ODPOWIEDZ
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cholera, Cyrus nie do końca pamiętał, jak udało mu się w ogóle dojechać do domu.

Pamiętał, że w którymś momencie, siedząc w barze, zgubił swój telefon, ale był zbyt pijany, żeby skupić się na poszukiwaniach. W tamtej chwili, w jego głowie odtwarzała się ta sama uporczywa myśl, przypominającą zaciętą płytę; musiał odpisać Calliope. Zupełnie tak, jakby już świadomie przeczuwał nadchodzące kłopoty. Ostatnią rzeczą, którą realnie pamiętał, było stanie pod lokalem z drugim rezydentem, chyba kardiochirurgii. Lockhart palił papierosa, a Vince śmiał się w niebo głosy, wspominając jakieś zjebane studenckie lata, o których blondyn chyba wolałby już zapomnieć. Potem ktoś chwycił go za ramię i wepchnął do taksówki; głowa mu odleciała i zasnął. Miał wrażenie, że powrót trwał parę godzin, bo kiedy obudził się, gdy dotarli na miejsce, nie do końca wiedział, co się wokół niego dzieje. Nadal nie miał swojego telefonu, a bluza pewnie wciąż wisiała przewieszona przez krzesło w barze, w którym pili.

Kurwa, jeszcze na domiar złego, zgubił klucze do mieszkania. No tej nocy naprawdę się stoczył. W niczym nie przypominał siebie, zupełnie jakby wypłukał z organizmu całą typową dla siebie odpowiedzialność. Ach, a więc to dlatego tak szybko zrezygnował z tych spotkań integracyjnych... To miałoby dużo sensu. Nigdy nie podobało mu się bujanie z innymi lekarzami po barach, jakby mieli po dziewiętnaście lat i zero obowiązków. Już tego żałował. Cy oparł czoło o drzwi, bezwiednie naciskając na klamkę, jakby miały magicznie puścić tylko dlatego, że tego chciał. Było mu niedobrze, a obraz nieco się rozmazywał. Nigdy nie był tak pijany.

Lockhart zadzwonił dzwonkiem — raz, drugi, trzeci. Swoim zachowaniem najprawdopodobniej obudził wszystkich sąsiadów, ale teraz kompletnie go to nie obchodziło, bo naprawdę chciał dostać się do środka. — Callie — mruknął w drzwi, uderzając pięścią w drewnianą powłokę. — Otwórz — jęknął, obracając się plecami do wejścia i zsuwając w dół, tracąc przy tym równowagę. Nagle wyraźnie usłyszał jak zamek się przekręca, a drzwi otwierają, przez co wpadł do swojego mieszkania, od razu zrywając się z podłogi. A przez to prawie znowu zrobił fikołka, więc chwiejnie przytrzymał się framugi. — Wróciłem — wymruczał, wpatrując się w nią dość nieprzytomnie. Sukces, prawda? Przynajmniej żył i dotarł, co nie?

calliope
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Odkąd zamieszkała z Cyrusem, miała wrażenie, że ich związek wkraczał na zupełnie inny etap. Pierwszy raz od dawna była naprawdę cholernie szczęśliwa. Pozwolił jej zadomowić się u siebie. Byli razem w sklepie, nakupowali przeróżnych dekoracji, jakichś pierdół, które według niej były absolutnie konieczne, żeby to miejsce nie wyglądało jak muzeum. Nawet nakupował jej ciuchów, żeby mogła bez problemu zmieniać swoje outfity i nie musiała ciągle dzielić się z nim jego bokserkami. lol.

Coraz bardziej się w nim zakochiwała.

Nie chciała jeszcze mówić tego na głos, bo za każdym razem, gdy zastanawiała się nad tym odrobinę dłużej, jej drugi głos wychodził na przód. A raczej próbował wyjść. Próbował zasabotażować to wszystko, zanim ona zdążyłaby zrobić coś głupiego. Zanim znowu oddałaby jemu za dużo siebie. Tylko że tu już nie chodziło o potrzebę zemsty. Przynajmniej nie w tamtym przypadku. Przynajmniej aż do tego w i e c z o r u.

Od kilku dni Cyrus chodził jakiś taki nijaki. Zamknięty w sobie bardziej niż zwykle, a ona z każdym kolejnym dniem czuła się coraz bardziej tak, jakby coś zrobiła. Jakby czymś go do siebie zniechęciła... just as if he came to the conclusion that she was too much for him. Każdy moment, w którym nie było go w domu, bo siedział na dyżurze, spędzała z Brianem. Tego wieczoru chciała z Cyrusem poważnie porozmawiać. Zapytać, czy to ona zrobiła coś źle. Czy może planował z nią zerwać, tylko jeszcze nie miał odwagi powiedzieć tego na głos. Musiała to wyczuć wcześniej. Nie mogła pozwolić, żeby znowu to ona skończyła ze złamanym sercem.

