24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że zwykle jej odpowiedzi nie zadowalały River. Mogły być niewystarczające i nie stanowić tego na co liczyła albo zwyczajnie ranić ją w jakiś sposób. Miały tak rozbieżny pogląd na wiele rzeczy, że wydawało się to być wręcz nieuniknione. Zwłaszcza, gdy chodziło o te momenty, gdy się kłóciły, a Ruelle wyrzucała z siebie wszystkie nagromadzone emocje. Wybuchała, a ta eksplozja zadawała wyjątkowo dotkliwe obrażenia dziewczynie, która zawsze znajdowała się w polu rażenia.
- Mogę próbować, mogę się starać, ale nigdy nie wiem jak się przy tobie zachowam - przyznała szczerze.
To była prawda. Z reguły Prescott była aż nadto spokojna. Tłumiła wszystko w sobie, a artystka miała nadzwyczajny talent, aby uwolnić z niej to wszystko. Tylko, że robiła to zawsze w ten najgorszy sposób, wyciągając na powierzchnię demony, które mogłyby torturować ludzi w samych czeluściach piekielnych.
Nie miała pojęcia, co właściwie czuła, ale wszystko się w niej kotłowało było jej naprawdę słabo ze względu na to wszystko, ale dalej w to brnęły. Potrzebowały tego. Przynajmniej tak jej się wydawało. River tego potrzebowała. Bez tego nie będą w stanie dostatecznie oczyścić atmosfery i wrócić do swojej normalności. Czymkolwiek ona właściwie była.
To musiało się tak skończyć. Mogła zasmakować w końcu jej ust. Stęskniła się za nimi. Przesunęła dłoń na jej rozpalony kark i przytrzymała blisko siebie. Odetchnęła z pewną ulgą między pocałunkami. Zdecydowanie ten rodzaj komunikacji bardziej jej odpowiadał. Wydawał się bardziej szczery. Lepszy niż słowa, które można było interpretować na milion różnych sposobów. Desperacja i czułość zlewały się w jedno, gdy dostrajała się do tego emocjonalnego, powolnego tempa, które pozwalało im smakować każdą upływającą chwilę.
Oddech przyspieszył, a serce obijało się o żebra, gdy tylko River się oderwała od jej ust. Prescott uniosła powieki i dopiero teraz stała się świadoma swojego otoczenia. Świat nagle przestał się ograniczać po niespiesznych pocałunków u chciwego dotyku.
Pozwoliła jej skryć się w swoich ramionach. Słyszała te błagalne słowa, które dziewczyna wypowiadała przy jej skórze i przez moment miała wrażenie jakby trafiła do całkowicie obcego wymiaru. Musiała jednak coś jej odpowiedzieć.
- Nie zostawię cię - mruknęła cicho, muskając wargami jej odsłoniętą szyję.
Jakiś tępy ból w klatce piersiowej podpowiadał jej jednak, że nie będzie to łatwe. Jakieś mgliste przeświadczenie w podświadomości chciało przekazać jej, że czeka je zapewne jeszcze wiele bolesnych momentów, które powinny skłonić je do zastanowienia się nad tym szaleństwem, ale w tej chwili, nie słuchała żadnego z tych uczuć. Po prostu zamknęła ją szczelniej w swoim uścisku.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kolejna odpowiedź również nie mogła trafić w poczet tych ulubionych. Było w niej za dużo niewiadomych. Fakt, że dziewczyna wyraziła chęć starania się i tak był ładnym zwycięstwem. Cross wprawdzie nie wiedziała, co dokładnie oznaczało to w jej słowniku, ale była gotowa się przekonać. Może nie odbiegało do aż tak od tego, co sama w tym kontekście uważała? Miały bardzo różne podejście do tego, jak powinna wyglądać relacja międzyludzka, ale może nie różnią się na każdym możliwym polu, jakie tylko istnieje?
— I mimo tego musiałaś poważnie się zastanowić, czy mnie lubisz? — Spojrzała na nią z niedowierzaniem, ale też pewną dozą czułości. Sygnały, które były dla Cross oczywiste, były czarną magią dla Prescott i na odwrót. Razem mogłyby mieć wszystko! Albo totalnie nic. Ich dziecko byłoby najbardziej lub najmniej społeczną istotą na planecie. Dobrze, że biologia nie pozwoli na stworzenie takiego bezeceństwa. Artystce naprawdę podobało się, że jej modelka nie potrafi nad sobą przy niej panować – pod każdym względem. Bolało ją, gdy przez to obrywała, ale wciąż dostawała nowe potwierdzenia, że to wszystko wynikało z uczuć, które między nimi urosły. Właśnie przez to lgnęła w jej stronę na nowo i jeszcze nie miała dość.
Odnajdowanie ulgi i poczucia bezpieczeństwa w ramionach swojej oprawczyni to jakiś szczyt głupoty. River była wariatką. Powinni ją gdzieś zamknąć, wsadzić do celu kredki i niech się dziecko tam bawi do końca świata. Tam nie miałaby szans robić takich bzdur jak teraz. W ty momencie nie chciałaby jednak być w żadnym innym miejscu na świecie. Przytuliła ją jeszcze mocniej, gdy tylko usłyszała zapewnienie. Déjà vu rozdrapywało jej ciało od środka, próbując o sobie przypomnieć w jak najbardziej dotkliwy sposób. To też niczym nie różniło się od ich poprzedniego spotkania. Padło po prostu więcej słów. River wtedy nie zdobyła się na proszenie, Prescott nie dała rady powtórzyć tych słów, ale ładunek emocjonalny był przecież podobny. Wiedziała, że nie pozostało jej nic innego jak uwierzyć. Nie miała żadnej gwarancji, że i tym razem Rue nie roztrzaska jej serca z wyjątkowym okrucieństwem, ale była gotowa zaryzykować. Nie kłamała, gdy mówiła, ze zrobiłaby dla niej bardzo dużo. Tanatopraktorka jej w to nie wierzyła, ale też raczej nie uważała igrania z własnymi uczuciami za coś wystarczająco imponującego.
— Stęskniłam się za tobą, wiesz? — odezwała się po dłuższej chwili błogiego milczenia. Zupa na pewno im już wystygła. Taka zimna przynajmniej bardziej będzie smakować jak u Cross w domu, powinna się ucieszyć. W jej głosie nie było już ani smutku, ani złości. Jej mięśnie wreszcie mogły się rozluźnić. W myślach zaszumiało jej, jakby cofnęła się do stanu sprzed kilku godzin. Podniosła głowę i znów odnalazła jej usta. Za nimi stęskniła się tak mocno, że aż trudno w to uwierzyć. Nikt przecież nie całował tak jak Prescott. Szkoda, że pewnie Latynoska tak nie uważała i wrzucała pocałunki z Cross do jednego wora z... nie. Chwila. Nie może się nad tym teraz zastanawiać. Miało być miło.
— Nadal smakujesz jak bateria — zauważyła i uśmiechnęła się tuż przy jej ustach.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może powinna po prostu przestać mówić cokolwiek i po prostu przytakiwać lub zaprzeczać jej słowom. Czy potrzebowały czegoś więcej? Na ogół jednak im większa ilość słów wydostawała się z ich ust, tym większe było prawdopodobieństwo, że jednak dojdzie do jakiejś kłótni. Nawet jeśli nie takie miały intencje.
