ODPOWIEDZ
29 y/o
Welkom in Canada
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Spędzenie czasu nad Jeziorem Ontario brzmiało jak idealny plan na chwilę relaksu, której Aaron potrzebował, uwalniając się na chwilę od pracy. Miał wrażenie, że głowa mu ostatnio pęka i to nie tylko dlatego, że musiał słuchać ciągłego ujadania O’Hary za uchem. Nie, tu chodziło bardziej o kolejne informacje w paru sprawach, które wywalono na ich barki, jakby usilnie starano się udowodnić, że dwóch w sumie świeżaków nie będzie w stanie sobie poradzić nawet z połową. Jaka szkoda, że Aaron był znacznie bardziej uparty, niż ludzie podejrzewali i nie miał najmniejszego zamiaru nikomu dawać żadnej satysfakcji. Pod tym względem przynajmniej byli podobni z Rickym.
Niemniej uznał, że chwila relaksu faktycznie pozwoli mu spojrzeć inaczej na parę szczegółów, które nie dawały mu spokoju, zwłaszcza w sprawie zabójstwa trzydziestopięciolatka, którego znaleziono zamurowanego w starym magazynie, nieużywanym od przynajmniej pięciu lat. Stan ciała wskazywał, że do zabójstwa doszło zaledwie kilka miesięcy temu - tak przynajmniej twierdziła patolożka, która się tym zajmowała, chociaż odchylenia istniały, bowiem w komorze nie było zbyt wiele tlenu, co sprawiało, że nie istniały warunki do rozwoju owadów i bakterii mogących całkiem strawić ciało.
Westchnął. Zdecydowanie nie o takich rzeczach powinien teraz myśleć tym bardziej, że przecież nie miał tu być sam, nie? Umówił się z jakąś panną przez apkę (takich miał dowcipnych przyjaciół, że postanowili mu ja zainstalować, chcąc, by wrócił do gry), traktując to niemal jak randkę. Wydawała się być miła, na dodatek wpisywała się w jego gust. niby wszystko idealnie, tylko z czasem przekonał się, że jednak zawierzenie komuś, kogo poznało się przez neta, nie do końca było rozsądne.
Kiedy minęło dwadzieścia minut od umówionej godziny spotkania, Blackwood zaczął odczuwać irracjonalną irytację. Po kolejnych dwudziestu uznał, że do spotkania zwyczajnie nie dojdzie, a kobieta po prostu go wystawiła. I weź tu człowieku wychodź do ludzi, skoro nawet nie dają ci szans!
Westchnął uznając, że będzie musiał poradzić sobie bez towarzystwa, co koniec końców nie było takie straszne. Zabawi się na własną rękę, nie mając zamiaru marnować czasu na myślenie, że randka mu nie wypaliła.
Tym sposobem wylądował w barze, w którym akurat odbywała się Drinking Game. Cudownie, coś, czemu można było się oddać, bo chociaż nie powinien, tak raz nie zaszkodzi, prawda?
-Proszę, proszę. Kupa czasu, hm? - rzucił do chłopaka, którego dobrano mu do pary. Finnegan. Czy jakoś tak. osobnik, który jakiś czas temu był jego podejrzanym w sprawie, a który ostatecznie został oczyszczony z podejrzeń. - Masz teraz szansę się odegrać - powiedział, uśmiechając się do niego. Nie był pewien, czy go nienawidził, czy nie, ale jedno było pewne - Aaron nie miał zamiaru przegrać.