Ugotowała kolację i czekała na niego, ale nie przychodził. A kiedy dowiedziała się, że wyszedł na miasto, nawet wcześniej jej o tym nie mówiąc… Well. She lost it. Była zdenerwowana nie tylko przez jego zdawkowe odpowiedzi. Nie tylko przez to, że okłamał ją, mówiąc, że nie będzie tam żadnych kobiet. Ale jeszcze przez to cholerne zdjęcie tej całej Victorii, o którą rzekomo nie miała się martwić.
Za kogo on ją miał?
Za idiotkę?

Wkurwiona wrzuciła zdjęcie na Instagrama, oznaczając Briana, bo wiedziała, że to zdenerwuje Cyrusa. Wiedziała dokładnie, gdzie nacisnąć, żeby go zabolało. A potem po prostu czekała. Słysząc dzwonek do drzwi, przez moment musiała jakoś się pozbierać i uspokoić, bo miała ochotę od razu się na niego wydrzeć. Podeszła do drzwi i uchyliła je, a widząc, w jakim był stanie, tylko uniosła brew. - Widzę, że wróciłeś. Nie jestem ślepa. - Poczekała, aż wpełznie XD do środka, po czym zamknęła za nim drzwi. - Dobrze się bawiłeś z Victorią i innymi dziewczynami? - podeszła do niego, zakładając ręce na piersi. - Cuchniesz alkoholem, Cyrus. Nie jesteś już gówniarzem. Jak ty się zachowujesz? - Zapytała zdenerwowana, po czym przeszła obok niego, szturchając go ramieniem. - Okłamałeś mnie - dodała ciszej, oparła się o blat w kuchni i wpatrywała się w niego uważnie. Już nie była tą nastoletnią Callie, która bała się powiedzieć, co myśli. Nie zamierzała stać cicho i udawać, że nic się nie stało. Miała nadzieję, że zdążył poznać ją na tyle, by wiedzieć, że tak łatwo mu nie odpuści.

pijak
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To, że Cyrus nie potrafił odnaleźć się w prawdziwym, dojrzałym związku chyba nikogo nie zdziwiło. Jezu, on przecież całe życie był ciągle sam i poza jednorazowymi, nocnymi podbojami, nigdy na poważnie się nie zakochał. Jak taki dzieciak, który dopiero odkrywa, jak w ogóle działają uczucia. Realnym problemem było jednak to, że Lockhart wiedział, co czuł do Calliope. Całkiem szybko poszło mu zrozumienie, że Nerreza była wyjątkowa i że ta bezustanna potrzeba bycia blisko niej, nie wynikała wyłącznie z pociągu seksualnego. Chciał być blisko niej, bo chciał jej słuchać. Chciał jej dotykać, chciał ją całować, chciał z nią rozmawiać, doświadczać, spędzać każdą cholerną minutę dnia, którą nie spędzał zamknięty w szpitalnych murach. Wiedział, że był w niej zakochany i to nie było dla niego odkrycie, ale jednocześnie czuł się... Nieswojo. Jego wrodzony perfekcjonizm, który już w najmłodszych latach, narzucił mu pewien schemat, nie potrafił przyswoić tej jednej zmiennej. Zupełnie, jakby traktował jego uczucia jak wirusa — błąd w systemie, którego należało się pozbyć.

Był wkurwiony.
Na siebie. Na swoją pokręconą głowę, która wszystko wiecznie komplikowała.
Na rezydentów, bo namówili go na to gówniane wyjście. I na swój nagły brak asertywności, przez co upił się jak jakiś dzieciak, który nie potrafił wyczuć tej granicy, kiedy powinien przestać.
Na Calliope, bo myślał o niej w każdej sekundzie tego wieczoru.
Na w s z y s t k o.

— Słodkie przywitanie — burknął, podejrzewając, że swoim podejściem i zachowaniem, tylko doleje oliwy do ognia. No, ale co mógł poradzić na to, że jeszcze nie widział w tym wszystkim swojej winy? Wydawało mu się, że czepia się dlatego, że wyszedł z kolegami. Nie sądził, że cała ta aura, miała znacznie głębszy sens. Był tak pijany, że ciężko było mu zebrać swoje myśli; nie potrafił przypomnieć sobie żadnego odpowiedniego schematu zachowania, który mógłby poprawić jego sytuację. A więc musiał iść na żywioł. Boże. — Dziewczynami? — powtórzył za nią, patrząc na Calliope jak na kosmitkę.

