W tej chwili wszystko było niewiadomą — wiedzieli tyle, że zostaną rodzicami, ale cała reszta? Nie mieli kontaktu z żadnymi dziećmi, nikt z ich bliskich znajomych nie opowiadał im o tych wszystkich sprawach związanych z rodzicielstwem czy wyborem odpowiedniego fotelika, czy o odparzeniach pod pieluszką. Pewnie wiedzieli tyle, co mogli dojrzeć w internecie, kiedy ludzie odkrywali się ze swoimi życiami i pokazywali jego cząstkę, a jednocześnie posiadali bobasy. Aiden nie czuł się szczególnie przerażony, napięcie coraz bardziej opuszczało jego barki i… no cóż, nauczą się, tak? Nie od razu Rzym zbudowano i również nie każdy rodzic od początku wiedział, jak posługiwać się swoim dzieckiem. Chcąc nie chcąc, niestety nie dołączali do nich specjalnej instrukcji obsługi. Miał tylko nadzieję, że koniec końców wychowają swoje dziecko na porządnego człowieka, który nie będzie myślał tak mało sympatycznie o nich, jak oni o swoich rodzicach.
— Wspaniale, mam doświadczenie. Kiedyś byłem przewodniczącym samorządu uczniowskiego — parsknął, wspominając randomowy fakt i w zasadzie samo mianowanie było kompletnie randomowe i bezpodstawne, a to tylko i wyłącznie dlatego, że jego znajomi nakręcili pozostałą część klasy i zrobili mu dobrą kampanię reklamową. Koniec końców, nieskromnie sądził, że jego szkoła miała wtedy najlepszy okres świetności.
— To nie jest głupie. Mimo wszystko to twoi rodzice — rzucił spokojnie, gładząc lekko jej policzek.
— Ja w stosunku do swoich też nie jestem takim chojrakiem, jak może się to wydawać, chociaż nie szczędzę swoich opinii, bo oni nie potrafią się opanować ze swoimi uwagami. — Już nie, chociaż w okresie, kiedy stracił swoją byłą narzeczoną, to siedział jak mysz pod miotłą, dając się manipulować. Może po czasie powinien im podziękować? W prawie czuł się jak ryba w wodzie, miał dobrze płatną pracę, dzięki której był teraz tak spokojny o ich przyszłość. Miał oszczędności z czasów, jak rodzice go dofinansowywali, ale już od kilku lat był od nich niezależny, dostając jedynie coś jak ojcu się
przypomni i jak miał tak zwany dzień dobroci dla zwierząt. Aiden był kompletnie inny niż jego ojciec, pod względem uczuć, bo jednak w pracy był tak samo szczegółowy i profesjonalny jak on za czasów, kiedy był adwokatem. Teraz zasiadał na rozprawach jako sędzia i
naprawdę cieszył się, że przez konflikt interesów omijał wszystkie sprawy, w których sądził winnych.
Teraz jednak mieli siebie i mieli budować własną rodzinę na swoich zasadach. Myśląc o tym w ten sposób, całkiem mu się to podobało. W końcu ile razy słyszał, że
zrozumie jak będzie mieć własne dzieci. Wtedy myślał sobie pierdu pierdu, a teraz zaczynało się to urzeczywistniać szybciej niż myślał — chociaż nigdy nie miał dla siebie deadline’u, jeśli chodziło o potomstwo i również nie było to dla niego pewnikiem, zwłaszcza gdy usłyszał, że Vita nie chciała mieć dzieci. Dla niego ważniejsze było spędzenie życia z osobą, którą kocha i która go rozumie, niż uwiązać się na siłę z kimś, z kim w przyszłości miał po prostu przedłużyć nazwisko.
— Za bardzo się wszystkim przejmujesz, wiesz? — zapytał, muskając jej czoło, do którego przycisnął swoje usta na kilka sekund dłużej.
— Pozwól mi się teraz trochę pomartwić, okej? Ty już masz wystarczająco dużo odpowiedzialności na sobie, żeby przez najbliższe osiem miesięcy gościć w brzuchu lokatora. Albo lokatorkę? — zaśmiał się cicho. Ona miała lokatora (albo lokatorkę, who knows?), a on musiał zadbać, żeby obydwoje czuli się dobrze. Nawet nie chciał słuchać o jej
użyteczności, kiedy on sam odgrywał tutaj rolę kompletnie drugoplanową. Cieszył się, że nie podjęła dalszej dyskusji i nie zaczęła się kłócić z podjętą już decyzją. Przyciągnął ją bliżej siebie i uśmiechnął się przez jej czuły pocałunek, traktując to jako jej uległość w sprawie.
