ODPOWIEDZ
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

017
Noe nie planował opuszczać bezpiecznych ścian domu, zwłaszcza po tym, jak policyjne komunikaty zalały wszystkie lokalne stacje radiowe i portale informacyjne. Służby bez przerwy bębniły o kompletnym chaosie, który ogarnął miasto po tym, jak aktywiści otworzyli klatki w miejskim zoo. Świadomość, że gdzieś po ulicach krążą zdezorientowane małpy, egzotyczne papugi, a w samym centrum rzekomo widziano krokodyla, budziła uzasadniony niepokój. Jednak rzeczywistość rzadko kiedy przejmowała się policyjnymi apelami. Magazyn jego zakładu pogrzebowego świecił niemal pustkami, a zamówienie na nowe trumny było sprawą tak pilną i niecierpiącą zwłoki, że Noe po prostu nie miał wyboru. Biznes musiał funkcjonować, niezależnie od tego, czy ulice należały do ludzi, czy do zbiegłych zwierząt.
Pech chciał, że ta wymuszona wyprawa szybko zmieniła się w koszmar. Ulica była pusta, cicha i wyzuta z jakiegokolwiek życia, dopóki na jednym z zakrętów nie wyrosła przed nim sylwetka czworonoga. Noe zamarł, natychmiast lustrując wzrokiem nienaturalnie ubarwione zwierzę. Różowo-pomarańczowa sierść i specyficzna, krępa budowa ciała jasno sugerowały, że ma przed sobą dingo – dzikiego psa prosto z australijskiego buszu. Nie musiał być ekspertem, by z napiętych mięśni zwierzęcia i jego nieruchomego, świdrującego spojrzenia wyczytać jedno: ten osobnik nie miał żadnych przyjaznych zamiarów.
Prawdziwy paraliż ogarnął go jednak dopiero później, gdy dostrzegł idącą z naprzeciwka dziewczynę. Szła wolno, zmierzając prosto w kierunku drapieżnika, całkowicie odcięta od rzeczywistości, z wzrokiem zapewne wbitym w przestrzeń. Wokół nie było żywej duszy - żadnych pracowników zoo z chwytakami, żadnych radiowozów, nikogo, kto mógłby w porę zareagować.
Krew chłopaka gwałtownie przyspieszyła, a w głowie zrodziła się rozpaczliwa myśl o tym, jak potworne w skutkach mogło być to spotkanie, jeśli natychmiast nie przejmie kontroli nad sytuacją.
- Stój! Uważaj przed siebie! - wrzasnął z całych sił, mając nadzieję, że jego głos wyrwie ją z letargu, zanim zrobi o jeden krok za daleko.
Zwierzę jednak drgnęło, a czas drastycznie skurczył się do ułamków sekund. Widząc, że sam krzyk może nie wystarczyć, by zapobiec tragedii, zrobił kilka szybkich kroków do przodu i bez wahania zasłonił dziewczynę własnym ciałem, stając bezpośrednio między nią a drapieżnikiem. Słyszał swój przyspieszony oddech, a każdy centymetr ciała spiął się w oczekiwaniu na to, co miało wydarzyć się dalej.
Ronnie Graves
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
22 y/o
For good luck!
172 cm
Studentka dziennikarstwa | Stażystka CBC Toronto
Awatar użytkownika
Nie ma czegoś takiego jak źli ludzie. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, którzy czasami robią złe rzeczy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Tak naprawdę nie chciałam brać dzisiaj udziału w zbieraniu wywiadów do stacji. Jednak najnowsze wydarzenie w naszym mieście, trochę zmieniły moje plany. Trzeba zrobić zdjęcia, ładnie opisać i wysłać do sprawdzenia. Początkowo myślałam, że to głupi żart. Jednak to nie jest żart, kiedy po ulicy idzie żyrafa. Zrobiłam zdjęcie, zapisałam, gdzie ją widziałam i poszłam dalej. Międzyczasie zauważyłam jeszcze inne zwierzęta, a ich opiekunowie już byli. W sumie dość szybko to wszystko działa, jak normalnie ich się woła, ponieważ chce się kupić jakieś smaczki to czeka się pół godziny, jak i nie więcej. Teraz chyba muszą szybciej pracować, ponieważ jakoś inaczej to u nich działa. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam iść szybko notować, co udało mi się zapamiętać. Wokół i tak jest wielki mętlik, więc nawet nie słucham co ludzie do mnie mówią, aż nie poczułam kogoś przed sobą. Już miałam się wydrzeć, że co za patafian wchodzi komuś przed nos. Jednak, jak zauważyłam zwierzaka, który bardzo mocno nas obserwował to zmieniłam zadanie. Wygląda jak zwykły pies, ale coś mi mówi, że to nie jest zwykły pies. Bardzo wolno schowałam ręce do kieszeni.
— Co to jest? Może nas zaatakować? Wygląda jak zwykły pies — Wydukałam zaskoczona.
Z jednej strony jestem megawdzięczna, że mi on pomógł. Szłam dosłownie w jego kierunku, tylko czy on teraz też nie ma przeze mnie problemu? Nie ma kogo jeszcze wokół nas, więc możemy liczyć, jakby na siebie. Piszczeć nie mam zamiaru, może to źle wpłynąć na naszą sytuację. Wypuściłam powietrze z ust. Popukałam go w ramię, jest wyższy od mnie i dość mocno to widać w naszym przypadku.
— Tam jest drzewo, jeśli szybko pobiegniemy i jakoś uda się nam wspiąć to będzie bezpiecznie — Kątem oka spojrzałam na psa, który jakby kierował się w naszą stronę? Trudno mi to zrozumieć, a może szuka reszty swojego stada? Nie chcę robić nam dodatkowych kłopotów, a niestety chyba je zrobiłam.