Cyrus nie oglądał się za kobietami. Przynajmniej od chwili, gdy zaczął regularnie spotykać się z Callie. Widział więc Victorię i inne dziewczyny ze szpitala, które siedziały stolik obok, ale nie skupiał się na nich w żadnym stopniu jak na swoich kumplach. — Dobrze bawiłem się z moimi znajomymi, Calls — rzucił, patrząc na nią z konsternacją. — Miałem wyjść, bo dziewczyny przyszły? Nie wpadajmy w pieprzoną paranoję — powiedział z niedowierzaniem, bo to wydawało mu się trochę... zbyt kontrolujące. — Poza tym skąd o tym wiesz, co? — rzucił, już wyobrażając sobie nie wiadomo co. A wystarczyło tylko przypomnieć sobie o tym, że zgubił swój głupi telefon, zachowując się przy tym jak durny nastolatek. Gdy szturchnęła go ramieniem, Cy parsknął pod nosem. Ach, więc tak się bawimy?

— Ach, pierdolony koniec świata, bo wyszedłem raz wieczorem z domu? — zapytał ironicznie. Puszczał hamulce. Jego podświadomość zdecydowanie wiedziała, co się święci, ale intuicja odpychała od siebie rozsądek. — Będziesz mi wypominać, że raz się napiłem. Okej — zaśmiał się pod nosem, choć jego dobry humor najpewniej został w barze. — Nie okłamałem cię — rzucił markotnie, wbijając w nią nieco zmęczone spojrzenie. — I naprawdę nie podoba mi się, jak próbujesz zwalić na mnie winę za... Za co właściwie? — zapytał, rozkładając bezradnie ręce. — Za to, że zostawiłem cię dzisiaj samą? — wyrzucił nerwowo. Nadal miał przecież swoje życie, tak? Związek nie zobowiązywał do bycia przy sobie o każdej porze dnia i nocy.

mrs. i have a problem
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie no, patrzyła się na niego i kurwa nie mogła uwierzyć w to, co słyszała. A ta jego twarz? Ta pieprzona mimika? Teraz, a zwłaszcza teraz, działała jej na nerwy jeszcze bardziej niż zwykle. - Tak, dziewczynami - mruknęła niezadowolona. - Mam ci to jeszcze przeliterować? - Uniosła brew, a po chwili parsknęła śmiechem, kompletnie nie dowierzając temu, co właśnie do niej mówił. Serio robił z niej idiotkę. - Super. Cieszę się. - Skrzyżowała ramiona na piersi i zmierzyła go spojrzeniem pełnym dezaprobaty. Nie no. Serio zaraz ją rozniesie. Ten ton, którym się do niej odzywał, jakby to tutaj ona odpierdalała, a nie on. Jakby cały ten ostatni tydzień jego zachowania nie był wystarczający, a dzisiejszy wieczór nie zgarnął właśnie wisienki na jebanym torcie.

''Nie wpadajmy w pieprzoną paranoję.''

Nie wpadajmy w pieprzoną paranoję?

Wbiła paznokcie w uda, próbując jednocześnie ugryźć się w język, bo to, co miała teraz ochotę powiedzieć, zdecydowanie nie należało do rzeczy miłych. Uff. Breathe in, breathe out, Callie. Powtarzała to sobie przez kilka sekund, dopóki jej spojrzenie ponownie nie spotkało się z jego. - Pieprzony kłamca - rzuciła pod nosem. - Skąd o tym wiem? Ta twoja Victoria lub jakaś jej koleżaneczka wysłała mi zdjęcie. - Wyciągnęła telefon z kieszeni spodni i niemal podsunęła mu ekran pod nos. - Rób, co chcesz, Cyrus. Baw się z kim chcesz. Ale mnie, kurwa, nie okłamuj. - Spojrzała prosto w jego niebieskie tęczówki, starając się za wszelką cenę ukryć we własnym spojrzeniu to, że cholera, zabolało.