Finn Arden
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciało mu się dzisiaj spotykać z kumplami z pracy, którzy wymyślili sobie jakiś wieczór na plaży, podczas którego mieli chwalić się tym, jak wyglądały ich zlecenia z ostatniego miesiąca. Arden nie należał do osób, które chętnie wychodziły towarzysko z innymi agentami, ale raz na jakiś czas wypadało się zgodzić, żeby nie wyjść na skończonego buca, no nie? No więc przywlókł się do tego przeklętego miejsca, rozsiadł na jednym z rozłożonych leżaków i zaczął przeglądać tiktoki, czekając na tych idiotów. Minęło jednak pięć minut, potem dziesięć... a on robił się coraz bardziej poddenerwowany. Nienawidził, kiedy ktoś się spóźniał i nie szanował jego prywatnego czasu. Czasu, który mógłby teraz spędzać ze swoim płomyczkiem. W końcu zadzwonił do jednego z kolegów. - Tommy, gdzie wy, kurwa, jesteście? - burknął do słuchawki. - Co? Przecież dopiero jutro się widzimy - odpowiedział tamten zdezorientowany. - Słuchaj, Finny, jestem teraz na zleceniu, ale jestem pewien, że mieliśmy się spotkać dopiero jutro. - Thomas rozłączył się, zanim Arden zdążył porządnie go opierdolić. Finnegan otworzył ich grupowy czat i jak byk było napisane, że mieli się spotkać dzisiaj... No kurwa. - Banda idiotów z was, wiecie? Jesteście mi winni piwo - napisał na grupie.

Wciąż rozzłoszczony schował telefon do kieszeni i podszedł do baru. Skoro już tutaj przyjechał, mógł przynajmniej napić się czegoś zimnego, zanim wróci do domu. Po chwili usłyszał jednak głos, którego zdecydowanie wolałby już nigdy więcej nie słyszeć. Odwrócił się i jego oczom ukazał się sam detektyw Blackwood. No cudownie. Tylko jego tutaj brakowało. - Detektywie - mruknął pod nosem, nawet nie próbując ukrywać swojego niezadowolenia. - Śledzisz mnie czy po prostu próbujesz znaleźć kolejny powód, żeby wsadzić mnie za kratki? - Na jego propozycję parsknął śmiechem i przyjrzał mu się z rozbawieniem. - Co, nie masz żadnych znajomych, Blackwood? - zapytał zaczepnie. Chociaż wizja odegrania się na detektywie brzmiała całkiem kusząco i aż żal byłoby z niej nie skorzystać. Arden uniósł więc brew, po czym posłał mu zlośliwy uśmieszek. - Dobra, wchodzę w to. Ale o co się zakładamy?

Blackwood
29 y/o
Welkom in Canada
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

W momencie, w którym ktoś był podejrzanym w sprawie prowadzonej przez Aarona, automatycznie stawał się osobą, która zostawała wykreślana z grona znajomych Blackwooda. Wszak kto chciałby zadawać się z kimś, kto cisnął go na przesłuchaniu, starając się usłyszeć przyznanie? I chociaż Aaron nigdy nie działał wbrew procedurom, nie naciskał do granic możliwości, a tym bardziej nie demonstrował pokazu siły, starając się po prostu wykonywać swoją pracę by mieć pewność, że za kratkami wyląduje odpowiednia osoba, tak niekoniecznie inny ludzie, a już zwłaszcza podejrzani, wychodzili z tego samego założenia. Woleli mieć mu za złe, że w ogóle śmiał podejrzewać ich o niecne zamiary, tym samym psując im reputację.
Nic dziwnego, że na jego twarzy pojawiło się zaskoczenie, kiedy Finnegan, który jeszcze niedawno tak się buntował i stawiał na komendzie, zdawał się być nastawiony do policjanta raczej neutralnie, co najwyżej z nutką zapobiegawczej niechęci, niż wrogo. Nie widział na jego twarzy grymasu złości, nie widział błyskawic ciskanych z oczu. Ot, zerkał na niego tak, jakby był sąsiadem, z którym nie łączyły żadne bliższe więzi, a z którym od czasu do czasu człowiek się kłócił o drzewo, którego gałęzie wykraczały poza granice posesji.
-Jeśli tylko mi go dasz, panie Arden, z pewnością go wykorzystam, więc tym razem możesz się zachowywać i nie umawiać z potencjalnymi ofiarami. Tak dla własnego spokoju ducha - odpowiedział, przyglądając mu się. Sam chyba miał podły dzień, co? Bo jakoś na szczęśliwego nie wyglądał i z pewnością nie chodziło jedynie o Aarona. - To samo mogę powiedzieć o tobie. Niespecjalnie widzę wokół ciebie tłumy skandujące twoje imię. To co, może na ten jeden dzień zakopiemy topór wojenny, który, śmiem twierdzić, jest i tak tylko dla zasady - rzucił z lekkim rozbawieniem. On, w przeciwieństwie do mężczyzny, podchodził do tego na luzie.
-Może o przysługę. Kto wie, może w przyszłości przyda ci się moja pomoc lub wstawiennictwo u kogoś innego na komendzie - odpowiedział. Nie nawykł się zakładać, ale skoro już go cisnął. - Zabawę czas zacząć! - rzucił i zaczął pić. Jaka szkoda, że coś wyjątkowo poszło nie tak i odpadł szybciej, niż zakładał!

