ODPOWIEDZ
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

15
Staying organized is so hard


Urodziny Alexa — jak słusznie zostało zauważone na grupie, urodziny nie mogły odbyć się bez domówki, bo celebrować je zawsze należało. Udostępnienie mieszkania przez Erica rozwiązało problem z miejscówką, Jamie natomiast zaoferowała pomoc w zrobieniu tortu, a Shereen… Zamierzała zająć się organizacją. Miała już totalnie ułożony plan, w którym zawarła również dokładne sprzątanie domu, bo choć nie uważała, by ktokolwiek zwrócił uwagę na niewielką ilość kurzu, tak musiała to ogarnąć — i zaangażować Stonesa. Winfield, jako, że wszędzie było jej pełno, uznała, że wpadnie do Jamie na przygotowywanie tortu. Po pierwsze, pod okiem doświadczonej przyjaciółki będzie mogła nauczyć się czegoś nowego. Umiała piec jakieś podstawowe ciasta, ale z tortem nie miała okazji się zmierzyć. Po drugie, będą mogły spędzić wspólnie czas i ponadrabiać zaległości z życia, po trzecie, po prostu stęskniła się za Jamie. Chwilę po tym, jak zaproponowała, że wpadnie do Park, wymieniły kilka (albo kilkadziesiąt) wiadomości, dogadując między innymi godzinę spotkania i inne rzeczy. Shereen miała za sobą ogólnie czas pełen wrażeń. Od momentu pobytu w hotelu z kuzynką, Shereen zaczęła bardziej improwizować. Spontaniczną decyzją podjętą przez zupełny przypadek i kilka wiadomości, była przeprowadzka Erica, jeszcze wcześniej przygarnięcie kolejnego kota. Jak na razie niczego nie żałowała i miała nadzieję, że tak zostanie. Do kupowania składników na tort nie była zbyt wyrywcza — nie wiedziała, co kupić i obawiała się, że nawet jeśli dostałaby listę zakupów do ręki z wypisanymi szczegółowo rzeczami, mogłaby wziąć coś zupełnie innego. Podstawowe pojęcia owszem, znała, ale wolała uniknąć pomyłki.
Zanim wyszła z domu, sprawdziła jeszcze prognozę, żeby odpowiednio dopasować ubranie. Na zewnątrz świeciło słońce, zawiewał lekki wiatr — termometr wskazywał dwadzieścia pięć stopni, czyli temperaturę idealną na założenie dłuższych spodni i zarzuceniu bluzy na luźny t-shirt. Nie nakładała makijażu, wychodząc z założenia, że przecież nie musiała zawsze tego robić, a poza tym zmarnowałaby tylko czas; udało jej się go wykorzystać na dojazd do mieszkania Jamie. Zaparkowała swoją corolle w miejscu do tego przeznaczonym, licząc na to, że nie dostanie mandatu, bo okaże się, że wcale nie jest aż takim dobrym kierowcą, jak zakładała. Zapukała do drzwi mieszkania Jamie, choć z początku, odruchowo chciała po prostu otworzyć drzwi. Zerkając na klamkę, uznała, że zachowa się kulturalnie i poczeka grzecznie na przyjaciółkę. Dopiero gdy zobaczyła w progu Jamie, przytuliła ją mocno na powitanie.
— Jak do ciebie wchodzę, to zawsze pachnie jak w cukierni. Chyba już przesiąkłaś tym zapachem — rzuciła luźno. Uwielbiała zapach domowych wypieków. U niej w domu pachniało głównie praniem i jakimiś zapachami patyczkowymi, perfumami i mieszanką kilku różnych aromatów. W zależności od tego, czego akurat używała — wiadomo. — To ile tematów mamy dzisiaj do omówienia? — zapytała, nawiązując oczywiście do tych innych tematów, niż urodziny Alexa. Była ciekawa, co działo się w życiu Jamie; wakacyjny romans Park był z jedną tych rzeczy, które naprawdę ją ciekawiły. Podobnie jak inne szczegóły z jej życia.