I może dla kogoś innego takie kłamstwo byłoby trywialne. Dla niej nie było. Przeszła obok niego, próbując jakoś się opanować, po czym oparła dłonie o wyspę. - I nie odzywaj się tak do mnie - odpowiedziała, coraz bardziej zdenerwowana. - Uchlałeś się jak świnia, Cyrus. To jest różnica. - odwróciła się by na niego spojrzeć i podniosła głos, bo traktował ją jak jakąś pieprzoną debilkę. Przeginał. Za kogo on ją miał? Nie miał do niej nawet krzty szacunku. - Dobra, wiesz co? Niech ci będzie. Nie okłamałeś mnie - uniosła obie ręce do góry i wzruszyła ramionami. - Już mnie to nie obchodzi.

Kłamstwo.

Oczywiście, że ją obchodziło. Tylko nie mogła znowu wpaść po szyję w to samo gówno. Nie mogła pozwolić, żeby kolejny raz się z nią zabawił, a ona jeszcze grzecznie mu na to pozwoliła. - Nie rób tego - zaśmiała się przez łzy. Cholera. Miała nie płakać. Przejechała wierzchem dłoni po kąciku oka i odwróciła się od niego na moment, ruszając w stronę stołu. - Spędzaj czas, z kim chcesz, Cyrus. Serio. Ale teraz jesteś w związku. Mogłeś mi dać znać wcześniej, to po pierwsze, a po drugie, następnym razem, jak będziesz chciał spędzić czas z tą swoją Victorią, to po prostu mi to powiedz. - Wbiła w niego spojrzenie, podeszła do stołu i chwyciła talerz z jedzeniem, które wcześniej dla niego przygotowała. No i wtedy coś w niej pękło. Chwyciła go mocniej i cisnęła nim w jego kierunku. Talerz przeleciał tuż obok jego twarzy i roztrzaskał się o ścianę za nim, rozlewajac jedzenie po podłodze. - Smacznego - rzuciła drżącym głosem. - Wychodzę stąd. Nie mogę na ciebie patrzeć. - ruszyła w stronę drzwi, przechodząc obok niego, po czym uniosła nogę wyżej, żeby nie wejść w mess, który sama przed chwilą zrobiła. Ale tylko dlatego, że ją do tego sprowokował, okay?

drunk pig
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Bowen nie dzielił się z tobą jakimiś metodami radzenia sobie z jebaną paranoją? — rzucił, nim zdążył ugryźć się w język. Cyrus zawsze zachwalał swoje opanowanie i umiejętność kontrolowania sytuacji, ale w tym momencie, alkohol najprawdopodobniej wypłukał cały jego zdrowy rozsądek niemal do zera. Mężczyzna nadal nie potrafił zrozumieć, skąd wzięła się w niej ta nagła panika, zazdrość czy jakkolwiek by to nie nazwać w stosunku do innych kobiet, które kręciły się w jego towarzystwie. To wydawało mu się trochę niesprawiedliwe. On nie mógł nic powiedzieć na temat jej relacji z Brianem, a ona rzucała się do niego o każdą dziewczynę, która dłużej się przy nim kręciła. Cholera! Gdyby chociaż zwracał na nie uwagę, a przecież on... Cyrus Lockhart nie leciał na pierwszą, lepszą, przypadkową blondynkę, która sama podsunie się pod jego nos. — Calliope, kurwa, nie mam na to teraz siły. Nie możesz sobie po prostu odpuścić? — wycedził nieco nerwowo. Był pijany, było mu niedobrze i myślał tylko o tym, żeby położyć się do łóżka, a od przekroczenia progu, jego tętno stopniowo wzrastało. Zupełnie, jakby podświadomie przygotowywał się na zbliżający się chaos.

Pieprzony kłamca.


Lockhart parsknął z niedowierzaniem pod nosem. — Masz problemy z zaufaniem — stwierdził beznamiętnie; jak lekarz, stwierdzający dość oczywisty fakt. Cyrus zerknął na jej telefon, zatrzymując spojrzenie na zdjęciu Victorii. Och, oczywiście, że musiała wykorzystać tę sytuację. — Znalazły moją komórkę i stwierdziły, że będą zachowywać się jak pizdy. I co z tego? — zapytał, powracając spojrzeniem do jej ciemnych oczu. — Nie zamieniłem z żadną z nich nawet słowa, ale ciebie to przecież nie obchodzi. Lepiej nazwać mnie pieprzonym kłamcą i sabotować naszą relację, bo nie masz do mnie w ogóle zaufania — zaśmiał się. Okej, nie był dobrą osobą do wspominania o sabotażu, bo przez ostatni tydzień sam chodził z mętlikiem w głowie, ale przynajmniej nie atakował ją swoimi wątpliwościami i próbował przepracować to w pojedynkę. A ona? Ona rzucała się na niego z oskarżeniami, jakby co najmniej zaciągnął wszystkie kobiety z integracji do jakiegoś cholernego love hotelu.