- Tak. Aż tak bardzo cię to dziwi? - zapytała, bo nie miała pojęcia skąd to niedowieranie.
Mówiła jej przecież, że wątpiła w to czy naprawdę lubi rysowniczkę za każdym razem, gdy tylko zaczynały sobie skakać do gardeł. River za bardzo działała jej wtedy na nerwy i miała ochotę ją zwyczajnie rozszarpać. Wtedy już zaczynała poważnie wątpić w to czy na pewno w ogóle lubiła tę dziewczynę. W końcu jeszcze nigdy nie czuła względem kogokolwiek tak silnych emocji.
Były naprawdę beznadziejne, gdy chodziło o tak prozaiczne rzeczy jak wyrażanie swoich emocji. Zwłaszcza Ruelle, bo była naprawdę upośledzona w tym zakresie. Jeśli już to umiała, co najwyżej wyładować swoją złość i frustracje, gdy nagromadziło ich się zbyt wiele w jej ciele.
Ten moment z jednej strony mocno przypominał ich poprzednie spotkanie, ale chyba mimo wszystko towarzyszyły temu nieco inne emocje. Przynajmniej ze strony Rue. Dostała nieco więcej czasu na to, aby się oswoić z myślą, że River się w niej zakochała. Przynajmniej pod tym względem była spokojniejsza, bo ta informacja nie była już dla niej nowością.
Miała teraz wrażenie jakby wszystko teraz znajdowało się na swoim miejscu. Trzymała blisko siebie dziewczynę, przyciskając ją mocno do swojego ciała. Pod palcami czuła materiał koszulki, która należała do niej, a w nozdrzach czuła zapach swoich kosmetyków, który wsiąkł w skórę oraz włosy rysowniczki. Miała teraz wrażenie jakby Cross naprawdę do niej należała. Jakby była jej. To było naprawdę upajające uczucie.
- Wiem... Tęskniłam za tobą... Taką - mruknęła jeszcze, bo właśnie brakowało jej najbardziej tej wersji River, która nie bała się dotyku i lgnęła do niej w tak naturalny sposób.
Mogłyby wrócić do przerwanego posiłku. Mogłyby zrobić tysiące innych rzeczy, ale zamiast tego zdecydowały się na to, aby raz jeszcze zatracić się w swojej obecności. Potrzebowały tego. Od zbyt dawna nie miały okazji do tego, aby zwyczajnie się sobą nacieszyć i pogrążyć w sobie.
Bez większego zastanowienia wsunęła dłonie pod materiał koszulki, aby dotknąć nagiej i rozpalonej skóry. Musiała po prostu ją poczuć jeszcze wyraźniej. Nawet jeśli za tym gestem nie szły kolejne lubieżne ruchy. Zwyczajnie odwzajemniała jej pocałunki. Uwielbiała ją. Uwielbiała sposób w jaki smakowała. Mogłaby naprawdę się w niej zatracić.
- Jeszcze ci nie przeszło? - zapytała z rozbawieniem, gdy tylko usłyszała ten sam tekst, co poprzedniej nocy.
Prawie zaśmiała się i naparła na nią swoim ciałem, aby przycisnąć ją do znajdującego się za nią blatu. Przygryzła jej dolną wargę, którą zaraz musnęła swoim językiem. Naprawdę się za tym stęskniła. Jak mogła próbować się od niej odsuwać? W takich momentach nie rozumiała samej siebie i zapominała o wszystkim, co złe.
Uwielbiała ją. Była całkowicie zaślepiona przez to uwielbienie. Czuła jak mrowi ją całe ciało, po którym rozprzestrzeniała się fala gorąca. Przycisnęła się mocniej do niej biodrami, gdy poczuła silniejszy skurcz podniecenia w podbrzuszu. Musiała ją mieć. Musiała ją mieć natychmiast i pokazać jej jak bardzo jej pragnęła w każdym możliwym wymiarze.
Tylko, że zanim do tego doszło, usłyszała dźwięk, który zmroził jej krew w żyłach.
Salem zamiauczał donośnie, biegnąc ku drzwiom, w których zaraz szczęknął zamek. Prescott ledwie zdążyła się odsunąć od swojej rysowniczki w momencie, gdy przez drzwi wejściowe weszły dobrze jej znane postaci.
Zamarła. Nie miało ich być jeszcze przez kolejnych kilka dni, ale z jakiegoś powodu wrócili wcześniej. Zdecydowanie nie planowała podobnego spotkania i nie była na nie gotowa w żadnym stopniu. Znowu zrobiło jej się niedobrze.
- Oye, co tu tak ładnie pachnie? - rozległ się kobiecy głos, wchodzącej do domu Isabel, a zaraz za nią wtargnął również zanoszący się kaszlem Jonathan.
Ona miała na sobie dopasowane jeansy, opinające się na kształtnych biodrach oraz biały top o głębokim dekolcie. Pan Prescott z kolei miał na sobie ciepłe dresy i ewidentnie nie wyglądał na takiego, który czuł się najlepiej. Wydawał się rozpalony, miał szkliste oczy, a w dodatku ten kaszel.
- Dzień dobry - przywitał się krótko, obrzucając je obie uważnym spojrzeniem.
Głos miał zachrypnięty. Ewidentnie był chory, a mówienie zdawało się sprawiać mu pewną trudność czy też ból. Choróbsko musiało zatem go naprawdę mocno chwycić.
- Nie za wcześnie na gotowanie Sancocho? Chociaż ojcu pewnie się przyda. Klimatyzacja musiała go załatwić - wyjaśniła jeszcze pokrótce Isabel, podchodząc bliżej do kuchennego blatu.
Dopiero teraz Ruelle zdała sobie sprawę z tego, że wciąż zaciska nerwowo palce na skraju koszulki swojej rysowniczki. Starała się przybrać dosyć obojętny wyraz twarzy. W środku jednak umierała wewnętrznie ze względu na to spotkanie. Chociaż na pewno lepiej, że wrócili teraz niż za choćby pięć minut, gdy na w kuchni mogłyby się wyczyniać prawdziwe bezeceństwa. I to na oczach czterech papieży, którzy wisieli na lodówce!
- A kogo tu mamy? - pani Prescott wyraźnie wydawała się zainteresowana Azjatką, która tkwiła koło jej córki i przyglądała jej się z wyraźną uwagą oraz przyjaznym uśmiechem.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Liczba słów niewiele zmieniała w próbach dogadania się. To trochę, jakby mówiły innymi językami i wcale nie był do tego potrzebny hiszpański. Była między nimi jakaś przepaść, która nigdy pewnie nie zostanie całkowicie zasypana i tyle.
— To wszystko są oznaki tego, że straciłaś dla mnie głowę — wyjaśniła jej uprzejmie. Skoro tak trudno było jej to pojąć, to mogła jej to rozrysować. Dosłownie. To zazwyczaj sprawiało, że Prescott zaczynało brakować słów, ale jak już ustaliły, to wcale nie sprawiało, że dogadywanie się zaczynało robić się trudniejsze. Przeciwnie! Przecież rozumiała to, co River próbowała jej przekazać swoja sztuką, a przynajmniej taką artystka miała nadzieję. Chociaż z tą babą to naprawdę nigdy nie wiadomo. Może jednak powinna zrobić jej egzamin ze swoich szkiców? Nasłuchałaby się pewnie dość niesamowitych odpowiedzi.