Jamie
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Drzwi do mieszkanka Jamie były tuż obok drzwi wejściowych do cukierni. Chwilkę trzeba było zaczekać, zanim Reen usłyszała kroki na schodach. Dobrze, że były umówione, bo inaczej Jamie siedziałaby w kawiarni, pewnie nawet mając wolne, bo zawsze mogła coś pomóc albo czegoś dopilnować. Na szczęście odkąd Clem z nią pracowała i nic nie spłonęło przy okazji wakacji, Jamie coraz bardziej ufała jej na tyle, że mogła zostawić lokal pod opieką nowej przyjaciółki.
Tym razem jednak kroki na schodach nie były lekkie i pospieszne, przypominające trochę taniec, jak zwykle to wyglądało. Były spokojne i na tyle ciche, że gdyby nie skrzypnięcie dawno zapomnianej deski, która wołała o czyjeś silne, męskie ręce, by ją naprawić, Reen pewnie nie usłyszałaby schodzącej cukierniczki.
Drzwi się otworzyły i przywitał ją uśmiech oraz nieco podpuchnięte oczy Jamie. Uśmiech inny niż zwykle. Niby ciepły i szczęśliwy, że widzi przyjaciółkę, ale nie tak radosny jak zazwyczaj.
- Mieszkam nad cukiernią, a wentylacja od zawsze była tutaj słaba... - powiedziała, podciągając ramiona pod same uszy, a potem przytulając Reen, kiedy już weszły po wąskich schodach na górę.
Ubrana była w o wiele za dużą męską bluzę z kapturem. Miała na sobie legginsy i była boso. Ale stopy nie pyszniły się kolorem lakieru, jak zwykle bywało w przypadku Jamie. Dłonie też nie były pomalowane. Podobnie cukierniowy zapach... Unosił się w powietrzu, ale nie od niej. Reen chyba nigdy nie widziała Jamie, która nie użyłaby perfum. Ta zawsze traktowała je jak element ubioru.
- No przede wszystkim, co lubi Alex. - zaczęła, podchodząc do aneksu kuchennego, żeby przygotować ulubioną kawę dla Sher. - Owoce? Żelkowe robaki? Myślałam o biszkopcie przekładanym kremem maślanym z owocami. Ale nie wiem, czy to nie za bardzo dziewczyńskie? Weselne?
Posłała blady uśmiech przyjaciółce, zawieszając pytanie w powietrzu.
- Może jagody? - zaproponowała. - Chciałabym, żeby miał frajdę z tego tortu.

sis<3
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wystarczyło jedno spojrzenie na przyjaciółkę, kiedy ta otworzyła drzwi. Podpuchnięte oczy, blady uśmiech i ta zdecydowanie zbyt duża bluza, w której Jamie wyglądała, jakby najchętniej w ogóle nie wychodziła spod koca. Były też inne rzeczy. Brak lakieru na paznokciach, brak perfum, których Jamie używała przecież nawet wtedy, kiedy nigdzie nie wychodziła. Shereen znała ją wystarczająco długo, żeby wiedzieć, że takie drobiazgi miały znaczenie. Nie powiedziała jednak nic, kiedy weszła do środka. Zamiast tego przytuliła ją mocniej, a później pozwoliła poprowadzić się na górę. Nie chciała zaczynać od pytania, co się stało. W kuchni zajęła się przygotowaniem miejsca do pracy. Wyciągnęła miskę, potrzebne przybory i zaczęła układać składniki na blacie, słuchając tego, co Jamie mówiła o torcie.
Kiedy padła propozycja jagód, Shereen tylko skinęła głową.
— Jagody będą dobre, możemy włożyć je do środka? — sięgnęła po pudełko z owocami i postawiła je obok pozostałych składników. Nie miała potrzeby poprawiać Jamie ani przekonywać jej do konkretnego pomysłu. Biszkopt, krem i owoce brzmiały jak coś, co Alex powinien polubić, a resztę mogły ustalić w trakcie. Przynajmniej miała taką nadzieję, bo oczywiście nie zapytała przed wyjściem Erica, co takiego mógł lubić Alex, a czego lepiej byłoby uniknąć.
— W sumie to nie brzmi ani trochę weselnie. Te żelki robaki są kuszącą opcją, ale widzisz je w zestawieniu z jagodami, nie byłoby za słodko? — zastanowiła się na głos. Nie znała się na cukiernictwie, w tej dziedzinie to Jamie była specjalistką — a Shereen mogła się od niej uczyć, bo Park była najlepsza w swoim fachu. — Czemu jesteś taka przygaszona? — zainteresowała się, zerkając ze szczerym zmartwieniem w stronę przyjaciółki. Nie przypominała tej radosnej wersji siebie, którą Winfield widywała na ogół. Słoneczko zniknęło z niebo, przysłonięte przez szare, deszczowe chmurki i szczerze powiedziawszy, Shereen czuła się nieco dziwnie, gdy patrzyła na Jamie w tym wydaniu. W końcu to jej przyjaciółka była promyczkiem, prawda? I kochała ją za ten niegasnący optymizm.
Aż do dzisiaj.
Teraz wyglądała na przytłoczoną. Winfield nie musiała poruszać tego tematu, ale czuła się zobowiązana do zrobienia tego. Martwiła się o nią, co było naturalne. Z tą samą troską zerknęłaby również na swojego chłopaka, gdyby wrócił przytłoczony do domu, co już samo w sobie mówiło, że przyjaźń z Jamie traktowała bardzo poważnie. A jak wiadomo, dużo prościej rozmawiało się o dolegliwościach, gdy rączki były zajęte, więc mogły o tym podyskutować, podczas szykowania ciasta.