Blondyn wciąż stał w tym samym miejscu, obserwując ją, jakby była skończoną... wariatką. Na samą myśl o tym miał ochotę znowu roześmiać się głośno. Miał wrażenie, jakby historia w pewnym sensie zatoczyła koło. Dostrzegł łzy na jej policzkach, ale po raz pierwszy od dawna, poczuł jedynie frustrację. Bo dlaczego robiła z siebie ofiarę, jeśli nie stało się nic złego? — Mogłem — przyznał. — Ale tego nie zrobiłem. Nie pomyślałem i przeprosiłem. Co mam jeszcze według ciebie zrobić? — rzucił nerwowo. Oczekiwania. Znowu. Całe życie ktoś czegoś od niego oczekiwał. Miał być idealny, ta? Słysząc znowu to przeklęte imię, Cyrus przymknął na chwilę oczy, żeby jakkolwiek się opanować. — O co chodzi z twoją jebaną obsesją na punkcie Victorii? — wycedził.

I może byłaby jakaś szansa na załatwienie tego w pokojowy, dojrzały sposób.
Ale wtedy Calliope rzuciła w niego talerzem, który przeleciał mu obok twarzy i już nie miał cierpliwości.

— Pojebało cię — powiedział spokojnie, jakby jego dusza uleciała z niego te parę sekund temu. Był na granicy wytrzymałości i wyrozumiałości jednocześnie. — O co ci, kurwa, chodzi? — rzucił, pomimo ostrych słów, nadal nie tracąc nerwów tak jak mógłby. Gdy chciała go wyminąć, Cyrus po prostu parsknął pod nosem i chwycił ją za nadgarstek, jednym pociągnięciem, wciągając ją z powrotem do mieszkania. — Nigdzie nie idziesz — mruknął, opierając się plecami o drzwi, żeby nie miała możliwości ucieczki. Wsunął dłonie w kieszenie spodni, wpatrując się w nią nieco zamglonym wzrokiem. — Potrzebujesz kolejnej sesji terapeutycznej? — zapytał. — Co mam zrobić, żebyś wreszcie oprzytomniała? — wycedził.

nah, i won't let you go
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I'm not okay
but I can try my best to just pretend

Znowu to robił.

Sprawiał, że czuła się tak, jakby stała gdzieś obok samej siebie i tylko patrzyła z boku na sytuację, która przecież działa się dokładnie przed nią. Przez sposób, w jaki się do niej odzywał. Przez to, jak na nią patrzył, jakby była jakąś pieprzoną wariatką. Zupełnie tak jak wtedy. Tamtej nocy, kiedy z nią zerwał i zostawił ją samą w pokoju, z którego przez długie minuty wydobywały się tylko jej krzyki rozpaczy i bólu. Krzyki, które potem nawiedzały ją jeszcze miesiącami, a może nawet latami. I właśnie teraz znowu udowadniał jej, że nie powinna była się w to angażować.

Nie powinna była oddawać swojego ledwo co posklejanego serca komuś, kto już raz rozbił je na drobne kawałeczki niczym porcelanową filiżankę.

Miał ją za nic. Na pewno. Nie potrafiła znaleźć żadnego innego wytłumaczenia na to, w jaki sposób się do niej zwracał. - Nie będę rozmawiała z tobą o mojej terapii - odparła zdenerwowana. Wiedziała, że teraz, w tej złości, mogłaby powiedzieć o jedno słowo za dużo. Mogłaby wygarnąć mu wszystko. To, co zrobili jego koledzy. Mogłaby zapytać, czy to on to wszystko ukartował. Czy to przez niego przez tyle lat bała się fizyczności ze strony innych mężczyzn, a teraz, paradoksalnie, właśnie od niego łaknęła jej najbardziej. Nie. Nie teraz, Callie. - Nie mogę tego po prostu odpuścić, Cyrus - powiedziała, patrząc na niego z coraz większym zmęczeniem. - Ja ci mówię, co robię, gdzie idę. Nie muszę niczego przed tobą ukrywać, a ty... - Urwała na moment, czując, jak złość mieszała się z rozpaczą - Ty masz mnie gdzieś. Nie obchodzi cię nawet, czy siedzę tutaj sama w domu i czy się nie martwię. - Westchnęła ciężko i machnęła ręką, jakby naprawdę miała już dość tego wszystkiego.

So will you wait me out
Or will you drown me out?