Noe Villeneuve-Scott
26 y/o
Welkom in Canada
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
absolwent dziennikarstwa i gość od pogrzebów
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stał sztywno jak posąg, czując, jak serce wali mu w gardle. Dziewczyna o mało na niego nie wpadła, a jej nagłe zatrzymanie się i zmiana miny jasno pokazały, że w końcu dotarło do niej, w jak wielkim są niebezpieczeństwie. Chłopak nie odrywał wzroku od dingo. Widział, jak dziki pies napręża mięśnie gotowy do skoku na każdy gwałtowniejszy ruch. Na co dzień obcował ze śmiercią w swoim zakładzie pogrzebowym, ale perspektywa stania się ofiarą rozszalałego drapieżnika na środku ulicy napawała go przerażeniem. Cieszył się tylko, że w porę zasłonił nieznajomą, choć sam czuł się teraz jak wystawiony na widelcu.
- To australijski dingo. I tak, uwierz mi, może nas zaatakować, to nie jest żaden zagubiony kundelek - odpowiedział, starając się mówić jak najciszej i najbardziej opanowanym głosem, choć jego własne gardło było ściśnięte ze strachu. Nie chciał prowokować zwierzęcia zbyt głośnym dźwiękiem, więc niemal bezgłośnie cedził słowa przez zęby, cały czas pilnując, by jego ciało stanowiło dla dziewczyny barierę ochronną.
Kiedy poczuł delikatne puknięcie w ramię, po jego plecach przeszedł gwałtowny dreszcz. Spojrzał kątem oka w dół, na znacznie niższą od siebie dziewczynę, a potem natychmiast przeniósł wzrok na wskazane przez nią drzewo. Pomysł ze wspinaczką brzmiał sensownie, ale dingo właśnie zrobił pierwszy, powolny krok w ich stronę, co sprawiło, że w głowie chłopaka wybuchła panika. Zwierzę zaczynało skracać dystans. Chłopak ugiął lekko nogi w kolanach, przygotowując się do zrywu, choć wiedział, że drapieżniki tylko czekają na moment, w którym ofiara odwróci się plecami i zacznie uciekać.
- Dobra, słuchaj mnie uważnie. Nie wykonuj gwałtownych ruchów - szepnął szybko, czując, jak pot występuje mu na czoło. - Cofamy się powoli w stronę tego drzewa. Cały czas patrz na niego. Jak powiem teraz, to dajesz nogę na gałąź, a ja będę tuż za tobą. Gotowa?

Ronnie Graves
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „York Mills Valley Park”