Jamie <3
Kasia (dc: hicatie.exe )
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
31 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
Któżby pomyślał, że ten jeden wyjazd będzie tyle znaczył... Tak wiele zmieni...
Złamie serce, ale uleczy duszę.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Widać było, jak bardzo Jamie próbowała się skupić na samych wypiekach, ale jej myśli krążyły gdzieś dalej. Odpowiadała z lekkim opóźnieniem i bardziej blado niż zwykle.
- Nie no, jak idziemy w owoce i ciężki krem, to żelki odpadają. Przydałoby się też coś kwaśnego do przełamania i chrupka. - rzucała pomysłami bardziej odruchowo niż ze swojej zwykłej pasji, ot, lata doświadczenia w temacie. - Jagody są słodkie, ale bywają kwaskowate... Może dodać borówkę albo kiwi? Hmmm...
I nagle temat połączenia kremu maślanego, jagód i kiwi wydawał się być najważniejszy na świecie. High all the time, to keep you from my mind...
- Tak, tylko kiwi trzeba dodać na wierzch przed samym podaniem, żeby nie puściło za dużo soku... - uśmiechnęła się do Shereen, przyjmując jej zgodę.
W końcu kto znał się lepiej na weselnych akcentach, jeśli nie ona. Zabawne, że większość przyjaźni Jamie zaczynała się od pracy. Tak było przecież z Reen, kiedy zaczęły pracować razem nad przyjęciami w sali bankietowej, którą jej przyjaciółka przejęła. Ale z drugiej strony, czego można się spodziewać po dziewczynie, której życie do niedawna było totalnie podporządkowane pracy. I chłopakom, których źle wybierała. Najgorsze było jednak to, że jednego wybrała dobrze... Tylko ich światy się ze sobą nie skleiły.
- Rozstaliśmy się z Hugo... Niby wiedziałam, że to tylko wakacyjna przygoda, ale mimo wszystko. - wzruszyła ramionami, smutniejąc jeszcze bardziej.
W jednym z policzków Jamie pojawił się dołeczek, kiedy próbowała wymusić na sobie uśmiech, ale szklące się oczy zabiły efekt. Westchnęła, próbując odzyskać kontrolę nad własnymi emocjami, zamrugała kilka razy powiekami i odwróciła twarz, żeby Reen nie musiała się jej przyglądać w takim stanie.
- No dobra, a Gabi? Ona nie może truskawek, prawda? I chyba niczego, co byłoby prawdziwą frajdą... - westchnęła ponownie, wracając spojrzeniem na przyjaciółkę. - Swoją drogą: ciąża - wow!
Zrobiła przy tym wielkie oczy, pełne niedowierzania. Niby wiedziała, skąd się biorą dzieci i to, że Gabi była raczej wyzwolona, ale mimo wszystko nie spodziewała się wpadki. I to z Noe... Czy jak mu tam było?
Moja Reen
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy
ODPOWIEDZ

Wróć do „#29”