Widziała, że go to bawiło. To, że ona naprawdę przeżywała fakt, że ją okłamał, a po nim wszystlko splywało. Miała problemy z zaufaniem. I NAJLEPSZE BYŁO TO, ŻE SAM BYŁ JEDNYM Z POWODÓW, PRZEZ KTÓRE JE MIAŁA. Zagotowała się w środku, po czym parsknęła śmiechem przez łzy. - Ah, znalazły twoją komórkę? - spojrzała na niego, wbijając swoje ciemne oczy prosto w jego błękitne tęczówki. - To ty zacząłeś sabotować naszą relację w momencie, kiedy przestałeś mówić mi, co ci siedzi w głowie, Cy. - Pociągnęła nosem, nie odrywając od niego wzroku. A w kwestii tego całego braku zaufania? Nie zaprzeczyła. Bo nie ufała mu w stu procentach. Nie po tym wszystkim. I może właśnie dlatego tak cholernie ją wkurwiało, że teraz wiercił w tym palcem, jakby próbował udowodnić jej, że to był jej problem. Bo przecież Cyrus Lockhart był idealny, no nie? To ona była tą broken girl. Tą, która nagle stała się dla niego interesująca tylko dlatego, że była trochę inna niż przedtem, - To nie jest żadna jebana obsesja. Widać, że ta dziewczyna cię lubi - rzuciła zdenerwowana. - Jesteś głupszy, niż przypuszczałam. - Fuknęła pod nosem, po czym chwyciła ten cholerny talerz i cisnęła nim w jego stronę. Niestety. A może i stety. Przeleciał tuż obok jego twarzy.

Nie miała już ochoty znajdować się z nim w jednym pomieszczeniu. Wyminęła go bez słowa, ignorując kolejne pytania, ale kiedy poczuła zacisk jego dłoni na swoim nadgarstku i to, jak z powrotem wciąga ją do mieszkania, całe napięcie wróciło ze zdwojoną siłą. Zacisnęła oczy. Próbowała skupić się na oddychaniu. Tylko że im dłużej go słuchała i im bardziej ten jego ton wbijał jej się w jej czaszke... tym trudniej było się uspokoić. Nic nie jesteś warta. Widzisz? Znowu ma cię za wariatke. Otworzyła oczy i spojrzała na niego z dołu, bo dzieliła ich ta cholerna różnica wzrostu, - Nie przestałam się leczyć - rzuciła, wyraźnie już zmęczona tą rozmową. - A teraz mnie przepuść. - burknęła pod nosem - pójdę mieszkać z Brianem, a to? - wskazała najpierw na siebie, potem na niego. - To nie ma sensu. - Przejechała wierzchem dłoni po kąciku oka, rozmazując eyeliner - Nic się nie zmieniło, Cyrus - powiedziała ciszej, ale tym razem w jej głosie było więcej bólu niż złości. - Dalej patrzysz na mnie jak na wariatkę, a ja jestem już zmęczona udowadnianiem ci, że nią nie jestem.

weigh down on me, stay 'til morning
way down, would you say I'm worthy?


Cyrus
28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie potrafił jej zrozumieć.


Ta myśl odbijała się w jego umyśle jak pierdolone echo, raz za razem, obijając się o jego czaszkę. Czuł ten jebany ból w skroniach, a wraz z nim pojawił się ten znajomy szum, który utrudniał mu widzenie. Może był zbyt pijany. A może bańka prysła i wrócił stary Cyrus; zdystansowany, znużony i nie potrafiący dostrzec w sobie żadnych wad. Here we go again; powracamy do tego samego bałaganu, co zawsze. Cholera, a mimo to i tak bardzo chciał ją teraz rozgryźć, ale zwyczajnie nie potrafił — patrzył w jej ciemne oczy, z których ciekły te nieszczęsne łzy i czuł jedynie pewną gorycz. Nie ufała mu. Podświadomie wiedział, że ma do tego prawo, a jednocześnie ta myśl niemiłosiernie go wkurwiała. A co było w tym wszystkim najgorsze to fakt, że on też jej nie ufał. Była dla niego zamkniętą książką. Taką, której mógł dotknąć jedynie tą ładną okładkę i podziwiać ją z daleka. Nie potrafili w pełni się przed sobą otworzyć i może to był problem, który doprowadził do tego momentu.
— No tak. Mam się, kurwa, wszystkiego sam domyślić — parsknął. W sumie to nic o niej nie wiedział. Gdyby nie przyłapał jej sytuacji rodzinnej na ich facetime, to pewnie też by mu o tym nie wspomniała. — Jesteśmy razem, a ja nawet nie wiem, skąd się wzięła ta cała terapia. Nie wiem, czego się boisz lub skąd się wzięło to całe twoje szaleństwo. Przez dom? Przeze mnie? Przez to, co przeżyłaś w ciągu tych wszystkich lat, o czym mi nie mówisz? — wyrzucił z siebie, nie kryjąc swojego zdenerwowania. Czy sam był lepszy? Nie. Wiele ze swoich obaw próbował przepracować sam, a i tak w tym konkretnym momencie, wydawało mu się, że to on więcej mówił głośno. Przełamywał się. Wziął ją do siebie. Dopuścił ją do swojej codzienności, mimo że doskonale wiedziała, jak bardzo to było dla niego trudne. Ale to nadal było za mało, prawda? — Boże, Calliope, nie mamy szesnastu lat — zaśmiał się. Czym miała się martwić? Tym, że wyszedł na miasto? To wydawało mu się dość abstrakcyjne.