1d10

Finn Arden
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie ufał mu. Nie ufał tej jego mordeczce, przez którą mógłby uchodzić za jakiegoś niewinnego, nastoletniego szczyla, podczas gdy tak naprawdę był dorosłym mężczyzną marzącym wyłącznie o tym, żeby wrobić niczemu niewinnego Finnegana Ardena! Nie zamierzał mu tego tak łatwo odpuścić. A teraz Blackwood objawił mu się jak gdyby nigdy nic, niczym baranek boży w wielkanocny poranek, dając mu idealną okazję do słodziutkiej zemsty. Podanej już nie na ciepło, lecz na zimno, bo podobno właśnie taka smakowała najlepiej, no nie? Finnegan westchnął, słuchając Blackwooda, i przesunął dłonią po twarzy. - Serio? - prychnął pod nosem. - Zachowujesz się, jakbyś nie wiedział, jak popierdolony jest ten świat i że na takie rzeczy niestety nie mam żadnego wpływu. - Pokręcił głową, wyraźnie poirytowany, zanim dodał, - No widzisz, brawo za spostrzegawczość. To musi być ten twój detektywistyczny skill, który, well... znowu cię zawiódł - zaśmiał się szyderczo.

Chociaż tak po prawdzie, wcale nie było mu do śmiechu. Wciąż doskonale pamiętał nieprzyjemny chłód pokoju przesłuchań i ani trochę mu się tam nie podobało. Uśmiechnął się jednak i zbliżył do niego o krok. - Dobra, uznajmy to za przysługę. Kto wie, może kiedyś przyda ci się moja pomoc, hm? - uniósł znacząco brew. Po chwili zobaczył, jak Blackwood wypija pierwszego drinka i niemal natychmiast odpada. Arden musiał zebrać całą swoją silną wolę, żeby nie wybuchnąć mu śmiechem prosto w twarz. - Kurwa, ty sobie jaja robisz, co nie? - zapytał z niedowierzaniem.

Następnie spojrzał na barmankę, która właśnie przygotowywała dla niego shota, żeby chwilę później bez żadnego ostrzeżenia go podpalić. Wokół nich natychmiast zebrał się tłum, a ludzie zaczęli wiwatować i krzyczeć, żeby go wypił. Cholera jasna. Na sam widok płomienia strach go obleciał. Nie było najmniejszej szansy, że weźmie to świństwo do ust! - Ummm... to dla niej! - oznajmił, czym prędzej przesuwając płonącego shota w stronę jakiejś przypadkowej kobiety.

Barmanka tylko zmierzyła go wzrokiem, nalała mu czegoś co miało na butelce narysowaną czaszkę, Arden chwycił za kieliszek, wypił całość, która dosłownie wypaliła mu gardło i jakoś tak zakręciło mu się w głowie na tyle, że zaraz chciał wysyłać do Elci erotyczne wiadomości. Nie no, chyba się najebał, ale wstyd.

