24 y/o
For good luck!
185 cm
grafik przestrzenny w Pinewood Studios i freelancer
Awatar użytkownika
It’s hard to throw away history. It was like you were throwing away a part of yourself, but...
...we don't talk about Paris.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Czy jego kobieta nigdy nie popełniła błędu? Xander był przekonany, że tak. Może właśnie dlatego nie skomentował jego słów, kiwając jedynie krótką głową. Nie warto było doprowadzać kobiet do podejrzliwości, bo to powodowało nieszczęścia — właśnie dlatego siedział cicho, nie wspominając, że poznał w Paryżu kogoś jeszcze oprócz ekipy filmowej. To wygenerowałoby za dużo pytań, na które Westhall nie miał sił, aby odpowiadać, tym bardziej jeśli jeszcze leczył swoje… złamane serce? A przynajmniej uczucia, które zaczynały przez ten miesiąc płonąć i to nie do tej, do której powinny.

— Może zabrakło im opcji. — Lysander, Zander… co jeszcze mogło być, jeśli nie Xander? No tak wyszło! Dobrze że więcej dzieci nie mieli albo co gorsza, córki! Komentarze jego brata wprowadzały go w jeszcze gorsze poczucie winy. No, ona nie mogła, ale on mógł? Kurwa, przecież on podczas swojej nieobecności, zrobił skok w bok. Nie skomentował tego, po raz kolejny kiwając posłusznie głową, jakby nagle zabrakło mu języka w gębie w sprawie, która bezpośrednio dotyczyła jego życia. — Może właśnie chodzi o to, żeby nie była to tylko laska do zaruchania — zasugerował. Chociaż mógłby spróbować! Zakręcić się wokół jakiejś, która wykaże się większym zrozumieniem i postanowi zostać wtedy, kiedy było ciężej. Tego mu naprawdę życzył, a wiedział, że jeśli Lysander nie będzie robić nic w tym kierunku, to samo nie przyjdzie! Chyba. Cholera, w sumie do niego sama przyszła dziewczyna, przy której czuł się naprawdę komfortowo. Może i w myślach narzekał na swój obecny związek, ale przecież nie prosił Boga o to, żeby zesłał mu kobietę do zdrady!

Pokiwał głową ze zrozumieniem, nie poruszając po raz kolejny tematu miłości, umawiania i tindera — na jedno spotkanie starczy raz, ale systematycznie będzie mu o tym przypominać, w końcu zegar tyka! Słuchał, jak opowiadał o jego rodzinie i w zasadzie nie dowiedział się żadnych rewelacji. Przez dwa miesiące ich życie nie zmieniło się drastycznie z czego… w zasadzie powinien się cieszyć. Lepiej tak niż żeby coś się działo, prawda? Na świecie działo się wiele okropnych rzeczy, wojny, choroby i inne nieszczęśliwe zjawiska, więc można by pomyśleć, że nuda była dobrym znakiem. — Ciekawe, kiedy nasz kochany braciszek postanowi zlądować do Toronto — zastanowił się na głos, po nie widział pośredniego już jakiś czas; mógłby nawet pokusić się o stwierdzenie, że nawet zdążył się za nim jakkolwiek stęsknić. Kolejna informacja była ciężka i na tyle znał swojego brata, że wiedział, jakie myśli mu ku temu towarzyszyły. Strata przyjaciela była ogromnym ciosem, a empatia od razu przyciągała do głowy właśnie tego typu myśli. — Z pewnością jego ojciec go pilnuje tam z góry. — Kurde, nie był szczególnie wierzący, ale akurat dobrze mu było przypisać do tego fakt, że Peter czuwał nad swoją rodziną. Zawsze był opiekuńczy, na tyle, na ile go poznał i jak tam raz albo dwa starszaki zabrali młodego na piwo, aby pokazać mu, co to znaczyły męskie wyjścia. Miał same dobre wspomnienia, więc i jemu nieco zrobiło się smutno. Nie mogli siedzieć jednak w takiej grobowej atmosferze (hehe), więc Xander zmienił temat, zagadując brata, dokończyli śniadanie i odprowadził go pod dom, gdzie pożegnał się z najstarszym i wrócił do swoich obowiązków — zapewne albo kontynuować pracę na swoim projektem, albo udobruchać narzeczoną.

koniec. /ztx2


Lysander Westhall
ODPOWIEDZ

Wróć do „#107”