— I znowu mi nie wierzysz — rzucił oschle, widząc jej reakcję na jego wyjaśnienie.
To ty zacząłeś sabotować naszą relację w momencie, kiedy przestałeś mówić mi, co ci siedzi w głowie, Cy. Lockhart uniósł palce, by dość nerwowo przeczesać palcami swoje włosy. Cóż... Poniekąd była to prawda, ale to tylko dlatego, że blondyn od zawsze radził sobie w ten sposób. — Sam do końca nie wiem, co się działo w mojej głowie, Callie. Po prostu musiałem przemyśleć parę spraw, to jest dla ciebie koniec świata? — zapytał nieco kpiąco. — Zresztą nie pytałaś — odparł jak niedojrzałe dziecko, które musiało się jakkolwiek wybronić. A to, że Victoria go lubiła? Nigdy go to nie obchodziło, nawet przez chwilę. Nawet wtedy, gdy Callum sprowokował go do tego pocałunku. Nawet teraz, będąc pijanym, gdy mógł zrobić wszystko... A nie zrobił absolutnie nic. — No i co mnie to obchodzi? — zaśmiał się. — A ty zachowujesz się dziecinnie, Nerreza. Zamierzasz wściekać się o każdą idiotkę, która będzie w pobliżu? — rzucił nerwowo.

Nie powinien reagować tak instynktownie i gwałtownie. Wiedział o tym, ale nie mógł pozwolić jej wyjść, bo szybko by tego pożałował. Cyrus wbił w nią swoje błękitne spojrzenie i zacisnął wargi; był na granicy utraty zdrowego rozsądku. A może już było po wszystkim? Może już zwariował?
— Nie ma opcji, Callie. Nigdzie stąd nie wyjdziesz — powtórzył, odchylając głowę, by oprzeć ją na drzwiach. Nawet przymknął oczy, bo był kurewsko zmęczony tym wszystkim. — Pierdolony Brian. Znowu się z nim pieprzysz czy o chuj chodzi? — warknął. — To ja powinienem się wkurwiać i cię kontrolować, ale tego nie robię, bo wierzę ci na jebane słowo, choć miałbym sto powodów, żeby się w to wtrącić — rzucił, uderzając zaciśniętymi pięściami w drzwi za swoimi plecami. Musiał. Ochłonąć. Już.— Tak, jesteś wariatką — powiedział po paru sekundach. — Zawsze nią będziesz, ale wiedziałem już o tym, gdy znowu na ciebie wpadłem — mruknął, czując bicie swojego serca we własnej głowie.

callie
27 y/o
For good luck!
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wpatrywała się w niego, wbijając paznokcie w uda, żeby jakoś nad sobą zapanować. To, jak parskał pod nosem, jak się do niej odzywał, jakby wszystko, co mówiła, było jakims wyimaginowanym problemem.. dobijało ją i wkurwiało jednocześnie. - I się nie dowiesz. To nie jest twoja sprawa, Cyrus - rzuciła zdenerwowana. Nie chciała się z nim tym dzielić. Nie mogła. Tamta noc wciąż do niej wracała, czasami w najmniej odpowiednich momentach, a dopóki nie miała stuprocentowej pewności, że nie był w żaden sposób zamieszany w to, co zrobili jej wtedy jego koledzy, nie zamierzała mówić mu ani słowa więcej. Bo co, jeżeli naprawdę wiedział i to ukartował? - Masz rację. Jesteśmy dorośli - prychnęła pod nosem. - Więc zabawne, że zachowujesz się jak gówniarz. - Tylko że kiedy usłyszała, jak zdrabnia jej imię, coś w niej na moment puściło. Jej twarz trochę złagodniała, a spojrzenie, które jeszcze sekundę wcześniej było pełne złości, stało się spokojniejsze. Eh... Nienawidziła, że tak na nią działał. - I co przemyślałeś? - zapytała ciszej. - ze jestem wariatką i jednak nie powinniśmy być razem? - Spróbowała zatrzymać łzy, które już zaczynały zbierać się pod powiekami, ale głos i tak trochę jej zadrżał. Pociągnęła nosem i odwróciła wzrok na moment, zanim dodała, - I nie wściekam się o każdą dziewczynę, Cyrus. - Spojrzała na niego znowu. - Tylko o te, które przede mną ukrywasz.