— Ach, czyli wolisz mnie taką niż uroczą? Zapamiętam. — Wytknęła jej sposób, w jaki określiła ją kilka godzin temu. Komplement był zrozumiały, bo w kocich uszach naprawdę wyglądała świetnie, ale i tak nie pasował jej w pełni do ust Prescott. Miała nadzieję, że będzie miała okazję się do tego przyzwyczaić. To na pewno potrwa. Podejrzewała, że nieprędko usłyszy podobne słowa, ale to nic. Jeżeli tanatopraktorka miała zamiar tym razem być słowną, to Cross była w stanie poczekać. Będzie po drodze marudzić i się niecierpliwić, ale przecież nie potrafiła inaczej. Oczekiwanie długości jednego uderzenia serca to była przesada, a co dopiero tyle, ile Prescott każe na siebie czekać. No nic, trudno. Na pewno będzie warto.
— Jeszcze mi nie przeszłaś — zapewniła mrukliwym tonem. Przeinaczyła jej słowa na własną modłę, jak zwykle. W tej wersji brzmiały lepiej. Były bardzo daleko, by artystce cokolwiek przeszło. Starała się przecież o to wyjątkowo solidnie od ich ostatniego spotkania. Niemalże wychodziła ze skóry, żeby się udało, ale nic z tego. Kiedy patrzyła na nią teraz, miała wrażenie, że wszystkie uczucia nie tylko nie zniknęły, ale nawet się pogłębiły. Była zauroczona w każdym jej fragmencie. Lgnęła nawet do tych, które paliły jej skórę do żywego. Na punkcie tych dobrych rzeczy kompletnie oszalała. Posiłek przestał mieć jakiekolwiek znaczenie, choć dopiero teraz Cross zrobiła się głodna. Miała ochotę pożreć swoją modelkę w całości. Była jej desperacko spragniona. Doskonale znała spojrzenie, jakim ją teraz obdarowywała. Zamruczała zadowolona i przylgnęła ustami do jej ucha, przygryzając je zaczepnie. Chciała mocno ją objąć i posadzić na blacie, ale tanatopraktorka ją od siebie odsunęła.
W pierwszej sekundzie do River nie dotarło, co się dzieje. Była pewna, że znowu zrobiła coś źle i że bańka świętego spokoju właśnie prysnęła. Dopiero kiedy usłyszała nowy głos, dotarło do niej, co się dzieje. Zamarła w bezruchu nasłuchując. Może to dalsze omamy po alkoholu? Albo znowu zasnęła? Z ryjem w zupie pewnie. Nie, to nie był sen. To było zbyt absurdalne jak na sen. Spojrzała na Prescottów, nie mając pojęcia, co ma ze sobą zrobić. Jej wzrok przemknął po sylwetce Isabel. O pół sekundy za długo zatrzymała się na jej biodrach. I na dekolcie. Nie no, tak to na pewno nie może robić. Przecież to matka jej... Ruelle, a nie jakaś obca baba na ulicy, którą może dowoli uprzedmiotawiać. Nie miała z nią nigdy wcześniej do czynienia. Mignęła jej raz czy dwa w okolicach szkoły i zapamiętała ją wyłącznie przez to, że była matką Rue. Nie miały jednak okazji zamienić nawet pół słowa. Spojrzała również na Jonathana. Facet nie wyglądał najlepiej, ale to raczej kwestia choroby, a nie jakiegoś wrodzonego problemu.
Dopiero, kiedy usłyszała pytanie ewidentnie skierowane do niej, przypomniała sobie, że ma aparat mowy i zdolność posługiwania się nim. W tym samym momencie przypomniała sobie, że w takich sytuacjach wypada się uśmiechnąć.
— Dzień dobry. River Cross, miło mi — przedstawiła się i wyciągnęła rękę w stronę Isabel, a następnie Johnatana, licząc, że którekolwiek z nich będzie chciało się przywitać.
— Ta godzina na zupę to moja wina, przepraszam. Ruelle chciała mi pomóc w moim... problemie — wyjaśniła krótko. Zawahała się tylko na moment, co wydawało jej się sporym sukcesem. Za sukces można też uznać fakt, że nazwała swoją modelkę po imieniu i nie strzelił w nikogo piorun.
— Wspominała, że państwo wyjechali, więc skorzystałam z gościnności, ale widzę, że sytuacja zmienia się dynamicznie, to ja już lepiej pójdę. Nie chcę przeszkadzać i wyjadać za dużo Sanco... zupy. — W połowie słowa uznała, że woli nie kompromitować się przed Portorykanką swoją niedokładną wymową nazwy dania. Uśmiechnęła się jeszcze raz przepraszająco i zrobiła krok w stronę korytarza, obliczając w głowie najszybszą trasę do wyjścia. Wiedziała, że nie jest typem osoby, którą rodzice uwielbiają. Raczej przeciwnie. Poza tym Rue podkreśliła bardzo wyraźnie, że nie chce jej za bardzo mieszkać w swoje życie rodzinne. Nie potrzebowały nowej kłótni, skoro pogodziły się kwadrans temu.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może kiedyś w końcu uda im się wypracować jakiś wspólny język i sposób komunikacji, ale wydawało się, że były na to dosyć niewielkie szanse. Może jednak w końcu im się to kiedyś uda. Szanse na to zawsze jakieś istniały. Nawet jeśli na ten moment wyglądały one nadzwyczaj marnie. Wiecznie jednak nie mogły się rozmijać. Chyba
- Doprawdy? Myślałam, że zwyczajnie mnie doprowadzasz do szału - odpowiedziała, uśmiechając się już lekko.
Próbowała to obrócić w żart, ale chyba faktycznie mogła całkowicie stracić głowę dla tej rysowniczki. Zresztą, chyba stało się to już naprawdę dawno temu. Jakby nie patrzeć szybko pozbyła się przy niej wszelkich swoich hamulców, a jakimś cudem przy każdym kolejnym spotkaniu pozwalała sobie na coraz więcej.
- Wolę cię taką, która nie ucieka ode mnie wzrokiem - poprawiła, bo właśnie tego nie była w stanie znieść.
Nie sądziła, aby miała zbyt szybko obejrzeć tę uroczą wersję artystki. Musiałaby do tego raz jeszcze urządzić w podobny sposób jak minionej nocy, a dotychczas to nawet jeśli widziała ją pijaną to nie, aż tak. I chociaż naprawdę podobała jej się ta nowa odsłona River to za bardzo przywykła do tej pewnej siebie, która mogła ją doprowadzić do szaleństwa jednym dotykiem, a rozpalić ciało już pojedynczym słowem.
- I dobrze... - zamruczała tuż przy jej ustach, w które zaraz się wpiła.
Potrzebowała jej. Trudno było jej uwierzyć w to, że mogła być tak podatna na wpływ artystki. Lgnęła zbyt mocno do jej dotyku i obecności. Nawet nie mogła temu dobrze zaprzeczyć, bo przecież taka była prawda.