— Całe szczęście, już się bałem, że mnie pogonisz i oddasz innej — rzucił rozbawiony, oczywiście, że żartując, bo on sam nie dałby się jej wygonić ze swojego życia. Ani wcześniej, ani teraz, kiedy budowanie wspólnej przyszłości nabierało nowego wymiaru.
— Im? — zapytał, unosząc lekko brew.
— Już nam wróżysz więcej dzieci? Czy może czujesz, że skrywasz tam bliźniaki? — dodał, spoglądając na jej brzuch, który był jeszcze płaski i aż dziwnie było mu sobie wyobrażać, że za niedługi czas może rozwijać się tam jakiś kosmita.
— I myślę, że opowiemy im. Powiemy, że mamusia miała męża i to wcale nie ich tatę, a tata jak prawdziwy rycerz wyrwał księżniczkę z zamku — rzucił, próbując się nie zaśmiać i był przygotowany, że za te pierdoły, które gada, zaraz może oberwać.
— A poza tym, zależy jakie dziecko nam się wylosuje. Chociaż patrząc na dzisiejszą młodzież, nie zdziwiłbym się, gdyby uznało to za coś kiczowatego — parsknął, bo przecież dla niego ich historia była super fajna, jak poznali się w barze, pyskował jej, ona jemu, polała go lemoniadą, a później nie mógł się od niej oderwać… no właśnie.
— Gdzie moje nagranie, które dostałaś i którym mnie szczułaś na naszej pierwszej randce? — przypomniał sobie nagle, mrużąc oczy. Czy ona go wtedy podpuściła i zrobiła nadzieję?!
Zaraz zadała mu ultra ważne pytanie, na które trochę wzruszył ramionami. Nie umiał odpowiedzieć jej jednoznacznie, bo skąd miał to wiedzieć?
— Mam nadzieję, ale to chyba kwestia nauczenia się, żeby dawać sobie radę — stwierdził, odgarniając jej włosy za ucho.
— Zrobimy to po swojemu, jak wszystko. I na pewno będzie dobrze. — Nie było jednego przepisu na sukces, jednego wzoru, według którego powinni postępować i nauczą się być rodzicami, a także organizować swoje życie tak, aby nadal czuli się swobodnie. Nawet nie sądził, że mogłoby być inaczej.
— Lepszy? Na pewno ma barwny charakterek. Gdyby był człowiekiem, to nie wiem jaka by z nim wytrzymała — zażartował, zaraz nawiązując z nią nieco dłuższy i bardziej czuły kontakt wzrokowy. Miał nadzieję, że do końca swojego życia będzie mógł spoglądać w ten niebieskie oczy, które za każdym razem przybierały inny rodzaj oceanu. I mimo początkowego wzburzenia, teraz wydawało się, że sztorm minął, a ich głębia zdecydowanie uspokaja się.
— Już mi grozisz, że tak mnie wymęczycie? — zaśmiał się, przenosząc dłonie na jej pośladki i od razu skierował się z nią do sypialni, w międzyczasie zostając obcałowanym w każdym możliwym obecnie miejscu. Zatrzymał się przed łóżkiem, kiedy spojrzała mu znowu w oczy i pociągnęła lekko za włosy, przez co mruknął cicho, chociaż jej następne słowa rozbawiły go po raz kolejny tego wieczoru.
— Lubię twój optymizm. — Pokręcił niedowierzająco głową, rzucając ją na łóżko, choć zdecydowanie delikatniej niż zwykle i opierając się nad nią na rękach.
— Seks z ciężarną, nowe doświadczenie. Chcesz już przetestować? — wymruczał jej do ucha, pocałunkami przechodząc na jej policzek, żuchwę i mokrymi muśnięciami całując jej szyję i zjeżdżając delikatnie na dekolt, korzystając z tego, że bluzka nieco go odsłania. Z cichym westchnieniem położył się obok niej na boku, podpierając głowę na jednej ręce, a drugą lekko odsuwając materiał jej ubrania, aby ulować ją zaraz na brzuchu. Przejechał dłonią po jej skórze i zatrzymał ją w pewnym momencie, unosząc spojrzenie i przyglądając się swojej dziewczynie.
— Chciałabyś, żebyś coś konkretnie się tam znajdowało? Kosmita, zombie? Lama? Chłopiec lub dziewczynka? — zapytał z lekkim żartem, ale sam zaczął się zastanawiać nad tym. Chyba najważniejsze, żeby było zdrowe, co nie?
słoneczko