''Pierdolony Brian. Znowu się z nim pieprzysz czy o chuj chodzi?''

Przegiął... Kurwa. Przegiął po całej długości. Przez sekundę tylko się na niego patrzyła, bo na dobrą sprawę jej mózg potrzebował chwili, żeby w ogóle przetworzyć, że naprawdę właśnie to powiedział i po tym wszystkim, co mu mówiła, po tym całym pieprzonym staraniu się, żeby nauczyć się znowu komuś ufać, on miał czelność sprowadzić jej relację z Brianem tylko do ruchania... Coś w niej po prostu p ę k ł o. Zamachnęła się i uderzyła go otwartą dłonią prosto w policzek. - Nie odzywaj się tak do mnie! - wyrzuciła z siebie, podnosząc głos. Dłoń aż ją zapiekła, ale miała to gdzieś. - I nie myśl sobie, że pozwolę ci obrażać Briana tylko dlatego, że jesteś zazdrosny albo masz jakiś problem ze sobą! - fuknęła, wbijając w niego wściekłe spojrzenie. - On był przy mnie wtedy, kiedy ciebie nie było, Cyrus. - był przy niej pomimo tego, że nie miał żadnego obowiązku... - Pomógł mi, kiedy moje myśli nie dawaly mi przeżyć ani jednego dnia w spokoju - głos lekko jej zadrżał, ale nie odwróciła wzroku. - Więc nie rób teraz z niego jakiegoś pieprzonego problemu tylko dlatego, że nie potrafisz znieść myśli, że mam w życiu kogoś poza tobą i mialam go w życiu przed tobą. - Pociągnęła nosem. - Nie chcę już z tobą rozmawiać. - Odwróciła się, chcąc po prostu wyjść i uciec od tej rozmowy... uczucia, że z każdą kolejną minutą znowu stawała się tą Calliope sprzed lat, która błagała, żeby ktoś on ją pokochał.

I wtedy Cyrus uderzył pięściami w drzwi. Wzdrygnęła się mocno, a serce momentalnie podeszło jej do gardła. Odsunęła się odruchowo do tyłu.... nie zauważając rozciapkanego po podłodze jedzenia, stopa uciekła jej spod ciała i sekundę później runęła na tyłek, próbując podeprzeć się dłonią. - fuck - syknęła. Ból przeszył jej rękę ostrym impulsem, spojrzała w dół i zobaczyła kawałek rozbitego talerza wbity w skórę. No cudownie. Spojrzała na niego i podniosła drugą rękę. - Tylko mnie nie dotykaj. - Podniosła się z podłogi, zaciskając zęby, i ruszyła do umywalki. Odkręciła wodę, wsuwając pod nią ranną dłoń, a kiedy krew zaczęła spływać pomiędzy jej palcami, zrobiło jej się niedobrze. Przez to, że znowu pozwoliła sobie uwierzyć, że może tym razem będzie inaczej. - Daj mi wyjść, Cyrus - powiedziała ciszej. Sięgnęła po ręczniki papierowe i przycisnęła je do dłoni, próbując zatamować krwawienie. Dopiero wtedy odwróciła się do niego i przez chwilę po prostu patrzyła na niego - Nie pasujemy do siebie - powiedziała w końcu. - Ty potrzebujesz kogoś, przy kim nie będziesz się zastanawiał, czy zaraz odwali coś nienormalnego. - Przełknęła ślinę. - A ja potrzebuję kogoś, przy kim nie będę musiała cały czas udowadniać, że nie jestem wariatką. - To słowo zabolało ją bardziej, niż chciała przyznać. Spojrzała na drzwi, a potem znowu na niego. - Chce stąd wyjść.

.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#34”