Blackwood
29 y/o
Welkom in Canada
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Niektórzy ludzie naprawdę powinni umieć odróżnić życie prywatne od zawodowego, dzięki czemu byłoby znacznie mniej nieporozumień na świecie. Owszem, Blackwood był w stanie zrozumieć niechęć Finna, ale z drugiej strony sam wpakował się w taka sytuację - będąc ostatnia osobą, która była widziana z zamordowanym. Może gdyby oglądał więcej seriali kryminalnych zorientowałby się, że w takich momentach logicznym było, że musieli zabrać go na przesłuchanie. Pan Arden najwidoczniej jednak wolał siać ferment we własnym życiu, kiedy Aaron przeszedł z tym raczej do porządku dziennego, nie chcąc dłużej zaprzątać sobie głowy kolejnym podejrzanym.
-Coś mi mówi, że uwielbiasz pakować się w kłopoty, więc to jedynie koleżeńskie ostrzeżenia - wzruszył lekko ramionami, przyglądając się jego twarzy. No dobrze, musiał przyznać sam przed sobą, że aż chciał mu szpileczkę wbić za te wszystkie teksty, które do niego sadził. Podjudzić, żeby zaczął się rzucać, ot, tak dla zasady, żeby i sobie humor poprawić, wykorzystując okazję i zapominając o nieudanej randce. Kto wie, może Ardena też jakaś panna wystawiła. - Widzisz, biszkopciku - mnie instynkt nigdy nie zawodzi. Może dlatego stałeś się wtedy podejrzanym, a nie oskarżonym. W świetle prawa to jednak kolosalna różnica - uśmiechnął się do niego lekko. Chciał zaczepki, proszę bardzo, już mu ją aaron dostarczy.
-Twoja pomoc. Kusi zapytać w czym takim mógłbyś mi pomóc, ale nie jestem pewien, czy w ogóle powinienem wiedzieć - skomentował. Doskonale wiedział po co znalazł się w hotelowym pokoju razem z zamordowanym. Z całą pewnością nie były to zabawy dla dzieci, bo nie o układanie klocków chodziło.
Kiedy jednak wychylił szota, cholera, mocnego jak diabli, z jakiegoś Czarnobyla napromieniowanego w Hiroshimie, poszło mu tak w przełyk i zaraz w łeb, że aż mroczki przed oczami mu się pojawiły. Z wrażenie musiał usiąść na jednej z pobliskich ławek, odpadając. I chociaż mógłby uznać to za porażkę, chwilę później Arden odpadł jak on. Czyli dwa samce alfa okazały się za słabe za te czarcie trunki znajdujące się w kieliszkach.
-No to pokazaliśmy się od wspaniałej strony - zaśmiał się, jakoś tak luźniej patrząc na świat. Kto wie, może i Finn majtki zluzuje, żeby trochę odetchnąć od tej niechęci. - To jak to teraz rozstrzygniemy? Remisu nie przewidzieliśmy.

Finn Arden
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- I skąd to przypuszczenie? - zapytał Arden, spoglądając na Blackwooda. - Jestem nieskazitelnym obywatelem. Płacę podatki, dokarmiam bezdomne koty, a od czasu do czasu nawet pomagam jakiejś staruszce przejść przez ulicę. To chyba idealnie wpisuje się w definicję wzorowego kanadyjskiego obywatela, czyż nie? - Uśmiechnął się szelmowsko, po czym parsknął śmiechem na ten jego tekst o biszkopciku. - Proszę cię, nie nazywaj mnie żadnymi artykułami spożywczymi, bo jeszcze pomyślę, że na mnie lecisz, a uprzedzam, że już się z kimś spotykam - prychnął pod nosem. Poza tym ta cała konwersacja w dalszym ciągu wydawała mu się czymś nie z tej ziemi. Dlaczego spośród wszystkich możliwych dni musieli ponownie wpaść na siebie właśnie teraz? Los zdecydowanie miał bardzo specyficzne poczucie humoru.

