót detektywa. Gdy już udało mu się wrócić, wspólnie pojechali jeść pierogi, starając się jakoś przepracować to, co się właśnie wydarzyło.

ztx2 <3

Cree Bellerose
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”