Miały za sobą dosyć ciężkie wyznania, a teraz... Mogły po prostu się w sobie zatopić. Całkowicie. W końcu dlaczego miałyby postąpić inaczej?
Znajomy żar pulsował pod skórą, a z gardła Ruelle wydostał się cichy dźwięk przyjemności, którego nie chciała i nie była w stanie powstrzymać. Wiedziała doskonale do czego zmierzało to wszystko i gdyby nie nieprzewidziany powrót właścicieli domostwa to... z pewnością wylądowałaby na blacie zamiast tradycyjnego posiłku.
Niby nie było to nic wielkiego. Głowa rodziny rozchorowała się na wyjeździe, więc wrócili do domu, aby mógł dojść do siebie we własnym łóżku. Tylko, że wpasowali się tym samym w dosyć istotny dla ich córki poranek. Jakby naprawdę Jonathan nie mógł wybrać sobie innego terminu na to jedno zachorowanie w roku.
Żołądek naprawdę ściskał jej się z nerwów do tak małych rozniarów, że jeszcze trochę, a przestanie w ogóle istnieć. Zwłaszcza, że w potencjalnie przyjaznym uśmiechu Isabel dostrzegała coś jeszcze. Coś, co pani Prescott na ten moment zachowywała wyłącznie dla siebie i mogła użyć w dowolnym momencie jako amunucję o wielkiej sile rażenia. Nie chciała się przekonać o co chodzi.
River zareagowała dosyć szybki na zadane pytanie, a do tego w nadzwyczaj poprawny sposób. Kobieta uścisnęła od razu jej rękę, będąc wyraźnie zadowoloną.
- Isabel Prescott - przedstawiła się i niemal od razu wskazała głową na stojącego w pobliżu małżonka. - Mój mąż, Jonathan.
- Miło poznać - odpowiedział mężczyzna, odchrząkując jeszcze. - Wybaczcie, ale pójdę się położyć. Nie czuję się najlepiej.
Jego niedyspozycja była w doskonały sposób widoczna. Nie musiał się nikomu z tego tłumaczyć. Zwłaszcza, że długa podróż musiała go jeszcze dodatkowo wykończyć.
- Niedługo do ciebie przyjdę, mi amor. Prześpij się - poleciła mu żona, a chory jedynie skinął głową.
Pożegnał się krótko i ruszył w kierunku schodów prowadzących na piętro. Po drodze wziął jeszcze na ręce mruczącego głośno kocura, który ocierał się o jego nogi. Isabel przez chwilę odprowadzał go wzrokiem, ale zaraz skupiła się ponownie na postaci dziewczyny znajdującej się u boku jej córki. Całe szczęście Ruelle przestała już kurczowo ściakać materiał jej koszulki, bo to byłoby conajmniej dziwne.
- Kac morderca nie ma serca, co? - zapytała z wyraźnym rozbawieniem, domyślając się od razu natury tego problemu. - Dawno cię nie widziałam River. Co u ciebie? Jak mamy?
Portorykanka wyraźnie należała do tego rodzaju rodziców, którzy doskonale pamiętali połowę dzieciaków, które chodziły z jej córką do szkoły, a w dodatku orientowała się w tym, co mniej więcej się u nich dzieje. Najwyraźniej pamiętała dosyć sporo o Cross.
- Mamá... - zaczęła Rue, ale nie bardzo wiedziała, co właściwie mogłaby w tej chwili powiedzieć.
- ¿Qué? Chyba wam w niczym nie przeszkadzam - powiedziała lekkim tonem, ale coś w jej głosie i spojrzeniu mówiło Ruelle, że wiedziała.
Przeszedł ją zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa i poczuła jak policzki palą ją ze wstydu, który odznaczył się wyraźnym rumieńcem na jej skórze. Panika narastała w niej z każdą kolejną chwilą. Jeszcze jedna, a zaraz zacznie się hiperwentylować.
- O nie, nie, nie. Nie ma takiej potrzeby, Rio. Możesz śmiało zostać. Nikomu nie przeszkadzasz, a nie ma mowy, żebyśmy sami opanowali ten gar zupy - zaoponowała niemal od razu Isabel i przesunęła się nieznacznie, aby w razie potrzeby zagrodzić River drogę.
Ewidentnie nie zamierzała jej wypuścić tak łatwo z domu. W normalnych okolicznościach Rue pewnie wsparłaby swoją rysowniczkę, ale sama nie była pewna czy woli, aby dziewczyna tkwiła przy jej boku w wyjątkowo niezręcznej sytuacji czy może wyszła. Domyślala się, że przy tym drugim scenariuszu czekałyby ją wyjątkowo nieprzyjemne dla niej pytania, od których Isabel łaskawie mogła się powstrzymać łaskawie w obecności obcej osoby w swojej kuchni.

River Cross
Ostatnio zmieniony czw wrz 10, 2026 8:11 pm przez Ruelle I. Prescott, łącznie zmieniany 2 razy.
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doprowadzanie jej do szału zazwyczaj było czystą przyjemnością. Warunkiem było robienie tego z premedytacją. Nawet kiedy próbowała ją denerwować, czerpała z tego radość. Satysfakcjonowało ją, że wiedziała, gdzie nacisnąć, by zadziałało. Gorzej, jak wpadała w furię całkowitym przypadkiem. Doprowadzanie jej do kurwicy bez wyraźnego zamiaru w ogóle jej nie bawiło, szczególnie że wiedziała, jak dotkliwe mogą być tego konsekwencje.
— Postaram się nie odrywać od ciebie spojrzenia. Będę cię pożerać wzrokiem — obiecała od razu. Uciekanie było okropne, podobnie jak świadomość, że wystarczy kilka sekund skupienia się na oczach Prescott, by artystka rozbiła każdy mur, jaki próbowała wokół siebie stawiać. Na ten moment nie musiała się tego bać. Mogła wypieprzyć do śmieci każdą cegłę, byle tylko móc się wpatrywać w swoją cudowną muzę. W nocy opiewała jej ciało słodkimi słówkami, ale bardzo chciała nadrobić też uwielbienie w postaci reakcji własnego ciała. Wygłodniałe spojrzenie to tylko wierzchołek góry lodowej. Słodkie pocałunki i dłonie sunące leniwie po plecach dziewczyny były z kolei tylko wstępem. Nie było im jednak dane doczekać do rozwinięcia.
Najchętniej zdematerializowałaby się z tej sytuacji. Bez problemu zniosłaby rodziców swoich potencjalnych kolegów i koleżanek, ale nie mogła przecież określać Rue w ten sposób. Rodzice jej potencjalnych partnerów i partnerek to inna para kaloszy. Naprawdę rzadko trafiali się tacy, którzy ją od razu akceptowali. Ba, Cross w ich oczach traciła na bliższym poznaniu. Ale czy mogła w ogóle nazwać Ruelle swoją partnerką? Tego też nie zdążyły ustalić – ergo – powinna stąd spierdalać.