Pokręcił głową z niedowierzaniem, uśmiechając się pod nosem, po czym spojrzał detektywowi prosto w oczy. - I guess we need to find out, eh? - rzucił, kierując spojrzenie w stronę baru. Miał stuprocentową pewność, że bez większego wysiłku wygra z detektywem. Miał lata praktyki za sobą! Nie raz zdarzało mu się pić na jakichś wyjściach z klientami i dokładnie wiedział jaki był jego limit. Więc to? PIKUŚ. Nie było najmniejszej szansy, żeby poległ podczas zwykłej popijawy, szczególnie że chwilę później Blackwood padł jak mucha już po pierwszym shocie. Nowicjusz. Arden zaśmiał się pod nosem, jednak jego triumf nie trwał zbyt długo. Cholera, chwilę później jeden z wypitych shotów dał mu prosto w pysk niczym sam rocky balboa, kompletnie go nokautując. Ja pierdolę. Co oni dodawali do tych drinków? Doczłapał się do ławki, na której siedział Blackwood, i ciężko opadł na miejsce obok niego. Oparł się plecami o oparcie, próbując zatrzymać jakos swiat który wokół niego wirował, - Fucking hell, co oni tam dolali? - wydusił z siebie. Zerknął na detektywa i parsknął śmiechem, bo naprawdę żałośnie musieli teraz wyglądać, - gadżet, nie mam pojęcia, ale coś bym zjadł. A ty?

Blackwood
29 y/o
Welkom in Canada
188 cm
detektyw wydziału zabójstw w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Świat potrafił być przewrotny - ostatecznie to właśnie Finna postanowił mu dzisiaj podsunać, robiąc z niego jeszcze dodatkowo przeciwnika w pijackiej grze, w której Aaron w ogóle nie powinien brać udziału ze względu na swoją przeszłość. A tu proszę, daj się ponieść, przy okazji jeszcze wdając się w pogawędkę z osobą, z którą ostatni raz rozmawiał na komendzie. Interesujący obrót spraw.
-Ostatecznie najciemniej jest pod latarnią, co? Niby taki przykładny, a kto wie, co ma za uszami - odpowiedział jedynie. Nigdy nie można było mieć stuprocentowej pewności, że dany obywatel, niezależnie od tego, jak bardzo nie rozsiewałby wokół siebie dobroci, był czysty. Co prawda, zdaniem Aarona, Finnegan nie grzeszył rozumem na tyle, by okazać się seryjnym mordercą, ale takie wymuszenia? Tu już by go widział. - Żebym na kogoś poleciał trzeba czegoś więcej, niż ładnej buźki. Plus to byłby poważny konflikt interesów - powiedział z rozbawieniem. Ostatnie, o czym myślał, to dobranie się chłopakowi do majtek. Mógł być przystojny i dobrze zbudowany, ale Aaron był znacznie bardziej wymagający, niż ostatni klient, z którym Arden się widywał. Nawet, kiedy porządnie się nabombił nie rozpatrywał g w roli kochanka, co powinno stanowić wzór do naśladowania dla poniektórych, co to zapanować nad sobą nie potrafili. Dodatkowo umówmy się - Aaron aktualnie starał się zachować jakiekolwiek pozory rozsądku i względnej trzeźwości, w którą nie uwierzyłby nikt, a już z pewnością nie taki Ricky, który pewnie jeszcze by go nagrał.
-Może to jakiś czysty spirol? Albo inne osiemdziesięcioprocentowe gówno - zaśmiał się, opierając łokcie na stoliku, przy którym siedzieli. Stanie w tym momencie było bardzo niepolecane, bo trochę im się w tych głowach kręciło. - Słabe to zaproszenie na randeczkę, ale jedzenie zawsze brzmi dobrze. Co mi postawisz? - powiedział zaczepnie, głównie tak dla zasady, bo przecież nie mógł pomyśleć, że po pijaku aaron zaczął go lubić. Nawet, jeśli niczego do niego nie miał. -Chociaż chyba nie powinienem ci ufać. Sam sobie kupię bo mnie otrujesz - dodał ze śmiechem, spoglądając na budkę, w której smażono właśnie burgery. - Co chcesz? Burgery? Pizza? Hot dogi z długą parówą?

Arden
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „Summer by the Lake”