Prescottowie okazali się jednak bardzo uprzejmi. Nie mieli żadnych pretensji w pierwszych chwilach rozmowy, co można uznać za sukces. River drgnęła odruchowo, gdy tylko usłyszała pieszczotliwy hiszpański zwrot, jaki Isabel skierowała do swojego męża. Wygląda na to, że to u nich rodzinne. Gdy tylko kobieta odwróciła wzrok, podążając za mężem, Cross obróciła się do swojej modelki. Zacisnęła wargi w wąską linię i starała się jej przekazać swoją minią i jakąś tajemniczą telepatią, że powinny się z tego natychmiast wykręcić, bo inaczej to się źle skończy.
Odchrząknęła nerwowo, gdy Isabel od razu zasugerowała, że chodzi o kaca. No to tyle z subtelności jak widać. Pokiwała jednak grzecznie głową, bo doskonale wiedziała, że istnieje kategoria matek, których się nie okłamuje.
— U mnie wszystko w porządku, dziękuję. Staram się jak najwięcej skupiać na pracy, bo terminy gonią i... sama pani rozumie — urwała temat, bo nie była pewna, czy Isabel należy do tych, którzy w ogóle uznają artyzm za formę pracy. Ostatnie, czego chciała, to wszczynanie z nią kłótni na ten temat, a przecież nie umiałaby się od tego powstrzymać.
— Matki też mają się świetnie. Próbowałam je ostatnio namówić na wakacje, ale wychodzi na to, że zatracanie się w pracy nie wzięło mi się z powietrza — dodała, uśmiechając się delikatnie. Liczyła, że takie oszczędne wyjaśnienia wystarczą. Wpadła nawet na to, żeby w jakiś sposób nawiązać do sytuacji, w której się znalazły, więc czuła się z siebie naprawdę dumna. Właściwie to mogła się już uznać za towarzyskie zwierzę, może jednak powinna zostać na obiad? Nie no, litości.
Poczuła się nieco swobodniej. Udało jej się przeprowadzić całkiem swobodny dialog, a Isabel nie sprawiała wrażenie wrogo nastawionej i chyba nie zakładała, że Cross miała jakieś niecne intencje według jej córki. Kto by pomyślał, że takie spotkanie może pójść aż tak dobrze? Odetchnęła z ulgą, spojrzała na tanatopraktorkę i... tyle było z ulgi. Rumieniec na jej policzkach wyraźnie wskazywał, że rozmowa wcale nie szła tak dobrze, jak się River wydawało. Bardzo niedobrze. Czyli jednak powinna się niepokoić? Kobieta zaczęła ją namawiać, by została. Nawet stanęła jakoś tak inaczej, jakby chciała zablokować jej możliwość ucieczki. Czy fakt, że zaczęła zwracać się do niej po hiszpańsku jest dobrym znakiem czy może ostrzeżeniem? To wszystko zaczynało ją jednak stresować.
— Właściwie to już zjadłyśmy i... — Spojrzała na ich miski, z których nie ubyło zbyt wiele jedzenia. Kłamstwo miało krótkie nogi w przeciwieństwie do River. Nic dziwnego, że jej nie wychodziło. Może więc powinna przestać kombinować i zacząć zachowywać się naturalnie? Od kiedy niby River Cross się czegokolwiek boi, no litości! Musiała wziąć się w garść.
— No dobrze, przyznaję, po prostu trochę się zagadałyśmy. Ale zupa wyszła świetnie. Ruelle do tej pory bardzo skrzętnie ukrywała swój talent kulinarny — wyjaśniła i przeniosła wzrok na swoją kobietę. Uśmiechnęła się do niej łagodnie, choć w oczach artystki czaiłysię znajome ogniki gotowości na nowe wyzwania. Zdecydowanie wolała się dobrze bawić niż stresować.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich relacja w dużej mierze opierała się na drażnieniu się nawzajem i dogryzaniu sobie na różne sposoby. Kąśliwe komentarze, sarkazm i zwykłe złośliwostki występowały na porządku dziennym. Najgorzej jednak było, gdy nagle to wszystko wymykało się spod kontroli. Nagle każde słowo było wymierzone tak, aby zabolało jak najbardziej. Chodziło wtedy o to, aby zranić jak najprecyzyjniej i nie brać jeńców. Tego zdecydowanie powinny unikać. O ile tylko to możliwe, bo zapewne zaraz pojawi się jakaś jedna rzecz, która będzie iskrą odpalającą laskę dynamitu. Nie znały przy tym dnia, godziny, ani powodu. Było tylko przekonanie, że to się w końcu stanie.
Zamruczała z zadowoleniem na jej słowa. Naprawdę chciała, aby oczy rysowniczki były skierowane tylko na nią. Chciała czuć to pożądanie, jakie zawsze w niej wywoływała. Chciała czuć też jej dotyk na swojej skórze oraz to jak reagowała na każdy możliwy rodzaj uwagi, którym była obdarowywana. Szkoda tylko, że miała na to zbytnio czasu. Wszystko przez to, że w domu pojawiły się dwa źródła jej stresu... a raczej jedno ogromne, bo ojciec jednak wyglądał na tak wykończonego, że od razu poszedł się położyć na górę.
Na ogół Ruelle nie miała nic przeciwko temu, aby jej znajomi spotykali jej rodziców. Nie miała żadnych powodów do tego, aby się ich wstydzić. Tylko, że jeszcze nigdy nie gościła u siebie nikogo takiego jak Cross. Nie zapraszała do domu osób, z którymi po prostu sypiała, a... z rysowniczką sprawa była jeszcze bardziej skomplikowana, bo przecież nie chodziło tylko o seks. Nie miała pojęcia jak powinna się zachować. Serce biło jej jak szalone i miała wrażenie, że wystarczy jeden nieostrożny ruch, aby się zdradziła z tym, co właściwie między nimi było. Artystka zatem na pewno nie była sama z tą ogromną chęcią dezintegracji. Zwłaszcza, że młoda Prescott miała wrażenie, że w jakiś sposób widać po nich, że zamierzały wykorzystać blat, o który Isabel opierała się nonszalancko do czegoś innego niż jedzenie przy nim portorykańskiej zupy.
Nie miała problemu z tym, aby odczytać niewerbalny komunikat, który wysyłała jej River. Sama również chciała się z tego wykręcić, ale nie bardzo wiedziała jak miałaby to zrobić. Jej matka była nieustępliwa. Musiały zatem mieć na to naprawdę solidny plan, bo inaczej o krok się nie ruszą z tej przeklętej kuchni.
Może i pewne rzeczy nie były dziedziczne, ale momentami widać było jak wiele łączyło Rue z Isabel. Sposób mówienia, manieryzmy czy nawet to jak się uśmiechały; wszystko to wydawało się być tak bardzo podobne. Nawet jeśli istniały w nich pewne różnice.
Isabel Prescott nie trzeba było kłamać. Uśmiechnęła się z pewnym szczerym rozbawieniem, gdy tylko rysowniczka potwierdziła jej przypuszczenia. No cóż, przynajmniej pod tym względem nie oceniała. Być może dlatego, że wiedziała jak to być młodą i imprezującą.
- Ru wspominała, że rysujesz, ale nie chciała mi powiedzieć nic więcej. Musiałam wszystko z niej wyduszać siłą - powiedziała jeszcze, a sposób w jaki wypowiedziała imię córki nosił w sobie nieco bardziej hiszpańskie tony z wyraźnie zaakcentowanymi głoskami.
- Bo ty już byś wszystko chciała wiedzieć - burknęła pod nosem tanatopraktorka, chcąc pewnie w jakiś sposób ukryć fakt, że w jakikolwiek sposób rozmawiała kiedyś na temat swojej artystki z kobietą.
- Po prostu interesuję się twoimi koleżankami, mija. Lubię wiedzieć z kim spędzasz czas i kim są osoby, które są ci bliskie. To chyba normalne, prawda? - odparła Isabel, a młoda Prescott odnotowała w głowiez że musiała specjalnie przestawić się wyłącznie na angielski, aby nie wykluczać Cross z tej rozmowy.
Studentka jeszcze przez chwilę próbowała znaleźć jakąś odpowiedź, ale nie potrafiła. Nie była nigdy zbyt rozmowna, więc o wiele bardziej obeznana w sztuce konwersacji matka bez trudu potrafiła ją przegadać. Mogła zatem tylko słuchać tej wymiany zdań, walcząc z mdłościami, które czuła ze względu na narastający stres.
- Zdecydowanie powinny kiedyś odpocząć. Zasłużyły na to. Pozdrów je ode mnie - poleciła jej, najwyraźniej zadowolona z tego, że u rodzinki Crossów wszystko było w porządku.
Można byłoby uznać, że sytuacja wydawała się opanowana. Zwyczajnie gawędziły w kuchni, ale Ruelle nie mogła się pozbyć wrażenia, że Isabel tak naprawdę ukrywała jakąś bombę atomową na ich dwójkę, ale tylko czekała na odpowiednią okazję. Ewentualnie chciała zwyczajnie wbić im jakąś szpileczkę w wyjątkowo subtelny sposób.
- Nie było wcześniej okazji - stwierdziła, bo jakby nie patrzeć ich spotkania nie oferowały jej okazji do przygotowywania jakichkolwiek posiłków, a dodatkowo lodówka rysowniczki najzwyczajniej świeciła pustkami. - Zresztą, to tylko kwestia podążania za przepisem.
Nie sądziła, aby było to coś szczególnie skomplikowanego. Zwyczajnie należało robić wszystko zgodnie z instrukcją, a nic nie mogło pójść źle.
- Już nie bądź taka skromna, mija. Masz po prostu wyczucie smaku - zaprotestowała od razu Isabel, spoglądając na córkę, która najchętniej teleportowałaby się na drugi kraniec kraju. - Powinnaś wpaść do nas w urodziny Ru. Jestem pewna, że wszyscy doceniliby twoją obecność...
- Mamá, por favor - niemal jęknęła, gdy tylko usłyszała to rzucone mimochodem zaproszenie. - Nie nagabuj jej.
- Nie nagabuję. Staram się być po prostu miła dla dziewczyny, o której moja córka nie chciała mi opowiadać - zaczęła się bronić Portorykanka.
- Bo nie było o czym mówić, mamo!
- ¿Ah, sí?Serce podeszło tanatopraktorce do gardła w momencie, gdy zobaczyła jak jej matka kładzie na kuchennym blacie zdjęcie z fotobudki. Dokładnie to, które zrobiły na swojej pierwszej prawdziwej randce. Zaschło jej w ustach. Nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Wydawało jej się, że przecież schowała je gdzieś w pokoju. Ale czy na pewno? Nie była już pewna.
- Pożyczyłam ostatnio twoją torebkę, pamiętasz? - przypomniała jej Isabel, a Rue natychmiast pobladła, gdy tylko uświadomiła sobie swoją ogromną wpadkę. - Dlaczego nie powiedziałaś mi, że jesteście razem?
Młoda Prescott widziała w oczach matki malujący się w oczach matki zawód, ból i zapewne też wściekłość. Nie wiedziała, co dokładnie kryło się w jej głowie, ale wiedziała jedno:
Spieprzyła. I to po całości.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie postawiłaby złamanego grosza na pomysł, że miałaby się w najbliższej przyszłości spotkać z matką Ruelle. Każdego, kto zasugerowałyby, że poprowadzą miłą rozmowę, wyśmiałaby prosto w twarz. Dziwiła się, że jej modelka nie zastosowała właśnie jakiegoś czaru, który by wystrzelił artystkę z domu jak z katapulty, byle tylko uciąć tę rozmowę. Wyjaśnienie było bardzo proste. Isabel pewnie była potężniejszą wiedźmą. Młoda Prescott miała pewnie jeszcze za mało doświadczenia. Strach pomyśleć, co potrafi odpierdalać babcia.
Wczoraj, gdy weszła tu kompletnie pijana, była święcie przekonana, że dzięki oględzinom mebli dowie się o Rue mnóstwa rzeczy. Nieco się pomyliła. Tą skarbnicą wiedzy miała okazać się Isabel. Przysłuchiwała się uważnie dialogowi, zapamiętując każde najmniejsze słówko i sposób jego zaakcentowania. To jakby ktoś wpuścił ją do tego skarbca, w którym była lampa z dżinem. Nie miała pojęcia, co tanatopraktorka mogła mówić o ich relacji. Jakoś po ich ostatnim spotkaniu nie było okazji zapytać o szczegóły. Nadal była zaskoczona, że dochodziło do jakichkolwiek rozmów. Zainteresowanie Isabel było zrozumiałe, zachowywała się przecież w podobny sposób do jej własnych matek, ale miała też wrażenie, że Rue nigdy nie zwierzała się swojej tyle samo, co ona.
— Rysuję. Głównie komiksy — doprecyzowała, nie chcąc zostawiać Isabel tak kompletnie bez szans na uzupełnienie wiedzy.
— Nie chwaliłaś się, że pomagasz mi robić kwerendę do nowego tomu? — zapytała, obracając głowę w stronę jej konsultantki od spraw cmentarnych. Cross nie traktowała tego wszystkiego jak jakieś durne gadanie albo ich dziwaczny sposób na flirt. Naprawdę starała się czerpać inspirację nie tylko z obecności swojej muzy, ale i z jej słów. Ceniła jej opinię i uznawała za kurewsko zabawne, że Ruelle Isadora Prescott pomaga jej w pracy nad komiksem na temat Raven Vanberg.
— Dziękuję, pozdrowię — odpowiedziała z grzeczności. Zastanowiła się od razu, jak na tę informację zareagowałaby jej matki. No dobrze, nad Gerogią w ogóle nie musiała myśleć. Wiadomo przecież, że będzie zachwycona, wymusi na niej oddanie pozdrowień i będzie starała się przez jakiś dziwaczny głuchy telefon nagle się z Isabel zaprzyjaźnić. Ale Minju? Miała problem do młodej Prescott, ale czy będzie projektować to też na jej matkę? Cholera ją wie.
Spojrzała z rozbawieniem na Ruelle, kiedy zaczęła się wykręcać ze swoich zdolności kulinarnych. Od kiedy była taka fałszywie skromna? W towarzystwie River była przecież aż za bardzo pewna siebie. Isabel również nie doceniła tych wykrętów i bardzo dobrze. Rysowniczka uniosła zaskoczona brwi, gdy kobieta zasugerowała, że powinna odwiedzić ich w urodziny Ruelle. Dwa dni temu zakładała, że nią ma możliwości, by spędziły je w swoim towarzystwie. No dobra, podświadomie zdawała sobie sprawę, że pewnie nie mogłaby o niej od rana przestać myśleć, poszłaby się najebać i w końcu by do niej napisała. Ale teraz nie trzeba było bawić się w podchody, dostała takie prawdziwe i zwyczajne zaproszenie. Ucieszyła się i chciała od razu zgodzić, ale nie chciała wchodzić żadnej z nich w słowo. Miała wrażenie, że rozmowa z jakiegoś powodu się zagęszcza. Czy zrozumienie Isabel będzie jeszcze trudniejsze niż Ruelle? Bogini, ratuj.
Powód jej irytacji okazał się dość racjonalny. Tak jak podejrzewała, Isabel nie była matką, którą się okłamuje. River spojrzała na tanatopraktorkę, spodziewając się, że zaraz zacznie się z tego jakoś wykręcać. Dziewczyna jednak nie wyglądała na wściekłą. Przeniosła spojrzenie na jej matkę, u której również złość zdawała się być tylko powierzchowna. Kobieta chyba poczuła się dotknięta, a Ruelle było za to słusznie wstyd. River zrobiło się przykro. Nie chciała, żeby którakolwiek z nich musiała się tak czuć przez jakiś jej durny pomysł.
— Przepraszam, ale to w sumie moja wina. Zerwałyśmy ze sobą właściwie kilka godzin po tym, jak zaczęłyśmy ze sobą być. — Aż zamrugała zaskoczona brzmieniem tych słów. One naprawdę były jakieś pierdolnięte. — Więc pewnie nie było okazji. Wczoraj spotkałyśmy się pierwszy raz od dłuższego czasu. Ja za dużo wypiłam i przypadkiem zostawiłam klucze do mieszkania u kolegi, a Ruelle mimo wszystko mi pomogła —wytłumaczyła ostrożnie. Właściwie była szczera. Uważnie dobrała słowa, by przez przypadek nie przemycić żadnego kłamstwa. Nie smuciło jej, że była w tej opowieści tajemnicą. Zdawała sobie przecież z tego sprawę. Nie miała również zamiaru sugerować, że być może zdążyły przed momentem do siebie wrócić. Była świecie przekonana, że gdyby tylko powiedziała to teraz na głos, to spanikowana Prescott wyrzuciłaby ją ze swojego życia na zawsze i to na oczach Isabel.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Żadna z nich nie spodziewała się takiego obrotu sytuacji. W końcu jakby nie patrzeć to w umyślny sposób Ruelle trzymała rysowniczkę z daleka od własnego domu. Tylko raz pozwoliła jej się jej odprowadzić po tym jak odbyły swoją pierwszą randkę. Jak widać musiała mieć ogromnego pecha skoro postanowiła zgarnąć dziewczynę do siebie i jak na złość jej rodzice musieli wrócić niespodziewanie ze swojego urlopu.
Ruelle zamieniała się w całkowicie inną osobę, gdy tylko znajdowała się w pobliżu swojej matki, kobiety, która ją wychowywała i znała lepiej niż ktokolwiek inny. Nie potrafiła przed nią udawać. Isabel zawsze potrafiła ją przejrzeć. Taka chyba jednak była już jej supermoc. Potrafiła po prostu wyczuwać ją lepiej niż ktokolwiek inny.
- Nie wspominała mi nic na ten temat - kobieta raz jeszcze skierowała swoje spojrzenie na córkę, która czuła się coraz bardziej nieswojo w tej sytuacji.
- Nie sądziłam, że to będzie dla ciebie istotne - odpowiedziała, bo naprawdę nie widziała sensu w dyskutowaniu z matką na temat szczegółów swoich spotkań z rysowniczką.
Zwłaszcza, że jakakolwiek pomoc w pracy nad komiksem była jednak nieznaczna. Głównie zwyczajnie się ze sobą pieprzyły i kłóciły o prawdziwie absurdalne rzeczy. Z jakiegoś jednak powodu wciąż wracały do siebie i działo się dokładnie to samo. Wolała mówić o River jak najmniej. Jedynie to, co musiała, aby nie rozbudzać zbytnio ciekawości Isabel oraz nie zachęcać jej do zadawania kolejnych, potencjalnie męczących pytań.
Wydawało się, że pani Prescott wystarczyło zapewnienie o przekazaniu pozdrowień do matek artystki. Nie było wątpliwości, że gdyby tylko usiadła przy jednym stole z Georgią to na pewno zaprzyjaźniłyby się w przeciągu kilku minut. W nich obu znajdowała się wyjątkowa serdeczność, która sprawiła by, że nawiązałyby solidną komitywę. A Minju? Ją było na pewno o wiele trudniej rozgryźć.
Spotkanie z Isabel było niebywałą okazją do tego, aby rysowniczka zobaczyła dziwnie bogaty przekrój emocji przemykających przez jej twarz oraz całą sylwetkę. Tylko ona potrafiła wyzwolić z córki bez większego trudu różnego rodzaju emocje oraz przekomarzać się z nią w ten niepowtarzalny sposób. Na pewno też nie żartowała z urodzinami. Ruelle nie lubiła ich obchodzić. Wolała zamiast tego w każdy piątek trzynastego usiąść z pizzą przy jakimś przyjemnym horrorze. To był jej sposób świętowania. Nie zdecydowanie zbyt głośne imprezy rodzinne, które bliscy dla niej mimo wszystko organizowali.
Trudno było jej też uwierzyć w to, że matka tak po prostu postanowiła zaprosić Cross, aby dołączyła do nich tego dnia. Pozwalała sobie teraz zdecydowanie na zbyt wiele, ale to musiała być kolejna prowokacja. Nie było innego wyjścia. Nie pomyliła się. To ją właśnie najbardziej przerażało.
Pani Prescott należała nie tylko do tych, których się nie okłamuje, ale dodatkowo była o wiele bardziej spostrzegawcza niż można byłoby się tego spodziewać. Szybko łączyła fakty oraz potrafiła przejrzeć nawet najbardziej wytrawny blef.
Rue nie miała pojęcia, co mogłaby powiedzieć. Żadna wymówka nie wydawała jej się w tym momencie odpowiednia. Na pewno bowiem kobieta nie zamierzała przyjmować żadnych durnych wymówek. W ekspresowym tempie odrzuciłaby je jako kompletnie niegodne jej uwagi.
River odezwała się jako pierwsza, a tanatopraktorka, która dotychczas stała osłupiała, skierowała na nią spojrzenie swoich wystraszonych oczu. Nie spodziewała się takich deklaracji. Cross serwowała jej... Zapewne półprawdę. Nie były nigdy razem. Studentka na pewno nie zaliczyłaby ich wspólnej nocy po wyznaniu rysowniczki jako rozpoczęcia jakiegoś typowego bycia ze sobą. Nie padły żadne deklaracje. Jedynie przyznanie się do uczuć przez artystkę. Zawsze były dla siebie po prostu... Nawet trudno to nazwać.
Chwyciła prawą dłonią za przegub lewej ręki, gdy tylko poczuła drżenie. Chyba jeszcze nigdy się tak nie denerwowała. Nie była pewna czy jej serce stanęło w miejscu czy może biło z zawrotną prędkością. Czuła się zwyczajnie zamknięta w pułapce bez wyjścia. Nawet dobrze ukrytego.
- Nie musisz jej bronić, River - rzuciła jedynie Isabel, która uznała to wytłumaczenie za scenariusz jakiejś telenoweli. - Zresztą chyba spotykacie się od dosyć dawna, a nie zająknęła się ani słowem na ten temat...
Zastukała jeszcze wymownie paznokciem w miejsce, gdzie znajdowała się wydrukowana przez automat data wykonania zdjęć. Nie było to tak dawno temu, aby mogła być mowa o dłuższym czasie bez spotykania się ze sobą, ale jednocześnie nie było to na tyle niedawno, aby nie mieć okazji o tym wspomnieć.
- Eso era una broma... - powiedziała ze ściśniętym gardłem, drżąc od środka z nagromadzonych emocji.
- Nie wygląda mi to na żart - odparowała Isabel, a Ruelle przełknęła ciężko ślinę, gdy kobieta pochyliła się w jej stronę. - Soy tu madre y por cualquiera razón no me dices nada sobre tu vida.
Tanatopraktorka już czuła się wyjątkowo winna. Miała wrażenie, że jeszcze pięć minut tej rozmowy, a zwyczajnie zwymiotuje do pobliskiego zlewu z nerwów. Czemu poważne rozmowy z matką zawsze na nią działały w taki sposób?
- ¿Chingas con ella? - zapytała jeszcze Isabel, idąc za ciosem.
- ¡Mamá, por favor! - niemal zakrzyknęła, prawie zwijając się ze wstydu.
Ukryła twarz w dłoniach. Paliła ją ze wstydu. Za wszelką cenę chciała uniknąć podobnej rozmowy. To chyba jednak było nieuniknione. Nie miała pojęcia, co powinna teraz robić. Nie chciała rozmawiać z matką na takie tematy. Nie chciała jej przyznawać się do tego czy w ogóle z kimś chodzi do łóżka, ani do tego jak łatwo jej to przychodziło.
- Wybacz. Powtórzę: sypiacie ze sobą? - tym razem spojrzenie czujnych oczu Isabel spoczęło w pełni na rysowniczce.
Liczyła na szczerość i to, że wyciągnie ją z jednej lub z drugiej.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trwała w przekonaniu, że to tylko taki rodzaj przekomarzania się. Cała ta rozmowa balansowała na bardzo dziwnych granicach, ale przecież nie mogła nieść za sobą niczego naprawdę nieprzyjemnego, prawda? W końcu dotyczyła po prostu ich relacji. Nie robiły w niej niczego złego. No okej, to nie do końca była prawda. Narobiły sobie całą masę złych rzeczy, ale to nie o to był cały raban. Zresztą wszelkie krzywdy, którymi się raczyły, były ich sprawą. Musiały znaleźć metodę między sobą na poradzenie sobie z nimi i żadne mądre komentarze na to nie wpłyną. Może ewentualnie terapeuta byłby tu jakimś rozsądnym rozwiązaniem, ale żadna z nich nie miała na tyle oleju w głowie, by sięgać po taką pomoc.
Z każdą chwilą robiło się jednak nieco dziwniej. Isabel informację o pracy nad komiksem przyjęła jakoś tak... chłodno. Cross zakładała raczej, że po prostu stworzy w ten sposób pretekst do rozmowy, a nie pogłębiania złości. Chciała otworzyć furtkę samej sobie do znalezienia jakiegoś neutralnego tematu, na który może zawsze porozmawiać z panią Prescott. Oczywiście najnowszy komiks nie był jej w żadnym stopniu obojętnym, ale sztukę zawsze uważała za temat, który można poruszyć właściwie z każdym i dojść w jego trakcie do jakichś konstruktywnych wniosków. Może trochę przestrzeliła?
Po próbie wytłumaczenia sytuacji wcale nie zrobiło się lepiej. Isabel nie sprawiała wrażenia uspokojonej. Wręcz przeciwnie. Nie wyżywała jednak swojej irytacji na artystce, najwyraźniej uznając, że własna córka jest dużo lepszym celem do ataków. River chciała wytłumaczyć jeszcze kwestię daty, ale tym razem głos zabrała tanatopraktorka. Szkoda, że po hiszpańsku, co wzbudziło irytację, ale tym razem w artystce. Nie podobało jej się to nagłe wykluczenie z rozmowy. Nie podobała jej się również odpowiedź pani Prescott, dzięki której dostała szybkie tłumaczenie. Właściwie to nie w samej odpowiedzi był problem, a raczej w tezie, którą komentowała. Nie chciała być traktowana jak żart.
Angielski wrócił do rozmowy tylko na moment, żeby zaraz znowu ustąpić hiszpańskiemu. Powstrzymała się od ostentacyjnego wywrócenia oczami. Nie miała pojęcia, o czym teraz dyskutują, ale nie miała też wątpliwości, że to nic miłego. Z każdą sekundą Ruelle sprawiała wrażenie bardziej zestresowanej, a to wyjątkowo irytowało River. Zaczynała się o nią martwić. Obserwowanie jej w takich emocji nie sprawiało jej żadnej przyjemności, a fakt, że to po części była jej wina, tylko dolewał oliwy do ognia.
W końcu angielski powrócił, a wraz z nim uwaga Isabel. Cross uniosła brwi, zaskoczona pytaniem. Przynajmniej teraz zyskała pewność, że ich matki nie maja ze sobą aż tak wiele wspólnego, a ich relacja na wielu polach się rozmija. Zrobiła dwa kroki w stronę pani Prescott. Bez strachu patrzyła jej w oczy, gotowa się napierdalać na konfrontację.
— Niespecjalnie rozumiem, do czego zmierzają te pytania. Wytłumaczyłam pani, co się stało, a data ze zdjęcia nie ma nic do rzeczy. — Z tonu River zniknęła uprzejmość i chęć zdobycia sympatii. Nie tolerowała bullyingu, a już na pewno nie takiego, który odbywa się w rodzinnym domu. Nie potrafiła całkowicie powściągnąć emocji, ale i tak przechodziła samą siebie, powstrzymując się od natychmiastowego rzucenia się Isabel do gardła.
— Jeżeli chce pani się o mnie czegoś dowiedzieć, to proszę śmiało pytać. Uwielbiam opowiadać o sobie i mogę to robić, póki Ruelle nie uzna, że na mnie już pora. W każdym innym wypadku temat możemy uznać za zamknięty, prawda? — Wyprostowała się, wpatrując się wyczekująco w Isabel. Kłótnia z potencjalną teściową w żaden sposób jej nie stresowała. Zawsze była przecież pierwsza do afery. Wychodziła z założenia, że zawsze powinno wybierać się przeciwników na podobnym do swojego poziomie i uznawała za godne pożałowania, że pani Prescott uparcie starała się dowalić własnej córce, którą wyraźnie w tym momencie przerastała ta rozmowa.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”